środa, 8 lipca 2026

 
NIE ŻYJE TADEUSZ BARANOWSKI,

JEDEN Z NAJBARDZIEJ ZNANYCH TWÓRCÓW KOMIKSOWYCH.


Marcin Klimczuk


Dotarła do nas smutna wiadomość. Nie żyje Tadeusz Baranowski, jeden z najbardziej znanych twórców komiksowych znad Wisły. Początkowo publikował krótkie komiksy jak „Ten piekielny Barnaba” wydany na łamach magazynu „Świat Młodych” w 1975 roku, pierwszy album z kolei - „Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa”  wydał pięć lat później. 

W kolejnych latach pojawiły się następne tytuły w tym m.in.: „Podróż smokiem Diplodokiem”, który dwa lata temu doczekał się adaptacji w postaci filmu animowanego „Smok Diplodok”.

Tadeusz Baranowski zmarł w wieku 81 lat.

Niżej zamieszczam link z informacją o śmierci Tadeusza Baranowskiego:

https://www.filmweb.pl/news/Nie+%C5%BCyje+Tadeusz+Baranowski.+Tw%C3%B3rca+Smoka+Diplodoka+mia%C5%82+81+lat-167484

wtorek, 7 lipca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Tym razem cofniemy się do lat 90. Zapoznamy się dziś z historią albumu Dr Albana „ONE LOVE (THE ALBUM)”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

W 1990 roku Alban Uzoma Nwapa poznał Denniza Popa z wytwórni SweMix i wraz z nim oraz raperką Leilą K wydał swój pierwszy album „Hello Afrika”. Wtedy przyjął pseudonim artystyczny Dr. Alban, nawiązujący do jego studiów stomatologicznych. Jego debiutancki album zawierał takie hity jak „Hello Afrika” i „No Coke”, które ostatecznie sprzedały się w milionach egzemplarzy. Sam album odniósł spory sukces i zapewnił mu status złotej płyty na wielu rynkach, w tym w Niemczech (za sprzedaż ponad 250 000 egzemplarzy), Austrii (25 000) i Szwajcarii (25 000).

Rok później sukces ten został przekroczony przez jego drugi krążek „One Love (The Album)”. Druga edycja, z dopiskiem „Second Edition” i z nieco inną listą utworów, ukazała się w 1993 roku. Album łączy w sobie wpływy eurodance, euro house i reggae, odzwierciedlając korzenie Dr. Albana i jego fascynację muzyką elektroniczną w Szwecji. Nagranie i miks odbyły się w SweMix Studios w Sztokholmie.


UTWORY PROMUJĄCE

Płyta była promowana przez trzy utwory dwa pierwsze zostały wydane w 1992 roku. Pierwszy z nich to wielki hit w dorobku Dr Albana „It’s my life” [nr 2] wydany w lutym 1992 roku, który na płycie znalazł się również w edycji klubowej [nr 12]. Drugim utworem promującym wydanym w 1992 roku był tytułowy singiel [nr 7] wydany w sierpniu.

Rok potem ukazał się trzeci singiel promujący, który - podobnie jak „It’s my life” - odniósł niemały sukces w karierze Dr Albana. Była to wydana w lutym piosenka „Sing Hallelujah” [nr 4].


PREMIERA I SUKCES

Album odniósł wielki sukces, sprzedając się w ponad 1,6 miliona egzemplarzy na całym świecie. Dotarł na szczyt list przebojów w Austrii i do pierwszej piątki w Szwajcarii. Uzyskał status złotej płyty w Niemczech oraz platynowej w Austrii i Szwajcarii. Sukces „One Love” pomógł ugruntować pozycję Dr. Albana na scenie eurodance.docierając na szczyt listy przebojów w Austrii i znalazł się w pierwszej 5. w Szwajcarii, osiągając również 6. miejsce w Niemczech. Uzyskał status złotej płyty w Niemczech (za sprzedaż ponad 250 000 egzemplarzy) oraz platynowej płyty zarówno w Austrii, jak i Szwajcarii (w obu przypadkach po 50 000).


link: https://youtube.com/playlist?list=PLq6q5WC2cR059UFyZAEm3dBj40qD_OXOc&si=2YKVCf_CY8Bk0pWD

poniedziałek, 6 lipca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


BRUNO MARS : MUZYCZNA RÓŻNORODNOŚĆ GATUNKOWA


Cześć wszystkim. W kolejnym odcinku poniedziałkowego cyklu przybliżę sylwetkę jednego z najbardziej popularnych piosenkarzy ostatnich kilkunastu lat. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

  Bruno Mars naprawdę nazywa się Peter Gene Hernandez i urodził się w dzielnicy Waikīkī w Honolulu na Hawajach, gdzie się wychował. Jego rodzice, Bernadette „Bernie” i Pete Hernandez, są pochodzenia filipińskiego, portorykańskiego i węgiersko-żydowskiego. Bernadette przyjechała na Hawaje z Filipin jako dziecko, podczas gdy Pete wyemigrował na wyspę z Brooklynu w Nowym Jorku. Rodzice Marsa poznali się na koncercie, na którym jego matka była tancerką hula, a ojciec grał na perkusji. W wieku dwóch lat Peter zaczął być nazywany przez ojca „Bruno”, ponieważ przypominał zawodowego wrestlera Bruno Sammartino. 

  Jak wielokrotnie powtarzał, Mars dorastał w muzycznej rodzinie, co pozwoliło mu eksplorować różnorodne gatunki, od reggae, R&B, rocka i hip-hopu. Od najmłodszych lat Mars pozostawał pod silnym wpływem takich artystów jak The Isley Brothers i The Temptations. W wieku czterech lat Bruno zaczął dawać pięć koncertów tygodniowo z zespołem swojego ojca, The Love Notes. Dzięki tym występom zyskał sławę na całej wyspie dzięki swojej fascynacji Presleyem.

  W 1990 roku został opisany w tabloidzie „MidWeek” jako „Mały Elvis”, a dwa lata później zagrał epizodyczną rolę w filmie „Miesiąc miodowy w Las Vegas”. Piosenkarz później wyjaśnił wpływ Presleya na swoją twórczość: 


„Oglądam najlepsze. (...) Jestem wielkim fanem Elvisa z lat 50., kiedy wchodził na scenę i przerażał ludzi swoją mocą, doprowadzając dziewczyny do szaleństwa! To samo można powiedzieć o Princie czy The Police. To są faceci, którzy wiedzą, że ludzie przychodzą na koncerty, żeby być częścią show, więc ich oglądam i uczę się od nich”.


  W 2003 r., wkrótce po ukończeniu liceum President Theodore Roosevelt High School, przeniósł się do Los Angeles, by kontynuować swoją karierę. W tym celu przyjął pseudonim sceniczny, przejmując przezwisko nadane mu przez ojca i dodając do niego słowo „Mars”, co wyjaśnił następująco: 


„Czułem, że nie ma we mnie nic wyjątkowego ani atrakcyjnego. Poza tym wiele dziewczyn mówiło mi, że jestem nie z tej ziemi, więc pomyślałem, że muszę być z Marsa”.


KARIERA 

Po przeprowadzce do Los Angeles w 2004 roku Mars podpisał kontrakt z wytwórnią Motown Records, który, jak sam powiedział, „nie przyniósł żadnych efektów”. Korzyścią ze współpracy z Motown było jednak to, że Bruno osobiście poznał autora tekstów i producenta Philipa Lawrence’a, który również podpisał kontrakt z tą wytwórnią. Mars, Lawrence i inżynier dźwięku Ari Levine zaczęli wspólnie pisać piosenki i ostatecznie utworzyli zespół produkcyjny The Smeezingtons. W 2006 roku Lawrence przedstawił Marsa Aaronowi Bay-Schuckowi, swemu przyszłemu menedżerowi w Atlantic Records. Po usłyszeniu kilku piosenek w wykonaniu Marsa, Bay-Schuck naciskał na Marsa, aby podpisał kontrakt z Atlantic Records tak szybko, jak to możliwe, ale stało się to dopiero trzy lata później. Tymczasem Atlantic zatrudnił Smeezingtonów do pisania i produkcji piosenek dla innych artystów w wytwórni. Bay-Schuck przyznał później, że chociaż Mars twierdził, że jego głównym celem było zostanie solowym piosenkarzem, chciał pracować nad wydawnictwami innych piosenkarzy, co miało na celu poprawę jego umiejętności pisania piosenek, a także pomóc mu odkryć, jakim artystą ostatecznie chce się stać. Rozwijając tę ​​myśl, Bay-Schuck nazwał ten okres w życiu Marsa „odkrywaniem samego siebie”, co w znacznym stopniu przyczyniło się do jego późniejszego sukcesu.

Nim sam zadebiutował jako piosenkarz, pisał teksty dla wielu artystów i zespołów, jak Alexandra Burke, Sugababes, Sean Kingston czy Flo Rida. Jako piosenkarz zaczynał jako głos w tle u takich piosenkarzy jak B.o.B. („Nothing on You”) czy Travie McCoy („Billionaire”). Debiutancki solowy krążek Marsa, „DOO-WOPS AND HOOLIGANS”, wyszedł w 2010 roku, a promowała go romantyczna ballada „Just The Way You Are”. Dwa lata potem, w 2012 roku, wydał album „UNORTHODOX JUKEBOXU”. Dzięki niemu zadebiutował na drugim miejscu listy Billboard 200 ze sprzedażą 192 000 egzemplarzy i ostatecznie osiągnął pierwsze miejsce na liście. Album osiągnął pierwsze miejsce w Szwajcarii i Wielkiej Brytanii, stając się najszybciej sprzedającym się solowym albumem 2012 roku w Wielkiej Brytanii. Album promował singlem „Locked Out of Heaven”, który dotarł do pierwszego miejsca na amerykańskiej liście Billboard Hot 100 i kanadyjskiej liście Billboard, a także do pierwszej dziesiątki w kilku krajach na całym świecie. Równie wielkimi hitami okazały się m.in. „When I Was Your Man” (który poniekąd zainspirował Miley Cyrus przy tworzeniu piosenki „Flowers”) oraz „Trasure”. Aby promować album, wyruszył w trasę koncertową zatytułowaną The Moonshine Jungle Tour. 2 lutego 2014 roku wystąpił w przerwie Super Bowl XLVIII z gościnnym udziałem Red Hot Chili Peppers.


STYL

  Twórczość Marsa charakteryzuje się szerokim przekrojem wykorzystywanych stylów i elementów różnych gatunków muzycznych. Jako dziecko, Bruno inspirował się takimi artystami, jak między innymi Elvis Presley i Michael Jackson (z którym najbardziej jest porównywany), czerpiąc wzorce z ich dokonań artystycznych. Do swojej muzyki Mars często włącza również reggae, a także dźwięki charakterystyczne dla Motown. Jon Caramanica z „The New York Timesa” określił Marsa jako „jednego z najbardziej wszechstronnych wokalistów popowych naszych czasów”.

  Muzyka Marsa łączy w sobie wiele gatunków muzycznych, od muzyki folkowej, rocka, reggae, R&B, soulu i hip-hopu. Artysta wymienia szeroką gamę muzycznych inspiracji, w tym artystów R&B, jak np. Keith Sweat, Jodeci i R. Kelly, a także rock’n’rolla l. 50. i dźwięki Motown. W szkole średniej Bruno zaczął słuchać klasycznych zespołów rockowych, w tym The Police, Led Zeppelin i The Beatles. Wszystkie te gatunki wpłynęły na styl muzyczny Marsa, dodając: 


„Niełatwo jest tworzyć utwory będące mieszanką rocka, soulu i hip-hopu, zwłaszcza gdy jest ich tylko kilka”.


  Ponadto Bruno przyznał, że jego współpraca z innymi artystami również wpłynęła na jego styl muzyczny: 


„«Nothin' on You» miało klimat Motown, a «Billionaire» był utworem reggae z prowadzącą gitarą akustyczną. Jest jeszcze «Just the Way You Are». Jeśli znasz moją historię, wiesz, że kocham wszystkie rodzaje muzyki”. 


  Za swoją największą inspirację Mars uważa jednak doo-wop, która, jak mówi, „została stworzona do piosenek o miłości — jest taka piękna, prosta i romantyczna”. Na twórczość Marsa wpływ miało również wychowanie na Hawajach, nadając jego piosenkom charakter reggae. Jak sam powiedział: 


„Na Hawajach niektóre z największych stacji radiowych grają wyłącznie reggae. Lokalne zespoły inspirują się Bobem Marleyem. Ta muzyka łączy ludzi. To nie jest folk ani muzyka miejska. To po prostu piosenki. Dlatego radzą sobie tak dobrze. Piosenka zawsze jest na pierwszym miejscu”.


  Piosenki Marsa są opisywane jako optymistyczne, beztroskie i poprawiające nastrój. Jednak utwory takie jak „Grenade”, „Liquor Store Blues” i „Talking to the Moon” eksplorują mroczne aspekty ludzkiego życia, w tym nieodwzajemnioną miłość i zachowania autodestrukcyjne.


KOLEJNE SUKCESY

  Po wydaniu w 2016 roku trzeciego albumu pt. „24K Magic”, Mars zarzucił nagrywanie kolejnych albumów na kolejne dziesięć (!) lat. Nie oznacza to jednak, że porzucił na ten okres muzykę. Po prostu w przeważającej liczbie koncertował. I tak w 2022 r. rozpoczął światową trasę koncertową występami w Sydney i Tokio, która była kontynuowana w 2023 r. w Korei Południowej, Brazylii, Chile, Gruzji, Izraelu i na Filipinach. Po występie w Tel Awiwie 4 października, drugi koncert w Tel Awiwie zaplanowany na 7 października i koncert w Doha zaplanowany na następny dzień zostały odwołane z powodu ataku z 7 października. W kolejnym roku, po koncertach w Tokio, Bangkoku i Singapurze, trasa zakończyła się 14-koncertową częścią w Brazylii. Kontynuował występy podczas rezydencji koncertowej równolegle z trasą światową. 37 pokazów zgłoszonych w 2023 roku przyniosło ponad 66,3 miliona dolarów przychodu.

  Bardzo owocny był następny, 2024, r. Bruno Mars zmieniając nieco swój scenicznych wizerunek (zapuszczając wąsik), nawiązał współpracę z dwiema artystkami: Lady Gagą i debiutującą na scenie Rose. Z pierwszą nagrał romantyczną balladę „Die With a Smile”, a z drugą wylansował zgoła inny utwór „APT”, który promował debiutujący krążek Rose zatytułowany „Rosie”. Mars wyprodukował też cover piosenki Elvisa Presleya „Burning Love” nagrany przez jego siostrzeńców, Nyjah Music i Zyah Rhythm, do aktorskiej wersji disnejowskiego filmu „Lilo & Stitch”. 7 stycznia 2026 roku Mars potwierdził wydanie nowego singla „I Just Might” na 9 stycznia oraz tytułu albumu „THE ROMANTIC”, wraz z datą premiery 27 lutego 2026 roku. „I Just Might” zadebiutował na szczycie listy Billboard Hot 100, będąc jego pierwszym utworem, który to osiągnął i dziesiątym numerem jeden w ogóle.



Dzięki balansowaniu między gatunkami muzycznymi, Bruno Mars zyskał popularność jednego z najbardziej oryginalnych artystów. Oprócz tego utwory Marsa mają również zróżnicowany nastrój - od optymistycznych, beztroskich i poprawiających nastrój po eksplorujące mroczne aspekty życia ludzkiego, co również znalazło uznanie wśród jego słuchaczy.


link: https://music.youtube.com/channel/UCZn4r7heNOPY-C43YIywnVA 

sobota, 4 lipca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. Przenieśmy się w tym odcinku do lat 2000, by zapoznać się z historią piosenki „STACJA WARSZAWA” Lady Pank. Okazja tym bardziej się nadaje, ponieważ zespół niedawno obchodził 45-lecie na scenie muzycznej. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU.

W styczniu 2003 roku Lady Pank zagrał dwa koncerty – w Bydgoszczy i Warszawie – w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tym okresie triumf święcił album Jana Borysewicza nagrany z Pawłem Kukizem „Borysewicz & Kukiz” promowane m.in. przez hit „Bo tutaj jest jak jest”. W ramach promocji albumu Kukiz i Borysewicz występowali wraz z pozostałymi muzykami Lady Pank na koncertach w Polsce i USA, gdzie zagrali dla amerykańskiej Polonii. Pomimo dużej popularności projektu, Borysewicz i Kukiz wspólnie zdecydowali o zawieszeniu działalności, by móc skupić się na swoich rodzimych zespołach. W lipcu 2003 roku w Olecku odbył się I Międzynarodowy Zlot Fanów Lady Pank, na którym zespół zagrał kilka swoich przebojów. Jesienią odbył kilka kameralnych, akustycznych koncertów oraz krótką trasę koncertową dla Polonii w Niemczech i USA. 

W marcu 2004 roku muzycy rozpoczęli nagrywanie repertuaru na nowy album, które odbywało się w dramatycznych okolicznościach: premierę płyty poprzedzili serią koncertów, m.in. w Sulęcinie gdzie wystąpili 1 maja, z okazji przystąpienia Polski do Unii Europejskiej; w trakcie wydarzenia pijany Borysewicz pokłócił się z burmistrzem miasta, co odnotowały ogólnopolskie media, a sprawa opisana została m.in. w programie Polsatu „Interwencja”. Dzień po incydencie w Sulęcinie wystąpili na koncercie Dwa kolory transmitowanym i organizowanym przez Polsat. 23 czerwca zagrali w klubie Park koncert promujący ich nowy album pt. „Teraz Lady Pank”. Jednym z utworów promujących była właśnie piosenka „Stacja Warszawa”.

Muzyka i tekst zostały stworzone przez Jana Borysewicza oraz Andrzeja Mogielnickiego. Do utworu powstał teledysk w reżyserii Marty Pruskiej, przedstawiający różnych mieszkańców polskiej stolicy.


ANALIZA

Warszawa w tekście piosenki Lady Pank jawi się jako wyjątkowo mroczne, wręcz przygnębiające miejsce: „pełna ulic, placów, drzew”, w której częściej daje się słyszeć drwiący śmiech aniżeli słowa uznania. „Noce są zawsze długie,/a za dnia ciągły szum./Mało kto to zrozumie/dokąd gna zdyszany tłum”. Podmiot liryczny roztacza jednak nadzieję, że „wszystko byłoby inne”, gdyby była z nim ukochana osoba. Bo przecież jeśli miłość może zaistnieć, to na pewno da znak. A wtedy „zniknie Warszawa (jako ponure miasto)/ tak jawa, jak sen./Życie to nie zabawa –/dobrze to wiem!”.


PREMIERA I SUKCES

Piosenka okazała się wielkim hitem w późniejszej karierze Lady Pank. Utwór zajął pierwsze miejsce na listach polskich przebojów: POPLista RMF FM, Lista przebojów Programu Trzeciego i Szczecińska Lista Przebojów. 


link: https://youtu.be/4DZGoeCJB_Y?si=n9SGwQ8sJm2UY4VR 


TEKST


Lady Pank 


„STACJA WARSZAWA”

tytuł oryg. „Stacja Warszawa”


W moich snach wciąż Warszawa
pełna ulic, placów, drzew.
Rzadko słyszysz tu brawa –
częściej to drwiący śmiech.
Twarze w metrze są obce,
bo i po co się znać…
To kosztuje zbyt drogo,
lepiej jechać i spać.

Wszystko byłoby inne
gdybyś tu była, ja wiem.
Nie tak trudne i dziwne
gdybyś tu była, ja wiem…

Noce są zawsze długie,
a za dnia ciągły szum.
Mało kto to zrozumie
dokąd gna zdyszany tłum.

Wszystko byłoby inne
gdybyś tu była, ja wiem.
Nie tak trudne i dziwne
gdybyś tu była, ja wiem…

Jeśli miłość coś znaczy
to musi dać znak.
Kiedyś też to zobaczysz,
powiesz mi tak:
zniknie Warszawa
tak jawa, jak sen.
Życie to nie zabawa –
dobrze to wiem!

W moich snach wciąż Warszawa
i do grosza wciąż grosz.
Ktoś mi mówi: to sprawa,
a ja chcę uciec stąd.

Wszystko byłoby inne
gdybyś tu była, ja wiem.
Nie tak trudne i dziwne
gdybyś tu była ja wiem….

Jeśli miłość coś znaczy
to musi dać znak.
Kiedyś też to zobaczysz,
powiesz mi tak:
zniknie Warszawa
tak jawa, jak sen.
Życie to nie zabawa –
dobrze to wiem! x2

Wszystko byłoby inne
gdybyś tu była, ja wiem.
Nie tak trudne i dziwne
gdybyś tu była ja wiem….

Jeśli miłość coś znaczy
to musi dać znak.
Kiedyś też to zobaczysz,
powiesz mi tak:
zniknie Warszawa
tak jawa, jak sen.
Życie to nie zabawa –
dobrze to wiem! x2


BACKROOMS : BEZ WYJŚCIA ****


Na początku była creepypasta, która zadebiutowała w 2019 roku na łamach forum 4chan, a potem stała się tak popularna, że szumnie przeniknęła do innych mediów, zaadaptowano ją na gry, pojawiła się też na YouTubie. W końcu upomniało się o nią kino. Czyli coś jak w przypadku serii „Transformers”, gdzie najpierw były zabawki, potem komiksy i seriale animowane, a finalnie w 2007 roku: film live action. Jest to swoisty ewenement, bo zwykle gdy mowa o jakimś horrorze, wywodzi się on z książki - czasem jest to klasyczny gotyk jak „Frankenstein” czy „Dracula”, innym razem twórczość Stephena Kinga - lub ze slashera, który ktoś remake’uje. Sytuację z „Backrooms: Bez wyjścia” można porównać do „Blair Witch Project”: tak jak film Daniela Myricka i Eduarda Sáncheza wprowadzał na salony found footage (technikę filmową stylizującą fikcyjny film na autentyczny materiał audiowizualny), tak w przypadku filmu Parsona wszystko zaczęło się właśnie od creepypasty.

Rzecz jasna, film Parsona to nie pierwsza próba takiej adaptacji, podobnie jak „Blair Witch Project” nie był pierwszym filmem próbującym urealnić grozę na ekranie (ta miała miejsce już w l 70, jak nie wcześniej, vide: „Cannibal Holocaust”). W 2018 r. nakręcono bowiem horror „Slender Man”, również inspirowany creepypastą (o grubo ponad dwumetrowym mężczyźnie w garniturze, który miał bardzo długie ręce i nie posiadał twarzy), który został zrównany z błotem. Z „Blair Witch Project” było podobnie: w chwili premiery w 1999 roku został przyjęty chłodno przez krytyków, dla których found footage był czymś nowym (a dziś robi się o tej technice wykłady na studiach filmoznawczych), podczas gdy część widzów uznała go za film kultowy.

Ogólnie trudno oprzeć się wrażeniu, że z creepypastami jest jak kiedyś z found footage. Chyba dopiero teraz można mówić o renesansie zainteresowania upiornymi historiami udostępnianymi w Internecie (co powinno trafić szczególnie do Pokolenia Z, chyba że będzie obgadywać film jak to miało miejsce na niektórych seansach), tak jak renesans horrorów found footage pojawił się dopiero w 2008 roku po premierze znakomitego hiszpańskiego „[REC]”. Po prostu w latach 2000 pojawiło się więcej chętnych do oglądania nowej jakości kina grozy, a dzisiejsze pokolenie woli raczej nie odrywać oczu od tabletów, laptopów czy iPadów i tylko historie internetowe z dreszczykiem mogą wzbudzić jakieś zainteresowanie (z naciskiem na „jakieś”).

Zainteresowanie 20-letnimi widzami jest możliwe, jeśli za kręcenie filmu weźmie się ich rówieśnik. I tu przechodzę płynnie do kolejnego punktu, który czyni z „Backrooms” fenomen: Kane Parson (rocznik 2006!) zaczynał jako youtuber (co łączy go z 26-letnim Curry Bakerem, reżyserem dopiero co wyświetlanego u nas horroru „Obsesja”). Któż lepiej nadawałby się na narratora dla Pokolenia Z siedzącego całe dnie w YouTubie, na TikToku czy Platformie X (ongiś zwanej Twitterem), jak nie ktoś, kto sam w tym medium siedzi. Na początku youtubowej działalności Parson rozpowszechniał filmiki inspirowane creepypastami o Backrooms (powstał z tego cały serial!), które poszerzały horrorowe uniwersum: kolejne potwory, czy organizacja badająca czym w ogóle jest to całe Backrooms. Wydawać by się mogło, że - pomijając wiedzę o tym uniwersum - chłopak niczym się nie wykaże na stołku reżyserskim. Tymczasem debiutant, ku zaskoczeniu sceptyków, umiejętnie poprowadził doświadczonych i dużo od niego starszych aktorów: Chiwetela Ejifora oraz Renate Reinsve. Zupełnie jak Spielberg, który w chwili kręcenia „Szczęk” sam nie miał jeszcze 30 lat (mimo to umiejętnie poprowadził Roya Schildera, Richarda Dreyfussa i Roberta Shawa), a który ostatnio zachwalał tak „Backrooms” jak i „Obsesję”. Czyżby przyszłość branży filmowej miała należeć teraz do youtuberów?

