sobota, 15 sierpnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. Pięć lat temu, 6 kwietnia, analizowałem jeden z najbardziej znanych albumów w dorobku nieodżałowanego Krzysztofa Krawczyka pt. „To co w życiu ważne”.

https://culzone.blogspot.com/2021/04/cyklna-blogu-culturezone-w-muzyczna.html?spref=fb&fbclid=IwY2xjawTsG9VwZG9mBWV4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkEDIyMjAzOTE3ODgyMDA4OTIAAR5VnW49L3wZ-K5lLWsPnPLoeNEoqKirZ2Ycri7HzMyOWPe9xlf2LauH-ADt7Q_aem_yd_v_3Dv6MZ4Pv42KpR96w

Dziś, z kolei, zapraszam na analizę jednej z najbardziej znanych piosenek promujących wspomniany album czyli „TRUDNO TAK” nagrany w duecie z Edytą Bartosiewicz.


HISTORIA UTWORU

Omawiana piosenka była największym przebojem 2004 roku (do czego jeszcze nawiążę w tym artykule), ale co ciekawe była ona również coverem. Utwór jest bowiem adaptacją wykonywanej w języku serbskim kompozycji zatytułowanej „Sanjaj me” z 1998 r., której autorami są Mirko i Snežana Vukmanovićowie.

https://youtu.be/QwSfNqu0kBA?si=SQM0OreuyfBsrlt8

Do polskiej wersji słowa napisali Edyta Bartosiewicz i Łukasz Lubiatowski, a nagrania miały miejsce w l. 2003–2004. Przez miesiące artyści konsultowali z oryginalnymi wykonawcami interpretację, co ostatecznie przyniosło jeden z najbardziej znanych i zarazem charyzmatycznych duetów tamtego okresu.

A sam proces nagrywania odbywał się, co nie powinno nikogo dziwić w przypadku przyszłych przebojów, w nerwowej atmosferze. Wbrew obawom, nie sprowadzało się to do ciągłych awantur, chociaż jak wspominał Krawczyk, że podczas sesji z Edytą „emocje aż furczały!”. Artystka zmagała się wtedy z problemami głosowymi, ale zdecydowała się na nagranie, czując intuicyjnie, że to musi być hit. W studiu para opracowała kilkanaście wersji demo (aż 56!), wybierając tę najbardziej autentyczną i poruszającą.


ANALIZA

Jak wspomniałem, piosenka jest polską wersją bałkańskiej kompozycji. Powstawała przy konsultacji z oryginalnymi wykonawcami i dzięki temu tak bardzo udało się zachować klimat zagranicznej wersji. Piosenka, niezależnie o jakiej wersji jest mowa, opowiada o trudnej miłości, skomplikowanej relacji dwojga bliskich sobie ludzi a także o jakże bolesnym dla nich obojga dylemacie , czy dalej być razem mimo ciągłych konfliktów, czy też ostatecznie się rozstać („Trudno tak razem być ze sobą/Bez siebie nie jest lżej”). A może po prostu trzeba czasem uniknąć konfliktów? Niestety, nie zawsze jest to możliwe.


PREMIERA I SUKCES

Nie była to pierwsza piosenka promująca album „To co w życiu ważne” (wcześniej ukazał się promujący utwór „Lekarze dusz” nagrany w duecie z Muńkiem Staszczykiem), ale była to za to pierwsza kompozycja z albumu, która bezsprzecznie zajęła szczyty wielu list przebojów. Piosenka królowała na Popliście RMF FM, Liście przebojów Programu Trzeciego, a także w programie telewizyjnym „30 ton – lista, lista, lista przebojów”.

Mimo spartańskich warunków, w jakich piosenka powstawała, „Trudno tak!” wywarło ogromny wpływ także na wykonawców. Dla Bartosiewicz była come backiem na scenę muzyczną. Z kolei dla Krawczyka okazała się ostatnim wielkim przebojem przed jego śmiercią w 2021 roku.

Utwór doczekał się też innych wykonań w ramach wybranych programów rozrywkowych o tematyce muzycznej i koncertów. W 2012 roku, w ramach koncertu „Viva! Najpiękniejsi
2012” piosenkę wykonali Natasza Urbańska i Janusz Józefowicz.

https://youtu.be/P30ojHHOLzU?si=urBcbXpHJ8_75L-B

Z kolei w 2018 roku w ramach programu rozrywkowego „Twoja twarz brzmi znajomo” swoje wykonanie piosenki zaprezentował Andrzej Młynarczyk.

https://youtu.be/o1RCv1-oJto?si=q1NaHsRLso5uoAD7

W 2021 roku na koncercie „Jak przeżyć wszystko jeszcze raz – The Best of Krzysztof Krawczyk” piosenkę wykonała Edyta Górniak:

https://youtu.be/ik3HZ92YzPw?si=ku2Wf1Dj7i57D2XC


link: https://youtu.be/kpUWMl0gLEQ?si=o9LdbBYTs5Eu34p7


TEKST


Krzysztof Krawczyk & Edyta Bartosiewicz


TRUDNO TAK”


(Edyta Bartosiewicz)
Trudno tak
Razem być nam ze sobą
Bez siebie nie jest lżej

(Krzysztof Krawczyk)
Ulice odbijają szary smutek nieba
W sercu czuję chłód samotnej nocy
Zapach czarnej kawy
Filiżanki ciepło
Jak przystań, gdy wokół
Burzy się szaleństwo

Zasłonięte okna
Cieniste podwórza
Tych cichych dramatów
Sceny niezliczone
Gdy sił mi brak
Śnię o słonecznych czasach
Tych wspólnie z tobą spędzonych

(Edyta Bartosiewicz)
Trudno tak
Razem być nam ze sobą
Bez siebie nie jest lżej

Lecz trzeba nam
Trzeba dbać o tę miłość
Nie wolno stracić jej
Nam nie wolno stracić jej

W twoim śnie jestem gwiazdą
Ze starego romansu
Twe łzy niczym kołdra
Na moim nagim ciele
Smak kawy cię budzi
A minuty wciąż płyną
Myśli ciążą bardziej
Niż wczorajsze wino

(Krzysztof Krawczyk i Edyta Bartosiewicz:)
Zasłonięte okna
Cieniste podwórza
Tych cichych dramatów
Sceny nie zliczone
Gdy sił mi brak
Śnię o słonecznych czasach
Tych wspólnie z tobą spędzonych

Trudno tak
Razem być nam ze sobą
Bez siebie nie jest lżej

Lecz trzeba nam
Trzeba dbać o tę miłość
Nie wolno stracić jej
Nam nie wolno stracić jej

(Edyta Bartosiewicz)
Nie wolno stracić jej
(Krzysztof Krawczyk)
Nie wolno stracić jej
(Edyta Bartosiewicz)
Nie wolno stracić jej
(Krzysztof Krawczyk)
Nam nie wolno stracić jej

(Edyta Bartosiewicz i Krzysztof Krawczyk:)
O, trudno tak
Razem być nam ze sobą
Bez siebie nie jest lżej

Lecz trzeba nam
Trzeba dbać o tę miłość
Nie wolno stracić jej
Nam nie wolno stracić jej

Nam nie wolno stracić jej
Nam nie wolno stracić jej
Choć trudno tak
Nam nie wolno stracić jej

Trudno razem być
Trudno razem być
Trudno razem być

(Krzysztof Krawczyk)
Trudno tak razem być

czwartek, 13 sierpnia 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Widzowie nie boją się kontrowersji wokół filmów i na przekór pogłosek „ekspertów” na tematy podejmowane przez superprodukcje, potrafią zasilić box office oraz zapewnić sukces frekwencyjny filmowi. Oto osiem przykładów KONTROWERSYJNYCH FILMÓW, KTÓRE ODNIOSŁY SUKCES. Zaczynamy.


8, „Farenheit 9/11”, reż. Michael Mann

Czy film dokumentalny może wywołać kontrowersje? Zależy od podejmowanego tematu. I od tego, kto popiera występującego tam prezydenta. Michael Mann kontrowersje wzbudzał nieraz (choćby w dokumencie „Zabawy z bronią”, aczkolwiek w tym przypadku bardziej otworzył oczy zaślepionym Amerykanom). Wtykanie kija w prezydenckie mrowisko musiało podzielić widzów, choć z korzyścią dla box office. Po premierze słynnego dokumentu zanotowano ponad 223 miliardy wpływów! Trzeba przyznać, Bush jr miał niezłe poparcie (zwłaszcza w salach kinowych).

Najczęstszym powodem kontrowersji wokół filmów, bagatelizowanych przez box office i liczbę frekwencji w salach kinowych, są aspekty religijne. Dobitnie to pokazuje film z miejsca 7.

7. „Kod da Vinci”, reż. Ron Howard

Choćby nie wiem jak by to było możliwe, nie można na podstawie kontrowersyjnej książki zrobić niekontrowersyjnego filmu. Można, co najwyżej, ociupinkę złagodzić książkowe kontrowersje. Albo pójść w drugą stronę i kontrowersje wręcz uwypuklić. Książka Browna wzbudzała kontrowersje przez pseudoteologiczne poglądy (zaczerpnięte z pseudoteologicznych książek popularnonaukowych). Duchowni grozili, tak jak autorowi, ekskomuniką, jednak na widzów nie podziałała. Wręcz przeciwnie. Film zarobił ponad 7,5 miliarda dolarów. Jak widać, kontrowersje to też niezły marketing.

W Polsce o kasowe sukcesy kontrowersyjnych filmów też nie trudno. Smarzowski coś by na ten temat powiedział.

6, „Kler”, reż. Wojciech Smarzowski

W kraju tak religijnym i tak zapatrzonym w instytucje kościelne, film którego twórcy zaglądają w alkowy zakrystii, odsłaniając całą prawdę o duchownych, może spotkać się z nie lada skandalem. Wojciech Smarzowski, pokazując że ma solidne jaja, w swoim filmie odsłonił całą prawdę o duchownych, włącznie z oskarżeniami o molestowania seksualne. A widzowie – niezależnie od tego, czy w Boga wierzą, czy nie – kupili wszystko jak leci. Dzięki temu film zarobił grubo ponad 107 milionów na świecie (w tym 105 milionów zł). A widzowie, prosto z sal kinowych, udali się do konfesjonałów…

A my prosto z filmowej polskiej zakrystii AD 2018 udamy się na hollywoodzką Golgotę AD 2004. Tylko uprzedzam, będzie wyjątkowo mocno.

5, „Pasja”, reż. Mel Gibson

Film Gibsona wzbudził kontrowersje z różnych powodów. Wytykano mu niezgodność z historią i przekazem biblijnym (czyli podobna sytuacja jak w przypadku „Odysei” Nolana, której zarzucano niezgodność z realiami historycznymi i eposem Homera), a widzowie nie mogli znieść nagromadzenia brutalności (piszę to z doświadczenia własnego: przy scenie biczowania Jezusa czułem się jakbym sam był biczowany). Z kolei Gibsona oskarżano o antysemityzm, zwłaszcza gdy został zatrzymany pod wpływem alkoholu i dawał upust frustracji. Mimo to film był sukcesem kasowym, zarabiając 600 milionów dolarów.

Kontrowersji z powodu epatowania przemocą nie boją się nawet adaptacje komiksów, byle tylko zdobyć jak najwyższe miejsce na box office. Nawet jeśli bohaterem jest sam Joker.

4, „Joker”, reż. Todd Philips

Wokół filmowego „Jokera” pojawiły się obawy już przy doborze reżysera. Todd Philips bardziej kojarzy się z komediowym gatunkiem (nakręcił trylogię „Kac Vegas”), więc w zasadzie nie po drodze mu było do kina sensacyjnego (i to w duchu Martina Scorsese). Film ukazujący genezę komiksowego arcyłotra wzbudził jednak kontrowersje z innych powodów: media obawiały się, że film zainspiruje realną przemoc i usprawiedliwi toksyczne zachowania głównego bohatera. Widzowie to jednak zignorowali, inkasując w box office zawrotną sumę miliarda dolarów (najdroższy film z kategorią R).

Podium otwiera jeden z najbardziej kontrowersyjnych przebojów kinowych, który zresztą za swoje kontrowersje zapłacił wysoką cenę.

3, „Mechaniczna pomarańcza”, reż. Stanley Kubrick

Chociaż film zarobił aż 27 miliardów dolarów, nie obeszło się bez kontrowersji. Kubricka w sumie powinno usprawiedliwić to, że sama książka Burgessa jest kontrowersyjna, przez co została wycofana z niejednej biblioteki czy księgarni. Jednak film pod wieloma względami przebił książkę w skali kontrowersji, bo te były o wiele poważniejsze. Nie wiem, czy po lekturze książki czytelnicy naśladowali mordercze zapędy głównych bohaterów, ale po premierze filmu Kubricka wzrosła fala przemocy ze strony nastolatków. Reżyser osobiście zakazał wyświetlania „Mechanicznej pomarańczy” aż do swojej śmierci.

Zdobywające box office filmy mogą wzbudzać kontrowersje także na tle obyczajowym, co udowodnił Paul Verhoven.

2, „Nagi instynkt”, reż. Paul Verhoeven

Film Verhoevena wzbudzał kontrowersje przede wszystkim z powodu dość śmiałych scen erotycznych. Doszły do tego również inne, nad wyraz zaskakujące, jak np. oskarżenia o szkodliwe stereotypy środowiska LGBT połączone z ostrymi protestami feministek jeszcze przed premierą. Te jednak nakręciły tylko (nomen omen) napalonych widzów, a obronną ręką wyszedł sam reżyser. Nie dość, że film swoje zarobił – ponad 36 miliardów dolarów! - to jeszcze zrobił z Sharon Stone mega gwiazdę. O ile ktoś nie chciał oberwać szpikulcem do lodu, każdemu śniła się po nocach…

Chyba żaden film, który podbił box office, nie wywołał tak skrajnych opinii jak pewien przebój science fiction z końcówki lat 2000. Prawda, panie Cameron?

1, „Avatar”, reż. James Cameron

Wyniki finansowe – grubo ponad dwa miliardy dolarów! - mówią same za siebie, ale film od momentu wypuszczenia trailera wzbudzał mieszane opinie. Jedni wybałuszali oczy z zachwytu, drudzy: wzruszali ramionami. Mimo to do kina tłumnie poszli wszyscy. Ironią losu jest to, że film stał się przebojem wszech czasów na przekór widzów. Kto chciał w nim zobaczyć przełomowe dla kina super widowisko, ten to zobaczył. Kto chciał z kolei zobaczyć przehajpowany do granic możliwości bubel zżynający z „Tańczącego z wilkami” i „Pocahontas”, ten też to zobaczył. A box office tylko na tym zyskał.


To była moja lista kontrowersyjnych filmów, które były sukcesami w box office. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

wtorek, 11 sierpnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Przenosimy się do lat 2000, by poznać początki kariery Łukasza Macieja Mroza, piosenkarza znanego pod pseudonimem Mrozu, i historię wydania jego albumu „MILIONY MONET”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Zanim Mrozu rozpoczął solową karierę muzyczną, grał z takimi wykonawcami jak Wozo, Natural Dread Killaz, Jamal, East West Rockers, Bob One, Junior Stress, Molesta Ewenement, K.A.S.T.A., Lilu, Wice Wersa czy White House. Współpracował również z artystami, takimi jak: Waldemar Kasta, MaRina, Tomson, Sound`n`Grace, Vito Bambino, Jan-Rapowanie i Igo. W latach 2023-2024 wszedł w skład Męskiego Grania Orkiestry.

Przełomem był jednak rok 2009. Na temat tytułowego utworu jak i powstania całej płyty Mrozu wspominał po latach, że piosenka „Miliony monet” powstał w czasach studenckich z czystej praktyczności: jako młody twórca w trudniejszej sytuacji finansowej (nawiązując do tzw. „czarnych czwartków”) potrzebował szybkiego, radiowego i chwytliwego numeru, który pozwoli mu zaistnieć na rynku.


UTWORY PROMUJĄCE

Płyta była promowana przez dwa utwory, jednak każdy z nich stał się wielkim przebojem otwierając dla debiutującego piosenkarza drzwi do kariery.

Tytułowy singiel [nr 2] został wydany w 2009 roku, stając się natychmiastowym hitem wielu rozgłośni radiowych. Krytycy zwracali uwagę, że Mrozu brzmi w tym utworze jakby urwał się z jakiegoś popularnego na przełomie lat 90 i 2000 boysbandu. Był to zamierzony zabieg, gdyż piosenkarz chciał się przypodobać się przyszłym fankom. Skutecznie, gdyż po wydaniu piosenki był przyrównywany do Justina Timberlake`a.

Drugim utworem promującym był singiel „Femme Fatale” [nr 10]. Mrozu podkreślał w wywiadach po wydaniu singla, że „nie będzie z siebie robić na siłę jakiegoś gościa, który będzie prawił morały”.

Mogę przekazać moje własne doświadczenia z życia, ale to nie jest jeszcze ten czas i nie byłbym - w moim odczuciu - wiarygodny. Moja dusza jest raczej radosna, lubię się śmiać, lubię się bawić, lubię być nastawiony pozytywnie, jak są jakieś problemy, to lubię je szybko rozwiązać i myśleć wprzód. Na razie jestem bardziej pozytywny niż melancholijny"

Po wydaniu singla zaczęto spekulować, czy przypadkiem Mrozu nie opowiada w tej piosence o swojej drugiej połówce. Jednak piosenkarz konsekwentnie od początku swojej kariery pilnuje swojej prywatności.


PREMIERA I SUKCES

Premiera płyty odbyła się 27 kwietnia 2009 roku nakładem wytwórni Pink Crow Records, zawiera ona siedem piosenek w języku polskim i cztery piosenki w języku angielskim. Połączenie popu, R&B i nowoczesnych, klubowych bitów szybko zyskało sympatię słuchaczy oraz uznanie w rozgłośniach radiowych, inicjując artystyczną drogę Mroza, który z czasem przeszedł jedną z najciekawszych metamorfoz w polskiej muzyce rozrywkowej


link: https://www.youtube.com/playlist?list=OLAK5uy_lSPshAuZROeZdAHBneG4p3yOl-9Q2KkqA



Cykl na blogu „CultureZone”: „PROGRAM W ODCINKACH”


Cześć wszystkim. W kolejnym „Programie w odcinkach” wracamy do Westeros na 200 lat przed wydarzeniami w „Grze o tron”. Innymi słowy zapraszam na recenzję trzeciego sezonu „Rodu Smoka”. Zaczynamy.


RÓD SMOKA” (sezon 3) ****


twórca: Ryan J. Condal

obsada: Matt Smith, Emma D’Arcy, Olivia Cooke, Ewan Mitchel, Tom Glynn-Carney, Matthew Needham, Phia Saban, Fabien Franken, Rhys Ifan


Krew, pot, łzy. Szczęk oręża, ryk smoka, buchanie ognia. Trudno było zaprzeczyć, że dwa lata temu podczas oglądania drugiego sezonu „Rodu Smoka” wielu widzów za tym tęskniło. Wystarczyły jednak dwa sezony, by wszystko dało się naprawić. I chociaż wątku batalistycznego w tym sezonie jest jakby mniej, serial nie zaniża swojego poziomu. Wręcz przeciwnie: w przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, tu jest zdecydowanie lepiej. Ale zacznijmy od początku.


FABUŁA

Ciężka jest dola monarchy. I monarchini również. Po zwycięskiej morskiej bitwie, Rhaenyra w końcu zasiada na Żelaznym Tronie. Wydaje się, że wojna dobiegła końca (tak wiem, szykowali się przez CAŁY sezon drugi, a gdy w końcu wyruszają na wojnę, ta już się kończy?????). Jednak przeciwnicy Rhaenyry nie śpią. Szczególnie książę Aegon - pozbawiony korony i przeraźliwie oszpecony, a przez to kompletnie nierozpoznawalny przez nikogo - wykorzystuje okazję, by knuć przeciwko księżniczce. Tymczasem władza okaże się bardziej cięższa od noszonej przez Rhaenyry korony: nie dość, że królowa wyraźnie jest despotką, to jeszcze jej relacje - czy to z poddanymi, czy to z krewnymi - są bardzo napięte. Jak pogodzić jedno z drugim?


OCENA

Drugi sezon „Rodu Smoka” był dla wielu pewnym rozczarowaniem (przede wszystkim z powodu wszechogarniającej nudy). Bohaterowie snuli się po komnatach, prowadzili ze sobą dłuuuuugie dysputy, a widzowie zieeeeeeewali. Inne wątki, jak ten wokół Daemona, zwyczajnie śmieszyły. Niektórzy widzowie pewnie dziwili się, czemu nie dało się upchnąć połowy tego sezonu do pierwszego (w sumie, właśnie: dlaczego?), a drugi połączyć z tym obecnym. Spieszę jednak donieść, że znów się dzieje w Westeros. I choć batalistyki znowu jest tu tyle co kot napłakał, to nie ona jest tu najważniejsza.

Bo uniwersum George`a R. R. Martina nigdy nie stało bitwami i potyczkami. A w każdym razie „Gra o tron” i „Ród Smoka”, bo akurat „Rycerz Siedmiu Królestw” jest ich zupełnym przeciwieństwem… W hitowym (przynajmniej do pewnego momentu) serialu HBO i jego spin offie ważniejsza była polityka, a bitwy były w tle. W drugim sezonie ciężko było to poczuć, ale tu znów polityka wysuwa się na pierwszy plan. Tym razem na przykładzie pierwszego okresu panowania Rhaenyry, której korona wyraźnie ciąży (przy okazji Emma D`Arcy znów daje pełny popis aktorski). Showrunner rozbudowuje również jej relacje z innymi osobami: tym razem królowa załamuje ręce nad swoją przyrodnią siostrą, Helaeną, spodziewającą się dziecka. W tej sytuacji rozprzestrzeniające się po Królewskiej Przystani myszy wydają się najmniejszym problemem.

Również inne wątki przykuwają uwagę, bo nie wydają się przeciągnięte do przesady, a pozostali członkowie obsady mają coś do zagrania (poza tym umówmy się: ile można wałkować relację Rhaenyry i jej macochy, Alicent Hightower, wiadomo że obie damy idą na noże). Nawet najmocniejszy punkt serialu, zachwalany w pierwszym sezonie Matt Smith, ma coś do zagrania zamiast snuć się po nawiedzonym zamczysku jak jakiś Scooby-Doo ze swoją ekipą. Co najwyżej widzowie mogliby narzekać, że w serialu jest za mało scen łóżkowych (gdyby nie ultra brutalne sceny pojedynków i bitew oraz co i rusz rzucane mięsiwa, można by przyjąć że kategoria wiekowa serialu powinna spaść do 16 +…). Ok, serial nie stał też scenami seksu, ale zabrakło małego urozmaicenia…

Bardziej nosami kręciliby tym razem wielbiciele uniwersum George`a R. R. Martina (że już nie wspomnę o samym zainteresowanym…). Bo trzeci sezon znacznie bardziej odstaje od książkowego „Ognia i krwi”, jakby Ryan J. Condal chciał przedstawić autorską (czytaj: alternatywną) wizję rodu Targaryenów (co stało się powodem kłótni z samym Martinem i jego odejściem od serialu… zdumiewające, że sezon czwarty powstaje, mimo niesnasek między nimi). Co i rusz natrafiałem w Internecie na komentarze, że w „Ogniu i krwi” wydarzenia przebiegły zupełnie inaczej niż w serialu.

Pytanie tylko czy odstępstwa były w pełni uzasadnione, czy rzucone tak po prostu dla urozmaicenia sezonu. Bo pomimo wyraźnych różnic między „Ogniem i krwią”, a serialem, sezon trzeci oglądało mi się z zapartym tchem i tylko raz na jakiś czas zdarzało mi się wiercić się przed telewizorem. Nie żebym usprawiedliwiał showrunnera (tym bardziej że twórczość Martina, mimo niedokończenia „Pieśni Lodu i Ognia”, wysoko sobie cenię), ale odstępstwa za pewne były wprowadzone żeby znowu nie narazić się na nudę (chociaż nie przypominam sobie czytając „Ogień i krew” by wątek wojny domowej Targaryenów zalatywał nudą…).

Mimo to sezon 3 dał nadzieję, że doczekamy się satysfakcjonującego finału. Kto czytał „Ogień i krew”, ten wie jaki on będzie, oby tylko został widowiskowo pokazany w serialu (chyba że showrunner odejście od wizji książkowej, to wtedy podzielę zdanie z fanami Martina…).