Cykl na blogu CultureZone: ALEJA GWIAZD POPKULTURY.
WES CRAVEN: RAZ, DWA, FREDDY JUŻ CIĘ MA!
Gdy mówi się: „slasher”, pierwsze nazwisko, które przychodzi widzom do głowy to John Carpenter. Jego „Halloween” (wersja z 1978 roku, nie z 2018) uznawane jest za kamień milowy w rozwoju gatunku, film gdzie wszystkie elementy slashera uporządkowano do kupy. Warto jednak przypomnieć o innym twórcy, któremu możemy zawdzięczać rozwój slasherów na ekranie: przed wami portret WESA CRAVENA. Zapraszam.
MŁODOŚĆ
Wes Craven urodził się 2 sierpnia 1939 roku. Wychowywał się w baptystycznej rodzinie, w której nikt nie oglądał filmów (rodzice Cravena uważali filmy za dzieło szatana; fakt, że ich syn wyrósł na jednego z najpopularniejszych reżyserów, w tym momencie zakrawa wręcz na ironię…). Craven studiował psychologię i filologię klasyczną, z których licencjat udało mu się obronić na Wheaton College. Studiował także filozofię i literaturę, z których zdobył tytuł magistra na Johns Hopkins University. Później dorabiał też jako kierowca taksówki.
Już od wczesnych lat Wes Craven, wbrew woli rodziców, zaczął interesować się kinem i kręceniem filmów. W szkole zaprzyjaźnił się ze Stephen Chapinem, którego brat, Harry, zajmował się reżyserią. Craven dostał posadę montażysty dźwięku u Harry`ego Chapina i tak rozpoczęła się jego kariera filmowa.
KARIERA
Po posadzie montażysty dźwięku i ukończeniu studiów, Wes Craven zwrócił się w stronę reżyserii. Zaczynał od produkcji telewizyjnych. Wbrew pozorom, nie były to pojedyncze odcinki popularnych seriali, ale… filmy pornograficzne, które Craven kręcił ukrywając się pod wymyślnymi pseudonimami. Po latach, w 1994 roku, tak wspominał tamten okres:
„Harry był fantastycznym montażystą filmowym i producentem filmów przemysłowych. Nauczył mnie metody Chapina:„ Orzechy i śruby! Orzechy i śruby! Pozbądź się tego g...a!”
Jednym z filmów porno, na planie którego Wes Craven pracował, było słynne „Głębokie gardło” z 1972. Choć jego rola w produkcji filmu jest nieznana, Craven szlifował na nim swój styl realizacyjny.
W tym samym roku poznaje Seana S. Cunninghama, przyszłego reżysera „Piątku 13-ego” z 1980 roku. Cunningham zaproponował mu nakręcenie horroru, jednak Craven nie miał zielonego pojęcia jak kręci się horrory. Jedyny film, który zrobił na nim wstrząsające wrażenie, widział na studiach, ale raczej trudno było o nim powiedzieć, że był horrorem. Było to… „Źródło” Ingmara Bergmana, filozoficzna historia zemsty średniowiecznego wieśniaka za brutalną śmierć córki. Craven postanowił przerobić fabułę obejrzanego filmu na bardziej hardcorową. Nakręcony w 1972 roku „OSTATNI DOM PO LEWEJ” jak na tamte czasy, był filmem bardzo szokującym, przede wszystkim z powodu sporej liczby brutalności. Tak narodził się nowy gatunek zwany „slasherem”, będący wyjątkowo krwawą odmianą horroru.
Cunningham, który zaprzyjaźnił się z Cravenem, zalegał, żeby nowy reżyser poszedł za ciosem i zrobił nowy horror, równie krwawy co poprzedni. Craven – kolejna ironia losu – nie uważał się jednak za wielbiciela horrorów i szukał bardziej ambitniejszego projektu. Z czasem jednak miało się okazać, że łatka slashera na trwale do niego przyległa. W 1977 roku, na fali popularności filmów o zombie, Craven nakręcił swój drugi film: „WZGÓRZA MAJĄ OCZY”, opowiadający o rodzinie prześladowanej przez hordę żywych trupów. Craven próbował też sił adaptując komiks: w 1982 r wyreżyserował „SWAMP THING” na podstawie komiksów wydawnictwa DC Comics.
