TO MY *****
Jordan Peele to ostatnio bardzo głośne nazwisko, nie tylko w środowisku blaxploitation , ale też w kinie w ogóle. Nie dość, że wyprodukował głośny serial HBO „Kraina Lovecrafta”. Swym pierwszym filmem, „Uciekaj”, podbił serca widzów i zdobył dwie zasłużone statuetki Oscara: za scenariusz oryginalny i za reżyserię. W „To my”, z kolei, mógł rozwinąć skrzydła i pokazać nowe oblicze horroru: głęboko uspołecznionego i pełnego metafor.
Reżyser porusza się po dobrze znanych popkulturowych rejonach. Czego tu nie ma? Napaść na dom spokojnej i sympatycznej rodziny jak w klasycznych thrillerach, zderzenie bohaterów z własnymi sobowtórami jak w „Inwazji porywaczy ciał”, horrorowy komentarz społeczny odnoszący się do otaczającego nas świata jak w filmach o zombie nieodżałowanego George`a Romero (momentami przypomina się „Noc żywych trupów” i jej kontynuacja: „Świt żywych trupów”). To wszystko, oczywiście, już widzieliśmy, ale dotąd tylko w filmach nakręconych przez białych reżyserów. Jordan Peele wpisuje schemat klasycznego horroru w konwencję kina blaxploitation. Pokazuje, że to, co może spotkać białych ludzi równie dobrze mogłoby spotkać także Afroamerykanów.
Peele idzie też tropem wytyczonym przez Stanleya Kubricka. Czemu akurat Kubricka? Gdy twórca „2001: Odysei kosmicznej” przenosił na ekran „Lśnienie” Stephena Kinga, wyszedł z założenia, że zło drzemie w każdym z nas (inaczej niż King, który uważał, że zło ma jakieś źródło, co odzwierciedlało alkoholizm głównego bohatera). Peele kreśląc historię swoich bohaterów, także wychodzi z założenia, że możemy mieć swoje mroczne alter ego, które powinniśmy pokonać. To tłumaczyłoby, dlaczego bohaterów napadają ich własne sobowtóry poubierane w czerwone kombinezony i uzbrojone w ostre nożyczki (obojętnie czy bohaterami są biali, czy Afroamerykanie). Właśnie to założenie jest najbardziej przerażające w jego filmie. No bo kto by chciał odkryć w sobie mroczniejsze oblicze?…
Grozę w filmie podkreśla też niepokojąca muzyka skomponowana przez Michaela Abelsa. Chwilami potrafi napędzić całkiem niezłego stracha. W ogóle soundtrack został tutaj dobrany mistrzowsko i jeśli miałbym doszukiwać się elementów komicznych – na które niektórzy zwracali uwagę – to przy pomysłowym wykorzystaniu przeróżnych piosenek (Beach Boys, a zwłaszcza raperska grupa N.W.A).
Aktorzy także dają z siebie wszystko, ale pierwsze skrzypce zdecydowanie gra tutaj Lupita Nyongo w roli zdesperowanej matki broniącej rodziny przed wszelkimi sobowtórami. Tym bardziej, że miała do zagrania dwie skrajnie różne postaci: z jednej strony wspomnianą matkę, a z drugiej: jej przerażające alter ego. Z tą mroczniejszą postacią Nyongo są związane nawet pewne kontrowersje, bo aktorka opowiadała w wywiadach, że tworząc charakterystyczny ton głosu inspirowała się barwą głosu Kennedy`ego juniora. Jakby nie było, w obu rolach potrafi wzbudzić w widzu zarówno autentyczne współczucie jak i równie autentyczny strach. Przy niej blakną nieco pozostali aktorzy, którzy odgrywają swoje role najwyżej dobrze.
Po dwóch świetnych filmach Jordana Peele`a i jednym równie dobrym serialu, którego był producentem, chyba warto czekać na kolejne dokonania tego świetnie zapowiadającego się twórcy. Po obejrzeniu „To my” za pewne będziecie się oglądać, czy nikt was nie śledzi. A w każdym razie na pewno będziecie chować po kątach nożyczki...
Reż. Jordan Peele
Czas trwania: 115 minut
Gatunek: horror
Tytuł oryg. Us

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz