sobota, 25 lipca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Bonjour. W kolejną podróż w czasie wybierzemy się tym razem do lat 2000, by zapoznać się z historią musicalowego przeboju znad Sekwany: „LES ROIS DU MONDE”. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU.

„Les Rois du monde” to piosenka wykonywana przez Philippe'a d'Avillę, Damiena Sargue'a i Grégoriego Baqueta. Jest to drugi singiel z popularnego ćwierć wieku temu francuskiego musicalu „Romeo i Julia: Miłość i nienawiść” oraz czwarty utwór na albumie o tym samym tytule. Autorem utworu i kompozytorem muzyki jest Gérard Presgurvic.

Elia Habib, specjalista od francuskich list przebojów, skomentował ten utwór: „jego refren, urzekające chóry wyrzeźbione w słowach równie mocno, co w melodii”, rekompensują „brak smaku wykonania” i „niezdarność niektórych zwrotek”.


ANALIZA

Słuchając piosenek takich jak „Les Rois du monde”, na myśl przychodzi łacińska sentencja „Carpe Diem”, czyli „Chwytaj dzień”. Piosenka w pewnym sensie jest peanem na cześć życia, z którego czerpać garściami. Tytułowi „Królowie świata” zdają się spędzać czas na bezustannej zabawie. Wrażenie to okazuje się złudne, gdyż prawdziwa zabawa odbywa się „tu, na dole”, wśród nas. Królowie życia w rzeczywistości okazują się znudzonymi samotnikami, chociaż mają przy sobie służbę, a do ich uszy docierają odgłosy pobliskich zabaw.

Co to w praktyce oznacza? Piosenka z musicalowej wersji „Romea i Julii” mówi nam, że życie jest kruche i bardzo szybko może zostać przerwane. Nie należy go marnować na byle błahostki, tylko załatwić jak najwiecej najistotniejszych rzeczy; rzecz jasna, nie wszystko da się dosłownie załatwić, ale może chociaż część z nich, te naprawdę najistotniejsze. Tytułowi królowie życia w tym przypadku zdają się być widmami osób, którym nie udało się nic ważnego załatwić w czasie swojej egzystencji i teraz snują się po świecie jak pokutujące dusze.


PREMIERA I SUKCES

Piosenka,  co nie będzie zaskoczeniem, okazała się przebojem przede wszystkim we Francji. Co prawda „Les Rois du monde” zadebiutował dopiero na 30. miejscu francuskiej listy przebojów 29 lipca 2000 roku, ale osiągnął pierwsze miejsce w piątym tygodniu, gdzie utrzymywał się przez 17 tygodni z rzędu, blokując na drugim miejscu utwór Alizée „Moi... Lolita” przez trzynaście tygodni. W sumie singiel spędził 22 tygodnie w pierwszej dziesiątce, 36 tygodni w pierwszej pięćdziesiątce i 40 tygodni na liście (top 100) i uzyskał certyfikat Diamentowej Płyty przyznany przez Syndicat National de l'Édition Phonographique. 

W innych krajach też radził sobie dobrze. W Belgii singiel zajął 27. miejsce na liście Ultratop 40 Singles Chart 12 sierpnia 2000 roku, tydzień później dotarł do pierwszej dziesiątki i dwa tygodnie później stał się numerem jeden. Pozostał na szczycie przez 14 kolejnych tygodni i spędził 22 tygodnie w pierwszej dziesiątce i 32 tygodnie na liście (top 40). Podobnie jak we Francji, był to drugi najlepiej sprzedający się singiel 2000 roku, zaraz za „Ces Soirées-là” Yannicka. W Szwajcarii singiel utrzymywał się na listach przebojów przez 23 tygodnie, począwszy od 24 września 2000 roku, osiągając dziewiąte miejsce w czwartym tygodniu i utrzymując się przez 11 tygodni w pierwszej dwudziestce. Wydany w Holandii w lipcu 2001 roku, nie znalazł się w pierwszej siedemdziesiątce i przez cztery tygodnie utrzymywał się na liście przebojów Single Top 100.

W 2001 r. „Les Rois du monde” nominowano w kategorii „Francuskojęzyczna piosenka roku” , w której wyróżniono nagrodą NRJ Music Awards.

„Les Rois du monde” okazał się sukcesem także w Polsce. Początek piosenki został wykorzystany w czołówce niegdyś popularnego w latach 2000 programu muzycznego „Wideoteka dorosłego człowieka”, który przybliżał widzom stare piosenki (od lat 60-70 po lata 90):


https://youtu.be/b1bFeMMRw_0?si=GF8Cs7GFR23Pf5U5 


W 2003 roku „Les Rois du monde” wykonali Marc Lavoine, MC Solaar, Pierre Palmade i Dany Brillant. Jest to szósty utwór na albumie „La Foire aux Enfoirés”, wydanym 24 lutego 2003 roku.


link: https://youtu.be/RojF4Y_GEzQ?si=FHPlDTcQrZrAljKX 


TŁUMACZENIE


Damien Sargue, Grégori Baquet & Philippe D'Avilla


„KRÓLOWIE ŚWIATA”

tytuł oryg. „Les Rois du Monde”


Romeo:

Królowie świata mieszkają na górze

Mają najlepszy widok, ale jest pewien haczyk

Nie wiedzą, co o nich myślimy na dole

Nie wiedzą, że tutaj na dole jesteśmy królami


Benvolio

Królowie świata robią, co chcą

Mają wokół siebie ludzi, ale są sami

W swoich zamkach na górze się nudzą

Podczas gdy na dole tańczymy całą noc


Romeo, Benvolio i Merkucjo

Kochamy się, żyjemy

Dzień po dniu, noc za nocą

Jaki jest sens bycia na Ziemi,

Jeśli chodzi o życie na kolanach?

Wiemy, że czas jest jak wiatr

Życie to jedyna rzecz, która się liczy

Nie obchodzi nas moralność

Wiemy, że nie wyrządzamy nikomu krzywdy


Merkucjo

Królowie świata boją się wszystkiego

Mylą psy z wilkami

Zastawiają pułapki tam, gdzie pewnego dnia wpadną

Bronią się przed wszystkim, nawet przed miłością


Romeo i Benvolio

Królowie świata walczą ze sobą

Jest miejsce, ale tylko dla jednego, nie dla dwóch

A my tutaj na dole nie będziemy walczyć w ich wojnie

Nawet nie wiemy, dlaczego to wszystko jest tylko grą dla królów


Romeo, Benvolio i Merkucjo

Kochamy się, żyjemy

Dzień po dniu, noc za nocą

Jaki jest sens bycia na tej ziemi,

Jeśli chodzi o życie na kolanach?

Wiemy, że czas jest jak wiatr

Życie to jedyna rzecz, która się liczy

Moralność nas nie obchodzi

Dobrze wiemy, że nie robimy nikomu krzywdy.

piątek, 24 lipca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Cześć wszystkim. Tym razem przeniesiemy się z antycznej (no, dobra: mitologicznej) Grecji do starożytnego Rzymu za panowania Nerona. Zgodnie z tradycją przekazywaną przez starożytnych kronikarzy, w nocy z 18 na 19 lipca 64 roku n.e. wybuchł pożar Rzymu. Z tej okazji postanowiłem przeanalizować „QUO VADIS?” Henryka Sienkiewicza, gdzie pożar Wiecznego Miasta, jest jednym z kluczowych elementów powieści, i zestawić ją z adaptacją wyreżyserowaną przez Jerzego Kawalerowicza. Zaczynamy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

  „Quo vadis” opowiada o miłości rzymskiego patrycjusza Markusa Winicjusza i chrześcijanki Ligii w realiach starożytnego Rzymu za panowania Nerona. Istotny w powieści jest też wątek społeczno-religijny: od zderzenia dwóch różnych religijnych światów po prześladowania chrześcijan, do czego dochodziło za panowania okrutnego cesarza. Sam zaś tytuł oznacza „Dokąd idziesz?”, a jego znaczenie pojawia się również w powieści.



RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM


UCZUCIE DO LIGII

  Podobnie jak książka, adaptacja zaczyna się od przybycia patrycjusza Markusa Winicjusza do willi należącej do jego wujka, Petroniusza, z radą co czynić po spotkaniu z Ligią, w której bohater się zakochał. Przy okazji zarówno książkowy jak i ekranowy Petroniusz cynicznie podchodzi do uczucia swego bratanka (w ogóle większość aktorów w adaptacji idealnie odwzorowało charakter postaci), co nie umyka uwadze patrycjusza. Książkowe spotkanie jest bardziej rozbudowane, a obaj Rzymianie rozprawiają nie tylko o miłości, ale również o polityce (całkowicie pominiętej w scenie filmowej) i kulturze. Poza tym w filmie pominięto całą historię Ligii i tego jak trafiła do Rzymu. Warto także zaznaczyć, że dialogi pojawiające się w adaptacji są w większości żywcem wzięte z powieści Sienkiewicza, co najwyżej Kawalerowicz znacznie je skrócił. Po odbytej rozmowie Petroniusz i Winicjusz udają się na śniadanie, a dopiero potem do Aulusa Plaucjusza, u którego Ligia przebywa. W adaptacji z kolei wygląda to tak, jakby obaj udali się do Plaucjusza niemal od razu. Co więcej, w książce Winicjusz wyznaje Petroniuszowi okoliczności swojego spotkania z Ligią dopiero w drodze do Plaucjusza, podczas gdy w adaptacji opowiada o tym zaraz po przybyciu do wujka. Także w drodze do Plaucjusza Winicjusz opowiada o znaku ryby, który Ligia mu nakreśliła na piasku, co w adaptacji z kolei ma miejsce po przybyciu na miejsce, gdy patrycjusz próbuje wyznać dziewczynie miłość. Jednak już wizyta w willi Plaucjusza i późniejsza rozmowa Petroniusza z Pomponią, żoną Aulusa, jest zgodna z opisem w książce, tak jak późniejsza dysputa między Petroniuszem, a Winicjuszem, zakończona obietnicą przysłania Ligii patrycjuszowi.

  Nazajutrz przed dom Plaucjusza przybywa oddział legionistów po Ligię - wizja ukazana w filmie jest zgodna z opisem zamieszczonym w książce. W filmie pominięto jedynie późniejsze spotkanie Aulusa z Seneką (jak i samą postać Seneki, który w adaptacji jest tylko wzmiankowany) i od razu adaptatorzy przeszli do konsekwencji zabrania Ligii. Wściekły Winicjusz przekonany, że uprowadzono dziewczynę, przybywa do Petroniusza z pretensjami, jednak zostaje przez poetę utemperowany. W tym czasie Ligia jest przygotowywana przez Akte, małżonkę Nerona, do uczty wyprawionej przez cesarza. Sama uczta, włącznie z dysputą Nerona i Petroniusza na temat urody Ligii, została ukazana bardzo dokładnie. Także sam finał - wybawienie Ligii przez Ursusa z rąk Winicjusza - zgadza się z książkowym opisem. Ale już późniejszej książkowej rozmowy Akte z Ligią w filmie nie ma. Niezrażony niepowodzeniem na uczcie u Nerona, Winicjusz nakazuje sprowadzenie Ligii do siebie, jednak jego niewolnicy przynoszą mu wiadomość o napaści Ursusa, co patrycjusz przyjmuje z furią. Jeszcze tej samej nocy Winicjusz, podejrzewając że Ligia została uprowadzona przez Nerona, spotyka się z Akte, jednak nic nie wskóra jego poselstwo do niej. Także Petroniusz stara się zaradzić zbolałemu sercu bratankowi i zarówno w książce jak i w adaptacji oferuje mu Eunice jako niewolnicę, jednak Winicjusz odmawia. 

  W tej sytuacji Petroniusz każe sprowadzić nawróconego Greka Chilona Chilonidesa z zadaniem śledzenia Ligii. Wstępna rozmowa z Chilonem została bardzo dokładnie odtworzona w adaptacji, acz Sienkiewicz dość lakonicznie wspomina co Grek porabiał przez kolejne dni; w adaptacji zaś pokazano, jak Chilon wypytywał winiarza o znaczenie symbolu ryba. Dopiero potem przedstawia Petroniuszowi i Winicjuszowi wstępne wyniki swojego śledztwa: Ligia jest chrześcijanką. Wyniki te bardzo dokładne ukazano względem opisu w książce, włącznie z wnioskiem Petroniusza, że Ligia zatruwa studnie zgodnie z rzymskim zabobonem względem chrześcijan. Chilon zostaje wysłany by odszukał miejsce pobytu Ligii. Chilon znajduje ją w dzielnicy zamieszkanej przez chrześcijan i przy okazji okazji dowiadujemy się również o planach Greka względem swojego rywala, Glauka, a także zaangażowanie w to Ursusa. 


CHRZEŚCIJAŃSKA SPOŁECZNOŚĆ VS RZYMSKA

  Przybywszy do Winicjusza, Chilon dzieli się z nim informacją o pobycie Ligii w Rzymie oraz o możliwości znalezienia jej w katakumbach w Ostrianum, gdzie zbierają się chrześcijanie. Jeszcze tej samej nocy Winicjusz udaje się wraz z Chilonem i Krotonem (zaufanym sługą, równie silnym co Ursus) do katakumb na kazanie Piotra Apostoła. Zarówno w książce jak i w filmie swoistą „taryfą ulgową” są scrupule, rzymskie monety (które w adaptacji mają kształt przypominający miedziane ryby). I podobnie jak w adaptacji, w książce wśród zebranych chrześcijan Winicjusz odnajduje Ligię i towarzyszącego jej Ursusa. Po zakończeniu zebrania Winicjusz w towarzystwie Chilona i Krotona udaje się za dziewczyną i jej sługą w celu porwania jej. Plan jednak się nie udaje: Kroton zostaje uduszony przez Ursusa, Chilon w panice ucieka, a Winicjuszowi zostaje złamana ręka i uchodzi z życiem tylko za sprawą wstawiennictwo Ligii.

  Rozpoczyna się rekonwalescencja patrycjusza, który w malignie prosi wybawców, by pierwej go zabili, niż się nim zajmowali, jednak Ligia daje mu do zrozumienia że chrześcijanie okazują łaskę i miłosierdzie. Na wyraźne żądanie Winicjusza zostaje sprowadzony Chilon, by wysłał wiadomość co Petroniusza. W książce są opisane dwie wizyty Greka wśród chrześcijan, w adaptacji zostały jednak połączone w jedną wizytę. Po wyprowadzeniu Chilona, Winicjusz zapoznaje się bliżej z mentalnością chrześcijan, co bardzo dokładnie pokazano w adaptacji. Coraz bardziej również patrycjusz odczuwa nić sympatii nie tylko do Ligii, ale również do wszystkich chrześcijan. Wkrótce dochodzi do siebie i może wrócić do społeczności rzymskiej.

  Spotyka się z Petroniuszem, który zauważa u bratanka całkowitą przemianę. Gani go za to, że dał się przez nich omamić. Tymczasem do Rzymu przybywa Neron, co jego sługa Tygellin postanawia uczcić wystawną orgią; wątek ten został pominięty w filmie. Za to nie pominięty został wątek romansu Poppei wzdychający do Winicjusza - acz w filmie próbuje go poderwać na Forum Romanum, jednak patrycjusz (inaczej niż w książce) samodzielnie ją zbywa. Tak samo pominięto wątek podróży Nerona do Achai. Zamiast tego, filmowy Winicjusz po przybyciu na Forum Romanum spotyka Chilona informującego go, że wie gdzie mieszka Ligia. W książce, podobnie jak w filmie, Winicjusz każe Greka wychłostać, jednak o ile w książce wynika to z rozdrażnienia Rzymianina, o tyle w adaptacji zachowanie to jest nieuzasadnione. W następnej kolejności każe jednak cofnąć karę, a po ocuceniu Chilona obaj udają się do domu Ligii. Na miejscu Winicjusz - okazując szacunek chrześcijanom - wyznaje, że kocha Ligię i prosi o jej rękę. Błogosławieństwa udziela im Piotr Apostoł. Późniejsza rozmowa zakochanych w adaptacji zgadza się z opisem w książce. Następnie Winicjusz spotyka się z Petroniuszem i wyznaje mu, że jest zaręczony z Ligią, co spotyka się ze sceptycyzmem ze strony jego wujka.

  Film pokazuje zgodnie z opisem w książce, jak reputacja Nerona wyraźnie słabnie, a lud zaczyna mu wyzywać od matkobójcy. Tymczasem Winicjusz nieprzerwanie spotyka się z Ligią i jest już bliski przyjęcia chrztu. Opowiadał Ligii o swoich posiadłościach na Sycylii, nieopodal miejsca, do którego przynieśli się Aulusowie. W oddali słychać było ryczenie lwów, które czekały na igrzyska. Z kolei Petroniusz na gościnnych występach w Ancjum wysłuchuje poematu Nerona o pożarze Troi i poddaje go krytyce. Nieoczekiwanie Neron zamiast się obrazić, obiera te słowa jako radę i w pierwszej kolejności zamierza spalić papirus, od czego Petroniusz go odciąga. Za to gdy Tygellin proponuje wybudowanie drewnianej atrapy Troi, którą Neron spali, spotyka się z kpiną cesarza. Nazajutrz cesarz recytuje jeden ze swoich wierszy, gdy pojawia się wiadomość o pożarze Rzymu. Winicjusz wsiada na konia i rusza na ratunek Ligii przebywającej według niego w dzielnicy chrześcijan. W filmie natomiast informacja o pożarze Rzymu pojawia się tego samego dnia, gdy Neron recytuje poemat o pożarze Troi.


PRZEŚLADOWANIA

  Sienkiewicz opisał pożar Rzymu dość szczegółowo w pięciu kolejnych rozdziałach (XLII-XLIV, XLVI-XLVII), tymczasem w filmie zajmuje on zaledwie kilkanaście minut, jednak zarówno w książce jak i w adaptacji wątek ten sprowadza się do poszukiwań Ligii, które spełzają na niczym. Winicjusz traci przytomność i zostaje odnaleziony po pożarze przez Chilona. Grek relacjonuje jak doszło do pożaru: był w okolicach cyrku i widział wszystkie okropności, które miały miejsce, jak krzyk ludzi, ludzkie wnętrzności na ulicach, uciekających mieszkańców i tych, którzy w bezradności nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Widział również Ligię, Ursusa, Piotra i Linusa w Ostrianum jeszcze przed pożarem, zatem mało prawdopodobne, aby zdążyli wrócić do domu. Winicjusz w końcu odnajduje Ligię i w chwili uniesienia przystaje na chrzest, którego udziela mu Piotr Apostoł. W tym czasie Neron sycąc się widokiem pożaru Rzymu, recytuje poemat o Troi (co, swoją drogą, nie jest zgodne z prawdą historyczną), jednak zostaje wybuczany przez zgromadzony tłum. Część Rzymian jednak zaczyna o podpalenie oskarżać chrześcijan i domagać się, by bez zwłoki rzucono ich na pożarcie lwom (co również odbiega od prawdy historycznej). Rozpoczyna się okres prześladowań chrześcijan.

  W tym czasie w cudownie ocalałym z pożaru domu Petroniusza zatrzymuje się Winicjusz, którego dom z kolei strawił ogień. Młody patrycjusz właśnie widział się z Ligią, na co Petroniusz radzi mu by jak najszybciej uciekł z ukochaną z Rzymu, gdzie już rozpoczęły się czystki na chrześcijanach.  Gdy później Winicjusz wraca do wujka, okazuje się że Ligia została schwytana i jest trzymana w lochach. Petroniusz sugeruje bratankowi jak najszybszą ucieczkę z ukochaną, przy okazji Winicjusz wyjawia mu że przyjął wiarę chrześcijańską. Adaptacja pomija wyznanie Petroniusza skierowane do Eunice czy zgodziłaby się na ewentualną rozłąkę z nim, gdyby Petroniuszowi przyszłoby opuścić Rzym. Tak samo w adaptacji pominięto scenę gdy Petroniusz wysłuchuje nowej pieśni „Troiki” Nerona oraz scenę szukania wsparcia wśród znajomych przez Winicjusza. W adaptacji po zaleceniach Petroniusza, patrycjusz udaje się do więzienia na spotkanie z ledwo żywą Ligią. Na miejscu jeden z legionistów robi znak ryby, co oznacza że choć z rozkazu cezara ma nie wpuszczać nikogo do więzienia, zgodzi się zanieść list do Ligii. W tym czasie Petroniusz, zarówno w książce jak i w filmie, udaje się po wstawienie się za Ligią do Poppei. Starania Rzymianki jednak spełzają na niczym, a w ramach kary traci ukochane dziecko.

  Tymczasem zaczynają się igrzyska, na których chrześcijanie mają zostać rzuceni lwom na pożarcie (tak naprawdę starożytni historycy - np. Tacyt - pisali, że chrześcijan rzucano dzikim psom na pożarcie). Książkowy opis jest bardziej zgodny z historycznym przekazem, a lwy zostały przez Sienkiewicza dodane jedynie jako element podkreślający tragizm chrześcijan. Jest również bardziej szczegółowy: w książce igrzyska trwają przez trzy dni, podczas gdy w filmie skondensowano je do jednego dnia i wieczora. Kulminacyjnym momentem igrzysk staje się walka Ursusa z turem, na którego grzbiecie była przywiązana naga Ligia. Neron wbrew swojej woli ułaskawia Ursusa i Ligię, a Winicjusz opuszcza wraz z ukochaną Rzym. Wieczorem pozostali przy życiu chrześcijanie zostają na rozkaz cezara podpaleni w jego ogrodzie. Wśród nich znajduje się Glauk, na którego widok Chilon błaga go o przebaczenie, co Glauk przyjmuje przed swoim zgonem. Zrozpaczony Chilon obwinia Nerona o podpalenie Rzymu, za co zostaje aresztowany i za karę ma mieć wyrwany język. W książce taka sytuacja również ma miejsce, ale przed walką Ursusa z turem. Końcówka adaptacji różni się od książki jedynie kolejnością głównych wątków: w filmie mamy najpierw samobójstwo Petroniusza i Eunice, potem śmierć Nerona, wreszcie ucieczkę Piotra Apostoła zgodną z apokryficznym opisem (który wyjaśnia znaczenie tytułu powieści Sienkiewicza). W książce z kolei mamy: ucieczkę Piotra Apostoła, samobójstwo Petroniusza i Eunice, wreszcie śmierć Nerona wobec którego sprzeciwił się cały lud rzymski.



To była moja analiza różnic między powieścią Henryka Sienkiewicza „Quo vadis?”, a adaptacją z 2001 roku w reżyserii Jerzego Kawalerowicza. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nową analizą. Cześć.

czwartek, 23 lipca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Czy słuchając piosenek w radiu, a potem przesłuchując je na płycie nie odnieśliście czasem wrażenia, jak bardzo się od siebie różnią? I że czasem to wersje radiowe są od nich po prostu lepsze? W tym rankingu przedstawię osiem najlepszych RADIOWYCH EDYCJI PIOSENEK. Zaczynamy.


8, The Beatles, „Revolution”

Radiowe edycje znanych piosenek poniekąd można przyrównać do remiksów. Wykonawcy są ci sami (więc żadną miarą nie są to covery), tylko linia melodyjna uległa drobnej zmianie: a to ją wydłużono, a to skrócono (ta bezczelna radiowa maniera ucinania piosenek tuż przed samym ich faktycznym zakończeniem!), a to poddano cenzurze. Niekiedy jednak radiowa edycja przerabiała oryginalną kompozycję na podobnej zasadzie co nowe edycje książek, zwłaszcza dla młodzieży: by przypodobać się nowemu pokoleniu. I to słychać w omawianej tu piosence Beatlesów.

omawiana piosenka: https://youtu.be/BGLGzRXY5Bw?si=3YB6Jp8-VkZDxDM2 

radiowa edycja: https://youtu.be/GoOEagU2xSs?si=n55UQKFsRvJnC0wZ 


By przypodobać się słuchaczom, radiowe edycje dostosowują do nich odpowiednią aranżację. Słychać to wyraźnie w radiowej wersji piosenki „God is a Girl” zespołu Grove Coverage.


7, Grove Coverage, „God is a Girl”

Duet Grove Coverage ma w swoim dorobku niejedną rąbankę (choćby cover „Poision” z repertuaru Alice’a Coopera). Nie każdy takie rąbanki toleruje (a już na pewno nie uszy słuchaczy - moje wręcz krwawią). Dlatego radiowe edycje takich rąbanek walących w bębenki uszne mają większe wzięcie. Szok może jednak nastąpić kiedy po wysłuchaniu radiowej wersji danej piosenki, ktoś puści sobie oryginał z płyty, albo wideoklip na YouTubie: dokładnie tak sam się czułem, kiedy przed kilkoma laty, mając w pamięci radiową wersję „God is a Girl”, zapoznałem się z jej teledyskiem.

omawiana piosenka: https://youtu.be/h5tRWl4b_hI?si=L5kS47qnhNz4g1_t 

radiowa edycja: https://youtu.be/Kw5BKqYNd5I?si=5dgAM2GN2cKkngoD 


Bo radiowe edycje potrafią naprawdę wprowadzić słuchaczy w błąd (że nie użyję w tym momencie bardziej dosadnego stwierdzenia). Świetny przykład to cover „Truly, Madly, Deeply” nagrany przez zespół Cascada.


6, Cascada, „Truly, Madly, Deeply”

Ci to potrafią zrobić istną rąbankę. Inaczej niż Groove Coverage, karierę zbudowali jednak tylko na coverowaniu piosenek. Rozgłośnie radiowe wybroniły się przed zupełnym pogrążeniem Cascady i gdy w 2006 r. premierę miał „Truly, Madly, Deeply” coverujący jeden z najpiękniejszych utworów Savage Garden, upodobniono nową wersję do oryginału. Łatwo więc wyobrazić sobie moje rozczarowanie, gdy potem wysłuchałem powstały wcześniej cover „Everytime We Touch”: jak można było z tak uroczej piosenki Maggie Reilly zrobić taką łupankę?

omawiana piosenka: https://youtu.be/yD8uQu52q2E?si=qXq_-TFv3bEc7GE9 

radiowa edycja: https://youtu.be/DJGPPuYpxO8?si=j6baKvRyfREwPIhK 


Ciekawym zjawiskiem jest wydłużanie piosenek w edycjach radiowych, jak to miało miejsce w przypadku „Creep” Radiohead. 


5, Radiohead, „Creep”

Przeciętna radiowa edycja jest skracana względem oryginału (bo, niestety, trzeba np. zarobić na reklamach). Są jednak edycje radiowe dłuższe od tego, co można znaleźć na płycie. Powodem jest np. forma (bez obawy o jej przeroście nad treścią): Radiowa edycja „Creep” ma 4-sekundowe odliczanie pałeczkami przed standardową pierwszą sekundą. Zdarzają się też sytuacje, kiedy wersje radiowe wydłużają jedne fragmenty utworu, a skracają inne. Edycja radiowa „Thinking Out Loud” Eda Sheerana ma 6-sekundowy wstęp przed pierwszą zwrotką, ale później przechodzi od końca drugiej zwrotki do początku ostatniego refrenu, pomijając drugi refren i gitarową solówkę.

omawiana piosenka: https://youtu.be/XFkzRNyygfk?si=73Vt3ECq5sz4BLNs 

radiowa edycja: https://youtu.be/1wvhIF5tJ9o?si=4PEZrLHOCgavS_Yz 


Rozsadza was od środka ze złości, że jakaś piosenka jest bezczelnie skracana w radiu? Madonna na to: „Potrzymajcie mi mikrofon”.


4, Madonna, „Frozen”

„Frozen” Madonny był moją muzyczną (a w zasadzie teledyskową) traumą z dzieciństwa. Nie przez wydłużony czas trwania, ale przez to, co klip pokazywał. Przez lata dzwoniła mi w uszach głównie edycja radiowa, a gdy natrafiłem na wersję z płyty „Ray of Light” z 1998 r., byłem zaskoczony jak bardzo jest ona długa. Oryginał ma zdecydowanie za długi wstęp, który w wersji radiowej dało się bezproblemowo skrócić. Z korzyścią dla samej piosenki, w której przypadku siła drzemała przede wszystkim w przyprawiającej o gęsią skórkę linii melodyjnej i horrorowym teledysku.

omawiana piosenka: https://youtu.be/Pk_OKXjD24c?si=ThXhfGNX9olXx2gU 

radiowa edycja: https://youtu.be/DcK0H0Ca1ug?si=Lo8DR3elop6NEuhn 


Na podium uplasowały się najczęstsze cechy radiowych edycji. Pierwsza z nich dotyczy m.in. utworu Brunona Marsa i Traviego McCoya. 


3, Bruno Mars feat Travie McCoy, „Billionaire”

Na początku piosenki Bruno Mars śpiewa: „I wanna be a billionaire so freaking bad”… stop, czy tak jednak było w oryginale? Przewińmy i posłuchajmy od początku. W oryginalnej wersji Bruno Mars śpiewa: „I wanna be a billionaire so fucking bad”. Radio, niczym TV, dba o dobry PR i stosuje cenzurę (pamiętam jak w telewizyjnej emisji „Wilka z Wall Street” wszystkie „fucki” tłumaczono jako… „cholery”). Brak cenzury może skutkować niesłusznym osądem (Michael Jackson coś by o tym powiedział: po premierze „They Don’t Care About Us” posądzono go o antysemityzm).

omawiana piosenka: https://youtu.be/8aRor905cCw?si=MbATpn9JO2-0eSNq 

radiowa edycja: https://youtu.be/_H0BkaJ3-1w?si=f8bbdWBLOVdxjcgc 


Ktoś się teraz zapyta: po co jest stosowana ta cholerna cenzura? Jak to, po co? Chociażby dla uniknięcia skandalu. Przykład na miejscu 2.


2, Lizzo, „Truth Hurts”

Wydany w 2017 r. utwór Lizzo „Truth Hurts” został zmontowany lokalnie w czerwcu 2019 r. przez wiodącą na rynku stację WIXX z Green Bay, która znalazła się w czołówce 40 najpopularniejszych stacji radiowych. Powodem nie były jednak nieodpowiednie treści jak w przypadku Jacksona, czy wulgaryzmy jak w przypadku Marsa, ale odniesienia do zawodnika drużyny Minnesota Vikings. W tej sytuacji również zadbano o odpowiedni PR tyle że samej stacji radiowej, tym bardziej że WIXX oferująca treści związane z drużyną, uznała że ​​pozytywne nawiązanie do największego rywala ich lokalnej drużyny futbolowej byłoby drażniące dla lokalnych słuchaczy.

omawiana piosenka: https://youtu.be/P00HMxdsVZI?si=5VC3Nc_h7-SZlOqd 

radiowa edycja: https://youtu.be/0EwucqavVIY?si=wjWllOlnLW7qgY79 


Najważniejszy cecha edycji radiowych może się wydawać banalna, ale jakże prawdziwa: po prostu czasem może chodzić o lepsze brzmienie niż w wersji płytowej. Idealnie to słychać w „Wonders” Michaela Patricka Kelly’ego.


1, Michael Patrick Kelly, „Wonders”

Niżej podpisany zdecydowanie bardziej preferuje edycję radiową hitu byłego członka zespołu The Kelly Family, niż jej oryginał na płycie. Piosenkarz do nagrania piosenki zaprosił rapera Rakima. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Okazuje się bowiem, że raperskie wstawki kompletnie kłócą się z resztą piosenki (co przyznają nawet fani samego Rakima). Edycje radiowe doskonale to wyczuły dając nam wersję nie tylko krótszą o minutę, ale też jednolicie wpadającą w ucho. I przynosząc jej większą popularność, niż wersję dostępną na specjalnej edycji albumu „B.O.A.T.S”.

omawiana piosenka: https://youtu.be/Jjo7xWkD1Cs?si=gKO7p0lEmVwKQHDd 

radiowa edycja: https://youtu.be/7gsq8lEzBjs?si=eItZbSNYq-LbXnkY 



To była moja lista najlepszych radiowych edycji znanych piosenek. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

środa, 22 lipca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKOSPEKTYWA”


Cześć wszystkim. Zapraszam na kolejną fantastyczną podróż – tym razem do uniwersum Eranu stworzonego przez Michaela J. Sullivana, autora „ODKRYĆ RIYRII”. Zaczynamy.


KILKA SŁÓW O SERII

Odkrycia Riyrii" to popularny cykl powieści fantasy autorstwa Michaela J. Sullivana. Głównymi bohaterami jest duet najemników: cyniczny złodziej Royce Melborn oraz szlachetny wojownik Hadrian Blackwater. Wspólnie wykonują zlecenia, wplątując się w wielką politykę, intrygi i magię.

Sullivan zaczął pisać książki już w młodym wieku dla własnej rozrywki. W latach 1975-1994 napisał trzynaście powieści i cztery opowiadania, które nigdy nie zostały wydane. Sam twierdzi, że pierwsze osiem książek nie było przeznaczonych do publikacji. To były wprawki na których uczyłem się pisać.

Kolejne powieści próbował wydać, jednak nie udało mu się znaleźć wydawcy. Z tego powodu postanowił przestać tworzyć. Po 10 latach od skończenia poprzedniej powieści, czyli w 2004 roku, skończył pisać książkę „Królewska krew”. Rozpoczął pisanie cyklu „Odkrycia Riyrii”, aby nauczyć czytać swą córkę cierpiącą na dysleksję. Powieść została wydana najpierw jako selfpublishing, a potem została wznowiona przez popularne wydawnictwo.


OMÓWIENIE TOMÓW.

Pościgi, pojedynki, magia, spiski i zamachowcy – u Sullivana znajdziecie wszystko, za co pokochaliście fantasy!

W dwóch pierwszych tomach cyklu, „Królewskiej krwi” i „Wieży Elfów”, zamordowany został król. Władza przeszła w ręce spiskowców, którzy sądzili, że każdy element ich planu był doskonały. Poza jednym. Winą próbowali obarczyć Royce’a i Hadriana. Ci nie są jednak byle złodziejaszkami i nie pójdą dobrowolnie pod pręgierz. To okryty złą sławą duet Riyira, i nikt nie powstrzyma ich przed krwawą zemstą! Los królestwa spoczywa w rękach dwóch najemników.

W dwóch kolejnych tomach cyklu, „Nowym Imperium” i „Szmaragdowym Sztormie”, bohaterowie zostają wezwani, by pomóc swojej ojczyźnie. Królestwo Melengar potrzebuje ich w nierównej walce z zagrażającym mu imperium. Dwaj złodzieje zostają wysłani z samobójczą misją za linie wroga, gdzie będą starali się pozyskać sojuszników dla swojej sprawy. Tymczasem wychodzi na jaw, że potężny mag Esrahaddon ma ambicje przejęcia władzy w królestwie.

Cztery pierwsze tomy początkowo zostały wydane w Polsce w dwóch zbiorczych tomach, za to dwa ostatnie tomy, z uwagi na ich objętość, wydano w oddzielnych tomach.

W „Zdradzieckim planiewładze Nowego Imperium planują uczcić swoje zwycięstwo wyjątkowo krwawą ceremonią. W dniu święta zimonaliów księżniczka Arista zostanie zmuszona do małżeństwa, po czym przydarzy się jej nieszczęśliwy wypadek. Odbędzie się także podwójna egzekucja – kat straci słynną wiedźmę z Melengaru oraz spadkobiercę Novronu. Nowym władcom wydaje się, że ich triumf jest całkowity. Nie wzięli jednak pod uwagę, że ich plan może się nie spodobać pewnym dwóch złodziejom. Royce i Hadrian po raz kolejny uratują swoją ojczyznę.

Wreszcie w tomie finałowym pt. „Pradawna stolica” spadkobierca Novrona został odnaleziony, wojny ustały, a architekci nowego imperium nie żyją. Powinien nastać czas pokoju i dobrobytu, ale skończył się Uli Vermar i nadciąga armia elfów, siejąc po drodze spustoszenie. Ludzkość i świat Elanu może ocalić jedynie starożytny przedmiot, lecz jego odzyskanie wymaga dotarcia do miasta, które zniknęło przed wiekami. Imperatorka Modina wysyła grupę starannie dobranych ludzi na niebezpieczną wyprawę do Percepliquisu...


PODSUMOWANIE

Twórczość Michaela J. Sullivana oscyluje wokół przygodowo-łotrzykowskiej fabuły. Po jego książkach można się zatem spodziewać dużej ilości przygód i zwrotów akcji, od których nie dane będzie łatwo się oderwać. To wszystko ma do zaoferowania „Odkrycia Riyrii”, które inauguruje ogromne uniwersum Eranu.


link: https://lubimyczytac.pl/cykl/879/odkrycia-riyrii


ODYSEJA
 *****


Najnowsza adaptacja klasycznego poematu Homera wzbudzała kontrowersje jeszcze na etapie postprodukcji. Wytykano rażące błędy merytoryczne (inny typ zbroi Odyseusza od tego, który nosiło się w epoce mykeńskiej, czyli kiedy potencjalnie mogła wybuchnąć wojna trojańska), uwspółcześnienie języka (sformułowania typu „Let’s go!”), oraz obsadzenie rapera Travisa Scotta w roli antycznego pieśniarza czy w ogóle - jakże by inaczej w dzisiejszych czasach - poprawność polityczną (obsadzenie Afroamerykanki Lupity Nyongo w roli Heleny i Klitajmestry). Prawda jest jednak taka, że czasy się zmieniają, a co za tym idzie każda epoka i każdy naród, ma swoje własne wyobrażenie popkultury, zwłaszcza gdy bierze się na warsztat tak ponadczasowe dzieło jak eposy Homera. Jeszcze 22 lata temu, kiedy Wolfgang Petersen adaptując „Iliadę” (a bardziej inspirując się nią) kręcił „Troję” z Bradem Pittem, pokazał znany mit o wojnie trojańskiej zgodnie z ówczesną modą, gdy popkultura musiała być bardziej realistyczna (odbiło się to przy okazji na ówczesnym przedstawianiu takich postaci jak James Bond czy Batman). A dziś, gdy kinowe sale są oblegane przez super bohaterów z komiksów? Trzeba widzom przedstawić starożytnych super bohaterów. Co z kolei zrobić, kiedy obecne kino przeżarte jest poprawnością polityczną? Niestety, trzeba jej ulec, gdy nie ma innego wyjścia.

Nie dziwmy się więc takiej a nie innej obsadzie, kojarzącej się dziś z Marvelem (Tom Holland, Zendaya, Jon Bernthal, Lupita Nyongo) czy DC Comics (Robert Pattinson). Kim innym byli dla starożytnych Greków Odyseusz, Telemach, Agamemnon czy Menelaos, jeśli nie mitycznymi super bohaterami (dość rzec, że niektórzy herosi byli na wpół bogami i mieli swoje super moce w postaci nieśmiertelności). To oni mogą skusić widzów na kolejny seans, nawet jeśli MCU mocno dziś szwankuje, a DCU raptem raczkuje. Ale żeby przyciągnąć widza, potrzebny jest właściwy człowiek na właściwym miejscu. Nolan, tak jak Tim Burton, lubi przefiltrowywać materiały źródłowe przez swoją wrażliwość i w jego przypadku odbywa się to przez pryzmat czasów, w jakich żyjemy. To on 22 lata temu, gdy Petersen kręcił „Troję”, dał nam bardziej realistycznego Batmana o aparycji Christiana Bale’a. Cztery lata potem, po premierze „Iron Mana” Jona Favreau, rozpoczął się boom na kino super bohaterskie (sam termin został ukuty właśnie w tym okresie, wcześniej o adaptacjach komiksów mówiło się: „film fantasy/SF” albo „film przygodowy”) i tej modzie Nolan w końcu też musiał ulec, niekoniecznie znowu adaptując przygody jakiegoś obrazkowego herosa w trykotach. Aż przypominają się lata 90, kiedy to ówczesne kino i TV były podporządkowane estetyce stacji MTV, w efekcie czego w filmach i serialach m.in. pojawiał się szybki i rwany montaż, obsadę zasilali w większości młodzi aktorzy (którzy do dziś podtrzymują popularność), a przy napisach końcowych rozbrzmiewała jakaś piosenka Bryana Adamsa lub Jona Bon Jovi. Tyczy się to też, niestety, poprawności politycznej: skoro inni obecnie jej ulegają, spędzając sen z powiek widzom, Nolan również musiał jej ulec (stąd Lupita Nyongo jako Helena i Klitajmestra… która, gdyby zmontować wszystkie sceny z jej udziałem, w całym filmie pojawia się przez raptem 10 minut czasu antenowego).

Ulegając dzisiejszej popkulturowej modzie, reżyser pod względem fabuły pozostał jednak wierny Homerowi (bardziej, niż Wolfgang Petersen, któremu swego czasu również wytykano nieścisłości historyczne i mitologiczne, a kręcąc „Troję” zachował takie elementy jak konia trojańskiego czy piętę Achillesa). Zaczynamy więc nietypowo na Itace, nie pod Troją, gdzie na nieobecnego Odysa czeka z utęsknieniem wierna Penelopa (Anne Hathaway) odpychająca od siebie cały tabun zalotników, na czele z Antinoosem (odpychający, nomen omen, Robert Patinson). W tym czasie Odyseusz (Matt Damon) przebywa od kilku lat na wyspie Kalipso (Charlize Theron), której opowiada o początkach swojej tułaczki. Jasne, z pewnych motywów Nolan musiał zrezygnować (brak Lotofagów, choć motyw lotosów wywołujących amnezję akurat się pojawia, i Feaków, a także takich postaci jak Eol, król Alkinoos i Nauzikaa czy Nestor), ale takie były wymogi antenowe.

Przystosowując się do dzisiejszych czasów, Nolan pozostał również wierny swojemu stylowi reżyserskiemu. Reżyser bawiący się filmową formą (najczęściej manipulując czasem), w tym przypadku pobawił się narracją. Wrzucając co chwilę czyjąś retrospekcję, przeskakuje z jednej opowieści do drugiej. Każdy ma coś do powiedzenia: a to o Odyseuszu sprzed tułaczki, a to o Odyseuszu w czasie tułaczki (już zacieram rączki na ewentualny hollywoodzki remake „Rashomona” Kurosawy). A mimo to blisko trzy godziny przelatują jak z bicza strzelił. Co więcej, w natłoku różnych perspektyw i opinii na temat Odyseusza, poemat Homera przestaje być baśniową historią o powrocie do domu, a staje się na wskroś współczesną opowieścią antywojenną. Odyseusz, zwykle przedstawiany jako archetyp przemyślności, tu staje się wątpiącą w skuteczność swoich działań jednostką, kierującą się swoimi działaniami i narażającą na szwank swoją załogę. Zwykle jakiekolwiek ingerencje w mitologię doprowadziłyby mnie do szewskiej pasji, a tutaj wszystko działało. Zwłaszcza po realizacji „Oppenheimera”, którego tytułowy bohater poniekąd też zaczął wątpić w swoje działania.

W ogóle obsada daje tu prawdziwy koncert aktorski. Zwłaszcza Robert Pattinson chyba definitywnie zrywa z siebie łatkę wampira-lovelasa z „Sagi Zmierzch”: najpierw zaczął grać u wartościowych reżyserów, ale mimo to dalej był kojarzony z Edwardem Cullenem z pretensjonalnego cyklu Stephenie Meyer. Podejrzewam, że fanki, które niegdyś wyzdychały do niego po roli w filmowym „Zmierzchu”, teraz będą na jego widok mówić: „Zabierzcie od nas tego złola!” (chyba, że jakaś jego fanka za większego zakapiora będzie uważać… Odyseusza). Nie trzeba też obawiać się kontrowersji wokół Lupity Nyongo czy nawet Travisa Scotta, bo ich czas antenowy (tyczy się to zwłaszcza Lupity Nyongo) jest ograniczony. Szczególne obawy wzbudzał we mnie raper Travis Scott – ok, żaden aojda nie był czarnoskóry, ale w jego przypadku obawiałem się dodatkowo raperskich odzywek w rodzaju: „Yo, yo, yo, posłuchajcie opowieści o dzielnym Odyseuszu i wojnie trojańskiej toczącej się przez dziesięć lat”. Tak samo ograniczony czas ma tutaj Zendaya, niekoniecznie grająca Atenę (chyba że nolanowska bogini mądrości ma w zwyczaju przybierać postać zamordowanej mieszkanki Troi) – aktorka pojawia się tylko raz na jakiś czas i to w charakterze głosu sumienia (ani razu u boku swojego męża, Toma Hollanda), co tylko podkreśla pacyfistyczny wymiar nolanowskiej „Odysei”.

Jeszcze przed wejściem na salę kinową, zastanawiałem się jak Nolan – reżyser unikający CGI i wykorzystujący tradycyjne filmowe tricki – upora się z warstwą fantastyczną. Łatwiej byłoby bowiem urealnić „Iliadę” (co, zresztą, zrobił Wolfgang Petersen 22 lata temu), niż „Odyseję”. Tułaczka Odyseusza bez fantastycznych stworów byłby zupełnie inną historią. Tymczasem Christopher Nolan wycwanił się, porównując fantastyczne elementy do różnych podgatunków horroru. Cyklop Polifem wygląda jakby zszedł z obrazów Pablo Picassa, czary Kirke przywodzą na myśl body horror, a ataki Scylli wywołują niezłe jump scary. Równie pomysłowo wygląda też wyprawa do świata podziemnego.

Przy tych wszystkich ochach i achach, przyczepiłbym się tylko do kostiumów – abstrahując od wierności historycznej, albo od tego że nolanowski Agamemnon wygląda jak antyczny Batman, niektóre kostiumy wyglądały śmiesznie (zwłaszcza zbroje Lajstrygonów, albo w najlepszym wypadku Trojańczyków…). O wiele bardziej niż zdjęcia, którym zarzucano że są zbyt ponure. Bez przesady, filmowa Grecja nie zawsze musi wyglądać jak z foldera turystycznego, zachęcająca do wakacji w basenie Morza Śródziemnego. Przez cały seans zastanawiałem się, kto został zatrudniony na operatora. Bo Szwed Ludwig Goransson ze swoją partyturą dorównał akurat najlepszym soundtrackom Niemca Hansa Zimmera.

Warto więc było wyprawić się na kolejną „Odyseją”. I przy okazji zignorować wszystkie kontrowersje wokół filmu. Czego i wam radzę.


Reż. Christopher Nolan

Czas trwania: 175 min

Gatunek: przygodowy

Tytuł oryg. „The Odyssey

wtorek, 21 lipca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Chociaż wracamy ze słonecznej Grecji, nie porzucamy wakacyjnego klimatu. Na dobrą sprawę dopiero się rozkręcamy. W tym odcinku muzycznej podróży w czasie wizytujemy Szwecję lat 2000, gdy wydając swój album „FINALLY” debiutowała piosenkarka o pseudonimie Velvet. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Velvet (a właściwie Jenny Marielle Pettersson) została odkryta przez szwedzką wytwórnię Bonnier Amigo w 2005 roku, z którą podpisała kontrakt. Wybrała pseudonim Velvet po tym, jak jej wytwórnia płytowa zasugerowała kilka innych nazw, które nie przypadły jej do gustu.

Bardzo szybko ukazał się jego pierwszy singiel „Rock Down to (Electric Avenue)”, który stał się hitem zarówno w jego ojczyźnie, jak i w niektórych krajach sąsiednich. Drugi singiel, „Don't Stop Movin'”, również odniósł znaczny sukces i został promowany trasą koncertową.

W 2006 roku Velvet wzięła udział w Melodifestivalen, aby reprezentować Szwecję w Konkursie Piosenki Eurowizji, ale nie została wybrana, przegrywając z Caroliną. Tam zaśpiewała swój nowy utwór „Mi Amore”. Utwór osiągnął również dobre pozycje na listach przebojów w Polsce, na Węgrzech, w Grecji i we Włoszech.


UTWORY PROMUJĄCE

Na pierwszy utwór promujący debiutancki krążek Velvet wybrała singiel „Rock Down To (Electric Avenue)[nr 2; wykorzystujący refren utworu „Electric Avenue” Eddy’ego Granta] wydany 13 kwietnia 2005 roku, który stał się wielkim hitem w Szwecji i na świecie. Singiel, nadal często grany w klubach w całej Szwecji, przez 22 tygodnie utrzymywał się na pierwszym miejscu szwedzkiej listy przebojów tanecznych. Jej kolejny singiel, „Don't Stop Movin'[nr 10], został wydany 19 sierpnia tego samego roku.

Kolejny utwór, dynamiczne „Mi Amore” [nr 3] wydano 16 marca 2006 roku. Szybko stał się hitem i odniósł ogromny sukces na arenie międzynarodowej, zdobywając tytuł Piosenki Roku 2006 w Bułgarii. Utwór utrzymywał się na wysokich miejscach list przebojów w Rosji, Polsce, na Węgrzech, w Grecji i we Włoszech. Czwarty utwór promujący, „Fix Me” [nr 13; reedycja] został wydany 3 lutego 2007 roku pojawił się na specjalnej edycji płyty Velvet. Utwór nie osiągnął tak wysokiego miejsca na listach przebojów jak poprzednie single Velvet w Polsce, ale za to odniósł duży sukces w Stanach Zjednoczonych, osiągając 14. miejsce.


PREMIERA I SUKCES

Album Velvet został wydany 7 sierpnia 2006 roku. Z miejsca zyskał popularność wśród słuchaczy i doczekał się reedycji, którą promowała wspomniana piosenka „Fix Me”. Poza karierą wokalną, Velvet pracowała też jako producentka kilku gal bożonarodzeniowych w Szwecji, gdzie również brała udział jako artystka.


link: https://music.apple.com/gb/album/finally/337808172