Cykl
na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”
Cześć
wszystkim. Zjawisko, o jakim będzie mowa w dzisiejszym odcinku
„Ubóstwianej ósemki”, czyli HORRORY FOUND FOOTAGE, to filmy
stylizowane na autentyczne materiały audiowizualne, chociaż
prezentujące fikcyjne historie. Swego czasu już raz taki ranking
zrobiłem, ale ponieważ zaginął w odmętach Internetu, jego
odświeżenie stanowiło dla mnie istną frajdę. W historii kina
grozy zapisało się w szczególności osiem przykładów filmów
found footage, które za chwilę zaprezentuję. Zaczynamy.
8,
„Blair Witch Project” [1999], reż. Daniel Myrick & Eduardo
Sanchez
Gdy
myślimy o found footage w kontekście horroru, film Daniela Myricka
i Eduarda Sancheza przychodzi jako pierwszy do głowy (choć, umówmy
się, lepsze przykłady będą dopiero przed nami). O filmie zrobiło
się głośno przede wszystkim przez sprytną kampanię reklamową, w
której twórcy próbowali wcisnąć widzom ściemę, że
prezentowana historia – w gruncie rzeczy zmyślona – wydarzyła
się naprawdę. Krytycy ściemy nie kupili, ale na widzów zadziałała
jak dobrze zarzucona przynęta. I tylko dzięki temu film się
sprzedał, bo po za tym może on stanowić co najwyżej przykład
popkulturowego zjawiska.
O
horrorach found footage zrobiło się głośno dopiero niecałą
dekadę później. Koneserzy kina grozy mogą to zawdzięczać m.in.
twórcom serii „Paranormal Activity”.
7,
„Paranormal Activity” [2007], reż. Oren Peli
Krytycy
znów kręcili nosem, ale bądźmy szczerzy: dopiero kolejne części
serii okazały się zbyteczne. Wystarczyła jedna część opowieści
o małżeństwie instalującym kamery by zarejestrować tytułowe
zjawiska paranormalne zachodzące w ich domu. Choć przez bite 90
minut widzimy jedynie jedno pomieszczenie (małżeńską sypialnię),
przed naszymi oczami odbywa się psychodrama, od której nie chce się
oderwać oczu. „Paranormal Activity” przypomniał Amerykanom, że
warto zainwestować w found footage, a nawet pokazał jak należało
z niego korzystać w kontekście horroru. Skutecznie.
Niemniej
specyficznym odgałęzieniem found footage jest horror analogowy.
Najlepszy tego przykład to film-antologia „V/H/S”.
6,
„V/H/S” [2012], reż. różni reżyserzy, m.in. Matt
Bettinelli-Olpin & Tyler Gillett
Jeśli
zastanawiacie się jak m.in. zdefiniować termin „oldschool”,
film „V/H/S” jest tego jednym z najlepszych przykładów. Film
składa się z kilku ekranowych nowel (tak jak w przypadku
książkowych nowel, nie wszystkie są równe). Klamrą spinającą
każdą z nich jest opowieść o złodziejach włamujących się do
opuszczonego domu, w którym znajdują makabryczne nagrania. Film
miał różnych reżyserów, a co po niektórzy z czasem zyskali
uznanie w branży kinowej (jak chociażby Matt Bettinelli-Olpin i
Tyler Gillett, reżyserzy „Zabawy w pochowanego” i dwóch
poprzednich części „Krzyku”). Warto więc było.
Nie
każdy film found footage musi być kwalifikowany do rangi horroru.
Równie dobrze może należeć do science fiction, co pokazał
„Cloverfield” Matta Reevesa.
5,
„Projekt: Monster”, reż. Matt Reeves
Jeśli
„V/H/S” zrobił z gwiazd Matta Bettinelli`ego-Olpina i Tylera
Gilletta, dokładnie to samo stało się z Mattem Reevesem po
premierze „Cloverfield” (dość niefortunnie u nas
przetłumaczonego jako „Projekt: Monster”). Przyszły reżyser
„Ewolucji Planety Małp” i „Batmana” z Robertem Pattinsonem
przy użyciu „amatorskiej kamerki” zaprezentował swą wizję
inwazji z kosmosu. Osiągnięty efekt można porównać do
słuchowiska „Wojny światów” H. G. Wellsa w interpretacji
Orsona Wellesa. Nic dziwnego, że film doczekał się sequela, a sam
Matt Reeves mógł przebierać w propozycjach.
Found
footage może nie tylko zapoczątkować czyjąś karierę, ale także
czyjąś odbudować. Przekonał się o tym M. Night Shymalan.
4,
„Wizyta”, reż. M. Night Shymalan
Do
premiery „Wizyty”, udanych filmów M. Nighta Shymalana można było
policzyć na palcach jednej ręki (w sumie, obecnie również…). Do
2015 roku niegdyś rozchwytywany reżyser, porównywany do
Hitchcocka, wyraźnie dogorywał. Użyta w akcie desperacji filmowa
technologia okazała się strzałem w dziesiątkę, bo Shymalan znów
pokazał, że potrafi straszyć. A przy okazji udało mu się na tym
tle nakreślić chwytającą za serce historię o tym, że rodzina w
trudnych sytuacjach powinna trzymać się razem. Trudno tego ryzyka
nie docenić.
Był
już found footage otwierający drzwi do kariery i found footage
wydobywający z reżyserskiego niebytu. Podium otwiera found footage
będący comebackiem po reżyserskiej nieobecności.
3,
„Diary of the Dead”, reż. George A. Romero
Kto
widział legendarną „Noc żywych trupów”, ten wie, że George
A. Romero w swojej serii o zombiakach stawiał na autentyczność.
Found footage stylizujący fikcyjne historie na autentyczne materiały
audiowizualne okazał się dla niego stworzony. Dzięki techniki zachował to, co było u niego najlepsze, a przy okazji
pokazał nowemu pokoleniu fanów zombie, czego mogą się spodziewać. Po
kręconej w latach 1968-1985 pierwszej trylogii i serii niezwiązanych
z zombie horrorów (jak „Mroczna połowa” wg Stephena Kinga),
reżyser, który wprowadził żywe trupy do mainstreamu, wrócił w
wielkim stylu.
Chcecie
by horror, nawet w konwencji found footage, straszył jak należy?
Bracia Vicious znaleźli na to idealne rozwiązanie.
2,
„Grave Encounters”, reż. The Vicious Brothers
Jedni
dla napędzenia stracha zapuszczają bohaterów do rozległego lasu,
inni wysyłają bohaterów do krewnych wątpliwego stanu
psychicznego. Bracia Vicious z kolei zamknęli swoich bohaterów w
zakładzie psychiatrycznym, w którym podobno straszy. Duchy, jeśli
takowe istnieją, można zobaczyć tylko przy użyciu noktowizorów.
Zapewniam jednak, że ich design będzie się śnił po nocach
(zwłaszcza gdy ktoś zmaga się z klaustrofobią). Film trzyma w
napięciu do ostatniej, niemniej przerażającej minuty i naprawdę
wielka szkoda, że przeszedł praktycznie bez echa (choć swojego
sequela się doczekał).
Zwycięzca
rankingu przywrócił modę na kręcenie horrorów found footage oraz
(jak głosi hasło reklamowe) stał się kolejnym po „Sierocińcu”
i „Labiryncie Fauna” fenomenem hiszpańskiego kina grozy.
1,
„REC”, reż. Jaume Balaguero & Paco Plaza
Trzy
lata przed braćmi Vicious panowie Jaume Balaguero i Paco Plaza dla
wzbudzenia lęku u widza (szczególnie u tych cierpiących na
klaustrofobię) zamknęli Bogu ducha winną dziennikarkę w kamienicy
ogarniętej zagadkową kwarantanną. To wystarczyło, by odnieść
oszałamiający sukces przypieczętowany trzema sequelami i zbędnym amerykańskim remakiem. Jeśli nakręcony w 1999
r. „Blair Witch Project” to popkulturowe zjawisko (tak samo,
zresztą, jak tegoroczne „Backrooms”), to „REC” jest
niepokojącym i wciągającym arcydziełem. Hiszpanie wiedzą,
jak straszyć.
To
była moja lista horrorów found footage. Jakie przykłady wam
przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my
widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.