wtorek, 24 lutego 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „PROGRAM W ODCINKACH”


Cześć wszystkim. Przed wami drugi w tym roku „Program w odcinkach”, w którym tym razem będziemy siodłać konie i przemierzać niezbadany Westeros w nieznanym kierunku. Podróż umili nam nieustraszony „RYCERZ SIEDMIU KRÓLESTW”, którego przygody zamierzam wam prawić w drodze na organizowany właśnie turniej rycerski. Słuchajcie więc, waszmościowie, mej pieśni.


RYCERZ SIEDMIU KRÓLESTW” ******


twórcy: Ira Parker, George R. R. Martin

obsada: Peter Claffey, Dexter Sol Ansell, Daniel Ings, Sam Spruell, Bertie Carvell, Finn Bennett



W Westeros teoretycznie nie dzieje się za dobrze. Na finał „Gry o tron” najwierniejsi fani serialu i cyklu George`a R. R. Martina woleliby spuścić zasłonę milczenia. Niemniej dyskusyjny okazał się drugi sezon „Rodu Smoka” (trzeci, miejmy nadzieję lepszy, będzie miał premierę w połowie tego roku). Z pomocą, niczym damie uwięzionej w największej komnacie najwyższej wieży, przybył ser Dunkan, któremu towarzyszy niepozorny giermek o przydomku Jajo.


FABUŁA

Sto lat nim rozpoczęła się „Gra o tron” i dwieście lat po „Tańcu ze Smokami” opisanymi w „Rodzie Smoka” niezłomny rycerz ser Duncan Wysoki i jego giermek Jajo przemierzają Westeros rządzone przez Targaryenów - krainę, gdzie smoki – choć dawno nieobecne - nie zostały jeszcze zapomniane.


OCENA

Dotąd HBO adaptujące Martina przyzwyczaiło nas do solidnej polityki i takoż krwawej jatki o władzę. Jednak realizując serial „Rycerz Siedmiu Królestw” oparty ma tytułowym zbiorze nowel stacja telewizyjna postanowiła podejść inaczej do znanego popkulturowego uniwersum fantasy. Jak? W końcu w obsadzie nie było znanych gwiazd, a sam serial tym razem nie miał do zaoferowania tego, co dała „Gra o tron” i „Ród Smoka”. Nowele ze zbioru „Rycerz Siedmiu Królestw” charakteryzują się lekkim, choć to wciąż brudny i śmierdzący, quasi-średniowieczny świat, przygodowym sznytem. Jeśli w „Pieśni Lodu i Ognia” Martin kładzie nacisk na politykę, a w kronice „Ogień i Krew” - na informacje o Targaryenach, to tu chce dla odmiany dostarczyć tylko rozrywki. I to mu się udaje, bo każdą z nowel czyta się z ogromnym zainteresowaniem, przy okazji trzymając kciuki za tytułowego Rycerza.

To faktycznie zupełnie inna produkcja niż oryginalna „Gra o tron”, czy nawet „Ród Smoka”. Akcja rozgrywa się sto lat przed waśnią o Żelazny Tron i dwieście lat po Tańcu ze Smokami. Złośliwi mogliby przyjąć, że najnowszy serial z uniwersum Martina jeszcze bardziej niż sama „Gra o tron” przywodzi na myśl zwykły serial historyczny – w końcu w głównym serialu można było uświadczyć i smoki, i lodowatych zombiaków. O smokach w tym serialu można zapomnieć: ludzie je wspominają, inscenizują z nimi walki, jednak ogniozionących, majestatycznie latających, cudownych jaszczurek nikt nie uświadczy. Targaryenowie zostali w ogóle obaleni z Żelaznego Tronu, a jeszcze o sobie nie dała znać pewna blond włosa białogłowa powszechnie irytująca tak czytelników jak i widzów (tak, Danaerys, o tobie prawię te słowa…). Polityka została tutaj zepchnięta na dalszy plan, w końcu jeden ród został obalony i póki co nikt nie pretenduje do Żelaznego Tronu.

Także ton serialu jest zupełnie inny niż we wcześniejszych produkcjach. Tak jak nowele Martina, jest to produkcja lekka (jakkolwiek by to zabrzmiało w kontekście quasi średniowiecznego świata, w dodatku Westeros), nastawiona na przygodę. Twórcy pokazują, że nawet tak prozaiczne czynności dla rycerzy jak turniej, może być okazją do przeżycia przygody. Pomijając jeden odcinek i zakończenie wywracające nowele Martina do góry nogami, jest to stosunkowo wierna adaptacja zbioru ze świata Westeros, co się chwali twórcom.

Dobrze serialowi robi metraż odcinków, co też wyróżnia go na tle „Gry o tron” i „Rodu Smoka”. Ponieważ każdy sezon ma adaptować jedną nowelę, odcinki nie są za długie (trwają dokładnie pół godziny, najdłuższy jest tylko pierwszy trwający czterdzieści minut), a ich liczba nie jest zbyt duża (tylko sześć), więc na popularny dziś bingwatching jest to pozycja idealna (trzy godziny z małym hakiem przelecą jak ręką odjął). Początkowe plany by sezon składał się z ośmiu godzinnych odcinków był wyraźnie nieprzemyślany i gdyby został przyjęty, serial nie odniósłby takiego sukcesu z powodu nadmiernego przeciągnięcia akcji.

Świetna jest również chemia między bohaterami. Chylę czoła szczególnie przed Peterem Claffey`em, dla którego jest to niemal debiut przed kamerą (wcześniej robił karierę jako rugbysta, co przy jego fizjonomii – 196 centymetrów wzrostu! - było korzystne). Jego relacja z Jajem fantastycznie zagranym przez rezolutnego Dextera Sol Ansella jest wiarygodna i szczera. Jednocześnie eks rugbysta bezbłędnie oddaje poczciwość i lekką naiwność swojego bohatera wierzącego (co jest ewenementem w świecie „Gry o tron” i całego grimdark fantasy) w lepsze jutro.

HBO dało widzom najlepszy serial ze świata Westeros od czasu „Gry o tron”. Zupełnie inny od swojego poprzednika i tym bardziej przyjemniejszy w odbiorze. Obawiam się tylko o jakość kolejnych dwóch sezonów. Jeśli trzeci sezon „Rodu Smoka” okaże się takim samym niewypałem co drugi, a także jeśli kolejne sezony „Rycerza Siedmiu Królestw” okażą się słabsze, to chyba będzie można uznać, że nad ekranowym uniwersum Westeros ciąży jakaś klątwa.

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Pryvit usim! W związku z czwartą rocznicą wojny na Ukrainę, w ramach solidarności z naszymi wschodnimi sąsiadami, w dzisiejszym odcinku „Muzycznej podróży w czasie” przeniesiemy się do 2010 roku, by przeanalizować krążek nagrany przez polsko-ukraiński zespół Enej „FOLKORABEL”. Davayte pochnemo.


HISTORIA ALBUMU

Zespół Enej powstał w 2002 w Olsztynie. Początkowe fascynacje zespołu związane były z kulturą ukraińską. Wynikało to z faktu, że część członków ma ukraińskie korzenie. Z zainteresowaniem kulturą ukraińską związana jest również nazwa zespołu, która pochodzi od Eneja, imienia głównego bohatera poematu Iwana Kotlarewskiego pt. „Eneida” będącej trawestacją eposu Wergiliusza (perypetie głównego bohatera miały być paralelą losów mitycznego Eneasza). Właściwą działalność zespół rozpoczął w 2005 roku. Od tego czasu zaczęła się intensywna praca nad stylistyką, czemu służyło poszukiwanie nowych instrumentów i nowego brzmienia.

17 listopada 2008 roku zespół wydał debiutancką płytę pt. „Ulice”, a dwa lata później dostał się do półfinałowej grupy na koncert festiwalu Przystanek Woodstock. 12 listopada 2010 roku wydany został drugi album zespołu pt. „Folkorabel”, który zyskał status złotej płyty. Nagranie materiału na płytę sfinansowała zaprzyjaźniona od 2006 z zespołem Fundacja Inicjatyw Społecznych z Olsztyna, pisząc wniosek o dotację i uzyskując na ten cel dofinansowanie z Urzędu Miasta Olsztyna w ramach projektu „Olsztyńska Machina Twórczości”.

W 2011 zespół wystąpił w programie „Must Be the Music. Tylko muzykadostając się do finału, w którym zajął pierwsze miejsce. Wówczas też dużą popularność, tak w polskich jak i ukraińskich rozgłośniach radiowych, zyskał wykonywany przez grupę utwór „Radio Hello”. Z kolei 30 czerwca zespół wystąpił na Heineken Open’er Music Festival.


UTWORY PROMUJĄCE

Płyta była promowana przez pięć utworów, spośród których największą popularnością (pierwsze miejsce na wielu listach polskich list przebojów, w tym na Popliście RMF FM) cieszyła się piosenka „Radio Hello” [nr 1]. Po nim niewiele mniej na listach przebojów powodziło się piosence „Hermetyczny Świat” [nr 5].

Hermetyczny Świat” był czwartym utworem promującym płytę Enej. Wcześniej światło dzienne ujrzały dwie mniej popularne piosenk: „Państwo B” [nr 2], a po nim też mniej znana, choć mocna w przekazie, kompozycja „Pan Babilon” [nr 3]. Ostatnim utworem promującym była piosenka „Rahela” [nr 7].


PREMIERA I SUKCES

Płyta dotarła do 15. miejsca listy OLiS. Jak już wspomniałem, 2 października 2011 roku zespół otrzymał od wydawcy Sławka "Melona" Świdurskiego z wytwórni Lou & Rocked Boys złotą płytę za tenże materiał. Spośród pięciu utworów promujących największym powodzeniem cieszyło się radosne „Radio Hello” oraz równie dynamiczny „Hermetyczny Świat”.

O powodzeniu zespołu zdecydował również udział w talent show „Must Be the Music. Tylko muzyka”. Zespół zachwycił jurorów oryginalną aranżacją łączącą współczesną muzykę rozrywkową z folklorem (zwłaszcza ukraińskim), a powodzenie utworów z tej płyty oraz następnych krążków tylko pokazuje popularność grupy na początku poprzedniego dziesięciolecia.


link: https://www.youtube.com/playlist?list=PLb2Z6Uqafv2HjbzI-ZfYo_d1qitnRBGa_

poniedziałek, 23 lutego 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


N. K. JEMISIN : NOWE OBLICZE FANTASTYKI


Cześć wszystkim. W najnowszym odcinku „Alei Gwiazd Popkultury” przedstawię wam sylwetkę jednej z najoryginalniejszych autorek fantasy ostatnich lat.


MŁODOŚĆ

N. K. (właściwie: Nora Keita) Jemisin urodziła się 19 września 1972 roku w Iowa City i dorastała w Nowym Jorku i Mobile. Jej ojciec, Noah Jemisin, jest artystą. Jemisin mieszkała w Massachusetts przez dziesięć lat, zanim przeprowadziła się do Nowego Jorku. W latach 1990–1994 studiowała na Uniwersytecie Tulane, gdzie uzyskała tytuł licencjata z psychologii. Uzyskała tytuł magistra pedagogiki na Uniwersytecie Maryland w College Park.

Zainteresowała się fantastyką dzięki powieściom takich autorów jak Tanith Lee, Octavia Butler i C.S. Friedman. Jako dziecko i nastolatka interesowała się też mitologią. Science fiction było bardzo bliskie jej ojcu, z którym oglądała „Star Treka” i „Strefę Mroku”.


KARIERA

Jemisin, absolwentka Viable Paradise Writing Workshop z 2002 roku publikowała opowiadania i powieści. Była członkinią bostońskiej grupy pisarskiej BRAWLers, a od 2010 roku członkinią Altered Fluid, grupy krytyków science fiction. W latach 2009 i 2010 opowiadanie Jemisin „Non-Zero Probabilities” było finalistą nagród Nebula i Hugo w kategorii najlepszego opowiadania.

Debiutancka powieść Jemisin, „STO TYSIĘCY KRÓLESTW”, pierwszy tom jej trylogii „Dziedzictwo”, została opublikowana w 2010 roku. Była finalistką nagrody Nebula w 2010 roku i znalazła się na krótkiej liście nominacji do nagrody Jamesa Tiptree Jr. (obecnie zwanej Other Award). W 2011 roku była finalistką Nagrody Hugo, Nagrody World Fantasy oraz Nagrody Locus za Najlepszy Debiut Powieściowy, zdobywając tę ostatnią. Później ukazały się dwie kolejne powieści z tej samej trylogii – „The Broken Kingdoms” (2010) i „The Kingdom of Gods” (2011).

Jemisin była współgościem honorowym na konwencie science fiction WisCon 2014 w Madison w stanie Wisconsin. W tamtym czasie magazyn GQ opisał ją jako osobę pracującą „na co dzień jako psycholog doradczy”. Była gościnnym autorem honorowym na konferencji Arisia 2015 w Bostonie w stanie Massachusetts. W styczniu 2016 roku Jemisin zaczęła pisać „Otherworldly”, dwumiesięcznik dla „The New York Times”. W maju 2016 r. Jemisin uruchomiła kampanię na platformie Patreon, która pozwoliła jej zebrać wystarczająco dużo funduszy, aby mogła zrezygnować z pracy doradcy i całkowicie poświęcić się pisaniu.


STYL

W swoich powieściach N. K. Jemisin stosuje mieszankę gatunkową z eksperymentami strukturalnymi. Przede wszystkim jednak twórczość Jemisin stanowi mocny, zdecydowany głos w imieniu kobiet, a także głęboka warstwa psychologiczna postaci.


PÓŹNIEJSZE DZIEŁA

Powieść Jemisin, „PIĄTA PORA ROKU”, została opublikowana w 2015 r. jako pierwsza część trylogii „Pęknięta Ziemia”. Powieść została częściowo zainspirowana snem Jemisin i protestami w Ferguson w stanie Missouri po śmierci Michaela Browna. „Piąta pora roku” zdobyła nagrodę Hugo dla najlepszej powieści, dzięki czemu Jemisin została pierwszą afroamerykańską pisarką, która otrzymała tę nagrodę w tej kategorii. Kontynuacje trylogii, „WROTA OBELISKU” i „KAMIENNE NEBO”, zdobyły nagrodę Hugo dla najlepszej powieści odpowiednio w 2017 i 2018 roku, dzięki czemu Jemisin została pierwszą autorką, która zdobyła nagrodę Hugo dla najlepszej powieści przez trzy kolejne lata, a także pierwszą, która zdobyła ją za wszystkie trzy powieści w trylogii. W 2017 roku magazyn „Bustle” nazwał Jemisin „pisarką science fiction, którą każda kobieta powinna przeczytać”.

Jemisin była współautorką książki „Mass Effect: Andromeda Initiation” z 2017 roku, drugiej części serii opartej na grze wideo „Mass Effect: Andromeda”. W listopadzie 2018 roku Jemisin opublikowała zbiór opowiadań „How Long 'til Black Future Month?”. Zawiera on opowiadania napisane w latach 2004–2017, a także cztery nowe dzieła. „Far Sector”, dwunastoczęściowa seria limitowana napisana przez Jemisin z ilustracjami Jamala Campbella, rozpoczęła się w 2019 roku. Została nominowana do Nagrody Eisnera w 2021 roku w kategorii „Najlepsza seria limitowana”.

Powieść Jemisin z gatunku urban fantasy, „The City We Became”, została opublikowana w marcu 2020 roku. W październiku 2020 roku Jemisin została ogłoszona laureatką stypendium MacArthur Fellows Genius Grant. W czerwcu 2021 roku studio TriStar Pictures należące do Sony zdobyło prawa do adaptacji trylogii „Pęknięta Ziemia” w ramach umowy opiewającej na siedmiocyfrową kwotę, a Jemisin zaadaptowała powieści na potrzeby filmu. W 2021 roku znalazła się na liście „Time 100” magazynu „Time”, corocznej liście 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie. „The World We Make”, kontynuacja powieści Jemisin z 2020 roku, ukazała się w listopadzie 2022 roku.



N. K. Jemisin warto docenić za oryginalne podejście do literatury objawiające się zarówno w warstwie strukturalnej jak i psychologicznej i społecznej.


link: https://lubimyczytac.pl/autor/41685/nora-k-jemisin

sobota, 21 lutego 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. W tym odcinku sobotniego cyklu zapoznamy się z historią i analizą jednej z najpiękniejszych piosenek miłosnych z lat 80, wykonaną przez Fancy’ego: „FLAMES OF LOVE”. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU.

„Flames of Love” to jeden z najbardziej znanych utworów w dorobku Fancy’ego. Zaczął powstawać w 1988 roku, po wydaniu dwóch albumów i 9 singli, z których największymi sukcesami były „Slice Me Nice” (1984), „Check It Out” (1985), „Bolero” (1985) i „Lady Of Ice” (1986). Wówczas Fancy rozpoczął pracę nad nowym albumem, którego pierwszym singlem promującym było właśnie „Flames of Love”.

Równie dużą popularnością, co piosenka, cieszył się nakręcony do utworu wideoklip, tak dużą że osiągnął ponad 30 milionów wyświetleń na platformie YouTube. Teledysk ukończono w kwietniu 1988 roku. Jak wspomina Fancy, zbliżenia do teledysku zostały nakręcone w Monachium, natomiast ujęcia ukazujące publiczność i jego na scenie – w parku ludowym w Szwecji

Warto też dodać, że choć Fancy jako piosenkarz zapisał się dzięki jednemu przebojowi, to on sam działa również jako producent muzyczny. Produkował nagrania dla Grant Miller czy Mozzart (“Money”, “Jasmin China Girl”). Fancy współpracował również z Amandą Lear, Lindą Jo Rizzo oraz duetem  Al Bano i Romina Power. Napisał wiele utworów wykonywanych przez innych wykonawców, jednak jako autor nigdy nie podawał właściwego nazwiska. Przedstawiał się jako Tess Teiges lub Ric Tess.


ANALIZA

Piosenka Fancy’ego opowiada o sile miłości jaka pojawia się między dwoma osobami. Wydaje się to nazbyt oczywiste (ileż powstało piosenek o tej tematyce, nawet niedawno omawiałem na swoim blogu inny utwór o tematyce miłosnej), jednak omawiany utwór jest szczególny z jednego powodu. Jego tytuł odnosi się bowiem do hinduizmu. W hinduizmie tytułowe „płomienie miłości” symbolizują głębokie emocje pożądania i uczucia, ilustrują namiętne i duchowe więzi, jakie mogą istnieć między ludźmi, wykraczające poza zwykłe fizyczne przyciąganie, a obejmujące głębokie więzi emocjonalne. Właśnie w tych głębokich emocjonalnych więzach przyciągających do siebie dwoje zakochanych w sobie ludzi tkwi sedno utworu Fancy’ego. 


PREMIERA I SUKCES

Po wydaniu w 1988 roku utwór trafił na listy przebojów w czterech krajach: Hongkongu, Austrii, Niemczech i Hiszpanii. Paradoksalnie, choć Fancy jest kojarzony właśnie z tą piosenką, „Flames of Love” nie był zbyt dużym przebojem; we wspomnianych krajach zajął miejsce poniżej dziesiątego miejsca list przebojów. Dopiero z czasem zyskał popularność. 

W 2008 roku ukazała się rosyjskojęzyczna wersja utworu zatytułowana „Love Fire” na albumie „Forever Magic”, dzięki czemu kompozycja zyskała popularność w Rosji. W tym samym kraju Fancy zyskała przydomek „Pozharsky”. 


link: https://youtu.be/8C35sdjc_cw?si=FOoXfBxR0YdgZjVP 


TŁUMACZENIE


Fancy


„PŁOMIENIE MIŁOŚCI”

tytuł oryg. „Flames of Love”


Jakim mężczyzną

Jakim mężczyzną jestem?

Próbuję iść tam, gdzie właśnie upadłem

Próbuję złamać sekretny urok

W twoich oczach czuję płomienie miłości


Płomienie miłości

Płomienie miłości

Tonę w morzu miłości

I nigdy nie mam dość

Kiedy znajduję się głęboko w twoich oczach

W kółko -

Płomienie miłości


Jakim głupcem

Jakim głupcem jestem?

Szukam cieni w słońcu

Wspomnień przyszłych dni

W twoich oczach czuję płomienie miłości


Płomienie miłości

Płomienie miłości

Topię się w morzu miłości

I nigdy nie mam dość

Kiedy znajduję się głęboko w twoich oczach

W kółko i w kółko -

Płomienie miłości


Poddaję się słodkiej śmierci w twoich ramionach

W fali pożądliwego życia

Dotykasz mnie tak głęboko, że krzyczę

Topiąc się w płomieniach miłości


Płomienie miłości

Płomienie miłości

Topię się w morzu miłości

I nigdy nie mam dość

Kiedy znajduję się głęboko w twoich oczach

W kółko i w kółko -

Płomienie miłości

piątek, 20 lutego 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Cześć wszystkim. Za oknem rozpościera się zimowy krajobraz, przyprószony śniegiem. Póki jeszcze można wpaść w nastrój adekwatny do trwającej pory roku, zapraszam na moją analizę książki Jacka Londona „BIAŁY KIEŁ” i filmu Randalla Kleisera z Klausem Marią Brandauerem oraz Ethanem Hawkiem. Zaczynamy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

Tytułowy Biały Kieł to mieszaniec: w 1/3 pies, w 3/4 wilk. Po stracie swojej wilczej matki, trafia pod opiekę Indian, którym służy jako pies pociągowy, zawsze jednak nieco na uboczu, bo pozostałe psy wyczuwały w nim dzikie, wilcze, pochodzenie. Tak Biały Kieł nauczył się życia w samotności. Kiedy trafił do nowego pana, okrutnego Pięknisia Smitha, musiał nauczyć się jeszcze czegoś: nienawiści i trudnej sztuki walki o przetrwanie...



RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM


Podstawowa różnica polega na prezentacji głównego bohatera opowieści. W książce Londona na wydarzenia patrzymy oczami Białego Kła i jego rodziców. W filmie Randalla Kleisera centralną postacią jest z kolei młody traper Jack Conroy, który w filmie został bardziej rozbudowany względem swojego książkowego odpowiednika, noszącego inne imię. Poza tym niektóre drugoplanowe postaci ludzkie w filmie są zlepkiem kilku postaci ludzkich z książki.


CZĘŚĆ 1. PRZEPRAWA PRZEZ GŁUSZĘ

  Film rozpoczyna się od przybycia Jacka Conroya (w książce nosi imię Weedon Scott i pojawia się znacznie później), syna dawnego trapera i poszukiwacza skarbów. Po przybyciu do Klondike wynajmuje po krótkiej dyskusji sanie pociągowe należące do dwóch starszych traperów: Alexa Larsona i tzw Śmierdziela. Książka od razu wrzuca nas do wątku przeprawy przez głuszę, którą odbywają Henry (będący częściowo odpowiednikiem filmowego Larsona) i Bill (odpowiednik filmowego Śmierdziela). 

  Sama przeprawa została ukazana bardzo dokładnie, tak jak w powieści Londona (włącznie z aferą związaną z liczbą psów pociągowych oraz z atakiem watahy), i jedyne odstępstwa obracają się wokół filmowej postaci Jacka Conroya (jego zamiłowanie do książek, przygoda na zamarzniętym jeziorze itd). Jedynie cel przeprawy jest inny: o ile w książce chodzi o dostarczenie zwłok starego trapera do pobliskiego fortu, o tyle w filmie chodzi o pochowanie starego trapera nieopodal jego dawnego obozowiska.


CZĘŚĆ 2. PRZYGODY WILCZKA

  W filmie Biały Kieł jest już młodym wilczkiem, podczas gdy dalsza część powieści Londona zaczyna się jeszcze przed jego narodzinami, od zalotów przyszłego ojca Kła, Jednookiego (psa z zaprzęgu Henry’ego i Billa), do jego matki, młodej wilczycy Kirche. Nie uświadczymy zatem w filmie sekwencji walki dwóch psich samców o wilczą samiczkę, ani poszukiwań groty, w której później przyjdzie na świat Biały Kieł wraz ze swoim rudawym rodzeństwem (sam Biały Kieł jako jedyny rodzi się szarawy, przez co staje się obiektem wykluczenia przez swoje rodzeństwo).

  W filmie po odbytej nagonce na psi zaprzęg, w wyniku którego zginął Śmierdziel, ledwo żywa wilczyca wraca do norki, w której czeka na nią malutki Biały Kieł, i tam zdycha pozostawiając szczeniaka samego sobie (klasyczny zabieg w filmach z wytwórni Disneya). Niedługo potem wilczek zaczyna się włóczyć po okolicy, wpada m.in. do lodowej groty, a następnie dostaje się w zastawione sidła. W książce wilczek także przeżywa przygodę w lodowej grocie, ale jeszcze za życia swojej wilczej mamy (poza tym London na tym etapie historii nic nie pisze, co przytrafiło się Kirche). Po wpadnięciu w sidła, wilczek zostaje przygarnięty przez Indianina Szarego Bobra, który od śnieżno białych kłów zwierzaka nadaje mu imię Biały Kieł.


CZĘŚĆ 3. BIAŁY KIEŁ I JEGO WŁAŚCICIELE

  Od tego momentu w filmie losy Białego Kła i filmowego Jacka Conroya raz po raz się zazębiają, podczas gdy w książce wątek wilczka prowadzony jest indywidualnie. Podobnie jak w książce, w filmie Biały Kieł służy Indianom za psa zaprzęgowego. Jednak w przeciwieństwie do filmu, Szary Bóbr jest dla wilczura panem tyleż surowym, co sprawiedliwym: jeśli go karci, to tylko wtedy gdy zachodzi taka potrzeba (głównie za liczne ucieczki z wioski Indian, czego w filmie też nie ma ani słowa). W filmie czegoś takiego nie ma, ponieważ szefostwo wytwórni Disneya nie zamierzało sprzedawać dzieciom przekonania, że można być surowym w sprawiedliwy sposób. 

  Biały Kieł staje się własnością Szarego Bobra do momentu, gdy pojawia się drugi właściciel - Piękniś Smith, organizator nielegalnych psich walk. I jednocześnie człowiek o wiele bardziej surowszy od Szarego Bobra, który - jak już ująłem - bywał surowy, ale zawsze sprawiedliwy. W adaptacji poniekąd złagodzono surowy charakter nawet Pięknisia Smitha (choć uczyniono z niego naczelnego antagonistę filmu), sprowadzając go do niedokarmiania Białego Kła, podczas gdy u Londona potrafił nawet podnieść rękę na wilczura. Jednym z przejawów książkowej surowości Pięknisia Smitha jest sposób w jaki „nabył” Białego Kła: przekupił Indianina butelką whisky, wpędzając go w alkoholizm. W filmie z kolei napuścił na Białego Kła swego buldoga, po czym probował wmówić wszystkim, że wilczur jest niebezpieczny. By go udobruchać, Szary Bóbr zgadza się odsprzedać mu Kła. Różnicą jest też to, że w książce Biały Kieł próbuje wrócić do Szarego Bobra (wszak Indian wpoił mu posłuszeństwo), a w filmie czegoś takiego nie ma.

  Zgadza się poniekąd to, że będąc pod pieczą Pięknisia Biały Kieł zamienił się w maszynę do zabijania, stał się szatanem (jak to ujął London). W filmie objawia się to tym, że Biały Kieł zawsze wygrywa psie walki, niemal zagryzając swoich przeciwników. Chociaż potem zostaje potwierdzona ogólna nienawiść wilczura do wszystkich istot żywych, w filmie za bardzo tego nie widać - właściwie tylko w odniesieniu do ludzi, kojarzących mu się z agresją i złym traktowaniem. Do tego stopnia, że widok kija trzymanego w ręce napawał go przerażeniem.

  Przełomem w życiu Białego Kła, zarówno w książce jak i w filmie, staje się walka z buldogiem imieniem Cheerokee. Walka jest tak bardzo zacięta, że dla wilczura kończy się niemalże śmiercią (w tej też jedynej scenie w filmie pokazano, że Piękniś Smith posuwa się do bicia Kła). W porę jednak pojawia się jego przyszły trzeci właściciel: w książce jest to, rzecz jasna traper Weedon Scott, któremu towarzyszy inny traper, Matt. W filmie są to Jack Conroy i Alex Larson, którzy zabierają ze sobą na wpół żywego Białego Kła. Opieka nad wilczurem w filmie zgadza się z tym, co opisał w książce London: Biały Kieł jest tak straumatyzowany surowym traktowaniem przez Pięknisia Smitha, że początkowo nie ufa nawet dwóm traperom (do tego stopnia, że pozostawiony sam w ich chatce, robi w niej małą demolkę). Co ciekawe, o ile w książce to Scott (a co za tym idzie, filmowy Conroy) początkowo uważa, że nie da się oswoić Białego Kła, o tyle w filmie tego zdania jest Alex Larson (a więc książkowy Matt, który w książce jest bardziej optymistycznie nastawiony do oswajania Kła). Sytuacja ulega zmianie, kiedy Piękniś Smith - podobnie jak w filmie - próbuje odzyskać wilczura, ale mu się to nie udaje.

  Niedługo potem zapada decyzja, by Weedon wrócił do Kalifornii. Postanawia zabrać ze sobą Białego Kła, który nie chce zostawać z Mattem w Klondike. Pobyt wilczura w Kalifornii okazuje się mało komfortowy, podpada też suczce imieniem Collie, jednak zyskuje z czasem uznanie po odparciu napadu włamywacza (którego cechy w filmie przyjął też Piękniś Smith) na kalifornijski dom Weedona. Zyskuje też sympatię u Collie, z którą dochowuje się ślicznych szczeniąt. A jak to wyglądało w filmie? Po odstawieniu Pięknisia Smitha, Jack i Larson decydują się wrócić do Kalifornii, gdzie mają otworzyć hotel. Warunek musi być tylko jeden: nie mogą zabrać ze sobą Białego Kła. Jack porzuca wilczura i wyrusza w drogę powrotną. Wchodząc na trap decyduje się jednak zostać w Klondike. Przybywa z powrotem do chatki swojego ojca, którą odremontowuje i spotyka z powrotem Białego Kła. 



To była moja analiza powieści Jacka Londona „Biały Kieł” i filmu Randalla Kleisera. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za dwa tygodnie z nowym omówieniem. Cześć.

czwartek, 19 lutego 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Niniejszy ranking będzie przestrogą przed rozwijającą się i bijącą rekordy popularności SZTUCZNĄ INTELIGENCJĄ. Jeszcze zanim ktokolwiek pomyślał, że coś takiego mogłoby się kiedyś pojawić, filmowcy na wszelkie sposoby próbowali nas przed nią OSTRZEC. Komu udało się to najlepiej? Zaczynamy.


8, „Ona”, reż. Spike Jonze

Zaczynamy od filmu, który już przedstawia naszą szarą codzienność. W końcu każdy chciałby „pogadać z kimś (sztucznie) inteligentnym”, jak mówi porzekadło? Sytuacje gdy ludzie oddają się konwersacji z A.I. (nawet przemawiającą głosem Scarlett Johansson), zamiast po prostu z kimś się umówić, to już niemal chleb powszedni. Zwłaszcza gdy wydaje się, że A.I. lepiej nas rozumie od rzeczywistych bliskich, a my – co jest tym bardziej przerażające - nie zauważamy jak bardzo się w tej znajomości zatracamy. Gdy tylko udostępnię ten post na blogu, pomyśleć o swoich realnych przyjaciołach i w końcu z którymś się skontaktuję.

Co może być gorszego od sztucznie wygenerowanej osoby? Prawdziwa postać, której osobowość przeniesiono do wirtualnej rzeczywistości. I to nic, że A.I. ma tutaj osobowość Johnny`ego Deppa.

7, „Transcendencja”, reż. Wally Pfister

W dniu premiery reżyserski debiut Wally`ego Pfistera, operatora Christophera Nolana, nie spotkał się z uznaniem krytyków, a dogorywający w obliczu domniemanego skandalu Depp tylko krytykę zaognił. Teraz – po zaledwie dekadzie od premiery – można dostrzec potencjał jaki tkwił w opowiadanej historii. Will Caster zajmujący się badaniem A.I., po ataku antytechnologicznej grupy, zostaje przyłączony do komputera, która zmienia jego osobowość. Jaki z tego płynie morał? Gdy ktoś umiera i chce się zachować umysł denata, lepiej po prostu zachować jego poglądy niż kombinować ze sztucznym wszczepianiem.

Sztuczna inteligencja może sprawić, że człowiek nie tylko nie odróżni sztucznej osoby od prawdziwej, ale nawet sztucznego świata od prawdziwego. Ostrzegano przed tym już w 1999 roku.

6, „Matrix”, reż. Wachowscy

Kultowy „Matrix” to nie tylko popkulturowa żonglerka z klasyków cyberpunku pokroju książek Williama Gibsona czy anime „Ghost in the Shell”. Ponura wizja Wachowskich obrazuje nam wizję przyszłości, w której maszyny przejęły kontrolę nad ludzkością. W filmie wręcz pada stwierdzenie, że w tym świecie A.I. zostało stworzone, a iluzję ciężko odróżnić od naszego świata. Choć ten filmowy świat nie jest naszym światem, potraktujmy całą produkcję jako przestrogę przed dominacją współczesnej technologii. W końcu sztuczna inteligencja czyha gdzieś za rogiem.

Nawet w obrazkowych historiach i ich adaptacjach podejmowano próbę ostrzegania przed rozwojem A.I. Czym innym był Ultron, z którym mierzyli się Avengersi.

5, „Avengers: Czas Ultrona”, reż. Joss Whedon

Tony`emu Starkowi można wybaczyć niemal wszystko (zwłaszcza gdy gra go ktoś taki jak Robert Downey jr), trudno mu jednak darować powołania do życia Ultrona. A przecież już klasyczny „Frankenstein” ostrzegał czytelników (a jej adaptacje widzów), by nie bawić się w Boga. Zbuntowana sztuczna inteligencja – zwłaszcza przemawiająca złowieszczym głosem Jamesa Spade`a - wywyższająca się nad całą ludzkością to chyba ostatnia rzecz jaka mogłaby się przyśnić w najgorszych koszmarach. Walka z nią to (pomijając późniejsze starcie z Thanosem) najtrudniejsze zadanie, przed którym stanęli Avengersi.

Chyba jedynym sposobem na A.I. jest postawienie przed nią tak trudnego zadania, by serwery w niej umieszczone dosłownie się przegrzały. Jak uporał się z tym bohater „Gier wojennych” Johna Badhama.

4, „Gry wojenne”, reż. John Badham

Co może być gorszego od sztucznej inteligencji wywyższającej się nad ludzkością? Tylko sztuczna inteligencja dążąca do wybuchu III wojny światowej. Nawet jeśli kolejny konflikt międzynarodowy nie wybuchnie z ludzkiej głupoty, sprawę załatwi komputer (poczekajcie, zresztą, na miejsce drugie…). Chyba, że jakiś geniusz matematyczny postawi przed nim pozorne zadanie wygrania w kółko i krzyżyk. John Badham nie raz ostrzegał przed rozwojem A.I., jednak o ile w „Krótkim spięciu” temat ujął w komediowym anturażu, to tu postawił widzów i bohaterów w trudnej sytuacji.

Podium otwiera najstarszy w tym rankingu, pochodzący jeszcze z czasów sprzed Internetu, film: „Metropolis” Fritza Langa.

3, „Metropolis”, reż. Fritz Lang

Już ponad sto lat temu filmowcy ostrzegali ludzkość przed rozwijającą się technologią i dominacją sztucznej inteligencji. Arcydzieło Langa wyraźnie wyprzedzało swoją epokę, chociaż u podstaw przedstawiał dystopijną wizję miasta przyszłości pełnego wysokich blokowisk i wyzyskiwanych mieszkańców. Kulminacyjny w filmie moment stworzenia robota o cechach uprowadzonej głównej bohaterki, choć inspirowany „Frankensteinem”, ma jednak znamiona ostrzeżenia przed tym, co miało faktycznie nadejść niemal za sto lat. Nie trudno w tym tworze zauważyć elementów typowych dla ekranowych cyborgów.

A cyborgi, jak wiadomo z historii SF, mogą w każdej chwili wszcząć rewoltę. Doskonale to ujęto w serii „Terminator”.

2, „Terminator”, reż. James Cameron

To, co w serii Camerona było, jest i będzie fikcją, to cyborgi przybywające z przyszłości, by nas zabić. Inaczej ma się sprawa z maszynami wojskowymi. Chociaż na przestrzeni lat James Cameron utracił prawa do „Terminatora”, jeszcze w trzeciej w reżyserii Jonathana Mostowa udało się w przemyślany sposób wpleść metaforę potencjalnego „buntu maszyn”. Sami przyznajcie, czym innym jest system Skynet, na którego zniszczeniu zależy Sarze Connor w drugiej części i jej synowi w trójce? I chociaż seria zaliczyła spadek, Cameron wciąż myśli o jej odrodzeniu. Zwłaszcza w dobie rozwijającej się A.I.

Bunty maszyn to klasyczny motyw w fantastyce naukowej, nawet sugerującej pojawienie się sztucznej inteligencji. Nikt jednak lepiej jej nie wykorzystał, niż Stanley Kubrick w „2001: Odysei kosmicznej”.

1, „2001: Odyseja kosmiczna”, reż. Stanley Kubrick

Jeśli rozmowy ze sztuczną inteligencją przedstawione w filmie Spike`a Jonzego obrazują już naszą szarą codzienność, to Stanley Kubrick ostrzegał przed tym już kilkadziesiąt lat wcześniej. Wszak mamy tutaj widekonferencje, oglądanie filmów na tabletach, a także wszechobecną cyfrową inwigilację (czyż główny komputer nie zachowuje się czasem jak typowy stalker?). Kubrick jako pierwszy (no, dobra, z małą pomocą pisarza Arthura C. Clarke`a) ostrzegał nas przed buntem maszyn. Strach pomyśleć, które z nich mogłyby mieć osobowość HALA 9000. Miejmy to na uwadze, gdy będziemy się stykać z A.I.


To była moja lista filmów ostrzegających nas przed sztuczną inteligencją. Które tytuły wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.