czwartek, 28 maja 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Zagraniczne adaptacje naszej rodzimej literatury ostatnimi czasy zdobywają szturmem zachodnich (i nie tylko zachodnich) widzów, co tylko pokazuje chociaż zainteresowanie wschodnią literaturą wśród Amerykanów (to, jak one wychodzą, to inna sprawa). A jak ma się sprawa z POLSKIMI ADAPTACJAMI ZAGRANICZNEJ LITERATURY?  Zaznaczam że chodzi mi tylko o polskie adaptacje, a nie o adaptacje zrealizowane przez polskich filmowców w wyłącznie zagranicznej obsadzie (nie oczekujcie więc choćby „Tajemniczego ogrodu” w reżyserii Agnieszki Holland). Zaczynamy.


8, „Dama kameliowa”, reż. Jerzy Antczak

Zaczynamy od adaptacji nieśmiertelnego romansu Alexandre’a Dumasa-syna zrealizowanej przez Jerzego Antczaka. Adaptacji o tyle udanej, gdyż za scenariusz odpowiadała żona reżysera i jego wieloletnia aktorka, nieodżałowana Jadwiga Barańska. Tak jak mniej więcej w tym samym czasie Emmie Thompson udała się adaptacja „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen, tak Jadwidze Barańskiej udało się tchnąć melodramatycznego ducha w polską scenerię. Jasne, jest to jeden z mniej znanych filmów Antczaka („Noce i dnie” nadal rządzą), ale niemniej wart uwagi.


Mariusz Treliński nie ma na swoim koncie zbyt wiele filmów fabularnych. Na szczególną uwagę zasługuje jednak jeden z nich: dramat psychologiczny „Łagodna”.


7, „Łagodna”, reż. Mariusz Treliński

Znam ból i cierpienie czytających w liceum Fiodora Dostojewskiego: podczas czytania „Zbrodni i kary” czułem się jakby zesłano mnie na daleką i mroźną Syberię. Niemniej seans filmu Trelińskiego na motywach jego opowiadania nie powinna przywodzić na myśl XIX-wiecznej katorgi. Reżyser adaptując tekst Dostojewskiego oddał mu to, co w nim jest najistotniejsze. Przy użyciu retrospekcji wnika w głąb umysłu bezimiennego bohatera granego przez Gajosa próbującego dociec powodu samobójstwa żony. I robi to w zajmujący sposób. A może sam tekst jest bardziej znośny?


Kawalerowicz w swoich filmach przedstawiał m.in. portret wielu społeczeństw. By opowiedzieć o carskiej armii, sięgnął po opowiadanie innego rosyjskiego pisarza: Lwa Tołstoja.


6, „Za co?”, reż. Jerzy Kawalerowicz

Film Kawalerowicza nie jest pierwszą zagraniczną produkcją w jego dorobku: wcześniej nakręcił bowiem włoski film „Maddalena”, a po niej francuski film „Jeniec Europy” o ostatnich latach życia Napoleona. „Za co?” to kolejna zagraniczna produkcja w jego dorobku. W swojej autobiografii Kawalerowicz żartował, że film powstał na zlecenie Rosjan, a naprawdę zainteresowała go sama historia polskiego zesłańca. Kawalerowicz chciał tym filmem przekazać coś uniwersalnego i mimo początkowych obiekcji, wywiązał się z zadania bardzo dobrze.


Największe wzięcie w naszym kinie ma jednak tzw. kino gatunkowe pokazujące, że polscy realizatorzy, jeśli mają tylko głowę na karku, mogą się świetnie bawić. Jak małżeństwo Petelscy.


5, „Duch z Canterville”, reż. Czesław i Ewa Petelscy

Polska nigdy horrorami nie stała, choć wielu próbowało nakręcić swoje kino grozy (Marek Piestrak, reżyser przesławnej „Klątwy Doliny Węży” i nieco lepszej „Wilczycy”, coś by o tym powiedział). Czasem po prostu filmowcy sięgali po literaturę, by w kinie gatunkowym się odnaleźć. „Duch z Canterville”, średniometrażówka inspirowana Oscarem Wilde’em, jest na to dobrym przykładem. Sam tekst był adaptowany niejednokrotnie, więc Petelscy mięli trudny orzech do zgryzienia, choć i tak ich adaptacja jest jednym z lepszych horrorów w polskim kinie.


