piątek, 20 lutego 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Cześć wszystkim. Za oknem rozpościera się zimowy krajobraz, przyprószony śniegiem. Póki jeszcze można wpaść w nastrój adekwatny do trwającej pory roku, zapraszam na moją analizę książki Jacka Londona „BIAŁY KIEŁ” i filmu Randalla Kleisera z Klausem Marią Brandauerem oraz Ethanem Hawkiem. Zaczynamy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

Tytułowy Biały Kieł to mieszaniec: w 1/3 pies, w 3/4 wilk. Po stracie swojej wilczej matki, trafia pod opiekę Indian, którym służy jako pies pociągowy, zawsze jednak nieco na uboczu, bo pozostałe psy wyczuwały w nim dzikie, wilcze, pochodzenie. Tak Biały Kieł nauczył się życia w samotności. Kiedy trafił do nowego pana, okrutnego Pięknisia Smitha, musiał nauczyć się jeszcze czegoś: nienawiści i trudnej sztuki walki o przetrwanie...



RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM


Podstawowa różnica polega na prezentacji głównego bohatera opowieści. W książce Londona na wydarzenia patrzymy oczami Białego Kła i jego rodziców. W filmie Randalla Kleisera centralną postacią jest z kolei młody traper Jack Conroy, który w filmie został bardziej rozbudowany względem swojego książkowego odpowiednika, noszącego inne imię. Poza tym niektóre drugoplanowe postaci ludzkie w filmie są zlepkiem kilku postaci ludzkich z książki.


CZĘŚĆ 1. PRZEPRAWA PRZEZ GŁUSZĘ

  Film rozpoczyna się od przybycia Jacka Conroya (w książce nosi imię Weedon Scott i pojawia się znacznie później), syna dawnego trapera i poszukiwacza skarbów. Po przybyciu do Klondike wynajmuje po krótkiej dyskusji sanie pociągowe należące do dwóch starszych traperów: Alexa Larsona i tzw Śmierdziela. Książka od razu wrzuca nas do wątku przeprawy przez głuszę, którą odbywają Henry (będący częściowo odpowiednikiem filmowego Larsona) i Bill (odpowiednik filmowego Śmierdziela). 

  Sama przeprawa została ukazana bardzo dokładnie, tak jak w powieści Londona (włącznie z aferą związaną z liczbą psów pociągowych oraz z atakiem watahy), i jedyne odstępstwa obracają się wokół filmowej postaci Jacka Conroya (jego zamiłowanie do książek, przygoda na zamarzniętym jeziorze itd). Jedynie cel przeprawy jest inny: o ile w książce chodzi o dostarczenie zwłok starego trapera do pobliskiego fortu, o tyle w filmie chodzi o pochowanie starego trapera nieopodal jego dawnego obozowiska.


CZĘŚĆ 2. PRZYGODY WILCZKA

  W filmie Biały Kieł jest już młodym wilczkiem, podczas gdy dalsza część powieści Londona zaczyna się jeszcze przed jego narodzinami, od zalotów przyszłego ojca Kła, Jednookiego (psa z zaprzęgu Henry’ego i Billa), do jego matki, młodej wilczycy Kirche. Nie uświadczymy zatem w filmie sekwencji walki dwóch psich samców o wilczą samiczkę, ani poszukiwań groty, w której później przyjdzie na świat Biały Kieł wraz ze swoim rudawym rodzeństwem (sam Biały Kieł jako jedyny rodzi się szarawy, przez co staje się obiektem wykluczenia przez swoje rodzeństwo).

  W filmie po odbytej nagonce na psi zaprzęg, w wyniku którego zginął Śmierdziel, ledwo żywa wilczyca wraca do norki, w której czeka na nią malutki Biały Kieł, i tam zdycha pozostawiając szczeniaka samego sobie (klasyczny zabieg w filmach z wytwórni Disneya). Niedługo potem wilczek zaczyna się włóczyć po okolicy, wpada m.in. do lodowej groty, a następnie dostaje się w zastawione sidła. W książce wilczek także przeżywa przygodę w lodowej grocie, ale jeszcze za życia swojej wilczej mamy (poza tym London na tym etapie historii nic nie pisze, co przytrafiło się Kirche). Po wpadnięciu w sidła, wilczek zostaje przygarnięty przez Indianina Szarego Bobra, który od śnieżno białych kłów zwierzaka nadaje mu imię Biały Kieł.


CZĘŚĆ 3. BIAŁY KIEŁ I JEGO WŁAŚCICIELE

  Od tego momentu w filmie losy Białego Kła i filmowego Jacka Conroya raz po raz się zazębiają, podczas gdy w książce wątek wilczka prowadzony jest indywidualnie. Podobnie jak w książce, w filmie Biały Kieł służy Indianom za psa zaprzęgowego. Jednak w przeciwieństwie do filmu, Szary Bóbr jest dla wilczura panem tyleż surowym, co sprawiedliwym: jeśli go karci, to tylko wtedy gdy zachodzi taka potrzeba (głównie za liczne ucieczki z wioski Indian, czego w filmie też nie ma ani słowa). W filmie czegoś takiego nie ma, ponieważ szefostwo wytwórni Disneya nie zamierzało sprzedawać dzieciom przekonania, że można być surowym w sprawiedliwy sposób. 

  Biały Kieł staje się własnością Szarego Bobra do momentu, gdy pojawia się drugi właściciel - Piękniś Smith, organizator nielegalnych psich walk. I jednocześnie człowiek o wiele bardziej surowszy od Szarego Bobra, który - jak już ująłem - bywał surowy, ale zawsze sprawiedliwy. W adaptacji poniekąd złagodzono surowy charakter nawet Pięknisia Smitha (choć uczyniono z niego naczelnego antagonistę filmu), sprowadzając go do niedokarmiania Białego Kła, podczas gdy u Londona potrafił nawet podnieść rękę na wilczura. Jednym z przejawów książkowej surowości Pięknisia Smitha jest sposób w jaki „nabył” Białego Kła: przekupił Indianina butelką whisky, wpędzając go w alkoholizm. W filmie z kolei napuścił na Białego Kła swego buldoga, po czym probował wmówić wszystkim, że wilczur jest niebezpieczny. By go udobruchać, Szary Bóbr zgadza się odsprzedać mu Kła. Różnicą jest też to, że w książce Biały Kieł próbuje wrócić do Szarego Bobra (wszak Indian wpoił mu posłuszeństwo), a w filmie czegoś takiego nie ma.

  Zgadza się poniekąd to, że będąc pod pieczą Pięknisia Biały Kieł zamienił się w maszynę do zabijania, stał się szatanem (jak to ujął London). W filmie objawia się to tym, że Biały Kieł zawsze wygrywa psie walki, niemal zagryzając swoich przeciwników. Chociaż potem zostaje potwierdzona ogólna nienawiść wilczura do wszystkich istot żywych, w filmie za bardzo tego nie widać - właściwie tylko w odniesieniu do ludzi, kojarzących mu się z agresją i złym traktowaniem. Do tego stopnia, że widok kija trzymanego w ręce napawał go przerażeniem.

  Przełomem w życiu Białego Kła, zarówno w książce jak i w filmie, staje się walka z buldogiem imieniem Cheerokee. Walka jest tak bardzo zacięta, że dla wilczura kończy się niemalże śmiercią (w tej też jedynej scenie w filmie pokazano, że Piękniś Smith posuwa się do bicia Kła). W porę jednak pojawia się jego przyszły trzeci właściciel: w książce jest to, rzecz jasna traper Weedon Scott, któremu towarzyszy inny traper, Matt. W filmie są to Jack Conroy i Alex Larson, którzy zabierają ze sobą na wpół żywego Białego Kła. Opieka nad wilczurem w filmie zgadza się z tym, co opisał w książce London: Biały Kieł jest tak straumatyzowany surowym traktowaniem przez Pięknisia Smitha, że początkowo nie ufa nawet dwóm traperom (do tego stopnia, że pozostawiony sam w ich chatce, robi w niej małą demolkę). Co ciekawe, o ile w książce to Scott (a co za tym idzie, filmowy Conroy) początkowo uważa, że nie da się oswoić Białego Kła, o tyle w filmie tego zdania jest Alex Larson (a więc książkowy Matt, który w książce jest bardziej optymistycznie nastawiony do oswajania Kła). Sytuacja ulega zmianie, kiedy Piękniś Smith - podobnie jak w filmie - próbuje odzyskać wilczura, ale mu się to nie udaje.

  Niedługo potem zapada decyzja, by Weedon wrócił do Kalifornii. Postanawia zabrać ze sobą Białego Kła, który nie chce zostawać z Mattem w Klondike. Pobyt wilczura w Kalifornii okazuje się mało komfortowy, podpada też suczce imieniem Collie, jednak zyskuje z czasem uznanie po odparciu napadu włamywacza (którego cechy w filmie przyjął też Piękniś Smith) na kalifornijski dom Weedona. Zyskuje też sympatię u Collie, z którą dochowuje się ślicznych szczeniąt. A jak to wyglądało w filmie? Po odstawieniu Pięknisia Smitha, Jack i Larson decydują się wrócić do Kalifornii, gdzie mają otworzyć hotel. Warunek musi być tylko jeden: nie mogą zabrać ze sobą Białego Kła. Jack porzuca wilczura i wyrusza w drogę powrotną. Wchodząc na trap decyduje się jednak zostać w Klondike. Przybywa z powrotem do chatki swojego ojca, którą odremontowuje i spotyka z powrotem Białego Kła. 



To była moja analiza powieści Jacka Londona „Biały Kieł” i filmu Randalla Kleisera. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za dwa tygodnie z nowym omówieniem. Cześć.

czwartek, 19 lutego 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Niniejszy ranking będzie przestrogą przed rozwijającą się i bijącą rekordy popularności SZTUCZNĄ INTELIGENCJĄ. Jeszcze zanim ktokolwiek pomyślał, że coś takiego mogłoby się kiedyś pojawić, filmowcy na wszelkie sposoby próbowali nas przed nią OSTRZEC. Komu udało się to najlepiej? Zaczynamy.


8, „Ona”, reż. Spike Jonze

Zaczynamy od filmu, który już przedstawia naszą szarą codzienność. W końcu każdy chciałby „pogadać z kimś (sztucznie) inteligentnym”, jak mówi porzekadło? Sytuacje gdy ludzie oddają się konwersacji z A.I. (nawet przemawiającą głosem Scarlett Johansson), zamiast po prostu z kimś się umówić, to już niemal chleb powszedni. Zwłaszcza gdy wydaje się, że A.I. lepiej nas rozumie od rzeczywistych bliskich, a my – co jest tym bardziej przerażające - nie zauważamy jak bardzo się w tej znajomości zatracamy. Gdy tylko udostępnię ten post na blogu, pomyśleć o swoich realnych przyjaciołach i w końcu z którymś się skontaktuję.

Co może być gorszego od sztucznie wygenerowanej osoby? Prawdziwa postać, której osobowość przeniesiono do wirtualnej rzeczywistości. I to nic, że A.I. ma tutaj osobowość Johnny`ego Deppa.

7, „Transcendencja”, reż. Wally Pfister

W dniu premiery reżyserski debiut Wally`ego Pfistera, operatora Christophera Nolana, nie spotkał się z uznaniem krytyków, a dogorywający w obliczu domniemanego skandalu Depp tylko krytykę zaognił. Teraz – po zaledwie dekadzie od premiery – można dostrzec potencjał jaki tkwił w opowiadanej historii. Will Caster zajmujący się badaniem A.I., po ataku antytechnologicznej grupy, zostaje przyłączony do komputera, która zmienia jego osobowość. Jaki z tego płynie morał? Gdy ktoś umiera i chce się zachować umysł denata, lepiej po prostu zachować jego poglądy niż kombinować ze sztucznym wszczepianiem.

Sztuczna inteligencja może sprawić, że człowiek nie tylko nie odróżni sztucznej osoby od prawdziwej, ale nawet sztucznego świata od prawdziwego. Ostrzegano przed tym już w 1999 roku.

6, „Matrix”, reż. Wachowscy

Kultowy „Matrix” to nie tylko popkulturowa żonglerka z klasyków cyberpunku pokroju książek Williama Gibsona czy anime „Ghost in the Shell”. Ponura wizja Wachowskich obrazuje nam wizję przyszłości, w której maszyny przejęły kontrolę nad ludzkością. W filmie wręcz pada stwierdzenie, że w tym świecie A.I. zostało stworzone, a iluzję ciężko odróżnić od naszego świata. Choć ten filmowy świat nie jest naszym światem, potraktujmy całą produkcję jako przestrogę przed dominacją współczesnej technologii. W końcu sztuczna inteligencja czyha gdzieś za rogiem.

Nawet w obrazkowych historiach i ich adaptacjach podejmowano próbę ostrzegania przed rozwojem A.I. Czym innym był Ultron, z którym mierzyli się Avengersi.

5, „Avengers: Czas Ultrona”, reż. Joss Whedon

Tony`emu Starkowi można wybaczyć niemal wszystko (zwłaszcza gdy gra go ktoś taki jak Robert Downey jr), trudno mu jednak darować powołania do życia Ultrona. A przecież już klasyczny „Frankenstein” ostrzegał czytelników (a jej adaptacje widzów), by nie bawić się w Boga. Zbuntowana sztuczna inteligencja – zwłaszcza przemawiająca złowieszczym głosem Jamesa Spade`a - wywyższająca się nad całą ludzkością to chyba ostatnia rzecz jaka mogłaby się przyśnić w najgorszych koszmarach. Walka z nią to (pomijając późniejsze starcie z Thanosem) najtrudniejsze zadanie, przed którym stanęli Avengersi.

Chyba jedynym sposobem na A.I. jest postawienie przed nią tak trudnego zadania, by serwery w niej umieszczone dosłownie się przegrzały. Jak uporał się z tym bohater „Gier wojennych” Johna Badhama.

4, „Gry wojenne”, reż. John Badham

Co może być gorszego od sztucznej inteligencji wywyższającej się nad ludzkością? Tylko sztuczna inteligencja dążąca do wybuchu III wojny światowej. Nawet jeśli kolejny konflikt międzynarodowy nie wybuchnie z ludzkiej głupoty, sprawę załatwi komputer (poczekajcie, zresztą, na miejsce drugie…). Chyba, że jakiś geniusz matematyczny postawi przed nim pozorne zadanie wygrania w kółko i krzyżyk. John Badham nie raz ostrzegał przed rozwojem A.I., jednak o ile w „Krótkim spięciu” temat ujął w komediowym anturażu, to tu postawił widzów i bohaterów w trudnej sytuacji.

Podium otwiera najstarszy w tym rankingu, pochodzący jeszcze z czasów sprzed Internetu, film: „Metropolis” Fritza Langa.

3, „Metropolis”, reż. Fritz Lang

Już ponad sto lat temu filmowcy ostrzegali ludzkość przed rozwijającą się technologią i dominacją sztucznej inteligencji. Arcydzieło Langa wyraźnie wyprzedzało swoją epokę, chociaż u podstaw przedstawiał dystopijną wizję miasta przyszłości pełnego wysokich blokowisk i wyzyskiwanych mieszkańców. Kulminacyjny w filmie moment stworzenia robota o cechach uprowadzonej głównej bohaterki, choć inspirowany „Frankensteinem”, ma jednak znamiona ostrzeżenia przed tym, co miało faktycznie nadejść niemal za sto lat. Nie trudno w tym tworze zauważyć elementów typowych dla ekranowych cyborgów.

A cyborgi, jak wiadomo z historii SF, mogą w każdej chwili wszcząć rewoltę. Doskonale to ujęto w serii „Terminator”.

2, „Terminator”, reż. James Cameron

To, co w serii Camerona było, jest i będzie fikcją, to cyborgi przybywające z przyszłości, by nas zabić. Inaczej ma się sprawa z maszynami wojskowymi. Chociaż na przestrzeni lat James Cameron utracił prawa do „Terminatora”, jeszcze w trzeciej w reżyserii Jonathana Mostowa udało się w przemyślany sposób wpleść metaforę potencjalnego „buntu maszyn”. Sami przyznajcie, czym innym jest system Skynet, na którego zniszczeniu zależy Sarze Connor w drugiej części i jej synowi w trójce? I chociaż seria zaliczyła spadek, Cameron wciąż myśli o jej odrodzeniu. Zwłaszcza w dobie rozwijającej się A.I.

Bunty maszyn to klasyczny motyw w fantastyce naukowej, nawet sugerującej pojawienie się sztucznej inteligencji. Nikt jednak lepiej jej nie wykorzystał, niż Stanley Kubrick w „2001: Odysei kosmicznej”.

1, „2001: Odyseja kosmiczna”, reż. Stanley Kubrick

Jeśli rozmowy ze sztuczną inteligencją przedstawione w filmie Spike`a Jonzego obrazują już naszą szarą codzienność, to Stanley Kubrick ostrzegał przed tym już kilkadziesiąt lat wcześniej. Wszak mamy tutaj widekonferencje, oglądanie filmów na tabletach, a także wszechobecną cyfrową inwigilację (czyż główny komputer nie zachowuje się czasem jak typowy stalker?). Kubrick jako pierwszy (no, dobra, z małą pomocą pisarza Arthura C. Clarke`a) ostrzegał nas przed buntem maszyn. Strach pomyśleć, które z nich mogłyby mieć osobowość HALA 9000. Miejmy to na uwadze, gdy będziemy się stykać z A.I.


To była moja lista filmów ostrzegających nas przed sztuczną inteligencją. Które tytuły wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

środa, 18 lutego 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKOSPEKTYWA”


Cześć wszystkim. Zapraszam do kolejnego odcinka cyklu „Książkospektywa”, w której zapoznamy się z kolejną trylogią, tym razem autorstwa Miki Waltariego, znanej polskim czytelnikom jako „TRYLOGIA RZYMSKA”. Zaczynamy.


KILKA SŁÓW O SERII

  Styl literacki Waltariego charakteryzuje się połączeniem trzeźwości, melancholii i subtelnego humoru. Jego twórczość charakteryzuje się pozornie prostym, nieupiększającym językiem, unikającym ozdobników, co właśnie dzięki temu jest tym bardziej skuteczne. Powracającymi tematami są losowość ludzkiej egzystencji i kwestia wiedzy religijnej.

  To wszystko da się wyczuć w „Trylogii Rzymskiej” Miki Waltariego, pisanej w pierwszej połowie lat 60. Było to jego ostatnie dzieło, które pierwotnie zostało wydane w dwóch tomach. Oba opowiadają o początkach chrześcijaństw z perspektywy Rzymianina, który zapoznawszy się z nauką Jezusa, stopniowo nawraca się na wiarę chrześcijańską. 

  Jako członek Akademii Nauk i Literatury, wspierał młodszych pisarzy. Zajmował się również ponownym wydawaniem i redagowaniem swoich wczesnych dzieł oraz udzielał długich wywiadów Ritvie Haavikko, które zostały opublikowane w formie książki.


OMÓWIENIE TOMÓW

  Z uwagi na późniejsze wydania, także jednotomowe, omawiany cykl będę nazywał „Trylogią Rzymską”, chociaż jak już nadmieniłem, Waltari wydał ten cykl w dwóch, a nie w trzech tomach.

  Pierwszym tomem trylogii jest powieść epistolarna „Tajemnica Królestwa”. Główny bohater, Marek Mezencjusz Manilianus, obywatel rzymski, przybywa do Aleksandrii, gdzie zaczyna badać zawarte w świętych księgach przepowiednie i proroctwa różnych ludów cesarstwa. Za najbardziej intrygującą uznaje żydowską zapowiedź nadejścia odkupiciela i zbudowania Królestwa. Wyrusza w końcu do Jerozolimy i trafia na chwilę, gdy ukrzyżowany zostaje Jezus Nazarejski. Coraz bardziej zaciekawiony Marek rozpoczyna wędrówkę jego śladami...

  W tym miejscu zaznaczę, że w pierwszych wydaniach polskich tom drugi i trzeci pierwotnie były publikowane w jednym wydaniu jako „Wrogowie rodzaju ludzkiego”. Z tego też powodu „Trylogia Rzymska” Waltariego bywa nazywana dylogią. 

  Drugi tom cyklu nosi tytuł „Rzymianina Minutus”. Po szesnastu latach spędzonych w Damaszku i Antiochii Marek Mezencjusz Manilianus - świadek ukrzyżowania Jezusa z Nazaretu, jeden z pierwszych wyznawców chrześcijaństwa - postanawia wrócić do Rzymu ze swoim dorastającym synem Minutusem. Przybywają tam w okresie, gdy na polecenie cesarza Klaudiusza trwają przygotowania do jubileuszu osiemsetlecia założenia miasta...

  Wreszcie trzeci tom trylogii zatytułowany jest „Mój syn, Juliusz”. Znany z poprzedniej części Minutus jest tutaj senatorem, a jego oczami obserwujemy losy jego syna, Juliusza. W tle, z kolei, obserwujemy bezwzględne rządy Nerona i następnych cesarzy aż do okrutnych czasów cesarza Domicjana. Minutus zmienia bieg historii, z kolei w życiu prywatnym na jego losy wpływają związki z chrześcijanami.


PODSUMOWANIE

  Cykl Waltariego to barwna i wciągająca historia nie tylko początków chrześcijaństwa na ziemiach rzymskich (temat tym bardziej nam bliski, jeśli przypomni się „Quo vadis?” Sienkiewicza), ale też opowieść o zderzeniu dwóch różnych religii. Waltari, niczym niestrudzony erudyta, powołał się na materiały źródłowe w postaci kronik antycznych historyków i tekstów analizujących ewangelie. W ten sposób tworzy jedną z najciekawszych historii inspirowanych początkami chrześcijaństwa u schyłku czasów antycznych.


link: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/220259/trylogia-rzymska 

wtorek, 17 lutego 2026


C
ykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Dziś ostatni dzień karnawału, a ponieważ niedawno były również Walentynki, w tym odcinku „Muzycznej podróży w czasie” weźmiemy na tapet płytę w równym stopniu taneczną jak i romantyczną. Zadba o to Samantha Fox z albumem o jakże wymownym tytule „TOUCH ME”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Samantha Fox próbowała rozpocząć karierę muzyczną w 1983 roku. Jej pierwszy singiel, wydany przez wytwórnię SFX, był coverem utworu Lesley Jayne z 1981 roku „Rocking with My Radio”, wydanym wcześniej przez wytwórnię Lamborghini Records. Został wyprodukowany przez Raya Fenwicka, członka Ian Gillan Band i Spencer Davis Group, który napisał również „My Old Man”. Fox kontynuowała współpracę z Fenwickiem, wydając w 1984 roku pod własnym nazwiskiem drugi singiel „Aim to Win”. Żaden z tych singli nie odniósł sukcesu. Fox później powiedziała, że „[Lamborghini Records] nie miało wtedy o tym pojęcia, ja też nie”, ale dodała, że doświadczenie występów na żywo pomogło jej w późniejszej karierze muzycznej. Utwory z jej wczesnych singli Lamborghini Records zostały dołączone jako utwory bonusowe do reedycji deluxe jej albumu „Touch Me” z 2012 roku .

W 1986 roku Samantha Fox została zaproszona na otwarte przesłuchanie do Jive Records szukającego wówczas „brytyjskiej odpowiedniczki Madonny” do nagrania utworu „Touch Me (I Want Your Body)”. Wydana jako singiel w marcu 1986 roku, piosenka stała się natychmiastowym hitem, docierając do pierwszej dziesiątki w Europie i zajmując pierwsze miejsca na listach przebojów w wielu krajach. W Wielkiej Brytanii piosenka osiągnęła 3. miejsce na listach przebojów, a w USA osiągnęła 4. miejsce na liście Billboard Hot 100. Jej drugi singiel, „Do Ya Do Ya (Wanna Please Me)”, również dotarł do pierwszej dziesiątki w Wielkiej Brytanii. Jive Records zaoferowało jej kontrakt na pięć albumów.


UTWORY PROMUJĄCE

Płyta była promowana przez cztery utwory, a wszystkie zostały wydane w przeciągu całego 1986 roku. Pierwszym singiel był tytułowy utwór [nr 1], który miał swą premierę 10 marca. Po czterech miesiącach, 16 czerwca, ukazał się drugi singiel promujący pod równie prowokującym tytułem „Do Ya Do Ya (Wanna Please Me)” [nr 6]. Dwa miesiące później, w sierpniu, premierę miał trzeci utwór promujący, „Hold on Tide” [nr 5], który cieszył się mniejszą popularnością. Sukces powtórzył za to ostatni singiel promujący album, „I`m All You Need” [nr 2].


PREMIERA I SUKCES

Debiutancki album Samanthy Fox, osiągnął 17. miejsce na listach przebojów w Wielkiej Brytanii i znalazł się na listach przebojów w całej Europie, osiągając numer jeden w Finlandii. Album spotkał się ze zróżnicowanymi recenzjami krytyków, jednak Fox odrzuciła tę krytykę, twierdząc, że krytycy muzyczni notorycznie nie pochwalają atrakcyjnych artystów; nazwała krytyczki „zwykłymi, nudnymi kobietami bez żadnego seksapilu” i stwierdziła, że krytycy „wyglądają jak Elvis Costello”.

Album uzyskał status srebrnej płyty przyznany przez Brytyjski Przemysł Fonograficzny i złotej płyty przyznanej przez Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Nagraniowego. Autorem zdjęcia na okładce jest Derek Ridgers.

25 lipca 2012 r. wytwórnia płytowa Cherry Red Records wydała specjalne, dwupłytowe, luksusowe wznowienie albumu „Touch Me”. Zestaw, skomponowany z osobistym udziałem wytwórni Fox, zawiera obszerną broszurę, dwustronną okładkę, nowe zdjęcia, w pełni ilustrowaną dyskografię i dane dotyczące nagrań, pełne teksty piosenek oraz nowe notatki na okładce, napisane specjalnie na potrzeby tego wydania.

W oparciu o współczesne recenzje Sylvie Simmons z Kerrang! stwierdziła, że album jest „trochę mieszanką”, zauważając, że „różne style, różni producenci, a w 99% obaj są żenujący”, i podsumowując, że „na tym albumie z pewnością nie ma zbyt wiele pasji — jest lepszy, niż się spodziewałam, choć gorszy, niż miałam nadzieję”.


link: https://youtu.be/NNHn2psPl2Y?si=PzjYlIokht9_6Ebn

poniedziałek, 16 lutego 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAD POPKULTURY”


KEANU REEVES : W POSZUKIWANIU SWOJEGO MIEJSCA I DUCHOWOŚCI


Cześć wszystkim. W tym odcinku poniedziałkowego cyklu prześledzimy sylwetkę i karierę Keanu Reevesa. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ 

Reeves urodził się 2 września 1964 roku w Bejrucie jako syn geologa Samuela Nowlina Reevesa Jr., Amerykanina pochodzenia chińsko-hawajskiego i europejskiego) i Patricii Taylor, Angielki, która była stylistką i projektantką kostiumów dla takich artystów jak Alice Cooper i Dolly Parton. Kiedy małżeństwo jego rodziców zakończyło się rozwodem, jego matka przeprowadziła się z Keanu do Nowego Jorku. W 1969 roku jego matka wyszła ponownie za mąż za Paula Aarona, reżysera broadwayowskiego, a następnie przeprowadziła się z dziećmi do Toronto w Kanadzie, gdzie uzyskała obywatelstwo. Małżeństwo trwało zaledwie rok. Wyszła za mąż jeszcze dwa razy: za promotora rockowego Roberta Millera, z którym ma córkę, Karinę Miller (urodzoną w 1976 roku), a następnie za właściciela salonu fryzjerskiego Jacka Bonda. 

W wieku dziewięciu lat wystąpił w produkcji George'a Abbotta Damn Yankees. W Kanadzie uczęszczał do Jesse Ketchum Public School, a następnie do De La Salle College. Cierpi na dysleksję. Jako nastolatek grał w hokeja na bramce i zyskał przydomek „The Wall” (Mur), a także był członkiem drużyny szachowej. Kontynuował naukę w Etobicoke School of the Arts w Ontario. Z trudem przystosował się do szkoły – chociaż jego oceny były przeciętne, miał trudności z rówieśnikami i nauczycielami. W 1981 roku, w wieku 17 lat, rzucił szkołę. Dorabiał jako ogrodnik, ostrzył łyżwy i był szefem kuchni w restauracji Patissima.


KARIERA

Pierwsze filmy, w których Reeves grał w latach 80, nie odnosiły zbyt wielkiego sukcesu. Na uwagę zasługuje co najwyżej „YOUNGBLOOD”. Pierwszy wielki sukces przypadł dopiero na końcówkę lat 80, kiedy Reeves zagrał w „NIEBEZPIECZNYCH ZWIĄZKACH” Stephena Frearsa na motywach powieści epistolarnej Pierce’a Chodeclosa de Laclosa. Trzy lata później Reeves zagrał w filmie akcji Kathryn Bigelow „NA FALI”, a potem w horrorze Francisa Forda Coppoli „BRAM STPKER’S DRACULA”.

Choć Jonathana Harkera aktor zagrał - delikatnie mówiąc - słabo, dekada lat 90 była pasmem sukcesów Reevesa. Po roli w „MOIM WŁASNYM IDAHO” Gusa van Santa i „WIELE HAŁASU O NIC” Kennetha Branagha, aktor wystąpił w „MAŁYM BUDDZIE” Bertolluciego, po roli w którym zainteresował się wschodnią medytacją. Jednak największym sukcesem w pierwszej połowie lat 90 była rola w filmie sensacyjnym „SPEED: NIEBEZIECZNA PRĘDKOŚĆ” Jana de Bonta, po której aktor zagrał w filmie SF „Johnny Mnemonic” na motywach prozy Williama Gibsona. 

Druga połowa lat 90 już tak owocna w sukcesy nie była. Zarówno „Adwokat diabła” jak i „Reakcja łańcuchowa” spotkały się z chłodnym przyjęciem. Odrodzenie Reevesa przyszło wraz z rolą Neo (proponowaną zrazu Willowi Smithowi) w „MATRIKSIE” Wachowskich. Reeves powtórzył ją w kolejnych częściach: „MATRIX: REAKTYWACJI” oraz „MATRIX: REWOLUCJACH”. Role z lat 2000 nie cieszyły się jednak zbyt dużym uznaniem: tak w „Constantine” jak i w ckliwym „Domu nad jeziorem” czy w chybionym remake’u „Dnia, w którym stanęła Ziemia”. 


STYL

Styl aktorski Keanu Reevesa jest często określany jako minimalistyczny, oszczędny w środkach wyrazu, a jednocześnie niezwykle fizyczny i szczery. Aktor unika ekspresyjnej gry, skupiając się na subtelnych zmianach w postawie, spojrzeniu i sposobie poruszania się, co czyni go idealnym do ról bohaterów "milczących", tajemniczych lub zdystansowanych (Neo w „Matrixie”, John Wick). 


PÓŹNIEJSZE FILMY

Kolejne odrodzenie Keanu Reevesa nastąpiło wraz z przyjęciem roli w serii „JOHN WICK”. Choć pierwsza część cechowała się absurdalnym punktem wyjściowym (główny bohater mścił się za śmierć psa), dalsze części były już bardziej dopracowane. 

Dzięki roli Johna Wicka reputacja Keanu Reevesa wyraźnie się odnowiła. Tym bardziej, że Reeves od początku szukał swojego miejsca w kinie i stąd różny dobór jego ról (np po roli w „Małym Buddzie” przez moment interesował się kulturą i religią wschodu). Samego siebie zawsze postrzegał jako zamkniętego w sobie introwertyka. Wiele osób uważa jednak, że Reeves zaczął szukać swojej duchowości i sensu życia, gdy przeżył załamanie po tragicznej śmierci swojej siostry. Aktor był z nią bowiem bardzo związany. Wydaje się jednak, że teraz aktor wyszedł na prostą. Tym bardziej warto będzie czekać na jego kolejne rolę, niezależnie jakie by miały być.


Zwłaszcza, że Keanu Reevesa warto docenić za jego oszczędność i minimalizm w grze aktorskiej. Dzięki temu minimalizmowi zyskał rzesze oddanych fanów. 


link: https://www.filmweb.pl/person/Keanu+Reeves-87/filmography

 

ZMARŁ ROBERT DUVALL,

SŁYNNY PPŁK. KILGORE Z "CZASU APOKALIPSY"

I TOM HAGEN W "OJCU CHRZESTNYM 2".


Marcin Klimczuk.


Dotarła do nas kolejna smutna wiadomość ze świata kina, tym razem zagranicznego. Zmarł Robert Duvall, gwiazda filmów Francisa Forda Coppoli, niezapomniany ppłk Kilgore z "Czasu apokalipsy" oraz Tom Hagen z "Ojca chrzestnego 2" tego samego reżysera. Duvall pozostawił po sobie także inne znane role, występował m.in. u Tony`ego Scotta ("Szybki jak błyskawica"), George`a Lucasa ("THX 1138"), czy Sidneya Lumeta ("W sieci"). Wystąpił też w adaptacji głośnej powieści Larry’ego McMurty’ego „Na południe od Brazos”. 

Niżej zamieszczam link z informacją o śmierci Roberta Duvalla:

https://www.filmweb.pl/news/Robert+Duvall+nie+%C5%BCyje.+Aktor+znany+z+%22Czasu+apokalipsy%22+i+%22Ojca+chrzestnego%22+mia%C5%82+95+lat-143231

sobota, 14 lutego 2026

 


Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. Tydzień temu było o złamanym sercu, a dziś ku pokrzepieniu serc przedstawię historię piosenki opowiadającej o prawdziwej miłości. Specjalnie dla was przeanalizuję piosenkę Marii McKee „SHOW ME HEAVEN”. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU

Show Me Heaven” napisany przez Erica Rachnsa i Jaya Rifkina na potrzeby filmu „Szybki jak błyskawica”, pierwotnie miał nosić tytuł „Secret Fire”. Kiedy szefowie wytwórni Geffen Records skontaktowali się z Marią McKee w nadziei, że nagra piosenkę, piosenkarka odrzuciła ten pomysł, ale wytwórnia nalegała, by wysłać jej demo do rozpatrzenia. Po przesłuchaniu próbki muzycznej, McKee uznała tekst za „przerażający”.

Rok potem tak opowiadała w wywiadzie przeprowadzonym przez Simona Mayo:

Podobała mi się melodia, ale powiedziałam, że zrobię to tylko wtedy, gdy będę mogła zmienić tekst”.

Żądanie McKee zostało początkowo odrzucone, ale później otrzymała pozwolenie na przepisanie tekstu.


ANALIZA

Trudno się dziwić McKee, że początkowo była przerażona tekstem piosenki i wymusiła na producentach zmiany w tekście. Pierwotnie utwór miał mieć pesymistyczny wydźwięk, tymczasem piosenkarka uczyniła z „Show Me Heaven” klasyczną popową balladę o sile miłości i pragnieniu bycia z drugą połówką. Za sprawą znakomitego wykonania piosenki, utwór opowiada również o miłosnej ekstazie, która ogarnia parę kochanków kiedy są we dwoje. Jak nic jest to jeden z tych utworów muzycznych idealnych na Walentynki – i nie tylko.


PREMIERA I SUKCES

Piosenka stała się przebojem (poniekąd większym od samego filmu, który był kalką wcześniejszej produkcji Tony`ego Scotta z Tomem Cruisem: „Top Gun”) i zebrała wiele pozytywnych recenzji. Na łamach „Aberdeen Press and Journal” opisano piosenkę jako „kolejny raj” w wykonaniu byłej wokalistki Lone Justice, komplementując jej wokal jako „niezwykle leniwy, a jednak bezbłędny”. Jeffery Kennedy z „Bay Area Reporter” uznał ją za „rażącą hollywoodzką hiperballadę, która idealnie ukazała jej złote gardło”. Z kolei Larry Flick z magazynu „Billboard” nazwał ją „delikatną, dobrze zaśpiewaną balladą, która może dać długo pomijanej McKee pierwszy prawdziwy hit”. A to tylko część recenzji pod adresem piosenki McKee.


link: https://youtu.be/FKpCzQIWAWY?si=lzf0RA2fD_EK4KwB


TŁUMACZENIE


Maria McKee


POKAŻ MI NIEBO”

tytuł oryg. „Show Me Heaven”


No i masz:
Błyskając
ą gorączkę z twoich oczu.
Hej kochanie, podejdź tu i zamknij je mocno.
Nie zaprzeczam:
Lecimy ponad tym wszystkim.
Trzymaj mnie za rękę, nie pozwól mi spaść.
Masz tak niesamowitą łaskę,
Nigdy tak się nie czułam.

Och, pokaż mi niebo,
Okryj mnie.
Zostaw mnie bez tchu.
Och, pokaż mi niebo, proszę

No
i idę:
Trzęsę się jak wiatr.
Hej kochanie, potrzebuję twojej ręki, żeby mnie ustabilizować.
Nie zaprzeczam:
Boję się tak samo jak ty.
Chociaż ledwo cię dotykam,
Mam dreszcze na kręgosłupie
I to jest boskie.

Och, pokaż mi niebo,
Okryj mnie.
Zostaw mnie bez tchu.
Och, pokaż mi niebo, proszę

Jeśli wiesz, jak to jest śnić sen,
Kochanie, trzymaj mnie mocno i pozwól temu być.

Niebo,
Okryj mnie.
Zostaw mnie bez tchu.
Och, pokaż mi niebo, proszę

Odejdź bez tchu
Zostaw mnie bez tchu
Osłoń mnie
O, tak
Zostaw mnie bez tchu