wtorek, 8 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Chociaż wakacje AD 2026 to pieśń przeszłości, pozwólmy jeszcze na odrobinę muzycznego szaleństwa (w końcu do końca roku, a nawet na początku przyszłego jeszcze nieraz na to sobie pozwolimy). W tym celu omówimy dzisiaj jedną z obecnie mniej znanych grup eurodance, Army of Lovers, i ich najbardziej znany album pt. MASSIVE LUXURY OVERDOSE”.


HISTORIA ALBUMU

Massive Luxury Overdose” to drugi album studyjny szwedzkiej grupy popowej Army of Lovers. Pierwotnie ukazał się w 1991 roku, a reedycja albumu ze zmienioną listą utworów ukazała się w 1992 roku. Powstawała ona w chwili, gdy w zespole doszło do nagłego przetasowania.

Po nagraniu zaledwie jednego albumu, w 1991 r. z zespołem rozstała się jedna z członkiń, Camilla Maria Henemark. Wówczas zastąpiła ją Michaela Dornonville de la Cour. Na drugim albumie, wydanym w 1992 roku, zespół nagrał cztery nowe utwory i wznowił album z nowym coverem, prezentując de la Cour.


UTWORY PROMUJĄCE

Album był promowany przez pięć piosenek na przełomie 1991-1992 roku. Już pierwszy z nich odniósł sukces, a towarzyszący mu wideoklip najlepiej pokazywał charakterystyczny, campowy, styl zespołu: był to utwór „Crucified” [nr 2] wydany w maju 1991 roku. Cztery miesiące później, we wrześniu, ukazał się drugi utwór promujący: „Obssession” [nr 4]. Z kolei w listopadzie wydano trzeci utwór promujący: „Candyman Messaiah” [nr 3].

W 1992 roku ukazała się reedycja albumu różniąca się od oryginalnego zupełnie innym rozmieszczeniem piosenek (choć akurat dotąd wydane utwory na obu wersjach są tak samo rozmieszczone), która była promowana przez dwie kolejne piosenki. W styczniu ukazał się „Ride the Bullett” [nr 7; na oryginalnej płycie znajduje się na w wersji zremiksowanej]. Ostatnim utworem promującym, również pochodzącym z reedycji płyty, jest „Judgment Day” [nr 13] wydany w czerwcu.


PREMIERA I SUKCES

Płyta odniosła sukces, zbierając same pozytywne opinie. Redaktor AllMusic, Neil Raggett, napisał np. tak: „Niektóre tytuły albumów trafiają w sedno, a ten jest jednym z głównych kandydatów”.

Z kolei David A. Keeps z Austin American Statesman uznał, że album jest „śmiały w swoich przywłaszczeniach”. Dodał:

We Stand United” to „odtworzenie klasycznego disco Chic”, „Say Goodbye to Babylon” „łączy motyw przewodni z Midnight Express z potężnymi chórami hallelujah, które pasują do Andrew Lloyd Webbera ”, „I Cross the Rubicon” ma „linię basową fortepianu, która grzmi pod talerzami, crescendo rogów, szepczącym męskim wokalem i okrzykami soulowej diwy”, „Walking with a Zombie” „łączy bulwarowy akordeon z natarczywym latynoskim rytmem”, a „Crucified” jest „przesiąknięte romantycznymi i biblijnymi obrazami, które sugerują, w typowo szerokim, kiczowatym ujęciu, że obsesyjna miłość jest najbardziej religijnym doświadczeniem ze wszystkich”.

Amerykański magazyn Billboard stwierdził, że „kiczowate szwedzkie trio nadal z szacunkiem kradnie disco z lat 70. i hi-NRG w stylu lat 80. na tym błyszczącym drugim albumie”. Na łamach tego samego magazynu podkreślono „bombastyczny” „Dynasty of Planet Chromada” i „swin-wave” „Say Goodbye to Babylon” i podsumowano, że „Melodramatyczny dance/pop, który powinien sprawić, że artyści tacy jak Pet Shop Boys zzielenieją z zazdrości”.

Na łamach „NME” stwierdzono, że to „Świetna płyta, prawdziwa muzyka taneczna w stylu disco i pełna kulturowych niespodzianek”. Joe Brown z The Washington Post napisał, że tutaj „Army of Lovers prezentuje swoje bezkompromisowe, pełne energii Eurodisco , jakby house nigdy nie istniał”. Uważał, że w utworach takich jak „Crucified” i „Dynasty of Planet Chromada” „Army of Lovers ujawnia obsesję w tekstach na punkcie millenaryzmu, apokalipsy i świętokradztwa, a kiczowate gruchanie La Camilli zawiera imitacje Grace Jones i Debbie Harry ”.


link: https://www.youtube.com/playlist?list=PLpD8yubKML8wqEhVrL93XGy02ZEfcJIta

poniedziałek, 7 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


DIDO : AKSAMITNY GŁOS PRZEŁOMU WIEKÓW


Cześć wszystkim. Póki co w poniedziałkowym cyklu na moim blogu to kobiety mają głos. W tym odcinku „Alei Gwiazd Popkultury” prześledzimy życiorys i karierę brytyjskiej piosenkarki Dido. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

Dido to pseudonim artystyczny piosenkarki naprawdę nazywającej się Dido Florian Cloud de Bounevialle Armstrong (i bynajmniej nie odnosi się do mitycznej królowej Kartaginy, która próbowała uwieść Eneasza). Jej matka, Claire, jest poetką, a ojciec, William – wydawcą książek. Jej brat Rollo Armstrong, z którym często współpracuje, także jest związany z muzyką: swego czasu był członkiem rozwiązanej grupy Faithless. Ponieważ urodziła się w Boże Narodzenie, świętuje urodziny z przesunięciem półrocznym, tj. 25 czerwca, za przykładem misia Paddingtona.

Uczyła się w szkołach Thornhill Primary School, City of London School for Girls i Westminster School. Po tym, jak w wieku pięciu lat ukradła ze szkoły flet, rodzice przenieśli ją do Guildhall School of Music, gdzie nauczyła się grać na fortepianie, flecie i skrzypcach. Następnie studiowała na Birkbeck College na Uniwersytecie Londyńskim, jednak nie ukończyła studiów, poświęcając się muzyce. Podczas studiów pracowała jako agent literacki. Długoletnim nauczycielem muzyki Dido był polski skrzypek Krzysztof Śmietana.


KARIERA

W 1995 roku Dido rozpoczęła nagrywanie 10 utworów demo, które zostały zebrane w kolekcji zatytułowanej „Odds & Ends” i wysłane przez menedżerów Nettwerk. Nettwerk podpisał z nią kontrakt po tym, jak zwrócili na nią uwagę dzięki jej współpracy z Faithless. Kolekcja została wydana przez Nettwerk na płytach CD-R w 1995 roku i zawierała mieszankę gotowych produkcji i wersji demo, które później rozważała do wydania na swoim debiutanckim albumie z 1999 roku. „Odds & Ends” zwróciło na nią uwagę A&R Petera Edge'a z Arista Records, który podpisał z nią kontrakt w USA pod koniec 1996 r. i wynegocjował umowę z niezależną wytwórnią płytową jej brata, Cheeky Records.

Spośród utworów zawartych na krążku „Odds & Ends”, „Take My Hand” znalazł się na wszystkich edycjach „No Angel” jako utwór bonusowy; „Sweet Eyed Baby” został zremiksowany i przemianowany na „Don't Think of Me”, a „Worthless” i „Me” zostały wydane wyłącznie w japońskiej edycji. Peter Leak został menedżerem Dido podczas nagrywania No Angel po tym, jak Edge zagrał kilka nagrań w trakcie realizacji i był nimi „zachwycony”.W 1999 roku wydała swój debiutancki album „NO ANGEL”, który był promowany przez takie hitowe piosenki jak „Thank You” (którego sample zostały potem wykorzystane przez Eminema w utworze „Stan”), „Hunter”, a zwłaszcza „Here with me” (którą wykorzystano w intrze serialu „Roswell: W kręgu tajemnic”, a także w filmach „To właśnie miłość” i „Bridget Jones: W pogoni za rozumem”).


STYL

To co jest charakterystyczne w muzyce Dido, to jej eteryczny, delikatny wokal, który zresztą znalazł z czasem swoich naśladowców (do czego za chwilę przejdę). Jeśli chodzi o gatunkowość, brytyjska piosenkarka balansuje subtelnie na granicy kilku ich odmian – od popu, przez trip pop, aż po folk. Oprócz tego w swoich tekstach Dido porusza trudne tematy związane z samotnością i poszukiwaniem spokoju. Z kolei jej charakterystyczny, eteryczny wokal znalazł swoich naśladowców np. w osobie Jem.


KOLEJNE SUKCESY

Sukces debiutanckiego krążka nie mógł pozostać obojętny dla piosenkarki, która niedługo potem rozpoczęła pracę nad kolejnym albumem. Album „LIFE FOR RENT” ukazał się w 2003 roku. Prace nad nim, prowadzone ponownie we współpracy z bratem artystki, Rollo Armstrongiem, a także z amerykańskim autorem piosenek Rickiem Nowelsem, rozpoczęły się w połowie 2002 roku. Płyta uzyskała status dziewięciokrotnej platyny przyznany przez BPI i rozeszła się w nakładzie ponad 12 milionów egzemplarzy na całym świecie, stając się czwartym najlepiej sprzedającym się albumem 2003 roku. Wydawnictwo to zajęło siódme miejsce na liście najlepiej sprzedających się albumów pierwszej dekady XXI wieku w Wielkiej Brytanii, dzięki czemu Dido stała się jedyną wokalistką, która wprowadziła dwa swoje albumy do pierwszej dziesiątki tego zestawienia.

Album, którego premierę poprzedził hitowy singel „White Flag”, sprzedał się w Wielkiej Brytanii w liczbie ponad 152 tysięcy egzemplarzy już pierwszego dnia, a w ciągu pierwszego tygodnia wynik ten przekroczył 400 tysięcy. Z płyty wydano trzy kolejne single – „Life for Rent”, „Don't Leave Home” oraz „Sand in My Shoes” – a artystka wyruszyła w światową trasę koncertową promującą wydawnictwo.

Po zakończeniu wyprzedanej światowej trasy koncertowej w 2004 roku, Dido została zaproszona do udziału w trzech koncertach z cyklu Live 8, które odbyły się 2 lipca 2005 roku. Wystąpiła kolejno w Londynie oraz w kompleksie Eden Project w Kornwalii, po czym udała się do Paryża; podczas koncertów wykonywała utwory zarówno solowo („White Flag”), jak i w duetach z Youssou N'Dourem („Thank You” oraz „Seven Seconds”). Również w 2005 roku Dido użyczyła głosu w utworach na albumie „Safe from Harm”.

Po wydaniu w 2008 r. trzeciej płyty pt. „Safe Trip Home”, Dido zrobiła sobie krótką przerwę. Jednak już w 2009 roku artystka weszła do studia, by rozpocząć pracę nad czwartym krążkiem „GIRL WHO GOT AWAY”. W przeciwieństwie do dotychczasowych dokonań, nowy album miał się charakteryzować elektronicznym brzmieniem. Prace nad nim trwały długo. „Girl Who Got Away” został wydany przez Sony Music Entertainment w marcu 2013 r. Prace nad nim przebiegały w Londynie i Kalifornii, a za produkcję odpowiadają Rollo Armstrong, Sister Bliss, Lester Mendez, AR Rahman, Rick Nowels, Greg Kurstin, Brian Eno i Jeff Bhasker. Dido pojawiła się w drugiej serii telewizyjnego konkursu wokalnego The Voice UK w maju 2013 r., pełniąc funkcję doradcy trenera Danny'ego O'Donoghue podczas rund bitewnych programu. W tym samym 2013 roku Dido wydała kompilację swoich dotychczasowych przebojów.

Dido podpisała kontrakt z BMG, aby wydać swój piąty album na początku 2019 roku. 9 listopada 2018 roku ogłosiła tytuł swojego nowego albumu, „STILL ON MY MIND”, wraz z jego okładką. Został wydany 8 marca 2019 roku i znalazł się na 3. miejscu na liście UK Albums, na 1. miejscu na liście UK Indie Album i sprzedał się w ponad 60 000 egzemplarzy w Wielkiej Brytanii. Rok potem pojawiła się na albumie Rollo „THE LAST SUMMER”, który ukazał się 11 października 2019 r. pod pseudonimem „R Plus”. Album znalazł się na 96. miejscu na brytyjskiej liście sprzedaży albumów.



Dido należy do jednej z najbardziej wyjątkowych piosenkarek, która odcisnęła piętno na muzyce pop przełomu wieków. Jej charakterystyczny styl – eteryczny wokal, piosenki podejmujące trudne tematy – idealnie współgrał ze słuchaczami, dzięki czemu artystka zyskała rzesze fanów wyczekujących jej kolejnych projektów. I mimo że w ostatnim czasie dość o niej cicho (wspomniane pod koniec albumy, choć odnosiły sukces, nie były tak promowane jak dwa pierwsze), możliwe że jeszcze o niej usłyszymy.


link: https://www.last.fm/pl/music/Dido/+albums

niedziela, 6 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „BOHATEROWIE POPKULTURY”


Cześć wszystkim. W kolejnym odcinku „Bohaterów popkultury” pozostaniemy jedną nogą w wakacjach, by drugą wejść w kolejny rok szkolny. Tym razem na tapet weźmiemy ADAMA CISOWSKIEGO, bohatera powieści, która kiedyś była lekturą szkolną w VI klasie szkoły podstawowej, a dziś może posłużyć za idealną powieść na wakacje: „Szatana z VII klasy”. Zaczynamy.


Dane:

Twórca: Kornel Makuszyński

Odtwórcy: Marian Rułka [„Szatan z VII klasy”, spektakl TV, reż. Michał Bogusławski]

                  Józef Skwark [„Szatan z siódmej klasy”, reż. Maria Kaniewska]

                  Bartosz Fajge [„Szatan z siódmej klasy”, film kinowy i serial TV, reż.

                                           Kazimierz Tarnas]


HISTORIA POWSTANIA. GENEZA POSTACI.

Adam Cisowski, tytułowy „szatan” z siódmej klasy (czyli cwaniak), to siedemnastoletni uczeń warszawskiego gimnazjum dawnego typu (sprzed reformy ministra edukacji z lat 20, Janusza Jędrzejewicza, obowiązującej w latach 1932-1948). Adam należał do „pokolenia Kolumbów”, ponieważ akcja rozgrywa się latem 1937 roku (okres pisania książki przez Kornela Makuszyńskiego), a to by oznaczało że bohater urodził się w 1920 roku.

Ojciec Adama był lekarzem, matka zajmowała się domem. Adam miał czworo znacznie młodszego rodzeństwa, dwie siostry i dwóch braci.

Zasadnicza akcja powieści rozgrywa się latem 1937 r. W trakcie jej akcji Adam występuje jako młody detektyw, rozwiązując kilka „spraw” (skradzione wieczne pióro, zaginione sto złotych, i największa – ukryty skarb). Rozwiązując tę ostatnią zagadkę, staje się tzw. „bohaterem-poszukiwaczem” (według terminologii literaturoznawcy Władimira Proppa). Opuszcza rodzinny dom, by pomóc osobom w potrzebie, pokonuje przy tym przeciwności, przechodzi szereg prób-przygód, korzystając z własnych umiejętności i pomocy przyjaznych osób, i ostatecznie, wyjaśniając tajemnicę, odnosi zwycięstwo.


CHARAKTERYSTYKA

Kornel Makuszyński opisał Adama Cisowskiego jako chłopca z wyglądu „nieforemnego” i „nieco pękatego”, lecz sprężystego i silnego, o śmiałym i przenikliwym spojrzeniu. Cisowski jest określony jako „najbystrzejszy chłopiec w całej szkole”, spostrzegawczy, umiejący spokojnie i cierpliwie obserwować, myślący zawsze rozważnie, o żywej i lotnej wyobraźni, spokojny, pogodny, koleżeński, wesoły, uczynny, współczujący, przodujący w nauce, pojętny, o znakomitej pamięci.

Jak widać więc, autor mocno wyidealizował swojego bohatera, co było celowym zabiegiem by łatwiej podejść do młodych czytelników. Adam Cisowski miał być postacią wzorcową, nosicielem propagowanych przez autora idei dobroci, miłości i uśmiechu. Określany był jako „wcielony ideał wyobraźni chłopięcej z okresu uwielbiania sprytu i dzielności”, „bohater nie tylko sprytny (...), ale także szlachetny”


W JAKICH PRODUKCJACH WYSTĘPUJE

Adam Cisowski jest bohaterem powieści „Szatan z VII klasy”, która była wielokrotnie przenoszona na ekran. Po raz pierwszy w formie Teatru TV z 1959 roku. W spektaklu reżyserowanym przez Michała Bogusławskiego w postać Adama Cisowskiego wcielił się Marian Rułka.

W świadomości widzów Adam Cisowski zapisał się jednak dzięki pierwszej ekranowej adaptacji, która powstała zaledwie rok po spektaklu Michała Bogusławskiego. Do filmu w reżyserii Marii Kaniewskiej, której akcję przeniesiono z l. 30 do l. 60 by lepiej przyswoić ją ówczesnej młodzieży, rozpoznawalną piosenkę „Lato, lato, lato czeka” nagrała Halina Kunicka.

Drugą, bliższą książkowemu pierwowzorowi, adaptację nakręcono dopiero w 2006 r., a za reżyserię odpowiadał Kazimierz Tarnas. W tym samym roku premierę miała serialowa wersja adaptacji. W obu wersjach w postać Adama Cisowskiego wcielił się Bartosz Fajge, dla którego był to debiut na ekranie.

sobota, 5 września 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim, W tym odcinku „Nutki nostalgii” oficjalnie pożegnamy tegoroczne lato. A to wszystko w rytm dynamicznego kawałka „DANZA KUDURO” Don Omara i Lucenzo. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU.

„Danza Kuduro” to hiszpańsko-portugalska piosenka portorykańskiego artysty Dona Omara i portugalsko-francuskiego piosenkarza Lucenzo, pochodząca ze wspólnego albumu Dona Omara „Meet the Orphans”. Utwór jest adaptacją portugalsko-angielskiego utworu Lucenzo „Vem Dançar Kuduro”.


https://youtu.be/uv9CjsQNtf4?si=wOGw3E8mNgys1uEX


Warto nadmienić również, że tytułowe „kuduro” to styl tańca praktykowany w południowo-zachodniej części Afryki, w Angoli. Z historią powstania tego tańca wiąże się ciekawa historia. Pierwotnie kuduro powstał, aby oddać hołd licznym oszpeconym i niepełnosprawnym mieszkańcom kraju, którzy ucierpieli w wyniku krwawej wojny domowej, która pozostawiła po sobie miny lądowe w całym regionie. 


ANALIZA

Piosenka odnosząca się do tańca stanowi pochwałę życia. Głównym tematem jest radość czerpana z tańczenia i imprezowania. Odnosi się również do historii Portugalii. Tytułowe „kuduro” bowiem ma nie tylko oddawać hołd niepełnosprawnym osobom, ale również rozwijać ideę tańca. Taniec ma nie tylko oddać hołd tym niepełnosprawnym osobom, ale także wpleść ich chaotyczne i urywane ruchy w płynność ruchów. Podczas gdy Portugalia niegdyś sprawowała kontrolę nad swoją byłą kolonią, diasporyczne rozprzestrzenianie się inspirowanego muzyką szaleństwa tanecznego wzmocniło charakter „muzyki świata”, przenosząc ideę kuduro z Brazylii do Pekinu.


PREMIERA I SUKCES

„Danza Kuduro” stał się hitem w większości krajów Ameryki Łacińskiej, a ostatecznie w całej Europie. Utwór zajął pierwsze miejsce na liście przebojów Hot Latin Songs, zapewniając Donowi Omarowi drugie miejsce na liście przebojów Hot Latin Songs w USA, a Lucenzo pierwsze. Remake utworu pojawia się również w filmie „Szybcy i wściekli 5” z 2011 r. jako piosenka końcowa i znajduje się na soundtrack do filmu. „Danza Kuduro” okazała się najpopularniejszym utworem lat 2010., z dużą liczbą zwrotek w języku portugalskim europejskim. Utwór zajął 43. miejsce na liście „Greatest Latin Pop Songs” magazynu „Rolling Stone”.

Amar Toor z bloga Aol Radio stwierdził, że utwór „prezentuje jedną z najjaśniejszych gwiazd reggaetonu w jej najlepszym wydaniu. [...] Piosenka Dona Omara jest tak zaraźliwa, że ​​prawdopodobnie zapadnie w pamięć już po pierwszym przesłuchaniu – i uwierzcie nam, to bardzo dobrze”.


Monica Herrera na łamach „Billboardu” powiedziała: 


„Napędzający rytm jest przeplatany podobającymi się tłumom elektrycznymi akordeonami, do których Don Omar śpiewa i rapuje o prostym, ale ponadczasowym koncepcie: tańczeniu na całego. Piosenka mądrze przesuwa go w stronę materiału bardziej tropikalnego – ruchu aż nazbyt dobrze znanego w erze post-boomu reggaetonu – jednocześnie pozwalając mu nadal eksplorować nowe brzmienia i utrzymać władzę nad latynoskimi parkietami tanecznymi na całym świecie”.


Allison Stewart z „The Washington Post” powiedziała, że ​​piosenka 


„jest przykładem tego, co Omar i spółka robią najlepiej: to słoneczna, szybka, absolutnie zwycięska wariacja na temat latynoskiego dance popu. „Orphans” poza tym zawiera pozornie nieskończone wariacje na temat reggaetonu, chociaż nie ma nic innego tak wspaniałego, jak standardowy utwór gatunkowy „Hasta Abajo”, który pojawia się tutaj w niezremiksowanej formie”.


Podczas Latin Grammy Awards w 2011 roku „Danza Kuduro” otrzymała nominację do nagrody Best Urban Song.  W latach 2011 i 2012 utwór zdobył nagrodę Billboard Latin Music Award w kategorii Latin Rhythm Airplay Song of the Year.


link: https://youtu.be/71sqkgaUncI?si=haG1dwQeKzLEuUyC 


TŁUMACZENIE


Don Omar i Lucenzo


„DANZA KUDURO”

tytuł oryg. „Danza Kuduro”


Ręce w górę

Talia sama

Odwróć się

Danza Kuduro

Nie męcz się teraz

To dopiero początek

Rusz głową

Danza Kuduro


Ręce w górę

Talia sama

Odwróć się

Danza Kuduro

Nie męcz się teraz

To dopiero początek

Rusz głową

Danza Kuduro


Kto może ujarzmić siłę morza

Która wnika w twoje żyły

Żar słońca, który wniknął w twoje wnętrze i

Nie pozostawia cię w bezruchu, kochanie

Kto może zatrzymać to, co

Taniec sprawia, że ​​twoje biodra poruszają się dziko

I ten ogień, który płonie w środku

I powoli zamienia cię w dziką bestię


Z ręką w górze

Talia sama

Odwróć się i potrząśnij mocno

Nie przestawaj teraz

To dopiero początek Zacznij

Rusz głową

i potrząśnij Ciężko


Balança que uma lucura

Brunetka podejdź do mnie

Niguem vai ficar stop

Chcę zobaczyć mexe kuduro

Balançar que uma lucura

Brunetka podejdź do mnie

Nie zamierzam przestać

Oi, oi, oi, oi, oi, oi, oi, oi, oi

A żeby przerwać kuduro, zatańczmy kuduro

Oi, oi, oi, oi, oi, oi, oi, oi

Jesteś brunetką lub blondynką, zatańczmy kuduro

Oi, oi, oi


Ręce w górę

Pojedyncza talia

Odwróć się

Danza kuduro

Nie męcz się teraz

To dopiero początek

Rusz głową

Danza kuduro


Ręce w górę

Pojedyncza talia

Odwróć się

Danza kuduro

Nie męcz się teraz

To dopiero początek

Rusz głową głowa

Danza kuduro


Balança que uma lucura

Brunetka podejdź do mnie

Nie przestanę

Chcę zobaczyć mexe kuduro

Balançar que uma lucura

Brunetka podejdź do mnie

Nie przestanę

Oi, oi, oi, oi, oi, oi, oi, oi

A żeby przerwać kuduro, zatańczmy kuduro

Oi, oi, oi, oi, oi, oi, oi, oi

Jesteś brunetką lub blondynką, zatańczmy balans kuduro

Oi, oi, oi


Ręce w górę

Pojedyncza talia

Odwróć się

Danza kuduro

Nie przemęczaj się teraz

To dopiero początek

Rusz głową

Danza kuduro


Ręce w górę

Samotna talia

Odwróć się

Danza kuduro

Nie przemęczaj się teraz

To dopiero Początek

Ruszaj głową

Danza kuduro

A&X

piątek, 4 września 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Cześć wszystkim. Lato za nami, pora więc iść do szkoły (dzieci się cieszą, a rodzice wreszcie sobie urządzają party…). Z tej okazji przeanalizuję różnice między „PROCESEM” Franza Kafki, a jej adaptacją z udziałem Kyle’a MacLachana i Anthony’ego Hopkinsa. Zaczynamy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

  Główny bohater, trzydziestoletni Józef K., jest urzędnikiem bankowym. Pewnego dnia zostaje aresztowany i postawiony w stan oskarżenia. Jest to nietypowy rodzaj aresztu, gdyż mężczyzna nadal może normalnie pracować, a nawet pozostać w swoim mieszkaniu, jedynym wymaganym warunkiem jest stawianie się na przesłuchania. Choć Józef K. usilnie próbuje dowiedzieć się o co został oskarżony, urzędnicy sądowi nie chcą mu tego wyjaśnić. Z czasem bohater staje się coraz bardziej bezradny wobec tej dziwnej sytuacji. Mimo, że uważa ją za absurdalną gdyż jest pewny swojej niewinności, to stopniowo proces zaczyna go coraz bardziej absorbować...



RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM


OGÓLNE RÓŻNICE

  Film w reżyserii Davida Hugh Jonesa jest stosunkowo wierną adaptacją powieści Franza Kafki. Nie powinno to dziwić, albowiem reżyser filmu wyspecjalizował się w wiernym adaptowaniu materiałów źródłowych (w 1999 roku nakręcił analizowaną już na moim blogu równie wierną „Opowieść wigilijną” z Patrickiem Stewartem). W tym przypadku adaptatorzy chcąc zachować wierność tekstu, postanowili wykorzystać dialogi (oczywiście tam, gdzie było to konieczne) niemal żywcem wzięte z książki. 


ARESZTOWANIE I PRZESŁUCHANIE JÓZEFA K.

  Scena aresztowania Józefa K. jest taka sama i w książce, i w filmie: bohater po przebudzeniu zastaje u siebie dwóch policjantów informujących go, że został przez nich zatrzymany (zarazem nie wyjawiając przyczyny aresztowania), a Józef K. ma pozostać w swoim pokoju. Chcąc wyjaśnić zaistniałą absurdalną sytuację, bohater wyciąga swoje dokumenty by pokazać je funkcjonariuszom. I tu pojawia się pierwsza różnica: w filmie po powrocie do salonu, Józef K. zastaje policjantów jedzących jego śniadanie. Z kolei u Kafki Józef K. ma dopiero dostać śniadanie, jednak kucharka zostaje brutalnie wyproszona przez policjantów. Dopiero potem policjanci zabierają się za jedzenie śniadania Józefa K. Dialog, który się potem toczy między nimi w filmie jest taki sam jak w książce i sprowadza się do dociekań, o co bohater został aresztowany. Nakazują mu również dalsze czekanie na nadzorcę. A gdy ten przybywa, besztają Józefa K. za to że idzie do niego w samej koszuli, po czym nakazują mu by ubrał czarny garnitur. Następuje przesłuchanie przez nadzorcę, które zostaje bardzo wiernie odwzorowane w filmie. Podobnie jak późniejsza rozmowa Józefa K. z panią Grubach i włascicielką kamienicy, panią Bürnster, która doradza Józefowi, by udał się na przesłuchanie tak jak zalecają mu policjanci.

  Scena w której Józef poznaje termin małego przesłuchania nie jest zgodna z opisem w książce. Po pierwsze Kafka nie uściśla kiedy zadzwoniono do Józefa (co najwyżej sugeruje, że ma to miejsce w jakimś urzędzie, w filmie scena odbywa się w czasie pracy w banku), po drugie nie zgadza się data: w książce jest to niedziela, z kolei w filmie: sobota. Zarówno w książce jak i w filmie bohater zauważa, że o ile podano mu dzień przesłuchania, o tyle godziny: już nie. Mimo rad wicedyrektora, nie decyduje się oddzwonić, nie widząc w tym najmniejszego sensu. Udaje się więc w niedzielę z samego rana na wyznaczone miejsce i z początku, tak jak w książce, błąka się po urzędzie (w obu przypadkach pyta się o stolarza). A gdy w końcu stawia się na przesłuchanie, zostaje zganiony za spóźnienie, na co Józef odpowiada: „Może i przyszedłem spóźniony, ale oto jestem”, po czym poddaje krytyce samo przesłuchanie. Jego mowa obrończa zostaje przerwana przez wtargnięcie dwojga kochanków, którzy zaczynają uprawiać miłość w samym środku sali, w związku z czym przesłuchanie zostaje tak po prostu przerwane.


PROCES JÓZEFA K.

  Mimo niespodziewanego przerwania przesłuchania, nie ulega wątpliwości że proces Józefa K. rozpoczął się na dobre. W filmie od tamtego wydarzenia zdaje się minąć kilka godzin, podczas gdy w powieści wyraźnie jest zaznaczone, że minął równo tydzień i zarówno książkowy jak i filmowy Józef K., niewezwany przez nikogo, osobiście udał się do tego samego miejsca, gdzie odbywało się przesłuchanie. Na miejscu zastaje kobietę (tą samą, która przerwała jego mowę obrończą), która informuje go, że przesłuchania nie będzie. Józef zauważa księgi sędziego, które powinny być zapisane wyrokami sądowymi i zaczyna je przeglądać, chociaż kobieta próbuje go od tego odwlec. Okazuje się jednak, że księgi są puste. W tym momencie książki do sali przybywa student, z którym interakcja została również wiernie oddana w adaptacji. Kobieta utrzymuje, że student chce ją zabrać do sędziego, to jednak okazuje się kłamstwem. Gdy oboje znikają, Józef K. spotyka woźnego, a ich rozmowa również została wiernie oddana w adaptacji. 

  Film całkowicie pomija rozmowę Józefa K. z przyjaciółką pani Bürnster i od razu przechodzi do równie wiernie oddanej na ekranie sceny z siepaczami. Następnego dnia do biura bankowego Józefa K. przychodzi zbulwersowany wiadomościami jego wujek, Karol, oferując mu pomoc w procesie. Udają się do adwokata Hulda, który ma bronić Józefa. Podczas gdy wujek Karol rozmawia z adwokatem, bohater zabawia się z kolei z opiekunką adwokata, Leni, która przychodziła do niego jeszcze w czasie rozmowy wujka Józefa z adwokatem. Teraz Józef, za jej namową, próbuje ją uwieść. Następnie (w książce: po kilku dniach, zimą) bohater spotyka się z adwokatem, który po krótce przedstawia mu przebieg procesu, a następnie wysyła go do malarza (w książce: robi to fabrykant odwiedzający bank). Wizyta u malarza wyjaśniającego Józefowi trzy formy uwolnienia: prawdziwe, pozorne i przewleczenie, została dość wiernie oddany na ekranie. Następnie Józef K., podejrzliwy wobec motywów adwokata, spotyka w biurze Hulda innego oskarżonego, nazwiskiem Block, który oferuje K. wgląd w sprawę z perspektywy współoskarżonego. Podobnie jak w książce, filmowa sprawa Blocka toczy się od pięciu lat, a on sam, od odnoszącego sukcesy biznesmena, stał się bliski bankructwa i jest praktycznie zniewolony przez zależność od adwokata i Leni, z którą najwyraźniej utrzymuje relacje seksualne (podobnie jak Józef K.). Huld kpi z Blocka w obecności K. za jego psią uległość. W tym momencie rozdział urywa się, jednak adaptatorzy sprytnie wybrnęli z tego problemu: po doświadczeniu z Blockiem i tym jak jest traktowany przez Hulda, Józef K., - przekonany i tak o zwolnieniu adwokata oraz wzięciu sprawy w swoje ręce - postanawia ostatecznie zerwać z nim jakiekolwiek kontakty.


WYROK NA JÓZEFIE K.

  W jakiś czas potem (tak w książce, jak i w filmie nie zostało sprecyzowane, kiedy konkretnie), Józef K. otrzymuje od banku zlecenie na pokazanie kilku zabytków włoskiemu klientowi banku. W tym celu udaje się do pobliskiej katedry, gdzie ma dojść do spotkania. Absurdalne zlecenie staje się pretekstem do spotkania z tamtejszym księdzem sądowym (którego w filmie gra Anthony Hopkins). W tym momencie następuje najlepsza, niemal 1:1 przeniesiona na ekran, filmowa scena kazania. Jedyne co się nie zgadza, to spotkanie z Leni przed wejściem do katedry, które zostało pominięte w adaptacji.

  Ponieważ dialogi w filmie zostały żywcem wzięte z książki, filmowy monolog księdza skierowany do Józefa K. jest dokładnym odzwierciedleniem tego, co napisał Kafka. Monolog jest utrzymany w formie przypowieści, którą nawiasem mówiąc Franz Kafka wcześniej napisał w postaci krótkiego opowiadania pt. „Przed prawem”. Jest to historia mężczyzny, który przez lata nie był wpuszczany przez odźwiernego/strażnika (zależy od tłumaczenia) przez bramę (mimo dawanych łapówek), a dopiero przed śmiercią wychodzi na jaw, że brama była cały czas otwarta i mężczyzna mógł przez nią wejść w każdej chwili. Opowiadanie odnosiło się do obcowania z prawem, którego brama była metaforą. Dokładnie to samo ksiądz opowiada Józefowi K. i tak samo wygląda to w adaptacji. Następnie ksiądz i Józef K. prowadzą dysputę na temat znaczenia prawa i uzasadnienia, pada stwierdzenie, że przypowieść spisana w dawnych księgach przez lata była różnie interpretowana. Rozmowa z duchownym uświadamia Józefa K., że samo Prawo jest różnie interpretowane i nie ma przed nim ucieczki.

  Tak więc pogodzony ze swoim losem, bohater czeka na wykonanie wyroku. Ten ma nastąpić w przeddzień jego trzydziestych pierwszych urodzin. Cały ceremoniał odbywa się zgodnie z opisem w książce. Zgadza się również to, że Józef K. w czasie prowadzenia na miejsce egzekucji zauważa kobietę i bierze ją za panią Bürnster. Sposób wykonania wyroku również jest zgodny z opisem w książce, jak również ostatnie słowa Józefa K. oceniające jego potraktowanie, które w książce były jedynie ostatnią myślą jaka mu przyszła do głowy przed śmiercią: „Jak pies”.



To była moja analiza różnic między powieścią Franza Kafki „Proces”, a adaptacją z 1993 roku. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nową analizą. Cześć.

czwartek, 3 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Witam serdecznie moją ukochaną klasę po dwóch miesiącach letniego nicnierobienia. Na dzisiejszej lekcji będziemy przerabiać „FILMOWYCH UCZNIÓW”. Proszę otworzyć zeszyty, za chwilę podam osiem przykładów. Mamy na to 45 minut, tak więc zaczynamy.


8, Ferris Bueller [„Wolny dzień Ferrisa Buellera”, reż. John Hughes]

Zaczynamy od wyjątkowo brzydkiego ucznia na tej liście. Brzydkiego, rzecz jasna, z powodu swojego zachowania. Pod tytułowym „wolnym dniem” należałoby rozpatrywać najzwyklejsze w świecie wagary (no, a sami przyznajcie: co to za uczeń, który nie wagaruje… ekhm, niżej podpisany nigdy tego nie praktykował). Okres szkolno rocznego nicnierobienia z komedii Johna Hughesa prowadzi, rzecz jasna, do wielu zabawnych sytuacji, z których należałoby wyciągnąć proste wnioski. Doprawdy, jakiż z tego Ferrisa Buellera marny wzór do naśladowania, drodzy uczniowie.

A teraz sami przyznajcie, uczniowie, czym bylibyście bez porządnej szkolnej ksywki. Z tego powodu teraz posłuchajcie paru słów o jednym z uczniów z waszej ulubionej dawnej lektury.

7, Miętus [„Ferdydurke”, reż. Jerzy Skolimowski]

Miętus, a właściwie Witold Miętalski, jest jednym z licznych szkolnych buntowników na tej liście. Ale nie próbujcie go naśladować, choćby nie wiadomo jak bardzo by was kusiło. Chłopak buntuje się przeciwko gombrowiczowskiemu upupianiu, czyli narzucaniu przez profesora Pimko niedojrzałości, ale bez efektu. Gardzi też idealizmem Syfona, co doprowadza do słynnego pojedynku na miny. Nim jednak ktokolwiek uzna go za wulgarnego łobuza, warto zaznaczyć, że pod tą maską kryje się wyjątkowy wrażliwiec marzący o szczerości i pragnący się związać z prostym ludem. Bez skutku, niestety.

Pod numerem 6. uplasował się uczeń, który tyleż byłby dla was wzorem do naśladowania, co powodem do współczucia: Peter Parker.

6, Peter Parker [„Spider-Man”, reż. Sam Raimi/„Spider-Man: Całkiem nowy dzień”, reż. Destin Daniel Cretton]

Kto czytał komiksy o Spider-Manie, a zakładam że takowych w klasie nie brakuje…, ten wie, jak bardzo pod górkę miał Peter Parker. Wyszydzany przez rówieśników jajogłowy interesujący się naukami ścisłymi i wychowanek wujostwa. Bezradnie wzdychający do szkolnej sympatii, MJ. Jego przygoda z radioaktywnym pająkiem nie polepszyła sytuacji – wręcz stała się dodatkowym utrapieniem. A w dodatku Peter odczuwa perfidną samotność. O ile szykany najlepiej pokazał Sam Raimi, o tyle motyw samotności – chociaż w innych okolicznościach – najlepiej oddał Destin Daniel Cretton.

Wiem, drogie uczennice. A co z dziewczynami? Żeby wam w zupełności zadośćuczynić, na miejscu 5. dałem prawdziwą prymuskę, czyli Hermionę Granger.

5, Hermiona Granger [seria o Harrym Potterze]

Hermiona to istna prymuska w cały Hogwarcie. Nie cofnie się przed niczym by zaspokoić swój głód wiedzy. Gotowa jest nawet działać wbrew szkolnym zasadom (na trzecim roku dostała wypchany po brzegi plan lekcji? A od czego Zmieniacz Czasu, drodzy uczniowie? Na siódmym roku z kolei rzuciła szkołę by towarzyszyć Harry`emu w misji odnalezienia horkruksów? Nie szkodzi, nadrobi zaległości w następnym roku). A przy tym, jako szlama, próbuje udowodnić że mimo mugolskiego pochodzenia nie gorsza z niej czarownica. Tak więc, dziewczyny, dla was to idealny wzór, by nie poddawać się w trudnych sytuacjach.

Oho, widzę że chłopcy już mają kwaśną minę. Spokojna głowa, panowie, wam zostawiłem prawdziwego „szatana z siódmej klasy”.

4, Adaś Cisowski [„Szatan z siódmej klasy”, reż. Maria Kaniewska]

Z jednej strony bohater powieści Kornela Makuszyńskiego i adaptacji w reżyserii Marii Kaniewskiej to cwaniaczek potrafiący wykiwać starego nauczyciela (tylko nie ważcie się tego robić moim kosztem, bo uwaga w dzienniku będzie jak nic!). Z drugiej strony, w czasie wakacji, wykazuje się sherlockowską dedukcją potrzebną do odnalezienia napoleońskiego skarbu. A przy tym nie brak mu uroku osobistego dzięki czemu potrafi zjednać młodą dziewczynę o urodzie Poli Raksy. Tak więc warto się nim inspirować, panowie – nawet podśpiewując piosenkę Haliny Kunickiej „Lato, lato, lato czeka”…

Jeśli jednak szukacie typowych szkolnych buntowników, nic bardziej trudnego – podium zajęła trójka najbardziej inspirujących.

3, Neil Perry [„Stowarzyszenie Umarłych Poetów”, reż. Peter Weir]

Żeby nie było, w naszej szkole obowiązują twarde, ale sprawiedliwe zasady. I podobnie jak głosiłby to nauczyciel John Keating, powinniśmy chwytać dzień, czerpać z niego garściami. Gdyby nasza szkoła byłaby taka jak w filmie Petera Weira, nietrudno by było o buntowników takich jak Neil Perry, który pod wpływem Keatinga buntuje się spartańskim zasadom panującym w prestiżowej uczelni. I chociaż jego bunt ma wyjątkowo tragiczny finał, nie idzie na marne. Wręcz staje się inspiracją dla innych uczniów niemogących się pogodzić ze szkolnym rygorem.

A jeśli chcielibyście się tak łagodniej zbuntować, zawsze możecie wziąć przykład od bohaterki z miejsca 2. Dotyczy to zwłaszcza was, drogie uczennice.

2, Matylda Wormwood [„Matylda”, reż. Danny de Vito]

Musicie wiedzieć, że ciężka jest dola geniuszy. A Matylda genialna była praktycznie od kolebki. W wieku trzech lat sama nauczyła się czytać, odwiedzając lokalną bibliotekę, a w wieku pięciu lat potrafiła już czytać ze zrozumieniem i sięgała nie tylko po książki dla dzieci, ale i dla dorosłych (jak choćby po „Moby Dicka”, polecam lekturę). Niekochana przez rodziców i uczęszczająca do spartańskiej szkoły kierującej się zasadą „Krzycz i lej dzieciaka”, odkrywa w sobie psychokinetyczne zdolności, dzięki którym zbuntuje się przeciw szkolnym rygorom, inspirując przy tym swoich rówieśników.

Zdecydowanie uczniem zasługującym na medal (albo chociaż na szóstkę z dużym plusem) jest kolejny geniusz na tej liście, tym razem matematyczny: Will Hunting z „Buntownika z wyboru”.

1, Will Hunting [„Buntownik z wyboru”, reż. Gus van Sant]

Jak to śpiewał ongiś Janusz Gniatkowski, „Pozory mylą”, a bohater filmu Gusa van Santa jest tego idealnym przykładem. Will Hunting wydaje się zwykłym woźnym na uczelni Massachusetts Institute of Technology. Tak naprawdę to geniusz, który rozwiązuje problemy matematyczne, z którymi borykałby się nawet Pitagoras. Jest także buntownikiem, który za swoje zachowanie trafia pod kuratelę psychologa i profesora matematyki. To właśnie jemu zwierza się ze swoich osobistych problemów rodzinnych. W gruncie rzeczy to dobry chłopak, acz niezrozumiały przez innych. Ale my go świetnie rozumiemy.


I to by było na tyle. Zanim rozlegnie się dzwoneczek na przerwę, zapiszcie pracę domową: podajcie w komentarzach wasze przykłady filmowych uczniów. I proszę nie zgłaszać mi na następnej lekcji nieprzygotowania, bo zamiast tego będzie uwaga w dzienniczku jak nic. Kowalski, do ciebie też mówię! Po lekcji pokażesz mi zeszyt z notatkami! No, dzwoneczek już rozbrzmiał, można się rozejść… Paaaa!