Cykl na blogu CultureZone: W MUZYCZNĄ PODRÓŻ PRZEZ ŚWIAT.
Witam was serdecznie. Tydzień temu odwiedzaliśmy rozśpiewaną Irlandię. W tym odcinku naszej muzycznej podróży zapraszam do Anglii, skąd pochodzi słynna grupa Genesis. W dyskografii zespołu nie brak wielu znaczących płyt, zarówno z okresu gdy wokalistą był Peter Gabriel, jak i w czasach, kiedy przy mikrofonie (i perkusji) stawał Phil Collins. Wybrałem na tą okazję jedną z najbardziej znanych: „INVISIBLE TOUCH” z 1986 roku. Zaczynamy.
OKOLICZNOŚCI POWSTANIA
„Invisible Touch” to trzynasta płyta w dorobku Genesis i, jednocześnie, siódma nagrana z Philem Collinsem jako wokalistą zespołu. Złożyło się na nią tylko osiem piosenek, każda z nich, jednak, jest warta uwagi.
W okresie, w jakim płyta miała powstać, każdy z członków Genesis, skupiał się na swych karierach solowych. Mike Rutherford założył zespół Mike and the Mechanics (z Paulem Youngiem na wokalu; nie mylić z tym samym Paulem Youngiem, który wylansował piosenki „Come back and stay” i „Sensa una donna” z Zucchero). Wkrótce mięli wydać debiutancki album „Mike and the Mechanics” z hitami „Silent Running” i „All I need it`s Miracle”. Tony Banks, z kolei, pracował nad drugim w swojej karierze solowym albumem ze ścieżkami dźwiękowymi pt. „Soundtracks”. Phil Collins w tym samym roku wydał swój trzeci solowy album, „No Jacket Required”. Media donosiły - jak miało się później okazać: fałszywą – wiadomość, jakoby Genesis się rozpadło. Collins rozwiał wszelkie wątpliwości, ogłaszając w wywiadzie dla BBC Radio 1, że zespół w październiku rozpoczyna pracę nad nowym albumem.
Nagrywanie albumu przebiegało w studiu „The Farm” w Chiddingfold. W tym okresie członkowie grupy Genesis byli opromienieni sukcesem poprzedniej płyty zatytułowanej po prostu „Genesis”. Mięli większą pewność siebie podczas pisania tekstów. Tak jak przy poprzedniej płycie, członkowie nie wiedzieli jeszcze, jaki ostateczny kształt przybierze nowy album. Mike Rutherford tak wspomina pierwszy dzień nagraniowy:
„Pierwszego dnia nie mieliśmy piosenek, pomysłów i czystego kawałka papieru. Phil zawsze chciał wypełnić ten kawałek papieru - był bardzo zorganizowany - i pozwoliliśmy mu.”.
Mimo to nie obyło się bez drobnych spięć. Podczas nagrywania płyty niektóre pomysły na piosenki były akceptowane, inne odrzucane. Teksty do połowy z nich, w tym m.in. do „Invisible Touch” i „In too deep” napisał Phil Collins, spod pióra Rutherforda wyszły słowa piosenki „Land of Confusion” i „Throwing It All Away”, natomiast Banks napisał słowa dla „Domino” i „Anything She Does”.
Proces wybierania piosenek był niezwykle czasochłonny. Zupełnie inaczej, niż to było w przypadku płyty „Genesis”. Ale opłaciło się. Nowy album wyróżniał się na tle swojego poprzednika. Podczas gdy „Genesis” miało mroczny klimat, „Invisible Touch” posiadało zdecydowanie więcej energii.
Premiera płyty odbyła się 6 czerwca 1986 roku.
ZAWARTOŚĆ
Jak wcześniej to było wspomniane, płyta składa się tylko z ośmiu piosenek. Otwiera ją tytułowy, dynamiczny utwór „Invisible Touch” (nr 1). Kiedy tylko Mike Rutherford zaczął grać improwizowany gitarowy riff z dodatkowym efektem echa, Collins odpowiedział spontanicznym tekstem: „Wydaje się, że ma niewidzialny dotyk”. W efekcie tego, Collins napisał tekst piosenki, a jego improwizowana linia stała się jej kluczem. Na podobnej zasadzie została napisana druga piosenka: „Tonight, Tonight, Tonight” (nr 2). Rutherford określił ją mianem: „Genesis w starym, dobrym stylu”. Zdecydowanie najbardziej znana piosenka z płyty to „Land of Confusion” (nr 3): swosty protest song o wszechobecnej przemocy, wobec której nawet Superman pozostaje bezradny. Mimo że figuruje na trzecim miejscu na płycie, została nagrana dopiero jako ostatnia. Równie znana, chociaż zdecydowanie spokojniejsza jest piosenka „In Too Deep” (nr 4). Collins napisał ją z początku na potrzeby filmu „Mona Lisa”, neonoirowego kryminału Neila Jordana z 1986 roku, w którym wystąpili Bob Hoskins i Michael Caine.
Na piątym miejscu znalazła się piosenka „Anything She Does” (nr 5). Szósta piosenka z płyty, „Domino” (nr 6), jest największym przedsięwzięciem w dorobku Genesis z Philem Collinsem na wokalu. Jest bardzo długa, trwa grubo ponad jedenaście minut, i podzielono ją na dwie części: „In the Glow of the Night” i „The Last Domino”. Słuchając piosenki w całości, nie sposób jednak rozpoznać, kiedy kończy się część pierwsza, a kiedy zaczyna się część druga. Całość bowiem przechodzi bardzo gładko z jednego tonu do drugiego. Z tej piosenki zadowolony był zwłaszcza Mike Rutherford, uważając ją za najlepszą rzecz, jaką zespół nagrał.
„Throwing It All Away” (nr 7) została napisana i skomponowana przez Rutherforda wg wymyślonego przez niego gitarowego riffu. To łagodna i łatwo wpadająca w ucho ballada rockowa z perkusyjnym motywem w stylu Johna Banhama. Ciekawym utworem jest także wieńczący album utwór „Brazillian” (nr 8): jest to utwór tylko instrumentalny, z bardzo dynamiczną muzyką przywodzącą na myśl brazylijskie klimaty.
Późniejsze edycje albumu posiadały również trzy dodatkowe piosenki. Pierwsza z nich nosi tytuł „Feeding te Fire”.
https://www.youtube.com/watch?v=EotrpCtQNTU
Druga to „I'd Rather Be You”.
https://www.youtube.com/watch?v=fW_S_oCRnLY
Wreszcie trzecią bonusową piosenką, która w późniejszym okresie znalazła się na płycie, jest „Do the Neurotic”.
https://www.youtube.com/watch?v=qpoDnYIGaIw
Każda z tych piosenek nie trafiła do ostatecznej wersji płyty „Invisible Touch”. Dopiero w 2000 roku płyta została wzbogacona właśnie o te trzy kompozycje.
OCENA
Płyta powtórzyła sukces poprzedniego albumu zatytułowanego „Genesis”. Przez trzy tygodnie utrzymywała się na brytyjskich listach przebojów, zajmując 1. miejsce. Z kolei na amerykańskich listach przebojów utrzymywał się przez 96 tygodni, utrzymując tam 3 miejsce. Płytę promowało pięć piosenek, spośród których trzy – tytułowy „Invisible Touch”, „In Too Deep”, a zwłaszcza „Land of Confusion” - były wielkimi hitami. Prócz tego zdobyło też wiele prestiżowych nagród, na czele z Grammy.
Czy to wystarczająca rekompensata, by sięgnąć po płytę „Invisible Touch”? Bez dwóch zdań tak, choć niejedyna. Zgodnie ze wstępnymi założeniami, album miał się wyróżniać na tle poprzedniej płyty. I wyróżnia się. Próżno w niej szukać mrocznych i przyprawiających o ciary partii instrumentalnych. Jest zdecydowanie bardziej żywiołowa, porywająca, więcej w niej emocji. Słychać to nie tylko w bardziej dynamicznych utworach, jak „Invisible Touch”, czy „Anything She Does” ale również w nieco spokojniejszym „In Too Deep”.
Czy więc warto po nią sięgnąć? Zdecydowanie tak. I to nie tylko na domówkę w czasie tegorocznego Sylwestra…
link (Genesis, „Invisible Touch”):
https://www.youtube.com/playlist?list=PLhUQYgamUMfgBPWVC56Kc5cEnoeBo104C

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz