środa, 22 lipca 2026

ODYSEJA *****


Poemat Homera w ujęciu Christophera Nolana, przefiltrowany przez amerykańską popkulturę: kontrowersyjnie, ale widowiskowo .


  Najnowsza adaptacja klasycznego poematu Homera wzbudzała kontrowersje jeszcze na etapie postprodukcji. Wytykano rażące błędy merytoryczne (inny typ zbroi Odyseusza od tego, który nosiło się w epoce mykeńskiej, czyli kiedy potencjalnie mogła wybuchnąć wojna trojańska), uwspółcześnienie języka (sformułowania typu „Let’s go!”), oraz obsadzenie rapera Travisa Scotta w roli antycznego pieśniarza czy w ogóle - jakże by inaczej w dzisiejszych czasach - poprawność polityczną (obsadzenie Afroamerykanki Lupity Nyongo w roli Heleny i Klitajmestry). Prawda jest jednak taka, że czasy się zmieniają, a co za tym idzie każda epoka i każdy naród, ma swoje własne wyobrażenie popkultury, zwłaszcza gdy bierze się na warsztat tak ponadczasowe dzieło jak eposy Homera. Jeszcze 22 lata temu, kiedy Wolfgang Petersen adaptując „Iliadę” (a bardziej inspirując się nią) kręcił „Troję” z Bradem Pittem, pokazał znany mit o wojnie trojańskiej zgodnie z ówczesną modą, gdy popkultura musiała być bardziej realistyczna (odbiło się to przy okazji na ówczesnym przedstawianiu takich postaci jak James Bond czy Batman). A dziś, gdy kinowe sale są oblegane przez super bohaterów z komiksów? Trzeba widzom przedstawić starożytnych super bohaterów. Co z kolei zrobić, kiedy obecne kino przeżarte jest poprawnością polityczną? Niestety, trzeba jej ulec, gdy nie ma innego wyjścia.

  Nie dziwmy się więc takiej a nie innej obsadzie, kojarzącej się dziś z Marvelem (Tom Holland, Zendaya, Jon Bernthal, Lupita Nyongo) czy DC Comics (Robert Pattinson). Kim innym byli dla Greków Odyseusz, Telemach Agamemnon czy Menelaos, jeśli nie mitycznymi super bohaterami (dość rzec, że niektórzy mityczni herosi byli na wpół bogami i mieli swoje super moce w postaci nieśmiertelności).  To oni mogą skusić widzów na kolejny seans, nawet jeśli MCU mocno dziś szwankuje, a DCU raptem raczkuje. Ale żeby przyciągnąć widza, potrzebny jest właściwy człowiek na właściwym miejscu. Nolan, tak jak Tim Burton, lubi przefiltrowywać materiały źródłowe przez swoją wrażliwość i w jego przypadku odbywa się to przez pryzmat czasów, w jakich żyjemy. To on 22 lata temu, gdy Petersen kręcił „Troję”, dał nam bardziej realistycznego Batmana o aparycji Christiana Bale’a. Cztery lata potem, po premierze „Iron Mana” Jona Favreau, rozpoczął się boom na kino super bohaterskie (sam termin został ukuty właśnie w tym okresie, wcześniej o adaptacjach komiksów mówiło się: „film fantasy/SF” albo „film przygodowy”) i tej modzie Nolan w końcu też musiał ulec, niekoniecznie znowu adaptując przygody jakiegoś obrazkowego herosa w trykotach. Aż przypominają się lata 90, kiedy to ówczesne kino i TV były podporządkowane estetyce stacji MTV, w efekcie czego w filmach i serialach m.in. pojawiał się szybki i rwany montaż, obsadę zasilali w większości młodzi aktorzy (którzy do dziś podtrzymują popularność), a przy napisach końcowych rozbrzmiewała jakaś piosenka Bryana Adamsa lub Jona Bon Jovi. Tyczy się to też, niestety, poprawności politycznej: skoro inni obecnie jej ulegają, spędzając sen z powiek widzom, Nolan również musiał jej ulec (stąd Lupita Nyongo jako Helena i Klitajmestra).

  Ulegając dzisiejszej popkulturowej modzie, reżyser pod względem fabuły pozostał jednak wierny Homerowi (bardziej, niż Wolfgang Petersen, któremu swego czasu również wytykano nieścisłości historyczne i mitologiczne, a kręcąc „Troję” zachował takie elementy jak konia trojańskiego czy piętę Achillesa). 


Reż. Christopher Nolan

Czas trwania: 175 min

Gatunek: przygodowy

Tytuł oryg. „The Odyssey

wtorek, 21 lipca 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Chociaż wracamy ze słonecznej Grecji, nie porzucamy wakacyjnego klimatu. Na dobrą sprawę dopiero się rozkręcamy. W tym odcinku muzycznej podróży w czasie wizytujemy Szwecję lat 2000, gdy wydając swój album „FINALLY” debiutowała piosenkarka o pseudonimie Velvet. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Velvet (a właściwie Jenny Marielle Pettersson) została odkryta przez szwedzką wytwórnię Bonnier Amigo w 2005 roku, z którą podpisała kontrakt. Wybrała pseudonim Velvet po tym, jak jej wytwórnia płytowa zasugerowała kilka innych nazw, które nie przypadły jej do gustu.

Bardzo szybko ukazał się jego pierwszy singiel „Rock Down to (Electric Avenue)”, który stał się hitem zarówno w jego ojczyźnie, jak i w niektórych krajach sąsiednich. Drugi singiel, „Don't Stop Movin'”, również odniósł znaczny sukces i został promowany trasą koncertową.

W 2006 roku Velvet wzięła udział w Melodifestivalen, aby reprezentować Szwecję w Konkursie Piosenki Eurowizji, ale nie została wybrana, przegrywając z Caroliną. Tam zaśpiewała swój nowy utwór „Mi Amore”. Utwór osiągnął również dobre pozycje na listach przebojów w Polsce, na Węgrzech, w Grecji i we Włoszech.


UTWORY PROMUJĄCE

Na pierwszy utwór promujący debiutancki krążek Velvet wybrała singiel „Rock Down To (Electric Avenue)[nr 2; wykorzystujący refren utworu „Electric Avenue” Eddy’ego Granta] wydany 13 kwietnia 2005 roku, który stał się wielkim hitem w Szwecji i na świecie. Singiel, nadal często grany w klubach w całej Szwecji, przez 22 tygodnie utrzymywał się na pierwszym miejscu szwedzkiej listy przebojów tanecznych. Jej kolejny singiel, „Don't Stop Movin'[nr 10], został wydany 19 sierpnia tego samego roku.

Kolejny utwór, dynamiczne „Mi Amore” [nr 3] wydano 16 marca 2006 roku. Szybko stał się hitem i odniósł ogromny sukces na arenie międzynarodowej, zdobywając tytuł Piosenki Roku 2006 w Bułgarii. Utwór utrzymywał się na wysokich miejscach list przebojów w Rosji, Polsce, na Węgrzech, w Grecji i we Włoszech. Czwarty utwór promujący, „Fix Me” [nr 13; reedycja] został wydany 3 lutego 2007 roku pojawił się na specjalnej edycji płyty Velvet. Utwór nie osiągnął tak wysokiego miejsca na listach przebojów jak poprzednie single Velvet w Polsce, ale za to odniósł duży sukces w Stanach Zjednoczonych, osiągając 14. miejsce.


PREMIERA I SUKCES

Album Velvet został wydany 7 sierpnia 2006 roku. Z miejsca zyskał popularność wśród słuchaczy i doczekał się reedycji, którą promowała wspomniana piosenka „Fix Me”. Poza karierą wokalną, Velvet pracowała też jako producentka kilku gal bożonarodzeniowych w Szwecji, gdzie również brała udział jako artystka.


link: https://music.apple.com/gb/album/finally/337808172


poniedziałek, 20 lipca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


WOLFGANG PETERSEN : GATUNKOWY WIZJONER


Cześć wszystkim. W tym odcinku przybliżę sylwetkę nieżyjącego już niemieckiego reżysera Wolfganga Petersena, który niewątpliwie przysłużył się kinu gatunkowemu. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

Wolfgang Petersen urodził się 14 marca 1941 roku w północnym mieście portowym Emden, zaledwie kilka mil od Holandii, jako syn oficera marynarki wojennej. W latach 1953–1960 Petersen uczęszczał do Gelehrtenschule des Johanneums w Hamburgu.

Swoje pierwsze filmy nakręcił kamerą 8 mm jeszcze w szkole. W l. 60. reżyserował sztuki w hamburskim Ernst Deutsch Theater. Po studiach teatralnych w Berlinie i Hamburgu Petersen studiował w berlińskiej Akademii Filmowej i Telewizyjnej (1966–1970).


KARIERA

Na początku swej kariery Wolfgang Petersen szlifował swój styl w telewizji. W 1965 r. nakręcił czarno-biały film telewizyjny „Miasto na szczudłach”. Reżyserował także filmy krótkometrażowe, np. „Czerwony sztandar” (1968), „Nie ja” (1969) i „Jeden z nas dwóch” (1969). Następnie nakręcił dramat „Zabiję cię, Wolf” (1971) z Wolfem Rothem w roli głównej. W l. 1971–1977 wyreżyserował sześć odcinków serialu kryminalnego „Tatort”, emitowanego na kanale ARD, do którego napisał również scenariusz. Za reżyserię thrillera akcji „Któryś z nas” (1974) z Jürgenem Prochnowem w roli głównej otrzymał Niemiecką Nagrodę Filmową dla najlepszego nowego reżysera. Jego kolejny film, dramat „The Consequence” (1977), poruszał temat homoseksualizmu i wywołał skandal, gdy BR odmówiło emisji filmu na ARD, co ostatecznie doprowadziło do premiery kinowej.

Po międzynarodowym sukcesie dramatu wojennego „OKRĘT” (1981), Petersen zyskał znaczącą pozycję w Hollywood. Zanim jednak wyemigrował do Los Angeles w 1986 roku, wyreżyserował w Niemczech kolejny hit kasowy, który do dziś cieszy się statusem kultowego – anglojęzyczny film fantasy „NIEKOŃCZĄCA SIĘ OPOWIEŚĆ” (1983), oparty na powieści młodzieżowej autorstwa Michaela Endego, za który otrzymał nagrodę Bambi. Za pośrednictwem własnej firmy producenckiej Radian Productions, we współpracy z Amerykanami, nakręcił dramat SF „MÓJ WŁASNY WRÓG” (1985), który był nominowany do nagrody Saturn w kategorii najlepszy film science fiction oraz do nagrody Hugo w kategorii najlepsza prezentacja dramatyczna.

Passa szczęścia reżysera trwała w kolejnej dekadzie. Nakręcił kryminał „OKRUCHY WSPOMNIEŃ” (1991) z Tomem Berengerem, Gretą Scacchi, Bobem Hoskinsem, Joanne Whalley-Kilmer i Corbinem Bernsenem. Jego film akcji „NA LINII WROGA” (1993) z Johnem Malkovichem i Clintem Eastwoodem w rolach głównych odniósł ogromny sukces kasowy. To samo można powiedzieć o dramacie akcji „EPIDEMIA” (1995) z Dustinem Hoffmanem, Rene Russo i Morganem Freemanem, który zdobył nagrodę Bambi. „AIR FORCE ONE” (1997) z Harrisonem Fordem też odniósł sukces kasowy, za który otrzymał nagrodę Bambi dla najlepszego reżysera.


STYL

Wolfgang Petersen obracał się w niejednym gatunku filmowym, których wspólnym motywem jest chęć przetrwania, spektakularne katastrofy i klaustrofobiczne napięcie. Najlepiej czuł się w wielkich, wysokobudżetowych widowiskach. Bliskie mu było kino gatunkowe. Reżyser rozpoczynając swoją karierę, postawił na innowacyjność na ekranie, której pozostał wierny do końca swojej kariery.


SZUKAJĄC MIEJSCA W NOWYM TYSIĄCLECIU

W l. 2000 wyraźnie szukał swojego miejsca w amerykańskim kinie, a jego filmy z tamtej dekady nie odnosiły takich sukcesów jak w l. 90. Jeszcze wstrząsający, oparty na faktach, dramat „GNIEW OCEANU” (2000) spotkał się z ogromnym uznaniem. Proponowano mu swego czasu reżyserię „Sumy wszystkich strachów” (ostatecznie nakręconej Jednak późniejsza „TROJA” (2004), choć w gwiazdorskiej obsadzie i z sukcesem frekwencyjnym, zebrała mieszane opinie krytyków (większość z nich zarzucała reżyserowi nieścisłości historyczne i nietrzymanie się fabuły „Iliady”, którą film był inspirowany). Niewiele lepiej poszło z „POSEJDONEM” (2006), remakiem katastroficznego filmu z l. 70 „Tragedia Posejdona”, o którym krytyka pisała żartobliwie że jest „trzecią częścią morskiej trylogii Petersena” (w skład której miałyby wchodzić jego filmy „Okręt” i „Gniew oceanu”).

Rozgoryczony niepowodzeniami zza Oceanem, Petersen wrócił do Niemiec, w których nakręcił pierwszy od czasu „Okrętu” film w ojczystym języku. Tym filmem była komedia kryminalna z 2016 roku. „Napad na bank” z Tilem Schweigerem będący, co ciekawe, autorskim remakiem jego wcześniejszego telewizyjnego filmu (niemieckojęzycznego) z lat 70: „Vier gegen die Bank” z Haraldem Leipnitzem w roli głównej. Nie porzucił kontaktu ze Stanami Zjednoczonymi, choć już nic nie nakręcił. Wolfgang Petersen zmarł 12 sierpnia 2022 r. w wieku 81 lat na raka trzustki w swoim domu w Brentwood w Los Angeles.



Wolfganga Petersena warto docenić za spektakularne, wysokobudżetowe (niezależnie w jakiej dekadzie powstałych) widowiska – od fantasy po kino sensacyjne i katastroficzne – w gwiazdorskiej obsadzie.


link: https://www.filmweb.pl/person/Wolfgang+Petersen-383

sobota, 18 lipca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. Tym razem zapraszam was w podróż do lat 80, by dla nadania romantycznego, letniego wieczoru zapoznać się z historią piosenki „NOTHING GONNA CHANGE MY LOVE FOR YOU” Glenna Medeirosa. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU.

Chociaż piosenka nierozerwalnie kojarzy się z młodziutkim wówczas Glennem Medeirosem (który miał wtedy 17 lat), oryginalną wersję dwa lata wcześniej nagrał George Benson.


https://youtu.be/Qy7z_oiN6nQ?si=BOWValCBinBrzTps


Piosenka napisana została przez kompozytora Michaela Massera i tekściarza Gerry'ego Goffina. Za piosenkę odpowiadał współautor Michael Masser i ukazała się jako singel w Europie dopiero w 1985 roku.

Jednak to wersja Glenna Medeirosa najbardziej zapisała się w pamięci słuchaczy. Pierwotnie Medeiros wydał swoją wersję w małej, niezależnej wytwórni w 1986 roku, po wygraniu „Brown Bags to Stardom”, lokalnego konkursu talentów radiowych w radiu KIKI, w swoim rodzinnym Honolulu. Jay Stone, dyrektor programowy i przyszły producent piosenki, przekonał Medeirosa do nagrania jej i wydania jako swojego pierwszego utworu, ponieważ „The Greatest Love of All” Bensona, kolejna kompozycja Michaela Massera, była hitem numer jeden. 

Guy Zapoleon, dyrektor programowy KZZP w Phoenix, był na wakacjach w Honolulu, gdzie jego przyjaciel Jay Stone poprosił go o wysłuchanie piosenki w KIKI. Zapoleonowi bardzo spodobała się ta piosenka i zabrał ją z powrotem do Phoenix, gdzie zadebiutowała na antenie KZZP w październiku 1986 roku. Do stycznia 1987 roku piosenka przez cztery tygodnie zajmowała 2. miejsce na listach przebojów, a następnie, dzięki poczcie pantoflowej wśród innych dyrektorów programowych, jej emisja rozprzestrzeniła się na inne stacje, które osiągnęły dzięki niej miejsca w pierwszej piątce, a do czerwca 1987 roku piosenka stała się ogólnokrajowym hitem.


ANALIZA

Wykonanie Glenna Medeirosa zostało wydane latem 1987 roku - trudno o bardziej nastrojowy czas na wyznanie miłości i pokazanie głębokiego uczucia do drugiej osoby. Niezależnie o której wersji „Nothing’s Gonna Change My Love for You” mówimy, piosenka jest wyznaniem głębokiej miłości i zapewnieniem zakochanego podmiotu lirycznego, że dla ukochanej osoby zrobi dosłownie wszystko - choćby wskoczy w ogień. Nic dla niego nie jest ważniejsze, poza miłością do drugiej osoby. 


PREMIERA I SUKCES

Wersja Medeirosa okazała się murowanym hitem, zajmując szczyty list przebojów w krajach europejskich (Francja, Irlandia, Holandia, Hiszpania, Wielka Brytania) oraz w Kanadzie. Sukces w tych krajach sprawił, że wersja Medeirosa otrzymała certyfikat złotej płyty. 

Popularność „Nothing’s Gonna Change My Love for You” sprawila, że wykorzystano ją w wielu serialach. Piosenka pojawiła się w odcinku amerykańskiej opery mydlanej „Days of Our Lives” z końca 1987 roku. Została również wykorzystana w odcinku „Santa Barbara” z 1989 roku. Piosenka osiągnęła nr 1 w czerwcu 1988 roku w Wielkiej Brytanii i utrzymywała się na szczycie przez cztery tygodnie. 

W 2009 roku piosenka została wykorzystana we Francji w reklamie telewizyjnej gąbek Spontex. Piosenka została dodatkowo wykorzystana w reklamie Thinkbox w Wielkiej Brytanii w 2015 roku. W tym samym roku piosenkę wykorzystano w odcinku brytyjskiej opery mydlanej „Coronation Street”, w którym postacie Beth Tinker i Kirk Sutherland wzięli ślub.


link: https://youtu.be/mUg5aEy-8CQ?si=zK3YZPu5v5casnWT 


TŁUMACZENIE


Glenn Medeiros 


„NIC NIE ZMIENI MEJ MIŁOŚCI DO CIEBIE”

tytuł oryg. „Nothing’s Gonna Change My Love for You”


Gdybym musiał przeżyć życie bez ciebie u boku

Dni byłyby puste

Noce wydawałyby się takie długie, z tobą widzę wieczność

Och, tak wyraźnie, mogłem być zakochany wcześniej

Ale nigdy nie czułem tego tak mocno


Nasze marzenia są młode i oboje wiemy,

Zaprowadzą nas tam, dokąd chcemy iść

Przytul mnie teraz

Dotknij mnie teraz

Nie chcę żyć bez ciebie


Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie

Powinnaś już wiedzieć, jak bardzo cię kocham

Jednego możesz być pewna:

Nigdy nie poproszę o nic więcej niż twoją miłość


Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie

Powinnaś już wiedzieć, jak bardzo cię kocham

Świat może zmienić całe moje życie, ale

Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie


Jeśli droga przede mną nie jest taka łatwa

Nasza miłość wskaże nam drogę

Jak gwiazda przewodnia

Będę przy tobie, jeśli będziesz mnie potrzebować

Nie musisz niczego zmieniać

Kocham cię dokładnie takiego, jakim jesteś  są


Więc chodź ze mną i podziel się tym widokiem

Pomogę ci też zobaczyć wieczność

Przytul mnie teraz

Dotknij mnie teraz

Nie chcę żyć bez ciebie


Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie

Powinnaś już wiedzieć, jak bardzo cię kocham

Jednego możesz być pewna:

Nigdy nie poproszę o nic więcej niż twoją miłość


Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie

Powinnaś już wiedzieć, jak bardzo cię kocham

Świat może zmienić całe moje życie, ale

Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie


Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie

Powinnaś już wiedzieć, jak bardzo cię kocham

Jednego możesz być pewna:

Nigdy nie poproszę o nic więcej niż twoją miłość


Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie

Powinnaś już wiedzieć, jak bardzo cię kocham

Jednego możesz być pewna:

Nigdy nie poproszę o nic więcej niż twoją miłość


Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie

Powinnaś już wiedzieć, jak bardzo cię kocham

Świat może zmienić całe moje życie, ale

Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie


Nic nie zmieni mojej miłości do ciebie

Powinnaś już wiedzieć, jak bardzo cię kocham

Jednego możesz być pewna:

Nigdy nie poproszę o nic więcej niż twoją miłość

czwartek, 16 lipca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Jutro premiera „Odysei” w reżyserii Christophera Nolana. Adaptacje poematów, także tych antycznych, są na porządku dziennym (choć częściej są inspirowane samymi mitami niż poematami sensu stricte). Nie tylko one były z powodzeniem przenoszone na ekran, ale również ANTYCZNE TRAGEDIE. Przygotowałem dla was osiem przykładów takich filmów, wśród nich znajdą się też wariacje na temat starożytnych dramatów. Zaczynamy.


8, „Fedra”, reż. Jules Dassin

Czy uwspółcześniając antyczną tragedię, można sprzedać jej wartości widzom? Otwierający ranking Jules Dassin pokazał, że można. Chociaż tytuł sugerowałby adaptację dramatu Racine’a (który miał w zwyczaju adaptować na potrzeby barokowego teatru antyczne tragedie), tak naprawdę za materiał źródłowy posłużył „Hipolit” Eurypidesa. Reżyser bezbłędnie wpisał w konwencję melodramatu lat 60 historię tragicznej miłości tytułowej bohaterki do swojego pasierba, która - jak to w tragediach bywa - nie ma szans na szczęśliwe zakończenie.


Antyczne tragedie, niczym dramaty nowożytne, często stawały się również źródłem inspiracji dla twórców z innych krajów. Zwłaszcza z Japonii. Zobaczcie tylko, co Japończycy zrobili z „Królem Edypem” Sofoklesa.


7, „Żałobna parada róż”, reż. Toshio Matsumoto

Biorąc na warsztat zarówno sam mit o Edypie, jak i oparty na nim dramat Sofoklesa, reżyser Toshio Matsumoto przedstawił nam niemniej tragiczną historię transwestyty Eddiego, oddając to, co w oryginalnej historii jest najważniejsze. Twórczość Matsumoto charakteryzuje się awangardowym i eksperymentalnym stylem i nie inaczej jest w tym przypadku. Dzięki temu historia współczesnego, japońskiego Edypa porusza równie mocno jak ta oryginalna, znana zarówno z ustnych przekazów, jak i z twórczości samego Sofoklesa.


A co powiecie na westernową wariację na temat antycznych dramatów. Zapraszam do miejsca 6. w moim rankingu.


6. „Il pistolero dell'Ave Maria”, reż. Ferdinando Baldi

Za materiał źródłowy do filmu posłużył mit o Orestesie, który był opisywany przez wszystkich trzech tragików: Sofoklesa, Eurypidesa (w obu przypadkach dramaty nosiły tytuł „Orestes”) i Ajschylosa (jedyna zachowana w całości antyczna tragedia „Oresteja”). Inspirując się historią księcia Argos, reżyser ukazał w westernowej scenerii motyw zemsty za śmierć ukochanego ojca. W ten sposób pokazał, że nie tylko kraj, ale również każdy gatunek ma w sobie coś z antycznej tragedii. Oto jak można w pomysłowy sposób przemycić antyczną problematykę do współczesnego kina.


Wiele adaptacji antycznych tragedii wzbudzało kontrowersje. Najdobitniej to pokazał skandalista Lars von Trier adaptując tragedię Eurypidesa.


5, „Medea”, reż. Lars von Trier

Trudno o lepszego reżysera do ukazania tak mocnej historii jak tej dotyczącej Medei. W mitologii greckiej była ona żoną Jazona, zdradzoną przez niego i mszczącą się poprzez zamordowanie własnych dzieci. Choć w antycznym teatrze nie ukazywano zbyt mocnych scen (te były opisywane przez posłańców), von Trier nie patyczkuje się z widzami. Dzięki temu tragedia Medei wybrzmiewa jeszcze bardziej niż w teatrze. Oczywiście, to musiało spotkać się z kontrowersjami, ale dla kogoś takiego jak Lars von Trier skandale i kontrowersje to właściwie chleb powszedni.


Czasem antyczną tragedię udawało się wpisać w konwencję kina fantasy. Świetny przykład uplasował się na miejscu 4.


4, „Bachantki”, reż. Giorgio Ferroni

Reżyser Giorgio Ferroni niejeden raz sięgał czy to po antyczny dramat, czy dowolną mitologię by nakręcić swoje filmy (np. „Hercules vs Moloch” z 1963 roku), więc ze starożytną tematyką był niemal za pan brat. Zrealizowany w 1961 r. film „Bachantki” to luźna (z dodanymi lub uproszczonymi scenami) adaptacja tragedii Eurypidesa opisującego obrzędy dionizyjskie. Mimo kosmetycznych zmian i dodania wątków nadprzyrodzonych, reżyser oddał nastrój towarzyszący w czasie obrzędów ku czci greckiego boga wina. Z klasą.


Czym byłyby adaptacje antycznych dramatów, gdyby za ich kręcenie nie brali się greccy reżyserzy. Zapraszam na miejsce 5).


3, „Ifigenia”, reż. Michalis Kakojanis

Reżyser słynnego „Greka Zorby” zyskał popularność m.in. adaptując greckie tragedie: „Elektrę” (1962) „Trojańskie kobiety” (1971; według „Trojanek” Eurypidesa), a zwłaszcza „Ifigenię” na podstawie „Ifigenii w Aulidze”. Każda z nich wchodzi w skład tzw trylogii „Tragedii Antycznej” inspirowanej twórczością Eurypidesa. Wybór konkretnego tragika wydaje się nieprzypadkowy. Reżyser bezbłędnie ukazał nie tylko problematykę dramatu, ale również oddał mentalność swoich przodków, w tym Eurypidesa, którzy jak wiadomo byli permanentnymi mizoginami.


Srebro dla najpełniejszego ukazania tragizmu rodu Labdakidów obserwowanego z punktu widzenia jej najsłynniejszej członkini. 


2, „Antygona”, reż. Yorgos Javellas

Film na motywach jednej ze sztandarowych antycznych tragedii jest jednocześnie najwierniejszym podejściem do twórczości starożytnych dramaturgów. Nie tylko z uwagi na narodowość reżysera. Film greckiego reżysera Yorgosa Javellasa pozostając wierny klasycznemu tekstowi, ukazuje przy okazji w bardzo przekonujący sposób konflikt między prawem państwowym (Kreon) a moralnym obowiązkiem jednostki (Antygona), co działało już na deskach teatru. To jeden z najciekawszych przykładów próby przełożenia tragedii antycznej na język kina.


Pier Paolo Pasolini, niczym Giorgio Ferroni czy Michalis Kakojanis, nie raz sięgał po tragedię antyczną. Spośród kilku wybrałem tą najlepszą adaptację. W tym celu pozostajemy w rodzie Labdakidów. 


1, „Król Edyp”, reż. Pier Paolo Pasolini

Adaptacja arcydramatu Sofoklesa w ujęciu włoskiego skandalisty staje się jedną z najważniejszych filmowych wersji tragedii słynnego dramatu. Pasolini zadbał w niej o to, by mityczna historia, mimo upływu lat, nic nie straciła na aktualności. Podejście o tyle przemyślane, gdyż wiele terminów z psychologii wywodzi się właśnie z mitologii (jak choćby kompleks Edypa). By osiągnąć ten efekt, reżyser przeniósł historię króla Teb w bardziej uniwersalny, symboliczny świat, łącząc antyk ze współczesnością i podkreślając psychologiczny wymiar dramatu. 


To był mój ranking adaptacji antycznych dramatów. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje propozycje, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć. 

wtorek, 14 lipca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Tym razem cofniemy się do lat 80. Ponieważ mamy lato w pełni, zapoznamy się z iście wakacyjnym albumem, przy okazji nasuwającym skojarzenia ze słoneczną Grecją. Mowa będzie o płycie Demisa Roussosa „FOREVER AND EVER”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Kariera Demisa Roussosa rozwijała się pod (nomen omen) egidą zespołu Aphrodite’s Child. Kiedy zespół się rozpadł, Roussos kontynuował sporadyczne nagrania ze swoim byłym kolegą z zespołu,  późniejszym kompozytorem muzyki filmowej, Vangelisem. W 1970 roku wydali album z muzyką filmową „Sex Power” (album ten jest również przypisywany do Aphrodite's Child), a później nagrali razem album „Magic” z 1977 roku. Ich najbardziej udanym wspólnym dziełem był utwór „Race to the End” (śpiewany również po hiszpańsku jako „Tu Libertad”), wokalna adaptacja motywu przewodniego z nagrodzonego Oscarem filmu „Rydwany ognia”. Roussos gościnnie wystąpił też na ścieżce dźwiękowej Vangelisa do filmu „Łowca androidów” (1982), w utworach „Tales of the Future”, „Damask Rose”, „Taffey's Snake Pit Bar” i „On the Trail of Nexus 6”. W międzyczasie jednak rozwijała się również solowa kariera Roussosa.

A wszystko zaczęło się od wydania piosenki „We Shall Dance”, która znalazła się w pierwszej dziesiątce list przebojów zarówno w Holandii, jak i Belgii. Choć początkowo nie odnosił sukcesów, koncertował po Europie i stał się czołowym artystą. Jego kariera solowa osiągnęła szczyt w połowie lat 70., kiedy wydał kilka przebojowych albumów. Jego singiel „Forever and Ever”, z tytułowego bestsellerowego albumu, znalazł się na szczycie list przebojów w kilku krajach w 1973 roku i był numerem 1 na brytyjskiej liście przebojów w 1976 roku.


UTWORY PROMUJĄCE

Pierwszym utworem promującym album „Forever and ever” była kompozycja „My Reason” [nr 3] z 1972 roku, która uplasowała się na 1. miejscu holenderskich list przebojów, oraz na 2. miejscu belgijskich list przebojów. Ogromnym sukcesem okazała się dopiero druga piosenka promująca płytę: wydane w 1973 roku „Goodbye, My Love, Goodbye” [nr 10], osiągając 1. miejsce na listach przebojów w Niemczech, Szwajcarii, Belgii i Hiszpanii.

Kolejne kompozycje promujące płytę Roussosa zostały wydane w 1973 roku. Trzecim utworem promującym była tytułowa piosenka [nr 1], która od czasu debiutu zajęła, podobnie jak „My Reason”, 1. miejsce holenderskich list przebojów i 2. miejsce belgijskich list przebojów. Czwarty utwór promujący, „Velvet Mornings” [nr 7] był na tyle popularny, że doczekał się kilku coverów. Ukoronowaniem sukcesów Roussosa był piąty utwór promujący: „My Friend the Wind” [nr 2], który znalazł się na szczycie list przebojów zarówno w Belgii jak i w Holandii. 


PREMIERA I SUKCES

Album odniósł ogromny sukces, zdobywając pierwsze miejsca na międzynarodowych listach przebojów w Niemczech, Norwegii i Holandii oraz drugie miejsce na liście przebojów w Austrii. Otrzymał również certyfikat w kilku krajach.


link: https://youtube.com/playlist?list=PLwFUxRDX3wXxsDRhqVph6lOsfuLnCYOnV&si=SPNvZ0jml91RHyR5

poniedziałek, 13 lipca 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


HOMER : NAJSŁYNNIEJSZY AOJDA ŚWIATA ANTYCZNEGO


Cześć wszystkim. W związku ze zbliżającą się wielkimi krokami premierą „Odysei”, w tym odcinku przybliżę sylwetkę jej domniemanego autora, Homera. Od razu zaznaczę, że z uwagi na znikomą liczbę faktów o nim, do tematu podejdę w przewrotny sposób. Zaczynamy.


SKĄD POCHODZIŁ HOMER?

Wokół Homera, jak wokół Szekspira, pojawiła się masa niekoniecznie potwierdzonych domysłów. Do końca nie wiadomo np., skąd Homer pochodził i kiedy konkretnie przyszedł na świat. Przyjęło się, że słynny aojda urodził się w VIII wieku p.n.e., gdyż mniej więcej z tego wieku ma pochodzić „Iliada”, której autorstwo przypisuje się właśnie Homerowi. Co do miejsca jego urodzenia, tutaj kwestia pozostaje sporna. Co najmniej siedem miast spierało się o to, skąd pochodził Homer: Chios, Smyrna (obie najczęściej podawane za miejsce jego urodzenia), Rodos, Kolofon, Salamina, Argos i Ateny. Jak podaje Parandowski w posłowiu do „Odysei”:

W czasach nowożytnych zgodnie odrzucano takie miasta jak Argos lub Ateny, hipotezy uczonych krążyły z upodobaniem dokoła Smyrny i Chios. Ta wyspa zalecała się szczególnie tradycją Homerydów, potomków czy naśladowców Homera, właściwościami języka, jakim tam mówiono, i pamiętnymi wierszami z hymnu do Apollina, przypisywanemu Homerowi”.


KARIERA 

Wspomniany „hymn do Apollina” nie jest jedynym, którego autorstwo na dobrą sprawę przypisuje się Homerowi. Grecka tradycja widziała w nim bowiem również autora kilku poematów heroikomicznych, a więc parodiujących poematy heroiczne. Homer miał napisać takie poematy jak „Margites”, pochodzący najprawdopodobniej z młodzieńczego okresu życia Homera (nie zachował się do naszych czasów), „Kerkopes”, „Epikichlides”, a także najbardziej znana z nich wszystkich „BATRACHOMYOMACHIA” (co powinno się tłumaczyć jako „Wojna mysio-żabia”).

Wątpliwości nie ma, co do autorstwa „ILIADY” i „ODYSEI’, chociaż i tutaj początkowo pojawiały się kwestie sporne obracające się wokół Homera. Literaturoznawcy zgodnie jednak uznawali, że zachwalająca wojnę i bohaterstwo wojowników „Iliada”, jeśli była autorstwa Homera, to musiała powstać w młodzieńczym okresie jego życia. „Odyseję” zwykło się traktować z kolei jako dzieło z późniejszego okresu życia aojdy, bardziej dojrzalsze i przepełnione większą refleksją. Jednak, co warte zaznaczenia, już Parandowski przytaczał hipotezę dotyczącą naśladowców Homera.


MITY WOKÓŁ HOMERA

Bowiem wokół Homera pojawiło się wiele mitów, które, jak już wspomniałem, były niekoniecznie potwierdzone. Zacznijmy od tego, że Homer według tradycji był synem boga rzeki Meles płynącej koło Smyrny i nimfy Kreteis, a w dodatku jego prawdziwe imię miało brzmieć Melesigenes (samo określenie „homer” miało oznaczać „ślepy”). Świadczy to o randze Homera w świecie greckim, gdyż zawsze wybitnym ludziom przypisywano tam boskie lub półboskie pochodzenie. Pokazuje też rangę Smyrny jako domniemanego miejsca jego urodzenia.

Wspomniałem, że według powyższej teorii Homer nie nazywał się Homer, a samo to „imię” było w rzeczywistości przydomkiem oznaczającym „ślepy”. Według kolejnej tradycji Homer miał być bowiem niewidomy (chociaż nawet kwestia jego ślepoty jest sporna), co z kolei pasowałoby do określenia „aojda” oznaczającego pieśniarza. Swoje dzieła Homer miał nie tyle spisać, co recytować przy dźwiękach lutni, a „Iliada” i „Odyseja” z kolei miały zostać spisane przez wspomnianych przez Parandowskiego Homerydów, którzy mięli być jego potomkami lub naśladowcami.

Kwestią sporną pozostaje również (jak wcześniej wspomniałem) sama jego ślepota, mimo że na wielu popiersiach (jeszcze z czasów starożytnych) oraz obrazach nowożytnych był przedstawiany jako osoba niewidoma. Nie przekreśla to faktu, że „Iliadę” i „Odyseję” mógł zwyczajnie wyrecytować, natomiast jego naśladowcy (podpisujac się jako „Homer”) mogli te pieśni z kolei po prostu spisać. Osoby negujące kwestię ślepoty Homera zwracali uwagę, że „Iliada” była dziełem powstałym w młodzieńczym okresie życia aojdy i było raczej mało prawdopodobne, by Homer w już tak młodym wieku mógł stracić wzrok. Oznaczałoby to, że Homer był aojdą niezależnie od stanu zdrowia.


STYL

Poematy Homera są napisane specyficzną odmianą greki wykazującej cechy wielu regionalnych dialektów i okresów greckich, ale jest zasadniczo oparta na grece jońskiej. To by tłumaczyło, dlaczego „Iliada” jest dziełem o wiele starszym niż „Odyseja” i że formuły homeryckie zachowują cechy starsze niż pozostałe części poematów.

Eposy napisano w nierymowanych heksametrach daktylicznych; metrum starogreckie opierało się na ilości, a nie na akcencie. Homer często używa utartych fraz, takich jak epitety („chytry Odyseusz”, „różanopalca Jutrzenka”, „sowiooka Atena” itd.), formuły homeryckie („gdy wcześnie narodzona różonopalca Jutrzenka się ukazała”, „tak on/ona przemówił”) oraz porównania (słynne „porównania homeryckie”). Te charakterystyczne cechy zdają się potwierdzać, że Homer mógł być aojdą, ponieważ są one charakterystyczne dla poezji ustnej. Na przykład główne słowa zdania homeryckiego są zazwyczaj umieszczane na początku, podczas gdy poeci piśmienni, tacy jak Wergiliusz czy John Milton, stosują dłuższe struktury składniowe. Homer następnie rozwija te idee w kolejnych zdaniach; technika ta nazywana jest parataksą.

Tak zwane „sceny typowe” zostały nazwane przez Waltera Arenda w 1933 r. Zauważył, że Homer, opisując powtarzające się czynności, takie jak jedzenie, modlitwa, walka i ubieranie się, często używał bloków ustalonych fraz ułożonych w sekwencję, które następnie były rozwijane przez poetę. Szkoła „analityków” uważała te powtórzenia za niehomeryckie, podczas gdy Arend interpretował je filozoficznie. Parry i Lord zauważyli, że konwencje te występują w wielu innych kulturach.

W eposach homeryckich zaobserwowano „kompozycję pierścieniową” lub strukturę chiastyczną (kiedy fraza lub idea powtarza się zarówno na początku, jak i na końcu opowieści, lub gdy seria takich idei pojawia się najpierw w kolejności A, B, C…, a następnie zostaje odwrócona jako… C, B, A). Opinie na temat tego, czy te wystąpienia są świadomym zabiegiem artystycznym, pomocą mnemotechniczną, czy spontaniczną cechą ludzkiego opowiadania historii, są podzielone.

Oba poematy Homera rozpoczynają się inwokacją do Muzy. W „Iliadzie” poeta błaga ją, by śpiewała o „gniewie Achillesa”, a w „Odysei” prosi ją, by opowiedziała o „mężu wielu dróg”. Podobnego początku użył później Wergiliusz w swojej „Eneidzie”.



Chociaż Homer pozostaje jedną z najbardziej enigmatycznych postaci w literaturze powszechnej, zapisał się złotymi zgłoskami w historii. Nawet jeśli jego twórczość jest kwestionowana, stało się to za sprawą dwóch wiekopomnych poematów, które dostarczyły inspiracji dla wielu poźniejszych autorów tak świata antycznego (Wergiliusz) jak i nowożytnego. 


link: https://lubimyczytac.pl/autor/14535/homer