piątek, 29 maja 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Cześć wszystkim. Pozostając jeszcze w klimatach science fiction, tym razem wyruszymy w odległą „2001: ODYSEJĘ KOSMICZNĄ”, by odszukać różnice między książką Arthura C. Clarke’a, a słynnym filmem Stanleya Kubricka. Zaczynamy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

Na początku XXI wieku badacze dokonują ważnego odkrycia na powierzchni Księżyca. Odnajdują tajemniczy monolit, który emituje sygnał skierowany w stronę Jowisza. Pragnienie zgłębiania tajemnic wszechświata popycha ludzkość do zrobienia kolejnego kroku. Na misję badawczą zostaje wysłany statek „Discovery”. Jego załoga składa się z wybitnych badaczy i astronautów, którzy mają do dyspozycji najnowocześniejszy sprzęt i zamierzają przysłużyć się nauce. Podczas lotu jednakże dochodzi do poważnej awarii. Okazuje się, że dotąd niezawodny komputer pokładowy HAL-9000 ma inne plany niż członkowie załogi.



RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM


Film Stanleya Kubricka to, właściwie, adaptacja opowiadania SF Arthura C. Clarke’a pt.„Posterunek”. Jednak przy pisaniu scenariusza amerykański pisarz znacznie rozbudował fabułę historii do rozmiarów pełnosprawnej powieści. Dalsze tomy cyklu - „2010”, „2061” i „3001” - pisał już w formie powieściowej.


TAJEMNICZY MONOLIT

Zarówno książka jak i film rozpoczynają się od obszernego, w wersji filmowej: 20-minutowego, prologu rozgrywającego się w czasach prehistorycznych (poprzedzonego słynnym wstępem „Tako rzecze Zaratustra” Richarda Straussa). Podobnie jak w filmie, w książce istotnym momentem w dotąd monotonnym życiu człekokształtnych staje się pojawienie monolitu, który znacznie wpływa na ich rozwój. Zaczynają się szybciej uczyć, w tym również przetrwania. Przełom ma miejsce, gdy jeden z nich - tzw Obserwator Księżyca - odkrywa możliwości broni skutecznej do samoobrony przed dzikimi zwierzętami, w tym przed lampartem. Odkrywa również, że bronią można zabić kogoś z własnego plemienia. W tym momencie następuje w filmie jedno z najbardziej znanych w popkulturze cięć montażowych, kiedy to podrzucona do góry kość „zamienia się” w podłużny statek kosmiczny dryfujący po przestrzeni kosmicznej w takt „Nad pięknym, modrym Dunajem” Johanna Straussa syna.

Akcja drugiej części książki (i jej adaptacji) noszącej tytuł „TMA-1” przenosi się do roku 1999. Trwa eksploatacja kosmosu. Wśród wybrańców jest dr Heywood Floyd, z którym przeprowadzony zostaje wywiad pominięty w filmie. Zamiast tego wątek dr Floyda rozpoczyna się od spotkania z panem Simmonsem. W czasie lotu dr Floyd spotyka się również z pozostałymi uczestnikami lotu kosmicznego, co w filmie oddano bardzo dokładnie. Wkrótce statek „TMA-1” dociera na Księżyc, gdzie ma odbyć się konferencja w sprawie tajemniczego monolitu znalezionego na Srebrnym Globie. Jeszcze przed konferencją administrator zarządzający Księżycem, Ralph Havolsen, odbywa rozmowę ze swoją córką, co w książce ma miejsce po przylocie dr Floyda i w jego obecności, a w filmie: jeszcze przed przylotem dr Floyda. Sama konferencję odtworzono w filmie dokładnie tak jak w książce. W jego wyniku ma zostać zorganizowana pierwsza ekspedycja w sprawie kosmicznego monolitu. Tak jak w filmie, w książce podczas drugiego odkrycia monolit wysyła sygnał radiowy w kierunku Japeta, księżyca Saturna (w filmie: Jowisza). Z tego powodu półtora roku później w stronę tej planety, na pokładzie statku „Discovery One”, wyrusza ziemska ekspedycja.


WŚRÓD PLANET

Rozpoczyna się trzecia część filmu Kubricka pt. „Misja na Jowisza: osiemnaście miesięcy później”. Od konferencji w sprawie monolitu na Księżycu minęło półtora roku. Akcja filmu przenosi się do tytułowego dla filmu 2001 roku. Trwa misja „Discovery One” dowodzona przez kapitana Davida Bowmana i prowadzona przez sztuczną inteligencję: komputer pokładowy HAL-a 9000 obdarzony ludzką osobowością. I książka, i film opisują dokładnie pokładową codzienność załogantów „Discovery One”: część załogi znajduje się w stanie hibernacji, a część dogląda statku. Zgadza się także wątek przyjęcia urodzinowego jednego z członków załogi, Franka Poole’a. Podczas wyprawy HAL 9000 zgłasza zbliżającą się awarię urządzenia sterującego anteną, w odpowiedzi na co Bowman odzyskuje je w kapsule EVA, ale nie stwierdza żadnych uszkodzeń. Niezrażony różnicą zdań, HAL 9000 sugeruje ponowną instalację urządzenia i pozostawienie go do awarii, aby można było zweryfikować problem.

Kontrola Misji informuje astronautów, że wyniki z ich zapasowego komputera 9000 wskazują na błąd HAL-a, jednak komputer pokładowy zrzuca winę na błąd ludzki. Zaniepokojeni zachowaniem HAL-a 9000, Bowman i Poole wchodzą do kapsuły EVA, aby porozmawiać prywatnie, bez podsłuchiwania przez HAL-a. Zgadzają się odłączyć HAL-a 9000, jeśli okaże się, że się mylił. HAL 9000 śledzi ich rozmowę, odczytując z ruchu warg. Komputer decyduje się zabić Poole’a, wysyłając go w przestrzeń z odciętym przewodem powietrza. Bowman próbuje go uratować, ale bez efektu. Zamierza obudzić pozostałych członków załogi, ale HAL odmawia wykonania rozkazu, w efekcie czego dochodzi między nimi do kłótni, podczas gdy w filmie komputer zabija uśpionych członków załogi pod nieobecność Bowmana. Zarówno w książce jak i w filmie astronauta decyduje się na wyłączenie komputera wbrew sprzeciwu HALA-a 9000. Po skończonej misji odtwarzany jest film nagrany wcześniej przez Heywooda Floyda, ujawniający, że prawdziwym celem misji jest zbadanie sygnału radiowego wysyłanego z monolitu.


POZA NIESKOŃCZONOŚCIĄ

W tym momencie zaczyna się czwarta część filmu. Na Jowiszu Bowman odkrywa trzeci, znacznie większy monolit krążący wokół planety. Opuszcza „Discovery” w kapsule EVA, aby go zbadać. Zostaje wciągnięty w wir kolorowego światła (w trakcie którego oglądania można dostać niezłego oczopląsu) i obserwuje dziwne zjawiska astronomiczne oraz niezwykłe krajobrazy o niezwykłych barwach, gdy mija go. W końcu znajduje się w dużej, neoklasycystycznej sypialni, gdzie widzi, a następnie staje się, starszymi wersjami samego siebie: najpierw stoi w sypialni, w średnim wieku i nieruchomo w skafandrze kosmicznym, następnie ubrany w strój sportowy i je kolację, a w końcu jako starzec leżący w łóżku. U stóp łóżka pojawia się monolit, a gdy Bowman sięga po niego, przemienia się w płód zamknięty w przezroczystej kuli światła, która następnie unosi się w przestrzeni kosmicznej nad Ziemią.

Zakończenie książkowe jest bardziej rozbudowane. Przede wszystkim Bowman spędza miesiące samotnie na statku, powoli zbliżając się do Japeta. Podczas zbliżania się stopniowo zauważa małą czarną plamkę na powierzchni Japeta, a później odkrywa, że ​​ma ona identyczny kształt jak TMA-1, tylko znacznie większą. Naukowcy na Ziemi nazywają ten monolit „TMA-2”, co Bowman uważa za podwójne nieporozumienie, ponieważ nie znajduje się on w kraterze Tycho i nie emituje anomalii magnetycznych. Kiedy Bowman zbliża się do monolitu, ten otwiera się i wciąga jego kapsułę. Zanim znika, Kontrola Misji słyszy jego okrzyk: „To coś jest puste – ciągnie się w nieskończoność – i – o mój Boże! – jest pełne gwiazd!”. Dalsza część fabuły książki pokrywa się z adaptacją Kubricka.


To była moja analiza różnic między powieścią Arthura C. Clarke’a „2001: Odyseja kosmiczna”, a adaptacją Stanleya Kubricka. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nową analizą. Cześć.

czwartek, 28 maja 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Zagraniczne adaptacje naszej rodzimej literatury ostatnimi czasy zdobywają szturmem zachodnich (i nie tylko zachodnich) widzów, co tylko pokazuje chociaż zainteresowanie wschodnią literaturą wśród Amerykanów (to, jak one wychodzą, to inna sprawa). A jak ma się sprawa z POLSKIMI ADAPTACJAMI ZAGRANICZNEJ LITERATURY?  Zaznaczam że chodzi mi tylko o polskie adaptacje, a nie o adaptacje zrealizowane przez polskich filmowców w wyłącznie zagranicznej obsadzie (nie oczekujcie więc choćby „Tajemniczego ogrodu” w reżyserii Agnieszki Holland). Zaczynamy.


8, „Dama kameliowa”, reż. Jerzy Antczak

Zaczynamy od adaptacji nieśmiertelnego romansu Alexandre’a Dumasa-syna zrealizowanej przez Jerzego Antczaka. Adaptacji o tyle udanej, gdyż za scenariusz odpowiadała żona reżysera i jego wieloletnia aktorka, nieodżałowana Jadwiga Barańska. Tak jak mniej więcej w tym samym czasie Emmie Thompson udała się adaptacja „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen, tak Jadwidze Barańskiej udało się tchnąć melodramatycznego ducha w polską scenerię. Jasne, jest to jeden z mniej znanych filmów Antczaka („Noce i dnie” nadal rządzą), ale niemniej wart uwagi.


Mariusz Treliński nie ma na swoim koncie zbyt wiele filmów fabularnych. Na szczególną uwagę zasługuje jednak jeden z nich: dramat psychologiczny „Łagodna”.


7, „Łagodna”, reż. Mariusz Treliński

Znam ból i cierpienie czytających w liceum Fiodora Dostojewskiego: podczas czytania „Zbrodni i kary” czułem się jakby zesłano mnie na daleką i mroźną Syberię. Niemniej seans filmu Trelińskiego na motywach jego opowiadania nie powinna przywodzić na myśl XIX-wiecznej katorgi. Reżyser adaptując tekst Dostojewskiego oddał mu to, co w nim jest najistotniejsze. Przy użyciu retrospekcji wnika w głąb umysłu bezimiennego bohatera granego przez Gajosa próbującego dociec powodu samobójstwa żony. I robi to w zajmujący sposób. A może sam tekst jest bardziej znośny?


Kawalerowicz w swoich filmach przedstawiał m.in. portret wielu społeczeństw. By opowiedzieć o carskiej armii, sięgnął po opowiadanie innego rosyjskiego pisarza: Lwa Tołstoja.


6, „Za co?”, reż. Jerzy Kawalerowicz

Film Kawalerowicza nie jest pierwszą zagraniczną produkcją w jego dorobku: wcześniej nakręcił bowiem włoski film „Maddalena”, a po niej francuski film „Jeniec Europy” o ostatnich latach życia Napoleona. „Za co?” to kolejna zagraniczna produkcja w jego dorobku. W swojej autobiografii Kawalerowicz żartował, że film powstał na zlecenie Rosjan, a naprawdę zainteresowała go sama historia polskiego zesłańca. Kawalerowicz chciał tym filmem przekazać coś uniwersalnego i mimo początkowych obiekcji, wywiązał się z zadania bardzo dobrze.


Największe wzięcie w naszym kinie ma jednak tzw. kino gatunkowe pokazujące, że polscy realizatorzy, jeśli mają tylko głowę na karku, mogą się świetnie bawić. Jak małżeństwo Petelscy.


5, „Duch z Canterville”, reż. Czesław i Ewa Petelscy

Polska nigdy horrorami nie stała, choć wielu próbowało nakręcić swoje kino grozy (Marek Piestrak, reżyser przesławnej „Klątwy Doliny Węży” i nieco lepszej „Wilczycy”, coś by o tym powiedział). Czasem po prostu filmowcy sięgali po literaturę, by w kinie gatunkowym się odnaleźć. „Duch z Canterville”, średniometrażówka inspirowana Oscarem Wilde’em, jest na to dobrym przykładem. Sam tekst był adaptowany niejednokrotnie, więc Petelscy mięli trudny orzech do zgryzienia, choć i tak ich adaptacja jest jednym z lepszych horrorów w polskim kinie.


Jeszcze lepiej z kinem gatunkowym obszedł się Jerzy Gruza, przenosząc na ekran baśń pióra Williama Makepeace’a Thackeraya. 


4, „Pierścień i Róża”, reż. Jerzy Gruza

W czasach, gdy ogromną popularnością cieszyła się trylogia o Panu Kleksie w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego, inny reżyser w podobnej konwencji postanowił zrealizować inną baśń: angielskiego pisarza najbardziej znanego ze społecznych powieści jak „Targowisko próżności” czy „Barry Lyndon” (oba także sfilmowane). Nakręcony w 1985 roku film Jerzego Gruzy z wybornymi rolami Katarzyny Figury i Zbigniewa Zamachowskiego zachwyci nie tylko baśniową scenografią, ale także wpadającymi w ucho partiami wokalnymi. Naprawdę urocze kino.


Podium otwiera reżyser, który za granicą zrealizował niejeden film oparty na obcojęzycznej literaturze - mistrz Andrzej Wajda.


3, „Smuga cienia”, reż. Andrzej Wajda

Andrzej Wajda przebywając za granicą niejedną obcojęzyczną powieść sfilmował: sięgał choćby po „Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa (o którym jeszcze będzie mowa w moim rankingu) realizując film „Piłat i ja”. Raz nawet zrobił coś odwrotnego: na motywach polskiego dramatu „Sprawa Dantona” nakręcił głośną, francuską adaptację z Gerardem Depardieu i Wojciechem Pszoniakiem. „Smuga cienia” na motywach Josepha Conrada, z Markiem Konradem - chociaż najmniej znana - również jest godna uwagi, choćby z powodu obsady (debiutujący na ekranie Tom Wilkinson).


Skoro miał być Michaił Bułhakow, oddajmy teraz głos Maciejowi Wojtyszko, który bezbłędnie przeniósł na ekran opus magnum rosyjskiego pisarza: „Mistrza i Małgorzatę”.


2, „Mistrz i Małgorzata”, reż. Maciej Wojtyszko

To kolejna w tym rankingu adaptacja lektury szkolnej, spędzająca sen z powiek niejednemu uczniowi. Chociaż nie jest to produkcja kinowa, tylko czteroodcinkowy miniserial, polska adaptacja „Mistrza i Małgorzaty” idealnie wpisuje się w ten ranking. Gwiazdorska obsada (w tym m.in. Anna Dymna, Władysław Kowalski, Gustaw Holoubek), całkiem dobre jak na polskie warunki efekty specjalne (bo przecież książka Bułhakowa to utwór fantastyczny) i zaskakująco wierne podejście do materiału źródłowego. Perełka. 


Skoro jednak mówimy o polskim kinie gatunkowym z powodzeniem adaptującym zagraniczny materiał źródłowy, mistrzem w obu dziedzinach okazał się nieodżałowany Janusz Majewski.


1, „Lokis. Rękopis profesora Wittembacha”, reż. Janusz Majewski

Janusz Majewski nie raz zjadł zęby na kinie gatunkowym i adaptacjach zagranicznej literatury w polskim kinie. To on, wszak, nakręcił „C.K. Dezerterów” przywodzących na myśl przygody wojaka Szwejka (choć nie jest to adaptacja twórczości Jaroslava Haška) i to on nakręcił zabawną średniometrażówkę „Ja gore!” z Władysławem Hańczą w roli ducha. Nastrojowy „Lokis”, oparty na noweli Prospera Merimego, to horror wykorzystujący w przewrotny sposób motyw likantropii, a zarazem drugie podejście do twórczości francuskiego pisarza po „Wenus z Ille”. Palce, a nawet pazurki, lizać.



To była moja lista polskich adaptacji zagranicznych powieści. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

środa, 27 maja 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKOSPEKTYWA”


Cześć wszystkim. W ostatnią sobotę minęła czwarta rocznica śmierci Mai Lidii Kossakowskiej.  Z tej okazji, dla upamiętnienia autorki nazywanej „pierwszą damą polskiego fantasy”, w dzisiejszym odcinku „Książkospektywy” przybliżę jej najbardziej znaną serię, czyli „ZASTĘPY ANIELSKIE”. Zaczynamy.


KILKA SŁÓW O SERII

Jeszcze przed tym jak Maja Lidia Kossakowska (co istotne, z wykształcenia archeolożka) zaistniała w polskiej fantastyce dzięki serii „Zastępy anielskie”, do 2000 roku wysyłała do czasopisma „Fantastyka” pierwsze opowiadania i mikropowieści, które dopiero w 2007 r. zostały wydane w tomie opowiadań „WIĘZY KRWI”. W redakcji „Fantastyki” poznała też swego przyszłego męża, Jarosława Grzędowicza, który był redaktorem naczelnym czasopisma. W tym czasie pisarka miała na koncie inny zbiór opowiadań opublikowany w 2003 r., który dał początek serii o aniołach. Nosił on tytuł „Obrońcy Królestwa”, a jego bohaterami autorka uczyniła anioły, jednak mocno różniące się od religijnych wyobrażeń. 

Zaledwie rok później, w 2004 roku, Maja Lidia Kossakowska otrzymała propozycję wydania w Fabryce Słów powieści „Siewca wiatru” i przeredagowania wcześniej wydanego zbioru. Już wcześniej pisarka wydawała opowiadania, jednak współpraca z Fabryką Słów miała się okazać najbardziej przełomowa. Tym bardziej, że rok wcześniej z tym samym wydawnictwem rozpoczął współpracę także Jarosław Grzędowicz. W ten sposób światło dzienne ujrzały: inspirowana kulturą Jakutów powieść „Ruda Sfora” i zbiór „Żarna niebios” (2008; przeredagowana wersja zbioru opowiadań „Obrońcy Królestwa”).

Okres od 2010 do 2018 roku  był wyjątkowo pracowity dla Mai Lidii Kossakowskiej. Pisarka zainaugurowała bowiem nowy cykl powieściowy, tym razem inspirowany kulturą japońską, pt. „Takeshi” (2014-2015). Trzeci tom tego cyklu został wydany już po jej tragicznej śmierci (w 2023 roku). W tym czasie kontynuowała również „Zastępy anielskie”, wydając w latach 2010-2018 dwa kolejne tomy: dwutomowego „Zbieracza burz” i trzytomowe „Bramy Światłości”. 


OMÓWIENIE TOMÓW

Na zbiór opowiadań „Żarna niebios” (wczesniej wydanego jako „Obrońcy Królestwa”) składają się historie, w których pojawiają się postaci z późniejszych powieści: Archaniołowie, Asmodeusz, Lucyfer, Lilith, a także sam Daimon Frey, odgrywający później rolę głównego bohatera. Tu nadprzyrodzone istoty spotykają się ze zwykłymi ludźmi, pokazują im świat po "tamtej stronie", a także wyjaśniają te rzeczy, których śmiertelnicy nie są w stanie samodzielnie zrozumieć. Nie brakuje też opowieści z Głębi, gdzie królują Upadli, wciąż knując i wciągając w swoje spiski coraz to nowe osoby.
Siewca wiatru” rozpoczyna historię niezwyciężonego Daimona Freya, znanego także jako Anioła Zagłady. To skrzydlaty wybrany przez Pana, który został wskrzeszony i wybrany specjalnie po to, by mógł niszczyć koślawe światy, tworzone przez Antykreatora. Pojawia się jednak poważny problem: Pan odszedł i nic nie wskazuje na to, by miał wrócić. Trudno zresztą przewidzieć wyroki Światłości. Jego Archaniołowie, pozostawieni sami sobie, są bezradni jak dzieci i zupełnie nie wiedzą, jak poradzić sobie z nową sytuacją. Na wszelki wypadek postanawiają jednak nie mówić nic o nagłym odejściu Pana, by nie wzbudzać kontrowersji wśród innych skrzydlatych. Pozostaje jeszcze on: Antykreator, z którym musi się zmierzyć ktoś o odpowiedniej mocy. Ktoś taki, jak Abbadon.
Zbieracz burz” opowiada dalsze losy Daimona Freya, którego postawiono przed kolejną misją. W najmniej oczekiwanym momencie otrzymuje polecenie zniszczenia Ziemi, ulubionego świata Pana, a wraz z nią ludzi, czyli istoty, które Jasność umiłowała. Nikt nie chce poprzeć tak niedorzecznego rozkazu. Bo czy Światłość rzeczywiście mogłaby chcieć czegoś takiego? Czy przypadkiem umysłem wielkiego Abbadona nie zawładnął Cień? Archaniołowie nie mają pewności, a szalony Anioł Zagłady może być równie skuteczny, co niebezpieczny. Rozpoczyna się więc wyścig z czasem, a siatka intryg stale się rozwija, wciągając coraz więcej nowych skrzydlatych.
W "Bramach Światłości" Anioł Zagłady nie potrafi na nowo zaufać dawnym przyjaciołom i wciąż zachowuje dystans, bo może i stare rany przestały krwawić, ale wciąż pozostają w jego pamięci. Trzeba jednak zacisnąć zęby, by działać, gdy do Świetlistych docierają wieści o odnalezieniu Pana. Widziała go podobno Sereda, anielica z bardzo dobrego rodu, podczas jednej z archeologicznych wypraw. Aniołom nie pozostaje więc nic innego, jak tylko sprawdzić ten trop.


PODSUMOWANIE

Cykl „Zastępy anielskie” pozostaje jedną z najpopularniejszych serii w dorobku Mai Lidii Kossakowskiej. Wszystko za sprawą innowacyjnego, jakże odmiennego od dotychczasowych, przedstawienia aniołów. Anioły u Mai Lidii Kossakowskiej nie przypominają bowiem swoich wyobrażeń znanych z Biblii i wierzeń chrześcijańskich. Pisarka oderwała ich z doskonałości, sprawiając że są bardziej ludzkie, trochę na podobnej zasadzie jak bogowie przedstawiani w greckich mitach, dramatach i poematach. Sam cykl, choć zaliczany do dark fantasy, nie jest wolny od humoru, czasem dość czarnego i sarkastycznego. 


link: https://lubimyczytac.pl/cykl/223/zastepy-anielskie

wtorek, 26 maja 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Pozostając na polskim podwórku, w dzisiejszym odcinku wtorkowego cyklu przeniesiemy się do lat 90. Tym razem zapoznamy się z historią albumu zespołu Dżem o nazwie „DETOX”, uważanego przez wielu – także przez samych członków grupy – za najlepszy w ich karierze. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

24 czerwca 1989 w katowickim Spodku zorganizowany został koncert z okazji dziesięciolecia istnienia zespołu Dżem. Oprócz jubilatów na scenie wystąpił m.in. zespół Voo Voo, Ścierański-Surzyn Trio oraz Daab. Na koncercie miało wystąpić także TSA, do czego jednak nie doszło, ponieważ Andrzej Nowak, Stefan Machel i Janusz Niekrasz (członkowie zespołu) postanowili wjechać na scenę swoimi harleyami, na co nie była przystosowana scena, więc muzycy odmówili występu; co ciekawe, po tym wydarzeniu Marek Piekarczyk odszedł z TSA co doprowadziło w ostateczności do rozpadu grupy.

W sierpniu tego roku pojawił się na rynku album „Najemnik”, a pod koniec roku „The Band Plays On…”

Dnia 1 stycznia 1991 roku Ryszard Riedel, Adam i Benedykt Otrębowie, Paweł Berger, Jerzy Styczyński oraz manager zespołu Leszek Martinek założyli spółkę cywilną nazwaną tak jak zespół: „Dżem”. Pierwszym wydawnictwem nowo powstałej spółki jest właśnie album „Detox”. Nagrania zrealizowano w dniach 13-14 oraz 25-26 kwietnia 1991 roku, w Studio „Giełda” Polskiego Radia w Poznaniu. Realizatorami nagrań byli Piotr Madziar i Jacek Frączek, a za projekt okładki odpowiadała Agencja Artystyczna Secesja.

Był to zarazem przedostatni krążek nagrany z Ryszardem Riedlem – po nim zespół nagrał jeszcze „Autsajdera” w 1993 roku. Ryszard Riedel zmarł na niewydolność serca 30 lipca 1994 roku.


UTWORY PROMUJĄCE

Krążek zespołu Dżem doczekał się co najmniej trzech wersji, różniących się tak liczbą piosenek i ich układem. O ile dwa pierwsze wydania mają po tyle samo piosenek, osiem, i są ułożone zgodnie z pierwotnym zamysłem, o tyle trzecie wydanie zawierało już dziewięć piosenek i zawierało już inny układ (i to właśnie na nim się tu skupiłem).

Album nie był tradycyjnie promowany wydawanymi singlami. Za to zaistniał dzięki trzem utworom, które zyskały największą popularność w późniejszym okresie działalności zespołu. Pierwszym z nich, szczególnie istotnym zwłaszcza w dzisiejszym Dniu Matki, jest wydana w czerwcu 1991 roku kompozycja „List do M” [nr 7 na pierwszych wydaniach, nr 8 na trzecim wydaniu] napisana dla matki Ryszarda Riedla. Również w czerwcu 1991 roku ukazał się drugi utwór z płyty - „Sen o Victorii” [nr 6 na pierwszych wydaniach, nr 7 na trzecim wydaniu]. W czerwcu ukazał się także trzeci popularny utwór Dżemu: „Jak malowany ptak” [nr 1 na pierwszych wydaniach, nr 4 na trzecim wydaniu].


PREMIERA I SUKCES

Album został wydany w czerwcu 1991 roku – najpierw przez MC Astra, a potem przez LP Dżem S.C. Płyta uważana jest przez wielu krytyków i samych muzyków za najlepszy album grupy.


link: https://www.youtube.com/playlist?list=PLX0Mb4MrpK23hlbKNxn77Aga2T2qs9rdy

poniedziałek, 25 maja 2026

NIE ŻYJE STANISŁAW JANICKI,

TWÓRCA PROGRAMU „W STARYM KINIE”.


Marcin Klimczuk.


Dziś rano dotarła do nas smutna wiadomość że świata kina i filmoznawstwa. W wieku 92 lat zmarł wybitny znawca starego kina polskiego, Stanisław Janicki. Był twórcą m.in. popularnego programu telewizyjnego pt. „W starym kinie”. W późniejszych latach prowadził też audycję radiową w RMF Classic „Odeon Stanisława Janickiego”.

Niżej zamieszczam link z informacją o śmierci Stanisława Janickiego:

https://www.filmweb.pl/news/Nie+%C5%BCyje+Stanis%C5%82aw+Janicki.+Jego+program+w+TV+to+legenda-166794

Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


PAWEŁ PAWLIKOWSKI : 

TRANSNARODOWE DOŚWIADCZENIA


Cześć wszystkim. Niedawno zakończył się festiwal w Cannes, na którym nagrodę za najlepszą reżyserię odebrał Paweł Pawlikowski za swój najnowszy film „Ojczyzna”. Z tej okazji przybliżę sylwetkę tego wybitnego i bardzo popularnego w ostatnim czasie reżysera. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

Paweł Pawlikowski urodził się 15 września 1957 roku w Warszawie. Jego matka, pochodząca z tradycyjnej rodziny katolickiej, początkowo była tancerką baletową. Gdy zaczęły się u niej problemy zdrowotne, ukończyła filologię angielską, a następnie wykładała na Uniwersytecie Warszawskim. Jego ojciec był jednak lekarzem pochodzenia żydowskiego. Jego babcia ze strony ojca, również lekarka pochodzenia żydowskiego, została zamordowana w Auschwitz. Sam został ochrzczony i, podobnie jak matka, był katolikiem. Matką chrzestną Pawlikowskiego była aktorka Barbara Kwiatkowska-Lass, przyjaciółka jego matki.

Ojciec Pawlikowskiego, po kampanii antysemickiej po wydarzeniach marcowych, wyjechał do Austrii po rozpadzie małżeństwa w 1969 roku. W 1971 roku, gdy Paweł Pawlikowski miał 14 lat, przeprowadził się z matką do Wielkiej Brytanii.  Rodzice Pawlikowskiego spotkali się ponownie w Niemczech Zachodnich, gdy jego ojciec przeprowadził się z Austrii. Później mieszkali we Włoszech i Francji, zanim na stałe osiedlili się w Anglii. Pierwszy okres w Anglii spędził w katolickiej szkole pod Londynem prowadzonej przez Zgromadzenie Księży Marianów. Nie chcąc się uczyć i podporządkować dyscyplinie, został wydalony i ostatecznie ukończył szkołę protestancką.

Studiował literaturę i filozofię na uniwersytetach w Londynie i Oksfordzie, pisząc doktorat o austriackim poecie Georgu Traklu. W Oksfordzie zapisał się również na warsztaty filmowe, po czym przerwał karierę akademicką. W 1986 r. odbył staż w BBC i tam właśnie zaczął rozwijać swoją twórczość.


KARIERA 

Twórczość Pawła Pawlikowskiego rozpoczęła się od filmów dokumentalnych realizowanych już zza Oceanem. Wszystkie dotyczyły historii i społeczności wschodniej, czym już zwrócił na siebie uwagę. W 1990 r. nakręcił dokument „Z Moskwy do Pietuszek z Wieniediktem Jerofieiewem”, po którym zrealizował „Podróże Dostojewskiego”, „Serbski epos” i „Wycieczkę z Żyrinowskim”. Od 1998 roku realizuje filmy fabularne, kiedy debiutował w pełnym metrażu tytułem „KORESPONDENT”. Po nim nakręcił jeszcze „Ostatnie wyjście”.

Pierwszy przełom w jego karierze nastąpił już w 2004 roku. Wówczas Pawlikowski odniósł sukces dramatem „LATO MIŁOŚCI” na motywach powieści Helen Cross. Film zdobył wiele nagród, w tym na festiwalach w Wielkiej Brytanii (BAFTA), otworzył drzwi do kariery m.in. Emily Blunt, i otrzymał mnóstwo pozytywnych opinii od recenzentów (najwyżej Roger Ebert był powściągliwy w swoich opiniach). Na fali popularności filmu, Pawlikowski zrealizował kolejny film fabularny, tym razem obsadzając w głównych rolach Kristin Scott Thomas i Ethana Hawke’a, którego wystylizował na samego siebie. Jednak zrealizowany tym razem we Francji film „Kobieta z piątej dzielnicy” zebrał w przeważającej liczbie negatywne opinie, głównie za nieudolne naśladowanie filmów Romana Polańskiego.

Dalsze lata to filmy o Polsce i zrealizowane w Polsce. Pierwszym z nich był kolejny sukces w dorobku Pawlikowskiego, czyli „IDA” z 2013 roku. Film spotkał się z kontrowersjami (zarzucano mu oskarżanie Polaków o udział w Holokauście podczas II wojny światowej, a krytycy lewicowi – utrwalanie stereotypu żydowskiego komunizmu, ucieleśnionego przez postać graną przez, skądinąd znakomitą, Kuleszę). Mimo kontrowersji, film odniósł ogromny sukces i zdobył deszcz nagród, w tym ten najważniejszy: Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny (jako pierwszy w historii polski film z Oscarem). Na fali popularności tego filmu, Pawlikowski zrealizował kolejny wielki film w swoim dorobku: ‚ZIMNĄ WOJNĘ” z pamiętnym duetem Tomasz Kot (porównywany w Cannes do Gregory’ego Pecka) - Joanna Kulig i różne wystylizowaną, zapadającą w pamięć piosenką „Dwa serca”.  


STYL

Dorobek Pawlikowskiego zwykle zalicza się do twórczości transnarodowej, w której skupiają się doświadczenia z przebywania w różnych krajach. W początkowej fazie twórczości reżysera starano się doszukiwać poetyckiego przetworzenia konwencji brytyjskiego realizmu społecznego.  Pawlikowski był ceniony za szczególną empatię i zrozumienie wobec swoich bohaterów, którzy są pozbawieni tożsamościowej stabilności; szczególnie zauważano jego nieszablonowość w portretowaniu postaci kobiecych. Porównywano go do Michaela Hanekego, który podobnie jak Pawlikowski zadaje pytania dotyczące kondycji współczesnej Europy. Oprócz tego Pawlikowskiego porównywano także do Jean-Luca Godarda (i ogólnie Francuskiej Nowej Fali) oraz do Krzysztofa Kieślowskiego.  

Poza tym Pawlikowski opowiada w swoich filmach o wykorzenieniu bohaterów nie tylko pod względem narodowym, ale też religijnym. Zdaniem Kichelewski zarówno „Ida” jak i „Zimna wojna” przedstawiają „bardziej złożoną wizję komunistycznej przeszłości niż potępienie czy błogą nostalgię”. Oba filmy wykraczają poza zbiorowe wyobrażenia o epoce komunistycznej, ponieważ „ukazują katolicyzm jako ważny element życia i tożsamości powojennej Polski, pomimo stosunku komunizmu do zorganizowanej religii”. 


PÓŹNIEJSZE TYTUŁY 

Po sukcesie „Zimnej wojny” Pawlikowski miał zamiar nakręcić film roboczo zatytułowany „The Island”, psychodramę toczącą się między dwiema głównymi postaciami, a ludźmi czyhającymi na upadek ich szczęścia. Główne role mieli zagrać Joaquin Phoenix i Rooney Mara, lecz w 2023 roku wskutek strajku aktów produkcja została zawieszona do odwołania. W 2025 roku Pawlikowski wyreżyserował krótkometrażowy film „Muse” o konflikcie pianisty i jego żony, z udziałem Małgorzaty Beli i Marcina Maseckiego. „Muse” debiutowała na platformie streamingowej Mubi.

W 2025 roku rozpoczął prace nad filmem roboczo zatytułowanym „1949”, który rok później został premierowo zaprezentowany na Festiwalu Filmowym w Cannes pod tytułem „OJCZYZNA” („Fatherland”). Film opowiada o podróży Thomasa Manna i jego córki Eriki przez powojenne Niemcy – od Frankfurtu w RFN po Weimar w radzieckiej strefie okupacyjnej (późniejszym NRD) – w 200. rocznicę urodzin Johanna Wolfganga von Goethego. Reżyser celowo przekształcił biografię pisarza, aby ukazać kontrast pomiędzy publicznym a rodzinnym wizerunkiem literata. „Ojczyzna” została zakwalifikowana do konkursu głównego festiwalu w Cannes, gdzie Pawlikowski wygrał nagrodę za reżyserię. Spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem anglojęzycznych krytyków.



Za co warto docenić Pawła Pawlikowskiego? Reżyser jest jednym z najciekawszych twórców filmowych, od początku pracującym za granicą, chociaż mocno inspirującym się europejskimi dokonaniami kinematograficznymi. W jego twórczości można znaleźć inspiracje zarówno kinem francuskim (cała Francuska Nowa Fala, ze szczególnym uwzględnieniem Jean-Luca Godarda), czy włoskim (zwłaszcza Federico Fellinim). Inspiracji szuka też w kinie brytyjskim (Richard Lester) i amerykańskim (Billy Wilder, David Lynch), dzięki czemu wychodzą mu same arcydzieła, warte obejrzenia.


link: https://www.filmweb.pl/person/Paweł+Pawlikowski-110922/filmography 

sobota, 23 maja 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. W dzisiejszym odcinku mojego sobotniego cyklu przeniesiemy się do lat 2000, by posłuchać historii piosenki dzięki której poznałem zespół The Killers: „HUMAN”. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU.

W wywiadzie dla sekcji „Smoking” magazynu „Rolling Stone”, założyciel i frontman The Killers, Brandon Flowers, opisał „Human” jako „Johnny Cash spotyka Pet Shop Boys”. Flowers stwierdził, że utwór powstał z producentem i multiinstrumentalistą Stuartem Price’em podczas pracy nad albumem „Sawdust” i od tamtej pory niewiele w nim zmienił. Przyznał, że nie umieścił go na „Sawdust”, ponieważ „był zbyt dobry”.

W refrenie piosenki pojawiło się zamieszanie i debata na temat wersu „Czy jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?”, który wynikał z jego gramatyki. W internecie rozgorzała dyskusja na temat tego, czy tekst piosenki brzmi „tancerz”, „tancerze” czy „gęstszy”, co wywołało sprzeczne interpretacje znaczenia utworu. Na oficjalnej stronie zespołu, w sekcji biograficznej, czytamy, że Flowers śpiewa „Czy jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?”, a także, że tekst został zainspirowany pogardliwym komentarzem kontrowersyjnego dziennikarza Huntera S. Thompsona, który stwierdził, że Ameryka „wychowuje pokolenie tancerzy, bojących się zrobić choćby jeden krok poza schemat”. Z wywiadu przeprowadzonego na łamach „Rolling Stone”:


Flowers jest zirytowany, że ludzie nie do końca rozumieją tekst i że fani są niezadowoleni z tanecznego rytmu piosenki. „To ma być piosenka taneczna, pasuje do refrenu” – mówi.  „Jeśli nie potrafisz tego poskładać w całość, jesteś idiotą. Po prostu nie rozumiem, dlaczego jest wokół tego tyle zamieszania”.


W 2014 roku tekst piosenki został uznany za „najdziwniejszy tekst wszech czasów” w ankiecie Blinkbox.


ANALIZA

Czy słusznie tekst piosenki został uznany za najdziwniejszy wszech czasów? Zainspirowane słowami Huntera S. Thompsona słowa opowiadają o kondycji współczesnego człowieka, kwestionując naszą autentyczność i wolną wolę w świecie pełnym narzuconych ról. Podmiot liryczny zwraca uwagę, że całe społeczeństwo, ulega manipulacji. I nie chodzi tylko o zbytnie uleganie, choć podmiot liryczny wspomina tu o przysłowiowym „odcięciu pępowiny”, czyli odcięciu się od innych ludzi. Jest to jednak o tyle trudne, gdyż społeczeństwo jest kształtowane w jeden sposób, wszyscy są tacy sami. To samo myślą, robią, mówią i dzieje się tak w różnych dziedzinach życia i na wielu poziomach. Nie ma odmiennych zdań i nie ma miejsca na indywidualność.


PREMIERA I SUKCES

„Human” spotkał się z generalnie pozytywnym odbiorem krytyków muzycznych, chwalących kompozycję, muzyczne inspiracje i produkcję. Stał się trzecim utworem zespołu, który znalazł się w pierwszej piątce listy przebojów w Wielkiej Brytanii. Był to ich pierwszy hit w pierwszej dziesiątce w Holandii (zajmując 2. miejsce). Utwór został wydany na siedmiocalowym picture discu na całym świecie w różnych terminach w listopadzie 2008 roku, ze stroną B zatytułowaną „A Crippling Blow”.


link: https://youtu.be/RIZdjT1472Y?si=LPNEFjnjwZ5xF6kf 


TŁUMACZENIE


The Killers


„LUDZIE”

tytuł oryg. „Human”


Starałem się zauważyć

Kiedy zadzwonił telefon

Na platformę poddania

Zostałem przyprowadzony, ale byłem miły


I czasami denerwuję się

Kiedy widzę otwarte drzwi.

Zamknij oczy, oczyść serce,

Przetnij pępowinę


Czy jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?

Mój znak jest istotny, moje ręce są zimne

A ja na kolanach szukam odpowiedzi:

Czy jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?


Oddajcie hołd łasce i cnocie

Prześlijcie moje kondolencje dobru

Przekażcie moje pozdrowienia duszy i romansowi

Zawsze robili, co mogli


I niech żyje oddanie

Nauczyło mnie wszystkiego, co wiem

Pomachajcie na pożegnanie, życzcie mi dobrze

Musisz mnie puścić


Czy jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?

Mój znak jest istotny, moje ręce są zimne

A ja na kolanach szukam odpowiedzi:

Czy jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?


Czy twój system będzie w porządku

Kiedy będziesz śnił o domu tej nocy?  

Nie otrzymujemy żadnej wiadomości

Daj mi znać, czy twoje serce nadal bije?


Jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?

Mój znak jest istotny, moje ręce są zimne

I klęczę, szukając odpowiedzi


Musisz mi dać znać:


Czy jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?

Mój znak jest istotny, moje ręce są zimne

A ja na kolanach szukam odpowiedzi

Czy jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?

Czy jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?

Czy jesteśmy ludźmi, czy tancerzami?