sobota, 25 kwietnia 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. Ten odcinek „Nutki nostalgii” dedykuję wszystkim tegorocznym maturzystom. W tym czasie, gdy wszyscy obgryzają paznokcie z nerwów przed zbliżającym się egzaminem dojrzałości, pewien polski zespół muzyczny śpiewał o urokach pisania matur sześćdziesiąt lat temu - tak, tematem tego odcinka będzie analiza „MATURY” Czerwonych Gitar. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU.

  Piosenka pochodzi z debiutanckiego albumu Czerwonych Gitar pt. „To właśnie my”. Za tekst odpowiadał Jerzy Kossela. Znany był z dość sztywnego podejścia do rock’n’rolla (czy raczej big beatu, jak to mówiło się w komunistycznej Polsce). Do tego tworzył (i spisywał) ideologie, mające być instrukcją jak stworzyć idealny zespół młodzieżowy, jaka powinna być muzyka młodzieżowa i tym podobne. Był kierownikiem muzycznym Niebiesko-Czarnych, a potem Czerwonych Gitar i tam te swoje idee wcielał w życie. Tymczasem rock’n’roll, to styl życia lekkiego, przyjemnego z trudem dającego się skodyfikować. Nic więc dziwnego, że z kierownictwa Jerzego Kosseli po jakimś czasie rezygnowano, lub też on sam zniechęcony niesubordynacją kolegów, rezygnował.

  Kossela znany był również z tego, że nigdy nie rozstawał się ze swoim notesikiem. Zapisywał w nim wszystko, co mu przychodziło do głowy. Po jakimś czasie było w nim panoptikum. Od księgowości, po pomysły na teksty piosenek. Sporo miejsca zajmowały w nim teksty konferansjerki. Zespół nie korzystał z zawodowego konferansjera. Całość koncertu składała się z muzyki przedzielanej scenkami. Każdy miał swoją rolę, jakoś zarysowaną postać i tak powstawały dialogi mające z jednej strony zabawiać publiczność, z drugiej budować obraz grupy, z trzeciej wreszcie, „podprowadzać” pod kolejny utwór. Kossela te role wymyślał, rozpisywał i nowatorsko rozwijał.

  I tu pojawia się zalążek pomysłu na piosenkę „Matura”. Kossela bowiem pomyślał, by wpleść tego typu scenki do piosenek. Pomysł był prościutki. Oto bohater jest w klasie maturalnej. Następuje wsteczne odliczanie. Jeszcze rok do matury, pół roku, już po studniówce, już jutro, już za chwilę. Sam dialog nie grzeszył oryginalnością, ale liczył się pomysł. A temu trudno było odmówić uroku osobistego. Do tego jeszcze muzykę skomponował Krzysztof Klenczon. Wtedy jeszcze Seweryn Krajewski, był tylko, gościnnie występującym z zespołem, piosenkarzem. Klenczon miał zadziwiającą łatwość komponowania. W marcu 1966 r. utwór został zarejestrowany w studio Polskiego Radia. Znalazł się także na debiutanckim, wydanym rok później albumie zespołu


ANALIZA

Matura to naprawdę stresujący egzamin. Obojętnie czy mowa o ustnej czy pisemnej maturze. Maturzyliści obgryzają paznokcie z nerwów, przechadzają się od jednego końca korytarza do drugiego, co poniektórzy nawzajem się przepytują albo na pytanie: „Co słychać?” odpowiadają: „Będzie dobrze, będzie dobrze”. Piosenka Czerwonych Gitar idealnie odzwierciedla stres i niepokój maturzystów przed zbliżającym się najważniejszym egzaminem w ich życiu. Studniówka minęła, okres błogiego spokoju minął, żarty się skończyły. Niby maturzyści przygotowali się do egzaminów, ale i tak strach przed maturą mają wypisaną na twarzy. Ale spokojna głowa, kochani maturzyści. Za rok będzie następna matura. Już niedługo. Coraz bliżej. Za dni parę. 


PREMIERA I SUKCES

Piosenka została wydana w 1966 roku, promując debiutancką płytę Czerwonych Gitar i stając się jednym z pierwszych przebojów w ich dorobku. Do dziś za pewne trudno wyobrazić sobie okres matury bez tego wpadającego w ucho utworu.


link: https://youtu.be/9kS7UcR-G7I?si=la9Osm6o8x9qd7-s 


TŁUMACZENIE


Czerwone Gitary


„MATURA”

tytuł oryg. „Matura”


Hej, za rok matura,

Za pół roku, 

Już niedługo, coraz bliżej, 

Za pół roku.


Minęła studniówka 

Z wielkim hukiem. 

Czas ucieka i matura

Coraz bliżej.


Za miesiąc matura, 

Dwa tygodnie, 

Już niedługo, coraz bliżej, 

Dwa tygodnie. 


Oj, za dzień matura (Ojejku, co to będzie!), 

Za godzinę, 

Już niedługo, coraz bliżej, 

Już za chwilę. 


I co dalej?


Znów za rok matura, 

Za rok cały, 

Już niedługo, coraz bliżej, 

Za rok cały...

Już niedługo, coraz bliżej, 

(lecz)

Za rok cały!

Relacja na blogu „CultureZone”:


WARSZAWSKIE TARGI FANTASTYKI 2026, edycja wiosenna


Marcin Klimczuk


Cześć wszystkim. Dziś Narodowy Dzień Książki. Nie można więc było wymarzyć lepszej okazji, by udać się na pierwszą tegoroczną edycję Warszawskich Targów Fantastyki. Oto jak ona przebiegała.


WYWIAD NA DZIEŃ DOBRY

Droga na tegoroczną wiosenną edycję Warszawskich Targów Fantastyki przebiegała mi w zaskakująco żółwim tempie. Nie wiem, czego to była kwestia, w każdym razie w drodze do Warszawy obmyślałem ewentualny plan awaryjny. Zakładałem, że najpierw udam się na najbliższy wywiad (z pisarzem fantasy i historykiem Adamem Przechrztą, autorem m.in. cykli „Materia Prima” oraz „Materia Secunda”) i dopiero jak zaczną się pytania się od słuchaczy, to ja wstanę i udam się do stoiska wydawnictwa Fabryka Słów by nabyć jedną z książek autora, która najbardziej mnie interesowała.

wywiad z Adamem Przechrztą

Na początku wywiadu Adam Przechrzta dawał rady dotyczące odbierania krytyki. Jego zdaniem krytyka mogłaby za bardzo nadwerężyć reputację autora. W domyśle, krytyczne uwagi mogłyby zniechęcić do dalszego pisania, dlatego zalecał potencjalnym adeptom pióra by nie słuchali słów krytyki, nie czytali żadnych recenzji, bo nie wiadomo jak dane uwagi mogłyby zadziałać na piszących. Najciekawszą częścią wywiadu – z uwagi na wykształcenie Przechrzty – były pytania dotyczące świata przedstawionego w powieściach jego autorstwa oraz czy konieczne są odwołania polityczne w powieściach fantasy. Według Adama Przechrzty, trudno jest uciec od aluzji politycznych w powieściach inspirowanych wybraną epoką historyczną. Przy okazji Przechrzta zwracał uwagę, że jego ulubioną epoką historyczną jest XX wiek na ziemiach wschodnich i z tego powodu w tym okresie jako historyk najbardziej się specjalizuje i jednocześnie wskazał, że nie ma żadnej epoki, za którą tak bardzo by nie przepadał (choć swego czasu nie przepadał za historycznymi partiami politycznymi i socjalistycznymi).

Pojawiały się również pytania ogólno warsztatowe. Np. Przechrzta wspominał o jego zdaniem najbardziej przyjemnym elemencie pisania książek, czyli researchu, co wydaje się zrozumiałe z uwagi na wykształcenie autora. Podczas gdy dla wielu adeptów pióra zbieranie materiałów do książek jest najtrudniejszą i najżmudniejszą częścią pisania, Adam Przechrzta czerpie z tego czystą radość. Przechrzta wspominał również, że ma w zwyczaju czytać swoje książki jednocześnie sycąc się (jak to ujął żartobliwie) swoim pisarskim geniuszem. Jednocześnie zaznaczył, że nie ma żadnych swoich książek, które uznałby za niewypały, a przez to byłby skłonny któreś przeredagować. Opowiadał również o swoim stosunku do jedno- i wielotomówek, podkreślając że nie ma problemu z pisaniem wielotomowych cykli i nie ukrywając, że gdyby chciał, mógłby napisać serie dłuższe niż trzytomówki. Najciekawsza była historia jego współpracy z Fabryką Słów, gdy zgłosiły się do niego dwa wydawnictwa, jednak Przechrzta najszybciej nawiązał współpracę właśnie z Fabryką Słów. Nie mogło również zabraknąć pytań dotyczących planów pisarskich, przede wszystkim związanych z powrotem do alternatywnej wersji Zielonej Góry, w której osadzona jest akcja „Antykwariatu pod Salamandrą”. Przechrzta zaprzeczył by miał pisać bezpośrednie kontynuacje, ale nie wykluczał innych powieści z akcją w tym konkretnym świecie przedstawionym.

Po zakupie książki „Antykwariat pod Salamandrą” oraz zdobyciu autografu od Adama Przechrzty, udałem się na dalsze zakupy.


ZAKUP POLSKIEJ FANTASTYKI

I od razu trafiłem na stoisko z książkami jednego z moich ulubionych wydawnictw: SQN, na którym zaopatrzyłem się w aż trzy powieści Marcina Mortki z serii „Drużyna do zadań specjalnych” („Skrzynia pełna dusz”, „Powrót do Gryfa”, „Szary płaszcz”). Niestety, na stoisku nie zastałem też samego autora (choć miał się pojawić dopiero o 17:00, kiedy to miał być przeprowadzony z nim darowany przeze mnie wywiad), przez co musiałem obyć się smakiem.


zakupy na Warszawskich Targach Fantastyki bez książek Marcina Mortki,
to żadne zakupy! 😁

Tak jak musiałem obejść się smakiem względem planowanych książek. Bo, oczywiście, mimo z góry zaplanowanych tytułów, nie wszystkie książki były dostępne. Przekonałem się o tym na stoisku Antykwariatu Grochowskiego, jednego z moich stałych punktów na Targach Fantastyki (chyba w końcu nie omieszkam zajrzeć do samego Antykwariatu na ulicy Ludwika Kickiego w Warszawie). Moje pytania dotyczyły „Końca dzieciństwa” Arthura C. Clarke`a. Poza tym nie mogłem zlokalizować stoiska z książkami wydawnictwa Mag, spośród których interesowała mnie niezmiennie „Trylogia Ciągu” Williama Gibsona oraz „Olimp” nieodżałowanego Dana Simmonsa (chyba bez wycieczki do Empiku się nie obejdzie…).


ZAKUP ZAGRANICZNEJ FANTASTYKI

Z pomocą przyszło jednak wydawnictwo, którego z początku nie brałem pod uwagę na dzisiejszym pobycie na Targach Fantastyki z uwagi na to, że część książek z tegoż wydawnictwa właśnie nabyłem w Empiku. Mowa o Vesper. Choć nie brałem pod uwagę kupowania książek z tego wydawnictwa, dwie pozycje od jakiegoś czasu były i tak w kręgu moich książkowych zainteresowań. Pierwszą z nich było „Coś” Johna W. Campbella, opowiadanie które stało się kanwą kultowego horroru science fiction Johna Carpentera z Kurtem Russellem w roli polarnika walczącego z kosmitą-kameleonem przybierającym postać członków polarnej ekspedycji.

Drugą pozycją był pierwszy tom trylogii fantasy „Lyonesse” Jacka Vance’a pt. „Ogród Suldrun”. Początkowo planowałem zakup tej książki w okolicach moich imienin, kiedy to kupowałem także inne książki fantasy i science fiction, jednak w tamtym czasie z zakupu zrezygnowałem (powiedzmy, że na rzecz zbliżających się Warszawskich Targów Fantastyki). Seria uchodzi za jedną z najsłynniejszych w dorobku pisarza, który nawiasem mówiąc najbardziej zasłynął z wprowadzonego przez siebie podgatunku science fiction o nazwie Dying Earth (od nazwy innego cyklu jego autorstwa, tym razem apokaliptycznego SF „Umierająca Ziemia”).


Po zaspokojeniu głodu intelektualnego musiałem zaspokoić z kolei głód jedzeniowy, dlatego skorzystałem z bufetu Hali EXPO, a ponieważ była to godzina 15:00 kupiłem sobie od razu obiad. Problemem był brak drobnych na napój, jednak po żmudnych i długich poszukiwaniach w końcu udało mi się zakupić butelkę wody mineralnej. Z kolei w drodze powrotnej znalazłem w torbie sześć różnych zakładek od wydawnictwa Vesper…


Co ja zrobię z tyloma zakładkami, ja się pytam?...

Poza tym żadnych afer nie zaobserwowałem (jeśli nie liczyć bardzo wolno jadących autobusów…).



Za mną kolejna udana wycieczka na Warszawskie Targi Fantastyki, a ponieważ już wcześniej udało mi się zakupić kilka książek z okazji imienin, nie będę narzekał na brak lektur. Chyba że wyjątkowo w tym roku uda mi się wziąć udział również w Wakacyjnej Edycji Targów Fantastyki, która odbędzie się niezmiennie w Gdańsku (drugiej edycji w Krakowie, w tym roku, tym razem nie będzie…).

czwartek, 23 kwietnia 2026


ZAPOWIADA SIĘ HORROR W FILMOWYM UNIWERSUM DC.

TEASER "CLAYFACE'A" JUŻ W SIECI.


Marcin Klimczuk.


Czyżby zapowiadał się pierwszy horror w filmowym uniwersum DC Comics kreowanym przez Jamesa Gunna? W sieci pojawił się pierwszy teaser filmu "Clayface", do którego scenariusz napisał Mike Flanagan (choć nie on sam będzie reżyserem). Ze zwiastunu można wywnioskować, że czeka nas body horror w stylu Davida Cronenberga.

