czwartek, 22 października 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Pod koniec 2026 roku otrzymaliśmy prawdziwy wysyp adaptacji gier wideo: dopiero co premierę miał nowy „Street Fighter”, a przecież za rogiem czai się już kolejne „Resident Evil” (z nich prędzej zrecenzuję tą drugą adaptację). Przygotowałem dla was z tej okazji RANKING NAJLEPSZYCH ADAPTACJI GIER WIDEO. Uwaga, skupiam się na filmach, więc nie będzie np. „The Last of Us”. Odpalamy playstation, chwytamy za pady i zaczynamy.


8, „Silent Hill”, reż. Christophe Gans

Zaczynamy od adaptacji, która perfekcyjnie podzieliła growych koneserów i laików. Film Christophe’a Gansa, chociaż zebrał negatywne opinie krytyków, zachwycił fanów wiernym odwzorowaniem atmosfery pierwowzoru: dusznym klimatem, surrealistycznymi lokacjami i przerażającymi potworami. W efekcie do dziś uchodzi za jedną z najbardziej udanych prób przełożenia gier na ekran. Obraz zyskał uznanie za artystyczne podejście do horroru i oddanie klimatu gry. Dla fanów oryginalnej serii „Silent Hill” pozostaje jednym z niewielu przykładów, kiedy ekranizacja zdołała uchwycić esencję pierwowzoru.

Filmy oparte na grach potrafiły wzbudzić również kontrowersje wśród fanów materiałów źródłowych. Przykład na miejscu 7.

7, „Sonic. Szybki jak błyskawica”, reż. Jeff Fowler

Filmowa adaptacja serii gier studia Sega wywołała kontrowersje po opublikowaniu już pierwszego zwiastuna. Falę oburzenia wzbudził wizerunek tytułowego jeża, który wyglądał zbyt ludzko (nie mówiąc już o tym, że dodany do trailera „Gangsta Paradise” Coolio nijak tam pasował). Fani gry byli bardziej, niż rozzłoszczeni, bo przecież Sonic ma typowo kreskówkowe rysy twarzy (wielkie oczy na pół twarzy). Reżyser musiał więc poprawić warstwę technologiczną i dobrze, bo dzięki temu otrzymaliśmy całkiem dobrą komedię, która doczekała się kolejnych części.

Był taki okres, że gry powstawały w oparciu o filmy. Na miejscu 6. sytuacja gdy role się odwróciły. Tym bardziej, że inspirująca dla gier seria filmowa powoli dobiega końca.

6, „Need for Speed”, reż. Scott Waugh

„Need for Speed” Scotta Waugha to film na motywach jednej z najpopularniejszych serii gier wyścigowych od Electronic Arts powstałych z inspiracji „Szybkimi i wściekłymi”. A że cykl filmowy z Vin Dieslem powoli zmierza do garażu, potrzeba rozejrzeć się za kolejną potencjalną serią wyścigową. Film mimo dynamicznych scen wyścigów, zebrał mieszane opinie krytyków, wytykających mu banalną oraz przewidywalną fabułę. Produkcja zyskała za to sympatię wśród miłośników gier dzięki spektakularnym ujęciom super samochodów oraz wiernemu oddaniu ducha growej serii.

Przez wiele lat adaptacje gier wideo nie cieszyły się uznaniem (choć fani „Mortal Kombat” Paula W. S. Andersona polemizowaliby z tym). Sytuacja zmieniła się w 2001 roku.

5, „Lara Croft. Tomb Raider”, reż. Simon West

Chociaż film arcydziełem nie jest (zdecydowanie bije go o głowę bardzo dobry sequel w reżyserii Jana de Bonta), zapisał się w historii kina, popkultury i adaptacji gier wideo. Nie tylko zrobił z gwiazdy Angelinę Jolie „strzelającą do wszystkiego, co się rusza”, ale także potrafi zachwycić choćby lokacjami, gdzie kręcono zdjęcia, a poza tym był pewnym sukcesem finansowym (w końcu kto nie zna gier z cyklu „Tomb Raider”…). Nakręcony po latach reboot z Vikander nie ma do niego startu (chociaż doceniam przygotowania aktorki do roli) i podejrzewam, że z szykowanym serialem z Sophią Turner będzie to samo.

Tuż przed podium uplasowała się adaptacja wyjątkowa, bo oparta na grze jakkolwiek fabuły pozbawionej. A mimo to przebojowa, nie tylko z powodu animowanej formy.

4, „Angry Birds. Film”, reż. Clay Keitis, Fergal Reilly

Czy gra wideo polegająca na katapultowaniu tytułowych „wściekłych ptaków” w stronę zielonych świń to wdzięczny materiał na choćby półtoragodzinny film (do niedawna jeszcze bym napisał, że teraz „wystarczy czekać na potencjalną adaptację Minecrafta”)? Tymczasem dzięki autorskiej kreatywności i marketingu, produkcja zarobiła astralne jak na adaptację gry wideo setki milionów dolarów, co pozwoliło na realizację dwóch kolejnych części. I choć film nie był adaptacją sensu stricte (bo i sam materiał źródłowy nie posiada żadnej fabuły), to przynajmniej udało się zachować growy klimat. A to już coś.

Nie żebym miał coś do kinowej adaptacji „Uncharted”, ale podium otwiera coś, co bije film z Tomem Hollandem i Markiem Walhbergiem o głowę. Fanowski film aktorski.

3, „Uncharted Live Action Fan Film”, reż. Allan Ungar

Mała rzecz, a jak cieszy. Przedrostek „Fan Film” nie jest tu użyty na wyrost, bo Allan Ungar zaiste fanem gry studia Naughty Dog jest. Nie dość, że obsada wizualnie pasuje do granych postaci, to jeszcze wiele ujęć odpowiada tym, co dostaliśmy w rozgrywkach. I tylko szkoda, że sukces filmiku na serwisach typu YouTube nie przyczyniła się do realizacji pełnometrażowego filmu, na jaki fani gry czekali od premiery pierwszej części przygód Nathana Drake`a. Zamiast tego otrzymaliśmy film Rubena Fleischera – co prawda wypełniony odniesieniami do poszczególnych części serii, ale nic poza tym.

Srebro dla jednej z najbardziej przełomowych, choć obecnie uznawanej za niedocenioną, adaptacji w historii kina i konsoli.

2, „Final Fantasy”, reż. Hironobu Sakaguhi

Film Sakaguhiego zapisał się w historii jako pierwszy, w którym zastosowano moition capture. I, oczywiście, po dwudziestu pięciu latach od premiery kinowej widać jak bardzo zastosowana tutaj technologia się zestarzała (porównajcie faktury bohaterów z takim Gollumem z jacksonowskiego „Władcy Pierścieni”), jednak pozwoliło to na uchwycenie klimatu znanego z oryginału. Być może niedostatki techniczne były widoczne już w chwili premiery, skoro film nie zwrócił się w box officie i nie dał zielonego światła na potencjalny sequel. Ale być może w przyszłości doczekamy się konkretnej adaptacji.

Złoto dla adaptacji growej, która przebojem też nie była, a szkoda. Choćby z tego powodu, że dawała szansę na potencjalną serię filmową.

1, „Książę Persji. Piaski czasu”, reż. Mike Newell

Film Mike`a Newella jest tak wybitnym przykładem przeniesienia growych rozgrywek na ekran, że późniejsza klapa finansowa jest zaiste zastanawiająca. Produkcja od Jerry`ego Bruckheimera była pomyślana jako potencjalny następca „Piratów z Karaibów”: jako kolejny przygodowy blockbuster za cysternę pieniędzy. I gdyby ktoś zupełnie nie wiedział, że to film na podstawie gry komputerowej, uznałby ją za wdzięczny pastisz przygodowych powieści w klimacie „Księgi 1001 nocy”. Skąd więc ta frekwencyjna klapa? Niech mi ktoś wyjaśni, tak na spokojnie…


To był moja lista adaptacji gier wideo. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz