wtorek, 24 lutego 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „PROGRAM W ODCINKACH”


Cześć wszystkim. Przed wami drugi w tym roku „Program w odcinkach”, w którym tym razem będziemy siodłać konie i przemierzać niezbadany Westeros w nieznanym kierunku. Podróż umili nam nieustraszony „RYCERZ SIEDMIU KRÓLESTW”, którego przygody zamierzam wam prawić w drodze na organizowany właśnie turniej rycerski. Słuchajcie więc, waszmościowie, mej pieśni.


RYCERZ SIEDMIU KRÓLESTW” ******


twórcy: Ira Parker, George R. R. Martin

obsada: Peter Claffey, Dexter Sol Ansell, Daniel Ings, Sam Spruell, Bertie Carvell, Finn Bennett



W Westeros teoretycznie nie dzieje się za dobrze. Na finał „Gry o tron” najwierniejsi fani serialu i cyklu George`a R. R. Martina woleliby spuścić zasłonę milczenia. Niemniej dyskusyjny okazał się drugi sezon „Rodu Smoka” (trzeci, miejmy nadzieję lepszy, będzie miał premierę w połowie tego roku). Z pomocą, niczym damie uwięzionej w największej komnacie najwyższej wieży, przybył ser Dunkan, któremu towarzyszy niepozorny giermek o przydomku Jajo.


FABUŁA

Sto lat nim rozpoczęła się „Gra o tron” i dwieście lat po „Tańcu ze Smokami” opisanymi w „Rodzie Smoka” niezłomny rycerz ser Duncan Wysoki i jego giermek Jajo przemierzają Westeros rządzone przez Targaryenów - krainę, gdzie smoki – choć dawno nieobecne - nie zostały jeszcze zapomniane.


OCENA

Dotąd HBO adaptujące Martina przyzwyczaiło nas do solidnej polityki i takoż krwawej jatki o władzę. Jednak realizując serial „Rycerz Siedmiu Królestw” oparty ma tytułowym zbiorze nowel stacja telewizyjna postanowiła podejść inaczej do znanego popkulturowego uniwersum fantasy. Jak? W końcu w obsadzie nie było znanych gwiazd, a sam serial tym razem nie miał do zaoferowania tego, co dała „Gra o tron” i „Ród Smoka”. Nowele ze zbioru „Rycerz Siedmiu Królestw” charakteryzują się lekkim, choć to wciąż brudny i śmierdzący, quasi-średniowieczny świat, przygodowym sznytem. Jeśli w „Pieśni Lodu i Ognia” Martin kładzie nacisk na politykę, a w kronice „Ogień i Krew” - na informacje o Targaryenach, to tu chce dla odmiany dostarczyć tylko rozrywki. I to mu się udaje, bo każdą z nowel czyta się z ogromnym zainteresowaniem, przy okazji trzymając kciuki za tytułowego Rycerza.

To faktycznie zupełnie inna produkcja niż oryginalna „Gra o tron”, czy nawet „Ród Smoka”. Akcja rozgrywa się sto lat przed waśnią o Żelazny Tron i dwieście lat po Tańcu ze Smokami. Złośliwi mogliby przyjąć, że najnowszy serial z uniwersum Martina jeszcze bardziej niż sama „Gra o tron” przywodzi na myśl zwykły serial historyczny – w końcu w głównym serialu można było uświadczyć i smoki, i lodowatych zombiaków. O smokach w tym serialu można zapomnieć: ludzie je wspominają, inscenizują z nimi walki, jednak ogniozionących, majestatycznie latających, cudownych jaszczurek nikt nie uświadczy. Targaryenowie zostali w ogóle obaleni z Żelaznego Tronu, a jeszcze o sobie nie dała znać pewna blond włosa białogłowa powszechnie irytująca tak czytelników jak i widzów (tak, Danaerys, o tobie prawię te słowa…). Polityka została tutaj zepchnięta na dalszy plan, w końcu jeden ród został obalony i póki co nikt nie pretenduje do Żelaznego Tronu.

Także ton serialu jest zupełnie inny niż we wcześniejszych produkcjach. Tak jak nowele Martina, jest to produkcja lekka (jakkolwiek by to zabrzmiało w kontekście quasi średniowiecznego świata, w dodatku Westeros), nastawiona na przygodę. Twórcy pokazują, że nawet tak prozaiczne czynności dla rycerzy jak turniej, może być okazją do przeżycia przygody. Pomijając jeden odcinek i zakończenie wywracające nowele Martina do góry nogami, jest to stosunkowo wierna adaptacja zbioru ze świata Westeros, co się chwali twórcom.

Dobrze serialowi robi metraż odcinków, co też wyróżnia go na tle „Gry o tron” i „Rodu Smoka”. Ponieważ każdy sezon ma adaptować jedną nowelę, odcinki nie są za długie (trwają dokładnie pół godziny, najdłuższy jest tylko pierwszy trwający czterdzieści minut), a ich liczba nie jest zbyt duża (tylko sześć), więc na popularny dziś bingwatching jest to pozycja idealna (trzy godziny z małym hakiem przelecą jak ręką odjął). Początkowe plany by sezon składał się z ośmiu godzinnych odcinków był wyraźnie nieprzemyślany i gdyby został przyjęty, serial nie odniósłby takiego sukcesu z powodu nadmiernego przeciągnięcia akcji.

Świetna jest również chemia między bohaterami. Chylę czoła szczególnie przed Peterem Claffey`em, dla którego jest to niemal debiut przed kamerą (wcześniej robił karierę jako rugbysta, co przy jego fizjonomii – 196 centymetrów wzrostu! - było korzystne). Jego relacja z Jajem fantastycznie zagranym przez rezolutnego Dextera Sol Ansella jest wiarygodna i szczera. Jednocześnie eks rugbysta bezbłędnie oddaje poczciwość i lekką naiwność swojego bohatera wierzącego (co jest ewenementem w świecie „Gry o tron” i całego grimdark fantasy) w lepsze jutro.

HBO dało widzom najlepszy serial ze świata Westeros od czasu „Gry o tron”. Zupełnie inny od swojego poprzednika i tym bardziej przyjemniejszy w odbiorze. Obawiam się tylko o jakość kolejnych dwóch sezonów. Jeśli trzeci sezon „Rodu Smoka” okaże się takim samym niewypałem co drugi, a także jeśli kolejne sezony „Rycerza Siedmiu Królestw” okażą się słabsze, to chyba będzie można uznać, że nad ekranowym uniwersum Westeros ciąży jakaś klątwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz