piątek, 25 września 2026


BAW SIĘ DOBRZE I PRZEŻYJ ******


  Zaczyna się od przepisu Alfreda Hitchcocka, czyli od trzęsienia ziemi. Oto do nocnej kawiarenki wparowuje dziwnie ubrany facet (Sam Rockwell) i zaczyna wszystkim opowiadać, że pochodzi z przyszłości, a ludzkość wkrótce niechybnie umrze. Brzmi jak „Terminator” gdyby James Cameron go nakręcił pod mocnym wpływem LSD, a dalej robi się coraz ciekawiej. Otóż Mężczyzna z Przyszłości (którego imienia nigdy nie poznamy) werbuje grupę zapatrzonych w smartfony ludzi i wyrusza z nimi by zbawić świat przed… sztuczną inteligencją.

  Żyjemy bowiem w świecie całkowicie już zdominowanym przez sztuczną inteligencje. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Google randomowe pytanie, a obok wybranych linków wyskoczy także odpowiedź sporządzona przez A.I. Gdy dochodzi do awarii prądu i chce się zadzwonić do energetyki, prędzej czy później zamiast żywego konsultanta odezwie się jakaś wirtualna imitacja, ktora na dodatek będzie wmawiać, że rozmowa z nią zajmie mniej czasu niż z żywym oryginałem. A ludzie na wszystko dają się omamić, nie zdając sobie sprawy ile zagrożenia niesie A.I.

  Już wcześniej zdarzały się filmy, które ostrzegały widzów przed sztuczną inteligencją i jej szybkim rozwojem. „Matrix” Wachowskich (otaczający nas świat jako jedna wielka iluzja), „Terminator” wspomnianego już Jamesa Camerona (motyw buntu maszyn i walki z nimi), czy „Gry wojenne” Johna Badhama, a nawet „Avengers: Czas Ultrona” Jossa Whedona (groźba wybuchu trzeciej wojny światowej wywołanej przez komputer). Problem polegał jednak na tym, że widzowie nieczytający między wierszami, traktowali te filmy wyłącznie jako kolejne kino rozrywkowe dla zabicia nudy i nawet nie zaprzątali głowy by czytać między wierszami.

  I tutaj z pomocą przychodzi Gore Verbinski, który do niedawna mocno dogorywał w kinie. Przez ostatnią dekadę pozostawał w filmowym niebycie, a jego filmy („Rango”, „Lekarstwo na życie”) nie podbiły box office. Myślę jednak, że teraz może przebierać w propozycjach reżyserskich, bo jego najnowszy film to jego mocny come back. „Baw się dobrze i przeżyj” jest bowiem mocno dającą do myślenia przestrogą przed rozwojem sztucznej inteligencji i tego, co ona mogłaby zrobić z ludźmi. By skuteczniej przemówić nam do przeżartego przez Internet rozumu, Verbinski sięga po różne gatunki: od SF („Terminator”) po horror („Noc żywych trupów” George’a Romero; trudno nie przyznać mu racji, że ciągłe gapienie się w ekrany zamieni nas w zombiaki…). Całość zaś jest dziką, szaloną jazdą bez trzymanki utrzymaną na dodatek w konwencji gry RPG. Miał niewątpliwie nosa polski dystrybutor, kiedy wymyślał dla filmu hasło reklamowe: „Nie ma wątpliwości. Ten film zrobił szaleniec”. Szaleniec, dodam, z dobrymi intencjami.

  „Szaleniec” ów poprowadził ze sobą cały korowód świetnie dobranych aktorów, na których czele stoi bedący w swoim żywiole Sam Rockwell. Chemia między Bogu ducha winnymi zapaleńcami ruszającymi na straceńczą misję wylewa się z ekranu, a dzięki pojawiającymi się sporadycznie retrospekcjami, o części z nich dowiadujemy się czegoś więcej. A to, co cała ta wesoła gromada zastaje w drodze do celu (dość wspomnieć, że po tym filmie kociarze będą mieli niezłe koszmary), jest popisem niczym nieskrępowanej wyobraźni reżysera. Bo choć film zaczyna się jakby Cameron coś brał podczas pracy nad „Terminatorem”, to później wyglada tak, jakby ten sam reżyser oddał pracę Timowi Burtonowi. Czy jedno kłóci się z drugim? Absolutnie nie.

  Bo Verbinski wracając do pierwszej ligi nakręcił absolutny film tego roku. Wykorzystując do tego cytaty z przeróżnej maści gatunków, zrobił przestrogę dla widzów by za bardzo nie oddawać się sztucznej inteligencji, bo nawet gdyby ktoś spróbowałby nad nią zapanować, przegrałby z kretesem. Ba, sama walka ze sztuczną inteligencją koniec końców może się okazać syzyfową pracą. No bo sami powiedzcie, kto chciałby w czasie używania sztucznej inteligencji zamienić się w zombie (jak w „Komórce” Stephena Kinga, tyle że tam intryga obracała się wokół telefonów komórkowych) albo mieć wizje jak po LSD? Gore Verbinski apeluje do nas byśmy się powstrzymali i zastanowili się nad tym, co robimy. Nie on jeden w popkulturze przychodzi do ludzi z apelem o opamiętanie się, to samo kilka lat temu zrobił Ken Follett w znakomitym „Nigdy”, pokazując konsekwencje nieopamiętania się. Nie jest powiedziane, że się uda, ale można spróbować to zrobić. Tak jak uratować świat przed wielką katastrofą. Wciąż i wciąż, przeżywając jeden dzień na nowo. Niczym w „Dniu Świstaka”.

  Po obejrzeniu tego filmu już nigdy nie zechcecie sięgnąć po smartfony. Albo, przynajmniej, ograniczycie ich używanie. 


Reż. Gore Verbinski

Czas trwania: 135 min

Gatunek: science fiction

Tytuł oryg. „Good luck, have fun, don’t die”

czwartek, 24 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. W tym odcinku pochylimy się jeszcze nad adaptacjami znanych książek. Tym razem jednak skupimy się na PRZYSTĘPNOŚCI ADAPTOWANYCH KSIĄŻEK DLA WIDZÓW. Bo jak wiadomo, książki/komiksy/dramaty nie są dla czytelników (nawet dla wielbicieli materiałów źródłowych), tylko dla masowej widowni, która niekoniecznie miała styczność z tymże materiałem źródłowym. I choć zdarzały się w tej kwestii niejedne kontrowersje (jak wokół netflixowej „Lalki”), nie brakowało również wyjątków od tej reguły. Zaczynamy.


