piątek, 7 sierpnia 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”


Cześć wszystkim. Tym razem wyprawimy się na długi i uciążliwy połów rybacki by poszukać ławicy różnic między opowiadaniem Ernesta Hemingwaya „STARY CZŁOWIEK I MORZE”, a adaptacją w reżyserii Juda Taylora, w której wystąpił Anthony Quinn. Zaczynamy.


OGÓLNY ZARYS FABUŁY

Historia starego rybaka Santiago, który niegdyś był najlepszym rybakiem w osadzie. Jednak od wielu dni nie ma szczęścia i jego sieci są puste. Sąsiedzi uważają, że jest już za stary na pracę, a jego córka radzi mu skończyć z łowieniem i zamieszkać z nią w Hawanie. Jednak Santiago nie zamierza się poddać. Pragnie udowodnić wszystkim, że są w błędzie, uważając, że jest za stary i nie nadaje się do pracy na morzu...



RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM


OGÓLNE RÓŻNICE

  Podstawowa różnica między adaptacją, a materiałem źródłowym to dodany do filmu pisarz i dziennikarz Tom Pruitt i wątek jego trudnej relacji z żoną. Zarówno postaci pisarza jak i jego żony w opowiadaniu nie ma. Został on dodany przez adaptatorów za pewne w charakterze alter ego samego Ernesta Hemingwaya. Podczas pisania opowiadania „Stary człowiek i morze” Hemingway był w związku z Mary Welsh, którą poślubił w 1948 roku, a ich relacja nie należała do szczególnie udanych, zwłaszcza po krótkim romansie pisarza z 19-letnią Adrianą Ivancich, co stało się dla niego inspiracją do napisania powieści „Za rzekę, w cień drzew”.


ŻYCIE CODZIENNE SANTIAGO

  Początek filmu odpowiada ogólnemu opisowi codziennego życia Santiago i pomagającemu mu chłopca imieniem Manolo: rybak wraca z połowu ryb, a chłopak sugeruje mu, by zabrał go ze sobą na kolejne wypłynięcie (do czego nigdy nie dochodzi, bo Santiago samotnymi wypłynięciami próbuje przekonać wszystkich, że nie jest za stary na łowienie ryb). Następująca potem scena w barze nie ma odzwierciedlenia w opowiadaniu, tym bardziej że to właśnie wtedy po raz pierwszy spotykamy szukającego weny pisarza Toma Pruitta i jego żonę. Jednak odbywająca się w filmowym barze rozmowa między nimi o ulubionej drużynie bejsbola ma odzwierciedlenie w opowiadaniu: u Hemingwaya ma ona miejsce w chacie Santiago. Rozmów o bejsbolu jest również więcej niż w samym filmie.

  Adaptacja rozbudowuje dzieciństwo Santiago. W opowiadaniu rybak opowiada chłopcu o swoich młodzieńczych latach spędzonych w Afryce jako majtek, potem tylko sam sobie o tym przypomina. W adaptacji zastąpiono te opowieści serią snów. Rozbudowano również relacje rybaka z jego córką, która w opowiadaniu została tylko wzmiankowana, a w filmie pojawia się osobiście. 


WYPŁYNIĘCIE W MORZE

  Nazajutrz Santiago ma wyruszyć na kolejny połów ryb. Podobnie jak w opowiadaniu, w filmie rybak wypływając spotyka inne łodzie i kutry rybackie, które go pozdrawiają. Wkrótce Santiago zostaje sam na pełnym morzu. Spotyka delfina, a zaraz potem mewę, która nakierowuje go na rybę. Jednak pierwszy połów, zarówno w filmie jak i w opowiadaniu, kończy się niepowodzeniem. Dopiero za drugim razem ryba - ogromny marlin - bierze. Rozpoczyna się uciążliwe holowanie łodzi Santiago, marlin próbuje się desperacko uwolnić. W czasie połowu literacki Santiago wychodzi z założenia, że ludzie uznaliby go za obłąkanego z powodu mówienia do siebie. Tak samo jest w opowiadaniu. Podobnie jak sporadyczne żale Santiago z powodu nieobecności Manolo, który na pewno by mu pomógł w łowieniu, a także zapewnienia rybaka, że pozostanie z marlinem do samego końca (adaptacja pomija, z kolei, dysputy Santiago z kolejną mewą). W trakcie holowania ryby Santiago nabawia się skurczu ręki, co również znalazło swoje odzwierciedlenie w filmie. Rozpoczyna się wyławianie ryby. W jej trakcie literacki Santiago odmawia modlitwę, czego nie ma w adaptacji.

  Santiago wyrusza w drogę powrotną. W filmie zajmuje ona mniej czasu niż w adaptacji. Przede wszystkim w opowiadaniu ciągnie się przez dwa dni, podczas gdy w filmie sprawia wrażenie jakby zajmowała jeden dzień. W opowiadaniu Santiago dużo odpoczywał, w filmie czegoś takiego nie ma. Poza tym w drodze powrotnej literacki rybak próbuje złowić kolejną rybę (bezskutecznie), podczas gdy w adaptacji po złowieniu marlina od razu wyrusza w drogę powrotną. Po drodze trafia na ławicę rekinów, co zgadza się z opisem w opowiadaniu. W filmie Santiago próbuje walczyć o swoją zdobycz, jednak rekin stopniowo pozbawia go złowionej ryby. W opowiadaniu również dochodzi do walki o zdobytą rybę, acz opisana jest ogólnikowo, czytelnik dowiaduje się najwyżej, ile kawałków złowionej ryby rekin zdołał odgryźć. W obu przypadkach za to Santiago wpada na pomysł by przywiązać swój nóż do wiosła i nim się bronić przed rekinem. 

  W końcu wycieńczony Santiago dobija do brzegu i wraca do chłopca. W finałowej dyspucie w filmie z chłopcem padają słowa, które w opowiadaniu pojawiają się w czasie połowu ryby, a które należą do najbardziej znanych spod pióra: że „człowiek nie jest stworzony do klęski. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać”.


To była moja analiza różnic między opowiadaniem Ernesta Hemingwaya „Stary człowiek i morze”, a adaptacją z 1990 roku w reżyserii Juda Taylora. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nową analizą. Cześć.

czwartek, 6 sierpnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Wokół filmów, tak jak wokół postaci lub wybranych wydarzeń, pojawia się wiele niesprawdzonych informacji, w które widzowie od lat wierzą. W dzisiejszym odcinku „Ubóstwianej ósemki” spróbujemy zdementować niejedną PLOTKĘ FILMOWĄ, W KTÓRĄ WIDZOWIE WIERZĄ DO DZIŚ. Zaczynamy.


8, uduszenie się przez skórę [„Goldfinger”, reż. Guy Hamilton]

Zaczynamy od jednej z ikonicznych bondowskich scen: śmierć Jill Masterson (Shirley Eaton), którą Bond skwitował słowami: „Udusiła się przez skórę”. Wygłaszający tą kwestię Connery musiał być dość przekonujący, gdyż wielu widzów uwierzyło, że aktorka faktycznie tak zmarła. Oliwy dolała dalsza kariera Shirley Eaton, która grała potem mniejsze role. Prawda jest taka, że śmierć po zamalowaniu ciała na złoto jest niemożliwa. Chociaż scenariuszowy pomysł był zainspirowany prawdziwą śmiercią szwajcarskiej modelki, filmy o Bondzie z reguły z realizmem są na bakier.

Nad niejednym filmem według plotek ciąży klątwa. Szczególnie gdy mowa jest o horrorach. Za przykład niech posłużą wydarzenia z planu zdjęciowego „Omenu” i „Egzorcysty”…

7, klątwa produkcji [„Omen”, reż. Richard Donner/„Egzorcysta”, reż. William Friedkin]

chociaż w tym przypadku równie dobrym przykładem może być „Poltergeist” Tobe’a Hoopera. Na planach zdjęciowych tych filmów dochodziło do wielu incydentów, które racjonaliści uznaliby za zwykłe wypadki przy pracy. Mówimy tu jednak o wypadkach lotniczych („Omen”), poważnych kontuzjach aktorów („Egzorcysta”), czy o śmierciach połowy obsady („Poltergeist”). Ponieważ dwa pierwsze tytuły, i to jeszcze z lat 70, obracają się wokół tematyki satanistycznej, plotka o rzekomym przekleństwie filmów zaczęła żyć własnym życiem. Tylko na ile te plotki są prawdziwe?

Klątwy, w które widzowie naiwnie wierzą, mogą dotknąć nie tylko same produkcje, ale również granych tam aktorów. Przypadek „Poltergeista” to niejedyny przykład. Inny to „Kruk” Proyasa.

6, klątwa jako śmierć aktora na planie zdjęciowym [„Kruk”, reż. Alex Proyas]

Widzom ciężko jest wytłumaczyć, że na planie zdjęciowym filmu doszło do wypadku. Szczególnie gdy aktor był spokrewniony z innym aktorem, zmarłym w podobnych okolicznościach. Po śmierci Brandona Lee na planie „Kruka” (aktor zginął na skutek wystrzału prawdziwego pocisku z broni-rekwizytu), wielu widzów łączyło to wydarzenie ze śmiercią Bruce’a Lee, rzekomo zabitego po zdradzeniu tajemnic chińskiego klasztoru. Wówczas mówiono o tzw. klątwie Lee (która okazała się fałszem, choćby z powodu wciąż żyjącej siostry Brandona, urodzonej w 1969 roku Shannon).

Jeszcze inne osoby wierzą w legendy o tym, że aktor zginął z rąk… odgrywanej przez siebie postaci filmowej.

5, aktor zabity przez graną przez siebie postać [„Mroczny Rycerz”, reż. Christopher Nolan]

Heath Ledger był osobą o wielu talentach i pomysłach. Aktor miał chorobę dwubiegunową i potrafił w środku nocy zadzwonić do kogoś z pomysłem. Z czasem doszła do tego bezsenność, której probował zaradzić narkotykami (co skończyło się rozwodem), a potem antydepresantami (które finalnie go zabiły). Skąd pojawiła się plotka o zabiciu przez Jokera? Po antydepresanty aktor sięgnął gdy odgrywał tą postać w „Mrocznym Rycerzu”. Gdyby okazała się prawdziwa, to połowa Hollywood grająca jakichś psychopatów już dawno wąchałaby kwiatki od spodu. 

A już najbardziej ludzie zaczynają wierzyć, gdy wokół jakiegoś aktora (najlepiej dotąd nieznanego) roztaczana jest niemniej ponura aura. Cofnijmy się teraz o jakieś sto lat. 

4, mroczna aura głównego aktora [„Nosferatu. Symfonia grozy”, reż. Friedrich Wilhelm Murnau]

Mówi wam coś nazwisko Max Schreck? Za pewne większość będzie miała skojarzenia z zielonym ogrem, jednak mi chodzi o aktora z okresu niemieckiego ekspresjonizmu. Zasłynął dzięki jednej, ale jakże sugestywnie zagranej, roli Nosferatu z arcydzieła F. W. Murnaua. Po jej premierze wielu widzów uważało, że Schreck (notabene nazwisko oznaczające tyle co „strach”) naprawdę jest wampirem. Echo tej plotki znalazło miejsce w popkulturze, czego dowodem jest film „Cień wampira” z Johnem Malkovichem w roli Murnaua i brawurowym Willemem Dafoe w roli Schrecka.

Na podium znalazły się najgłośniejsze i najbardziej przekonujące naiwnych widzów plotki wokół klasycznych filmów. 

3, zakamuflowane wskazówki w filmie [„Lśnienie”, reż. Stanley Kubrick]

Wyjątkowo nie będę mówił o stosunku Stephena Kinga do filmu Kubricka. Plotka dotycząca „Lśnienia” związana jest z czymś zupełnie innym, a mianowicie z arcydziełem „2001: Odyseja kosmiczna” i przekonaniem, że Kubrick nakręcił sfingowane lądowanie na księżycu. Wielu widzów niezmiennie w to wierzy, a sam Kubrick, nie mogąc ujawnić całej prawdy, miał rzekomo zostawić wskazówki właśnie w filmowym „Lśnieniu”. Stało się to tym większą pożywką dla zwolenników wszelkich, choćby najbardziej absurdalnych, spiskowych teorii. O, słodka naiwności…

Srebro dla jednej z najbardziej makabrycznych legend obracających się wokół jednego z najbardziej wpływowych horrorów. 

2, urealniona przemoc [„Nadzy i rozszarpani”, reż. Ruggero Deodato]

Ciężki jest los prekursora gatunku. „Nadzy i rozszarpani” (w oryg. „Cannibal Holocaust”) przeszedł do historii kina jako film, w którym miało rzekomo dojść do licznych aktów przemocy. „Rzekomo”, bo w rzeczywistości wszystko było ukartowane, a aktorzy nie mogli udzielać się medialnie. Nim jednak prawda wyszła na jaw, widzowie byli przekonani, że reżyser dopuszczał się morderstw na potrzeby filmu. W rzeczywistości jednak na planie filmu dochodzi do śmierci nie tyle aktorów, co zwierząt, a tu do mówienia mieliby już obrońcy praw zwierząt.

Jak skutecznie sprzedać widzom plotkę jako coś autentycznego? Najlepszą metodą mogą okazać się po prostu media i skuteczny marketing (i, przy okazji, nieznajomość filmowej konwencji).

1, przekleństwo marketingu [„Blair Witch Project”, reż. Daniel Myrick i Eduardo Sanchez]

W porównaniu z tym, co działo się wokół „Blair Witch Project”, przypadek „Cannibal Holocaust” wydaje się drobnostką. Producenci horroru found footage nie ograniczyli się do samej konwencji stylizującej film na autentyczny materiał audiowizualny. Poszli o wiele dalej, wypuszczając plotkę o rzekomej legendzie, a aktorzy rzadko potem występowali. Oliwy do ognia dolał fakt, że Internet w tamtym okresie ledwie raczkował i niemożliwe stało się wyszukanie faktycznych informacji o tytułowej wiedźmie. Tak właśnie zaczęły się rodzić nowe formy fake newsów.


To była moja lista najlepszych filmowych reinterpretacji mitów i legend. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

środa, 5 sierpnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKOSPEKTYWA”


Cześć wszystkim. W tym upalnym dniu zapraszam wszystkich do amerykańskiej prerii, wśród plemion indiańskich. Na tapet biorę klasykę amerykańskiej literatury przygodowej, czyli „PIĘCIOKSIĄG PRZYGÓD SOKOLEGO OKA” Jamesa Fenimore`a Coopera. Zaczynamy.


KILKA SŁÓW O SERII

Pięcioksiąg przygód Sokolego Oka” (oryg. „Leatherstocking Tales”, czyli dosłownie: „Opowieści Skórzanej Pończochy”) to słynny pięcioksiąg przygodowy autorstwa Jamesa Fenimore`a Coopera pisany w latach 1827-1841. Ich akcja rozgrywa się w drugiej połowie XVIII wieku w Ameryce Północnej, wśród pionierów i Indian. Utwory te, co warte zaznaczenia, to jedynie romantyczny i idealistyczny obraz XVIII-wiecznych bezdroży Ameryki Północnej i zamieszkujących je Indian i osadników.

Niemniej warto zaznaczyć, że w cyklu nie brakuje odniesień do faktycznych wydarzeń historycznych (choćby umiejscowienie akcji w okresie wojen między Anglią, a Francją), a sama postać Natty`ego Bumpoo była inspirowana rzeczywistą postacią. Pierwowzorem mógł być tropiciel i odkrywca Daniel Boone, lub – z większym prawdopodobieństwem – David Shipman, weteran amerykańskiej rewolucji, który osiadłszy w górach był zarówno myśliwym i rybakiem.

Daty podane w tytułach książek pochodzą z dat podanych w samych opowieściach i obejmują okres około 1740–1806. Niekoniecznie odpowiadają one rzeczywistym datom wydarzeń historycznych opisanych w całej serii, co jest rozbieżnością prawdopodobnie celowo wprowadzoną przez Coopera. Na przykład autor manipulował niekiedy czasem, aby uniknąć stuletnich urodzin Sokolego Oka podczas podróży na równiny Kansas w powieści „Preria”.


OMÓWIENIE TOMÓW.

James Fenimore Cooper pisał swój cykl o Sokolim Oku w kolejności niechronologicznej, jednak ja z kronikarskiego obowiązku przedstawię fabułę tomów zgodnie z kolejnością wydarzeń. Wszystkie tomy łączy postać Natty`ego Bumppo, bardziej znanego jako Sokole Oko.

Pierwszy tom cyklu (a napisany jako ostatni, piąty) nosi tytuł „Pogromca zwierząt”. Akcja rozgrywa się w 1744 roku, w puszczy nad jeziorem Otsego. Tytułowym bohaterem jest myśliwy Natty Bumppo, który wraz z przyjacielem, Henrym Marchem, walczy z Indianami z plemienia Huronów, jednocześnie przeżywając wiele przygód. Drugi tomem (zarówno fabularnie jak i wydawniczo) jest najbardziej popularny z całego cyklu „Ostatni Mohikanin”. Akcja rozgrywa się zaraz po historycznym wydarzeniu jakim jest oblężenie Fortu William Henry. Na terenie fortu dochodzi do masakry dokonanej przez Huronów sprzymierzonych z Francuzami. Świadkiem masakry jest Sokole Oko, który ze swoimi przyjaciółmi z plemienia Mohikanów: Chingachgookiem i jego synem Unkasem ratują córki angielskiego dowódcy: Korę i Alicję. Kora oraz Unkas zostają jednak zabici przez wodza Huronów, Maguę, który tę walkę też przypłacił życiem. Chingachgook, pozbawiony syna, pozostaje tytułowym ostatnim żywym Mohikaninem.

Trzecim tomem cyklu (a czwartym pod kątem wydawniczym) jest „Tropiciel śladów”. Natty Bumpoo stoi na czele niewielkiego oddziału żołnierzy wysłanego do walki ze sprzymierzonymi z Francją Irokezami. W czasie żeglugi po jeziorze, podczas podchodów i zasadzek plany walczących krzyżuje i splata tocząca się równocześnie rywalizacja kilku mężczyzn z wrogich sobie obozów o względy pięknej Mabel, córki angielskiego sierżanta. Czwartym tomem cyklu (wydanym jako pierwszy) jest książka „Pionierowie”. Koniec XVIII w. i obraz początków istnienia Stanów Zjednoczonych, ukazany poprzez pełne trudów życie pionierów. Karczując puszczę pod uprawy, walcząc z Indianami i rabusiami, opanowują coraz to nowe tereny. Zmiany te trudno zaakceptować Natty`emu Bumpoo. On sam wzbudza z kolei dużą nieufność kolonistów. Wszyscy znajdują jednak wspólny język i stają się sobie bliscy w obliczu niebezpieczeństwa.

Ostatni tom cyklu (napisany jako trzeci) nosi tytuł „Preria”. Jej akcja rozgrywa się na początku XIX wieku. Rozległe prerie Terytorium Luizjany, które stało się niedawno częścią Stanów Zjednoczonych. Rodzina emigrantów wędrująca przez te dziewicze obszary w poszukiwaniu miejsca osiedlenia spotyka starego, samotnego trapera – Natty`ego Bumpoo „Sokole Oko” – który przeniósł się do górnego Missouri uciekając przed cywilizacją. Sokole Oko jak zawsze bezinteresownie służy pomocą innym, ratując ich z opresji i narażając własne życie. Odbija z rąk bandytów piękną i tajemniczą Hiszpankę, godzi zwaśnionych Indian.


PODSUMOWANIE

Klasyczny cykl „Pięcioksiąg przygód Sokolego Oka” to klasyka amerykańskiej literatury dla młodzieży, cechująca się barwnymi opisami przyrody i wartką akcją wśród indiańskich plemion. Seria ugruntowała pozycję Jamesa Fenimore`a Coopera jako klasyka literatury przygodowej, podobnie jak szereg marynistycznych powieści spod jego pióra: „Pilot” i „Czerwony Korsarz”.


link: https://lubimyczytac.pl/cykl/4331/sokole-oko

wtorek, 4 sierpnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Zapraszam tym razem na podróż do lat 80, by zapoznać się z historią albumu zespołu The Hooters „NERVOUS NIGHT”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUM

Wszystko zaczęło się na początku lat 80, od debiutanckiego albumu zespołu The Hooters. W tamtym okresie zespół ten grał na filadelfijskiej scenie klubowej, zyskując popularność dzięki emisjom w WMMR, głównej rockowej stacji radiowej w Filadelfii. Ich muzykę często można było usłyszeć również w radiu WRDV-FM w hrabstwie Bucks w Pensylwanii. Szybko odnieśli ogromny sukces w rodzinnych Stanach Zjednoczonych, grając w klubach i szkołach średnich, a także występując w lokalnych programach telewizyjnych. W 1983 roku, po serii koncertów na stadionie JFK w Filadelfii w ramach pożegnania z grupą The Who, doszło również do przetasowań w zespole The Hooters: John Kuzma (gitara) i Bobby Woods (gitara basowa) zostali zastąpieni przez Johna Lilley`a (gitara, wokal wspierający) i Roba Millera (gitara basowa, wokal wspierający), dwaj byli członkowie innej popularnej lokalnej grupy, Robert Hazard and the Heroes.

The Hooters rozpoczął swą działalność od niezależnie wydanego albumu „Amore. Koszt nagrania wyniósł 12 000 dolarów. Album sprzedał się w ponad 100 000 egzemplarzy, głównie w Filadelfii, co doprowadziło do podpisania kontraktu z dużą wytwórnią płytową Columbia Records w 1984 roku. Zaprezentowane na albumie „Amore” wczesne wersje „All You Zombies”, „Hanging on a Heartbeat”, „Fightin' on the Same Side” i „Blood from a Stone” pojawiły się potem w różnych wersjach na późniejszych albumach. Jednym z nich był „Nervous Night” z 1985 roku.

Jeszcze wcześniejsze nagranie studyjne utworu „Fightin' on the Same Side” oraz nagranie koncertowe utworu „All You Zombies” zostały wydane jako single odpowiednio w 1981 i 1982 roku nakładem małej niezależnej wytwórni Eighty Percent Records.


UTWORY PROMUJĄCE

Jak już wcześniej nadmieniłem, część piosenek promujących album „Nervous Night” znalazła się na wcześniejszej płycie zespołu, „Amore”.

I tak w marcu 1985 roku w eterze rozbrzmiał utwór „All You Zombies” [nr 3]; jeśli tytuł wydaje się wam znajomy, to nic w tym dziwnego: piosenka doczekała się w 2007 r. coveru nagranego przez Sandrę. W sierpniu tego samego roku premierę miał kolejny utwór promujący album: „And We Danced” [nr 1]. Na grudzień 1985 r. przygotowano premierę singla „Day by Day” [nr 2].

Ostatni utwór promujący album The Hooters ukazał się w marcu 1986 r. Nosił on tytuł „Where Do The Children Go?” [nr 7].


PREMIERA I SUKCES

Po wydaniu „Nervous Nightna łamach magazynu „Billboard”, The Hooters nazwano „optymistycznym, jasno brzmiącym kwintetem”, który prawdopodobnie otrzyma „silne wsparcie radiowe” dzięki albumowi. Z kolei dziennikarze „Cashbox” napisali, że album zawiera „idealne połączenie melodyjnego rocka power pop i nastrojowych brytyjskich faktur pasujących do obecnego rockowego temperamentu radiowego”.

Na łamach „Stereo Revies” określono album jako „mainstreamowy rock z okazjonalnymi, osobliwymi akcentami”, wskazując na wykorzystanie mandolin i melodyki jako dowód tego zjawiska. Zespół określił swoją wersję „She Comes in Colors” jako „zaskakująco skuteczną” i uznał, że większość materiału jest w niej spójna, a zespół wierzył, że „opanował wszystkie podstawy stylistyczne”. Bardziej krytycznie odniósł się do kompozycji i treści oryginalnego materiału, stwierdzając, że album „brzmi tak, jakby Hooters uczyli się pisać w Corporate Rock Extension School”.


link: https://youtube.com/playlist?list=PLEvr99j7ruPxBGO-KJ3_UVp-n3pQwFLlv&si=F4VuzYGsyslOSyIZ

ODSZEDŁ ANDRZEJ MOROZOWSKI,

DZIENNIKARZ I AUTOR PROGRAMU „TAK JEST!”


Marcin Klimczuk.


Dotarła do nas popołudniu kolejna smutna wiadomość, tym razem ze świata telewizji. W wieku 69 lat odszedł Andrzej Moroziński, dziennikarz TVN oraz autor popularnych programów publicystycznych „Teraz my” i „Tak jest!”. Wiadomość o jego śmierci podał Tomasz Sekielski. Dziennikarz zmarł po chorobie nowotworowej.

Niżej zamieszczam link z informacją o śmierci Andrzeja Morozińskiego:


https://kultura.onet.pl/wiadomosci/andrzej-morozowski-nie-zyje-dziennikarz-mial-69-lat/m6gph61

sobota, 1 sierpnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. W dzisiejszym dniu, w rocznicę Powstania Warszawskiego, zapraszam na specjalny odcinek „Nutki nostalgii”, którego bohaterką będzie „WARSZAWA” – tak szczerze i prawdziwie odmalowana przez zespół T. Love. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU

Pomysł na piosenkę pojawił się w 1989 r., gdy po rozpadzie T.Love Staszczyk pracował, zmywając naczynia w londyńskiej restauracji Parks. Podczas pewnego weekendu w pracy wymyślił dwa pierwsze wersy piosenki:


Za oknem zimowo zaczyna się dzień

Zaczynam kolejny dzień życia”.


Udając przed przełożonymi problemy żołądkowe szedł do toalety, gdzie na barowych serwetkach (w innym źródle: papierze toaletowym) dokończył pierwszą zwrotkę oraz napisał drugą. Trzecia zwrotka została napisana później. Według różnych źródeł miała powstać w Polsce w grudniu 1989 r. lub w wynajmowanym przez Staszczyka mieszkaniu w Londynie. Była to pierwsza piosenka Muńka Staszczyka napisana po 1986 r.

Pierwsza wersja „Warszawy” została nagrana 29 grudnia 1989 roku w domu dziennikarza i wydawcy książek Pawła Dunin-Wąsowicza. Podczas nagrania Staszczyk grał na gitarze basowej, a Dunin-Wąsowicz śpiewał chórki. W porównaniu do późniejszej wersji studyjnej druga zwrotka zaczynała się od słów


Krakowskie Przedmieście jest w maju cudowne

Studentki wirują swoimi ciałkami”,


a trzecia zwrotka kończyła się słowami:


Jesienią wychodzę z tobą na spacer

Przez pełne kasztanów ulice”.


W tym momencie dla Staszczyka stało się jasne, że po nagraniu dla tej piosenki należałoby reaktywować zespół.

Demo „Warszawy” zostało nagrane wiosną 1990 roku w składzie: Muniek Staszczyk (śpiew), Jan Benedek (gitary), Robert Szambelan (perkusja). Ścieżkę instrumentalną nagrano w ówczesnym mieszkaniu Jana Benedeka przy ul. Czarnieckiego 59, wokale w wytłumionym studiu Piotra Kokosińskiego.

Jesienią 1990 roku w Izabelin Studio nagrano finalną wersję „Warszawy”. Kompozycja została znacznie zmieniona przez Benedeka. Za jego sprawą pojawiła się gitara akustyczna, pojawiły się improwizowane partie trąbki i syntezatora, zrezygnowano z solówki gitarowej. Ścieżka basowa została zagrana na basie Steinbergera, wypożyczonej od Marcina Ciempiela. Solo na trąbce zagrał Andrzej Przybielski, na syntezatorach zaś Wojciech Konikiewicz. Podczas nagrywania utworu Przybielski borykał się ze spuchniętą wargą, będącą wynikiem pobicia. Konikiewicz korzystał z dwóch syntezatorów: analogowego Rolanda Juno-106 oraz cyfrowego Korga M1. Powstały dwie ścieżki na trąbkę, zmiksowane później w jedno solo przez Roberta Brylewskiego. Jarosław Polak odpowiadał za zaprogramowanie perkusji. Talerze nagrano osobno.


ANALIZA

Chociaż dzisiejszy dzień odnosi się do połowy lat 40, omawiana piosenka T. Love dotyczy bardziej późniejszych dekad, mianowicie przełomu l. 80-90. Piosenka „Warszawa” T.Love to osobiste wyznanie miłości do stolicy, opowieść o tęsknocie za ojczyzną z perspektywy emigranta oraz portret Warszawy przełomu lat 80. i 90. Pisząc słowa, Staszczyk wylewał z siebie smutek za miastem, w którym co prawda się nie urodził, ale za to w nim studiował. Warto też dodać, że sama piosenka powstawała w trudnej sytuacji osobistej piosenkarza: Staszczyk zmagał się z problemami finansowymi, brakiem weny i chwilowym rozpadem zespołu.


PREMIERA I SUKCES

W listopadzie 1990 roku „Warszawa” ukazała się na singlu. Utwór trafił na album Pocisk miłości wydany 12 sierpnia 1991 roku. Piosenka uchodzi za jeden z najpopularniejszych utworów polskiego rocka. Był to również pierwszy prawdziwy przebój T.Love, który przeobraził się z zespołu alternatywnego w mainstreamowy.

Piosenka od razu stała się przebojem. Na przełomie 1990-1991 r. trzy razy zajmowała 1. miejsce na Liście przebojów Programu Trzeciego. Staszczyk wspomina, że „Warszawę” doceniła Agnieszka Osiecka oraz że piosenka cieszy się bardzo dużą popularnością wśród warszawskich taksówkarzy, którzy często uważają „Warszawę” jako najlepszy po „Śnie o Warszawie” Czesława Niemena utwór poświęcony stolicy.

W następnych latach utwór ten pojawił się również na składankach: BesT.Love (1998), Superprodukcja (2003), Gwiazdy polskiej muzyki lat 80. (2007), Love, Love, Love – The Very BesT.Love (2008)


link: https://youtu.be/59JGY-K0BeQ?si=zIJ0tJqZJRD6KbgJ


TEKST


T. Love


WARSZAWA”


Za oknem — zimowo, zaczyna się dzień
Zaczynam kolejny dzień życia
Wyglądam przez okno, na oczach mam sen
A Grochów się budzi z przepicia

Wypity alkohol uderza w tętnice
Autobus tapla się w śniegu
Zza szyby oglądam betonu stolicę —
Już jestem na drugim jej brzegu

Gdy patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje
To kocham to miasto, zmęczone jak ja
Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje
Gdzie wiosna spaliną oddycha

Krakowskie Przedmieście zalane jest słońcem
Wirujesz jak obłok, wynurzasz się z bramy
A ja jestem głodny, tak bardzo głodny —
Kochanie, nakarmisz mnie snami

Zielony Żoliborz, p…ony Żoliborz
Rozkwita na drzewach, na krzewach
Ściekami z rzeki, kompletnie pijany
Chcę krzyczeć, chcę ryczeć, chcę śpiewać

Gdy patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje
To kocham to miasto, zmęczone jak ja
Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje
Gdzie wiosna spaliną oddycha

Gdy patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje
To kocham to miasto, zmęczone jak ja
Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje
Gdzie wiosna spaliną oddycha

Jesienią zawsze zaczyna się szkoła
A w knajpach zaczyna się picie
Jest tłoczno i duszno, olewa nas kelner —
I tak skończymy o świcie

Jesienią zawsze myślę o latach
Tak starych, jak te kamienice
Jesienią, o zmroku, przechodzę z tobą
Przez pełne kasztanów ulice

I patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje
I kocham to miasto, zmęczone jak ja
Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje
Gdzie wiosna spaliną oddycha

I patrzę w twe oczy, zmęczone jak moje
I kocham to miasto, zmęczone jak ja
Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje
Gdzie wiosna spaliną oddycha.