czwartek, 13 sierpnia 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Widzowie nie boją się kontrowersji wokół filmów i na przekór pogłosek „ekspertów” na tematy podejmowane przez superprodukcje, potrafią zasilić box office oraz zapewnić sukces frekwencyjny filmowi. Oto osiem przykładów KONTROWERSYJNYCH FILMÓW, KTÓRE ODNIOSŁY SUKCES. Zaczynamy.


8, „Farenheit 9/11”, reż. Michael Mann

Czy film dokumentalny może wywołać kontrowersje? Zależy od podejmowanego tematu. I od tego, kto popiera występującego tam prezydenta. Michael Mann kontrowersje wzbudzał nieraz (choćby w dokumencie „Zabawy z bronią”, aczkolwiek w tym przypadku bardziej otworzył oczy zaślepionym Amerykanom). Wtykanie kija w prezydenckie mrowisko musiało podzielić widzów, choć z korzyścią dla box office. Po premierze słynnego dokumentu zanotowano ponad 223 miliardy wpływów! Trzeba przyznać, Bush jr miał niezłe poparcie (zwłaszcza w salach kinowych).

Najczęstszym powodem kontrowersji wokół filmów, bagatelizowanych przez box office i liczbę frekwencji w salach kinowych, są aspekty religijne. Dobitnie to pokazuje film z miejsca 7.

7. „Kod da Vinci”, reż. Ron Howard

Choćby nie wiem jak by to było możliwe, nie można na podstawie kontrowersyjnej książki zrobić niekontrowersyjnego filmu. Można, co najwyżej, ociupinkę złagodzić książkowe kontrowersje. Albo pójść w drugą stronę i kontrowersje wręcz uwypuklić. Książka Browna wzbudzała kontrowersje przez pseudoteologiczne poglądy (zaczerpnięte z pseudoteologicznych książek popularnonaukowych). Duchowni grozili, tak jak autorowi, ekskomuniką, jednak na widzów nie podziałała. Wręcz przeciwnie. Film zarobił ponad 7,5 miliarda dolarów. Jak widać, kontrowersje to też niezły marketing.

W Polsce o kasowe sukcesy kontrowersyjnych filmów też nie trudno. Smarzowski coś by na ten temat powiedział.

6, „Kler”, reż. Wojciech Smarzowski

W kraju tak religijnym i tak zapatrzonym w instytucje kościelne, film którego twórcy zaglądają w alkowy zakrystii, odsłaniając całą prawdę o duchownych, może spotkać się z nie lada skandalem. Wojciech Smarzowski, pokazując że ma solidne jaja, w swoim filmie odsłonił całą prawdę o duchownych, włącznie z oskarżeniami o molestowania seksualne. A widzowie – niezależnie od tego, czy w Boga wierzą, czy nie – kupili wszystko jak leci. Dzięki temu film zarobił grubo ponad 107 milionów na świecie (w tym 105 milionów zł). A widzowie, prosto z sal kinowych, udali się do konfesjonałów…

A my prosto z filmowej polskiej zakrystii AD 2018 udamy się na hollywoodzką Golgotę AD 2004. Tylko uprzedzam, będzie wyjątkowo mocno.

5, „Pasja”, reż. Mel Gibson

Film Gibsona wzbudził kontrowersje z różnych powodów. Wytykano mu niezgodność z historią i przekazem biblijnym (czyli podobna sytuacja jak w przypadku „Odysei” Nolana, której zarzucano niezgodność z realiami historycznymi i eposem Homera), a widzowie nie mogli znieść nagromadzenia brutalności (piszę to z doświadczenia własnego: przy scenie biczowania Jezusa czułem się jakbym sam był biczowany). Z kolei Gibsona oskarżano o antysemityzm, zwłaszcza gdy został zatrzymany pod wpływem alkoholu i dawał upust frustracji. Mimo to film był sukcesem kasowym, zarabiając 600 milionów dolarów.

Kontrowersji z powodu epatowania przemocą nie boją się nawet adaptacje komiksów, byle tylko zdobyć jak najwyższe miejsce na box office. Nawet jeśli bohaterem jest sam Joker.

4, „Joker”, reż. Todd Philips

Wokół filmowego „Jokera” pojawiły się obawy już przy doborze reżysera. Todd Philips bardziej kojarzy się z komediowym gatunkiem (nakręcił trylogię „Kac Vegas”), więc w zasadzie nie po drodze mu było do kina sensacyjnego (i to w duchu Martina Scorsese). Film ukazujący genezę komiksowego arcyłotra wzbudził jednak kontrowersje z innych powodów: media obawiały się, że film zainspiruje realną przemoc i usprawiedliwi toksyczne zachowania głównego bohatera. Widzowie to jednak zignorowali, inkasując w box office zawrotną sumę miliarda dolarów (najdroższy film z kategorią R).

Podium otwiera jeden z najbardziej kontrowersyjnych przebojów kinowych, który zresztą za swoje kontrowersje zapłacił wysoką cenę.

3, „Mechaniczna pomarańcza”, reż. Stanley Kubrick

Chociaż film zarobił aż 27 miliardów dolarów, nie obeszło się bez kontrowersji. Kubricka w sumie powinno usprawiedliwić to, że sama książka Burgessa jest kontrowersyjna, przez co została wycofana z niejednej biblioteki czy księgarni. Jednak film pod wieloma względami przebił książkę w skali kontrowersji, bo te były o wiele poważniejsze. Nie wiem, czy po lekturze książki czytelnicy naśladowali mordercze zapędy głównych bohaterów, ale po premierze filmu Kubricka wzrosła fala przemocy ze strony nastolatków. Reżyser osobiście zakazał wyświetlania „Mechanicznej pomarańczy” aż do swojej śmierci.

Zdobywające box office filmy mogą wzbudzać kontrowersje także na tle obyczajowym, co udowodnił Paul Verhoven.

2, „Nagi instynkt”, reż. Paul Verhoeven

Film Verhoevena wzbudzał kontrowersje przede wszystkim z powodu dość śmiałych scen erotycznych. Doszły do tego również inne, nad wyraz zaskakujące, jak np. oskarżenia o szkodliwe stereotypy środowiska LGBT połączone z ostrymi protestami feministek jeszcze przed premierą. Te jednak nakręciły tylko (nomen omen) napalonych widzów, a obronną ręką wyszedł sam reżyser. Nie dość, że film swoje zarobił – ponad 36 miliardów dolarów! - to jeszcze zrobił z Sharon Stone mega gwiazdę. O ile ktoś nie chciał oberwać szpikulcem do lodu, każdemu śniła się po nocach…

Chyba żaden film, który podbił box office, nie wywołał tak skrajnych opinii jak pewien przebój science fiction z końcówki lat 2000. Prawda, panie Cameron?

1, „Avatar”, reż. James Cameron

Wyniki finansowe – grubo ponad dwa miliardy dolarów! - mówią same za siebie, ale film od momentu wypuszczenia trailera wzbudzał mieszane opinie. Jedni wybałuszali oczy z zachwytu, drudzy: wzruszali ramionami. Mimo to do kina tłumnie poszli wszyscy. Ironią losu jest to, że film stał się przebojem wszech czasów na przekór widzów. Kto chciał w nim zobaczyć przełomowe dla kina super widowisko, ten to zobaczył. Kto chciał z kolei zobaczyć przehajpowany do granic możliwości bubel zżynający z „Tańczącego z wilkami” i „Pocahontas”, ten też to zobaczył. A box office tylko na tym zyskał.


To była moja lista kontrowersyjnych filmów, które były sukcesami w box office. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

wtorek, 11 sierpnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Przenosimy się do lat 2000, by poznać początki kariery Łukasza Macieja Mroza, piosenkarza znanego pod pseudonimem Mrozu, i historię wydania jego albumu „MILIONY MONET”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Zanim Mrozu rozpoczął solową karierę muzyczną, grał z takimi wykonawcami jak Wozo, Natural Dread Killaz, Jamal, East West Rockers, Bob One, Junior Stress, Molesta Ewenement, K.A.S.T.A., Lilu, Wice Wersa czy White House. Współpracował również z artystami, takimi jak: Waldemar Kasta, MaRina, Tomson, Sound`n`Grace, Vito Bambino, Jan-Rapowanie i Igo. W latach 2023-2024 wszedł w skład Męskiego Grania Orkiestry.

Przełomem był jednak rok 2009. Na temat tytułowego utworu jak i powstania całej płyty Mrozu wspominał po latach, że piosenka „Miliony monet” powstał w czasach studenckich z czystej praktyczności: jako młody twórca w trudniejszej sytuacji finansowej (nawiązując do tzw. „czarnych czwartków”) potrzebował szybkiego, radiowego i chwytliwego numeru, który pozwoli mu zaistnieć na rynku.


UTWORY PROMUJĄCE

Płyta była promowana przez dwa utwory, jednak każdy z nich stał się wielkim przebojem otwierając dla debiutującego piosenkarza drzwi do kariery.

Tytułowy singiel [nr 2] został wydany w 2009 roku, stając się natychmiastowym hitem wielu rozgłośni radiowych. Krytycy zwracali uwagę, że Mrozu brzmi w tym utworze jakby urwał się z jakiegoś popularnego na przełomie lat 90 i 2000 boysbandu. Był to zamierzony zabieg, gdyż piosenkarz chciał się przypodobać się przyszłym fankom. Skutecznie, gdyż po wydaniu piosenki był przyrównywany do Justina Timberlake`a.

Drugim utworem promującym był singiel „Femme Fatale” [nr 10]. Mrozu podkreślał w wywiadach po wydaniu singla, że „nie będzie z siebie robić na siłę jakiegoś gościa, który będzie prawił morały”.

Mogę przekazać moje własne doświadczenia z życia, ale to nie jest jeszcze ten czas i nie byłbym - w moim odczuciu - wiarygodny. Moja dusza jest raczej radosna, lubię się śmiać, lubię się bawić, lubię być nastawiony pozytywnie, jak są jakieś problemy, to lubię je szybko rozwiązać i myśleć wprzód. Na razie jestem bardziej pozytywny niż melancholijny"

Po wydaniu singla zaczęto spekulować, czy przypadkiem Mrozu nie opowiada w tej piosence o swojej drugiej połówce. Jednak piosenkarz konsekwentnie od początku swojej kariery pilnuje swojej prywatności.


PREMIERA I SUKCES

Premiera płyty odbyła się 27 kwietnia 2009 roku nakładem wytwórni Pink Crow Records, zawiera ona siedem piosenek w języku polskim i cztery piosenki w języku angielskim. Połączenie popu, R&B i nowoczesnych, klubowych bitów szybko zyskało sympatię słuchaczy oraz uznanie w rozgłośniach radiowych, inicjując artystyczną drogę Mroza, który z czasem przeszedł jedną z najciekawszych metamorfoz w polskiej muzyce rozrywkowej


link: https://www.youtube.com/playlist?list=OLAK5uy_lSPshAuZROeZdAHBneG4p3yOl-9Q2KkqA



Cykl na blogu „CultureZone”: „PROGRAM W ODCINKACH”


Cześć wszystkim. W kolejnym „Programie w odcinkach” wracamy do Westeros na 200 lat przed wydarzeniami w „Grze o tron”. Innymi słowy zapraszam na recenzję trzeciego sezonu „Rodu Smoka”. Zaczynamy.


RÓD SMOKA” (sezon 3) ****


twórca: Ryan J. Condal

obsada: Matt Smith, Emma D’Arcy, Olivia Cooke, Ewan Mitchel, Tom Glynn-Carney, Matthew Needham, Phia Saban, Fabien Franken, Rhys Ifan


Krew, pot, łzy. Szczęk oręża, ryk smoka, buchanie ognia. Trudno było zaprzeczyć, że dwa lata temu podczas oglądania drugiego sezonu „Rodu Smoka” wielu widzów za tym tęskniło. Wystarczyły jednak dwa sezony, by wszystko dało się naprawić. I chociaż wątku batalistycznego w tym sezonie jest jakby mniej, serial nie zaniża swojego poziomu. Wręcz przeciwnie: w przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, tu jest zdecydowanie lepiej. Ale zacznijmy od początku.


FABUŁA

Ciężka jest dola monarchy. I monarchini również. Po zwycięskiej morskiej bitwie, Rhaenyra w końcu zasiada na Żelaznym Tronie. Wydaje się, że wojna dobiegła końca (tak wiem, szykowali się przez CAŁY sezon drugi, a gdy w końcu wyruszają na wojnę, ta już się kończy?????). Jednak przeciwnicy Rhaenyry nie śpią. Szczególnie książę Aegon - pozbawiony korony i przeraźliwie oszpecony, a przez to kompletnie nierozpoznawalny przez nikogo - wykorzystuje okazję, by knuć przeciwko księżniczce. Tymczasem władza okaże się bardziej cięższa od noszonej przez Rhaenyry korony: nie dość, że królowa wyraźnie jest despotką, to jeszcze jej relacje - czy to z poddanymi, czy to z krewnymi - są bardzo napięte. Jak pogodzić jedno z drugim?


OCENA

Drugi sezon „Rodu Smoka” był dla wielu pewnym rozczarowaniem (przede wszystkim z powodu wszechogarniającej nudy). Bohaterowie snuli się po komnatach, prowadzili ze sobą dłuuuuugie dysputy, a widzowie zieeeeeeewali. Inne wątki, jak ten wokół Daemona, zwyczajnie śmieszyły. Niektórzy widzowie pewnie dziwili się, czemu nie dało się upchnąć połowy tego sezonu do pierwszego (w sumie, właśnie: dlaczego?), a drugi połączyć z tym obecnym. Spieszę jednak donieść, że znów się dzieje w Westeros. I choć batalistyki znowu jest tu tyle co kot napłakał, to nie ona jest tu najważniejsza.

Bo uniwersum George`a R. R. Martina nigdy nie stało bitwami i potyczkami. A w każdym razie „Gra o tron” i „Ród Smoka”, bo akurat „Rycerz Siedmiu Królestw” jest ich zupełnym przeciwieństwem… W hitowym (przynajmniej do pewnego momentu) serialu HBO i jego spin offie ważniejsza była polityka, a bitwy były w tle. W drugim sezonie ciężko było to poczuć, ale tu znów polityka wysuwa się na pierwszy plan. Tym razem na przykładzie pierwszego okresu panowania Rhaenyry, której korona wyraźnie ciąży (przy okazji Emma D`Arcy znów daje pełny popis aktorski). Showrunner rozbudowuje również jej relacje z innymi osobami: tym razem królowa załamuje ręce nad swoją przyrodnią siostrą, Helaeną, spodziewającą się dziecka. W tej sytuacji rozprzestrzeniające się po Królewskiej Przystani myszy wydają się najmniejszym problemem.

Również inne wątki przykuwają uwagę, bo nie wydają się przeciągnięte do przesady, a pozostali członkowie obsady mają coś do zagrania (poza tym umówmy się: ile można wałkować relację Rhaenyry i jej macochy, Alicent Hightower, wiadomo że obie damy idą na noże). Nawet najmocniejszy punkt serialu, zachwalany w pierwszym sezonie Matt Smith, ma coś do zagrania zamiast snuć się po nawiedzonym zamczysku jak jakiś Scooby-Doo ze swoją ekipą. Co najwyżej widzowie mogliby narzekać, że w serialu jest za mało scen łóżkowych (gdyby nie ultra brutalne sceny pojedynków i bitew oraz co i rusz rzucane mięsiwa, można by przyjąć że kategoria wiekowa serialu powinna spaść do 16 +…). Ok, serial nie stał też scenami seksu, ale zabrakło małego urozmaicenia…

Bardziej nosami kręciliby tym razem wielbiciele uniwersum George`a R. R. Martina (że już nie wspomnę o samym zainteresowanym…). Bo trzeci sezon znacznie bardziej odstaje od książkowego „Ognia i krwi”, jakby Ryan J. Condal chciał przedstawić autorską (czytaj: alternatywną) wizję rodu Targaryenów (co stało się powodem kłótni z samym Martinem i jego odejściem od serialu… zdumiewające, że sezon czwarty powstaje, mimo niesnasek między nimi). Co i rusz natrafiałem w Internecie na komentarze, że w „Ogniu i krwi” wydarzenia przebiegły zupełnie inaczej niż w serialu.

Pytanie tylko czy odstępstwa były w pełni uzasadnione, czy rzucone tak po prostu dla urozmaicenia sezonu. Bo pomimo wyraźnych różnic między „Ogniem i krwią”, a serialem, sezon trzeci oglądało mi się z zapartym tchem i tylko raz na jakiś czas zdarzało mi się wiercić się przed telewizorem. Nie żebym usprawiedliwiał showrunnera (tym bardziej że twórczość Martina, mimo niedokończenia „Pieśni Lodu i Ognia”, wysoko sobie cenię), ale odstępstwa za pewne były wprowadzone żeby znowu nie narazić się na nudę (chociaż nie przypominam sobie czytając „Ogień i krew” by wątek wojny domowej Targaryenów zalatywał nudą…).

Mimo to sezon 3 dał nadzieję, że doczekamy się satysfakcjonującego finału. Kto czytał „Ogień i krew”, ten wie jaki on będzie, oby tylko został widowiskowo pokazany w serialu (chyba że showrunner odejście od wizji książkowej, to wtedy podzielę zdanie z fanami Martina…).

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


ANDY WEIR :

WSZYSTKO O LOTACH KOSMICZNYCH (I NIE TYLKO)


Cześć wszystkim. W tym odcinku przybliżę sylwetkę jednego z najpopularniejszych w ostatnich latach – także za sprawą przebojowych adaptacji – pisarzy SF: Andy`ego Weira. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

Andy Weir urodził się w Davis w Kalifornii i dorastał w Livermore w Kalifornii. Jego ojciec, John Weir, był fizykiem w Lawrence Livermore National Laboratory, a jego matka była inżynierem elektrykiem. Był jedynakiem, a jego rodzice rozwiedli się, gdy miał 8 lat. Weir dorastał czytając klasyczną fantastykę naukową, taką jak dzieła Arthura C. Clarke'a i Isaaca Asimova.

Uczył się w Livermore High School. Od najmłodszych lat wykazywał zainteresowanie informatyką. W wieku zaledwie 15 lat zaczął pracować jako programista komputerowy w Sandia National Laboratories. Po ukończeniu szkoły średniej Weir studiował informatykę na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego, jednak nie ukończył studiów.


KARIERA LITERACKA

Weir pracował jako programista w kilku firmach produkujących oprogramowanie, m.in. w AOL, Palm, MobileIron i Blizzard, gdzie pracował nad grą wideo „Warcraft II: Tides of Darkness”. Weir został zwolniony z Blizzard w 1995 roku z powodu słabych wyników. Później narzekał, że wczesna struktura firmy nie zapewniała odpowiedniego szkolenia zawodowego.

Weir zaczął pisać science fiction w wieku dwudziestu lat i przez lata publikował prace na swojej stronie internetowej. Był autorem humorystycznego komiksu internetowego „Casey and Andy”, w którym występowały fikcyjne wersje „szalonego naukowca”, jego samego i jego przyjaciół (takich jak pisarka Jennifer Brozek ) od 2001 do 2008 roku. Przez krótki czas pracował także nad innym komiksem „Cheshire Crossing” (łączącym „Alicję w Krainie Czarów”, „Piotrusia Pana”, „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” i „Mary Poppins”), od 2006 do 2008 roku. Przyciąganą przez nie uwagę przypisuje się późniejszemu rozpoczęciu kariery pisarskiej po nieudanej próbie opublikowania jego pierwszej powieści Theft of Pride.

Jego pierwszym dziełem, które zyskało znaczną popularność, było opowiadanie „THE EGG” z 2009 roku, które zostało zaadaptowane na potrzeby licznych filmów na YouTube oraz jednoaktowej sztuki teatralnej i stanowi główny koncept albumu „Everybody” z 2017 roku, trzeciego albumu amerykańskiego rapera Logica .


STYL

Twórczość Andy`ego Weira należy do hard science fiction, jednak w przeciwieństwie do Isaaca Asimova czy Franka Herberta, książki Weira zadowolą nawet tych, którym przy litanii opisów związanych z naukami ścisłymi mogłyby się przegrzać mózgi. Powieści Weira, czy to „Marsjanin” czy „Project Hail Mary”, charakteryzują się bowiem humorem, a nawet sarkazmem. Naukowe dywagacje autora najczęściej wykorzystywane są jako przemyślenia głównych bohaterów.

Z kolei bohaterami jego książek są inteligentnymi i praktycznymi inżynierami lub naukowcami. Często napotykają na swojej drodze wiele trudności, jednak są z natury optymistami, którzy dzielą problemy na małe części, poddają je analizie i rozwiązują po kolei.


SUKCESY LITERACKIE

Sukcesy literackie Weira zaczęły napływać, kiedy pisarz opublikował swoją debiutancką powieść science fiction pt. „MARSJANIN”. W założeniu miała być tak dokładna pod względem naukowym, jak to tylko możliwe, przeprowadzając szeroko zakrojone badania nad mechaniką orbitalną, warunkami na planecie Mars, historią lotów kosmicznych człowieka i botaniką. Pierwotnie opublikowana jako darmowy serial na jego stronie internetowej, niektórzy czytelnicy prosili go o udostępnienie jej na Amazon Kindle. Powieść pierwotnie sprzedawana za 99 centów trafiła na listę bestsellerów Kindle. Następnie Weir został skontaktowany przez agenta literackiego i sprzedał prawa Crown Publishing Group. Wersja drukowana zadebiutowała na 12. miejscu listy bestsellerów The New York Times w 2014 roku. The Wall Street Journal nazwał ją „najlepszą czystą powieścią science fiction od lat”. W 2015 roku na jej podstawie powstał film z Mattem Damonem i Jessicą Chastain w rolach głównych.

W 2015 r. Weir ogłosił, że pracuje nad swoją drugą powieścią, tymczasowo zatytułowaną „Zhek”, którą opisał jako „bardziej tradycyjną powieść science fiction z kosmitami, telepatią, podróżami szybszymi od światła itp.”. Fan fiction napisane przez Weira, „Lacero”, zostało opublikowane w wydaniu „Ready Player One” z 2016 roku , co uczyniło je kanonicznym dla fikcyjnego uniwersum książki. Praca funkcjonuje jako prequel do głównej powieści, koncentrując się na antagoniście powieści Nolanie Sorrento / IOI-655321. Również w 2016 r. Weir wydał „The Principles of Uncertainty”, zbiór opowiadań, na stronie internetowej/aplikacji Tapas .

Po ogłoszeniu, że projekt „Zhek” został "odłożony", Weir przeszedł do innej powieści SF pt. „ARTEMIS” , której akcja rozgrywa się na Księżycu w latach 2080–2090. Ten thriller, opublikowany w 2017 roku, opowiada historię Jazz, 26-letniej kobiety ograniczonej przez swoje małe miasteczko, które jest jednocześnie jedynym miastem na Księżycu. W maju 2017 roku 20th Century Fox i New Regency nabyły prawa filmowe do książki. 26 września 2017 r. ogłoszono, że Phil Lord i Christopher Miller podpisali kontrakt na reżyserię filmu na podstawie powieści. Książka otrzymała jednak mieszane recenzje, a Cassidy Ward z BigShinyRobot napisała:

brakuje w niej tego rodzaju emocji i namacalnego niebezpieczeństwa, których się spodziewałam i na które liczyłam… Artemis to trochę więcej fikcji, a trochę mniej nauki, a fabuła na tym cierpi. Weir wnosi ten sam dowcip i tę samą miłość do szczegółów (jak w Marsjaninie ), ale nigdy nie wydaje się to na tyle prawdziwe, by wywołać skurcz żołądka, gdy coś pójdzie nie tak”.

Weir rozważał napisanie kontynuacji „Artemis”, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu ze względu na mierne przyjęcie, jakie otrzymała. Adaptacja filmowa została czasowo odwołana.

W 2017 roku stacja CBS przejęła pilotaż napisany przez Weira zatytułowany „Mission Control”, opowiadający o grupie młodych astronautów i naukowców NASA. W maju tego roku Weir nawiązała współpracę z artystką komiksów internetowych Sarah Andersen , aby zilustrować „Cheshire Crossing” dla Tapas, a następnie opublikowała go jako samodzielną powieść graficzną w lipcu 2019 roku. W listopadzie 2019 r. ogłoszono adaptację filmową „Cheshire Crossing” przez Amblin Partners i Walt Disney Pictures, której producentem ma być Michael De Luca , a scenariusz napisze Erin Cressida Wilson.

W maju 2021 r. Weir wydał swą trzecią powieść, „PROJECT HAIL MARY”. Koncentruje się ona na Rylandzie Grace, nauczycielu i byłym biologu, który budzi się z amnezją na pokładzie statku kosmicznego. Otrzymała ona szerokie, pozytywne recenzje, zdobywając nagrodę Audie Award 2022 dla Audiobooka Roku i nominację do nagród Hugo 2022 dla Najlepszej Powieści, a także osiągając pierwsze miejsce na liście bestsellerów audiobooków New York Timesa. Ryan Gosling wcielił się w rolę Rylanda Grace’a w adaptacji filmowej, a Lord i Miller wyreżyserowali projekt.

Choć szczegóły tytułu i fabuły pozostają owiane tajemnicą, Weir w 2026 roku pisze samodzielną książkę science fiction na temat sztucznej inteligencji.



Andy`ego Weira warto docenić za wiedzę z informatyki i lotów kosmicznych, którą konsekwentnie i umiejętnie wykorzystuje do swoich powieści. Książki Weira to z jednej strony wciągające i emocjonalne historie science fiction, a z drugiej strony kopalnie wiedzy z dziedziny, w jakiej ich autor się specjalizuje, co kwalifikuje je również do podgatunku hard science fiction.


link: https://lubimyczytac.pl/autor/79487/andy-weir

sobota, 8 sierpnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. Lato na półmetku, a więc skoro jeszcze trwa, to bawmy się do białego rana. Zapewni nam to girlsband Bananarama z przebojem idealnym na tą porę roku - „CRUEL SUMMER” (trzeba przyznać, że tegoroczne lato w trakcie którego raz prażyło, a raz lało jak z cebra, bywało okrutne). Zaczynamy.


HISTORIA UTWOTU

Cruel Summer” to piosenka angielskiego girlsbandu Bananarama. Została napisana przez członkinie Bananaramy oraz Steve Jolley i Tony Swain, którzy odpowiadali również za produkcję. Wydana w 1983 roku, początkowo była samodzielnym singlem, ale rok później znalazła się na ich drugim albumie o tym samym tytule. Po uwzględnieniu jej w filmie „Karate Kidz 1984 roku, piosenka dotarła do dziewiątego miejsca na liście Billboard Hot 100 w USA.

Piosenka powstawała z potrzeby wyrażenia frustracji… niegasnącą popularnością. W 1983 roku kariera Bananaramy nabierała rozpędu. Zespół był zajęty promocją i występami, przez co wokalistki nie mogły wyjechać na coroczne wakacje, podczas gdy ich znajomi odpoczywali na plażach. Dziewczyny utknęły w rozgrzanym mieście, obserwując, jak inni korzystają z urlopów. Frustracja, upał i poczucie izolacji od przyjaciół stały się fundamentem piosenki, która szybko podbiła listy przebojów na całym świecie.


ANALIZA

Powiedzieć, że piosenka odnosi się do wysokich temperatur w okresie letnim byłoby sporym nadużyciem. Wbrew wyraźnie wakacyjnego vibe`u „Cruel Summer” ma dosyć ponury temat, a tekst odnosi się bardziej do osobistych przeżyć członkiń Bananaramy. Piosenkarka zespołu, Sara Dallin, stwierdziła, że „Cruel Summer”

grało po mroczniejszej stronie (letnich piosenek): opisywała przytłaczający upał, cierpienie wynikające z pragnienia bycia z kimś w miarę upływu lata”.

Tekst piosenki został zainspirowany faktem, że w przeciwieństwie do swoich przyjaciół, członkowie zespołu Bananarama nie mogli wyjechać na swoje coroczne wakacje letnie z powodu konieczności przeprowadzenia licznych działań promocyjnych po niedawnym sukcesie.


PREMIERA I SUKCES

Utwór znalazł się w pierwszej dziesiątce list przebojów zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w USA, często wykonywany na żywo w zespole Bananarama i uważany za jeden z ich sztandarowych utworów. Zajął również 44. miejsce na liście 100 najlepszych piosenek lat 80. według „VH1. Billboard” umieścił piosenkę na 13. miejscu na swojej liście „100 najlepszych piosenek girlsbandów wszech czasów”.

Cruel Summer” odniosło sukces po wydaniu w Wielkiej Brytanii, osiągając 8. miejsce na UK Singles Chart, a grupa wykonała piosenkę na żywo w programie BBC Top of the Pops w lipcu 1983. Jej międzynarodowa popularność wzrosła po włączeniu jej do filmu fabularnego „Karate Kid” z 1984 r.; było to rok po pierwotnym wydaniu piosenki (piosenka została wydana w 1984 roku w USA). Grupa nie pozwoliła, aby piosenka znalazła się na ścieżce dźwiękowej filmu, ale i tak osiągnęła dziewiąte miejsce na listach przebojów w USA, ich pierwszy hit w pierwszej dziesiątce tam. Kiedy Bananarama w swoich wczesnych latach wciąż walczyli o pieniądze, wykonali piosenkę nawet na konkursie piękności na Hawajach. Największy sukces piosenka odniosła w Luksemburgu, gdzie osiągnęła szczyt na pierwszym miejscu.

Utwór był od tamtej pory reaktywowany w różnych formach. Pojawił się w kilku reklamach telewizyjnych, a także był coverowany przez innych artystów, takich jak Ace of Base, który osiągnął międzynarodowy sukces (ich wersja osiągnęła status złotej płyty w USA).

https://youtu.be/sUt0ut92vek?si=XsdPWzz2YxYCKrtg

Blestenation wykorzystało sample i zremiksowało utwór, tworząc własny, zatytułowany również „Cruel Summer”, ale z przeplatanymi rapowymi tekstami i zmienioną strukturą; istnieją dwie wersje tego utworu, z których jedna znalazła się na ścieżce dźwiękowej filmu „Blue Crush” z 2002 roku .

Od czasu pierwotnego wydania utworu, zespół Bananarama nagrał kolejne wersje. „Cruel Summer '89” ukazał się w 1989 roku i zyskał nową, swingową odsłonę, po raz pierwszy prezentując wokale Dallina i Woodwarda jako duet.

https://youtu.be/pY9o7X6pGPc?si=yPdu0-pdXlmCI_Bv

W czerwcu osiągnął 19. miejsce na brytyjskiej liście przebojów. Ta wersja nie znalazła się na żadnym albumie Bananarama aż do wydanego w 2005 r. albumu „Really Saying Something: The Platinum Collection.”. Inna wersja utworu została nagrana i zaprezentowana na albumie „Exotica”z 2001 roku .

https://youtu.be/T3N2Rrq8MQQ?si=eJdauYv91Q42dapr

Wersja ta zawierała instrumenty latynoskie i dodatkowe teksty, ale nie została wydana jako singiel. W 2023 roku zespół Bananarama wydał nową wersję, z okazji 40. rocznicy powstania utworu, zatytułowaną „Cruel Summer 3AM”.

https://youtu.be/TbGj2amZaeM?si=ot3i4K5D-AzOyK6L

Jak widać zatem nie na darmo piosenka uchodzi za sztandarowy przykład dyskografii Bananaramy.


link: https://youtu.be/l9ml3nyww80?si=tvKUNwoYJ5snKfV4


TŁUMACZENIE


Bananarama


OKRUTNE LATO”

tytuł: „Cruel Summer”


Gorące letnie ulice
A chodniki płoną
Siedzę bezczynnie
Próbując się uśmiechnąć
Ale powietrze jest takie ciężkie i suche
Słychać dziwne głosy
Co mówili
Rzeczy, których nie rozumiem
Jest za blisko, by czuć się komfortowo
Ten upał wymknął się spod kontroli

To jest okrutne (okrutne)
Okrutne lato
Zostawiające mnie tu samą
To okrutne (okrutne)
Okrutne lato
Teraz cię nie ma

Miasto jest zatłoczone
Moi przyjaciele są daleko
A ja jestem sama
Jest za gorąco, by to wytrzymać
Więc muszę wstać i iść

To okrutne (okrutne)
Okrutne lato
Zostawiające mnie tu samą
To okrutne (okrutne)
Okrutne lato
Teraz cię nie ma
Nie jesteś jedyny

To okrutne (okrutne)
Okrutne lato (zostawiające mnie)
Zostawiające mnie tu na moim własny
To okrutne (to okrutne)
Okrutne lato
Teraz odszedłeś.

To okrutne, okrutne lato
Zostawiające mnie tu sam
ą
To okrutne, okrutne lato
Teraz odszedłeś
Nie jesteś jedyny

To okrutne (okrutne)
Okrutne lato (zostawiające mnie)
Zostawiając mnie tu sam
ą
To okrutne (to okrutne)
Okrutne lato
Teraz odszedłeś
Nie jesteś jedyny

To okrutne (okrutne)
Okrutne lato (zostawiające mnie)
Zostawiające mnie tu samą
To okrutne (to okrutne)
Okrutne lato