8, „Stara Baśń. Kiedy Słońce było bogiem”, reż. Jerzy Hoffman

Zaczynamy od przykładu z polskiego podwórka (niejedyny raz na tej liście). Książkowa „Stara Baśń”, choć pisana jako powieść historyczna „z czasów IX wieku”, inspirowana była legendą o Popielu i myszach. Hoffman adaptując książkę Kraszewskiego znalazł w tej historii paralele z „Makbetem” Szekspira. W obu przypadkach chodzi o walkę o władzę i studium despotycznych rządów. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeżeli ktoś zechce zaadaptować „Balladynę” Juliusza Słowackiego, pisaną w ogóle na modłę szekspirowskich dramatów, to inspiracji również będzie szukał w „Makbecie”.

Jak wiadomo, książki rządzą się swoimi prawami, a adaptacje: swoimi. Dlatego typowym zabiegiem dla uatrakcyjnienia adaptacji czytelnikowi mogą być np. skróty fabularne.

7, „Tożsamość Bourne`a”, reż. Doug Liman

Powieść Roberta Ludluma, pierwszy tom trylogii o Jasonie Bourne, była adaptowana dwa razy. Pierwsza z nich, nakręcona pod koniec l. 80 jako telewizyjny miniserial, miał bardziej rozbudowaną fabułę, która dla współczesnego widza mogłaby się ciągnąć i ciągnąć. Z tego powodu film Douga Limana niweluje ewentualne dłużyzny i nie pozwala widzowi na choćby jeden oddech. Nie mówiąc już o tym, że zrobił z Matta Damona gwiazdę kina akcji. Fakt, że gdy do adaptacji dwóch kolejnych tomów zasiadł Paul Greengrass, wszystko zostało pozamiatane, jest tematem na inny ranking.

Miejsce 6. jest specjalnie dla osób, które obejrzały już netflixową „Lalkę” i niekoniecznie były zadowolone ze sposobów przystępności zastosowane przez Pawła Maślonę.

6, „Lalka”, reż. Wojciech Jerzy Has

Paweł Maślona postąpił wobec powieści Prusa niczym Luhrmann wobec „Romea i Julii” Szekspira: zachował jedno, unowocześnił drugie (w jego przypadku: unowocześnił język, zachował epokę), co może zakłócić odbiór adaptacji. A wystarczyło skupić się na głównym wątku i zrobić z adaptowanej (odczytywanej na różne sposoby) książki to, czym nie jest. Has zrobił z Prusa autora melodramatu, co było świetne. Dlatego z nowych wersji „Lalki” czekam na film Kawalskiego. Z pierwszych recenzji wynika, że twórcy konkurencyjnej adaptacji zrobili z Prusa polską… Jane Austen. Też odważna interpretacja.

Uwspółcześnianie akcji w adaptacji samo w sobie nie jest złym pomysłem, o ile jest dobrze przemyślanym. Jak to miało miejsce w adaptacji „Klubu Włóczykijów”.

5, „Klub Włóczykijów”, reż. Tomasz Szafrański

W netflixowej „Lalce” drażnić mogą nagminnie stosowane wulgaryzmy, bez których serial i tak by się obył (wystarczy szybsze tempo, nawet względem adaptacji Hasa). Czyż nie lepiej by było uwspółcześnić sam czas akcji adaptacji by lepiej wstrzelić się w gusta widzów (tak, „Lalka” Maślony, nawet z wulgaryzmami, powodowałaby mniejszy zgrzyt, gdyby jej akcja toczyła się współcześnie). „Klub Włóczykijów” Tomasza Szafrańskiego przenoszący akcję powieści Niziurskiego z l. 60 do XXI w., nie jest jedynym tego typu przykładem, bo podobny zabieg zastosowano w „Szatanie z VII klasy” z 1962 r.

Tuż przed podium uplasowała się metoda, dzięki której swój trium odniósł „Władca Pierścieni” Petera Jacksona, a dziś to samo powtarza trylogia „Diuny” Villeneuve`a.

4, „Diuna”/„Diuna. Część druga”, reż. Denis Villeneuve/„Władca Pierścieni”, reż. Peter Jackson

Kto chciałby oglądać ciągnące się w nieskończoność (skądinąd malownicze) plenery Nowej Zelandii (odnoszące się do rozwleczonych opisów Śródziemia), lub słuchać ekologiczno-teologiczno-psychologicznych rozważań rodem z książkowej „Diuny”. Dla widza liczy się akcja. Żeby jednak adaptacja nie została położona przez przerost formy (w tym przypadku CGI) nad treścią, adaptatorzy dopuszczają się (minimalnego, ale jednak) zachowania poglądów autora. Bo choć adaptacje są realizowane dla masowych widzów, na seans chodzą też fani książek. Tak oto przysłowiowy wilk jest syty, a owca cała.

Podium otwiera film będący kwintesencją amerykańskiej popkultury l. 2000, gdy (m.in.) kino musiało się urealnić. Wśród zalewu tego typu filmów z tamtego okresu wybrałem „Troję”.

3, „Troja”, reż. Wolfgang Petersen

Podobnie jak tegoroczną „Odyseję” Nolana można odebrać jako film o PTSD, tak „Troję” sprzed 22 lat można odebrać jako film urealniający (na tyle, na ile byłoby to możliwe…) historię wojny trojańskiej. Film Petersena wpisał się w trend, który dotyczył wtedy niemal wszystkich popkulturowych historii: od komiksów (trylogia Nolana o Batmanie) przez legendy („Tristan i Izolda” Kevina Reynoldsa) po adaptacje książek („Casino Royale” z Craigiem w roli Bonda). Urealniając swoje filmy, reżyserzy sprawili że zwietrzałe historie nabrały nowego blasku i stały się bardziej przystępne dla widzów sprzed 20 lat.

O powodzeniu dobrej adaptacji na ekranie, nawet odbiegającej od materiału źródłowego, może też świadczyć żywsze tempo względem książki. Za przykład niech posłuży filmowy „Fight Club”.

2, „Podziemny krąg”, reż. David Fincher

W teorii, film Finchera oparty na powieści Chucka Palamiuka „Fight Club” podpada pod ten sam punkt, co „Tożsamość Bourne`a” Douga Limana, chociaż w tym przypadku o wiele lepszą robotę odwalił Paul Greengrass adaptując dalsze trylogii Roberta Ludluma o Jasonie Bourne. W przypadku „Fight Club”, powieściowy oryginał charakteryzował się rwanym, pełnym powtórzeń, stylem, co charakteryzowało stan psychiczny anonimowego bohatera. By zbliżyć się do książki, i nie zamulić umysłu widzów, Fincher użył rwanego montażu, szybkich monologów zza kamery i teledyskową estetykę. I wyszło zacnie.

Złoto, jak zwykle u mnie: przewrotne, dla głośnej trylogii Pier Paolo Pasolliniego inspirowanej klasykami literatury: „Księgą 1001 nocy”, „Opowieściami kanterberyjskimi” i „Dekameronem”.

1, „Trylogia życia”, reż. Pier Paolo Pasolini

Tzw „trylogia życia” Pasoliniego bierze na warsztat trzy teksty kultury, które w ujęciu włoskiego skandalisty mającego na koncie także adaptacje antycznych dramatów łączy erotyczny wydźwięk. Widać to szczególnie w „Kwiecie tysiąca i jednej nocy” oraz w „Dekameronie”, ale obecne jest także w „Opowieściach kanterberyjskich”. Pasolini dość luźno adaptuje wszystkie trzy zbiory historii, wyciągając z nich jednak ich esencję. A że za życia wzbudzał niejeden raz kontrowersje, podobnie jak adaptowane teksty, trudno o lepsze adaptacje przystępne dla widzów, niezależnie od czasów.


To była moja lista adaptacji przystępnych dla widzów. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach. A my widzimy się w następnym odcinku. Cześć.

wtorek, 22 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Na następną muzyczną podróż w czasie wybierzemy się tym razem do pierwszej połowy lat 2000, by zapoznać się z historią albumu „BREAKAWAY” Kelly Clarkson. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Na początku 2004 roku Clarkson rozpoczęła pracę nad nowym materiałem na swój drugi album studyjny, który ukazał się po udanym debiutanckim albumie „Thankful”, będąc jednocześnie gwiazdą trasy koncertowej Independent Tour z Clayem Aikenem, zdobywcą drugiego miejsca w drugim sezonie programu American Idol. Wyraziła również zamiar nagrania płyty z Fantasią Barrino, która właśnie wygrała trzeci sezon programu; obie miały wydać swoje albumy w tym samym miesiącu.

Kiedy rozpoczęła pracę nad albumem z dyrektorem muzycznym Clive'em Davisem, Clarkson została zaproszona przez Whitney Houston do nagrania utworu „Breakaway”, który miał znaleźć się na ścieżce dźwiękowej do filmu fabularnego Walt Disney Pictures z 2004 roku „Pamiętnik księżniczki 2: Królewskie zaręczyny”, którego Houston była współproducentką. Utwór, napisany przez Matthew Gerrarda, Bridget Benenate i Avril Lavigne, został pierwotnie napisany na debiutancki album Lavigne „Let Go” (2002), ale uznano go wówczas za nieodpowiedni do tematyki albumu. Początkowo niechętna, Clarkson zgodziła się nagrać piosenkę. W kwietniu 2004 r. Clarkson weszła do studia zaraz po trasie koncertowej Independent Tour. W wywiadzie powiedziała: 

„Napisałam większość (piosenek) do tej pory, ale są ludzie, którzy mają dla mnie coś do powiedzenia. Nie jestem jedną z tych osób, które uważają, że trzeba pisać wszystko. (Zaśpiewam to) tak długo, jak będę mogła się z tym utożsamić”.

Podczas prac nad albumem Davis ujawnił, że niechętnie pozwalał Clarkson pisać materiał na płytę. Wspomniał:

„Zawsze zachęcam ludzi do pisania własnych piosenek, ale w świecie popu, gdzie kariera jest całkowicie zależna od hitów, można być sceptycznym. Artyści o wspaniałych głosach, tacy jak Melissa Manchester i Taylor Dayne, mogliby mieć o wiele dłuższe kariery, gdyby nie nalegali na pisanie własnego materiału”.

W pracę nad albumem, Clarkson zaangażowała wielu uznanych w tamtym okresie muzyków, w tym m.in. Bena Moody’ego (byłego gitarzystę grupy Evanescence), Davida Hudgesa, Karę DioGuardi, Dr. Luke’a i Maxa Martina. Sama piosenkarka była z kolei współautorką sześciu utworów na płycie.


UTWORY PROMUJĄCE

Płyta była promowana pięcioma singlami (z czego jeden został wydany wyłącznie w Stanach Zjednoczonych), na przełomie 2004-2006 roku.

Pierwszym singlem z albumu był utwór o tym samym tytule [nr 1] wydany (wyłącznie w Stanach Zjednoczonych) 10 lipca 2004 roku, gdzie sprzedał się w ponad 100 000 egzemplarzy (osiągając 6. miejsce na liście Billboard Hot 100), co zapewniło mu status złotej płyty. Jeszcze większym sukcesem cieszył się drugi singiel promujący (jako pierwszy wydany również poza USA): „Since U Been Gone” [nr 2], wydany 16 listopada. Dynamiczny utwór sprzedał się w 1 200 000 egzemplarzy w Stanach Zjednoczonych (zajmując 2. miejsce na liście Billboard Hot 100), uzyskując status sześciokrotnej platynowej płyty.

Kolejne dwa single wyszły w 2005 r. Trzecim singlem promującym był rockowy utwór „Behind These Hazel Eyes” [nr 3], wydany 12 kwietnia, który również okazał się sukcesem. Osiągnął 6. miejsce na amerykańskiej liście Billboard i uzyskał status trzykrotnej platynowej płyty za sprzedaż 600 000 egzemplarzy. Czwartym singlem jest wydana 16 sierpnia ballada „Because of You” [nr 4], która ponoć porusza temat problemów rodzinnych Kelly Clarkson. Utwór utrzymywał się na listach przebojów przez wiele tygodni i był pierwszym dużym sukcesem piosenkarki w Polsce.

Piątym i ostatnim singlem z albumu „Breakaway” był „Walk Away” [nr 8] wydany 17 stycznia 2006 roku. Dynamiczny utwór został wydany w styczniu 2006 roku w USA, gdzie od tego czasu osiągnął status podwójnej platynowej płyty.


PREMIERA I SUKCES

Album „Breakaway” został pierwotnie wydany tylko w Ameryce Północnej. W USA zadebiutował na trzecim miejscu listy „Billboard 200”. „Breakaway” pokrył się sześciokrotną platyną i stał się trzecim najlepiej sprzedającym się albumem 2005 r. w tym kraju. Album przyniósł Clarkson pierwszą nagrodę Grammy w kategorii Najlepszy Album Pop. Tytułowy singiel, zgodnie z zapowiedziami Whitney Houston, wykorzystano do promocji filmu „Pamiętnik Księżniczki 2”, co przyczyniło się do większego sukcesu komercyjnego. Singiel osiągnął szóste miejsce na liście „Billboard Hot 100”.

Do promocji albumu, Clarkson zorganizowała trzy trasy koncertowe: Breakaway World Tour (2005–2006), Hazel Eyes Tour (2005) i Addicted Tour (2006).


link: https://youtube.com/playlist?list=PLNPGM2D7aODckCLVt-c0IULou1WO8w8v1&si=3NtEZfLB8JfGXrXu

poniedziałek, 21 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


BOLESŁAW PRUS : KRONIKARZ WARSZAWY


Cześć wszystkim. W ramach „tygodnia z Lalką”, zapraszam wszystkich na ostatni odcinek tego podcyklu, w którym przybliżę sylwetkę autora czterokrotnie adaptowanej powieści: Bolesława Prusa. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

Bolesław Prus naprawdę nazywał się Aleksander Głowacki i urodził się 20 sierpnia 1870 roku w Hrubieszowie na Lubelszczyźnie. Osierocony jeszcze przed dziesiątym rokiem życia (jego matka zmarła gdy Aleksander miał 3 lata, a ojciec: gdy chłopak miał 9 lat), trafiał pod opiekę babci, a gdy ona zmarła, zaopiekowała się nim ciocia. W końcu opiekę nad nim przejął starszy o trzynaście lat brat, Leon, z którym przeniósł się do Kielc, gdzie rozpoczął naukę w tamtejszym gimnazjum.

Zainspirowany przez brata, mając 16 lat przerwał naukę i wziął udział w Powstaniu Styczniowym. Dostał się do rosyjskiej niewoli, jednak ze względu na młody wiek oraz dzięki wstawiennictwu ciotki, po wyjściu ze szpitala pozwolono mu wrócić do Lublina i zamieszkać z rodziną. W 1864 r. opublikował w „Kurierze Niedzielnym” wiersz „Do Pegaza” podpisany pseudonimem Jan w Oleju. Widmo uczestnictwa w Powstaniu jednak nad nim ciążyło i za ledwie dziesięć dni po publikacji wiersza został aresztowany za uczestnictwo w zrywie. Sąd wojskowy pozbawił go szlachectwa, a następnie oddał pod opiekę wuja Klemensa Olszewskiego, gdyż opiekujący się dotychczas młodszym bratem Leon Głowacki cierpiał na nieuleczalną chorobę psychiczną. Po zwolnieniu z więzienia Aleksander kontynuował naukę w lubelskim gimnazjum, które ukończył 30 czerwca 1866 r. z wynikiem celującym.

Nosił się z zamiarem studiowania w Petersburgu, jednak z powodów finansowych nie stać go było na to. Ostatecznie rozpoczął studia w Szkole Głównej w Warszawie na wydziale Matematyczno-Fizycznym. Zdany tylko na siebie w Warszawie, dorabiał jako guwerner i korepetytor, z czego jednak nie otrzymywał zbyt dużych zysków. Z powodu trudności materialnych, na trzecim roku, przerwał studia i przeniósł się do Puław, gdzie podjął naukę na Wydziale Leśnym Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa, jednak już we wrześniu 1870 r. wrócił do Warszawy, gdyż popadł w konflikt z jednym z rosyjskich profesorów.


KARIERA 

Imał się wielu zawodów, jednak najbardziej znany był jako dziennikarz piszący na łamach „Kuriera Warszawskiego”. Jeszcze zanim tam zadebiutował, opublikował swój pierwszy artykuł, „Nasze grzechy”, w 22 numerze czasopisma „Opiekun Domowy”. Na łamach tego samego czasopisma w 1872 r. ukazywały się też felietony Głowackiego „Listy ze starego obozu”, które autor po raz pierwszy podpisał pseudonimem Bolesław Prus. Głowacki postanowił wówczas używać prawdziwego nazwiska do podpisywania jedynie poważnych artykułów. Z czasem jego pseudonim stał się stały przy podpisywaniu nie tylko artykułów, ale również powieści i nowel. 

W 1874 r. związał się z „Kurierem Warszawskim”, na łamach którego wychodziły pierwsze jego nowele jak „KATARYNKA”, „POWRACAJĄCA FALA”, „ANTEK” (wszystkie trzy z 1880 r.), „KAMIZELKA” (1882), czy „GRZECHY DZIECIŃSTWA” (1883). W 1885 r. opublikował swoją pierwszą powieść, nad którą rozpoczął pracę jeszcze w 1883 r. (wówczas zatytułowaną „Chybioną powieść”). Wydana w 1885 r. przybrała tytuł „ANIELA” i często jest uznawana za kolejną nowelę (w porównaniu do poźniejszych powieści Prusa, jest najkrótsza z nich wszystkich). Natomiast powieść z prawdziwego zdarzenia wydał zaledwie rok potem. Była to „PLACÓWKA” (1886).

W tym czasie Prus, od najmłodszych lat zmagający się z agorafobią, zaczął regularnie wyjeżdżać do położonego w okolicy uzdrowiska w Nałęczowie. Po raz pierwszy wyjechał tam w 1882 roku i potem, przez kolejne 28 lat, jeździł tam na kuracje. Podczas pobytu w uzdrowisku, pisarz zawarł znajomość z innym bywalcem Nałęczowa, również znanym pisarzem: Stefanem Żeromskim (na którego ślubie Prus był świadkiem). Obecnie w Nałęczowie można oglądać pomnik-ławkę Prusa, a także zwiedzać poświęcone mu muzeum. 


STYL

Twórczość Bolesława Prusa należy do największych osiągnięć literatury polskiej. Śmiało można go porównać z Charlesem Dickensem, ponieważ w przeciwieństwie do Henryka Sienkiewicza nie zajmował się krzewieniem serc poprzez przypominanie najważniejszych wydarzeń historycznych, ale problemami społecznymi. 

Tematem jego wczesnej twórczości było przedstawienie krzywdy społecznej skontrastowanej z jałowością życia zamkniętego w swoim świecie ziemiaństwa. W tym czasie Prus był świadkiem tragedii losów ludzkich i niesprawiedliwości społecznej, spowodowanych w znacznej części zderzeniem z wczesnokapitalistyczną gospodarką. Zachodzące zjawiska społeczno-gospodarcze Prus poddawał w swojej twórczości analizie i ocenie.


SZCZYT KARIERY

W l. 1886-1890 Prus wydawał przede wszystkim kolejne felietony i nowele, spośród których na szczególną uwagę zasługuje tomik „Z LEGEND DAWNEGO EGIPTU” (1888). W 1890 r. pisarz wydał pierwszy ze swoich bestsellerów - rozległą panoramę Warszawy pt. „LALKA”. To właśnie dzięki niej, a także za sprawą licznym nowel, autor zyskał miano „kronikarza Warszawy”, którą (mimo osadzenia akcji w latach 70, tuż po Powstaniu Styczniowym) tak dokładnie odmalował (co przełożyło się na organizowane do dziś eventy w rodzaju „spacerów śladami Prusa i Lalki”). Cztery lata potem Prus opublikował kolejną uznaną powieść w swoim dorobku, tym razem społeczno-obyczajową pt. „EMANCYPANTKI” (1894). Dużym zaskoczeniem było ogłoszenie pracy nad powieścią „FARAON”. Wszyscy zakładali że tytuł będzie miał charakter metaforyczny i będzie się odnosił do popularnej wówczas gry karcianej (Prus bowiem nie kojarzony był z literaturą historyczną). Okazało się jednak, że nowa powieść była osadzona w starożytnym Egipcie, a na tle zawartego tam konfliktu między tytułowym faraonem (fikcyjnym Ramzesem XIII), a kapłanem Herhorem (postacią autentyczną), Prus ukazał studium władzy.

Następnie w roku 1909 wydał jeszcze jedną powieść „Dzieci”, w której poddał krytyce rewolucję rosyjską 1905 r. Śmierć pisarza przerwała prace nad ostatnią, niedokończoną powieścią „Przemiany” (1911–1912 w „Tygodniku Illustrowanym”). Warto w tym miejscu dodać, że Prus – jeszcze przed opublikowaniem „Lalki” – rozpoczął pisanie powieści „Sława”, która po wydaniu historii Wokulskiego i Łęckiej miała być pomyślana jako potencjalna kontynuacja. Projekt ten jednak Prus porzucił.

Pod koniec życia, dzięki ożywionej działalności publicystycznej (głównie w l. 1904–1905) Prus stał się wielkim autorytetem w oczach opinii publicznej. Był postrzegany jako wzorowy reprezentant postawy zgodnej z założeniami pracy organicznej i utylitaryzmu. Do końca życia pisarz chętnie brał udział w akcjach społecznych i obejmował patronat wielu inicjatyw oraz przedsięwzięć. Został opiekunem sierot z Towarzystwa Dobroczynności, brał udział w spółce zakładającej Seminarium dla Nauczycieli Ludowych na Ursynowie, był prezesem Stowarzyszenia Kursów dla Analfabetów Dorosłych. Nic zatem dziwnego, że gdy zmarł w 1910 roku i pochowano go na warszawskich Powązkach, na jego grobie wyryto znamienne określenie: „SERCE SERC”.



Bolesława Prusa warto docenić za rzetelny obraz Warszawy, a także za podejmowane przez niego tematy społeczne (nie tylko jemu współczesne) i obyczajowe. Dzięki podejmowanej tematyce, autor - chociaż należący do pozytywistów - wyróżniał się na tle twórczości Henryka Sienkiewicza i można go śmiało porównać do innych autorów podejmujących podobną tematykę, jak chociażby do Charlesa Dickensa.


link: https://lubimyczytac.pl/autor/19097/boleslaw-prus

niedziela, 20 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „BOHATEROWIE POPKULTURY”


Cześć wszystkim. W ramach „tygodnia z Lalką” w tym odcinku „Bohaterów popkultury” pozostajemy na polskim podwórku. Bohaterem tego odcinka niedzielnego cyklu będzie jedna z najbardziej złożonych postaci polskiej literatury: STANISŁAW WOKULSKI. Zaczynamy.


Dane:

Twórca: Bolesław Prus

Odtwórcy: Mariusz Dmochowski [„Lalka”, reż. Wojciech Jerzy Has]

                  Jerzy Kamas [„Lalka”; serial, reż. Ryszard Ber]

                  Tomasz Schuchardt [„Lalka”; serial, reż. Paweł Maślona]

                  Marcin Dorociński [„Lalka”, reż. Maciej Kawalski]


HISTORIA POWSTANIA. GENEZA POSTACI.

Stanisław Wokulski to główny bohater „Lalki” Bolesława Prusa. Jest jedną z najbardziej złożonych postaci w literaturze polskiej. Z zawodu jest kupcem i stoi twardo na pozytywistycznym gruncie (kult pracy, nauki i przedsiębiorczości). Nie brakuje mu jednak wielu elementów typowych dla epoki romantyzmu (jak np. idealizm). W gruncie rzeczy Prus przedstawiał tę niejednorodność jako charakterystyczną dla pokolenia żyjącego w okresie przejściowym między romantyzmem, a pozytywizmem.

Według wielu teorii, tworząc główną postać swojej powieści Prus inspirował się kilkoma postaciami. Jedna z teorii zakładała, że pierwowzorem Wokulskiego był szwajcarski przedsiębiorca Jakub Lange, który w połowie XIX wieku przyjechał do Warszawy. Z kolei nazwisko Prus miał zaczerpnąć od kieleckiego lekarza Wokulskiego. Jeszcze inni wskazywali, zwłaszcza pod kątem imienia bohatera, że pierwowzorem kupca był Stanisław Strójwąs, warszawski kupiec. Jednym z najbardziej prawdopodobnych pierwowzorów miałby być jednak hrabia Ludwik Krasiński, przedsiębiorca, którego działalność Bolesław Prus pilnie obserwował i który posiadał majątek w budynku, w którym pisarz zlokalizował sklep Wokulskiego.


CHARAKTERYSTYKA

Stanisław Wokulski, jak to zaznaczyłem, jest jedną z najbardziej złożonych postaci w literaturze polskiej. Jedną nogą przebywa jeszcze w okresie romantyzmu, a drugą: już w pozytywizmie. Z jednej strony bohater jest typem idealisty, co przejawia się w wizji jego związku z Łęcką (zbliżoną do mitycznego motywu miłości Pigmaliona), z drugiej strony kultywuje pracę, naukę i przedsiębiorczość, co zbliża go z kolei do pozytywistów. Ta druga cecha przejawia się w jego filantropii (podobnie jak cecha romantyczna), ale też w jego stosunku do czasu (żyje przyszłością, nie przeszłością jak Rzecki), a przede wszystkim w jego pracy kupca.


W JAKICH PRODUKCJACH WYSTĘPUJE?

Stanisław Wokulski pojawił się po raz pierwszy w filmowej adaptacji z 1968 roku w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa, który skupił się w swojej wizji przede wszystkim na relacji bohatera z Izabelą Łęcką. W postać nieszczęśliwie zakochanego przedsiębiorcy wcielił się Mariusz Dmochowski. Dziewięć lat później, w adaptacji serialowej nakręconej przez Ryszarda Berę, Wokulskiego zagrał z kolei Jerzy Kamas.

Przez kolejne lata długo nie decydowano się na ponowne przenoszenie powieści Prusa na ekran. Sytuacja zmieniła się dopiero w 2026 r., kiedy to na ten rok zaplanowano niejedną, a aż dwie adaptacje. Pierwsza z nich już wywołała skrajnie różne opinie z powodu znacznego odejścia od książki Prusa (trochę na podobnej zasadzie co tegoroczna adaptacja „Wichrowych wzgórz” w reżyserii Emmeral Frennell). Wokulskiego zagrał w niej Tomasz Schuchardt, wizualnie dość zbliżony do odgrywanego przez siebie bohatera. Druga z nich ma szansę jednak zatrzeć kontrowersje wokół serialu Pawła Maślony, gdyż superprodukcja Macieja Kawalskiego wydaje się bardziej wierniejszą propozycją, nawet względem adaptacji Hasa. Może z wyjątkiem odtwórcy roli Wokulskiego, którego w tej wersji będzie grał Marcin Dorociński.

Postać Wokulskiego stała się również przedmiotem późniejszych literackich kontynuacji i reinterpretacji. Jego dalsze losy przedstawiono w takich utworach jak: opowiadanie Stefana Godlewskiego „Wokulski” (1931); powieściach: „Stanisław i Izabela. Epilog Lalki” (1997) Piotra S. Wirskiego; „Córka Wokulskiego” Romana Praszyńskiego, steampunkowego „Alkaloidu” Aleksandra Głowackiego (oba z 2012 roku) oraz powieści fantastycznonaukowa Jacka Dukaja „Imperium chmur” (2018).

sobota, 19 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. Tym razem przeniesiemy się do odległych lat 60, by posłuchać historii jednego z najsłynniejszych protest songów: „BLOWIN` IN THE WIND” Boba Dylana. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU

Historię powstania utworu przybliżył ówczesny przyjaciel Dylana, piosenkarz folkowy David Blue, w filmie „Renaldo & Clara”. Kompozycja opierała się na utworze „No More Auction Block” – tradycyjnej pieśni z czasów niewolnictwa Afroamerykanów – którą Dylan często wykonywał w tamtym okresie. Najprawdopodobniej poznał ją dzięki interpretacji Odetty.

https://youtu.be/SfbpsmbxE2c?si=fJxpAMAjfTzU0zJk

Jedna z wersji nagranych przez Dylana znalazła się na pierwszym wydawnictwie z serii „Bootleg Series” – potrójnym albumie „The Bootleg Series Volumes 1–3 (Rare & Unreleased) 1961–1991” (1991).

W maju 1962 roku Dylan nagrał „Blowin’ in the Wind” w Nowym Jorku na potrzeby audycji radiowej „Broadside Show”; wersja ta pojawiła się później na albumie „Broadside Reunion”. 2 lipca 1962 roku muzyk wystąpił w klubie Finjan w Montrealu (Kanada). 9 lipca 1962 roku Dylan zarejestrował materiał na album „The Freewheelin’ Bob Dylan” (1963) w studiu Columbia Studio A w Nowym Jorku, nagrywając co najmniej trzy wersje tego utworu. W tym samym miesiącu nagrał go również w studiu The Witmark w Nowym Jorku. 30 grudnia 1962 roku Dylan wziął udział w sesji dla brytyjskiej telewizji w studiach BBC w Londynie – konkretnie w nagraniu sztuki „Madhouse on Castle Street”. Program wyemitowano 12 stycznia 1963 roku.

W 1971 roku Dylan wykonał utwór podczas koncertu Concert for Bangladesh; zagrał go zarówno podczas występu wieczornego, jak i nocnego (wersja z występu nocnego została wydana na płycie oraz na DVD).


ANALIZA

„Blowin’ in the Wind” to prawdopodobnie ten utwór, który najbardziej pomógł w rozwoju kariery Boba Dylana. Kompozycja ta stała się jednym ze wzorów współczesnego protest songu, nie tylko z powodu tematyki: charakteryzuje się prostą, chwytliwą melodią oraz głęboko filozoficznym tekstem, w którym autor stawia pytania (retoryczne lub takie, na które trudno jest odpowiedzieć).

Utwór interpretowany jest jako filozoficzne rozważanie Dylana na tematy pokoju, wojny i wolności. Piosenka zawiera wiele pytań, będących w większości postulatami rozwoju ludzkości i lepszej przyszłości, i nie odnosi się do któregoś specyficznego wydarzenia politycznego, co może tłumaczyć jej popularność na przestrzeni lat. Utwór nie zawiera jasnej odpowiedzi – każda z trzech zwrotek kończy się tytułowymi słowami: „odpowiedź niesiona jest przez wiatr” („The answer is blowin’ in the wind”), co można interpretować jako zapowiedź nadejścia lepszych czasów.


PREMIERA I SUKCES

Piosenka w chwili wydania okazała się wielkim hitem w dorobku Dylana i doczekała się wielu coverów. Nie sposób zliczyć ile dokładnie, dlatego ja wymienię tylko niektóre. I tak w 1963 roku został nagrany cover, za który odpowiadało trio Peter, Paul and Mary:

https://youtu.be/eG12XQgxkws?si=q3Ts_oi_1dojwGCh

W tym samym roku szwedzki muzyk Tore Lagergren napisał tekst pt. „Och vinden ger svar” („a wiatr daje odpowiedź”); utwór ten gościł na liście przebojów Svensktoppen przez dwa tygodnie w 1963 roku – najpierw w wykonaniu grupy Otto, Berndt och Beppo (z najwyższą pozycją nr 8 w dniu 12 października), a następnie w wykonaniu Larsa Lönndahla (w dniach 9–15 listopada, na miejscach szóstym i siódmym).

https://youtu.be/U30A9Pw3F-c?si=21REWQglWgc-AjcJ

W 1966 r. Stevie Wonder nagrał własną wersję, która znalazła się w pierwszej dziesiątce listy Billboard Hot 100 oraz dotarła na szczyt zestawienia przebojów R&B. W Kanadzie utwór osiągnął 12. miejsce.

https://youtu.be/y8q1I9f1l4U?si=wMkyNlB8NNUnKLHy

Najbardziej znany cover spośród tych najwcześniejszych, został nagrany w 1975 r. przez Joan Baez:

https://youtu.be/33x39rRDGz0?si=rQfYBGT0OUzxyFjC

(wersja śpiewana w duecie z Dylanem)

W 1992 roku piosenka została również wykorzystana w jednej ze scen słynnego filmu Roberta Zemeckisa „Forrest Gump”:

https://www.youtube.com/watch?v=P8GiY6P9r3U

W 2022 roku Dylan sprzedał nowo nagraną wersję piosenki – wyprodukowaną przez T Bone’a Burnetta – na unikalnym, jedynym w swoim rodzaju nośniku analogowym, określanym mianem płyty „Ionic Original”. Płyta została sprzedana za pośrednictwem domu aukcyjnego Christie’s za kwotę 1,78 miliona dolarów.


link: https://www.youtube.com/watch?v=vWwgrjjIMXA&list=RDvWwgrjjIMXA&start_radio=1


TŁUMACZENIE


Bob Dylan


„NIESIONA PRZEZ WIATR”

tytuł oryg. „Blowin` in the wind”


Ileż dróg musi ktoś przebyć,
Nim nazwiesz go człowiekiem?
Iloma morzami musi dryfować biała mewa
Nim uśnie w piasku?
A ileż razy muszą lecieć naboje,
Nim po wsze czasy je zakażą?
Odpowiedź, mój druhu, niesiona jest przez wiatr,
Odpowiedź niesiona jest przez wiatr.

Ileż lat może istnieć góra,

Nim rozsypie się do morza?
A ileż lat mogą ludzie istnieć,
Nim uzyskają wolność?
A ileż razy człowiek może odwracać głowę,
Udając że nie widzi nic?
Odpowiedź, mój druhu, niesiona jest przez wiatr,
Odpowiedź niesiona jest przez wiatr.

A ileż razy człowiek musi spojrzeć w górę,
Nim zdoła zobaczyć niebo?
A ileż uszu musi człowiek posiadać,

By usłyszeć ludzki płacz?
A ileż jeszcze ludzi musi zginąć, nim on zrozumie,
Że zginęło ich już zbyt wielu?

Odpowiedź, mój druhu, niesiona jest przez wiatr,
Odpowiedź niesiona jest przez wiatr.

piątek, 18 września 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Cześć wszystkim. Za mniej więcej dwa tygodnie odbędzie się premiera najbardziej wyczekiwanego polskiego filmu: najnowszej adaptacji „LALKI” Bolesława Prusa w reżyserii Macieja Kawalskiego (która interesuje mnie bardziej od dostępnej obecnie na Netflixie adaptacji serialowej). Rzecz jasna obie adaptacje nie były pierwszymi, które przenosiły powieść Bolesława Prusa na ekran, dlatego w tym odcinku przeanalizuję literacki pierwowzór z filmem Wojciecha Jerzego Hasa. Zaczynamy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

  Powieść stanowi obraz społeczeństwa XIX-wiecznej Warszawy. Na tym tle rozgrywa się historia nieszczęśliwej miłości. Główny bohater to Stanisław Wokulski, kupiec galanteryjny, zakochany w arystokratce Izabeli Łęckiej. Przyjacielem Wokulskiego jest subiekt Ignacy Rzecki, dawny uczestnik powstania styczniowego, który prowadzi pamiętnik.



RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM


OGÓLNE RÓŻNICE

  Adaptacja w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa skupia się głównie na wątku melodramatycznym, natomiast liczne wątki poboczne (z uwagi na okres, w jakim powstawała) dyskretnie przemilcza. Jednym z nich jest cały wątek pamiętnika prowadzonego przez Ignacego Rzeckiego. 

  Tytuł prowokował do wielu dyskusji na temat jego znaczenia. Według późniejszych interpretacji, książka posiada m.in. tytuł satyryczno-dydaktyczny, zgodnie z którym „lalkami” są przedstawiciele klas wyższych, lub też swoim tytułem nawiązuje do motywu theatrum mundi, w którym wszyscy bohaterowie to kukiełki z przypisanymi rolami. Reżyser opowiada się zdecydowanie po stronie zwolenników trzeciej teorii, zgodnie z którą tytułową „lalką” jest Izabela Łęcka, choć w powieści pojawia się także (pominięta w filmie) scena procesu sądowego za kradzież zabawki (które to wydarzenie zainspirowało Prusa do napisania powieści, a która w książce pojawia się jako jeden z wpisów w pamiętniku Rzeckiego).


POWRÓT WOKULSKIEGO DO WARSZAWY

  Powieść Prusa rozpoczyna się dysputą dwóch bywalców restauracji na Krakowskim Przedmieściu na temat Wokulskiego i prowadzonego przez niego sklepu z galanterią. W pewnym momencie jeden z bywalców, radca Węgrowicz, opowiada jak poznał Wokulskiego, który w młodości terminował u Hopfera jako kelner. Film w sekwencji otwierającej ilustruje okoliczności poznania Wokulskiego z Węgrowiczem dla pokazania od czego bohater zaczynał swój fach. Od tamtych wydarzeń mija kilka lat. Faktyczna akcja filmu zaczyna się wraz z powrotem Wokulskiego do Warszawy i otwartego przez niego sklepu z galanterią prowadzoną pod jego nieobecność przez przyjaciela, subiekta Ignacego Rzeckiego. Film nie zagłębia się w zarządzanie firmą przez Rzeckiego, a to właśnie wtedy subiekt dowiaduje się o powrocie Wokulskiego, podczas gdy w adaptacji spotyka go osobiście w sklepie na Krakowskim Przedmieściu.

  Następnie akcja przenosi się do mieszkania państwa Łęckich znajdującego się w malowniczych Alejach Ujazdowskich. Film pokazuje codzienność Łęckich, natomiast Prus wgłębia się w charakter Izabeli Łęckiej: niezwykłe pięknej, ale również rozpuszczonej i żyjącej w idealnym świecie panny z bogatej rodziny. W filmie ograniczono również rolę hrabiny Karolowej, ciotki Izabeli. O ile w książce niejednokrotnie wypomina jej, że miała tyle sposobności by się ustatkować, o tyle w filmie w ogóle tego nie robi. Poza tym to właśnie z rozmów hrabiny z Izabelą czytelnik dowiaduje się, że kamienica Łęckich jest wystawiona na sprzedaż, a w filmie: dopiero później, gdy o kupno budynku będzie się upominał Wokulski. Co za tym idzie, film pomija wsparcie finansowe udzielone Izabeli przez troskliwą hrabinę. Jedyna propozycja udzielona Izabeli dotyczy zakupu serwisów w sklepie Wokulskiego. Izabela wykorzystuje jednak okazję do zajścia na Krakowskie Przedmieście by kupić sobie parę rękawiczek i perfumy. To właśnie wtedy, zarówno w książce jak i w filmie, dochodzi do pierwszego spotkania kupca z Izabelą, w której Wokulski się zakochuje.


ZALOTY DO IZABELI ŁĘCKIEJ

  Film całkowicie pomija rozważania i wspomnieniom, którym oddaje się Wokulski po spotkaniu z Izabelą Łęcką. Ogranicza się, co najwyżej do pomocy udzielonej prostytutce Mariannie, którą Wokulski wspomaga finansowo. Następnie kupiec zastanawia się, czy spotkać się z Łęcką w czasie kwestury starych grobów, czy lepiej sobie odpuścić. W końcu jednak, po długich rozważaniach, podejmuje decyzję, by się jednak tam udać. Do spotkania z Izabelą Łęcką dochodzi wewnątrz Kościoła św. Józefa (pełna nazwa: Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca) na Krakowskim Przedmieściu i w wersji filmowej wygląda tak samo jak na kartach książki. Pominięto tylko szpiegowanie Łęckiej przez Wokulskiego i jego natarczywość względem dziewczyny, jak również podejrzenia Izabeli względem niego. Następna sposobność dla Wokulskiego nadarza się w czasie pobytu w Łazienkach, podobnie jak w filmie. Nazajutrz ma dojść do kolejnego spotkania z Łęckimi, jednak Wokulski tym razem się przed tym wzbrania i decyduje się na wyjazd do Paryża. Informuje o tym hrabiego Ochockiego. Początkowo jednak odwleka także sam wyjazd i zamiast tego, decyduje się na zakup kamienicy Łęckich. Sekwencja aukcji w filmie odpowiada opisowi zawartemu w powieści Prusa.

  Kilka dni później Wokulski bierze udział w wyścigu konnym odbywającym się w pierwszych dniach czerwca. Tam dochodzi do kolejnego spotkania Wokulskiego z Izabelą Łęcką i hrabiny Karolowej. Wokulski bierze udział w licytacji który koń wygra wyścig, a gdy zdobywa pieniądze, przekazuje je w ręce Izabeli. W tym samym momencie kupiec zostaje potrącony przez barona Krzeszowskiego i dla uzyskania satysfakcji (tj zadośćuczynienia), wyzywa go na pojedynek. Sekundantem Wokulskiego, zarówno u Prusa jak i Hasa, zostaje jego osobisty lekarz. Natomiast sama sekwencja pojedynku w filmie Hasa odpowiada opisowi zawartemu w książce, włącznie z dialogami. Postawa Wokulskiego robi wrażenie na Izabeli (tu następuje nawiązanie do rozdziału „Dziewicze marzenia”), która postanawia zaprosić kupca na obiad do swoich rodziców. Sekwencja obiadu zgadza się z opisem w książce. Jeszcze tego samego wieczoru, po wyjściu z mieszkania Łęckich, Stanisław rozważa oświadczyny, jednak targają nim wątpliwości. Czegoś takiego w filmie nie było, choć Wokulski zaimponował panu Łęckiemu. Pominięto również odbywająca się chwilę potem utarczkę z jednym z pracowników żydowskiego pochodzenia. Za to spotkanie z Marianną, która od ostatniego spotkania podszkoliła się z haftowania, zgadza się z opisem w książce. Film pomija także zaskoczenie Rzeckiego innym zachowaniem Wokulskiego względem siebie. Zamiast tego Wokulski po załatwieniu ostatnich interesów, decyduje się na odkładany wyjazd za granicę.


ZŁAMANE SERCE WOKULSKIEGO

  Pobyt Wokulskiego w Paryżu został w filmie zupełnie pominięty, za pewne przez wcześniejsze odwlekanie wyjazdu. Tymczasem Prus bardzo szczegółowo opisuje cały pobyt we Francji: od odebrania Wokulskiego przez Suzina, od dłuższego czasu osiadłego we Francji, aż po zwiedzanie Paryża. Wbrew pozorom jest to istotny wątek, bo przez cały pobyt nawiedzają kupca przewidzenia, widzi np. Łęcką, o której przecież miał nie myśleć będąc w Paryżu. W końcu każe się wozić do Grand Hotel, gdzie załatwia interesy z francuskim kupcem Jumartem. Kiedy potem kontynuuje zwiedzanie Paryża, zaczyna rozważać zamknięcie sklepu po powrocie do Warszawy i osiedlenie się w Paryżu. Film pominął również lot balonem, do czego Wokulskiego zachęcił Geist. Najważniejszą w tym epizodzie różnicą jest jednak pominięcie wątku substancji, którą Prus nazwał „sława”, a która miała być kanwą potencjalnego dalszego ciągu; pominięcie tego motywu wydaje się jednak zrozumiałym odstępstwem, gdyż taka kontynuacja nigdy nie została dokończona (Prus rozpoczął pisanie „Sławy” zaraz po opublikowaniu „Lalki”, ale przerwał ją po zaledwie roku). Film zaczyna ponownie podążać za książką kiedy Wokulski wraca z Paryża i chcąc dalej zapomnieć o Izabeli Łęckiej (pomimo ponownego spotkania, tym razem na grzybobraniu w Zasławku), zapoznaje się z arystokratką Kazimierą Wąsowską za pośrednictwem jej małżonka, barona Dalskiego.

  Następuje rok 1879 (zgodnie z notatkami w pamiętniku Ignacego Rzeckiego). Do ponownego spotkania Wokulskiego z Izabelą Łęcką dochodzi w czasie balu zorganizowanego w domu Łęckich, na którym spotykają się zarówno gospodarze, baronowie Dalscy, Wokulski z Rzeckim jak i Starscy z synem, Kazimierzem, kuzynem Łęckiej. Mimo wyraźnych zalotów młodego Starskiego, Izabela w końcu przyjmuje anonsy Wokulskiego, a wokół ich relacji zaczynają pobrzmiewać plotki. Zawiązuje się też nić sympatii między Izabelą Łęcką, a Kazimierą Wąsowską. Sama sekwencja balu została bardzo dokładnie odzwierciedlona w adaptacji, aczkolwiek Has połączył dwa rozdziały - dziesiąty i jedenasty z tomu drugiego - w jednym. Niedługo potem wychodzą na jaw słabe zarobki interesu Wokulskiego i zapada decyzje o likwidacji sklepu z galanterią. Temu wątkowi nie poświecono zbyt wiele miejsca w adaptacji; właściwie, pomijając ostatnie sekundy filmu, widz nic nie dowiaduje się o planowanym zamknięciu sklepu. Film pomija również zupełni przekręty Maruszewicza względem barona Krzeszowskiego, który pogodził się ze swoją małżonką.

  Wokulski rad z przyszłego ożenku z Izabelą, jedzie wraz z nią pociągiem do Krakowa na pogrzeb baronowej Zasławskiej. Tu następuje zwrot w fabule powieściowej i filmowej „Lalki”, gdyż Wokulski - dotąd tolerujący romanse Izabeli - orientuje się, że jego narzeczona w rzeczywistości go nie kocha i tak naprawdę nigdy nie kochała. Tak naprawdę Łęcka darzy uczuciem tylko jednego mężczyznę i jest nim, o zgrozo, Kazimierz Starski. Co więcej, oboje go obgadują - co prawda po angielsku, jednak po ich tonie głosu Wokulski domyśla się tematu ich ciągłych rozmów. W akcie desperacji, na stacji w Skierniewicach, wysiada z pociągu rezygnując z podróży do Krakowa i postanawia wrócić do Warszawy (pod pretekstem nadanego do samego siebie telegramu). Targany jednak wyrzutami sumienia, decyduje się popełnić samobójstwo pod kołami pociągu. Ratuje go od tego Wysocki, który według Wokulskiego powinien być w Warszawie. Gdy dochodzi do siebie po nieudanej próbie samobójczej, decyduje się na powrót do Warszawy, choć nie bardzo pamięta jak do tego doszło. Zmaga się z depresją po zawodzie miłosnym, decyduje się również na wyjazd z Warszawy, aczkolwiek nikomu nie wyjawia dokąd. W filmie wyjawia to tylko Rzeckiemu, z kolei w książce mówi o tym również innym osobom, np. doktorowi Szumanowi, który leczył go z letargu, i Szlangbaumowi, któremu przekazuje sklep. Niedługo potem na zdrowiu zapada także Rzecki, który umiera nigdy nie dowiedziawszy się, dokąd wyjechał jego dawny przyjaciel, choć w powieści pojawiają się (nieprawdziwe) plotki jakoby Wokulski umarł po udanej próbie samobójczej (Rzecki dowiaduje się tego od Węgrowicza, który w tej scenie w filmie się nie pojawia).



To była moja analiza różnic między powieścią Bolesława Prusa „Lalka”, a adaptacją z 1968 roku w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nową analizą. Cześć.