Na pierwszy rzut oka samo to brzmi jak jakiś horror. Parson świetnie buduje klimat i bezbłędnie prowadzi aktorów, choć w drugiej połowie film wyraźnie traci na jakości. Zgodziłbym się, zresztą, z zarzutami, że „Backrooms” wygląda jakby zrobili go dwaj filmowcy: Parson i ktoś, kto albo nie rozumie to całe creepypastowe uniwersum, albo woli sycić się hektolitrami krwi zamiast budowanym napięciem (które Parsonowi też wychodzi zaskakująco dobrze jak na youtubera). Dobrze to widać zestawiając początek i koniec filmu: na początku nie widzimy stworów, które zamieszkują Backrooms i nie widzimy kto atakuje przebywającego tam nieszczęśnika (słyszymy tylko jego spanikowany głos). W końcówce jest już tylko zwyczajna, masochistyczna, ekspozycja jak w najgorszych remake’ach slasherów. Ale spokojna głowa, Parson. Kiedyś za reżyserowanie pełnometrażowych filmów brali się twórcy seriali lub nawet teledysków. Nie wszystkim udawało się zaistnieć w kinie już swoimi debiutami (głównie z winy producentów) i dopiero za kolejnym podejściem zyskiwali popularność (jak uwielbiam uniwersum „Obcego”, tak trzecią część w reżyserii Davida Finchera nie znoszę i dopiero jego późniejsze „Seven” oraz „Fight Club” zrobiły na mnie wrażenie). Jeśli Parson dalej będzie coś kręcił - a niech to bedą kolejne horrory - to wyjdą mu lepiej niż sam debiut. Zresztą, „Backrooms” ma doczekać się wersji reżyserskiej, możliwe więc że będzie mniej ekspozycji i jatki, a więcej suspensu. 

Na koniec podzielę się małą dygresją, skoro już robiłem porównania z młodym Spielbergiem: „Szczęki” swego czasu skutecznie zniechęcały widzów do, co najwyżej, wyjazdów nad morze (a nuż wynurzy się jakiś rekin po obiad…). „Backrooms: Bez wyjścia” ma potencjał by zniechęcić widzów do odwiedzenia sieci sklepów typu IKEA… 


Reż. Kane Parson

Czas trwania: 105 min

Gatunek: horror

Tytuł oryg. „Backrooms

czwartek, 2 lipca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Powoli przymierzam się do obejrzenia i zrecenzowania „Backrooms” w reżyserii Kane’a Pearsona. Reżyser wspomnianego filmu swoje pierwsze kroki stawiał w nieco pokrewnej branży, mianowicie na YouTubie. Nie on jeden tak robił. Przygotowałem dla was ranking FILMÓW FABULARNYCH NAKRĘCONYCH PRZEZ YOUTUBERÓW. Zaczynamy.


8, „Mów do mnie”, reż. The Philippou Brothers

Gdy myślimy o filmach fabularnych nakręconych przez youtuberów, projekt braci Philippou zwykle przychodzi jako pierwszy do głowy. Panowie zaczynali od kanału RackaRacka, na którym publikowali humorystyczne filmiki. Skok z jednego gatunku (komediowego) na drugi (horrorowy) był za pewne ryzykowny, ale opłacił się. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że w czasie promocji filmu próbowano przemilczeć youtube’ową przeszłość braci-reżyserów w obawie przed potencjalną klapą. Jednak czujni widzowie (tak YouTube’a jak i kina) nie dali się wyrolować.


W przeważającej liczbie youtube’owi reżyserzy debiutujący na pełnym metrażu biorą na warsztat horrory. Jeden z nich był jednym z najwiekszych hitów tego roku.


7, „Obsesja”, reż. Curry Baker

Nakręcony przez Curry’ego Bakera horror był nie mniejszym wyzwaniem niż „Mów do mnie” dla braci Philippou. Choć filmy realizowane przez youtuberów powstają od dłuższego czasu, wciąż ciężko było komukolwiek się do nich przyzwyczaić (to trochę case „Blair Witch Project” i zjawiska found footage, do którego z trudem przekonali się i krytycy, i niektórzy widzowie). Kiedy Bakerowi przyszło debiutować, medialny krajobraz zdążył się jednak zmienić. Ten stan rzeczy zaczął się powoli zmieniać, a dziś reżyser-youtuber nie wydaje się synonimem obciachu i beztalencia.


Zwykle reżyser-youtuber stroni od kontaktów z producentami gotowych wyciągnąć pomocną dłoń dla dystrybucji kinowej. Na szczęście nie brakuje też przykładów sukcesów autoprodukcyjnych. Przykład na miejscu 5.


6, „Iron Lung”, reż. Mark Fischbach 

Mark Fischbach, na YouTube znany jako Letsplayer, na własne barki wziął całość filmowego procesu (coś jak pisarze decydujący się na selfpublishing, bo żadne wydawnictwo nie chce wydać książki nad którą tyle się męczyli). „Iron Lung” wydano w modelu limited release – w Ameryce pokazywany był przez kilka dni, zza Oceanem: tylko w wybranych kinach. Teoretycznie z taką promocją film się nie sprzeda. Stało się inaczej. Mimo takiej formy dystrybucji, film okazał się komercyjnym sukcesem z zarobkami w wysokości 40 milionów dolarów.


Autopromocja filmów fabularnych kręconych przez youtuberów zwykle okazuje się jednak bardziej uciążliwa. Coś na ten temat mógłby powiedzieć Chris Stuckmann.


5, „Miasteczko Shelby Oaks”, reż. Chris Stuckmann

Stuckmann zaczynał jako youtube’owy krytyk filmowy publikujący swoje wideorecenzje. Swoją wiedzę i doświadczenie z oceniania warsztatu filmowego postanowił przekuć w branżę filmową i własnoręcznie nakręcić horror „Miasteczko Shelby Oaks”. Jednak horror spotkał się z chłodnym przyjęciem recenzentów i widzów. Stuckmanowi zarzucano, że zaprzepaścił to, co chciał pokazać na ekranie. Okazuje się więc, że w fenomenie reżyserów-youtuberów chodzi o coś więcej niż tylko sławę i marketingową siłę ciekawostek. 


Są i takie sytuacje, gdy YouTube bywa wykorzystywany jako forma autopromocji. Skorzystał na tym Dylan Clarke, reżyser shorta „Portait of God” i jego pełnometrażowej wersji. 


4, „Portrait of God”, reż. Dylan Clarke

Ty za przykład mógłby też posłużyć Fede Alvarez, który najpierw usilnie starał się znaleźć dystrybutorów chętnych rozpowszechniać jego krótkometrażówki (w końcu zaczął je udostępniać na YouTubie), a potem zadebiutował nową wersją „Martwego zła”. Jednak identyczna historia wydarzyła się niedawno, kiedy sukces religijno-horrorowego shorta „Portrait of God” załatwił ich twórcom prostą drogę do realizacji pełnometrażowej wersji, którą wyprodukują Jordan Peele i Sam Raimi. Tak oto Youtube stał się niemal nowym, bardziej demokratycznym, Marché du Film


Sieć to kopalnia talentów. Zaczęło się od aktorów, którzy swoją bytność zaczynali od YouTube’a, a w następnej kolejności pojawili się reżyserzy-youtuberzy. Liderem był David F. Sandberg.


3, „Lights Out”, reż. David F. Sandberg

David F. Sandberg zaczynał od youtube’owych shortów grozy. Jeden z nich, „Lights Out” okazał się niemałym sukcesem, zdobywając ponad 11 tysięcy wyświetleń. Koncept był prosty: gdy gasną światła, budzą się upiory. Bohaterce shorta po zgaszeniu światła wydawało się, że widzi upiorną sylwetkę, a po kolejnych zapaleniach, postać znikała. W dalszej części shorta, gdy światła znów gasły i zapalały, okazywało się, że odpowiada za to upiorna postać. Po sukcesie pełnometrażowej wersji, drzwi dla szwedzkiego reżysera stanęły otworem, czego dowodem np. „Shazam!”.


Początki youtuberów w branży filmowej bywają trudne i wyboiste, tak jak w przypadku twórców seriali lub teledysków, którzy przestawiają się na pełny metraż. Najlepiej na tym skorzystał Shane Dawson.


2, „Not Cool”, reż. Shane Dawson

Zanim pojawili się reżyserzy-youtuberzy, kino próbowali podbić aktorzy-youtuberzy. Występowali w filmach młodzieżowych, bo jak wiadomo: tylko młodzież zagląda do YouTube’a. Dlatego przed reżyserem-youtuberem Shanem Dawsonem, niewiele starszy ode mnie (urodzony w 1988 r), stanęło łatwe zadanie: realizacja młodzieżowej komedii. Produkcja pełna niewymuszonego, trafiającego w gust widzów, żartów okazała się połowicznym sukcesem. Mimo to dała możliwość realizacji filmów fabularnym innym youtuberom. 


A ci, co zastanawiające, bardziej skupili się na horrorach niż młodzieżowych komediach. Istnym fenomenem okazał się niskobudżetowy horror, który wyciekł do Internetu stając się hitem sieci i doczekując się dystrybucji kinowej: „Skinamarink” Kyle’a Edwarda Balla.