Jeszcze lepiej z kinem gatunkowym obszedł się Jerzy Gruza, przenosząc na ekran baśń pióra Williama Makepeace’a Thackeraya. 


4, „Pierścień i Róża”, reż. Jerzy Gruza

W czasach, gdy ogromną popularnością cieszyła się trylogia o Panu Kleksie w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego, inny reżyser w podobnej konwencji postanowił zrealizować inną baśń: angielskiego pisarza najbardziej znanego ze społecznych powieści jak „Targowisko próżności” czy „Barry Lyndon” (oba także sfilmowane). Nakręcony w 1985 roku film Jerzego Gruzy z wybornymi rolami Katarzyny Figury i Zbigniewa Zamachowskiego zachwyci nie tylko baśniową scenografią, ale także wpadającymi w ucho partiami wokalnymi. Naprawdę urocze kino.


Podium otwiera reżyser, który za granicą zrealizował niejeden film oparty na obcojęzycznej literaturze - mistrz Andrzej Wajda.


3, „Smuga cienia”, reż. Andrzej Wajda

Andrzej Wajda przebywając za granicą niejedną obcojęzyczną powieść sfilmował: sięgał choćby po „Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa (o którym jeszcze będzie mowa w moim rankingu) realizując film „Piłat i ja”. Raz nawet zrobił coś odwrotnego: na motywach polskiego dramatu „Sprawa Dantona” nakręcił głośną, francuską adaptację z Gerardem Depardieu i Wojciechem Pszoniakiem. „Smuga cienia” na motywach Josepha Conrada, z Markiem Konradem - chociaż najmniej znana - również jest godna uwagi, choćby z powodu obsady (debiutujący na ekranie Tom Wilkinson).


Skoro miał być Michaił Bułhakow, oddajmy teraz głos Maciejowi Wojtyszko, który bezbłędnie przeniósł na ekran opus magnum rosyjskiego pisarza: „Mistrza i Małgorzatę”.


2, „Mistrz i Małgorzata”, reż. Maciej Wojtyszko

To kolejna w tym rankingu adaptacja lektury szkolnej, spędzająca sen z powiek niejednemu uczniowi. Chociaż nie jest to produkcja kinowa, tylko czteroodcinkowy miniserial, polska adaptacja „Mistrza i Małgorzaty” idealnie wpisuje się w ten ranking. Gwiazdorska obsada (w tym m.in. Anna Dymna, Władysław Kowalski, Gustaw Holoubek), całkiem dobre jak na polskie warunki efekty specjalne (bo przecież książka Bułhakowa to utwór fantastyczny) i zaskakująco wierne podejście do materiału źródłowego. Perełka. 


Skoro jednak mówimy o polskim kinie gatunkowym z powodzeniem adaptującym zagraniczny materiał źródłowy, mistrzem w obu dziedzinach okazał się nieodżałowany Janusz Majewski.


1, „Lokis. Rękopis profesora Wittembacha”, reż. Janusz Majewski

Janusz Majewski nie raz zjadł zęby na kinie gatunkowym i adaptacjach zagranicznej literatury w polskim kinie. To on, wszak, nakręcił „C.K. Dezerterów” przywodzących na myśl przygody wojaka Szwejka (choć nie jest to adaptacja twórczości Jaroslava Haška) i to on nakręcił zabawną średniometrażówkę „Ja gore!” z Władysławem Hańczą w roli ducha. Nastrojowy „Lokis”, oparty na noweli Prospera Merimego, to horror wykorzystujący w przewrotny sposób motyw likantropii, a zarazem drugie podejście do twórczości francuskiego pisarza po „Wenus z Ille”. Palce, a nawet pazurki, lizać.



To była moja lista polskich adaptacji zagranicznych powieści. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz