piątek, 6 marca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Kon'nichiwa, min'na. Ledwo dwa tygodnie temu jeszcze dogorywala zima, a dziś mamy pełnię wiosny. Czas więc przeanalizować czysto przygodową historię, a mamy ku temu idealną okazję. Już za cztery dni odbędzie się premiera długo wyczekiwanego 2. sezonu aktorskiej adaptacji mangi Eiichirō Ody „ONE PIECE”. Postawiłem więc przed sobą, jakby nie patrzeć, dość karkołomne zadanie: analizę między pierwszą sagą mangi, „East Blue”, a adaptacją anime, w której równiej nie brakuje różnic względem materiału źródłowego. Uprzedzam, będzie sporo czytania. Hajimemashou.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

Gdzieś na wielkich morzach ukryty jest wielki skarb króla piratów – Gol D. Rogera. Niezliczona liczba osób wypłynęła w świat w poszukiwaniu skarbu swoich marzeń. Jedną z tych osób jest chłopiec o imieniu Monkey D. Luffy. Za cel obrał sobie nie tylko bogactwo Rogera, ale też tytuł króla piratów. Podczas swej podróży Luffy zdobywa nowych członków swojej załogi Słomkowych Piratów. Razem z nimi przemierza świat, poznając wiele innych postaci, dobrych i złych. Pierwsze swoje przygody przeżywa na tytułowym „East Blue”.



RÓŻNICE MIĘDZY MANGĄ, A ANIME


SAGA „EAST BLUE”


1) ROMANCE DOWN [odcinki 1-4, rozdz. 1-7]

Już w pierwszym odcinku anime pojawia się spora zmiana względem mangi. Manga zaczyna się od obszernego, bo na aż 50 stron (żaden poźniejszy chapter mangi nie był tak długi) prologu, który w anime posłużył jako backstory Monkey D. Luffy’ego. W anime od razu zaczynamy od chaptera drugiego, w którym ukrywający się w beczce Luffy zostaje wyłowiony z wody. W mandze wyławiają go piraci kapitan Alvidy, w anime: marynarka, która chwilę potem zostaje napadnięta przez piratów kapitan Alvidy: monstrualnie grubej kobiety, która od załogantów oczekuje tylko komplementów na temat swojej urody. Niedługo potem z beczki wyłania się Luffy, który przez ten czas w najlepsze sobie spał: w anime ma to miejsce pod pokładem statku Alvidy, w mandze: w magazynie piratów pani kapitan. Luffy’emu w anime udaje się pokonać piratów i schować z Cobym, chłopcem okrętowym Alvidy, w ładowni pokładu, gdzie bliżej się zapoznają. W mandze, z kolei, pod wpływem uderzenia maczugi Alvidy, beczka wraz z Luffym stacza się w głąb pobliskiego lasu. Podczas gdy Alvida dowiaduje się, że Luffy to potencjalny łowca piratów, Coby biegnie za beczką do lasu, gdzie pokazuje Luffy’emu własnoręcznie zbudowaną łódkę. Zarówno w mandze jak i w anime zwierza się, że trafił do piratów Alvidy zupełnie przypadkiem i tkwi tam od dwóch lat. Nie może im się postawić, bo panicznie się ich boi, a zwłaszcza Alvidy uzbrojonej w wielką maczugę. Niedługo potem znajduje ich Alvida, która zapytuje Coby’ego „kto jest najpiękniejszy na świecie”. Coby, świadomy faktycznej urody Alvidy, już ma kłamać, kiedy Luffy tak prosto z mostu zapytuje pokazując na Alvidę: „Co to za spasiony paszczur?” Dochodzi do walki między Luffym, a Alvidą, w wyniku czego pani kapitan zostaje pokonana i, przy okazji, wychodzi na jaw, że Luffy jest użytkownikiem diabelskiego owocu Gomu-Gomu-Nomi.

Wkrótce Luffy i Coby trafiają do wioski zarządzanej przez marynarkę pod wodzą wyposażonego w topór zamiast ręki kapitana Morgana zwanego Topororękim. Przetrzymywany jest tam łowca piratów, Roronora Zoro, za którego omyłkowo został wzięty poprzednio Luffy. Chłopak decyduje się zaciągnąć go do armii. Łowca piratów trzymany jest na dziedzińcu, przywiązany do pala w kształcie krzyża. Jeszcze przed podjętą decyzją Luffy’ego dochodzi do małego incydentu: na dziedziniec przychodzi mała dziewczynka z kulkami onigiri i już ma nimi poczęstować Zoro, gdy na ten sam dziedziniec przybywa syn kapitana Morgana, Helmeppo, który po spróbowaniu onigiri beszta dziewczynkę za to, że kulki są słodkie (kiedy tak naprawdę powinny być słone). Gdy dziewczynka ucieka, a Helmeppo po szykanach pod adresem Zoro odchodzi, łowca piratów prosi Luffy’ego by podał mu zdeptane resztki onigiri, a następnie przekazał dziewczynce, że bardzo mu smakowały. Dowiadujemy się też, że Zoro jest przetrzymywany na dziedzińcu ponieważ znieważył Helmeppo i należącego do niego psa. Luffy wymierza cios Helmeppo - w anime robi to w karczmie, w mandze: przed siedzibą marynarki. Podczas gdy Helmeppo wraca by poskarżyć się ojcu, Luffy wraca do Zoro z mocnym postanowieniem uwolnienia go. Po nieudanych próbach odwleczenia go od tego zamiaru, łowca piratów prosi Luffy’ego o odzyskanie jego mieczy. Luffy wyrusza na poszukiwania i w ferworze zdarzeń nieumyślnie niszczy posąg kapitana Morgana, po czym uprowadza Helmeppo i rusza dalej szukać mieczy Zoro. W tym czasie na rozkaz Morgana, Zoro ma zostać rozstrzelany i w tym momencie pojawia się backstory łowcy piratów, które w anime na tym etapie zostało mocno skrócone (przynajmniej na razie): w mandze poznajemy dokładniej relację Zoro i jego przyjaciółki Kuiny, a w pierwszych odcinkach anime jest to krótka wstawka. Niedługo potem między Zoro, a marynarką staje Luffy, od którego wystrzelone kule bez problemu się odbijają. Luffy początkowo próbuje rozwiązać Zoro, jednak ten każe mu dać wszystkie trzy miecze (szermierz stosuje technikę walki trzech mieczy), po czym bez problemu się uwalnia i składa Luffy’emu przysięgę, że dołączy do niego pod warunkiem, że nic nie stanie mu na przeszkodzie do spełnienia jego marzeń o byciu najlepszym szermierzem. Dochodzi do walki Luffy’ego i Zoro z kapitanem Morganem, którą obaj piraci wygrywają. Niedługo potem świętują zwycięstwo w pobliskiej karczmie, do której przybywa marynarka wdzięczna za uwolnienie ich od tyranii Morgana i jednocześnie nakazująca im opuszczenie miasteczka z racji tego, że są piratami. Aby Coby nie był posądzony o współudział, Luffy prowokuje go by go uderzył, po czym zostaje oczyszczony z zarzutu i wcielony do marynarki, tak jak chłopak o tym marzył. Luffy i Zoro wyruszają w dalszą drogę, w trakcie której gumowy chłopak opowiada łowcy piratów jak otrzymał swoje moce. W tym momencie następuje wspomniane na początku backstory Luffy’ego, które - jak na 25-minutowy odcinek adaptujący 50-stronicowy chapter - dość wiernie odzwierciedla relację małego Luffy’ego z Rudowłosym Shanksem. Właściwie pominięte zostało tylko jak Luffy dorobił się blizny pod lewym okiem. 


2) ORANGE TOWN [odcinki 5-8, rozdz. 8-22]

W czasie dalszego rejsu, Luffy decyduje się upolować dla siebie i Zoro nadlatującego nad nimi ptaka, żeby obaj nie przymierzali głodem. Niestety, przestrzeliwuje (nie ostatni raz…) i wbija się głową w dziób ptaka. Zoro rusza mu na pomoc jednocześnie wymyślając mu od imbecylów i po drodze zabiera przypadkowo napotkanych rozbitków należących do załogi kapitana-clowna, Buggy’ego, których okradła złodziejka Nami. Postać ta w mandze pojawia się dopiero w storyarcu „Orange Town”, jednak w anime przewija się od samego początku, kiedy to próbuje obrabować najpierw załogę Alvidy, a potem marynarkę kapitana Morgana. Akurat w momencie, gdy ucieka przed innymi załogantami Buggy’ego, na sam środek dziedzińca spada Luffy, którego Nami bierze - świadoma, że tak nie jest - za swojego szefa, po czym beztrosko ucieka dalej. Luffy powala piratów, czym potem imponuje Nami, która z ukrycia obserwowała walkę, jaka się wywiązała. Zaprasza go do pobliskiej tawerny, gdzie bliżej się poznają. Wychodzi wtedy na jaw, że dziewczyna nie znosi piratów, za to uwielbia mandarynki i błyskotki, i za nic nie zostałaby nawigatorem w załodze Luffy’ego. Wpada na pomysł zaprowadzenia Luffy’ego Buggy’emu jako zdradzonego szefa.

W międzyczasie dochodzi do chryi między Buggym, a załogantami, którym nie udało się odzyskać ukradzionej mapy. W anime została ukazana bardzo dokładnie, włącznie z przewrażliwienie, Buggy’ego na punkcie swojego nosa. W tym momencie na scenę wkracza Nami prowadząc na uwięzi Luffy’ego (w anime uwiązała go jeszcze w tawernie, w mandze: w drodze do Buggy’ego). Jej spotkanie z Buggym również oddano bardzo dokładnie względem mangi. Jedynie w czasie imprezy pojawia się mała różnica dotycząca Luffy’ego zamkniętego w klatce. O ile w anime próbuje się posilić, o tyle w mandze: przegryźć kraty - w obu przypadkach z marnym skutkiem. Podobnie jak w mandze, w anime oszustwo Nami wychodzi na jaw, kiedy odmawia wystrzelenia armaty w Luffy’ego, a wręcz dusi zapalony lont. Wtedy na scenę wkracza Zoro, który zasłania bezradną Nami swoim ciałem. Najpierw odpiera atak piratów Buggy’ego, a następnie przecina na pół samego Buggy’ego. Gdy wydaje się, że antagonista storyarcu został pokonany, wychodzi na jaw, że Buggy to kolejny użytkownik diabelskiego owocu - „‚Bara Bara Nomi”, pozwalającego mu się rozczłonkować. Tak w mandze jak i w anime dla Luffy’ego jest to absurd, choć przecież on sam jest użytkownikiem diabelskiego owocu o dość abstrakcyjnej mocy. Bohaterom udaje się uciec, tak jak w mandze, a Buggy wysyła za nimi swoją załogę: tresera lwów Mohjiego i akrobatę Cabaji.

W tym czasie Luffy, Zoro i Nami spotykają psa Shu Shu, który od kilku lat pilnuje sklepu zwierzęcego, chociaż jego właściciel od dawna nie żyje. Burmistrz Orange Town opowiada im historię Shu Shu i jego właściciela, u którego wykryto chorobę, a który już nie wrócił ze szpitala. W tym momencie na scenę wkracza dosiadających lwa Richiego Mohji. Następująca potem walka Luffy’ego z Mohjim została dokładnie oddana w anime. W tym czasie zostaje wysadzony w powietrze dom burmistrza - ten sam, w którym odpoczywał Zoro, który wydostaje się z gruzów sarkastycznie komentując nietypową pobudkę. Akt odwagi Luffy’ego względem Shu Shu, a także wysadzenie jego własnego domu, motywuje burmistrza, by się postawić Buggy’emu, w odpowiedzi na co Luffy, Zoro i Nami udają się na ostateczną konfrontację z clownem-piratem i jego załogą. W chwili gdy burmistrz odgraża się przed siedzibą załogi Buggy’ego, Luffy, Zoro i Nami stają do walki z clownem-piratem. Luffy najpierw ratuje burmistrza, a potem brutalnie odrzuca go na bok, po czym nadymając się jak balon odbija wystrzeloną kulę Buggy’ego. W odpowiedzi Buggy wysyła na nich swojego drugiego oficera, akrobatę Cabaji, który staje do pojedynku z Zoro. Mimo otwartych ran Zoro zamierza z nim walczyć, bo chce być najlepszym szermierzem. Ich walka została bardzo wiernie oddana w anime, jeśli nie liczyć rozbudowanego wątku Nami rabującej w międzyczasie piratów Buggy’ego z ich złota.

Jako ostatni na placu boju pozostał Buggy, z którym Luffy początkowo się droczy i odgraża się, że zostanie Królem Piratów. W czasie pierwszej wymiany ciosów, Buggy orientuje się że słomkowy kapelusz należący do chłopaka jest dziwnie znajomy. W tym momencie poznajemy backstory Buggy’ego, który początkowo należał z Shanksem do jednej załogi pirackiej. To właśnie przez Shanksa zaprzepaściły się plany Buggy’ego by zdobyć skarb ukryty pod wodą i to przez Shanksa Buggy stał się przypadkowo użytkownikiem „Bara Bara Nomi”. Po opowiedzeniu historii, Buggy orientuje się, że Nami ich okrada i rzuca się na nią z mieczami. Ratując ją, Luffy kopie clowna w najczulszy punkt męskiego ciała, a gdy Buggy całkowicie się rozczłonkowując próbuje ponownie ją zaatakować, Luffy tym razem poprzez łaskotki na stopach uniemożliwia mu to. Buggy chce zaatakować po raz trzeci, jednak orientuje się, że połowa jego ciała została schwytana przez Nami. Luffy wykorzystując to wykopuje Buggy’ego jak najdalej Orange Town. Nie wszystkim jest jednak do śmiechu. Mieszkańcy Orange Town posądzając Luffy’ego i jego przyjaciół o rozbój, rzucają się za nimi w pogoń. W obronie bohaterów staje Shu Shu, który odgradza ich od mieszkańców wioski. Luffy, Zoro i Nami szczęśliwie wydostają się z Orange Town i wyruszają w dalszą podróż. Przy okazji Nami dowiaduje się od Luffy’ego, że zostawił wszystkim całe złoto na odbudowę Orange Town.


3) SYRUP VILLAGE [odc. 9-18, rozdz. 23-41]

W tym momencie między mangą, a anime pojawia się zasadnicza różnica. Nim Słomkowi Piraci trafiają do Syrup Village, lądują na wyspie zamieszkanej przez uwięzionego w skrzyni Gaimona, który - nim jeszcze został uwięziony w skrzyni - znalazł skarb, ale po wpadnięciu do jednej ze skrzyń nie mógł się z niej wydostać, a co gorsza - został porzucony przez załogę. Ponieważ w anime epizod ten ma miejsce po przygodzie na Syrup Village, w przygodzie tej uczestniczy Usopp, którego w mandze na tym etapie historii jeszcze nie ma. Tak poza tym większych różnic w tym jednym odcinku nie ma.

W następnej kolejności Słomkowi przybywają do Syrup Village, wioski zamieszkanej przez notorycznego kłamcę Usoppa. Już na początku pierwszego odcinka tego storyarcu widzimy jak Usopp zgodnie ze zwyczajem biega po wiosce okłamując wszystkich, że nadciągają piraci (co jest o tyle znaczące, bo jego imię wywodzi się od japońskiego słowa „usoppe” - kłamstwo). W mandze pokazano więcej reakcji na kłamstwa Usoppa, z kolei w anime pokazano tylko jak jeden z mieszkańców rzuca w chłopaka garnkiem, po czym wyskakuje przez okno uzbrojony w szczotkę. Ubawiony kawałem Usopp umyka przed nimi i ukrywa się na drzewie, spotykając potem trzech zaprzyjaźnionych z nim chłopaków: Marchewę, Paprykę i Cebulę; ten ostatni donosi o przybyciu piratów, czyli Słomkowych. Usopp zastawia na przybyłych pułapkę, jednak zostaje przejrzany i zrezygnowany, zaprasza wszystkich na posiłek w pobliskiej karczmie. Tam opowiada o swoim ojcu, co w mandze ma miejsce znacznie później między nim, a Luffym. Zaraz potem udaje się do pałacu zamieszkanego przez ciężko chorą Kayę, której usługuje lokaj Klahadore (po jap. Kurahadore). Pod jego nieobecność do karczmy wpadają Marchewa, Papryka i Cebula chcąc go ocalić, ale Zoro wciska im kit, że „Właśnie go zjedli…”. Samo spotkanie Usoppa z Kayą w anime przebiega tak jak w mandze i kończy się taką samą bójką, w wyniku której chłopak zostaje wypędzony przez Klahadore’a. To właśnie po tym wydarzeniu ma miejsce rozmowa Usoppa z Luffym na temat jego ojca, Yasoppa. W anime obaj jedynie komentują charakter Klahadore’a, po czym nakrywają go na spotkaniu z tajemniczym hipnotyzerem Jango o aparycji Michaela Jacksona (porusza się nawet Moonwalkiem) i odkrywają, że obaj planują spisek przeciwko Kayi. Luffy zostaje złapany i poddany hipnozie, podczas gdy Usoppowi udaje się uciec. Klahadore jest o to spokojny, bo przecież przez kłamstwa Usoppa nikt mu nie uwierzy, że piraci tym razem naprawdę napadli na Syrup Village. W tym momencie kończy się trzeci tom mangi „One Piece”.

Przeczucia Klahadore’a okazują się słuszne, gdyż mieszkańcy Syrup Village istotnie nie dają wiary w opowieści Usoppa. Nawet Kaya przestaje wierzyć chłopakowi. W zaistniałej sytuacji Usopp - tak w mandze jak i w anime - decyduje się powstrzymać piratów przed świtem tak by utwierdzić mieszkańców wioski, że po raz kolejny ich okłamał. Nim jednak do tego dochodzi, w mandze wpierw obserwujemy jak Kaya i jej drugi lokaj, Merry, postanawiają obdarować Klahadore’a nowymi okularami, bo te które nosi ciągle poprawia. Wtedy jednak wychodzą na jaw niecne zamiary Klahadore’a, który dźga Merry’ego. Różnica w tej scenie jest taka, że w anime Merry w tym czasie czyścił żyrandol, a w mandze: po prostu z nim rozmawiał. W tym czasie piraci Klahadore’a pod dowództwem Jango szykują się do planowanego ataku, a Luffy, Nami, Zoro i Usopp wylewają na nabrzeżu olej, który zgodnie z planem ma powstrzymać atak piratów. Sprawy komplikują się nad ranem gdy okazuje się, że olej został wylany na niewłaściwym wybrzeżu, a atak nastąpił na północy. Pierwszy pędzi w tamtą stronę Luffy niezawracający sobie głowy tym, „gdzie właściwie jest ta cała północ”, w efekcie czego zaczyna się gubić. Swoje opóźnienie przybycia na drugie nabrzeże zalicza też Zoro, ponieważ Nami w wyniku szarpaniny odrzuca go poza obręb oleju i dopiero wspinaczka przy użyciu katan umożliwia szermierzowi wydostanie się z pułapki. W efekcie tych zawirowań, jako pierwsi do walki stają Usopp i Nami besztająca chłopaka za wykorzystanie jej kosztowności w charakterze formy przekupu dla piratów. Ich wspólną walkę - wiernie odwzorowaną w anime - przerywają Luffy i Zoro: obaj wkurzeni na maksa tak na Usoppa jak i na Nami. W tej sytuacji Jango decyduje się zahipnotyzować piratów, jednak ofiarą jego hipnozy staje się też Luffy, który w szale atakuje najeźdźców i odrywa kawał dzioba pirackiego statku.

W tym czasie na nabrzeże wyruszają dwie kolejne osoby: Klahadore zniecierpliwiony nieobecnością piratów i Kaya po odkryciu prawdy na temat „zaufanego” lokaja. W międzyczasie, z kolei, do walki zostają włączeni dwaj „koci” bracia, z którymi w szranki staje Zoro omal nieprzypłacający tego swoim życiem. Nami próbuje pomóc szermierzowi i podrzucić mu katany ukradzione przez jednego z „kocich” braci, jednak zostaje zraniona przez Jango. W tym momencie na nabrzeże przybywa rozjuszony Klahadore, całkowicie zawiedziony swoją załogą. Najpierw pokonuje kocich braci i przekonuje ich by bardziej przyłożyli się do walki. Dodatkowo jeden z braci zostaje zahipnotyzowany by zyskać większą moc. Luffy w międzyczasie odzyskuje przytomność i już ma stanąć do walki z Klahadore’a, gdy na nabrzeże przybywa Kaya, a zaraz po niej Cebula, Marchewa i Papryka. Usopp chcąc stanąć w jej obronie, nakazuje chłopakom by chronili Kayę i zabrali ją z nabrzeża. W ślad za nimi rusza Jango, a za nim Zoro niosący na swoich barkach ledwo żywego Usoppa. W końcu następuje walka między Luffym, a Klahadore’em, w trakcie której wychodzi na jaw, że pirat-lokaj nosi się z zamiarem (i to od dawna) zabicia załogi za brak zaufania. Tak walka Luffy’ego z Klahadore’em, jak i akcja ratunkowa Kayi zostały bardzo wiernie odtworzone w anime i tak samo ze sobą zestawione. Tak samo wiernie pokazano pożegnanie Słomkowych Piratów z Syrup Village i zaciągniecie Usoppa. Wyjaśnione zostaje też skąd wziął się u Usoppa zwyczaj nawoływania „przybywających piratach”: gdy był mały, była to forma pocieszenia dla umierającej mamy że jego tata, jeden z członków załogi Rudowłosego Shanksa  niedługo wróci.


4) BARATIE [odc. 19-30; rozdz 42-68]

Kontynuując dalszą podróż do Grand Line, Luffy i Usopp wypróbowują armatę zamontowaną na dziobie Going Merry, podczas gdy Zoro w najlepsze sobie drzemie. Sen, jaki mu się śni, jest jego backstorym, które w oryginalnej mandze pojawia się jeszcze w storyarcu „Romance Down” i został on bardzo dokładnie ukazany w anime (choć może nieco przypominać filler poprzedzający właściwy storyarc). Backstory Zoro przedstawia lata jego treningu oraz relacje z rówieśnicą imieniem Kuina, która umarła w trakcie zbiegania ze schodów. Ponieważ oboje obiecali sobie, że będą trenować tak, by pozostać niepokonanymi, Zoro po jej śmierci poprzysiągł na jej katanę, że nie spocznie póki nie osiągnie celu. W tym momencie wracamy do właściwego storyarcu: Zoro zostaje brutalnie zbudzony salwą armatnią, w wyniku której pobliska skala zostaje zniszczona, a na pokład Going Merry trafia łowca głów Johnny ze swoim towarzyszem, ciężko chorym na szkorbut Yosaku. Po szybkiej akcji ratunkowej, Johnny (jak się okazuje: dawny kompan Zoro) proponuje Słomkowym wybrać się do morskiej restauracji Baratie, gdzie posilą się i zbiorą potrzebne zapasy jedzenia (a być może zaciągną do załogi jakiegoś kuka). Na miejscu trafiają na członka marynarki Fullbody’ego, który zostaje znieważony przez pomocnika kucharzy, Sanji’ego, a z którym Słomkowi wdają się w małą bitwę, w wyniku której dewastują dach kajuty szefa kuchni Baratie, Zeffa zwanego „Czerwoną Nogą”. Ponieważ nie mają czym zapłacić za odszkodowanie, Zeff postanawia na rok zatrudnić Luffy’ego jako kucharza, na co Luffy z trudem wynegocjuje jeden tydzień (przy okazji zaliczając ostrego kopa z protezy Zeffa). 

Zajście w Baratie przerywa przybycie rannego pirata Gina, który bez zbędnych ceregieli zamawia jedzenie, a jako zapłatę proponuje kulę w łeb przyjmującemu zamówienie kucharzowi Patty’emu (który w odpowiedzi wyrzuca pirata za próg restauracji). W odpowiedzi Sanji przynosi Ginowi przyrządzony przez siebie posiłek z frutti di mare, a Luffy składa Sanji’emu propozycję nie do odrzucenia (tak, przynajmniej, mu się wydaje): zaciągniecie się do jego załogi. Sanji odmawia, w wyniku czego dochodzi między nimi do małej sprzeczki. Przerywa ją Gin pytając jaki cel przyświeca Luffy’emu, a gdy poznaje odpowiedź, opowiada o warunkach na Grand Line (czyli, w sumie, to samo co Coby i potem Nami). Następnie dziękuje Sanji’emu za posiłek i odpływa z Baratie - jak później się okaże, by nakierować na restaurację swojego kapitana. Zaraz potem Luffy bezskutecznie próbuje odpracować za rozwalony dach restauracji, a u Sanji’ego ujawnia się jego największa słabość: piękne kobiety, w wyniku której kucharz ewidentnie smaży cholewy do Nami. Sielankę przerywa przybycie kolejnego pirata, tym razem Don Kriega, niegdyś postrach East Blue, który pod pretekstem wycieńczenia zostaje posilony przez Sanji’ego, a następnie bierze w posiadanie Baratie. Już na dzień dobry Zeff składa przed Don Kriegiem pieniądze za Baratie, a Don Krieg poznaje w nim niegdysiejszego najdzielniejszego pirata w East Blue. Przechwala się też, że zostanie Królem Piratów, na co Luffy dusi jego entuzjazm. Gdy Don Krieg odchodzi by posilić załogę, w restauracji zostaje Gin opowiadając jak jego kamraci żeglując po Grand Line zostali zdziesiątkowani przez jednego człowieka wyposażonego w ogromny miecz. Słysząc te słowa, poruszony Zoro domyśla się że chodzi o jednego z shichibukai, Dracula Mihawka zwanego Jastrzębiookim, którego poszukiwał nim został rekrutowany przez Luffy’ego. Słowa te potwierdza Zeff, który nakazuje kucharzom z Baratie przygotowanie się do obrony restauracji. W tym momencie następują dwa niespodziewane zwroty akcji: najpierw statek Don Kriega zostaje zmieciony z powierzchni wody, a potem okazuje się że Nami korzystając z zamieszania, porzuciła Johnny’ego i Yosaku oraz zabrała Going Merry i popłynęła w nieokreślonym kierunku. Zaraz potem przed Baratie cumuje samotna tratwa, na której przebywa Jastrzębiooki, z którym Zoro zamierza się pojedynkować. W międzyczasie czytelnicy mangi (oraz widzowie anime) otrzymują pierwsze wskazówki dotyczące następnego storyarcu: płynąc w nieznanym kierunku, Nami wyznaje sama sobie, że chciałaby być już wolna i wspomina tajemniczą osobę, której na imię było Bellemere.

Wkrótce dochodzi do serii walk, które zostały bardzo wiernie oddane w anime. Najpierw dochodzi do pojedynku Zoro z Mihawkiem, w wyniku której szermierz doznaje bardzo dotkliwych ran. Leżąc ledwie żywy w statku swoich aniki, szermierz składa przysięgę na podniesiony miecz że już nigdy nie przegra jakiegokolwiek pojedynku. Dracul Mihawk będąc pod wrażeniem zaangażowania Zoro, odpływa jednocześnie ignorując Don Kriega (w przeciwieństwie do wersji live action, gdzie za sprawą Mihawka Don Krieg zostaje bardzo szybko pokonany). Nadciąga sztorm, więc ekipa rozdziela się: Usopp i Zoro wraz z Johnnym i Yosaku udają się po Nami, a Luffy zostaje w Baratie, by stoczyć pojedynek z Don Kriegiem i zwerbować Sanji’ego. Przy okazji Luffy składa Zeffowi nową propozycję: jeśli pokona Don Kriega, nie będzie musiał pracować jako kucharz w Baratie. Tak samo wiernie oddano nieudany atak Patty’ego i Carne’a na Don Kriega przy użyciu łodzi podwodnej w kształcie ryby. Potem do boju staje prawa ręka Don Kriega, Pearl, okuty w zbroję z pereł. Podobnie wiernie odwzorowano backstory Sanji’ego (jedno z dwóch w mandze i anime), z którego dowiadujemy się, że Sanji i Zeff przebywali na bezludnej wyspie. Różnica w backstory jest taka, że w anime Zeff poświęcił nogę ratując tonącego Sanji’ego, a w mandze: odrąbał ją po dotarciu na wyspę. W natłoku zdarzeń Gin celuje w Zeffa grożąc, że go zabije jeśli Baratie się nie podda. Nie może jednak nacisnąć spustu, gdyż jest zbyt honorowy, co Don Krieg odbiera jako zdradę i robi użytek ze swojej najgroźniejszej broni: bomby chemicznej MH5. Luffy w ostatniej chwili zabiera dwie maski przeciwgazowe, ale za późno orientuje się, że zabrakło maski dla niego. Wówczas nieznana osoba podrzuca jemu maskę - jak potem się okazuje, był nim Gin. Rozzłoszczony obojętnością Don Kriega w odpowiedzi na poświęcenie Gina, Luffy staje w końcu do walki z piratem. Ich walka została bardzo wiernie odwzorowana w anime, a po pokonaniu Don Kriega następuje opuszczenie Baratie. Sanji dalej nie zamierza opuszczać restauracji, traktując ją jako największy skarb w swoim życiu, choć niezmiennie marzy by znaleźć legendarny ocean All Blue. Kucharze prowokują go do opuszczenia Baratie krytykując jego kuchnię. Luffy początkowo podchodzi do decyzji Sanji’ego z szacunkiem, jednak w tym momencie do restauracji wraca Yosaku z informacją, dokąd zmierza Nami. Sanji sam decyduje się dołączyć do Luffy’ego. Pożegnanie z Baratie zostało bardzo dokładnie odwzorowane w anime (nie pominięto również wzruszającej sceny, gdy Zeff troskliwie napomina Sanji’ego „żeby tylko się nie przeziębił”. Wkrótce Luffy, Sanji i Yosaku obierają nowy kurs, do którego zmierza Nami, a w ślad za nią Usopp, Johnny i Zoro: Arlong Park.


5) ARLONG PARK [odc. 31-45; rozdz. 69-95]

W drodze do Arlong Parku Yosaku opowiada Sanji’emu i Luffy’emu o Ryboludziach i Shichibukai, czyli Królewskich Wojownikach Mórz, do których należy m.in. Dracul Mihawk, z którym pojedynkował się Zoro. Nagle napada na nich jeden z Władców Mórz o aparycji krowy morskiej, który zostaje spacyfikowany przez Sanji’ego. W tym czasie Usopp, Johnny i Zoro docierają jako pierwsi do Cocoyashi. O ile Usopp o Johnny salwują się ucieczką, o tyle Zoro (ranny i przywiązany do statku) zostaje uprowadzony przez Ryboludzi i zaprowadzony przed oblicze Arlonga. Wtedy też wychodzi na jaw, że Nami służy mu jako kartografka i prawa ręka. Jej konfrontacja z Zoro została bardzo wiernie oddana w anime. Podobnie jak perypetie Usoppa, który dociera do pobliskiej wioski zrujnowanej przez Ryboludzi i spotyka tam niebieskowłosą dziewczynę Nojiko - siostrę Nami. Oboje są świadkami przybycia Arlonga i jego konfrontacji z szeryfem Genzo. W tym czasie Zoro zostaje wyswobodzony przez Nami, następnie korzysta z gościny u Ryboludzi, a na koniec zostaje dowieziony przez jednego z Ryboludzi: Hatchi’ego. W tym czasie do Arlong Parku wraca Arlong niosąc ze sobą Usoppa, który dla niepoznaki zostaje dźgnięty przez Nami nożem. Wieść o tym dociera do Luffy’ego, Sanji’ego i Zoro, którzy najpierw wdają się w dyskusję z obojętną na jej przybycie Nami, a następnie wysłuchują historię Nami (najbardziej przejmujące backstory we wczesnym „One Piece”) opowiadaną przez Nojiko. Obie były chowane przez byłą członkinię marynarki Bellemere, która została zabita przez Arlonga za niepłacenie haraczu nałożonego na ludzi z wioski Cocoyashi. Z kolei Nami od najmłodszych lat była przetrzymywana przez Arlonga by rysować dla niego mapy. Wróciwszy do swojego domu, dorosła Nami szykuje się do kolejnej wyprawy w celu zdobycia pieniędzy na wykupienie Cocoyashi, jednak na jej drodze staje skorumpowany członek marynarki Nezumi, który zabiera całe zdobyte przez nią złoto. W mandze pojawia się dopiero w tym momencie, za to w anime występuje już na początku storyarcu, w czasie rozmowy z Arlongiem. Zdradzona przez Ryboludzi Nami wpada do Arlong Parku, jednak Arlong udając że nic nie wie drwi sobie z umiejętności dziewczyny. Nami próbuje też zatrzymać ludzi z Cocoyashi chcących wszcząć rebelię przeciwko Ryboludziom. Pozostawiona sama, dźga się w tatuaż z symbolem Ryboludzi, jednak powstrzymuje ją Luffy, którego początkowo zbywa, a po chwili złamana prosi go o pomoc. Wtedy następuje słynny moment, gdy Luffy kładzie jej kapelusz na głowę i wykrzykuje obietnicę udzielenia pomocy. Wówczas wraz z Sanjim, Zoro i Usoppem udaje się w rytmie „Overtaken” do Arlong Parku. 

Początkowo dochodzi do pojedynków Sanji’ego i Usoppa z załogantami Arlonga, który wcześniej wrzucił Luffy’ego do basenu z wodą. W wydostaniu się z wody pomagają mu Sanji, Nojiko i Genzo, co im się udaje akurat w momencie gdy Zoro ma być dobity przez Arlonga. W końcu dochodzi do najbardziej epickiego w całej sadze „East Blue” pojedynku, który w anime oddano bardzo szczegółowo, włącznie z najbardziej pamiętnymi momentami jak wyrzucenie biurka Nami przez Luffy’ego z jej gabinetu-więzienia, co miało być swoistą metaforą wyzwolenia dziewczyny spod ryboludzkiego jarzma, a także epickie zmiecenie Arlong Parku z powierzchni ziemi. Zarówno w mandze jak i w anime po pokonaniu Arlonga pojawia się Nezumi, który chce zarekwirować całe złoto, ale zostaje spacyfikowany przez Zoro, a zwłaszcza Nami. Późniejsze huczne pożegnanie z wioską Cocoyashi oddano równie dokładnie w anime: od wystawnego przyjęcia na cześć wyzwoleńców, po opuszczenie wioski przez dziewczynę, w trakcie którego Nami po raz ostatni dała mieszkańcom do przekonania, że nie bez kozery ma w sobie złodziejki dryg. Co najwyżej dodano wzruszające pożegnanie Nami z Bellemere, który ujawnia jej się jako niemy duch.


6) LOGUE TOWN [odc. 46-53, rozdz. 96-100]

Następujące po tym storyarcu odcinki skupiające się na Buggym zostały oparte na tzw historiach okładkowych pojawiających się na okładkach rozdziałów od 35 do 75 (stąd ich nazwa). Historia Buggy’ego rozgrywająca się po wydarzeniach ze storyarcu „Orange Town” (od spotkania Gaimona po spotkanie z odmienioną Alvidą) została bardzo wiernie przedstawiona w anime, a poza tym została celowo zaadaptowana dopiero po storyarcu „Arlong Park”, ponieważ jest ściśle powiązana z następującym potem storyrarciem „Logue Town”. Perypetie Buggy’ego przepleciono w anime informacją, że za głowę Luffy’ego wyznaczono nagrodę w wysokości 30 milionów berry. 

Tymczasem właśnie Słomkowe Kapelusze docierają do ostatniego punktu przed wpłynięciem do Grand Line: miasta Logue Town (a właściwie Rogue Town, czyli Miasto Łotrów, ponieważ w Japonii „r” czyta się jak „l”, a „l” z kolei jak „r”; patrz: wymowa imienia „Luffy” w japońskiej wersji językowej „One Piece’a”). W anime pobyt Słomianych Kapeluszy w mieście Logue Town zostało bardziej rozbudowane względem mangi, ponieważ już w tym storyarcu pojawiają się odcinki fillerowe, czyli niekanoniczne, do których należą: odcinek z pojedynkiem strzeleckim Usoppa oraz odcinek z pojedynkiem kulinarnym Sanji’ego. W mandze Usopp jedynie kupuje procę w jednym ze sklepów, w którym wmówiono mu że ogniś należała do Gol D. Rogera, a Sanji nabytą w anime podczas pojedynku kulinarnym rybę, w mandze po prostu nabył w czasie zakupów.

Tak poza tym wszystko się zgadza z mangą, jeśli nie liczyć wcześniejszego wprowadzenia w anime Smokera: w anime zostaje wprowadzony niemal od razu, a w mandze pojawia się tuż przed akcją Luffy’ego na platformie, w trakcie której bohater wpada w pułapkę Buggy’ego i będącej użytkowniczką diabelskiego owocu typu „Sube-Sube Nomi” kapitan Alvidą. Przy okazji wprowadzenia w mandze Smokera bliżej poznajemy też szermierkę, z którą pojedynkował się Zoro w czasie kupowania mieczy, a którą wziął za zmarłą Kuinę: to admirał marynarki Tashigi. Próbującego się wydostać z opresji Luffy’ego ratuje - będący swego rodzaju deus ex machiną - piorun, który uderza w Buggy’ego akurat w momencie ścięcia chłopaka. Scena ucieczki w mandze została bardzo dokładnie pokazana w anime: Luffy ucieka z pomocą Zoro i Sanji’ego, których z opresji ratuje tajemniczy zakapturzony człowiek z wielką blizną na jednym policzku, rozpoznany przez Smokera: Dragon. Po wydostaniu się z Logue Town, tak w mandze jak i w anime załoga składa sobie przysięgę spełnienia swoich najskrytszych marzeń.



To była moja analiza różnic między mangą Eiichirō Ody „One Piece” (sagą „East Blue”), a serialem anime niezmiennie realizowanym przez studio Toei Animation. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nową analizą. Sayonara.

środa, 4 marca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKOSPEKTYWA”


Cześć wszystkim. W kolejnym odcinku „Książkospektywy” zagłębimy się w jedną z najbardziej znanych serii szpiegowskich. I bynajmniej nie mam tu na myśli Jamesa Bonda, choć o nim artykułu w „Książkospektywie” nie wykluczam w przyszłości. A tymczasem zapoznamy się z historią serii „JASON BOURNE”. Zaczynamy.


HISTORIA SERII

Seria „Jason Bourne”, stworzona przez Roberta Ludluma i kontynuowana przez Erica van Lustbadera, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych cykli sensacyjnych XX i XXI wieku. Wydana przez wydawnictwo Albatros, stała się synonimem doskonale skonstruowanego thrillera, w którym napięcie, psychologia i międzynarodowa intryga splatają się w fascynującą opowieść o człowieku bez przeszłości.

Ludlum wpadł na pomysł stworzenia serii o Bournie, łącząc fascynację prawdziwymi, międzynarodowymi terrorystami owych czasów z osobistym doświadczeniem medycznym oraz chęcią stworzenia historii o człowieku zmuszonym do konfrontacji z własną, nieznaną przeszłością. Wspomnianym doświadczeniem medycznym była amnezja, na którą Ludlum zapadł na 12 godzin.


OMÓWIENIE TOMÓW

Ludlum napisał trzy powieści o Bournie: „Tożsamość Bourne`a”, „Krucjata Bourne`a” i „Ultimatum Bourne`a”. Naprawdę nazywa się David Webb, natomiast „Jason Bourne” to jeden z jego kryptonimów. Na przestrzeni trzech tomów bohater tropi seryjnego mordercę o pseudonimie Carlos (inspirowanej autentycznym zamachowcem Szakalem, wokół którego i fikcyjnego zamachu na prezydenta de Gaulle`a swoją klasyczną powieść sensacyjną „Dzień Szakala” napisał Frederick Forsyth).

Po śmierci Roberta Ludluma w 2001 roku (zdążył przed śmiercią obejrzeć materiały do powstającej w tym czasie adaptacji „Tożsamości Bourne`a” z Mattem Damonem), jego spadkobiercy na kontynuatora serii wybrali Erica Van Lustbadera. Do 2017 roku napisał jedenaście kontynuacji, zaczynając od „Dziedzictwa Bourne`a” (luźno zaadaptowanej w 2012 roku: o ile bohaterem książki nadal jest Jason Bourne, o tyle w filmie pałeczkę po nim przejmuje agent Aaron Cross grany przez Jeremiego Rennera). Ostatni tom napisany przez Van Lustbadera nosił tytuł: „Zagadka Bourne`a”. Van Lustbader miał także napisać powieść pt. „The Bourne Nemesis”, ale premiera została odwołana.

Za to na miejsce Erica Van Lustbadera wybrano kolejnego kontynuatora serii: Briana Freemana. Na przestrzeni siedmiu lat (2020-2026) napisał kolejne osiem kontynuacji. Jego pierwszą „bourne`owską” powieścią była książka pt. „The Bourne Evolution”, natomiast ostatnia nosiła tytuł „The Bourne Revenge”. Żadna z tych kontynuacji, póki co, nie została wydana w Polsce.


PODSUMOWANIE

Seria łączy dynamiczną akcję, szpiegowskie napięcie i głębię psychologiczną, dzięki czemu zyskała status kultowej zarówno w literaturze, jak i w kinie. Robert Ludlum stworzył wzór współczesnego bohatera – inteligentnego, nieustępliwego i tragicznie ludzkiego. Z kolei Lustbader tchnął w sagę nową energię, rozbudowując świat Bourne’a o współczesne konflikty polityczne, cyberterroryzm i globalne sieci wpływów.

Seria „Jason Bourne” to mistrzowskie połączenie akcji, emocji i refleksji nad naturą człowieka. Każda książka to zaproszenie do świata, w którym stawką jest nie tylko życie, ale i prawda o samym sobie. I nie ma znaczenia, czy kolejne książki o Jasonie Bournie wychodziły spod pióra Roberta Ludluma, czy jego następców.


link: https://lubimyczytac.pl/cykl/68/jason-bourne

wtorek, 3 marca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Zapraszam was tym razem w podróż do muzycznych lat 90, w których zapoznamy się z historią grupy All-4-One i debiutanckiego, TYTUŁOWEGO, krążka. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Historia zespołu sięga czasów producentów Tima O'Briena i Gary'ego St. Claira, którzy mieli swój udział w jego powstaniu. Jamie Jones, Tony Borowiak i Alfred Nevarez śpiewali jingle dla stacji radiowej KAVS-FM w Antelope Valley, kiedy producent muzyczny Gary St. Clair poprosił ich o nagranie utworu „So Much in Love” dla wytwórni Blitzz, filii Atlantic Records. Do trójki członków dołączył Delious Kennedy, tworząc w ten sposób kwartet.

Umowa z Blitzz pierwotnie zakładała wydanie tylko jednego singla. Utwór jednak stał się hitem, a grupa rozpoczęła pracę nad debiutanckim albumem, który zawierał autorskie kompozycje. Produkcją albumu zajęli się zarówno O'Brien, jak i St. Clair. Nazwa zespołu pochodzi od nazwiska Tima O'Briena. Prace nad krążkiem zatytułowanym po prostu „All-4-One” trwały na przełomie 1993-1994 roku, a sam album został wydany 12 kwietnia 1994 roku.


UTWORY PROMUJĄCE

Pierwszy singiel All-4-One, wydany 20 grudnia 1993 roku „So Much In Love” [nr 1], osiągnął status złotej płyty RIAA i znalazł się w pierwszej piątce listy przebojów. Warto też dodać, że wersja „So Much in Love”, która znajduje się na wydaniu Atlantic Records, ale nie jest dostępna wydaniu Blitzz Records, jest wersją rozszerzoną o czasie trwania 4:18.

Kalifornijski kwartet muzyczny szybko zaznaczył swoją pozycję w branży jako czołowi twórcy ballad. Ich drugi singiel, „I Swear” [nr 4], przez 11 kolejnych tygodni (od chwili premiery 28 kwietnia 1994 roku) zajmował pierwsze miejsce na liście „Billboard Hot 100”, a sprzedaż znacznie wzrosła, utrzymując się na pierwszym miejscu w 1994 roku i zajmując trzecie miejsce na liście przebojów ery rocka.

Kolejne piosenki promujące, wydane na przełomie 1994-1995 roku, były konsekwencją dwóch pierwszych sukcesów w branży muzycznej. 6 września premierę miał utwór „Breathless” [nr 8], z kolei 24 stycznia 1995 roku w rozgłośniach radiowych rozbrzmiał utwór „(She`s Got) Skillz” [nr 7].


PREMIERA I SUKCES

Hit All-4-One „I Swear” zdobył nagrodę Grammy w 1995 roku w kategorii „Najlepszy występ popowy duetu lub grupy z wokalem” i przez jedenaście tygodni utrzymywał się na pierwszym miejscu listy Billboard Hot 100, a także przez sześć tygodni na pierwszym miejscu na Australian Singles Chart i przez siedem tygodni na drugim miejscu na UK Singles Chart. Inne przeboje grupy, które uzyskały certyfikat Złotej Płyty RIAA, to covery utworów „So Much in Love” (1993), „I Can Love You Like That” (1995) oraz „Someday” ze ścieżki dźwiękowej do animowanego filmu wytwórni Walta Disneya pt. „Dzwonnik z Notre Dame” z 1996 roku.


link: https://www.youtube.com/playlist?list=PL8HY4LxrPyYDbnIjuS2luCfvyEpXCzxyY

poniedziałek, 2 marca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


KEVIN WILLIAMSON : MAINSTREAMOWY PRZEŁOM


Cześć wszystkim. Od piątku można oglądać najnowszą odsłonę kultowej horrorowej serii „Krzyk”, za którą tym razem odpowiadać będzie Kevin Williamson. Recenzji będzie można się spodziewać jeszcze w tym miesiącu, a póki co zapraszam was na sylwetkę jego reżysera i scenarzysty pierwszych czterech części.


MŁODOŚĆ

Williamson urodził się w New Bern w Karolinie Północnej jako młodszy syn Faye i Ottisa Wade'a Williamsonów, rybaka, który zajął się handlem narkotykami, obsługując tramwaj morski i odsiedział wyrok w więzieniu. Dzieciństwo spędził w Aransas Pass w Teksasie, niedaleko Corpus Christi. Rodzina Williamsona wróciła do Karoliny Północnej, aby mógł uczęszczać do szkoły średniej. Następnie studiował na East Carolina University w Greenville w Karolinie Północnej, gdzie uzyskał tytuł licencjata sztuk pięknych w dziedzinie sztuk teatralnych.

Co ciekawe, z horrorami i makabreską miał styczność od najmłodszych lat. W wywiadzie dla Melissy Maerz z Entertainment Weekly Williamson powiedział:


Kiedy dorastałem, rodzice zabierali mnie do Muzeum Poego w Richmond w Wirginii. Był to mały domek w centrum miasta, a na ścianach widniał napis „Kruk”. Trzeba było chodzić z pokoju do pokoju, żeby przeczytać całą historię. Uważałem to za najfajniejszą rzecz na świecie”.


KARIERA

Po ukończeniu studiów przeniósł się do Nowego Jorku, aby rozpocząć karierę aktorską. Chociaż zagrał w operze mydlanej „Another World” w 1990 r., rok później przeniósł się do Los Angeles, gdzie zagrał drugoplanowe role w serialu telewizyjnym „In Living Color”, filmach „Dirty Money” i „Hot Ticket” oraz w wideoklipach. Studiując scenopisarstwo na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles napisał swój pierwszy scenariusz „Killing Mrs. Tingle” (później przemianowany na „Teaching Mrs. Tingle”), który w 1995 roku został kupiony przez firmę producencką i odłożony na półkę.

Przełomem w jego scenopisarskiej karierze był skrypt do slashera „KRZYK”. Inspirację znalazł w odcinku magazynu „Turning Point”, na łamach którego zamieszczono historię seryjnego mordercy z Florydy polującego na studentów. Innowacją względem poprzednich slasherów były meta-komentarze. Bohaterowie filmu byli horrorowymi geekami: oglądali horrory i wiedzieli jakimi regułami ten gatunek się rządzi, co w teorii miało im dać szansę na przetrwanie z ręki seryjnego mordercy paradującego w masce inspirowanej (podobnie jak sam tytuł) słynnym obrazem Edvarda Muncha. Za reżyserię filmu miał odpowiadać – przeżywający lekki kryzys twórczy – Wes Craven, który dopiero co pożegnał się z inną serią slasherów, „Koszmarem z ulicy Wiązów” (zaledwie rok wcześniej nakręcił „Nowy koszmar Wesa Cravena”). „Krzyk” odniósł ogromny sukces i zapoczątkował nową serię slasherów.

Na fali popularności horroru Cravena, Williamson napisał scenariusz kolejnego slashera: „KOSZMARU MINIONEGO LATA” wykorzystującego z kolei schemat z popularnej miejskiej legendy: seryjnym mordercą był tym razem mężczyzna wyposażony w rybacki hak zamiast jednej dłoni. Choć film był słabszy od „Krzyku” (mimo że w kręgu wielbicieli uchodzi za obiekt kultowy), otworzył drzwi do kariery dla Jennifer Love Hewitt i Sarah Michelle Gellar (jeszcze przed premierą serialu „Buffy, postrach wampirów”). Prócz tego, by nie dać się zaszufladkować jako twórca slasherów z lat 90, Williamson napisał również scenariusz pilotażowego odcinka serialu obyczajowego „JEZIORO MARZEŃ”. Z tego samego roku pochodzi także scenariusz horroru science fiction Roberta Rodrigueza „ONI” inspirowanego klasyczną „Inwazją porywaczy ciał” Dona Siegela.


STYL

Kevin Williamson niewątpliwie wywarł wpływ na popkulturę przełomu lat 90 i 2000. To on właśnie wprowadził elementy meta komentarzy charakterystyczne głównie dla jego horrorów. Scenarzysta słynie też z mieszania przeróżnych gatunków jak horror, teen drama czy thriller psychologiczny. W jego scenariuszach powraca również motyw tajemnicy z przeszłości, dorastania, presji rówieśniczej, a także tożsamości i moralności. Nie mówiąc już o tym, że Williamson jak żaden inny, idealnie rozumie nastoletnią mentalność.


PÓŹNIEJSZE SCENARIUSZE. PRACA W TELEWIZJI

Pod koniec lat 90 Williamson zadebiutował jako reżyser filmem „JAK WYKOŃCZYĆ PANIĄ T.”. Sześć lat później ponowił współpracę z Wesem Cravenem, ale obaj panowie wyraźnie się sparzyli na filmie „Przeklęta”, który miał wykorzystywać popularny w kinie i literaturze motyw likantropii. Klapa filmu sprawiła, że Williamson przerzucił się na pisanie scenariuszy dla seriali.

W 2007 r. napisał scenariusz serialu „Tajemnice Palm Springs”. Z początku planowano, by serial liczył trzynaście odcinków, jednak z powodu spadającej z odcinka na odcinek oglądalności wyemitowano tylko osiem odcinków. Niezrażony klapą, Williamson napisał scenariusz kolejnego serialu, tym razem wykorzystującego inny popularny schemat, tym razem z końcówki lat 2000: „PAMIĘTNIKI WAMPIRÓW” nakręcony na fali sukcesu „Sagi Zmierzch” (sam serial był adaptacją popularnej serii książkowej dla młodzieży z lat 90 autorstwa L J Smith). Kevin Williamson odpowiadał również za scenariusz spin offu „Pamiętników…”, czyli serialu fantastycznego „Tajemny krąg” również na motywach twórczości L J Smith.

W 2011 roku Williamson ponowił po raz kolejny współpracę z Wesem Cravenem, który raz jeszcze przeżywał kryzys twórczy (dopiero co nakręcił horror „Zbaw mnie ode złego”, który został zrównany z błotem). Panowie nakręcili razem czwartą część „Krzyku”, mając w planach realizację kolejnej trylogii (zaprzepaszczonych z powodu śmierci Cravena). Po śmierci przyjaciela, Williamson powrócił do telewizji, pisząc tym razem scenariusz serialu „FOLLOWING” z Kevinem Baconem. Nie zrezygnował jednak z serii „Krzyk” i gdy ogłoszono nowych reżyserów kolejnych części, Williamson pełnił przy nich funkcję producenta. Kiedy Tyler Gillet i Matt Bettinelli-Olpin zrezygnowali z kręcenia siódmej części, Williamson sam zasiadł na stołku reżyserskim.



Za co warto docenić Kevina Williamsona? Za umiejętne mieszanie gatunków i bardzo udane portretowanie młodzieżowej mentalności. A przede wszystkim za trafne meta komentarze, szczególnie widoczne w horrorach, dzięki którym przywrócił do spółki z Wesem Cravenem, slashery do łask.


link: https://www.filmweb.pl/person/Kevin+Williamson-10582

niedziela, 1 marca 2026

HAMNET ****


Praktycznie każdy film o Williamie Szekspirze był w gruncie rzeczy wariacją na temat życia słynnego Stradfordczyka. Wszystko dlatego, bo o jego życiu praktycznie nic nie wiadomo (co poniektórzy negują nawet autorstwo jego najbardziej znanych dramatów, jak „Romeo i Julia” czy „Makbet”; w odpowiedzi Kenneth Branagh – rozsławiony adaptacjami sztuk dramaturga – nakręcił wymownie zatytułowany film „Wszystko o Szekspirze”). Z racji ubogiej wiedzy o Szekspirze filmowcy na dobrą sprawę mogli się pobawić jego życiorysem, robiąc zeń choćby bohatera komedii romantycznych („Zakochany Szekspir” Maddena) lub filmu opartego na teoriach o jego życiu („Anonymus” Emmericha).

Chloe Zhao proponuje nam doszukiwanie się konotacji między życiorysem Szekspira, a fabułą jego dramatów. A konkretnie jednego dramatu: „Hamleta”. Nie spodziewajcie się tylko wariacji na temat legendy o Ogierze Duńczyku, na wpół legendarnym władcy Kronborgu w mieście Helsinor (czyli szekspirowskim Elsynorze). Już na samym początku częstuje widza informacją jakoby na przełomie XVI-XVII w. w Anglii stosowano zamiennie imiona Hamlet i Hamnet, które miały być tym samym imieniem. W założeniu ma to być film o przebytej żałobie po śmierci syna, tytułowego Hamneta, które to wydarzenie miało mieć wpływ na pisany przez Szekspira (Paul Mescal) dramat „Hamlet”.

Tyle że pod kątem scenariusza, film nie powala. Ma zbyt rozbudowany wstęp (przez pierwsze siedemdziesiąt minut obserwujemy jak Szekspir zawiera związek ze swoją żoną, tu nazwaną Agnes), a sam wątek żałoby w filmie pojawia się dopiero na czterdzieści minut przed końcem filmu. Po prostu w tym filmie o żałobie jest za mało żałoby. Być może dałoby się uniknąć tego problemu, gdyby film był niejako podzielony na dwie równe części (tym bardziej, że trwa 120 minut): związek Szekspira z Agnes (bardzo dobra Jessie Buckley) i żałoba po śmierci syna. Tymczasem film, który powinien wzruszać i wywołać fontannę łez, który powinien być głosem na temat żałoby, okazuje się oscarowo wyjątkowo przehajpowany (a podobno Oscar dla „Zakochanego Szekspira” był bardziej pretensjonalny). Aż współczuję Zhao, że po sukcesie „Nomadlandu” za dobrze sobie nie radzi w kinie.

Film w jej reżyserii jest reklamowany jako głęboko emocjonalny, poruszający najczulsze struny u widza. Każdy w swoim życiu przebył jakąś żałobę (niżej podpisany był wielokrotnie, choćby po śmierci Terry`ego Pratchetta albo Wesa Cravena; że już o osobistych tragediach nie wspomnę), a oglądanie tego filmu miało być rodzajem katharsis jak w teatrze (obojętnie, z jakiej epoki). Ukazanie żałoby na ekranie nie należy do prostych rzeczy, choćby dlatego, bo łatwo można wpaść w ckliwość. Zhao unika ckliwości, jednak nie czyni z filmu arcydzieła, co najwyżej poprawnego filmu zachwycającego od strony technicznej i, w mniejszym stopniu, aktorskiej. No i może jeszcze naprawdę poruszającą, finałową (blisko 20-minutową) sekwencją prapremiery „Hamleta”. Na fontannę łez to jednak za mało. A na samego Oscara za scenariusz adaptowany ten film jednak nie zasłużył.

Bardziej prawdopodobne jest, że film zgarnie statuetki za zdjęcia i kostiumy, a może nawet sprzątnie Oscara scenografom pracującym przy „Frankensteinie” del Toro (chociaż tamtejsza była bardziej powalająca). Zdjęcia Łukasza Żala plastycznie zachwycają, a kostiumy Małgosi Turzańskiej wiernie oddają realia XVI-XVII-wiecznej Anglii. Oscara pewnie zgarnie także Jessie Buckley, wiarygodnie ukazująca ból po śmierci syna (chociaż nienominowany Paul Mescal jako Szekspir, na swój sposób, również sugestywnie ukazuje żałobę). I może jeszcze statuetkę dostanie Max Richter za liryczny soundtrack. Reszta, że zacytuję samego Szekspira, „reszta jest milczeniem”.

Moja powściągliwie pozytywna opinia nie powinna dziwić, bo film mocno podzielił i widzów i krytyków. Jedni faktycznie ronią łzy, drudzy wzruszają ramionami. I sami, pewnie, się dziwią tej oscarowej nominacji w głównej kategorii. Podejrzewam, że film i tak zgarnie Oscara za Najlepszy Film, byle tylko nie wygrała antytrumpowa „Jedna bitwa po drugiej”, lub „Grzesznicy” zrobieni przez afroamerykańską ekipę. W mojej opinii byłoby szkoda, bo gdyby scenariusz był lepszy i bardziej zagłębiałby się w aspekt żałoby, być może powstałby o wiele ciekawszy film (co najwyżej poprawnie wyreżyserowany), wykorzystujący fakt historyczny (lub teorię biograficzną, zależy od punktu widzenia), by coś przekazać. A ja, z kolei, nie kręciłbym tak bardzo nosem. W mojej skali ocen film zasłużył na słabą czwórkę.


Reż. Chloe Zhao

Czas trwania: 120 min.

Gatunek: kostiumowy

Tytuł oryg. Hamnet

piątek, 27 lutego 2026

ZMARŁ DAN SIMMONS,

AUTOR "TERRORU" I DYLOGII "HYPERION".


Marcin Klimczuk


Właśnie dotarła do nas smutna wiadomość ze świata literatury fantasy. W wieku 77 lat zmarł bardzo znany pisarz fantasy i science fiction, Dan Simmons. Popularność przyniosła mu powieść "Terror" częściowo inspirowana prawdziwą historią makabrycznej wyprawy grupy polarników z XIX wieku, jednak najbardziej znany jest z dylogii science fantasy "Hyperion" inspirowanej z kolei "Opowieściami kanterberyjskimi". Pisarz zmarł 21 lutego, jednak wiadomość o jego śmierci podano dopiero dzisiaj.

Niżej zamieszczam link z informacją o śmierci Dana Simmonsa:

https://naekranie.pl/aktualnosci/odszedl-dan-simmons-autor-hyperiona-i-terroru-1772223084

WIELKI MARTY *****


Ambicja, niczym wysokie IQ, to dobra rzecz. Dzięki niej można osiągnąć jakiś sukces, nawet gdyby przyszłoby nam na niego zapracować latami. Ale ambicja, ponownie: niczym wysokie IQ, ma też swoje wady: w drodze do osiągnięcia celu można narobić sobie wielu wrogów, nawet wśród dotychczasowych przyjaciół. Chociażby przez górnolotne patrzenie na świat, który nas otacza.

Marty Mauser (znakomity Timothy Chalamet; Leonardo di Caprio ma mocną konkurencję w wyścigu o Oscara za Najlepszą Rolę) ambicję ma wypisaną na twarzy (ba, emanuje z niego jak boska poświata). Dorabia jako sprzedawca butów, a w wolnej chwili gra w pingponga. Jego ambitny cel to wygrana w Mistrzostwach Świata. Ma do tego prawo, bo przecież jest najlepszy na świecie i nikt mu nie powinien podskoczyć. A nawet, jeśli poniesie porażkę, puszczą mu nerwy i zacznie się domagać rewanżu... jakby ktoś jeszcze tego nie zauważył z opisu, bohater jest wyjątkowo antypatycznym i egocentrycznym bucem.

A Timothy Chalamet zjadł dotąd zęby na graniu tego typu postaci filmowych (poczekajcie do grudnia na premierę „Diuny. Części trzeciej”, a przekonacie się jak będzie się prezentował Paul „Muad`Dib” Atryda). Pod okiem czołowego reżysera studia A24, aktor wspina się na wyżyny swego ekranowego egocentryzmu. Jego bohater ma w sobie coś z Charliego Gordona, postaci z powieści „Kwiaty dla Algernona” Daniela Keyesa, który na skutek odbytej operacji mózgu zyskuje wysokie IQ i takież wysokie mniemanie o sobie (różnica jest taka, że Marty Mauser nie jest osobą niepełnosprawną, nawet intelektualnie). Gdyby ktoś wpadł na pomysł ponownej (po dwóch wcześniejszych) adaptacji wspomnianej powieści, za pewne Chalamet nadałby się idealnie do tej roli. Zwłaszcza gdy, tak jak tutaj, będzie miał zastęp tak dobrych aktorów (zwłaszcza wracającą po sześciu latach Gwyneth Paltrow).

Również Josh Safdie, dotąd realizujący filmy ze swoim bratem, Bennym (który w zeszłym roku sam nakręcił indywidualny film: „Smashing Machine” z Dwaynem Johnsonem), spisał się bardzo dobrze. On sam wyspecjalizował się w portretowaniu ludzi zachłannym, którzy nie cofną się przed niczym by osiągnąć swój cel, a przy tym odpychających i tracących coraz bardziej swoich bliskich. Tak było w „Good Time” z Robertem Pattisonem w głównej roli: jego bohater z jednej strony był odpychający, a z drugiej – trudno było o nim zapomnieć. Jedyne, co Safdiemu nie wychodzi, to zabawa formą: niby akcja toczy się w latach 50, a z głośników pobrzmiewają Tears for Fears i Alphaville z lat 80. Reżyser chce na swój komediowy sposób pokazać jak bardzo lata 50 były podobne do lat 80, ale ja tego nie kupuję, a włączanie dyskografii z dekady późniejszej o trzydzieści lat z lekka wytrąciła mnie z immersji. Zabawa formą lepiej wypadła Paulowi Thomasowi Andersonowi w „Jednej bitwie po drugiej”.

Ktoś powie, że to kolejny sportowy film (tak przy okazji, sekwencji gry w pingponga jest tu jak na lekarstwo). Pod płaszczykiem sportowej rywalizacji, pokazuje jednak jak ambicja potrafi być zabójcza dla zwykłego człowieka, który chce osiągnąć jak najwięcej i jak najwięcej. Jak ambicja potrafi wyobcować zwykłą personę i nie dopuścić do niej nikogo więcej. Trochę na podobnej zasadzie jak (skoro już jesteśmy przy porównaniach z Netflixem) w miniserialu „Gambit królowej”, której bohaterką była mistrzyni gry w szachy, a która z jednej strony osiągała sukcesy w turniejach szachowych (wygryzła samego Dorocińskiego), a z drugiej strony była taką outsiderką, że nie mogła się z nikim związać na dłużej. We wszystkim trzeba znać umiar. Także w byciu ambitnym.


Reż. Josh Safdie

Czas trwania: 140 min.

Gatunek: komediodramat

Tytuł oryg. Marty Supreme