piątek, 17 kwietnia 2026

PROJEKT HAIL MARY *****

Od momentu wydania „Marsjanina”, programista i inżynier informatyki Andy Weir stał się jednym z najbardziej topowych pisarzy science fiction. Sytuacja jeszcze bardziej wzrosła po błyskotliwej adaptacji Ridleya Scotta (dość wspomnieć, że dla wielu wieszających psy na Scotcie, tamten film był uznawany za najlepsze dzieło SF w jego reżyserii od czasu… „Łowcy androidów”). Gdy tylko Weir opublikował - jak dotąd ostatnią w swoim dorobku - książkę „Project Hail Mary”, wytwórnie dosłownie biły się między sobą o prawa do sfilmowania.

Punkt wyjściowy jest podobny do „Marsjanina”. Główny bohater (Ryan Gosling) zostaje sam w kosmosie. Różnica jest taka, że budzi się z amnezją: nie wiadomo, jak ma na imię i czemu w ogóle tam trafił (pojawiające się w toku filmu retrospekcje stopniowo odsłaniają odpowiedź). Kiedy w końcu prawda wychodzi na jaw, reputacja bohatera się nie polepsza, a wręcz pogarsza się (jest z zawodu nauczycielem biologii, a został wysłany w kosmos z misją zbawienia świata. Jaja sobie robią w tym NASA, nie ma co…). Jednak w najbardziej krytycznym momencie bohater może liczyć na pomoc tajemniczej istoty, której nadaje wdzięczne imię Rocky (nie tylko z uwagi na skamieniałą cerę).

Phil Lord i Christopher Miller odnieśli sukces animowanym, przebojowym filmem o klockach Lego („Lego: Przygoda”). Z powodzeniem też przełożyli niegdyś popularny serial „21 Jump Street” na pełny metraż (zastąpili tylko Johnny’ego Deppa Channingiem Tatumem). Obaj czują komedię (pewnie nawet bardziej niż Ridley Scott, niczego nie ujmując „Marsjaninowi”…), a Weir potrafi być humorystyczny (wręcz sarkastyczny) w swoich książkach. Sukcesu „Projektu Hail Mary” na dużym ekranie można było się w zasadzie spodziewać. I faktycznie: obaj panowie odnieśli sukces, dokonując przy okazji tylko nielicznych zmian względem książki (zakończenie!). Zachowali bowiem wdzięk książkowego pierwowzoru, rezygnując z informatycznych dywagacji autora. Zresztą, za scenariusz odpowiada Drew Goddard, który odpowiedzialny jest także za scenopisarski sukces „Marsjanina”, więc jak można było zwątpić w powodzenie tego filmu?

O tym, że Ryan Gosling, z początku specjalizujący się w nieoczywistych rolach w niezależnych filmach (pamięta ktoś „Fanatyka” opowiadającego o Żydzie-neonaziście?), posiada vis comica można było się przekonać nie raz, nie dwa (ostatnio w bardzo dobrym „Kaskaderze” będącym listem miłosnym eks kaskadera do swojej profesji). Ostatnimi czasy jednak wyraźnie odnajduje się w wysokobudżetowych produkcjach za cysterny dolarów („Blade Runner 2049”, „Barbie”, w kolejce czeka już „Star Wars: Starfighter”). Tutaj jeszcze jego talent komediowy zrównoważono wzruszającymi momentami (sama relacja z Rockym przywodzić może skojarzenia z „E.T.” Spielberga; niżej podpisanemu w pewnym momencie nawet zaschło w gardle z emocji), w których wyraźnie bryluje jak na salonach.

Technicznie film to ekstraklasa. Efekty specjalne robią wrażenie (sekwencje w przestrzeni kosmicznej niby dostarczą oczopląsów, ale pod kątem wizualnym zachwycą tak, że oczy widzów zrobią się duże jak pięciozłotówki). Pochwalić też trzeba soundtrack, chociażby za trafioną w punkt  playlistę („Sign of the Times” Harry’ego Stylesa, a zwłaszcza „Two of Us” Beatlesów), chociaż kompozycje Daniela Pembertona w niczym nie ustępują soundtrackowi Harry’ego Gregsona-Williamsa z „Marsjanina”.

To co, kto ma ochotę na lot w kosmos?


Reż. Phil Lord, Christopher Miller

Czas trwania: 155 min

Gatunek: film SF

Tytuł oryg. „Project Hail Mary

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Szalom. W związku ze zbliżającą się rocznicą powstania w getcie warszawskim, w tym odcinku piątkowego cyklu analitycznego pochylimy się nad tematyką żydowską. Przeanalizuję bowiem książkę Szolema Alejchema „DZIEJE TEWJI MLECZARZA” i film Normana Jawisona „Skrzypek na dachu”. A ponieważ filmowy „Skrzypek” jest bardziej oparty na musicalu Josepha Steina do muzyki Jerry’ego Brocka adaptującyego książkę Alejchema, dokonam również analizy między tymi dwoma materiałami źródłowymi. Zaczynamy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

Tewje jest ubogim mleczarzem z żydowskiej wsi. Nieustannie szuka sposobności do zarobienia pieniędzy, mimo iż w duchu uznaje swoją biedę i nie wini się za nią. Z żoną Gołde zamierza wydać każdą ze swych córek za mąż. Każdą sytuację życiową Tewje tłumaczy sobie cytatami z  Biblii i Midraszy.



RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM I MUSICALEM


OGÓLNE RÓŻNICE

Podstawowa różnica łącząca książkę Alejchema z musicalem tak scenicznym jak i filmowym, jest inna nazwa miejscowości, w której rozgrywa się opowieść. W musicalu „Skrzypek na dachu” akcja ma miejsce w Anatewce, z kolei w książce Alejchema rodzinną miejscowością Tewji Mleczarza jest Kasrylewka; co ciekawe, Anatewka u Alejchema jest wspomniana, ale jako zupełnie inna wioska (w dodatku zamieszkana przez Lejzera Wołfa, przyjaciela Tewjego), oddalona o około trzy wiorsty od Kasrylewki. Inna różnica to liczba córek: w książce Tewje ma ich aż siedem, w musicalu z kolei tylko trzy. Z kolei tytułowy dla musicalu skrzypek nie jest postacią pojawiającą u Alejchema i stanowi bardziej nawiązanie do twórczości Marca Chagalla. 

Poza tym książka ma formę epistolarną w postaci listów tytułowego bohatera pisanych do Boga. Zarówno sceniczny jak i filmowy musical zachował tą formę w scenach monologów Tewji kierowanych do Wszechmogącego.


KSIĄŻKA, A MUSICAL

Pierwsze rozdziały opowiadają o wydarzeniach z życia Tewji – jak podwiózł dwie kobiety na drodze i jak stracił pieniądze, wchodząc w układ z niegodnym zaufania Żydem. Tego jednak w musicalu nie ma. Na początku „Skrzypka na dachu” Tewje wprowadza widzów w świat Anatewki, gdzie najważniejszą dla kultury żydowskiej jest tradycja. Dopiero po tym wprowadzeniu fabuła książki i musicalu zaczyna się zazębiać, kiedy Tewje najpierw spotyka się z Lejzerem Wołfem, a potem decyduje się wydać córki za mąż. Książka opisuje spotkanie Tewji z jedną z córek, Cejtł, która podkochuje się w ubogim krawcu i to od niej Tewje w musicalu dowiaduje się o planowanym ślubie. U Alejchema dowiaduje się tego od krawczyka.

W książce Gołde bardzo przejmuje się wydaniem córek za mąż, podczas gdy w musicalu Tewje opowiada jej swój zmyślony sen, w którym widział zmarłą babcię swojej żony, Zeitel. Tymczasem przychodzi czas wydania kolejnych córek. Pierwsza z nich, Hodł, chce poślubić Perczyka, młodego Żyda o rewolucyjnych poglądach. Tak jak poprzednio, wiadomość ta wprawia Tewjego w zakłopotanie: udzielić błogosławieństwa czy pozostać wiernym Tradycji; ostatecznie decyduje się na to . Podobnie też jak w książce, trzecia z córek, Chawa, pragnie poślubić kogoś, kto nie jest Żydem, co z kolei spotyka się z kategorycznym sprzeciwem Tewji. Musical pomija cztery pozostałe córki Mleczarza, łącząc sercowe perturbacje niektórych z nich z trzema starszymi siostrami.

Musical dodaje kilka wspólnych scen między Tewje, a Gołde, m.in. dwie popularne kompozycje: „Tevye’s Dream” z pierwszego aktu (w której powtarza się żydowska fraza „Mazel Tov”) oraz liryczne „Do You Love Me?” z drugiego aktu. Tymczasem w książce (w przeciwieństwie do musicalu), po wydaniu córek za mąż, Gołde szybko zapada na zdrowiu i umiera. To wydarzenie sprawia, że Tewje wyrusza do Ziemii Świętej, co z musicalu zostało pominięte. Z podróży jednak nic nie wychodzi, ponieważ umiera mąż Cejtł, co w filmie również ma miejsce (choć w zupełnie innych okolicznościach). Z czasem w książce narastają antypatie mieszkańców wsi wobec Tewjego, czego w musicalu nie ma (wszyscy jak byli przyjaźnie nastawieni do Mleczarza, tak przyjaźni pozostali). Wszystko dlatego, ponieważ lokalni Żydzi są wysiedlani ze swoich wiosek. Tewje decyduje się opuścić wioskę nim zostanie z niej wypędzony. Musical nieco upraszcza ten wątek: w trakcie ślubu jednej z córek pojawia się jeździec na białym koniu, który ogłasza wszystkim, że mają opuścić Anatewkę (w tym momencie w musicalu pojawia się kolejna popularna kompozycja: „Anatevka”). Opuszczając Anatewkę, musicalowy Tewje spotyka tytułowego Skrzypka, którego zachęca do wspólnej podróży. Z kolei w książkowym pierwowzorze Tewje spotyka Szolema Alejchema, godzi się z nim po latach spięć i pokłada nadzieję, że jeszcze się spotkają.


KSIĄŻKA, A FILM

Film w przeważającej liczbie adaptuje musical (stosunkowo je skracając lub łącząc), choć nie pomija najbardziej rozpoznawalnych utworów kojarzących się z musicalem. Podobnie jak w musicalu, nie uśmiercono Gołde i pominięto plany wyjazdu Tewjego do Ziemii Świętej. Naturalnie zmieniono tytuł na ten musicalowy, a także zerwano z formą epistolarną na rzecz monologów Tewjego kierowanych do Boga.


FILM, A MUSICAL

Jak w takim razie wyglądają podobieństwa i różnice między filmowym, a scenicznym „Skrzypkiem na dachu”?

Film bardzo wiernie podąża za fabułą musicalu, zachowując niemal wszystkie dialogi, choć pomija utwory „Now I Have Everything” i „The Rumor (I Just Heard)”. Fragmenty tekstu „Tevye’s Dream” zostały pominięte, aby uniknąć powtórzeń. Album ze ścieżką dźwiękową filmu zawierał niektóre z tych pominięć, w tym fragment, w którym Gołde żegna się przed ponownym zaśnięciem po tym, jak Tewje opisał sen.

Zmiany wprowadzono również w utworze „Tradition”, pomijając dialog między żebrakiem Reb Nachumem (który w filmie wydaje się mieć trudności z mówieniem) a Łazarem Wolfem, a także dialogi wypowiadane przez Jente i Awrama. Ponadto w filmie dwóch mężczyzn spiera się o to, czy koń podający się za sześciolatka miał w rzeczywistości dwanaście lat, a nie o to, czy koń był w rzeczywistości mułem. Oryginalna ścieżka dźwiękowa zachowała imiona bohaterów: Icchak i Awram, ale w wersji filmowej zostały one pominięte. Zamiast nagranego dubbingu wykorzystano improwizowane ujęcie Topola (mówiącego „sprzedał go”).

W wersji teatralnej Tewje i Łazarz Wolf spotykają się w tawernie, by omówić propozycję małżeństwa Łazarza z Cejtel; w filmie Tewje udaje się do domu Łazarza, który jest bogato wyposażony i pełen dzieł sztuki. Następnie obaj idą do tawerny na uroczysty drink.

Scena z Hodłą i Perczykiem, dokąd planuje wyjechać do Kijowa, została w filmie wydłużona. Nagrano nową pieśń śpiewaną przez Perczyka („Any Day Now”). Pieśń została później włączona do jidyszowej produkcji z 2018 roku jako pieśń śpiewana przez Perczyka do Szpryncy i Bielki. W 1979 roku skrócona (o 32 minuty) wersja filmu została ponownie wypuszczona do kin, zawierająca utwory „Far from the home I love” i „Anatevka”.



To była moja analiza różnic między książką Szolema Alejchema „Dzieje Tewji Mleczarza”, a adaptacją musicalową „Skrzypek na dachu” i filmową, w reżyserii Normana Jawisona. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za dwa tygodnie z nową analizą.  Zay Gezunt.

czwartek, 16 kwietnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. W dzisiejszym odcinku tankuje do pełna bąk, zapinamy pasy i wciskamy gaz do dechy. Oto ranking najlepszych POŚCIGÓW SAMOCHODOWYCH. Zaczynamy.


8, dźwig vs wóz strażacki [„Terminator 3: Bunt maszyn”, reż. Jonathan Mostow]

Pościgi samochodowe w „Terminatorze” to chleb powszedni. I choć fani zdecydowanie postawiliby na ucieczkę Johna Connora przed rozpędzonym tirem z „Terminatora 2”, ja postawię na sekwencję z trzeciej odsłony. Bo spośród wszystkich w filmie Mostowa, ta zdecydowanie jest najlepsza. By scena wypadła imponująco, potrzebujemy: dźwiga, wóz strażacki i jednego, pięćdziesięcioletniego (wówczas) gwiazdora kina akcji szusującego na motorze. Sekwencja stanowi miks akcji i humoru, i choć w filmie nie brak CGI, zrealizowano ją na tyle na ile można, bez efektów specjalnych.


Mostow i Schwarzenegger pokazali, że do sekwencji pościgu potrzebny jest dźwig i wóz strażacki. Campbell i Brosnan poszli wcześniej o krok dalej i wytoczyli naprawdę ciężkie działo.


7, czołgiem ulicami St Petersburga [„GoldenEye”, reż. Martin Campbell]

Choć większe wrażenie robi pościg z „Jutro nie umiera nigdy” z udziałem helikoptera i motocyklu, większy sentyment mam do sekwencji z „GoldenEye”. Nikczemny ruski generał porywa rosyjską informatyczkę graną przez naszą rodzimą Izabelę Scorupco, a Brosnan dla jej ratowania gotów jest zmieść z powierzchni ziemi polowe Sankt Petersburga. Przy okazji nie zapomina o poprawieniu mankietu. Po latach Campbell udowodnił, że nadal czuje paliwo w żyłach, czego dowodem pościg w „Casino Royale” zakończony imponującą wywrotką nowszym modelem astona martina.


Podobno na początku kariery Spielberg zapowiadał, że będzie straszył „na lądzie, w morzu i z powietrza”. Pierwszą część tej zapowiedzi pokazał w telewizyjnym filmie „Pojedynek na szosie”.


6, uciekając przed psychopatycznym kierowcą [„Pojedynek na szosie”, reż. Steven Spielberg]

Niedawno Spielberg zaprzeczył jakoby „Szczęki” należały do horroru, a sam reżyser jak dotąd nigdy horrorów nie realizował. Jako jego wieloletni fan, pozwolę sobie z nim się nie zgodzić, a miarą tego niech będzie jego pełnometrażowy debiut telewizyjny. Balansujący de facto między różnymi gatunkami, w tym ocierający się o horror, film ogląda się jak rasowy film kinowy, który wgniata w fotel warstwą realizacyjną. Zaskoczeni, że nie skupiam się na pościgu samochodowym? Nic dziwnego. Wszak sam film to jeden wielki pościg samochodowy. Ale za to jaki.


Realizm w scenach pościgów to podstawa (patrz: „Ultimatum Bourne’a”). Doskonale zdał sobie z tego sprawę Christopher Nolan podczas realizacji „Mrocznego Rycerza”.


5, pościg ulicami Gotham wieczorową porą [„Mroczny Rycerz”, reż. Christopher Nolan]

Christopher Nolan nawet adaptując obrazkową historię o gościu w przyciasnych trykotach, musi postawić na realizm. Żadnych efektów specjalnych, żadnej grafiki komputerowej, tylko i wyłącznie tricki realizacyjne, przy których szczęka opada. Dość wspomnieć moment, gdy ciężarówka kierowana przez Jokera zostaje wywrócona do góry nogami - i to naprawdę! Niewiele scen oglądanych w kinie zrobiło na widzach aż takie wrażenie, które zresztą udziela się przy każdym kolejnym seansie „Mrocznego Rycerza”.


Nie zawsze jednak realizm jest podstawowym składnikiem dobrego pościgu. Nawet jeśli de facto odpuszczono sobie efekty specjalne i postawiono na imponujące wykonanie.


4, majtając sejfem po ulicach (przy dźwiękach „Densa Cuduro”) [„Szybcy i wściekli 5”, reż. Justin Lin]

Scena absurdalna z założenia, ale jak zrealizowana. Do tego stopnia wprawiała w osłupienie, że w komentarzach na portalach filmowych nie brakowało dyskusji osób próbujących popisać się znajomością motoryzacji. Z kolei na YouTubie można znaleźć wiele filmików ukazujących kulisy powstawania tej sceny i aż nie chce się wierzyć, że nawet w jej przypadku obeszło się bez efektów specjalnych (co najwyżej sejf nie był tak ciężki jak mogło się wydawać). Nie ma to znaczenia, warto za to na moment wyłączyć mózg i zrobić sobie niczym nieskrępowany fun.


Podium otwiera jedna z najsłynniejszych sekwencji pościgów samochodowych. Można ją znaleźć w kultowym „Bullicie” ze Steve’em McQuinnem. 


3, najsłynniejszy pościg na ekranie [„Bullitt”, reż. Peter Yates]

Ta scena to klasyk samochodowych pościgów. Od jej realizacji minęło 60 lat, a nadal robi ogromne wrażenie. Dość często filmowcy zapominają o istotnym elemencie scen pościgowych, a mianowicie otoczeniu. Sekwencja pościgu w "Bullicie" rozgrywają się na względnie ciasnych i pagórkowatych ulicach barwnego San Francisco, co miało swój ogromny udział w wyjątkowości owej sceny. Dzięki temu sekwencja zyskała na niepodrabianej dynamice, która inspirowała kolejne pokolenia filmowców niczym scena strzelaniny w „Gorączce” Michaela Manna.


Skoro jednak było o najbardziej imponujących sekwencjach pościgów, nie mogło zabraknąć filmu o dwóch bluesujących braciach.


2, kraksy na kraksach [„Blues Brothers”, reż. John Landis]

Fabuła filmu Landisa jest pretekstowa, ale bohaterowie wykonując swoją misję w imię sierocińca, w którym się wychowali, muszą uciekać przed policją, konkurencyjnym zespołem bluesowym i… neonazistami. Przy okazji doprowadzają do jednej z najbardziej widowiskowych kraks w historii kina. Podczas całego filmu zniszczono ponad 103 auta, a w jednej ze scen zderza się ze sobą aż 60 (!) radiowozów. Taki wynik robi piorunujące wrażenie. Jak to kiedyś śpiewał nieodżałowany Krzysztof Krawczyk: „Skasowałem kilka bryk/Nie żałuję dziiiiiiiiiiiś”.


Zaskoczeni, że na szczycie nie umieściłem ani sceny z „Bullitta”, ani z „Blues Brothers”? Większe wrażenie zrobił na mnie pościg samochodowy z rewelacyjnego „Ronina” Frankenheimera.


1, ulicami Paryża [„Ronin”, reż. John Frankenheimer]

Swego czasu John Frankenheimer nakręcił kontynuację „Francuskiego łącznika” w reż. Friedkina. I choć w jego sequelu nie znalazł się pościg samochodowy, reżyser wziął przykład od Friedkina, czego dowodem najbardziej wgniatający w fotel pościg w historii kina. obezwładniające tempo tego pościgu to poezja, a sama scena ma świetnie zbudowane napięcie oraz oszczędnie użytą muzykę w tle, co nadaje całości niezwykle surowego i realistycznego wyrazu. Ze wszystkich umieszczonych tutaj pościgów, „Ronin” może poszczycić się właśnie najbardziej realistycznym pościgiem.


To była moja lista ekranowych pościgów. Które tytuły wam przychodzą do głowy. Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

środa, 15 kwietnia 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKOSPEKTYWA”


Cześć wszystkim. W tym odcinku przybliżę wam historię powstania jednej z najsłynniejszych serii książkowych autorstwa nieodżałowanego Dana Simmonsa: „HYPERION CANTOS” gdzieniegdzie znany po prostu jako „Hyperion/Endymion”. Zaczynamy.


KILKA SŁÓW O SERII

„Hyperion Cantos” to seria powieści science fiction autorstwa Dana Simmonsa. Tytuł pierwotnie odnosił się do zbioru pierwszych dwóch książek z serii, „Hyperion” i „Upadek Hyperiona”, a później zaczął odnosić się do całej fabuły, obejmującej „Endymiona”, „Triumf Endymiona” i szereg opowiadań. Mówiąc ściślej, w obrębie fikcyjnej fabuły, po pierwszym tomie, „Hyperion Cantos” to poemat epicki pióra Martina Silenusa, opisujący w formie wiersza wydarzenia z dwóch pierwszych książek.

Uniwersum Hyperiona narodziło się, gdy Simmons był nauczycielem w szkole podstawowej, jako rozbudowana opowieść, którą opowiadał swoim młodym uczniom w przerwach; zostało to zapisane w „Śmierci Centaura” i jej wstępie. Następnie zainspirowało to jego opowiadanie „Wspominając Siri”, które ostatecznie stało się zalążkiem "Hyperiona" i "Upadku Hyperiona". Po opublikowaniu kwartetu powstało opowiadanie „Sieroty Helixa”. „Sieroty” są obecnie ostatnim dziełem w "Hyperion Cantos", zarówno chronologicznie, jak i wewnętrznie.

Oryginalne „Hyperion Cantos” zostało opisane jako powieść wydana w dwóch tomach, początkowo oddzielnie ze względu na objętość. W swoim wstępie do „Sierot Helixa” Simmons wyjaśnia:


„Niektórzy czytelnicy mogą wiedzieć, że napisałem cztery powieści osadzone w „Uniwersum Hyperiona” – „Hyperion”, „Upadek Hyperiona”, „Endymion” i „Triumf Endymiona”.  Spostrzegawcza część tych czytelników — być może większość — wie, że tak zwany epos składa się w rzeczywistości z dwóch długich i wzajemnie powiązanych opowieści, dwóch opowieści o Hyperionie połączonych ze sobą i dwóch opowieści o Endymionie połączonych ze sobą, podzielonych na cztery księgi ze względu na realia wydawnicze.”


Spośród czterech powieści, „Hyperion” otrzymał nagrody Hugo i Locus w 1990 roku; „Upadek Hyperiona” zdobył nagrody Locus i British Science Fiction Association w 1991 roku; a „Triumf Endymiona” otrzymało nagrodę Locus w 1998 roku. Wszystkie cztery powieści były również nominowane do różnych nagród science fiction.


OMÓWIENIE TOMÓW

Pierwotnie opublikowany w 1989 roku, „Hyperion”, pierwszy tom czteroksiągu, ma strukturę narracji ramowej zbliżoną do „Opowieści kanterberyjskich” Geoffreya Chaucera i „Dekameronu” Giovanniego Boccaccia. Historia splata ze sobą historie zróżnicowanej grupy podróżników wysłanych na pielgrzymkę do Grobowców Czasu na Hyperionie. Podróżnicy zostali wysłani przez Hegemonię (rząd ludzkich systemów gwiezdnych), Wszechrzecz i Kościół Ostatecznego Pojednania, znany również jako Kościół Dzierzby, aby zwrócić się do Dzierzby z prośbą. W miarę postępów w podróży każdy z pielgrzymów opowiada swoją historię. 

Bezpośrednią kontynuacją książki jest „Upadek Hyperiona”. Ta książka, z kolei, porzuca ramową strukturę narracyjną pierwszej powieści i zamiast tego jest prezentowana głównie jako seria snów Johna Keatsa. 

Trzeci tom cyklu nosi tytuł „Endymion”. Zawarta w tej książce historia rozpoczyna się 274 lata po wydarzeniach z poprzedniej powieści. W kolejnych dwóch pojawia się niewielu głównych bohaterów z dwóch pierwszych tomów. Głównym bohaterem jest Raul Endymion, były żołnierz, który po niesprawiedliwym procesie zostaje skazany na śmierć. Zostaje uratowany przez Martina Silenusa i poproszony o wykonanie serii niezwykle trudnych zadań. Głównym zadaniem jest uratowanie i ochrona córki Brawne Lamii (jednej z głównych bohaterek Hyperiona), Enei, mesjasza, który przybył z okresu tuż po wydarzeniach z pierwszych tomów, podróżując w czasie. Kościół katolicki stał się dominującą siłą w ludzkim wszechświecie i postrzega Eneę jako potencjalne zagrożenie dla swojej potęgi. Grupa złożona z Enei, Endymiona i A. Bettika (androida) unika sił Kościoła na kilku planetach, korzystając ze statku kosmicznego Konsula, kończąc historię na Ziemi.

Ostatnią powieścią z serii jest „Triumf Endymiona”, która tak jak „Upadek Hyperiona” dla tomu pierwszego, stanowi bezpośrednią kontynuację poprzedniej powieści. Książka ta kończy historię rozpoczętą w Endymionie, rozwijając wątki z „Endymiona”, gdy Raul i Enea walczą z Kościołem i spotykają swoje przeznaczenie.


PODSUMOWANIE

Czteroksiąg autorstwa Dana Simmonsa jest jedną z najciekawszych, ale też wymagających serii w historii science fiction. Jego atrakcyjność wynika w dużej mierze wynika z szerokiego wykorzystania odniesień i aluzji do szerokiego grona myślicieli, takich jak Teilhard de Chardin, John Muir, Norbert Wiener, a także do poezji Johna Keatsa, słynnego XIX-wiecznego angielskiego poety romantycznego, mitologii nordyckiej i mnicha Ummona. Simmons przyznaje, że wiele elementów technologicznych jest inspirowanych elementami książki „Out of Control: The New Biology of Machines, Social Systems, and the Economic World”.

Seria „Hyperion” zawiera wiele ech Jacka Vance’a, co zostało wyraźnie wspomniane w jednej z późniejszych książek.

Trudno nie zauważyć w tej serii szczególnie odniesień do twórczości Johna Keatsa. Tytuł pierwszej powieści, „Hyperion”, zaczerpnięty jest z jednego z wierszy przedwcześnie zmarłego poety, niedokończonego eposu „Hyperion”. Podobnie tytuł trzeciej powieści pochodzi z poematu Keatsa „Endymion”. Cytaty z autentycznych wierszy Keatsa i fikcyjnych pieśni Martina Silenusa są przeplatane w powieściach.  Simmons posuwa się tak daleko, że w serialu ważną rolę odgrywają dwie sztuczne reinkarnacje Johna Keatsa („cybrydy”: sztuczne inteligencje w ludzkich ciałach).


link: https://lubimyczytac.pl/cykl/795/hyperion

wtorek, 14 kwietnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Zapraszam was na kolejną muzyczną podróż w czasie, tym razem do lat 90, gdy na rynku płytowym ukazał się album grupy Olive „EXTRA VIRGIN”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Extra Virgin” jest debiutanckim albumem w dorobku zespołu Olive, a prace nad nim trwały od

Do 1994 roku trzy dema (które stały się „Miracle”, „Falling” i „You're Not Alone”) zostały nagrane w piwnicznym studiu Kelletta, po czym obaj rozpoczęli poszukiwania wokalisty. W tym czasie Kellett wyruszył w trasę jako klawiszowiec z The Durutti Column Vini Reilly'ego, z którym grał przez dekadę przed dołączeniem do Simply Red. Podczas odtwarzania na scenie wcześniej nagranych próbek klawiszowych, Kellett usłyszał sprzyjającą próbkę wokalną; głos należał do Ruth-Ann Boyle, która dostarczyła próbki do albumu The Durutti Column z 1994 roku, „Sex and Death”.

Kellett skontaktował się z Boyle'em w sprawie śpiewania dla zespołu; w tamtym czasie pracował w barze i choć rozczarowany wcześniejszymi doświadczeniami w śpiewaniu w zespołach, Boyle zgodził się. Po przesłuchaniu z „Miracle” ustalono członkostwo Boyle'a w zespole. Ukończenie trzech pierwszych demówek przyciągnęło zainteresowanie różnych brytyjskich wytwórni płytowych, a Olive podpisała kontrakt z wiodącą wytwórnią, RCA we wrześniu 1995 roku.

Proces pisania piosenek i nagrywania zakończył się ukończeniem ich pierwszego albumu w styczniu 1996 roku.


UTWORY PROMUJĄCE

Album zawiera singiel „Miracle” [nr 1] wydany w czerwcu 1996 roku, który znalazł się na 41 miejscu na brytyjskich listach przebojów, oraz „Outlaw” [nr 7], który uplasował się na 14. miejscu brytyjskich list przebojów. Jednak największy sukces odniosła kompozycja „You`re Not Alone” [nr 5], który pierwotnie osiągnął 42. miejsce na brytyjskiej liście przebojów w 1996 roku, a po ponownym wydaniu w 1997 roku osiągnął numer jeden.


PREMIERA I SUKCES

Album spotkał się z ciepłym przyjęciem ze strony krytyków. Jeremy Helligar z magazynu „People” napisał:


Rozgrzany, miodowy wokal Ruth-Ann Boyle równoważy lodowatość tytułów takich jak „Killing” i „Blood Red Tears”; jej głos pieści aranżacje jednocześnie delikatnie i niespokojnie. To intrygujące połączenie sprawia, że „Extra Virgin” to słodko-gorzka rozkosz”.


Jeśli chodzi o sprzedaże, tu bywało różnie. Na brytyjskich listach najchętniej kupowanych albumów, „Olive” zajęło 15 miejsce, co było najwyższym wynikiem jeśli chodzi o sprzedaż płyty. Na szkockich listach krążek zajął dopiero 58 miejsce, a na australijskich listach jeszcze niższe, bo 89, miejsce.


link: https://www.youtube.com/playlist?list=PL5enFP-g86aUr_ZsRkrsCKPKYFgEGW3QY

 
ZMARŁA MOYA BRENNAN,

WOKALISTKA IRLANDZKIEGO ZESPOŁU CLANNAD


Marcin Klimczuk.


Dotarła do nas smutna wiadomość ze świata muzyki rozrywkowej. W wieku 73 lat zmarła irlandzka piosenkarką Moya Brenna, wokalistka kultowej grupy muzycznej z lat 80 Clannad. Pochodziła z bardzo uzdolnionej muzycznie rodziny (w skład Clannad wchodzili jej bracia i siostry), a jedna z jej sióstr, Eithne Patricia Ni Bhraonáin, z czasem rozpoczęła karierę pod pseudonimem Enya. 

Niżej zamieszczam link z informacją o śmierci Moyi Brennan:

https://www.onet.pl/muzyka/onetmuzyka/nie-zyje-moya-brennan-jej-zespol-stworzyl-muzyke-do-serialu-robin-hood/5xmlfd4,681c1dfa

piątek, 3 kwietnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Cześć wszystkim. Macie ochotę na coś słodkiego? Wiem, że mamy okres Wielkiego Postu, w dodatku dziś przypada Wielki Piątek, i według chrześcijańskiej tradycji nie należy przesadzać w jedzeniu, ale najwyżej w okresie wielkanocnym będzie się z czego spowiadać. W poszukiwaniu idealnych słodkości i odstępstw między książką, a adaptacją, zapraszam do pewnego idyllicznego miasteczka z książkowej i filmowej „CZEKOLADY”. Zaczynamy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

  Lata 60 XX w. Do małej mieściny na francuskiej prowincji, gdzie czas się zatrzymał, przybywa tajemnicza młoda i piękna kobieta z córeczką. Mieszkańcy Lansquenet ze zdumieniem obserwują, jak Vianne z Anouk odnawiają starą piekarnię na rynku, by urządzić tam sklep z czekoladą. W dniu otwarcia właścicielka ofiarowuje zaglądającym do niej ciekawskim gatunek słodyczy, który każdy z nich lubi najbardziej, jak gdyby znała ich najskrytsze myśli i pragnienia. Czyżby ta dziwna kobieta była czarownicą? Dla wielu mieszkańców miasteczka przyjazd Vianne jest prawdziwym darem losu, ale są i tacy, którzy zrobią wszystko, by opuściła Lansquenet. Zbliża się Wielkanoc i Vianne zamierza urządzić dla dzieci „festiwal czekolady”, lecz jej wrogowie za wszelką cenę chcą jej w tym przeszkodzić...



RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM


PRZYBYCIE DO MIASTECZKA

  Podobnie jak książka, film zaczyna się od przybycia Vianne i jej córki Anouk „wraz z wiatrem zapustów” do miasteczka Lansquenet. W przeciwieństwie jednak do książki, w filmie narratorką jest Anouk, podczas gdy w książce narracja jest prowadzona z punktu widzenia Vianne. Inaczej bohaterki są też ubrane w chwili przybycia: Vianne ma na sobie pomarańczowy płaszcz, a Anouk: niebieski płaszcz. W filmie mają jednakowe, czerwone płaszcze. W przeciwieństwie też do filmu, towarzyszy im Pantoufle będący wyimaginowanym królikiem (w filmie jest wyimaginowanym kangurem). Obie zgodnie decydują się tutaj zostać, choć początki ich przeprowadzki - tak w książce jak i w filmie - nie należą do najprostszych. W filmie wiąże się to z nieufnością mieszkańców miasteczka, w książce: również z warunkami mieszkaniowymi. 

  W filmie też pierwszą osobą, którą Vianne poznaje nazajutrz rano jest burmistrz miasteczka, a nie ksiądz jak w książce. Tu, zresztą pojawia się kolejna różnica między książką, a filmem. W książce ksiądz ma na imię Francis Reynaud, w filmie: ojciec Henri; na dodatek to filmowy Reynaud  jest burmistrzem, który trzyma pod pantoflem ojca Henri’ego. Za to pierwszym klientem Vianne już po otwarciu cukierni z czekoladą 14 lutego jest Guillaume, właściciel psa imieniem Charly. Niedługo potem relacje Vianne z mieszkańcami ulegają ociepleniu, bohaterka zawiera również pierwsze znajomości, a jedyną osobą nieufną do niej jest Reynaud. W książce drugą osobą najbardziej wrogo nastawioną do Vianne jest Caroline Clairmond (filmowa sekretarka Reynauda), która w adaptacji też jest oschła, ale bardziej do swojej mamy, Armande Voizin, której nie pozwala spotykać się ze swoim synem.

  Książka, bardziej niż film, rozbudowuje relację Vianne i jej córki z całym miasteczkiem. Opisuje m.in. jak Anouk jest odbierana w szkole, co w filmie jest wspomniane tylko na chwilę. Adaptatorzy z kolei skupiają się głównie koczowniczym trybie życia bohaterek i z czego on wynika, a także jak Anouk namawia Vianne by opowiedziała jej historię przodków. Sama historia (opisana w siódmym rozdziale) zostaje bardzo dokładnie przedstawiona w filmie. Nazajutrz, w niedzielę, do sklepu Vianne nikt nie przychodzi tak jak zawsze, co bardzo niepokoi główną bohaterkę. Film pomija tą scenę, podobnie jak późniejsze spotkanie z Reynaudem wypominającym Vianne otwarcie sklepu w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu. I choć w trakcie tej samej rozmowy w książce nazywa ją nieopatrznie „madame”, na co Vianne upomina że jest (pomimo posiadania córki) „panienką” („mademoiselle”), to w filmie ma to miejsce już przy pierwszym ich spotkaniu. W obu przypadkach zbity z tropu Reynaud wpatruje się w Anouk. W odpowiedzi książkowy Reynaud wygłasza kazanie o wstrzemięźliwości w okresie Wielkiego Postu, w filmie (jako że jest burmistrzem) zleca takie kazanie ojcu Henri’emu. 


WOJNA Z REYNAUDEM

  Wkrótce w całym miasteczku zaczyna huczeć od plotek jakoby Vianne nie chodziła w ogóle do kościoła. W książce Vianne dowiaduje się tego od Josephine Muscat, która odwiedza ją w czwartek, 20 lutego. W filmie dowiaduje się tego od Armande Voizin, z którą utrzymuje przyjacielskie relacje od przyjazdu do miasteczku. W książce to od Josephine Vianne dowiaduje się jaką reputację w miasteczku ma Armande Voizin, w filmie dowiaduje się tego od Caroline Clairmond. Chwilę potem Josephine nagle wychodzi ze sklepu Vianne, do którego przychodzi jej wyjątkowo agresywny mąż, monsieur Muscat (i, przy okazji, wspólnik Reynauda), co Vianne wnioskuje po jego odpychającym zachowaniu. Następnie dowiadujemy się czegoś więcej o Armande Voizin, która odwiedza sklep Vianne i opowiada o swoim wnuku, którego uczyniła swoim spadkobiercą wbrew woli jego matki. Niedługo potem przychodzi do niej również Caroline, jednak nie po to by ją zbesztać, ale po to, by przestrzec przed nadpływającymi Cyganami. Późniejsze spotkanie z przywódcą Cyganów, niejakim Roux (granym w filmie przez Johnny’ego Deppa) inaczej wygląda w książce, a inaczej w filmie. W książce ma to miejsce w kawiarni monsieur Muscata, z której Cyganie zostają wyproszeni, podczas gdy w filmie ma to miejsce nad rzeką, którą Cyganie przypłynęli. Zgadza się natomiast to, że potem Vianne udaje się nad rzekę z Anouk by poznać bliżej Cyganów.

  Nazajutrz Vianne kontynuuje urządzanie sklepu z czekoladą i dzieli się z przyjaciółmi rodzinnymi historiami. Film pomija ciekawostkę, czemu na Wielkanoc dostaje się czekoladę, a jest to związane z rodzinną tradycją Vienne i jej przodków. Odwiedza ją Armande, której towarzyszy Luc czytający wiersze Rimbauda. To właśnie w tym momencie Vianne dowiaduje się, że oboje są uczuleni na czekoladę: Luc dostaje od nich pryszczy, a Armande, chorująca na cukrzycę, może nawet umrzeć. Pod koniec lutego do sklepu Vianne przychodzi również Roux, który oferuje jej pomoc w remoncie drzwi, na co bohaterka częstuje go czekoladą, niestety nietrafioną. Proponuje za to przyjęcie nad rzeką, na które zaproszona zostanie też Armande z wnukiem. Później całemu przyjęciu (w trakcie którego wywiązuje się romans Vianne i Roux) przyglądają się zarówno Caroline Clairmond (która, swoją drogą, właśnie wtedy w filmie dowiaduje się o potajemnych spotkaniach syna z babcią, podczas gdy w książce dowiaduje się tego od Reynauda) jak i Reynaud z monsieur Muscatem, któremu zleca by „coś zrobił z Cyganami”. Jeszcze tej samej nocy na barce Cyganów wybucha pożar, który w filmie zgadza się z opisem w książce (chociaż ten książkowy zostaje wzniecony dopiero w pierwszych dniach marca).

  Do tego czasu rozwija się relacja Luca z jego babcią, która zostaje na tym etapie historii została bardzo zmarginalizowana, m.in. w filmie nie pokazano jak rozwija się znajomość starszej pani z Guillaume. Film pomija również wątek ucieczki Charly’ego i decyzję o znalezieniu go przez Anouk i Vianne. Niedługo potem, po książkowym pożarze barki Cyganów i ich odejściu (pominiętym w filmie) w pierwszym tygodniu marca, okazuje się że pozostał tylko Roux skłócony z Cyganami. W międzyczasie, podobnie jak w filmie (choć tam znacznie wcześniej) Josephine zwierza się Vianne że odeszła od monsieur Muscata, który obwiniał ją o wszystko nawet o nieumiejętność trzymania i posługiwania się patelnią (co w filmie ironicznie zostało pokazane przez zdzielenie faceta w głowę i skomentowanie: „Że niby nie umiem posługiwać się patelnią?”). Po przybyciu do sklepu Vianne, kobieta oznajmia że wyjeżdża do Agen. W odpowiedzi Vianne proponuje Josephine, by zatrudniła się u niej w sklepie, gdzie mogłaby się poczuć bezpiecznie. Niedługo potem do sklepu Vianne przybywa też monsieur Muscat w poszukiwaniu żony, ale za pierwszym razem jej nie odnajduje, a za drugim zostaje wyproszony przez Vianne. Próbuje jeszcze je wyprosić na zewnątrz wieczorem, ale zarówno Vianne jak i Josephine ignorują go. W akcie desperacji, monsieur Muscat udaje się po pomoc do Reynauda, ale jego apele również na nic się zdają, zwłaszcza gdy do dyskusji włącza się przebywająca w sklepie Armande. 


PRZEMIANA W REYNAUDZIE

  Od czasu pożaru barki, książkowe relacje Vianne i Roux uległy zmianie, w przeciwieństwie do filmu gdzie oboje nadal mają się ku sobie. Film pomija również podejrzenia Josephine względem tego, kto mógł potencjalne podpalić barkę. Za to zarówno w książce jak i w filmie zapada decyzja o zorganizowaniu przyjęcia urodzinowego z okazji 80 urodzin Armande. Pomysłodawcą przyjęcia jest Luc nieświadomy cukrzycy babci. Następnego dnia, po nieuwzględnionym w filmie pogrzebie jednej z mieszkanek miasteczka, do Vianne przychodzi przerażony Roux przyznając się że chyba zabił Armande. W ostatniej chwili, zarówno w książce jak i w filmie, udaje się ją uratować - kobieta jedynie drzemała twardym snem. Okazuje się, że nie przyjęła insuliny. Armande przyznaje się do nieregularnego przyjmowania zastrzyku i nieprzestrzegania diety, ponieważ chciałaby cieszyć się życiem póki jeszcze może. Film pomija końcową rozmowę Armande z Caroline Clairmond, która przyjechała powiadomiona o poważnym stanie jej matki. Pomija również fakt, że stan zdrowia Armande pogarsza się tak bardzo, że niezależnie ile cukru by zjadła, i tak umrze. W podzięce za poinformowanie o stanie zdrowia Armande, Vianne oferuje Roux pomoc w remoncie sklepu; w filmie Roux oferuje to osobiście i to już pierwszego dnia pobytu Cyganów w Lansquenet.

  Tymczasem trwają nieprzerwanie przygotowania do przyjęcia urodzinowego Armande, w których trakcie, zarówno w książce jaj i w filmie, Josephine nie poznaje prawdy o zdrowiu solenizantki. W ferworze zajęć Vianne dowiaduje się o wydaleniu Anouk ze szkoły za rozgłaszanie pogańskich praktyk, które ona i jej matka wyznają. Film pomija scenę rozmowy Vianne z Roux na temat złego traktowania Josephine przez monsieur Muscata, a także decyzję Josephine o zabraniu swoich rzeczy z kawiarni jej byłego męża. Tymczasem zbliża się Niedziela Palmowa, w trakcie której dochodzi do dramatycznego ataku monsieur Muscata na Josephine, w wyniku czego mężczyzna zostaje wygnany przez Reynauda. W filmie także dochodzi do wygnania monsieura Muscata, przy czym 1) jest to efekt przyznania się do podpalenia barki (na czym Reynaudowi nie zależało), po drugie nie jest sprecyzowane, kiedy doszło do skruchy monsieura Muscata. Fakt faktem, mężczyzna już więcej w Lansquenet się nie pojawia. W przeddzień Wielkiego Piątku Vianne jest świadkiem jak Caroline Clairmond zabrania synowi spotykania się z babcią, co filmie też ma miejsce, choć nie na oczach Vianne.

  Tymczasem Luc postanawia potajemnie wybrać się na przyjęcie urodzinowe babci zorganizowane w czasie „festiwalu czekolady”. Sekwencja przyjęcia zostaje bardzo wiernie odtworzona w filmie, włącznie z fortelem Luca i podglądaniem przyjęcia przez Reynauda, który postanawia osobiście rozprawić się z Vianne. Niedługo po przyjęciu okazuje się, że Armande umarła (choć w książce nadal żyje), na skutek czego Vianne początkowo decyduje się opuścić Lansquenet (czego w filmie nie ma). W Niedzielę Wielkanocną Reynaud włamuje się do sklepu Vianne i zaczyna niszczyć czekoladowe figurki stojące na wystawie. W tym samym momencie jednak następuje „czekoladowy cud”: Reynaud rozsmakowuje się w czekoladzie do takiego stopnia, że niemal całą zjada, a nazajutrz, w Poniedziałek Wielkanocny, zostaje znaleziony śpiący na wystawie przez Vianne, która częstuje go musującym wapnem na niestrawność. W Reynaudzie następuje zmiana, choć w przeciwieństwie do filmu, decyduje się opuścić Lansquenet. W zakończeniu książki wychodzi na jaw, że Vianne spodziewa się dziecka, a ojcem jest najprawdopodobniej Roux, czego w filmie nie ma; tam, z kolei, dowiadujemy się że Cygan najbardziej lubi pitną czekoladę. 



To była moja analiza różnic między książką Joanne Harris „Czekolada”, a adaptacją z 2000 roku w reżyserii Lasse Hallströma. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nową analizą. Cześć.