sobota, 2 maja 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. W dzisiejszym odcinku mojego sobotniego cyklu przeanalizuję piosenkę o dość prowokującym tytule. Mamy bowiem Majówkę, teoretycznie faceci powinni zakasać rękawy i zabrać się za, chociażby, rozpalanie grilla… a tu nagle ktoś wyskakuje ze stwierdzeniem, że „chłopy nic nie robią”. Z tego powodu przenalizuję tekst piosenki Aleshii Dixon „THE BOY DOES NOTHING” z prostym apelem: panowie, nie ociągajcie się i weźcie się do jakieś majówkowe roboty. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU.

Alesha Dixon współpracowała z Brianem Higginsem z Xenomania nad swoim poprzednim singlem „Knockdown”, ale nie znalazł się on w pierwszej czterdziestce listy przebojów w Wielkiej Brytanii, w wyniku czego Dixon została wyrzucona z wytwórni Polydor Records. Na początku 2007 roku, wciąż bez kontraktu płytowego, Dixon odebrała telefon od Higginsa z pytaniem, czy chciałaby kontynuować współpracę. Dixon stwierdziła: 


„Plan zakładał nagranie całego albumu z Brianem bez rozmów z wytwórniami płytowymi, mieliśmy po prostu poczekać, aż stworzymy coś wyjątkowego, a następnie przedstawić ludziom gotowy album”. 


Jednak popularność Dixon wzrosła, gdy zgłosiła się do udziału w programie Strictly Come Dancing, który ostatecznie wygrała. Wkrótce potem Dixon podpisała kontrakt z Asylum Records „The Boy Does Nothing”, który w tym czasie był już napisany, pierwotnie miał być utworem o charakterze jazzowym, ale Dixon i Higgins postanowili zmienić gatunek, włączając do niego wpływy mambo, ze względu na jej doświadczenie w „Strictly Come Dancing”. Dixon określiła piosenkę jako „bardzo ironiczny utwór”, a Higgins porównała ją do „butelkowanego szczęścia”.


ANALIZA

Tekst piosenki koncentruje się na mężczyznach z poprzednich związków Dixon i ich leniwym zachowaniu. Refren wyraża jej frustrację związaną z tym, że mężczyźni nie wykonują codziennych obowiązków domowych: „Czy on zmywa? Nigdy nie zmywa/Czy sprząta? Nie, on nigdy nie sprząta/Czy on się myje? Nigdy się nie myje”. W ostatniej zwrotce słowa brzmią: „A jeśli mężczyzna nie potrafi tańczyć/Nie dostaje drugiej szansy”; nawiązując do jej odmowy umawiania się z mężczyznami, którzy nie potrafią tańczyć. W wywiadzie Dixon wyjaśniła bardziej szczegółowo tekst, mówiąc: 


„Szczerze mówiąc, lubię mężczyzn, którzy potrafią tańczyć, ale to nie jest powód do zerwania z nimi. Fajnie, jeśli potrafią tańczyć, ale jeśli nie, będziemy musieli popracować nad innymi aspektami!”.


PREMIERA I SUKCES

Singel odniósł sukces w Europie; ulokował się na pozycjach drugich w notowaniach fińskich i francuskich list przebojów, a także zajął pozycje trzecie na VG-lista (Norw.) i Türkiye Top 20 (Tur.) oraz piątą na UK Singles Chart (gdzie początkowo zadebiutował zaledwie na miejscu osiemdziesiątym czwartym).


link: https://youtu.be/nAeLZs1JSR8?si=pxyUY73nBbJEGXyL 


TŁUMACZENIE


Alesha Dixon


„CHŁOPY NIC NIE ROBIĄ”

tytuł oryg. „The Boy Does Nothing”


Mam faceta z dwiema lewymi nogami

I kiedy tańczy nie do rytmu

Naprawdę myślę, że powinien wiedzieć

Że jego rytm płynie, płynie, płynie

Mam faceta z dwiema lewymi nogami

I kiedy tańczy nie do rytmu

Naprawdę myślę, że powinien wiedzieć

Że jego rytm płynie, płynie, płynie


Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on sprząta, nie, nigdy nie sprząta

Czy on się czyści, nigdy się nie czyści

On nic nie robi, chłopy nic nie robią

Czy on sprząta, nigdy nie sprząta

Czy on się czyści, nigdy się nie czyści

On nic nie robi, chłopy nic nie robią


Hej chłopcze, jak się masz?  Mam tysiąc wersów, od czego zacząć, i ja

Byłam tu i tam, podróżując

Zobaczyłam cię na rogu, moja wibracja zadziałała i

Tu, tu, tu, widzę cię

Masz na sobie obcisłe dżinsy, naprawdę fajny garnitur

Uśmiechałeś się, jakbyś miał zaledwie 17 lat

Poprosiłam cię do tańca, a ty powiedziałeś, że tak, proszę


Weź łyk soku do tańca

Wszyscy cię obserwują

Na lewo i na prawo

Wszyscy słyszą rytm, który jest dziś wieczorem

Poczuję bit w mojej duszy

Potrzebuję mężczyzny, który przejmie kontrolę

Niech melodia was wszystkich powali


Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on sprząta, nie, nigdy nie sprząta

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

On się myje, nigdy się nie myje

On się myje, nigdy się nie myje


Rozpracuj to teraz, rozpracuj to, rozpracuj to

Zatańcz mambo, potrząśnij nim teraz

Wszyscy na parkiecie, niech zobaczę, jak klaszczecie w dłonie

Chcę zobaczyć, jak pracujesz

Chcę zobaczyć, jak po kolei poruszasz ciałem

Chcę zobaczyć, jak potrząsasz biodrami i uczysz się

Chcę zobaczyć, jak to ćwiczysz, ćwiczysz, ćwiczysz teraz, hej

Chcę zobaczyć, jak pracujesz

Chcę zobaczyć, jak po kolei poruszasz ciałem

Chcę zobaczyć, jak potrząsasz biodrami i uczysz się

Chcę zobaczyć, jak to ćwiczysz, ćwiczysz, ćwiczysz teraz, hej


Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się sprząta, nigdy nie sprząta

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje

Czy on się myje, nigdy się nie myje


A jeśli mężczyzna nie umie tańczyć, nie ma drugiej szansy

(Zatańcz mambo, potrząśnij nim teraz)

A jeśli mężczyzna nie umie tańczyć, nie ma drugiej szansy  szansa

(Zatańcz mambo, potrząśnij nim teraz)

A jeśli mężczyzna nie umie tańczyć, nie dostanie drugiej szansy

(Zatańcz mambo, potrząśnij nim teraz)

A jeśli mężczyzna nie umie tańczyć, nie dostanie drugiej szansy

(Zatańcz mambo, potrząśnij nim teraz)

A jeśli mężczyzna nie umie tańczyć, nie dostanie drugiej szansy

(Zatańcz mambo, potrząśnij nim teraz)

piątek, 1 maja 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Cześć wszystkim. Prosto z ubogiego żydowskiego miasteczka wyruszymy na hiszpańską prowincję by odnaleźć różnice między klasyczną powieścią Jana Potockiego „RĘKOPIS ZNALEZIONY W SARAGOSSIE”, a adaptacją Wojciecha Jerzego Hasa. Zaczynamy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

Główny bohater, Alfons van Worden, młody kapitan gwardii walońskiej podróżujący przez dolinę Los Hermanos, spędza noc w zajeździe Venta Quemada. Spotkanie z poznanymi tam Eminą i Zibeldą – wyznającymi islam kuzynkami z mauretańskiego rodu Gomelezów – kończy się pod szubienicą, co staje się początkiem jego niezwykłych i przerażających przygód. W nawarstwiających się opowieściach spotkanych w podróży osób, rozpoczynanych z nastaniem nowego dnia, a kończonych o zachodzie słońca, pojawiają się bohaterowie z różnych krajów, czasów i warstw społecznych oraz wykłady z niemal wszystkich dziedzin wiedzy: filozofii, historii, religii, matematyki, nauk przyrodniczych, a nawet nauk tajemnych.




RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM


OGÓLNE RÓŻNICE

  Adaptacja w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa zachowując szkatułkową formułę powieści Jana Potockiego, jednocześnie pomija niektóre historie przeplatające się na kartach „Rękopisu…”. Reżyser dzieli swój film na dwie części, skupiając się na przygodach głównego bohatera - Alfonsa van Wordena (część pierwsza) - i historii Naczelnika Cyganów (część druga).

  Film rozpoczyna się sekwencją zdobycia Saragossy przez armię napoleońską, do której zaciągnął się Jan Potocki. Jest to bardzo dokładne odzwierciedlenie przedmowy do „Rękopisu znalezionego w Saragossie” opisującej jak Potocki rzekomo znalazł się w posiadanie tytułowego tekstu i na jego podstawie napisał swoje opus magnum.


CZĘŚĆ PIERWSZA: PRZYGODY ALFONSA VAN WORDENA

  Początek filmu bardzo wiernie odzwieciedla pierwsze dwa dni z życia Alfonsa van Wordena. Faktycznie, tak w książce Alfonso van Worden zostaje uwiedziony przez Eminę i Zibeldę, dwie muzułmańskie nałożnice, ale w filmie pominięto dwie pierwsze z wplecionych przez Potockiego historii - pierwszą z nich jest ta opowiadana przez Eminę i Zibeldę. Film pomija również historię samej Eminy opowiadającej Alfonsowi van Wordenowi o zamku Kassar-Gomelez. Po opuszczeniu muzułmańskich nałożnic, bohater - zarówno w książce jak i w filmie - orientuje się, że znalazł się pod szubienicą, spod której ucieka. Podążając dalej doliną Los Hermanos, zatrzymuje się u starego pustelnika, u którego wysłuchuje historii opóźnionego umysłowo sługi, opętanego Paszeko.

  W książce są dwie historie opętanego Paszeko (dzień drugi i dzień ósmy), jednak film uwzględnia tylko pierwszą z nich, opowiadajacą o nieszczęśliwej miłości sługi pustelnika do swojej kuzynki, Inezilli, w czym wspierała go macocha, która sama podkochuje się w Paszence. Sama historia jest bardzo wiernie odtworzona w adaptacji: od niechęci ojca Paszenki po spisek macochy i jej córki względem Paszenki. W książce następnego dnia (a w adaptacji: jeszcze tego samego dnia) Alfonso van Worden opowiada z kolei historię swojego ojca, podobnie jak on: żołnierza, oraz jak poślubił swoją przyszłą żonę. Film pomija dwie historie, które zostają wplecione w opowieść bohatera: pierwszą opowiadaną przez Trivulcjego z Rawenny i drugą opowiadaną przez Landolfa z Ferrary. 

  Po opuszczeniu pustelni, Alfonso van Worden jedzie w dalszą drogę, jednak zostaje aresztowany przez członków Hiszpańskiej Inkwizycji. Już w czasie procesu sądowego zostaje jednak uwolniony z rąk Inkwizycji przez rozbójników pod wodzą Zoto. W adaptacji pominięto historię Zoto, podobnie jak rekonwalescencję Alfonsa van Wordena odbywającą się w pustelni. Ten drugi pobyt bohatera u pustelnika jest istotny, bo to właśnie wtedy (jak pisze Potocki) Alfonso van Worden poznaje Kabalistę, którego w filmie poznaje w zupełnie innych okolicznościach. Razem wyruszają w dalszą drogę. W tym momencie następuje koniec pierwszej części filmu Hasa.


CZĘŚĆ DRUGA: PRZYGODY NACZELNIKA CYGANÓW (1)

  Na początku drugiej części, skupiającej się na historii Naczelnika Cyganów, Alfonso van Worden wraz z Kabalista (który przedstawia się jako don Pedro de Uzeda, a którego historia zostaje w filmie pominięta) zatrzymują się w rezydencji don Pedro Velazqueza, który przedstawia ich don Avadorovi, Naczelnikowi Cyganów. Przy okazji Has pomija również historie kilku drugoplanowych postaci: Rebeki (siostry Kabalisty, która w filmie i tak się pojawia), Tybalda de la Jacquiére, Menipa Licejczyka czy filozofa Atenodora. Dla umilenia wieczoru, Naczelnik zaczyna snuć swoją jakże zajmują historię.

  To właśnie w tej części filmu najbardziej widać szkatułkową strukturę powieści Jana Potockiego, którą twórcy starali się jak najlepiej oddać w adaptacji, ponieważ w historię Naczelnika Cyganów została wpleciona inna historia, w trakcie której została wpleciona jeszcze inna historia. Ale po kolei. 

  Adaptatorzy w historii Naczelnika Cyganów skupili się na trzech postaciach: Naczelnika, don Lopezie de Soarez oraz don Roque Busquerosie. Naczelnik Cyganów opowiada Alfonsowi van Wordenowi dwie historie: o seniorze Toledo i pojedynku jego przyjaciela oraz o Lopezie de Soarez. Oddający się rekonwalescencji Lopez de Soarez opowiada, z kolei, Naczelnikowi Cyganów swoje dwie historie: pierwszą o przyczynach niechęci swojego ojca do rodziny Moro, a drugą o tym jak don Roque Busqueros spotkał powabną Frasquitę Salero. Z kolei Roque Busqueros poznaje historię młodości Frasquity Salero. 

  Teraz spróbuję w miarę prosty sposób przedstawić wszystkie te trzy historie, a zacznę od historii Naczelnika Cyganów.


CZĘŚĆ TRZECIA: PRZYGODY NACZELNIKA CYGANÓW (2)

  Każda z trzech historii, jakie poznajemy, opowiada o miłości, choć na różne sposoby. I tak kawaler Toledo (pozniejszy Naczelnik Cyganów) to uwodziciel i wiarołomca, sentymentalny młodzieniec Lopez Soarez zakochuje się w pięknej Inez, córce bankiera Moro, natomiast awanturnik don Roque Busqueroz poznaje cieszącą się powodzeniem u mężczyzn Frasquettę Solero. 

  Te trzy historie się zazębiają: kawaler Toledo, nękany przez głosy tajemniczego Przyjaciela z zaświatów, zostaje pokutnikiem; Lopez, dzięki pomocy ze strony Busqueroza, może się ożenić z Inez, sam zaś Roque spotyka Avadora, który rozszyfrowuje ciąg historii. Głos Przyjaciela z „zaświatów” to krzyk Lopeza Soareza, który spadł z drabiny, wspinając się do okna Inez. Kochanka kawalera Toledo, donna Augusta Fernandez, jest również Frasquettą Solero, uwodzicielką Busqueroza. Umykając przed trzema uwodzicielkami, trzej awanturnicy – kawaler Toledo, Roque Busqueroz i Cygan Avadoro – dostrzegają ojca Alfonsa van Wordena w trakcie pojedynku.

  Znaczącym wkładem reżysera w adaptację powieści jest kształt jej zakończenia. Podsumowując można uznać, że powieść i współczesny film łączy podobieństwo metody kompozycyjnej oraz podstawa narracji – jest nią głęboka refleksja o istocie czasu i historii. Wojciech Has uwypuklił także motyw drogi, który wydaje się najbardziej kluczowym w dziele Jana Potockiego. Na kartach książki droga ma charakter inicjacyjny, prowadzący do poznania przez bohatera realiów społecznych, zaś na ekranie przyjmuje ona bardziej symbol wędrówki romantycznej, błądzenia w poszukiwaniu siebie.


To była moja analiza różnic między książką Jana Potockiego „Rękopis znaleziony w Saragossie”, a adaptacją Wojciecha Jerzego Hasa. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nową analizą. Cześć.

środa, 29 kwietnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKOSPEKTYWA”


Cześć wszystkim. Kolejny odcinek upłynie nam pod znakiem płaszcza i szpady. Od razu zaznaczę, że nie chodzi o serię o muszkieterach Aleksandra Dumasa - omówienie „Trylogii muszkieterskiej” od dłuższego czasu hula na moim blogu. Zamiast tego udamy się do XVII-wiecznej Hiszpanii, a za przewodnika będziemy mieć Arturo Pérez-Reverte’a, autora serii awanturniczo-przygodowej „PRZYGODY KAPITANA ALATRISTE’A”. Zaczynamy.


KILKA SŁÓW O SERII

Arturo Pérez-Reverte pochodzi z południowej Hiszpanii, wychował się w rodzinie o marynarskich tradycjach. Jako dziecko z pasją czytał powieści znalezione w biblioteczce dziadka. Jego pierwsze odkrycia literackie – a później osobisty wzór do naśladowania – to klasyka powieści przygodowej: Alexandre Dumas, Joseph Conrad i Robert Louis Stevenson. Wpływ ten widać nie tylko w takich powieściach jak „Szachownica flamandzka” czy „Fechmistrz”, a nawet w „Klubie Dumas”, ale także w serii o przygodach kapitana Diego Alatriste’a.

Pérez-Reverte czerpie bowiem inspirację z twórczości wielu powieściopisarzy, w szczególności XIX-wiecznych, takich jak Alexandre Dumas-ojciec i jego „Trylogia o muszkieterach”. Autor nawiązuje też do mrocznego tonu swoich doświadczeń jako reportera wojennego. Bezpośrednim powodem napisania cyklu był jednak brak w podręczniku szkolnym jego nastoletniej córki Carloty jakiegokolwiek przedstawienia historycznego Złotego Wieku w dziejach Hiszpanii. Zlecił zatem Carlotcie zebranie dla planowanej powieści wszelkiej możliwej dokumentacji (stąd jest wymieniana jako współautorka pierwszej powieści) i rozwinięcie fabuły.

Okres akcji pozwolił mu też, za przykładem Alexandre’a Dumasa ojca w „Trzech muszkieterach”, na wplecenie odniesień do autorów (takich jak Lope de Vega i Miguel de Cervantes-Saavedra) i artystów (w tym Diego Velázqueza), którzy byli szeroko czytani i cenieni w tamtym czasie, jednym z najważniejszych okresów w historii Hiszpanii.


OMÓWIENIE TOMÓW

Akcja pierwszego tomu cyklu, „Kapitan Alatriste”, rozgrywa się w 1623 roku, kiedy to tytułowy bohater Diego Alatriste i włoski najemnik Gualterio Malatesta otrzymują od dwóch tajemniczych zamaskowanych postaci wynagrodzenie za zabicie pary nieznanych angielskich gości w Madrycie, gdy do miasta docierają wieści o odparciu hiszpańskiego oblężenia Bergen op Zoom. W tym samym roku toczy się akcja drugiego tomu pt. „W cieniu Inkwizycji”, a fabuła ma tym razem charakter kryminalny: przed kościołem zostaje znaleziona zabita kobieta. Madrytem wstrząsa fala morderstw. W tym samym czasie Quevedo prosi Alatriste o pomoc w uratowaniu dziewczyny zmuszonej do wstąpienia do klasztoru; tymczasem młody giermek Alatriste, Íñigo Balboa, pogłębia swoje zauroczenie nastoletnią służącą królowej, Angélicą de Alquézar. Oryginalny tytuł tomu, „Limpieza de sangre” (dosłownie: „Czystość krwi”) odnosi się do „czystości krwi” wymaganej od Inkwizycji.

Trzeci tom cyklu nosi tytuł „Słońce nad Bredą”, a fabuła rozgrywa się w latach 1624-1625, w Niderlandach, podczas oblężenia Bredy. Alatriste i Íñigo dołączają do armii hiszpańskiej i walczą w wojnie z holenderskimi rebeliantami, w szczególności w oblężeniu Bredy. Bezpośrednim dalszym ciągiem jest powieść „Złoto króla” rozgrywające się na terenie Sewilli rok po zakończeniu wydarzeń z tomu trzeciego. Po wojnie flandryjskiej Alatriste i Íñigo wracają do Hiszpanii, gdzie wplątują się w romans z hiszpańskim statkiem floty skarbów, pełnym przemycanego złota, które właśnie przybyło z Indii.

Piąty tom zatytułowany „Kawaler w żółtym kaftanie” opowiada o romansie między Alatristem, a aktorką Marią de Castro. Jednak w obliczu nowych intryg na dworze napotyka rywala w walce o jej względy. Z kolei szósty tom cyklu, „Korsarze Lewantu”, został utrzymany w konwencji powieści korsarskiej i opowiada jak Alatriste i Íñigo przeżywają przygody wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego, walcząc z piratami berberyjskimi od południowej Hiszpanii po Imperium Osmańskie. Jest to zarazem ostatni tom przetłumaczony u nas po polsku. Dlatego dla omówienia kolejnych tomów - a Perez-Reverte napisał jeszcze dwie kolejne części - posiłkować się będę tym razem informacjami znalezionymi w Internecie.

W tomie pt. „El puente de los asesinos” (co powinno się przetłumaczyć jako „Most Zabójców”, Alatriste i Íñigo otrzymują misję wzięcia udziału w próbie zamachu stanu w Wenecji, mającej na celu obalenie doży Wenecji. Z kolei jak dotąd ostatni tom pt. „Misión en París” (co, z kolei, można przełożyć jako „Misja w Paryżu”) zabiera czytelnika w samo serce francuskiej stolicy, w okres napiętego konfliktu między katolikami a hugenotami. Historia ukazuje również starszego i bardziej mroczniejszego kapitana Alatriste.


PODSUMOWANIE

Seria Arturo Pérez-Reverte’a, moje osobiste odkrycie z lat młodzieńczych, to godna polecenia seria przygodowa słusznie przywodząca na myśl najbardziej klasycznych autor powieści awanturniczych, tzw. płaszcza i szpady, na których hiszpański autor wyraźnie się inspirował. Warta akcja, znakomite tłumaczenie Filipa Łobodzińskiego (który przełożył tylko sześć pierwszych tomów z ośmiu jak dotąd napisanych), sprawią że od książek Pérez-Reverte’a tak łatwo się nie oderwiecie. Miejmy nadzieję, wydawnictwo Muza wróci jeszcze do tego cyklu i wyda również dwa ostatnie tomy (tym bardziej, że ósmy został opublikowany zaledwie rok temu).


link: https://lubimyczytac.pl/cykl/155/przygody-kapitana-alatriste

wtorek, 28 kwietnia 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. W kolejną muzyczną podróż w czasie wybierzemy się do l. 2000, by posłuchać jednej z najgłośniejszych historii w dziejach muzyki popularnej. Związana będzie z albumem Akona „KONVICTED”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Płyta powstawała w trudnych dla Akona sytuacjach. A przynajmniej tak utrzymywał sam piosenkarz. W tamtym okresie był rozpoznawalną gwiazdą rapu i R&B, nad którą jednak ciążyła kryminalna przeszłość. Nim rozpoczął karierę muzyczną, Akon przez trzy lata (od 1999 do 2002 roku) przebywał w więzieniu z zarzutem kradzieży samochodu. Tytułowe „Konvicted” (dosł. „Skazany”) odnosi się do właśnie do kryminalnej przeszłości Senegalczyka. Do pracy nad albumem Akon zaprosił kilku uznanych wówczas raperów i muzyków hiphopowych, wśród nich: Eminema, Snoop Dogga, Stylesa P i T-Paina (co ciekawe, każdy z nich miał na sumieniu jakąś kryminalna przeszłość).

Akon opowiedział o powstawaniu albumu w filmie z 2022 roku, w którym omawiał poszczególne utwory, jeden po drugim. Mówiąc o muzyce, powiedział: 


„Kiedy zaczynałem w branży muzycznej, zaczynałem jako producent. Ale jako producent byłem też ghostproducentem. „Konvicted” był sposobem na połączenie wszystkich tych dźwięków w jedno, ponieważ dorastałem słuchając wszystkiego i każdego, ale także tworząc dźwięki dla wielu producentów”. 


Piosenkarz powiedział również, że teksty piosenek na albumie oparte są na jego osobistych doświadczeniach.

Tyle że nie była to do końca prawda. Okazało się bowiem, że cała kryminalna przeszłość Akona została całkowicie zmyślona, pomimo tego że piosenkarz przyznał się że był skazanym przestępcą i przywódcą gangu złodziei samochodów. Jedyny jego wyrok skazujący pochodził z 1998 roku, jednak nie za kradzież samochodów, a za nielegalne posiadanie broni, a w dodatku w jego wyniku dostał najwyżej trzyletni wyrok w zawieszeniu i nie trafił do więzienia.


UTWORY PROMUJĄCE

Pierwszym singlem z tej płyty była piosenka „Smack That” [nr 3] nagrany wspólnie z Eminemem, która miała swoją premierę 28 września 2006 roku. Warto dodać, że tytuł oznacza tyle, co „wymierz klapsa”. Kolejny singiel, tym razem nagrany ze Snoop Doggiem Drugi „I Wanna Love You” [nr 4] został wydany z kolei 5 października tego samego roku. Następnym teledyskiem promującym jego płytę jest piosenka „Don’t Matter” [nr 12] utrzymana w wolnym stylu ballady stała się po swej premierze 18 stycznia 2007 roku znanym na świecie, najbardziej rozpoznawalnym singlem z tej płyty. 

Czwartym singlem jest „Mama Africa” [nr 7], którego premiera miała miejsce 15 maja tego samego roku,. Na piąty utwór wybrano wydane 27 czerwca „Sorry, Blame It on Me” [nr 13; bonusowa edycja platinum] odnoszące się do kontrowersji wokół wykonawcy (za które Akon przeprasza w swoim utworze). Szóstym utworem promującym było „Never Took The Time” [nr 6]  miało premierę 16 października. Ostatni singiel, „I Can’t Wait” [nr 8], został wydany jako promo singel 31 marca 2008 roku. 


PREMIERA I SUKCES

Mimo kontrowersji wokół rzekomej kryminalnej przeszłości Akona, płyta była wielkim sukcesem, szczególnie w Polsce gdzie posypała się złotem. Zebrał również sporo pozytywnych ocen od krytyków na całym świecie, a single promujące okupywały listy przebojów przez wiele tygodni. „The Guardian” chwalił wokalne występy Akona na „Konvicted”: 


„Jego głos jest cudowny, instrument o jedwabistej wszechstronności; przykuwające jest słuchanie opowieści o striptizerkach, więzieniu i handlu narkotykami, przeplatanych okazjonalnymi atakami bicia się w pierś, śpiewanych w tak uwodzicielskim stylu”. 


„Spin” skomentował, że album „działa jak plecakowa wersja hiphopowego albumu dla twardzieli”. Robert Christgau napisał, że „odpowiada na palące pytanie, czy priorytety R. Kelly’ego poprawiłyby się w czasie kryzysu bardziej niejednoznacznie, niż można by się spodziewać” (R. Kelly, najbardziej znany z piosenki „I Believe I Can Fly”, również ma za sobą kryminalną przeszłość). „Rolling Stone” o tekstach napisał, że „podczas gdy piosenkarze tacy jak Usher i Ne-Yo śpiewają dla pań, Akon śpiewa dla panów”.


link: https://youtube.com/playlist?list=PLNfD0zHpr3X2_c8cTOfAhYBeqkcSz3AFx&si=7GtGj9dvaM_QSUUS

 

ZMARŁ GERRY CONWAY,

TWÓRCA PUNISHERA.


Marcin Klimczuk


Dotarła do nas smutna wiadomość ze świata komiksów. Wczoraj, w wieku 73 lat, zmarł Gerry Conway. Pracował w wydawnictwie Marvel jako scenarzysta komiksowy, a zasłynął jako twórca kontrowersyjnego antybohatera, Punishera.

Niżej zamieszczam link z informacją o śmierci Gerry’ego Conwaya:

https://www.filmweb.pl/news/Nie+%C5%BCyje+Gerry+Conway.+Tw%C3%B3rca+Punishera+mia%C5%82+73+lata-166323

sobota, 25 kwietnia 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. Ten odcinek „Nutki nostalgii” dedykuję wszystkim tegorocznym maturzystom. W tym czasie, gdy wszyscy obgryzają paznokcie z nerwów przed zbliżającym się egzaminem dojrzałości, pewien polski zespół muzyczny śpiewał o urokach pisania matur sześćdziesiąt lat temu - tak, tematem tego odcinka będzie analiza „MATURY” Czerwonych Gitar. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU.

  Piosenka pochodzi z debiutanckiego albumu Czerwonych Gitar pt. „To właśnie my”. Za tekst odpowiadał Jerzy Kossela. Znany był z dość sztywnego podejścia do rock’n’rolla (czy raczej big beatu, jak to mówiło się w komunistycznej Polsce). Do tego tworzył (i spisywał) ideologie, mające być instrukcją jak stworzyć idealny zespół młodzieżowy, jaka powinna być muzyka młodzieżowa i tym podobne. Był kierownikiem muzycznym Niebiesko-Czarnych, a potem Czerwonych Gitar i tam te swoje idee wcielał w życie. Tymczasem rock’n’roll, to styl życia lekkiego, przyjemnego z trudem dającego się skodyfikować. Nic więc dziwnego, że z kierownictwa Jerzego Kosseli po jakimś czasie rezygnowano, lub też on sam zniechęcony niesubordynacją kolegów, rezygnował.

  Kossela znany był również z tego, że nigdy nie rozstawał się ze swoim notesikiem. Zapisywał w nim wszystko, co mu przychodziło do głowy. Po jakimś czasie było w nim panoptikum. Od księgowości, po pomysły na teksty piosenek. Sporo miejsca zajmowały w nim teksty konferansjerki. Zespół nie korzystał z zawodowego konferansjera. Całość koncertu składała się z muzyki przedzielanej scenkami. Każdy miał swoją rolę, jakoś zarysowaną postać i tak powstawały dialogi mające z jednej strony zabawiać publiczność, z drugiej budować obraz grupy, z trzeciej wreszcie, „podprowadzać” pod kolejny utwór. Kossela te role wymyślał, rozpisywał i nowatorsko rozwijał.

  I tu pojawia się zalążek pomysłu na piosenkę „Matura”. Kossela bowiem pomyślał, by wpleść tego typu scenki do piosenek. Pomysł był prościutki. Oto bohater jest w klasie maturalnej. Następuje wsteczne odliczanie. Jeszcze rok do matury, pół roku, już po studniówce, już jutro, już za chwilę. Sam dialog nie grzeszył oryginalnością, ale liczył się pomysł. A temu trudno było odmówić uroku osobistego. Do tego jeszcze muzykę skomponował Krzysztof Klenczon. Wtedy jeszcze Seweryn Krajewski, był tylko, gościnnie występującym z zespołem, piosenkarzem. Klenczon miał zadziwiającą łatwość komponowania. W marcu 1966 r. utwór został zarejestrowany w studio Polskiego Radia. Znalazł się także na debiutanckim, wydanym rok później albumie zespołu


ANALIZA

Matura to naprawdę stresujący egzamin. Obojętnie czy mowa o ustnej czy pisemnej maturze. Maturzyliści obgryzają paznokcie z nerwów, przechadzają się od jednego końca korytarza do drugiego, co poniektórzy nawzajem się przepytują albo na pytanie: „Co słychać?” odpowiadają: „Będzie dobrze, będzie dobrze”. Piosenka Czerwonych Gitar idealnie odzwierciedla stres i niepokój maturzystów przed zbliżającym się najważniejszym egzaminem w ich życiu. Studniówka minęła, okres błogiego spokoju minął, żarty się skończyły. Niby maturzyści przygotowali się do egzaminów, ale i tak strach przed maturą mają wypisaną na twarzy. Ale spokojna głowa, kochani maturzyści. Za rok będzie następna matura. Już niedługo. Coraz bliżej. Za dni parę. 


PREMIERA I SUKCES

Piosenka została wydana w 1966 roku, promując debiutancką płytę Czerwonych Gitar i stając się jednym z pierwszych przebojów w ich dorobku. Do dziś za pewne trudno wyobrazić sobie okres matury bez tego wpadającego w ucho utworu.


link: https://youtu.be/9kS7UcR-G7I?si=la9Osm6o8x9qd7-s 


TŁUMACZENIE


Czerwone Gitary


„MATURA”

tytuł oryg. „Matura”


Hej, za rok matura,

Za pół roku, 

Już niedługo, coraz bliżej, 

Za pół roku.


Minęła studniówka 

Z wielkim hukiem. 

Czas ucieka i matura

Coraz bliżej.


Za miesiąc matura, 

Dwa tygodnie, 

Już niedługo, coraz bliżej, 

Dwa tygodnie. 


Oj, za dzień matura (Ojejku, co to będzie!), 

Za godzinę, 

Już niedługo, coraz bliżej, 

Już za chwilę. 


I co dalej?


Znów za rok matura, 

Za rok cały, 

Już niedługo, coraz bliżej, 

Za rok cały...

Już niedługo, coraz bliżej, 

(lecz)

Za rok cały!

Relacja na blogu „CultureZone”:


WARSZAWSKIE TARGI FANTASTYKI 2026, edycja wiosenna


Marcin Klimczuk


Cześć wszystkim. Dziś Narodowy Dzień Książki. Nie można więc było wymarzyć lepszej okazji, by udać się na pierwszą tegoroczną edycję Warszawskich Targów Fantastyki. Oto jak ona przebiegała.


WYWIAD NA DZIEŃ DOBRY

Droga na tegoroczną wiosenną edycję Warszawskich Targów Fantastyki przebiegała mi w zaskakująco żółwim tempie. Nie wiem, czego to była kwestia, w każdym razie w drodze do Warszawy obmyślałem ewentualny plan awaryjny. Zakładałem, że najpierw udam się na najbliższy wywiad (z pisarzem fantasy i historykiem Adamem Przechrztą, autorem m.in. cykli „Materia Prima” oraz „Materia Secunda”) i dopiero jak zaczną się pytania się od słuchaczy, to ja wstanę i udam się do stoiska wydawnictwa Fabryka Słów by nabyć jedną z książek autora, która najbardziej mnie interesowała.

wywiad z Adamem Przechrztą

Na początku wywiadu Adam Przechrzta dawał rady dotyczące odbierania krytyki. Jego zdaniem krytyka mogłaby za bardzo nadwerężyć reputację autora. W domyśle, krytyczne uwagi mogłyby zniechęcić do dalszego pisania, dlatego zalecał potencjalnym adeptom pióra by nie słuchali słów krytyki, nie czytali żadnych recenzji, bo nie wiadomo jak dane uwagi mogłyby zadziałać na piszących. Najciekawszą częścią wywiadu – z uwagi na wykształcenie Przechrzty – były pytania dotyczące świata przedstawionego w powieściach jego autorstwa oraz czy konieczne są odwołania polityczne w powieściach fantasy. Według Adama Przechrzty, trudno jest uciec od aluzji politycznych w powieściach inspirowanych wybraną epoką historyczną. Przy okazji Przechrzta zwracał uwagę, że jego ulubioną epoką historyczną jest XX wiek na ziemiach wschodnich i z tego powodu w tym okresie jako historyk najbardziej się specjalizuje i jednocześnie wskazał, że nie ma żadnej epoki, za którą tak bardzo by nie przepadał (choć swego czasu nie przepadał za historycznymi partiami politycznymi i socjalistycznymi).

Pojawiały się również pytania ogólno warsztatowe. Np. Przechrzta wspominał o jego zdaniem najbardziej przyjemnym elemencie pisania książek, czyli researchu, co wydaje się zrozumiałe z uwagi na wykształcenie autora. Podczas gdy dla wielu adeptów pióra zbieranie materiałów do książek jest najtrudniejszą i najżmudniejszą częścią pisania, Adam Przechrzta czerpie z tego czystą radość. Przechrzta wspominał również, że ma w zwyczaju czytać swoje książki jednocześnie sycąc się (jak to ujął żartobliwie) swoim pisarskim geniuszem. Jednocześnie zaznaczył, że nie ma żadnych swoich książek, które uznałby za niewypały, a przez to byłby skłonny któreś przeredagować. Opowiadał również o swoim stosunku do jedno- i wielotomówek, podkreślając że nie ma problemu z pisaniem wielotomowych cykli i nie ukrywając, że gdyby chciał, mógłby napisać serie dłuższe niż trzytomówki. Najciekawsza była historia jego współpracy z Fabryką Słów, gdy zgłosiły się do niego dwa wydawnictwa, jednak Przechrzta najszybciej nawiązał współpracę właśnie z Fabryką Słów. Nie mogło również zabraknąć pytań dotyczących planów pisarskich, przede wszystkim związanych z powrotem do alternatywnej wersji Zielonej Góry, w której osadzona jest akcja „Antykwariatu pod Salamandrą”. Przechrzta zaprzeczył by miał pisać bezpośrednie kontynuacje, ale nie wykluczał innych powieści z akcją w tym konkretnym świecie przedstawionym.

Po zakupie książki „Antykwariat pod Salamandrą” oraz zdobyciu autografu od Adama Przechrzty, udałem się na dalsze zakupy.


ZAKUP POLSKIEJ FANTASTYKI

I od razu trafiłem na stoisko z książkami jednego z moich ulubionych wydawnictw: SQN, na którym zaopatrzyłem się w aż trzy powieści Marcina Mortki z serii „Drużyna do zadań specjalnych” („Skrzynia pełna dusz”, „Powrót do Gryfa”, „Szary płaszcz”). Niestety, na stoisku nie zastałem też samego autora (choć miał się pojawić dopiero o 17:00, kiedy to miał być przeprowadzony z nim darowany przeze mnie wywiad), przez co musiałem obyć się smakiem.


zakupy na Warszawskich Targach Fantastyki bez książek Marcina Mortki,
to żadne zakupy! 😁

Tak jak musiałem obejść się smakiem względem planowanych książek. Bo, oczywiście, mimo z góry zaplanowanych tytułów, nie wszystkie książki były dostępne. Przekonałem się o tym na stoisku Antykwariatu Grochowskiego, jednego z moich stałych punktów na Targach Fantastyki (chyba w końcu nie omieszkam zajrzeć do samego Antykwariatu na ulicy Ludwika Kickiego w Warszawie). Moje pytania dotyczyły „Końca dzieciństwa” Arthura C. Clarke`a. Poza tym nie mogłem zlokalizować stoiska z książkami wydawnictwa Mag, spośród których interesowała mnie niezmiennie „Trylogia Ciągu” Williama Gibsona oraz „Olimp” nieodżałowanego Dana Simmonsa (chyba bez wycieczki do Empiku się nie obejdzie…).


ZAKUP ZAGRANICZNEJ FANTASTYKI

Z pomocą przyszło jednak wydawnictwo, którego z początku nie brałem pod uwagę na dzisiejszym pobycie na Targach Fantastyki z uwagi na to, że część książek z tegoż wydawnictwa właśnie nabyłem w Empiku. Mowa o Vesper. Choć nie brałem pod uwagę kupowania książek z tego wydawnictwa, dwie pozycje od jakiegoś czasu były i tak w kręgu moich książkowych zainteresowań. Pierwszą z nich było „Coś” Johna W. Campbella, opowiadanie które stało się kanwą kultowego horroru science fiction Johna Carpentera z Kurtem Russellem w roli polarnika walczącego z kosmitą-kameleonem przybierającym postać członków polarnej ekspedycji.

Drugą pozycją był pierwszy tom trylogii fantasy „Lyonesse” Jacka Vance’a pt. „Ogród Suldrun”. Początkowo planowałem zakup tej książki w okolicach moich imienin, kiedy to kupowałem także inne książki fantasy i science fiction, jednak w tamtym czasie z zakupu zrezygnowałem (powiedzmy, że na rzecz zbliżających się Warszawskich Targów Fantastyki). Seria uchodzi za jedną z najsłynniejszych w dorobku pisarza, który nawiasem mówiąc najbardziej zasłynął z wprowadzonego przez siebie podgatunku science fiction o nazwie Dying Earth (od nazwy innego cyklu jego autorstwa, tym razem apokaliptycznego SF „Umierająca Ziemia”).


Po zaspokojeniu głodu intelektualnego musiałem zaspokoić z kolei głód jedzeniowy, dlatego skorzystałem z bufetu Hali EXPO, a ponieważ była to godzina 15:00 kupiłem sobie od razu obiad. Problemem był brak drobnych na napój, jednak po żmudnych i długich poszukiwaniach w końcu udało mi się zakupić butelkę wody mineralnej. Z kolei w drodze powrotnej znalazłem w torbie sześć różnych zakładek od wydawnictwa Vesper…


Co ja zrobię z tyloma zakładkami, ja się pytam?...

Poza tym żadnych afer nie zaobserwowałem (jeśli nie liczyć bardzo wolno jadących autobusów…).



Za mną kolejna udana wycieczka na Warszawskie Targi Fantastyki, a ponieważ już wcześniej udało mi się zakupić kilka książek z okazji imienin, nie będę narzekał na brak lektur. Chyba że wyjątkowo w tym roku uda mi się wziąć udział również w Wakacyjnej Edycji Targów Fantastyki, która odbędzie się niezmiennie w Gdańsku (drugiej edycji w Krakowie, w tym roku, tym razem nie będzie…).