piątek, 9 października 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Cześć wszystkim. Po dwóch analizach de facto lektur szkolnych i ich adaptacji (spośród których jedna aktualnie hula w salach kinowych…), zapraszam tym razem na kosmiczną odyseję pełną cudownie brytyjskiego, absurdalnego, humoru. W jej trakcie odszukamy bowiem różnice między książką SF Douglasa Adamsa „AUTOSTOPEM PRZEZ GALAKTYKĘ”, a adaptacją z 2005 roku. Bierzemy stopa i lecimy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

  Pewnego dnia młody Ziemianin dowiaduje się z zaskoczeniem, że jego najbliższy przyjaciel Ford jest kosmitą, a Ziemia za chwilę zostanie zniszczona, gdyż znajduje się na trasie planowanej międzygalaktycznej autostrady. Jak mu przekazuje beznamiętnie przyjaciel, informacja o tych planach została już dość dawno wywieszona w jakimś galaktycznym urzędzie na planecie Alfa Centauri, tyle że Ziemianie jej nie oprotestowali, co oznacza, że wyrazili zgodę. Unicestwienie ojczystej planety oraz zagłada ludzkiego gatunku to jednak dla głównego bohatera dopiero początek niesamowitych przygód.



RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM


Warto zaznaczyć na dobry początek, że autor powieści, Douglas Adams, napisał pierwszą wersję scenariusza już w latach 80 (książka wyszła pod koniec lat 70), jednak przez kolejne lata tworzył kolejne wersje skryptu. Ostatecznie film powstał po śmierci Adamsa (któremu adaptacja jest dedykowana), na podstawie trzeciej wersji scenariusza.


DZIEŃ PEŁEN NIESPODZIANEK

  Podobnie jak książka, film rozpoczyna się od wprowadzenia, przy czym w filmie ma ono zupełnie zmieniony ton. Książkowe ma charakter ateistyczny (pojawiają się wzmianki o kontrowersyjnych książkach dotyczących Boga wynikające z faktu, że Adams był ateistą), z kolei w filmie jest ono typowo brytyjsko-absurdalne (wspomniane są tam delfiny, które ostrzegały ludzkość przed potencjalną zagładą, jednak nikt nie potrafił je zrozumieć…). W filmowym wprowadzeniu nie ma też książkowej wzmianki o dziewczynie, która próbowała zmienić świat na lepsze, próbując przekonać ludzi by byli dla siebie bardziej mili. A trzeba nadmienić, że wypowiedzi narratora są żywcem wzięte z samej książki. 

  Dopiero po tym wprowadzeniu fabuła przenosi się na Ziemię. Poznajemy głównego bohatera, Artura Denta, którego dom ma być wyburzony, a na jego miejsce ma stanąć autostrada. Podobnie jak w książce, Artur dowiaduje się o tym dzień przed rozbiórką; gdy go poznajemy w filmie, leży w samym szlafroku tuż pod buldożerem na znak sprzeciwu wobec rozbiórki. Film pomija tajemnicze anomalie, do których dochodzi w czasie dyskusji z szefem budowlanym i niemal z marszu wprowadza drugą kluczową postać: Forda Prefecta, który w trakcie późniejszej rozmowy w pubie wyjawia Arturowi, że jest kosmitą. Mało tego, Ziemia ma zostać poddana rozbiórce z powodu budowy międzygalaktycznej autostrady. Kiedy tylko dochodzi do rozbiórki Ziemi, Ford Prefect i Arthur łapią autostop i trafiają na pokład statku Vogonów. W tym właśnie momencie w książce poznajemy Prezydenta Zaphoda Beeblebroxa, który przemierza Galaktykę ze swoją ukochaną, Trillian, podczas gdy w filmie Zaphod pojawia się po ucieczce Arthura i Forda Prefecta ze statku Vogonów. Sam pobyt u Vogonów i tortury z użyciem poezji vogońskiej zgadzają się z opisem w książce.


KOSMICZNA ODYSEJA

  Bohaterowie wprost ze statku Vogonów trafiają na pokład statku Prezydenta Zaphoda, gdzie Artur w osobie Trillian rozpoznaje dziewczynę, którą próbował poderwać jeszcze gdy był mieszkańcem Ziemii. Poznają również Marvina, androida-paranoika cierpiącego na ciężką depresję i sypiącego sarkastycznymi uwagami jak asami z rękawa (w adaptacji brawurowo dubbingowanego przez nieodżałowanego Alana Rickmana). Szybko też wychodzi na jaw, że statek na który Artur i Ford trafili, został ukradziony przez Zaphoda i Trillian. Po krótkiej wymianie zdań i drobnych formalnościach, wyruszają dalej w podróż po Galaktyce. Odbywają skok w nadprzestrzeń i lądują na planecie o nazwie Magrathea. Po drodze zostają ostrzelani przez dwie rakiety, które jednak zostają przemienione: jedna w donicę, a druga - w bardzo zdziwionego wieloryba. 

  Sam pobyt na Magrathei w filmie odpowiada opisowi w książce, co najwyżej zostaje bardziej rozbudowany względem pierwowzoru. Pobyt Zaphoda, Trillian i Forda w podziemiach planety jest bardziej szczegółowy niż w książce, poza tym dodany został też gag z łopatami wyłaniającym się z wnętrza planety. W tym czasie gdy Zaphod, Trillian i Ford przebywają w podziemiach, Artur gubi Marvina, z którym pozostał, i spotyka tajemniczego mężczyznę o imieniu Slartibartfast, który informuje bohatera że na miejsce starej, wyburzonej na rzecz międzygalaktycznej autostrady Ziemii zbudowano jej wierną replikę. 


OSTATECZNE PYTANIE

  Slartibartfast zabiera Artura do ośrodka budowy planet Magrathei i pokazuje mu, że w odległej przeszłości rasa „hiperinteligentnych, międzywymiarowych istot” stworzyła superkomputer o nazwie Głęboka Myśl, aby znaleźć odpowiedź na „Ostateczne Pytanie o Życie, Wszechświat i Całą Resztę”. W filmie wzmianka o Głębokiej Myśli pojawia się znacznie wcześniej i została bardziej rozbudowana. Głęboka Myśl ostatecznie odkryła, że ​​odpowiedź wynosi 42, co nie miało sensu, ponieważ samo Ostateczne Pytanie nie było znane. Ponieważ ustalenie Ostatecznego Pytania było zbyt trudne nawet dla Głębokiej Myśli, w tym celu skonstruowano jeszcze bardziej zaawansowany superkomputer. Tym komputerem była planeta Ziemia, zbudowana przez mieszkańców Magrathei, która była pięć minut od ukończenia swojego zadania i znalezienia Ostatecznego Pytania, gdy Vogoni ją zniszczyli. Hiperinteligentne superistoty uczestniczyły w programie jako myszy, przeprowadzając eksperymenty na ludziach, udając, że są poddawane eksperymentom.

  Tak samo jak w książce, filmowy Slartibartfast zabiera Artura do swoich przyjaciół, którzy są na uczcie zorganizowanej przez myszy Trillian. Myszy odrzucają jako zbędny pomysł zbudowania nowej Ziemi, aby rozpocząć proces od nowa, decydując, że mózg Artura prawdopodobnie zawiera Ostateczne Pytanie. Oferują kupno mózgu Artura, co prowadzi do walki, gdy odmawia. Grupie udaje się uciec, gdy system bezpieczeństwa planety niespodziewanie się wyłącza, ale natychmiast wpadają na winowajców: policję ścigającą Zaphoda. Policja otacza Zaphoda, Artura, Forda i Trillian, a sytuacja wydaje się rozpaczliwa, ponieważ są uwięzieni za bankiem komputerowym, który ma eksplodować od strzałów z broni funkcjonariuszy. Jednak policjanci nagle umierają, gdy ich systemy podtrzymywania życia ulegają zwarciu. Podejrzliwy Ford odkrywa na powierzchni, że Marvin się znudził i wyjaśnił swoją wizję wszechświata statkowi kosmicznemu policjantów, co powoduje, że statek popełnia on samobójstwo. Piątka przyjació opuszcza Magratheę i postanawia udać się do Restauracji na Końcu Wszechświata.



To była moja analiza różnic między powieścią Douglasa Adamsa „Autostopem przez galaktykę”, a adaptacją z 2005 roku. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nową analizą. Cześć.

czwartek, 8 października 2026

Cykl na blogu CultureZone: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. W tym odcinku mojego czwartkowego cyklu przedstawię osiem najbardziej znanych WYSTĘPÓW AKTORÓW W WIDEOKLIPACH”. Zakładamy słuchawki i zaczynamy.


8, Channing Tatum [„She Bangs” Ricky’ego Martina]

Zaczynamy od teledysku, w którym występ aktora zwiastował najbardziej rozpoznawalną rolę w karierze. Nim Channing Tatum zawojował parkiet w „Step Up”, odgrywał tancerza już w teledysku do piosenki Martina. W klipie do „She Bangs” tańczył wraz z grupą młodych kobiet i mężczyzn. Za swój występ zainkasował jakże skromne 400 dolarów. Później próbował zaistnieć w modelingu, w reklamie, a od jednej roboty do drugiej został w końcu rozchwytywanym aktorem.

omawiany teledysk: https://youtu.be/5ihtX86JzmA?si=1An4mmc7x0V7p4B_

Występ aktora w teledysku może być skromnym nawiązaniem do jego najbardziej znanych ról. Widać to na przykładzie Hugh Lauriego i Johna Malkovicha. 

7, Hugh Laurie i John Malkovich [„Walking on broken glass” Annie Lennox]

Dla tego pierwszego udział w klipie był początkiem kariery (przyszły „Doktor House” miał wtedy na koncie udział w „Czarnej Żmii”, do której klip się odwołuje). Ale nawet udział Malkovicha jest tu nieprzypadkowy. Nawet w jego przypadku realizatorzy mrugnęli porozumiewawczo do widzów, zwłaszcza kinowych. Teledysk powstał w 1992 r., zaledwie trzy lata wcześniej aktor jako libertyński wicehrabia de Valmont uwodził Umę Thurman i Michelle Pfeiffer w „Niebezpiecznych związkach”.

omawiany teledysk: https://youtu.be/y25stK5ymlA?si=lpp_Lf0DNyO5AoKA

Dla innych udział w teledysku jest jednym z etapów związku - obojętnie: burzliwego, czy szczęśliwego. Zapytajcie Bena Afflecka.

6, Ben Affleck [„Jenny from the Block” Jennifer Lopez]

Klip do piosenki z 2002 r. powstał gdy Affleck i JLo byli (po raz pierwszy) w związku i już wtedy był on (związek, nie teledysk) skazany na porażkę, a odnowienie znajomości po latach bynajmniej nic nie dało. Większość fanów obojga gwiazd (kina i sceny muzycznej) z niedowierzaniem wspominała, jak stali się jedną z najpopularniejszych par w Hollywood tylko po to, by zaraz potem stać się kolejną w Hollywood melodią przeszłości. Pamiątką po wspólnie spędzonym czasie jest teledysk.

omawiany teledysk: https://youtu.be/dly6p4Fu5TE?si=Q-oHMww196692wk-

Piosenka może być też wspólnym apelem tak wykonawcy jak i aktora z teledysku.

5, Robert Downey jr [„I want love” Eltona Johna]

Klip powstał w trudnych dla aktora sytuacjach, kiedy to zmagał się z narkotykowym uzależnieniem i odbywał sesję odwykową w Greystone Mansion w Beverly Hills. Zastosowano w niej metodę lipsync, wykorzystaną wcześniej w słynnym teledysku do „Freedom `90” George`a Michaela: Downey porusza ustami do muzyki brytyjskiego artysty. Wybór aktora był nieprzypadkowy: zarówno Downey jr jak i Elton John, każdy z innego powodu, potrzebowali bliskości od innych.

omawiany teledysk: https://youtu.be/ufbexgPyeJQ?si=VI7NCuO5EKjFrx3a

Nie ma co ukrywać: udział w teledysku, niczym rola w serialu, otwiera drzwi do kariery. Opłaciło się to Angelinie Jolie, której przygrywali Stonesi.

4, Angelina Jolie [„Anybody seen my baby” The Rolling Stones]

Wówczas 22-letnia (!!!!!) Angie wciela się w gwiazdę nocnego klubu, która błąka się po mieście, a panowie z The Rolling Stones wszędzie jej poszukują (w końcu tytułowe zapytanie zobowiązuje). Występ w tym klipie pomógł młodej i obiecującej wówczas Angelinie Jolie zyskać jeszcze większą rozpoznawalność w popkulturze lat 90. Biorąc pod uwagę jej dalszą filmową karierę, opłaciło się. W końcu nie od dziś wiadomo, że gdy Stonesi wysyłają zaproszenie, nie wypada odmówić.

omawiany teledysk: https://youtu.be/BinwuzZVjnE?si=aZ2f_aYzhtPsJhc9

Podium otwiera jeden z najbardziej pamiętnych występów aktorskich w teledysku: taneczne pląsy Christophera Walkena w rytm piosenki Fatboy Slima.

3, Christopher Walken [„Weapon of Choice” Fatboy Slima]

To jeden z najbardziej pamiętnych teledysków, a występujący w nim Christopher Walken dołożył do jej powstania cegiełkę (był pomysłodawcą oryginalnego układu tanecznego). By jednak w ogóle mógł wystąpić, zarówno Fatboy Slim, jak i reżyser klipu, Spike Jonze, musieli go przekonać by zrzucił z siebie maskę twardziela i pokazał że posiada sporo dystansu do siebie. Opłaciło się , bo aktor dzięki temu dał popis takich akrobacji, jakby szykował się na casting do „Matrixa”…

omawiany teledysk: https://youtu.be/wCDIYvFmgW8?si=sf2MEh_GrBhuJGBB

Jedną z najbardziej rozpoznawalnych ról w teledysku otwierającą drzwi do kariery filmowej zaliczył Wesley Snipes, któremu przygrywał Michael Jackson. 

2, Wesley Snipes [„Bad” Michaela Jacksona]

Za reżyserię teledysku do „Bad” odpowiada sam Martin Scorsese i to czuć, bo całość trwająca aż 18 minut nasuwa skojarzenia z jego najlepszymi filmami reżysera o mafii. Jackson wciela się w dawnego członka lokalnego gangu, z kolei Wesley Snipes - w jego niegdysiejszego mentora zarzucającego mu, że nie umie być złym człowiekiem. Była to jedna z pierwszych i przełomowych ról Snipes'a nim stał się Bladem i gonił za „Pociągiem z forsą”. Jeśli już stawiać pierwsze aktorskie kroki, to tylko u najlepszych.

omawiany teledysk: https://youtu.be/Sd4SJVsTulc?si=v-WQnsppHIDQLZrZ

Gdy jesteś dzieckiem rozpoznawalnej gwiazdy sceny muzycznej i masz potencjał do grania w filmach, nie ma wyjścia: udział w teledysku jest ci pisany. Prawda, Liv Tyler?

1, Liv Tyler [„Crazy” Aerosmith]

Tyler i partnerująca jej w klipie Alicia Silverstone (która wystąpiła też w teledysku innej piosenki Aerosmith: „Cry”) wcielają się w dwie nastolatki uciekające ze szkoły by czerpać garściami z życia. A że jednej i drugiej natura nie poskąpiła urody (w szczególności Tyler), pozwalają sobie na kilka niegrzecznych zabaw z napotkanymi osobami. Udział późniejszej gwiazdy „Ukrytych pragnień i „Armageddonu” był o tyle szczególny, bo w życiu prywatnym jest córką wokalisty Aerosmith.

omawiany teledysk: https://youtu.be/A21w7RviG0c?si=PvyJxAEfXJlN3HH9


To była moja lista najlepszych ról aktorskich w wideoklipach. Jakie są wasze typy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

środa, 7 października 2026


LALKA
****


Nie da się ukryć, że we wrześniu AD 2026 rozpętała się prawdziwa „wojna o Lalkę”: podczas gdy jedni zachwalali wersję Netflixa, inni (w tym niżej podpisany) preferują wersję kinową. Tak więc, jeżeli komuś nie podobała się bardziej modernistyczna „Lalka” serialowa, zawsze może dla ukojenia nerwów spokojnie obejrzeć wersję kinową, skądinąd realizowaną niezależnie od głośnej produkcji Pawła Maślony. W tej wersji bowiem otrzymujemy klasyczną „Lalkę” zrealizowaną zgodnie z duchem hollywoodzkich melodramatów z lat 50-60, w których Marcin Dorociński mógłby spokojnie zagrać Rhetta Butlera (skoro już robi furorę także za Oceanem…), a partnerująca mu Kamila Urzędowska - Scarlett O’Harę. I wyszli z tego obronną ręką, chociaż i tutaj nie obyło się bez drobnych zgrzytów. 

Maciej Kawalski podszedł bowiem do materiału źródłowego z należytą godnością, aniżeli Paweł Maślona w ostatnich czasach za bardzo chyba zapatrzony w twórczość Quentina Tarantino (z tymże myślę, że gdyby twórca „Pulp Fiction” i „Wściekłych psów” na swój ostatni film wybrał adaptację jakiejś XIX-wiecznej amerykańskiej książki, na przykład Henry’ego Jamesa, przy całym swoim stylu oddałby jej jakiś szacunek). Wzbogacił ją również o sceny, których zabrakło chociażby w wersji Hasa (cały epizod w Paryżu), mimo że z niektórych postaci i tak musiał zrezygnować (prostytutka Marianna, czy pani Stawińska), tak jak wątków (pamiętnik Rzeckiego, proces sądowy o kradzież lalki). W efekcie wyszła mu stosunkowo wierna adaptacja jednej z najbardziej znanych pozycji w twórczości Bolesława Prusa. Nie trzeba się też bać gargantuicznego czasu antenowego: prawie trzy godziny mijają jak z bicza strzelił, choć ostatnie minuty nadają się do kosza.

Film zachwyca również imponującą scenografią, kostiumami i charakteryzacją. To właśnie skala włożona w produkcję, a nie pełne akcji zwroty fabularne, świadczą o epickości tej produkcji. Na film Kawalskiego włożono (jak na ubogi kraj jakim jest Polska) aż 63 miliony złotych (czyniąc z filmu najdroższą rodzimą superprodukcję po ’89 r.) i to w filmie widać, słychać i czuć. Jak widać też, nie potrzeba wcale widowiskowych scen batalistycznych, by przyciągnąć do kin tłumy (w ciągu pierwszych pięciu dni po premierze film obejrzało ponad 620 tysięcy widzów). Wystarczy jedna scena pojedynku i dodany na początku wątek wojny w Bułgarii. No i może jeszcze gwiazdorska obsada, której Hollywood mógłby tylko pozazdrościć.

Bo kinowa „Lalka” imponuje obsadą. Najjaśniej lśni przede wszystkim drugi plan: Agata Kulesza, Andrzej Seweryn, Maja Komorowska spisują się świetnie, a Borys Szyc jako baron Krzeszowski nadaje filmowi nieco humoru. Główna obsada wypadła przy nich najwyżej dobrze. Dorociński, wbrew obawom względem castingu, wypadł wiarygodnie w roli Wokulskiego. Dobrze obsadzona Kamila Urzędowska oddaje wyniosłość Łęckiej na tyle, na ile pozwala jej scenariusz, który mocno ją marginalizuje (gdyby miała tyle samo czasu antenowego, co Dorociński, jej interpretacja Izabeli byłaby jeszcze lepsza). Zdecydowanie lepiej od nich wypadł wracający po kilkunastu latach przerwy Marek Kondrat, którego udział odbił się wielkim echem. Rolę Rzeckiego zdecydował się przyjąć nie tylko z powodu sympatii do materiału źródłowego, ale i z powodu udziału jego ojca w hasowskiej adaptacji (w której Tadeusz Kondrat grał Żyda Szlangbaumana). Jedynie Mateusz Damięcki w roli Kazimierza Starskiego wydaje się niepotrzebnie karykaturalny.

I żeby nie było tak hura optymistycznie, w kinowej „Lalce” AD 2026 też dostrzegam zadry, które dotyczą przede wszystkim reżyserii i scenariusza. Po pierwsze, reżyseria: rozumiem, że Kawalski chciał przystępnie opowiedzieć współczesnemu widzowi historię spisaną przez Prusa ponad 136 lat temu. I bynajmniej nie poszedł w szarżę jak Maślona w netflixowej adaptacji. Owszem, pierwsze 2/3 nowej kinowej „Lalki” przywodzi na myśl kostiumową komedię romantyczną (a sekwencja otwierająca wygląda jak z jakiejś gry wideo), jakby materiał źródłowy wyszedł spod pióra prędzej Jane Austen niż Bolesława Prusa (zabieg równie ryzykowny, jak wkładanie bluzgów w usta bohaterów netflixowej adaptacji, ale bardziej przemyślany niż u konkurencji). Problem w tym, że wysuwając na pierwszy plan wątek melodramatyczny, reżyser postąpił niemal identycznie jak Has 58 lat wcześniej. Z tą różnicą, że Has całość zanurzył w onirycznym klimacie, a Kawalski w większości postawił na humor. O wiele bardziej udało mu się nawiązanie do hollywoodzkich melodramatów z l. 50-60 (Dorociński niczym Rhett Butler i Kamila Urzędowska niczym Scarlett O’Hara). Z zarzutem dotyczącym naśladowania Hasa wiąże się również kwestia scenariusza: spokojnie można było wysunąć na pierwszy plan wątek społeczny, nieobcy Prusowi, a wątek melodramatyczny ukazać na tle otoczenia i to w całości z komediowym zacięciem. Byłoby to coś bardziej świeżego i interesującego, a na pewno mniej kontrowersyjnego od udziwnień wersji netflixowej.

Mimo drobnych mankamentów, nową adaptację „Lalki” można spokojnie polecić uczniom jadącym na wycieczki szkolne. I nie tylko im. Nie mówiąc już o tym, że gdyby ktoś naprawdę nie chciał sięgać po książkę, to film spokojnie mógłby go przygotować do matury z języka polskiego. A na pewno lepiej niż wersja od Netflixa.


Reż. Maciej Kawalski

Czas trwania: 165 min

Gatunek: melodramat

Tytuł oryg. „Lalka”


Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKOSPEKTYWA”


Cześć wszystkim. W kolejnym odcinku „Książkospektywy” zajrzymy do pewnej prowincjonalnej. francuskiej wioski, gdzie swoją cukiernię założyła bohaterka CYKLU O VIANNE ROCHET autorstwa Joanne Harris. Zaczynamy.


KILKA SŁÓW O SERII

Przed publikacją pierwszego tomu cyklu, „Czekolady”, Joanne Harris (wówczas nauczycielka) miała na koncie dwie powieści, które jednak słabo się sprzedały. Pierwsza z nich nosiła tytuł „Nasienie zła” i była powieścią grozy, z kolei druga nosiła tytuł „spij, kochanie, śpij”. Sukces odniosła dopiero powieść „Czekolada”. Sama Harris opisała ją, jako bardzo odmienną od jej poprzednich książek. Uczyła na pełen etat w Leeds Grammar School i miała czteroletnie dziecko, ale ukończyła pierwszy szkic w ciągu czterech miesięcy, stwierdzając:

„Czułam się, jakbym po raz pierwszy odnajdywała swój głos jako autorka, i to było ekscytujące i nowe”.

Sukces „Czekolady” był zaskoczeniem dla Harris, która dowiedziała się od Ala Zuckermana, amerykańskiego odpowiednika jej agenta i autora książki „Jak napisać przebojową powieść”, że jej styl „nie jest ani modny, ani komercyjny” na tyle, by odnieść sukces, i że nie ma rynku na „książki osadzone na francuskiej prowincji, pełne samo uwielbiających opisów jedzenia”. W wywiadzie dla „The Yorkshire Post” stwierdza: 

„Nie byłam zupełnie świadoma dżina, którego miałam zamiar wypuścić do mojego uporządkowanego małego świata”.

Do cyklu o Vianne Rochet autorka wróciła dopiero w 2007 roku, publikując powieść „Rubinowe czółenka”.


OMÓWIENIE TOMÓW

W pierwszym tomie cyklu pt. „Czekolada” do małej mieściny na francuskiej prowincji, gdzie czas się zatrzymał, przyjeżdża tajemnicza młoda i piękna kobieta z córeczką. Mieszkańcy Lansquenet ze zdumieniem obserwują, jak Vianne z Anouk odnawiają starą piekarnię na rynku, by urządzić tam sklep z czekoladą. W dniu otwarcia właścicielka ofiarowuje zaglądającym do niej ciekawskim gatunek słodyczy, który każdy z nich lubi najbardziej, jak gdyby znała ich najskrytsze myśli i pragnienia. Czyżby ta dziwna kobieta była czarownicą? Dla wielu mieszkańców miasteczka przyjazd Vianne jest prawdziwym darem losu, ale są i tacy, którzy zrobią wszystko, by opuściła Lansquenet. Zbliża się Wielkanoc i Vianne zamierza urządzić dla dzieci „festiwal czekolady”, lecz jej wrogowie za wszelką cenę chcą jej w tym przeszkodzić...

W kontynuacji zatytułowanej „Rubinowe czółenka” Vianne i Anouk Rocher żyją w Paryżu pod przybranym nazwiskiem, próbując znaleźć swoje miejsce w świecie, gdzie nie ma miejsca na czary. Vianne postanawia nie korzystać ze swojego daru i do jej sklepu z czekoladą przychodzi coraz mniej klientów. Anouk stopniowo oddala się od matki, rozżalona i zawiedziona jej przemianą. Zyskuje nieoczekiwaną sojuszniczkę w osobie tajemniczej Zozie de l'Alba, która uwielbia pracę w chocolaterie i bardzo przypomina Vianne sprzed lat.

Z kolei w trzecim tomie pt. „Brzoskwinie dla księdza proboszcza” życie wciąż mieszkającej w Paryżu Vianne zmienia się gdy wraca do niej ukochany Roux. Oboje od lat mieszkają wraz z dwiema córkami. Pewnego dnia otrzymuje list, którego autorką jest Armande Voizin, dawno nieżyjąca mieszkanka Lansquenet. Armande prosi w nim swą dawną przyjaciółkę o przyjazd do swego starego domu. Komu potrzebna jest pomoc Vianne? Jak ułożą się jej stosunki z tamtejszą społecznością? Jaką rolę odegra w tym wszystkim proboszcz Reynaud, który kiedyś doprowadził do wyjazdu Vianne z Lansquenet?

Wreszcie w czwartym tomie zatytułowanym „Złodziejka truskawek” Vianne w końcu się ustatkowała. Na stałe zamieszkała w Lansquenet, gdzie nadal prowadzi swoją cukiernię, a nawet zaprzyjaźniła się z proboszczem. Mieszka z szesnastoletnią Rosette i tęskni za najstarszą Anouk, która wyprowadziła się do Paryża. Po śmierci kwiaciarza Narcisse’a, który zapisuje Rosette truskawkowy las i zostawia proboszczowi pełen mrocznych sekretów pamiętnik, życie miasteczka ponownie staje na głowie. Krewni Narcisse’a są oburzeni takim obrotem spraw, a w miejscu kwiaciarni powstaje salon tatuażu Morgane Dubois, którego urok działa na wszystkich mieszkańców. Pojawienie się nowej właścicielki wzbudza wiele kontrowersji, a Vianne dręczy niepokojące przeczucie, że zna Morgane od dawna…


PODSUMOWANIE

Cykl o Vianne Rochet autorstwa Joanne Harris to cztery utrzymane w poetycko-magicznym klimacie opowieści pełne miłości i wiary w dobro drzemiące wewnątrz ludzi. Każdą z nich warto sobie dawkować, po kawałku - niczym kawałki czekolady, albo kęsy brzoskwiń. Autorka kreśli świat, który jest sielankowy, ale nie do przesady, preferuje również prosty, czarno-biały, podział bohaterów. Krótko mówiąc jest to idealna pozycja dla czytelniczek.


link: https://lubimyczytac.pl/cykl/3082/vianne-rocher

wtorek, 6 października 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. W kolejną podróż w czasie wybierzemy się do lat 80, by zapoznać się z historią albumu „REPEAD OFFENDER”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Po 14 miesiącach trasy koncertowej promującej debiutancki album, Richard Marx powrócił by rozpocząć pracę nad kolejną płytą. Promując debiutancki krążek, napisał kilka nowych utworów. Album nagrano z udziałem znanych muzyków studyjnych z okolic Los Angeles i odniósł jeszcze większy sukces niż jego debiut, spychając „Batcave” Prince`a z pierwszego miejsca listy Billboard 200.

„Repeat Offender” był efektem energii wygenerowanej przez ponad półtora roku w trasie i został napisany lub współtworzony w całości przez Marxa. Sam artysta tak wtedy o niej mówił:

„Niektórzy mogą pomyśleć, że tym razem będzie łatwiej, że będę mógł się po prostu zrelaksować, ale prawda jest taka, że jest trudniej, mam więcej do udowodnienia”.

Druga światowa trasa koncertowa Richarda Marxa rozpoczęła się wiosną 1989 r. i obejmowała Australię, Singapur, Malezję, Japonię, Europę, Kanadę i Stany Zjednoczone. Trwała do sierpnia 1990 r. Do najważniejszych wydarzeń tej trasy należał występ w prestiżowej Royal Albert Hall w Londynie oraz zaproszenie od Tiny Turner do koncertowania w Niemczech.

Pod koniec 1989 r. Marx miał także niepowtarzalną okazję wykonania utworu The Beatles „Help!” pod Murem Berlińskim. W 1990 roku piosenkarz otrzymał swoją drugą nominację do nagrody Grammy w kategorii „Najlepszy męski występ wokalny pop” za utwór „Right Here Waiting”.


UTWORY PROMUJĄCE

Pierwsze dwa single, wydany 25 kwietnia 1989 roku „Satisfield” [nr 2], a zwłaszcza „Right Here Waiting” [nr 5] z 21 czerwca tego samego roku, dotarły na pierwsze miejsce, zamykając serię trzech kolejnych singli na pierwszym miejscu. Trzecim utworem promującym była kompozycja „Nothing You Can Do About It” [nr 1] W chwili gdy czwarty singiel, wydany 26 września utwór „Angela” [nr 3], dotarł do czwartego miejsca, Marx został pierwszym solowym artystą, który znalazł się w pierwszej piątce dzięki swoim pierwszym siedmiu singlom.

Dwa ostatnie utwory zostały wydane w 1990 roku. Dnia 7 styczniu wydano „To Late To Say Goodbye” [nr 4], z kolei 17 kwietnia ukazał się ostatni utwór promujący zatytułowany „Children of the Night” [nr 11] napisany na rzecz organizacji z siedzibą w Van Nuys, wspierającej uciekinierów.


PREMIERA I SUKCES

Wydany 26 kwietnia 1989 r., krążek osiągnął pierwsze miejsce na liście „Billboard” Pop Albums. Album uzyskał status czterokrotnie platynowej płyty w Stanach Zjednoczonych dzięki pięciu głównym singlom na listach Billboard. Album cieszył się powodzeniem szczególnie w Australii, Kanadzie, Niemczech, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, USA, Szwecji i Szwajcarii, gdzie uplasował się w pierwszej dziesiątce najchętniej kupowanych albumów.


link: https://www.youtube.com/playlist?list=PLFAcddgaFN8xvr6ORo3L66zWjOTESIKYS

poniedziałek, 5 października 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


JAN HOLOUBEK : DBAŁOŚĆ O HISTORIĘ I REALIA


Cześć wszystkim. Tym razem w ramach poniedziałkowego cyklu „Aleja Gwiazd Popkultury” przybliżę wam sylwetkę jednego z najbardziej znanych i rozchwytywanych reżyserów w ostatnim czasie, czyli Jana Holoubka, którego najnowszy film, polski western „Dziki dziki wschód” odniósł sukces w czasie swojej premiery na festiwalu w Gdyni. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

Jan Holoubek jest synem wybitnej pary aktorskiej, Gustawa Holoubka i Magdaleny Zawadzkiej, z kolei matką chrzestną była Jadwiga Barańska, żona Jerzego Antczaka. W młodości uczył się gry na fortepianie i perkusji, śpiewał w chórze „Lutnia”. W 1992 r. zainteresował się reżyserią. W 2001 roku ukończył studia na Wydziale Operatorskim Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi.

Swojego fachu uczył się pod okiem takich wybitnych filmowców jak Edward Kłosiński i Witold Sobociński. Od 2004 r. pracuje samodzielnie jako operator przy filmach fabularnych, telewizyjnych i reklamowych. Był także operatorem światła w spektaklu „Król Edyp” w Teatrze Ateneum, za którego reżyserię odpowiadał jego ojciec, Gustaw Holoubek. Oprócz tego pracował na planach filmów Juliusza Machulskiego, Krzysztofa Zanussiego, Jerzego Stuhra i Krystyny ​​Jandy.


KARIERA 

W 2007 roku zadebiutował jako reżyser filmem dokumentalnym „Słońce i cień”, który zdobył nagrody na licznych festiwalach. Od 2011 roku jest członkiem Stowarzyszenia Autorów Zdjęć Filmowych. W 2014 r. wyreżyserował mockument „Pocztówki z republiki absurdu”. W 2018 r.  był operatorem na planie serialu „Kruk. Szepty słychać po zmroku”, a także wyreżyserował dla nieistniejącej już platformy Showmax serial kryminalny „ROJST”, napisany wspólnie z Kasprem Bajonem (wraz z premierą drugiego sezonu zatytułowanego „Rojst ’97” serial został przejęty przez Netflixa). Reżyserował też odcinki serialu „Odwróceni. Ojcowie i córki” w 2019 roku.

W 2020 r. zadebiutował w pełnym metrażu filmem „25 LAT NIEWINNOŚCI. SPRAWA TOMKA KOMENDY”, opartym na autentycznej historii procesu sądowego Tomasza Komendy niesłusznie skazanego za gwałt na nastolatce. Dopiero 18 lat po wydaniu wyroku wszczęto postępowanie w sprawie domniemanego przestępstwa seksualnego. Film zdobył wiele prestiżowych nagród, w tym za najlepszy debiut (na 45. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni), a także za najlepszą reżyserię i odkrycie roku (Polskie Nagrody Filmowe „Orły” 2021). 


STYL

Zarówno jego debiut, jak i późniejsze tytuły, pokazują że w twórczości Jana Holoubka dominują przede wszystkim filmy oparte na autentycznych wydarzeniach. Holoubek dba o to, by jego filmy były autentyczne, dlatego stawia na rzetelne odzwierciedlenie minionych wydarzeń, sugestywną scenografię i autentyczne relacje bohaterów. Widać to było zarówno w „Rojście” jak również w takich produkcjach jak serial, o którym za chwilę będzie mowa.


KOLEJNE TYTUŁY

W kolejnych latach Jan Holoubek współpracował przede wszystkim z Netflixem, z którym odniósł wielki sukces przy pracy nad drugim sezonem „Rojsta”. W 2022 roku wyreżyserował 5-odcinkowy serial „WIELKA WODA” rekonstruujący Powódź Tysiąclecia, do której doszło na południu Polski w 1997 roku. Serial zyskał ogromne uznanie, sukces odniósł nie tylko w Polsce, ale również w wielu krajach europejskich. Rok potem wrócił do kina by nakręcić polski film szpiegowski pt. „DOPPELGANGER. SOBOWTÓR” z Jakubem Gierszałem i Tomaszem Schuchardtem w rolach głównych, oparty z kolei na działalności Jerzego Kaczmarka, szpiega specjalizującego się w podszywaniu się pod inne osoby. 

W 2025 roku ponowił współpracę z Netflixem, dla którego nakręcił kolejny głośny miniserial: „HEWELIUSZ” inspirowany zatonięciem promu „Jan Heweliusz” w 1992 roku. Była to kolejna po „Rojście” współpraca Jana Holoubka z Kasprem Bajonem. Ostatnio zaś, na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, premierę miał jego najnowszy film - polski western pt. „DZIKI DZIKI WSCHÓD”.



Jana Holoubka warto docenić za rzetelność w opowiadaniu historii i dbałość o oddawanie minionych realiów. Dzięki tym zabiegom, każdy film lub serial w jego reżyserii staje się sensacją w polskiej popkulturze. Filmy te sprawiły również, że Jan Holoubek od dawna nie jest kojarzony tylko i wyłącznie jako dziecko Gustawa Holoubka i Magdaleny Zawadzkiej.


link: https://www.filmweb.pl/person/Jan+Holoubek-108806 

sobota, 26 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Bonjour. W dzisiejszym odcinku „Nutki nostalgii” cofniemy się aż do 2001 roku, by zapoznać się z historią jednej z piosenek Natashy St-Pier pt. „JE N`AI QUE MON AME”, która była bardzo istotna dla rozwoju kariery kanadyjskiej piosenkarki. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU

Utwór „Je n`ai que mon ame” został nagrany przez kanadyjską piosenkarkę Natashę St-Pier, pochodził z jej drugiej płyty i nie był pierwszym, który ujrzał światło dzienne. Wcześniej, w ostatnich miesiącach 2000 r, wydano „Tu m`envoles”, który odniósł umiarkowany sukces.

Wspomniany drugi album Natashy St-Pier, „À chacun son histoire”, został początkowo wydany tylko w Kanadzie (11 kwietnia 2000 r.). W tym samym roku wydała trzy single z albumu (utwór tytułowy, a także „Et la fille danse” i „Tu m'envoles”). W tym samym roku wystąpiła jako support Garou w paryskiej Olympii. Wraz z Florentem Pagny nagrała cover utworu Jeana-Jacques’a Goldmana „Là-bas”; utwór ten pojawił się na albumie Pagny z 2001 r., a później na własnym albumie „St-Pier De l'amour le mieux” (2002). Z kolei omawiany tu utwór napisał i skomponował Robert Goldman ukrywający się pod pseudonimem Jill Kapler, który przetłumaczył ją też na język angielski jako „All I Have Is My Soul”.

Piosenka zyskała popularność po tym jak została zgłoszona w 2001 roku na Konkurs Eurowizji, na którym reprezentowała Francję. „Je n'ai que mon âme”. Została zaśpiewana głównie po francusku, ale zawiera kilka fraz po angielsku (był to pierwszy przypadek, kiedy utwór kandydata z Francji zawierał angielski tekst). Piosenka została wydana w Kanadzie jako główny singel z albumu kompilacyjnego o tym samym tytule „Je n`ai que mon ame”. Poza Kanadą piosenka pojawiła się jako utwór na europejskiej wersji albumu studyjnego „A chacun son histoire”. St-Pier nagrała również angielską wersję pod tytułem „All I Have is My Soul”.


ANALIZA

Piosenka utrzymana w formie ballady, w której podmiot liryczny próbuje ze wszystkich sił wskrzesić pozornie skazany na niepowodzenie związek, mówiąc swojemu ukochanemu, że wciąż ma do niego uczucia, chociaż żadne z nich ostatnio ich nie okazywało.


PREMIERA

Utwór w 2001 reprezentował Francję w 46. Konkursie Piosenki Eurowizji w Kopenhadze i zajął w nim czwarte miejsce ze 142 punktami na koncie, w tym z maksymalnymi notami 12 punktów z Bośni i Hercegowiny, Rosji oraz Portugalii.

https://www.youtube.com/watch?v=L0OipASctkY&list=RDL0OipASctkY&start_radio=1

Piosenka stała się pierwszym przebojem w dorobku Natashy St-Pier. We Francji singiel znajdował się na liście przebojów Top 100 przez 26 tygodni. Rozpoczął od 11. miejsca 5 maja 2001 r., następnie dotarł do pierwszej dziesiątki i osiągnął szczyt na drugim miejscu w szóstym i siódmym tygodniu. Nie udało mu się zdetronizować utworu MC Solaara „Hasta la vista”, który wówczas był na szczycie listy. Następnie singiel spadał niemal nieprzerwanie na liście, łącznie przez dziewięć tygodni w pierwszej dziesiątce i 19 tygodni w pierwszej 50. Uzyskał status złotej płyty przyznany przez SNEP i był 28. na liście przebojów Annual Chart.

W Walonii w Belgii utwór „Je n'ai que mon âme” zadebiutował na 11. miejscu 12 maja 2001 r., awansował na trzecie miejsce, a dwa tygodnie później osiągnął drugie miejsce, za singlem o tym samym tytule autorstwa Daddy DJ, po czym spadł i utrzymywał się przez siedem tygodni w pierwszej dziesiątce i dwanaście tygodni w pierwszej czterdziestce. Był to 17. najlepiej sprzedający się singiel roku. Na paneuropejskiej liście przebojów Hot 100 Singles opracowanej przez „Music & Media” osiągnął 12. miejsce w siódmym tygodniu na liście.


link: https://youtu.be/cIkkPgsp39o?si=Quj9dPGauZ2RHtGJ


TŁUMACZENIE


Natasha St-Pier


„NIE MAM NIC PRÓCZ MEJ DUSZY”

tytuł oryg. „Je n'ai que mon âme”


Skoro muszę mówić, skoro muszę mówić o sobie,
Skoro twoje serce już nie płonie tak, jak kiedyś,
Nawet jeśli miłości, jak wierzę, nie da się wypowiedzieć
Ale skoro muszę mówić, to posłuchaj mnie
Ale mam tylko swoją duszę
Aby mówić ci o sobie

Och, tylko moją duszę
Moją duszę i mój głos
Takie kruche płomienie
Na czubkach moich palców
Żenująca broń
Aby mówić o sobie

Nawet jeśli mówisz, że jestem częścią ciebie
Że nasza historia będzie podążać za nami krok w krok
Wiem tak dobrze, że miłość ma swoje prawa
Jeśli musi być ocalona, to posłuchaj mnie

Ale mam tylko swoją duszę
Aby mówić ci o sobie
Och, tylko moją duszę
Moją duszę i mój głos
I moje ciało, które płonie
Na dźwięk twojego głosu
Jestem tylko kobietą
Która kocha cię cicho

Ale niech mnie Bóg przeklnie
Jeśli zapomnę swojej drogi
Niech życie mnie potępi
Jeśli nie jesteś już moim prawem
A ten płomień zgaśnie
Który płonie dla ciebie
Mam tylko swoj
ą duszę
Mówić o sobie
Mam tylko duszę
Mówić o sobie