poniedziałek, 22 czerwca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


DEBBIE HARRY : ONE WAY OR ANOTHER


Cześć wszystkim. W najbliższy piątek na ekrany kin wchodzi „Supergirl” będący kolejnym filmem w ramach tworzonego przez Jamesa Gunna kinowego uniwersum DC. W trailerze tego filmu, jak pewnie pamiętacie, wykorzystana została pewna piosenka z lat 80 (mówiąc dokładniej: „Call Me”). Dziś przybliżę wam sylwetkę piosenkarki, która wraz z zespołem Blondie wylansowała tamten utwór. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

Harry urodziła się jako Angela Trimble 1 lipca 1945 roku w szpitalu Jackson Memorial Hospital w Miami na Florydzie. W wieku trzech miesięcy została adoptowana, otrzymując nowe imiona Deborah Ann Harry, przez Catherine (z domu Peters) i Richarda Harry'ego z Hawthorne w stanie New Jersey, późniejszych właścicieli sklepu z pamiątkami w Cooperstown w stanie Nowy Jork.

Jest pochodzenia szkockiego, a jej biologiczni rodzice nosili nazwiska Trimble i Mackenzie. Harry dowiedziała się o jej adopcji w wieku czterech lat. Początkowo nie chciała szukać swoich biologicznych rodziców, ale pod koniec lat 80. odnalazła swoją biologiczną matkę, pianistkę koncertową, która nie chciała nawiązać kontaktu z Harry. W swoich wspomnieniach opowiadała, że była chłopczycą i większość dzieciństwa spędzała na zabawach w lesie przylegającym do domu.

Debbie Harry uczęszczała do liceum Hawthorne, gdzie została wybrana „najładniejszą” i ukończyła je w 1963 roku. Ukończyła Centenary College w Hackettstown w stanie New Jersey, uzyskując tytuł Associate of Arts w 1965 roku. Zanim rozpoczęła karierę wokalną, pod koniec lat 60. przeprowadziła się do Nowego Jorku i przez rok pracowała tam jako sekretarka w biurze radia BBC. Później była kelnerką w Max's Kansas City, tancerką go-go w dyskotece w Union City w stanie New Jersey i króliczkiem Playboya.


KARIERA

Początki w NY nie były łatwe, tułała się po nocnych klubach, mieszkała u dilerów i pracowała jako barmanka w Max’s Kansas City, ale szybko dała się poznać jako bardzo utalentowana wokalistka obdarzona charakterystycznym głosem i nieprzeciętną energią sceniczną czy wręcz charyzmą. Wielką karierę przepowiedział jej sam Andy Warhol, którego była muzą.

Przed założeniem zespołu Blondie była członkinią grup The Wind in the Willows i The Stilettos. Największe sukcesy odniosła z zespołem Blondie, który założyła wraz z Christem Steinem, z którym przez wiele lat byli parą. Ona pisała teksty, a on muzykę. Zespół zaczynał od grania w kultowym nowojorskim klubie CBGB. Blondie wypracował nowatorską kombinację rocka, punrocka, disco, a nawet rapu i reggae, i jest uważany za jeden z zespołów-prekursorów nowej fali. Niezbywalnym elementem wizerunku zespołu był atrakcyjny wygląd i sex appeal Debbie Harry.

Z zespołem Blondie nagrała debiutancki, tytułowy, album wydany w 1971 roku. Dzięki swojemu scenicznemu wizerunkowi, szybko stała się ikoną punku, a sam album odniósł sukces, podobnie jak drugi pt. „Plastic Letters”. Jeszcze większym powodzeniem cieszył się trzeci krążek, „PARALLEL LINES” z 1978 roku promowany przez dwa wielkie hity: „Heart of Glass” oraz „One Way or Another”. Z kolei w 1980 roku zespół wydał jeszcze album „AMERICAN GIGOLO” promowany przez utwór „Call Me”.

W późniejszym okresie Harry skupiła się na karierze solowej. W 1981 roku wydała swój debiutancki solowy album studyjny: „KooKoo”. Podczas przerwy w Blondie, rozpoczęła także karierę aktorską, pojawiając się w głównych rolach w neo-noir filmie „Union City” (1980) oraz w horrorze Davida Cronenberga „Videodrome”. Swój drugi solowy album pt. „Rockbird” wydała w 1986 roku, a dwa lata potem zagrała w filmie tanecznym Johna Watersa „Hairspray”. Wydała jeszcze dwa solowe albumy, zanim powróciła do kina rolami w wyreżyserowanym przez Johna Carpentera segmencie horroru „Worek kości” (1993) i w dramacie „Heavy” (1995).


STYL

W całym okresie swojej działalności Debbie Harry stała się ikoną zarówno muzyki jak i mody. Przez lata na wpływ piosenkarki powoływali się projektanci mody, fotografowie, reżyserzy i oczywiście muzycy – począwszy od Beth Ditto i Karen O, skończywszy na Lady Gadze. Poza tym Harry jest uważana za jedną z pierwszych modelowych postaci „silnych kobiet” w muzyce rockowej, której wizerunek był wcześniej zdominowany przez solistów-mężczyzn. Stała się inspiracją dla takich późniejszych artystek, jak Madonna, Britney Spears, Christina Aguilera czy Pink.


LATA 90 i 2000

Harry reaktywowała Blondie dopiero w 1997 roku, a już dwa lata później wydali nowy album „NO EXIT” promowany przez utwór „Maria” (który, nie wiedzieć czemu, niżej podpisanemu zawsze kojarzył się z… Bożym Narodzeniem. Może to przez dzwoneczki, które pobrzmiewają w tle).

Kolejne albumy wychodziły coraz rzadziej: w 2003 r. ukazał się krążek pt. „The Curse of Blondie”, a w 2011: płyta „Panic of Girls”. W 2017 r. zespół wydał jak dotąd ostatni swój krążek pt. „Polinator”, choć na ten rok przewidziana jest kolejna płyta: „High Noon”.



Za co należy docenić Debbie Harry. Artystka swoim wizerunkiem i sceniczną ekspresją stała się ikoną zarówno mody jak i muzyki, pokazała również, że na scenie muzycznej jest też miejsce dla piosenkarek, nie tylko dla piosenkarzy. Dzięki temu, tak pod względem muzycznym jak i wizerunkowym, stała się wzorem do naśladowania dla wielu późniejszych piosenkarek.


link: https://music.apple.com/us/artist/blondie/1012882

link: https://music.apple.com/us/artist/debbie-harry/541619


sobota, 20 czerwca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. Pozostając jeszcze w temacie obejrzanych przeze mnie „Władców Wszechświata”, lecimy wyjątkowo do roztańczonych lat 90 by omówić „THE POWER” Snap!. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU

Piosenka grupy Snap! została napisana i wyprodukowana przez Michaela Münzinga i Lucę Anzilottiego (którzy ukrywali się pod pseudonimami Benito Benites i John „Virgo” Garrett III). Oryginalna wersja została wydana 3 stycznia 1990 roku przez Logic Records w Niemczech i zawiera sample z „Let the Words Flow” Chill Rob G, „Love’s Gonna Get You” Jocelyn Brown i „King of the Beasts” Mantronix

Pomimo tego, że stał się hitem na początku 1990 roku w Niemczech i pojawił się na liście przebojów Dance Singles w Wielkiej Brytanii, żaden z przypisanych wokali nie został oczyszczony, a Stu Fine, były właściciel Wild Pitch Records, chciał wydać piosenkę w Stanach Zjednoczonych. Rob G, który miał kontrakt z Wild Pitch, zgodził się, początkowo myśląc, że umowa może być lukratywna dla jego kariery. Wild Pitch wydał w Stanach Zjednoczonych singiel i teledysk ze swoim tekstem do utworu „Let the Words Flow” 5 marca 1990 r. Jednak ta wersja została przypisana do wytwórni Power Jam, a nie Snap!.

Jednocześnie Arista Records chciała wydać własną edycję w USA, ale ponieważ nie było prawnie możliwe, aby wytwórnia po prostu ponownie wydała oryginalny niemiecki singiel, zdecydowano się na ponowne nagranie całego utworu z nowymi tekstami rapera Durrona Butlera, znanego jako Turbo B, i dodatkowym wokalem Penny Ford. Następnie wszystkie próbki zostały prawnie zatwierdzone, a piosenka została ostatecznie ponownie wydana pod nową nazwą Snap! 12 marca 1990 w Wielkiej Brytanii i 6 kwietnia 1990 w USA, pomimo faktu, że Jocelyn Brown wszczęła postępowanie prawne z powodu nieautoryzowanego samplowania jej wokalu.


ANALIZA

The Power” doczekał się kilku interpretacji. Jedna z nich mówi, że piosenka Snap! To hymn o sile muzyki, pewności siebie i chęci dominacji na parkiecie. 

Jej głównym przesłaniem jest manifest tanecznej energii, która przejmuje kontrolę nad słuchaczem. Utwór zyskał status kultowego dzięki połączeniu rapowanych zwrotek z soulowym wokalem.


PREMIERA I SUKCES

Piosenka zebrała w przeważającej liczbie pozytywne opinie, stając się hitem w dorobku zespołu Snap!. Bill Coleman z magazynu „Billboard” napisał:

Dzięki zdrowemu szumowi wywołanemu przez uwagę undergroundowego importu, ten hipnotyczny, uliczny soulowy jam nie będzie miał problemu z powtórzeniem swojego wielkiego sukcesu w Wielkiej Brytanii. Spodziewajcie się wielkiej akcji crossoverowej”.

Hardy z „Cash Box” zauważył, że utwór jest „oparty na podstawowym hiphopowym rytmie, ale dodano do niego wszelkiego rodzaju komputerowe ulepszenia, a także świetną linię basową, przesiąknięty soulem żeński wokal, męski rap brzmiący trochę jak Heavy D i, w zależności od miksu, elementy house. Jednak nic z tego nie wydaje się wymuszone lub sztuczne i nie brzmi to jak cokolwiek innego, co jest teraz dostępne. Ten utwór będzie ogromny”.

Tom Ewing z „Freaky Trigger” zauważył, że piosenka „żongluje agresją i melancholią, i sprawia, że oba są od razu atrakcyjne – drżący riff otwierający „The Power” zestawiony jest z wolnym tempem i samotną przestrzennością produkcji oraz wokalem Pennye Ford. Riff jest bardziej charakterystyczny niż śpiew, szczerze mówiąc, ale kontrast działa”. Recenzent z „The Network Forty” opisał ją jako „bardzo modną i fajną” piosenkę rapową, „z nowoczesnym pazurem”. W czasopiśmie dodano również, że „naładowany energią rap-taniec trzeszczy i strzela z nieodpartą energią”.


link: https://youtu.be/nm6DO_7px1I?si=AroH_kKjP-U5wqoq


TŁUMACZENIA


Snap!


MOC

tytuł oryg. „The Power!”


Mam moc (Moc, moc)
Hej, tak-tak

Jak trzask bicza, pękam! Atak
Od przodu do tyłu, w tym czymś zwanym rapem
Kopie jak łopata, diabeł rymów na niebiańskim poziomie
Uderzaj w bas, podkręcaj sopran
Radykalny umysł, dzień i noc cały czas
7:14, mądry, boski
Maniakalny mózgowiec, wygrywam grę
Jestem lirycznym Jesse Jamesem

O-o-o-o, o-o-o, tak, tak, tak-eah
O-o-o-o, o-o-o, tak, robi się trochę ciężko

Robi się trochę ciężko
Robi się, robi się, robi się trochę ciężko (powtórz trzy razy)

Robi się, robi się, robi się trochę ciężko
Robi się, robi się, robi się trochę ciężko
Robi się, robi się, robi się trochę ciężko
Robi się, robi się, robi się trochę ciężko
Robi się, robi się, robi się trochę ciężko trochę ciężki

Mam moc (Moc, moc)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać moje serce)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać moje serce)
Mam moc (Moc, moc)
(O-o-o-o)
Mam moc (Moc, moc)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać moje serce)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać moje serce)
Mam moc (Moc, moc)
(O-o-o-o)

Robi się, robi się, robi się trochę chaotycznie
Robi się, robi się, robi się trochę chaotycznie
Robi się, robi się, robi się trochę chaotycznie
Robi się, robi się, robi się trochę chaotycznie
Robi się, robi się, robi się trochę chaotycznie

Jakość, którą posiadam, niektórzy mówią, że jestem świeży
Kiedy mój głos przechodzi przez siatkę
Mikrofonu, którym jestem trzymając
Przepisz tekst piosenki, żeby nie można było go ukraść
Jeśli tak, pstryk! Nie potrzebuję policji
Aby ich uratować, twój głos ucichnie
Więc proszę, trzymaj się ode mnie z daleka
Albo zaatakuję, a ty tego nie chcesz

Mam moc (Moc, moc)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać mi serce)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać mi serce)
Mam moc (Moc, moc)
(O-o-o-o)
Mam moc (Moc, moc)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać mi serce)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać mi serce)
Mam moc (Moc, moc)
(O-o-o-o)

Jakość, którą posiadam, niektórzy mówią, że jestem świeży
Kiedy mój głos przechodzi przez siatkę
Mikrofonu, który trzymam
Przepisz tekst piosenki, żeby nie można go było ukraść
Jeśli tak, pstryk! Nie potrzebuję policji
Aby spróbować ich uratować, twój głos ucichnie
Więc proszę, trzymaj się z daleka ode mnie
Albo zaatakuję, a ty tego nie chcesz

Mam moc (Moc, moc)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać mi serce)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać mi serce)
Mam moc (Moc, moc)
(Oh-oh-oh-oh)
Mam moc (Moc, moc)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać mi serce)
(Możesz złamać mi serce, możesz roztrzaskać mi serce)
Mam moc (Moc, moc)
(Oh-oh-oh-oh)

Mam moc (Moc, moc)


WŁADCY WSZECHŚWIATA *****

Nigdy nie byłem fanem He-Mana. Nawet nie z powodu samej postaci (chociaż inny popkulturowy mięśniak, Conan o aparycji Arnolda Schwarzeneggera, również średnio mnie jarał), co z powodu gatunku, do którego należał serial animowany z lat 80 „He-Man i Władcy Wszechświata”. Do dziś niespecjalnie mnie interesuje science fantasy, będące połączeniem fantasy i science fiction. Dla mnie fantasy to fantasy (ze fantastycznymi stworami i rycerzami), a science fiction to science fiction (z kosmitami i statkami kosmicznymi). Jedyne łączenie z innymi rodzajami fantastyki, jakie akceptuję to horrory science fiction i dark fantasy (a także pokrewne im podgatunki). Zaraz pewnie odezwą się głosy, że w takim razie „Gwiezdne wojny” też nie powinny mi się podobać, bo to także jest science fantasy (baśń fantasy w konwencji science fiction). Tyle że opus magnum George’a Lucasa dla mnie zawsze była space opera. Tymczasem na nowej wersji „Władców Wszechświata” bawiłem się wyśmienicie.

A mimo to muszę przyznać, że na „Władcach Wszechświata” bawiłem się całkiem nieźle, jak na kogoś kto nigdy za tym mięśniakiem nie przepadał. Być może to zasługa zdrowo-rozsądkowego podejścia do materiału źródłowego. Ale po kolei.

Mattel ostatnimi czasy ma się wyraźnie dobrze. Podobnie, zresztą, jak estetyka lat 80, ale do tego przejdę za chwilę. Pomijając „Transformersy”, które z części na część stawały się coraz bardziej niezdatne do oglądania (chyba że za kamerą stawali inni reżyserzy niż Michael Bay), słynna firma zabawkowa z powodzeniem podbija na nowo kinowe ekrany. Zaczęło się od przebojowej „Barbie” o aparycji Margot Robbie, teraz przyszła pora na mięśniaka broniącego rodzinnej planety przed zakusami kościotrupa paradującego w szykownej pelerynie z kapturem (nie, nie chodzi mi o Śmierć). Co ciekawe, He-Man już raz pojawił się w wersji aktorskiej, jednak wersja z Dolphem Lundgrenem (który zalicza w tej wersji autoironiczne cameo), przywodząc na myśl kuriozalnego „Herkulesa w Nowym Jorku” ze Schwarzeneggerem, zalatywała kiczem (nie mówiąc już o tym, że He-Man Lundgrena paradował z zupełnie innym wdzianku niż ten z kreskówki z tej samej dekady).

Nie bez powodu przywołałem „Transformersów” (i tu przechodzimy do powodu, dlaczego tak dobrze na filmie się bawiłem), bo za reżyserię tak „Władców Wszechświata” jak i jednego z filmów o Autobotach i Deceptikonach (konkretnie cudownie odświeżającego spin offu „Bumblebee”) odpowiada Travis Knight. Reżyser, który doskonale wie (inaczej niż Michael Bay, dla którego liczy się tylko rozwałka, rozwałka i jeszcze raz rozwałka), że jak kręci się filmy inspirowane serią zabawkową, to ma dostarczyć takiej samej frajdy, jak same zabawki (żeby nie było, Bay również o tym wiedział, ale… tylko przy pierwszej części „Transformers”). Nowe przygody He-Mana, przywodząc na myśl marvelowego „Thora” (zwłaszcza pierwszą i trzecią część), a także „Dungeons and Dragons: Złodziejski honor”, dostarczą rozrywki widzom w niemal każdym wieku (tym bardziej, że jego animowane przygody wciąż z powodzeniem są realizowane, więc współczesne dzieciaki nie będą odosobnione w tym fan serwisie).

Travis, tak jak Taika Waititi przy „Thorze: Ragnaroku” oraz Jonathan Goldstein i John Francis Daley przy „Dungeons and Dragons: Złodziejskim honorze” świetnie czuje estetykę l. 80, słyszalną zwłaszcza w muzyce Daniela Pembertona współtworzoną z Brianem Mayem (w pewnym momencie z głośników pobrzmiewa się nawet utwór Queen „Princes of the Universe”. Przypadek? Nie sądzę). Jest więc kolorowo, lekko campowo, a fabuła z jednej strony wciąga akcją, a z drugiej bawi gagami. W ogóle dobór piosenek wywoła banana na twarzy widzów, bo Knight bawiąc się zabawkową franczyzą, nawiązuje m.in. do słynnego memu z He-Manem śpiewającym „What’s Up” 4 Non Blondes albo do jego okrzyku „I’ve got a power!” („The Power” zespołu Snap!). Wspomniane cameo Dolpha Lundgrena również jest mrugnięciem oka do współczesnych 40-kilkulatków…

Jego następca, Nicholas Galitzine, świetnie sprawdza się w roli odrobinę niezdarnego He-Mana, a chemię między nim, a Camilą Mendez w roli Teeli da się wyczuć. W ogóle nowa obsada, bawi się swoimi rolami, ale wszystkich bije na głowę (głównie swoim głosem) Jared Leto. Dubbingowany przez niego Szkieletor jest tak kreskówkowo zły, że aż śmieszny.

Jak widać więc, firma Mattel ma się dobrze, ale również jak widać, estetyka lat 80 nie straciła swego renesansu. Skoro więc jedna aktorska wersja kreskówki z tamtej dekady się sprawdziła (jak nic, będzie sequel, w którym za pewne spotkamy She-Rę, a być może pojawiają się postaci, których tu zabrakło), to może warto zainwestować w inne tytuły (np. „ThunderCats”; myślę że dzisiejsi 40-kilkulatkowi pisaliby z zachwytu…). Całkiem dobry popcorniak 2026 roku. I pisze to ktoś, kto nigdy nie lubił He-Mana.


Reż. Travis Knight

Czas trwania: 130 min

Gatunek: film SF

Tytuł oryg. „Masters of the Universe

wtorek, 16 czerwca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Opuszczamy lata 80Tym razem przeniesiemy się do lat 90, by omówić płytę zespołu Jamiroquai „TRAVELLING WITHOUT MOVING” roku. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Po okresie nagrywania „The Return of the Space Cowboy”, które upłynęło pod znakiem wyjątkowego stresu, wokalista Jay Kay pragnął, aby kolejny album był bardziej skupiony i uniwersalny. Nie chciał też pozostać półundergroundowym zespołem, „który trzymał się swojej niszy i za każdym razem sprzedawał półtora miliona albumów. Chciał się przebić i stać się czymś większym, bardziej międzynarodowym”.

Mówiąc o ogólnym nastroju albumu, Kay powiedział:

W przypadku „Emergency on Planet Earth” ludzie nie wiwatowali na ulicach ani nic takiego, a „The Return of the Space Cowboy” był dość smutny. Z kolei w przypadku „Travelling Without Moving” uznałem, że ważne jest, by pokazać ludziom, że możemy się dobrze bawić. Dlatego właśnie postawiliśmy na samochody, życie i miłość”.

Kay zarezerwował zespołowi studio nagraniowe Great Linford Manor, aby mogli pracować we własnym tempie.


UTWORY PROMUJĄCE

Album był promowany na przełomie 1996-1997 roku przez pięć piosenek. 20 maja 1996 roku wydany został pierwszy singiel promujący pt. „Do U Know Where You're Coming From” [nr 13]. Drugi singiel, „Virtual Insanity” [nr 1] wydany 19 sierpnia tego samego roku okazał się wielkim sukcesem w dorobku zespołu. Tak jak dyskotekowe „Cosmic Girl” [nr 2], które miało premierę 25 listopada.

Czwarty utwór promujący, „Alright” [nr 5] ukazał się 28 kwietnia 1997 r, z kolei ostatni, piąty utwór promujący zatytułowany „High Times” [nr 6] miał premierę 1 grudnia.


PREMIERA I SUKCES

Album okazał się wielkim sukcesem i przełomem w dorobku Jamiroquai. Zadebiutował na liście Billboard 200 w USA, plasując się na 24. miejscu. „Travelling Without Moving” sprzedał się w ponad 8 milionach egzemplarzy na całym świecie, wpisując się do Księgi Rekordów Guinnessa jako najlepiej sprzedający się album funkowy w historii. Został również wznowiony w 2013 roku w zremasterowanej wersji z dodatkowym materiałem.

Zyskał też uznanie wśród krytyków muzycznych, choć nie obeszło się bez kontrowersji wokół wydania. Po wydaniu albumu, Kay spotkał się z krytyką prasy za zainteresowanie samochodami sportowymi, ponieważ przeczyło to jego przekonaniom dotyczącym ochrony środowiska, o których wspomniał w książce Emergency on Planet Earth. Koncepcja wizualna albumu koncentrowała się wokół samochodów sportowych, a logo Ferrari zostało odtworzone w logo zespołu – Buffalo Man. Magazyn Paper też zwrócił uwagę na tę sprzeczność z teledyskiem do utworu „Alright”, gdzie 

kiedy Kay podjeżdża swoim fioletowym Lamborghini, aby imprezować na parkiecie z grupą seksownych dziewczyn, obawy dotyczące fok, wielorybów, lasów deszczowych i rewolucji są ignorowane”.

Powiedział, że wahał się przed wydaniem albumu, ponieważ spodziewał się negatywnej reakcji, ale dodał:

To, że uwielbiam jeździć szybkim samochodem, nie oznacza, że wierzę w wycinanie drzew. Nie oznacza to, że uważam, że powinni budować więcej dróg dla mojego samochodu”.

Klawiszowiec Toby Smith powiedział również: 

Wszyscy chcemy być zespołem świadomym ekologicznie, ale lubimy samochody [...] Jesteśmy hipokrytami, tak jak reszta świata. Ale z drugiej strony, można prowadzić tylko jeden samochód na raz”.


link: https://youtube.com/playlist?list=PLC80P4gsPr-ZfZ9HBId5RtdC28NolVzKh&si=5F1hJmoc_cLTWJud


poniedziałek, 15 czerwca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


MARJANE SATRAPI :

GŁOS KOBIET W IRAŃSKIM REŻIMIE


Cześć wszystkim. Niedawno pożegnaliśmy francuską reżyserkę i autorkę komiksów irańskiego pochodzenia Marjane Satrapi. Z tej okazji przygotowałem specjalny odcinek „Alei Gwiazd Popkultury”, który przybliży nam tą postać. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

Satrapi urodziła się 22 listopada 1969 r. w Raszcie, w północno-zachodnim Iranie, gdzie spędziła pierwsze 20 dni życia, zanim rodzina przeniosła się do Teheranu. Dorastała w irańskiej rodzinie z wyższej klasy średniej i uczęszczała do francuskojęzycznego liceum Razi.

Oboje jej rodzice byli aktywni politycznie i wspierali lewicowe inicjatywy przeciwko monarchii ostatniego szacha. Według Satrapi, jej pradziadkiem ze strony matki był Naser ad-Din Szah Kadżar, szach Iranu w latach 1848–1896. Satrapi powiedziała, że ​​jej dziadek ze strony matki był niegdyś gubernatorem prowincji Gilan. Po rewolucji irańskiej w 1979 roku jej rodzice żyli pod rządami islamskich fundamentalistów, którzy przejęli władzę.

W młodości Satrapi była narażona na narastającą brutalność różnych reżimów. Wielu członków jej rodziny i przyjaciół było prześladowanych, aresztowanych i zamordowanych. Ogromnie podziwiała swojego stryja, Anushirvana Ebrahimiego. On z kolei rozpieszczał ją i traktował bardziej jak córkę niż siostrzenicę. Według Marjane, wujek Anoosh dołączył wcześniej do Fereyduna Ebrahimiego w Azerbejdżanie. Po upadku Azerbejdżańskiego Rządu Ludowego został więźniem politycznym i spędził czas na wygnaniu w Związku Radzieckim. Po powrocie do Iranu, Ebrahimi został ponownie aresztowany w 1982 roku i skazany na śmierć; poprosił Satrapi o pomoc, gdy pozwolono mu wybrać jedną osobę do towarzystwa w noc przed egzekucją. Jego ciało zostało pochowane w nieoznakowanym grobie w więzieniu Evin.

Chociaż rodzice Satrapi zachęcali ją do silnej woli i obrony swoich praw, zaczęli się martwić o jej bezpieczeństwo. Jako nastolatka unikała kłopotów z policją za lekceważenie zasad skromności i kupowanie muzyki zakazanej przez reżim.

Kiedy Satrapi miała 14 lat, rodzice zaaranżowali jej wyjazd do przyjaciela rodziny, aby studiować za granicą. W 1983 roku przybyła do Wiednia w Austrii, aby uczęszczać do Lycée Français de Vienne. Pozostała w Wiedniu przez całe liceum, często przeprowadzając się z miejsca na miejsce, a czasem zatrzymując się u znajomych. Ostatecznie stała się bezdomna i przez trzy miesiące żyła na ulicy, aż trafiła do szpitala z powodu niemal śmiertelnego zapalenia oskrzeli.

Po wyzdrowieniu wróciła do Iranu i studiowała komunikację wizualną, uzyskując tytuł magistra na Islamskim Uniwersytecie Azad w Teheranie.

W wieku 21 lat Satrapi wyszła za mąż za weterana wojny iracko-irańskiej, z którym rozwiodła się po trzech latach. Po rozwodzie przeniosła się do Strasburga we Francji, aby studiować w Haute école des arts du Rhin. Rodzice namawiali ją do pozostania w Europie na stałe. Oprócz ojczystego języka, perskiego, mówiła pięcioma językami europejskimi: francuskim, angielskim, szwedzkim, niemieckim i włoskim


KARIERA 

Satrapi zyskała sławę dzięki autobiograficznym komiksom, pierwotnie publikowanym po francusku w czterech częściach w l. 2000–2003 oraz po angielsku w dwóch częściach w 2003 i 2004 r., pt. „PERSEPOLIS” i „PERSEPOLIS 2”. Przedstawiają one jej dzieciństwo w Iranie i okres dojrzewania w Europie po rewolucji irańskiej. Satrapi wolała używać terminu „komiks” od „powieść graficzna”, gdyż jak sama mówiła:

Ludzie boją się używać słowa „komiks”. Przywodzi na myśl dorosłego mężczyznę z pryszczami, kucykiem i dużym brzuchem. Zmień to na „powieść graficzna”, a to zniknie. Nie: to wszystko komiksy”.

Persepolis” wygrał na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Angoulême nagrodę Angoulême Coup de Coeur i zyskał ogromną popularność. Pokazujący całą prawdę o irańskim reżimie komiks wywołał także kontrowersje. W 2013 roku władze okręgu nakazały szkołom w Chicago usunięcie „Persepolis” z sal lekcyjnych ze względu na jego drastyczny język i przemoc. Sam ten zakaz wywołał protesty i kontrowersje. Jej późniejsza publikacja „Embroideries” (Broderies) była również nominowana do nagrody „Album Roku” w Angoulême w 2003 roku, podobnie jak jej powieść graficzna „Kurczak ze śliwkami” (Poulet aux prunes) w 2005 roku. Satrapi pisała również artykuły do ​​działu felietonów w „The New York Times”.

Rok po publikacji ostatniego tomu „Persepolis”, Satrapi wydała kolejny znany komiks w swoim dorobku: „KURCZAKA ZE ŚLIWKAMI”.


STYL

Młodość spędzona w okresie ajatollahowego reżimu sprawiły, że Satrapi wyrobiła sobie bardzo silne poglądy polityczne, które wyrażała tak w swoich komiksach jak i filmach.

Po wyborach w Iranie w czerwcu 2009 r. Satrapi i irański filmowiec Mohsen Makhmalbaf wystąpili przed członkami Partii Zielonych w Parlamencie Europejskim, aby przedstawić dokument rzekomo otrzymany od członka irańskiej komisji wyborczej, w którym twierdzono, że kandydat reform, Mir Hossein Musawi, faktycznie wygrał wybory, a konserwatywny urzędujący prezydent Mahmud Ahmadineżad uzyskał zaledwie 12% głosów.

W 2022 r. Satrapi wyraziła poparcie dla protestów Mahsy Amini. Kontynuowała tę drogę, reżyserując i koordynując antologię graficzną dokumentującą powstanie i jego kontekst kulturowy dla zachodniej publiczności, w solidarności z tymi kobietami. Wierzyła w ruch Kobieta, Życie, Wolność jako w rewolucję kulturalną. Wspierała również protesty na rzecz wolności i praw przeciwko reżimowi w Iranie.

W styczniu 2025 r. Satrapi odmówiła przyjęcia Legii Honorowej, najwyższego i najbardziej prestiżowego odznaczenia Francji, powołując się na francuską hipokryzję wobec narodu irańskiego. W otwartym liście skierowanym do ministra kultury wyjaśniła swoje niezadowolenie dotyczące polityki wizowej Francji, pisząc: 

Nie mogę dłużej patrzeć, jak dzieci irańskich oligarchów przyjeżdżają na wakacje do Francji, a nawet się naturalizują, podczas gdy młodzi dysydenci mają trudności z uzyskaniem wizy turystycznej, aby przyjechać i zobaczyć, jak wygląda kraj Oświecenia i praw człowieka”.  

Satrapi podkreśliła, że jej odrzucenie odznaczenia „nie jest w żaden sposób działaniem ani myślą przeciwko Francji. Wręcz przeciwnie, głęboko kocham ten kraj, który jest moim krajem.


KARIERA FILMOWA

W 2007 r. Satrapi porzuciła twórczość komiksową na rzecz kariery filmowej. Jej debiutem była adaptacja „Persepolis” nakręcona w konwencji filmu animowanego. W zupełnie innej konwencji - filmu fabularnego - zrealizowała adaptację „Kurczaka ze śliwkami”. Oba filmy Satrapi nakręciła we współpracy z Vincentem Parronautem. Kolejny film, hollywoodzki debiut zatytułowany „GANG OF THE JOTAS” (2012), zrobiła już samodzielnie.

Dwa lata później Satrapi nakręciła czarną komedię z Ryanem Reynoldsem pt. „GŁOSY”, który odniósł największy sukces spośród hollywoodzkich filmów w jej reżyserii. Nie można tego samego powiedzieć jednak o filmie „Skłodowska” (2019), biografii Marii Skłodowskiej-Curie z Rosamund Pike w roli polskiej noblistki (tym bardziej, że mniej więcej w tym samym czasie premierę miał polski film o Marii Skłodowskiej-Curie, tym razem z Karoliną Gruszką). Co ciekawe, film Satrapi nie był oparty na konkretnej książkowej biografii, lecz na… powieści graficznej opowiadającej o fizyczce i chemiczce.

Ostatni film w jej reżyserii nosi tytuł „Paradis Paris” z 2024 r. Satrapi zmarła 4 czerwca 2026 roku. Miała 56 lat. Jej rodzina w oświadczeniu stwierdziła, że „zmarła ze smutku” po śmierci męża (drugiego, którego poślubiła).



Satrapi niejednokrotnie zabierała głos polityczny, często wywołując kontrowersje. Bardzo twardo wypowiadała się na temat życia kobiet w Iranie na przykładzie własnych przeżyć. Swoje poglądy wyrażała zarówno w komiksach, filmach jak i artykułach pisanych dla prestiżowych gazet, w tym dla „New York Timesa”. Nie ulega więc wątpliwości, że stanowiła ona głos kobieta irańskim reżimie.


link (komiksy): https://lubimyczytac.pl/autor/15962/marjane-satrapi

link (filmy): https://www.filmweb.pl/person/Marjane+Satrapi-650209

niedziela, 14 czerwca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „BOHATEROWIE POPKULTURY”


Cześć wszystkim. Od dwóch dni w kinach można oglądać najnowszą aktorską wersję „Władców Wszechświata” (recenzja wkrótce na moim blogu). Z tej okazji przybliżę wam sylwetkę głównego bohatera, HE-MANA. Zaczynamy


Dane:

Twórca: Roger Sweet

Odtwórca: John Erwin („He-Man i Władcy Wszechświata”, „She-Ra: Księżniczka

                  Mocy”; dubbing)

                  Dolph Lundgren („Władcy Wszechświata”, reż. Garry Goddard)

                  Doug Parker (jako książę Adam) i Garry Chalk (jako He-Man) („Nowe

                  przygody He-Mana”; dubbing)

                  Nicholas Galitzine („Władcy Wszechświata”, reż. Travis Knight)


HISTORIA POWSTANIA. GENEZA POSTACI.

W 1976 r. prezes firmy Mattel, Ray Wagner, odrzucił ofertę produkcji serii figurek akcji opartych na postaciach z „Gwiezdnych Wojen” ze względu na z góry ustaloną opłatę licencyjną w wysokości 750 000 dolarów (4 008 703,87 dolarów w przeliczeniu na 2023 rok). Po komercyjnym sukcesie oryginalnej trylogii „Gwiezdnych Wojen” i powiązanych z nią produktów, firma Mattel wprowadziła na rynek

„…jedną nieudaną serię za drugą, z których żadna nie poruszyła wyobraźni publiczności ani nie wywarła znaczącego wpływu na rynek zabawek”.

W wyścigu o zaprojektowanie kolejnej popularnej figurki akcji, Roger Sweet – główny projektant Mattel ds. wstępnych projektów – zdał sobie sprawę, że prostota jest kluczem do sukcesu. Wiedział również, jak napisał w swojej książce z 2005 roku pt. „Mastering the Universe: He-Man and the Rise and Fall of a Billion-Dollar Idea”, że przede wszystkim należy przekonać dział marketingu, że zabawka się sprzeda.

Twierdził, że nazwa rodzajowa He-Man, oznaczająca potężną postać, może być używana w dowolnym kontekście. Pod koniec 1980 roku zaprezentował Wagnerowi trzy prototypy, które stworzył, sklejając figurkę Big Jima – z innej linii zabawek firmy Mattel – w pozie bojowej, dodając glinę do jej ciała i zlecając wykonanie gipsowych odlewów. Jeden z tych prototypów był prekursorem He-Mana.


MOCE

Książę Adam przeistaczał się w He-Mana po uniesieniu magicznego miecza (tzw. Miecza Mocy) i wypowiedzeniu formuły: „Na potęgę Posępnego Czerepu, Mocy przybywaj”. Swoją transformację zalicza też tchórzliwy kot Adama, Cringle (którego imię było różnie tłumaczone na polski, np. Pręgus). Jako He-Man posiadał nadludzką siłę i wytrzymałość, a także: nieśmiertelność i doświadczenie bojowe. Jego miecz dodatkowo zapewniał jeszcze: absorpcję, zmiennokształtność, a także niemal pełną niezniszczalność.

Tylko nieliczni wiedzą o drugiej tożsamości księcia Adama. Są to Czarodziejka rządząca Posępnym Czerepem, Rycerz Bojowy i ofermowaty duszek Orko. Odwiecznym wrogiem He-Mana jest, z kolei, Szkieletor dążący do zawładnięcia Posępnym Czerepem.


W JAKICH PRODUKCJACH WYSTĘPUJE?

He-Man na ekranie zadebiutował w animowanym serialu science fantasy „He-Man i Władcy Wszechświata” z l. 1983-1984, który zyskał wielu fanów wśród dzisiejszych 40-kilkulatków. Ze wspomnianego serialu animowanego pochodzi intro z rozpoznawalnym motywem muzycznym.

https://youtu.be/VtQqUkgvWeU?si=_ozxvb8Noakmdywq

Na fali popularności serialu powstał pełnometrażowy film animowany „He-Man i She-Ra: Tajemnica Miecza” (w którym zadebiutowała She-Ra, w którą przemienia się Adora, siostra bliźniaczka Adama) i „She-Ra: Księżniczka Mocy”). W każdej z tych trzech produkcji głosu Adamowi/He-Manowi głosu podłożył John Erwin.

Popularność zabawek i seriali animowanych sprawiła, że o He-Manie powstał pierwszy film aktorski. W niezbyt udanej produkcji „Władcy Wszechświata” z 1987 roku (w której He-Man przenosi się do naszego świata) w postać wojownika i obrońcy Eternii zagrał Dolph Lundgren.

Po nieudanej próbie realizacji filmu aktorskiego, He-Man powrócił na mały ekran. W 1990 roku powstał nowy serial „Nowe przygody He-Mana”. W przypadku tego serialu zastosowano podział ról dubbingowych: księcia Adama dubbingował Doug Parker, z kolei He-Manowi głosu podłożył Garry Chalk. He-Man wrócił potem dekadę później, w 2002 r. w serialach animowanych „He-Man i Władcy Wszechświata” oraz „He-Man: Obrońca Posępnego Czerepu”, gdzie głosu użyczył z kolei Cam Clarke. W latach 2021-2024 w netflixowym reboocie „Władcy Wszechświata: Objawienie” He-Man przemawiał głosem Chrisa Wooda (z kolei Szkieletora dubbingował Mark Hamill).

Wyraźny renesans zainteresowania He-Manem sprawił, że kino raz jeszcze się upomniało o aktorską wersję „Władców Wszechświata”. Efektem tego jest najnowsza produkcja w reżyserii Travisa Knighta, w której w He-Mana zagrał Nicholas Galitzine. Co ciekawe, fabuła jest odwróceniem filmu z Lundgrenem: Adam żyje wśród nas jak zwykły człowiek, choć zdaje sobie sprawę skąd pochodzi, za to inni ludzie mają go za wariata. Musi jednak wrócić na Eterię by stoczyć decydujące starcie ze Szkieletorem.