Niżej zamieszczam link z informacją o teaserze "Clayface'a" z samym teaserem. Czekacie?

https://www.filmweb.pl/news/DC+Studios+przedstawia+zwiastun+komiksowego+horroru+%22Clayface%22-166242


Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Na wspomnienie tematu, chciało by się powiedzieć: MEMY, memy wszędzie” (kto w tym momencie ma w oczach Buzza Astrala i Chudego z „Toy Story”, ręka w górę). Memy faktycznie są wszechobecne i to nie tylko jako zwykle obrazki, bo mogą się nimi okazać również piosenki. Przygotowałem dla was osiem przykładów. Słuchawki na uszy i zaczynamy.


8, „Shooting Stars” Bag Raiders

Memiczna piosenka, tak jak memiczny obrazek, ma charakter prześmiewczy. Dobrze to obrazuje mem z utworem „Shooting Stars” duetu Bag Raiders. Utwór znalazł się na EP-ce zespołu, „Turbo Love”, która ukazała się w 2008 r, a drugą młodość zawdzięcza scenkom, w których ktoś zostaje wyrzucony w powietrze lub skacze - niby tak wysoko, że dociera do galaktyki. Podobną funkcję pełni hit R Kelly’ego z lat 90 „I Believe I Can Fly” wykorzystywany w scenkach gdy ktoś zostaje wyrzucony w powietrze w slow motion - tu pomocne okazują się same słowa piosenki.

  omawiana piosenka: https://youtu.be/feA64wXhbjo?si=5Ub9ME1NZ0aeE-dH 

  omawiany mem-piosenka: https://youtu.be/EaPKJ1dqhok?si=2En1ZdJjVFcvbE3Y 

Czym byłyby memy bez „Władcy Pierścieni”? Po prostu niczym. Nic dziwnego, że zrobiły furorę także audiowizualnie. Wszystko dzięki dwóm, niekoniecznie tolkienowskim, kompozycjom.

7, „I am Glad, cause I’m Finally Returning Back Home" Eduarda Khila/„Carless Whisper” George’a Michaela

Pierwszy z dwóch utworów powszechnie jest znany jako „Trolololo”. I w tym momencie wszystko powinno być już dla was jasne, zwłaszcza gdy w scenie pertraktacji z jedną z postaci z reżyserskiej wersji „Władcy Pierścieni: Powrotu Króla” wyskakuje wesoło jodłujący Saruman Biały (rozumiem, że Christopher Lee miał zapędy wokalne, ale nie sądziłem że aż tak…). Druga piosenka-mem wykorzystuje plotkę jakoby Frodo Bagginsa i Sama Gamgee łączyła o wiele silniejsza relacja (fakt, że „Carless Whisper” wykonuje George Michael powinien podkreślić wykorzystanie).

  omawiana piosenka (1): https://youtu.be/xsveiPJcxlE?si=x_c5AU3QTTv2wON5 

  omawiany mem piosenka (1): https://youtu.be/KaqC5FnvAEc?si=L4BRaBtapSH2tMl5 

  omawiana piosenka (2): https://youtu.be/izGwDsrQ1eQ?si=CRrItqunoshQ2ZR1 

  omawiany mem-piosenka (2): https://youtu.be/dys_i4O8Hvk?si=ujUPKVa87M0uMCs2 

Christopher Lee niewątpliwie talent muzyczny posiadał talent muzyczny. To co dopiero Terry Crews wykonujący piosenkę Vanessy Carlton „A Thousand Miles”.

6, „A Thousand Miles” Vanessy Carlton

Omawiana scena, która stała się memem, pochodzi z trzeciorzędnej komedii sensacyjnej braci Wayans „Agenci bardzo specjalni”. Choć sam film do rewelacyjnych nie należy, scena wokalna z Terrym Crewsem należy do najlepszych. Przy okazji pokazała, że zwykła scena filmowa, w której aktorzy wykonują znane piosenki może się sprawdzić jako mem. Najlepiej to było widać w scenie z komedii sensacyjnej „Cztery lwy” z 2010 r., w której trzech złodziejaszków podśpiewuje w rytmie „Dancing in the Moonlight” Toploader, a czwarty z nich gapi się na nich jak na wariatów.

  omawiana piosenka: https://youtu.be/Cwkej79U3ek?si=6Ml2my_anDJsmTEZ 

  omawiany mem-piosenka: https://youtu.be/ctDkpNPjZac?si=hgLMKpth4SeRuKaw 

Skoro mem - nawet w formie piosenki - ma pełnić formę żartu, za pewne żaden nie spełnił swojego zadania lepiej niż utwór „Never Gonna Give You Up” Ricka Astleya.

5, „Never Gonna Give You Up” Ricka Astleya

Powszechnie o kimś bardzo popularnym, niemal celebrycie, mówi się że jest go tak dosłownie wszędzie, że praktycznie mógłby wyskoczyć z otwartej lodówki. Podobną formę pełni mem z piosenką Ricka Astleya. Nie chodzi w nim, co prawda, o to że Astley był popularny (jak dla mnie to powinien być synonim obciachu), ale o rodzaj komediowego suspensu. Gdy wydaje się, że zaraz, za moment, nastąpi jakiś zwrot akcji, nagle (niczym Tomasz Karolak z lodówki) wyskakuje lekko kołyszący biodrami rudzielec. Normalnie, można oszaleć… 

  omawiana piosenka: https://youtu.be/dQw4w9WgXcQ?si=gg1GiwDJNHdePLcy 

  omawiany mem-piosenka: https://youtu.be/N8belcUA4hk?si=aUNYJtlfYdsE_29g 

A jeśli potrzebujemy piosenki, która zwieńczy pełną emocji scenę, wystarczy telefon do chłopaków z Linkin Park. 

4, „What I’ve Done” Linkin Park

Wydany w 2007 roku utwór „What I’ve Done” zespołu Linkin Park promował pierwszą część „Transformers”. W finale filmu tubalny głos Optimusa wygłasza podniosłą frazę: „I'm sending a message to the other Autobots. We're here. We're waiting.”. I w tym momencie pojawiają się napisy końcowe. Podobnie prezentują się memy z piosenką: nie ważne, czy ktoś przynosi kota, czy ktoś jest gotowy do akcji po długich przygotowaniach, zawsze wyskakują napisy „Transformersów”, a z głośników pobrzmiewa głos nieodżałowanego Chestera Benningtona.

  omawiana piosenka: https://youtu.be/8sgycukafqQ?si=IdwxhwJrvKx_0IBw 

  omawiany mem-piosenka: https://youtu.be/qDM7ypXPI20?si=-oOoX80F_KdpYDUa 

Podium zajęły najbardziej rozpoznawalne memiczne piosenki. Na trzecim miejscu nie tyle piosenka per se, co temat główny pewnego serialu, niemniej jednak memiczny.

3, „X-Files” main theme Marka Snowa

Mroczny i niepokojący muzyczny temat przewodni kultowego serialu z lat 90, skomponowany przez nieodżałowanego Marka Snowa, przeszedł do historii telewizji. I, jak widać, zakorzenił się też mocno w popkulturze. Ponieważ w serialu „Z archiwum X” podejmowano motyw spiskowych teorii, muzykę Snowa zaczęto kojarzyć z tajemniczymi organizacjami typu Illuminati. Jednak przede wszystkim temat główny z serialu „Z archiwum X” znalazł swoje użycie w sytuacji gdy działo się coś, co trudno było wyjaśnić. Tak jak sprawy prowadzone przez Muldera i Scully.

  omawiana piosenka: https://youtu.be/OHuuZfVvbIg?si=ZtvKmM7WjXn4SXqE 

  omawiany mem-piosenka: https://youtu.be/xvI0PkI0oOw?si=ucajIfzwtXiTtOxP 

Niepokojące brzmienie to nie wszystko. Dobry mem z piosenką powinna również przejawiać się czarnym humorem. Tak jak temat endingu z anime „Jojo’s Bizarre Adventures” pt. „Roundabout”.

2, „Roundabout” Yes

Nawet jeśli mangowo-animowi laicy nie kojarzą serialu „Jojo’s Bizarre Adventures”, na pewno zetknęli się z samą melodią z pierwszego endingu. Tym bardziej, że kompozycja powstała znacznie wcześniej niż anime (o mandze nie wspominając). Utwór „Roundabout” został nagrany w 1972 r. przez brytyjską grupę Yes, ale drugą młodość przeżył po premierze pierwszego sezonu „Jojo’s Bizarre Adventures” gdy pojawia się po tradycyjnych w anime cliffhangerach pod koniec odcinków. Autorzy memicznych piosenek wzięli sobie od autorów anime przykład.

  omawiana piosenka: https://youtu.be/cKr46XveL6w?si=b6h_An-5QH-evx9y 

  omawiany mem-piosenka: https://youtu.be/GODTzPnVSeM?si=-emVoItGSuXNAkEc 

Gdy jednak mówimy o piosence-memie o ponurym brzmieniu, których wykorzystanie objawia się czarnym humorem, to do głowy przychodzi jeden przykład.

1, „Sound of Silence” Simona & Garfunkela

Witaj Ciemności, stary druhu/Przybyłem pogadać znów”. Rzewna melodia, słowa wyciskające łzy. Ogólnie, przygnębiająca piosenka zwykle śpiewana w spokojny sposób (choć dużą furorę robią głośno śpiewane covery, np grupy Disturbed). Nic dziwnego, że hit Simona & Garfunkela, nagrany 1964 r., przeżył młodość dzięki memom. Używany jest w charakterze czarnego humoru w jakiejś ponurej sytuacji (ktoś zajada coś smaczniejszego i nie chce się podzielić; ktoś uległ wypadkowi, z którego najpewniej nie wyszedł cało itd).  Trudno o bardziej odpowiedni podkład muzyczny.

  omawiana piosenka: https://youtu.be/6ukmjBSQY-c?si=EXAztjBjSET-VGV4 

  omawiany mem-piosenka: https://youtu.be/IL2jOKu7LGg?si=tLXzety62H1qpse7 


To była moja lista piosenek-memów. Przykładów takich memicznych piosenek jest, oczywiście, o wiele więcej, tak więc śmiało podawajcie swoje typy, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


DAN SIMMONS : GATUNKOWY EKLEKTYZM


Cześć wszystkim. W kolejnym odcinku poniedziałkowego cyklu przybliżę sylwetkę niedawno zmarłego jednego z najpopularniejszym autorów książek fantasy i SF, czyli Dana Simmonsa. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

Urodzony w Peorii w stanie Illinois 4 kwietnia 1948 roku, Simmons zaczął pisać opowiadania już jako dziecko, mając na celu oczarowanie odbiorców swoimi opowieściami. W 1970 roku uzyskał licencjat z języka angielskiego na Wabash College, a w 1971 roku obronił tytuł magistra pedagogiki na Washington University w St. Louis.

Simmons wkrótce zaczął pisać opowiadania, choć jego kariera nabrała rozpędu dopiero w 1982 r., kiedy to, dzięki pomocy Harlana Ellisona (autora opowiadania „Nie mam ust, a muszę krzyczeć”), Simmons został zaproszony na warsztaty w Milford, które Ellison uważał za „najlepsze warsztaty pisania SF na świecie”. Simmons uważał Ellisona za mentora, przyjaciela i powód, dla którego poświęcił się pisaniu na pełen etat.


KARIERA 

Zadebiutował powieścią inspirowaną kulturą i mitologią hinduską pt. „PIEŚŃ BOGINI KALI”, która z miejsca stała się bestsellerem. Cztery lata potem rozpoczął pracę nad czteroksiągiem „HYPERION CANTOS”, w skład którego z początku weszły dwa tomy: „Hyperion” (1989) i „Upadek Hyperiona” (1990). W tym samym roku co „Hyperion”, Simmons wydał również inny znany swój standalone: liczącą aż 1140 stron, inspirowaną historią II wojny światowej, „TRUPIĄ OTUCHĘ”.

W l. 90 Simmons zainaugurował kolejny cykl, tym razem grozy, pt. „SEASONS OF HORROR”. W 1991 roku opublikował pierwszy tom pt. „Letnia noc” (w nowym tłumaczeniu od Vesper: „Lato nocy”). Dwa kolejne tomy: „Dzieci nocy” i „Eden w ogniu”, wyszły w latach 1992-1994. Nim jednak Simmons napisał kolejne części, wrócił do cyklu „Hyperion Cantos” publikując tomy: „Endymion” i „Triumf Endymiona”. Dopiero w l. 2000-2003 wyszły dwa ostatnie tomy „Seasons of Horror” (oba przetłumaczone na polski): „Ostrze Darwina” i „Zimowe przesilenie”.

Początek XXI wieku również okazał się owocny dla Simmonsa, który nie tylko zadebiutował jako autor kryminałów (publikowanych pod pseudonimem Joe Kurtz), ale również opublikował dylogię science fiction „ILION/OLIMP” (2003-2005) inspirowaną mitami o wojnie trojańskiej oraz dwie głośne standalonowe powieści: „TERROR” (2007) i „DROOD” (2009).


STYL

Simmons należy do nielicznego grona pisarzy, którzy nie trzymają się jednego ściśle określonego nurtu literackiego, lecz z równą swobodą piszą książki w różnych gatunkach. W jego bogatym dorobku można znaleźć nie tylko fantasy i science fiction, ale też historical fiction czy kryminały. Simmons nie tylko przetwarzał znane historie (jak „Iliadę” w powieści SF „Ilion”, albo „Opowieści kanterberyjskie” w „Hyperionie”), ale również książki znanych pisarzy („Drood” będący wariacją na temat ostatniej powieści Charlesa Dickensa, „Tajemnica Edwina Drooda”) czy fakty historyczne („Terror” inspirowany historią autentycznej wyprawy na biegun południowy dwóch statków: HMS „Erebus” i HMS „Terror”, której uczestnicy zaginęli w niewyjaśnionych okolicznościach).


PÓŹNIEJSZE TYTUŁY 

Dwie kolejne pozycje nie zostały jak dotąd przełożone na język polski. Pierwszy z nich nosi tytuł „Black Hills” i został wydany w 2010 r. Drugi to powieść science fiction „Flashback” wydana w 2011 roku. Na język polski przełożono za to dwie ostatnie książki Simmonsa: historical fiction „ABOMINACJA” (2013) i „CZWARTY KIER” (2015). Na 2025 r. planowana była premiera kolejnej powieści Dana Simmonsa, której tytuł miał brzmieć „Omega Canyon”. 

Dan Simmons zmarł 21 lutego 2026 roku w wieku 77 lat w Longmont w stanie Kolorado w wyniku powikłań po udarze.



Za co warto docenić Dana Simmonsa? Czerpiąc garściami z klasyków literatury, pisarz lawirował między różnymi gatunkami literackimi. Jego powieści to wariacje na temat klasyki: autorów („Drood”), wydarzeń historycznych („Terror”) czy dzieł literackich („Ilion”). Wpisując fabuły znanych dzieł w konwencje horroru, fantasy, czy science fiction, tworzył dzięki temu arcydzieła współczesnej fantastyki.


link: https://lubimyczytac.pl/autor/3238/dan-simmons 

sobota, 18 kwietnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. W tym odcinku sobotniego cyklu przeniesiemy się do lat 90, by zapoznać się z historią i analizą piosenki zespołu Garbage: „THE WORLD IS NOT ENOUGH”. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU.

Autorami napisanej pod koniec 1998 roku piosenki „The World Is Not Enough” są Don Black (który współprodukował takie bondowskie szlagiery jak „Diamonds Are Forever” Shirley Bassey czy „Thunderbolts” Toma Jonesa) i David Arnold (kompozytor innych bondowskich piosenek: „Tomorrow Never Dies” Sheryl Crow i „You Know My Name” Chrisa Cornwella z „Casino Royale”). Piosenka powstawała w bardzo trudnych warunkach, choć z początku nic na to nie wskazywało. We wrześniu 1998 roku David Arnold został wybrany na kompozytora 19 filmu o przygodach Jamesa Bonda. Dwa miesiące później wraz z Donem Blackiem dyskutowali nad kształtem promującego film utworu przewodniego. Arnold powiedział później „że złączył ze sobą kilka nutek i kiedy nagle wyłoniła się z tego piosenka pomyślał, że to musi być to”. Do końca roku powstał tekst i skomponowano większość muzyki, brakowało już tylko mostku – krótkiej sekcji w środku piosenki. 

Michaelowi G Wilsonowi i Barbarze Broccolli zależało na jak najszybszym ukończeniu piosenki, bowiem jej fragmenty miały być wykorzystane w przewodnim motywie muzycznym. Michael Apted, reżyser filmu, również włączył się w ponaglanie wskazując że taka szybka promocja utworu przewodniego sprawdziła się w przypadku „Nobody Does Matter” promującego film „Szpieg, który mnie kochał”. Pracujący gorączkowo Arnold puścił producentom demo piosenki w styczniu 1999 roku i spotkał się z pozytywnym przyjęciem. Jednak wytwórnia początkowo nie była przekonana do kompozycji przyrównując ją do zwykłej ballady. Arnold za namową MGM musiał przerobić linię melodyjną.

Następnie spotkał się z wokalistką Garbage, Shirley Manson, w Londynie w styczniu 1999 roku i zadzwonił do niej tydzień później, aby oficjalnie zaproponować jej występ na kolejnym singlu do filmu o Bondzie. Arnold wysłał zespołowi demo piosenki „The World Is Not Enough” rano, przed ich wyprzedanym występem na londyńskiej Wembley Arena 20 stycznia 1999 roku. Jednak członkowie Garbage byli na europejskiej trasie koncertowej i nie mogli znaleźć czasu, by nagrać i wyprodukować piosenkę. Koncert w Lizbonie 18 lipca 1999 roku zaplanowano w taki sposób, aby zespół skończył wcześniej i mógł udać się do Metropolis Studios w Londynie i nagrać kompozycję z sześćdziesięcioosobową orkiestrą Arnolda, a następnego dnia polecieć do Six-Four-les-Plages we Francji, żeby kontynuować trasę koncertową.

W czasie rozmowy z sierpnia 1999 r. w studiu nagraniowym, Shirley Manson powiedziała dziennikarzom, że skomponowanie piosenki do filmu o Bondzie zawsze było wielkim marzeniem zespołu Garbage. Jeżeli jednak historia powstania piosenki „The World Is Not Enough” nie jest wystarczająco dramatyczna, to dodam że zespół Garbage nie pojawił się na premierze filmu, ponieważ występował wtedy w Tucson w Arizonie, podczas przerwy w trasie koncertowej. Mimo to ich wkład i tak został doceniony, ponieważ, jak powiedział perkusista zespołu Butch Vig, 


„Nie byliśmy w stanie przyjechać, ponieważ byliśmy wtedy w trasie koncertowej, ale obejrzeliśmy film w Tucson w pierwszym tygodniu wyświetlania, w kinie ze zwyczajną widownią. Po seansie około pięćset dzieciaków czekało na nas przed kinem i prosiło o autografy, więc mieliśmy własną małą premierę”.


ANALIZA

Piosenka Garbage została utrzymana w typowo bondowskiej stylistyce, dzięki której właściwie już po pierwszej nutce można poznać, z jakiej franczyzy pochodzi. Także pod względem tekstu można wyczuć bondowskie schematy. Utwór opowiada o femme fatale, kobiecie wiodącej mężczyzn na pokuszenie by po chwili ich zniszczyć. Dodatkowego znaczenia piosenka nabiera również dzięki klimatycznemu teledyskowi, w którym Shirley Manson odgrywa postać androida-femme fatale. 


PREMIERA I SUKCES

Również wydanie singla odbywało się w trudnych warunkach. W Ameryce Północnej Radioactive dystrybuowało obie wersje utworu „The World Is Not Enough” do stacji radiowych AAA, grających muzykę alternatywną, modern adult i modern rock 4 października 1999 roku. Pierwotnie planowano premierę tydzień później, ale datę przyspieszono, gdy stacja w Los Angeles nadała zgrany, niskiej jakości plik MP3 remiksu „Chilled Out”, który wcześniej krążył w sieciach wymiany plików. Wydanie singla zbiegło się z powrotem zespołu Garbage do Ameryki Północnej, aby zagrać główną rolę w sponsorowanej przez MTV trasie Campus Invasion Tour. Zespół zaprezentował „The World Is Not Enough” 20 października podczas koncertu na Uniwersytecie w Denver. 1 listopada zespół Garbage wykonał utwór na żywo w programie Late Show with David Letterman.

Pod koniec listopada 1999 roku „The World Is Not Enough” zadebiutował na trzecim miejscu na Islandii, osiągając pierwsze miejsce w następnym tygodniu. W Szwecji zadebiutował na 54. miejscu, w Norwegii na siódmym miejscu, a w Finlandii na 10. miejscu, gdzie w drugim tygodniu osiągnął siódme miejsce. W Holandii singiel zadebiutował na 74. miejscu, a dwa tygodnie później awansował na 48. miejsce. Utwór zadebiutował na 55. miejscu listy przebojów we Francji i na 12. miejscu w belgijskiej Walonii. W grudniu zadebiutował na 40. miejscu w Austrii, utrzymując się tam przez cztery tygodnie. W Szwajcarii zadebiutował na 22. miejscu, a cztery tygodnie później, na początku stycznia 2000 roku, awansował na 16. miejsce. Pod koniec grudnia utwór zadebiutował na 18. miejscu we Włoszech, a w lutym 2000 roku osiągnął szóste miejsce. Również w grudniu utwór „The World Is Not Enough” osiągnął 38. miejsce w Niemczech i 12. miejsce w Hiszpanii.


link: https://youtu.be/JBrz-5ai1mo?si=Cpo7JRlLilL9MMr8


TŁUMACZENIE


Garbage


„ŚWIAT TO ZA MAŁO”

tytuł oryg. „The World Is Not Enough”


Wiem, jak ranić

Wiem, jak leczyć

Wiem, co pokazać

A co ukryć

Wiem, kiedy mówić

I wiem, kiedy dotykać

Nikt nigdy nie umarł

Z pragnienia zbyt wiele


Świat to za mało

Ale to idealne miejsce, żeby zacząć,

Moja miłość

I jeśli jesteś wystarczająco silna

Razem możemy rozwalić świat,

Moja miłość


Ludzie tacy jak my

Wiedzą, jak przetrwać

Nie ma sensu żyć

Jeśli nie czujesz się żywy

Wiemy, kiedy całować

I wiemy, kiedy zabijać

Jeśli nie możemy mieć wszystkiego

To nikt nie będzie miał


Świat to za mało

Ale to idealne miejsce, żeby zacząć,

Moja miłość

I jeśli jesteś wystarczająco silna

Razem możemy rozwalić świat,

Moja miłość


Czuję się bezpiecznie

Czuję się przestraszona

Czuję się gotowa

A jednak nieprzygotowana


Świat to za mało

Ale to idealne miejsce, żeby zacząć,

Moja miłość

I jeśli jesteś  wystarczająco silni

Razem możemy rozwalić świat,

Moja miłość


Świat to za mało!

Świat to za mało!

Nie, to zdecydowanie za mało!

Świat to za mało!