1, „Skinamarink”, reż. Kyle Edward Ball

Nie da się ukryć, że influencerzy zajmują się gościnnymi występami, a młodzi filmowcy traktują Internet jako narzędzie do przeskoczenia przeszkód, które stawia przed nimi branża. Do niedawna sytuacja była jednak mniej kolorowa. W 2022 roku, znany z youtube’owego kanału z creepypastami Kyle Edward Ball objeździł z „Skinamarink” festiwale kina niezależnego w Ameryce Północnej. Aż nagle film wyciekł do sieci, gdzie rozprzestrzenił się w ekspresowym tempie. Już kilka dni później został okrzyknięty „najstraszniejszym filmem roku”, a pojedyncze sceny śmigały po TikToku.


To był mój ranking filmów fabularnych w reżyserii youtuberów. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje propozycje, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

wtorek, 30 czerwca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. W ten upalny, letni wieczór przenosimy się z lat 90 do lat 2000. Zapoznamy się dziś z historią albumu Urszuli pt. „DZIŚ JUŻ WIEM”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Album jest szczególny w dorobku Urszuli, ponieważ wydając go piosenkarka powróciła po kilku latach płytowego niebytu. Koncertowała, udzielała się również w zespołach innych wykonawców, ale nie wydawała własnych płyt. Zawieszenie kariery muzycznej było związane z osobistą trgedią: w 2001 roku zmarł jej mąż, Stanisław Zybowski, który zmagał się z nowotworem. 

17 czerwca 2002 do sprzedaży trafił dwupłytowy album kompilacyjny „The Best” przygotowany przez Urszulę i Zybowskiego z okazji 20-lecia pracy artystycznej; na pierwszej płycie zebrano 12 ich wspólnie nagranych przebojów oraz premierowy singiel „To, co było teraz (nie wróci już)”, a na drugiej umieszczono 11 utworów w wersjach koncertowych – pięć przebojów z lat 80. i pięć z lat 90. . Album uzyskał status złotej płyty, osiągając sprzedaż w nakładzie ponad 35 tys. sztuk. Sama Urszula natomiast nagrała co najwyżej dwa polskie covery zagranicznych piosenek na album „RMF FM - Moja i twoja muzyka”: „Kto by cię chciał (kochać tak)” (w oryg. „Could You Be Love” Boba Marleya) oraz „Jeśli mnie nie znasz” (w oryg. „If You Don’t Know me By Know” Simply Red).

W maju 2004 roku Urszula wzięła udział w koncercie Budki Suflera, zorganizowanym podczas festiwalu w Opolu dla uczczenia 30-lecia działalności zespołu. 5 lipca w sprzedaży ukazała się jeszcze jedna kompilacja przebojów artystki – „Gwiazdy XX wieku: Urszula, największe przeboje, część 1”, która zawierała piosenki z płyty „Akustycznie”. 20 września wydano drugą część tej kompilacji, zawierającej hity wylansowane przez Urszulę po jej powrocie na rynek muzyczny w połowie lat 90. 

W lutym 2005 wspólnie z innymi polskimi wokalistami nagrała utwór „Pokonamy fale” w ramach akcji charytatywnej na rzecz ofiar tsunami na Oceanie Indyjskim. W tym samym roku Urszula zaczęła pracę nad pierwszym od kilku lat albumem. 12 września tego samego roku ukazał się pierwszy promujący go utwór: „Dziś już wiem”. Taki miał być też tytuł albumu.


UTWORY PROMUJĄCE

12 września 2005 r. ukazał się pierwszy, tytułowy [nr 3], singiel. Do piosenki został zrealizowany również teledysk. Sukces piosenki został przypieczętowany w czerwcu 2006 roku, gdy znalazł się w pierwszej trójce konkursu „Superjedynki” w kategorii „Przebój roku”. Na kolejny utwór promujący słuchacze musieli jednak długo czekać, bo aż cztery lata. Singiel pt. „Wstaje nowy dzień” [nr 10] premierę radiową miał dopiero 5 czerwca 2009 roku. 

Trzeci singiel pt. „Każdy z nas ma” [nr 2] ukazał się 1 marca 2010 roku. Teledysk do utworu został nakręcony w warszawskim Teatrze Komedia. Z kolei 11 czerwca tego samego roku ukazał się czwarty utwór promujący pt. „Skaczę na dach” [nr 4]. 5 listopada 2010 roku w radiu po raz pierwszy zabrzmiał piąty utwór promujący pt. „Ten drugi” [nr 1], który promował reedycję albumu Urszuli.


PREMIERA I SUKCES

Album „Dziś już wiem” ukazał się 9 kwietnia 2010 roku nakładem wytwórni muzycznej Magic Records. 6 sierpnia album wydano w formie Flash Music, jako pierwsze polskie wydawnictwo. 29 października ukazała się reedycja albumu z dołączoną płytą DVD zawierającą teledyski Urszuli z lat 1982-2010.

Płyta dotarła do 7. miejsca listy OLiS w Polsce. W lipcu 2010 roku album został nominowany do nagrody „Superjedynki” w kategorii „Płyta pop”. Album uzyskał status złotej płyty.


link: https://music.youtube.com/playlist?list=OLAK5uy_lypR0fAM2H8Q3Mq-W5FM5-O1gJKIBRNQA