Rok 1984 przyniósł pierwszy wielki sukces Cravena. Na ekrany kin wszedł „KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW”. Film zapisał się na kartach historii kina. Nie tylko był oryginalnym slasherem (przypominam: Craven nie był fanem horrorów i nie chciał ich kręcić, a jeśli już, to nie opierając się na wyświechtanym schemacie), ale również dał widzom jednego z najpopularniejszych slasherowych morderców (tzw. boogeyman killer): Freddy`ego Kruegera i zapoczątkował karierę debiutującego wówczas na ekranie Johnny`ego Deppa (scena śmierci jego bohatera to jedna z najbardziej pamiętnych sekwencji filmowych). Po takim sukcesie Craven powinien był nakręcić dalszą część, jednak reżyser nie miał prawa do serii, a co za tym idzie: kolejne sequelem mogli kręcić inni reżyserzy. Craven wrócił do franczyzy dopiero w 1994 roku, kręcąc „NOWY KOSZMAR WESA CRAVENA”, który definitywnie kończył serię o Kruegerze.
Przełom lat 80 i 90 to bezskutecznie próby zapoczątkowania nowej serii filmowej. Jednak kolejne filmy Cravena (w tym „Wampir w Brooklinie” z Eddie Murphym) nie wzbudzały tak wielkiego zainteresowania. Przełom nastąpił dopiero w poł. l 90, gdy Craven poznał młodego scenarzystę, Kevina Williamsona. Ten zaś napisał skrypt filmu zatytułowanego „KRZYK”.
STYL
Jak to już było wspomniane, Craven nigdy nie uważał się za wielbiciela horrorów, dlatego łatka twórcy slasherów została przy przylepiona trochę na ironię losu. Nie mniej, jeśli już Craven brał się za kręcenie slasherów, te zawsze czymś się wyróżniały na tle innych krwawych horrorów o dziewczynach ściganych przez psychopatów uzbrojonych w noże kuchenne. Widać to już w jego debiucie, który był horrorową (no, może slasherową) wariacją na temat bergmanowskiego „Źródła”.
Ciekawa jest geneza „Koszmaru z ulicy Wiązów”. Craven przeczytał bowiem artykuł o dziwnej przypadłości jaka dopadła uchodźców z Kambodży. Mieli oni bowiem mieć sny, w których umierali. Sny miały być tak bardzo przerażające, że śniący uchodźcy naprawdę umierali w trakcie snu. Zupełnie, jakby ktoś ich w tych snach zaszlachtował. Ktoś taki, jak… Freddy Krueger.
Nawet w najbardziej nieudanych swoich filmach Craven próbował podejść do horrorów w oryginalny sposób. Wspomniany „Wampir w Brooklinie” miał być uwspółcześnionym filmem o wampirach (mimo to, nie zniechęcił się do uwspółcześniania historii o wampirach, czego dowodem wyprodukowany przez niego koszmarny „Dracula 2000”). Podobne podejście przyświecało Cravenowi, gdy po latach kręcił „Przeklętą” z Christiną Ricci: ten film, z kolei, miał być uwspółcześnioną wersją filmu o wilkołakach. Oba horrory nie odniosły jednak sukcesu.
Wspomniany wcześniej „Krzyk” również podejmuje horrorowe schematy w oryginalny sposób. Craven, jak każdemu wiadomo, był twórcą, który pokazał czym slashery mają się charakteryzować. Po zalewie podobnych, mniej lub bardziej udanych, horrorów, przyszedł jednak czas na zredefiniowanie gatunku. Craven do spółki z Williamsonem, postanowił tym razem slasher wyśmiać. „Krzyk”, choć posiada kilka krwawych scen, bardzo zręcznie balansuje na granicy grozy i śmiechu, a twórcy co i rusz bombardują widza slasherowymi schematami podanymi w sposób pastiszowy. Podobnie jak w przypadku „Koszmaru...”, Wes Craven dał także widzom kolejnego ikonicznego slasherowego mordercę: Ghostface`a w charakterystycznej masce przypominającej tytułowy „Krzyk” z obrazu Muncha (stąd, zresztą, tytuł filmu) można śmiało postawić obok Freddy`ego Kruegera.
OD „KRZYKU” DO „KRZYKU 4”
W przeciwieństwie do serii „Koszmar z ulicy Wiązów”, Craven tym razem chciał mieć nad potencjalnie nową serią na całkowitą własność. W efekcie po sukcesie pierwszej części wyśmiewającej konwencję slashera, przyszła pora na sequel naśmiewający konwencję… sequeli. A potem „Krzyk 3”, który wyśmiewał konwencję trylogii. W międzyczasie zrobił też – wbrew swemu filmowemu emploi – dramat biograficzny „KONCERT NA 50 SERC” z Meryl Streep w głównej roli.
Po „Krzyku 3” Wes Craven postanowił odpocząć od horrorów. Zrobił sobie pięcioletnią przerwę, po której wrócił z thrillerem „RED EYE”. W międzyczasie nakręcił również, już wspomniany, nieudany horror „Przeklęta”.
W tym okresie Craven zajmował się także produkcją remake`ów własnych horrorów. W związku z tym, na ekrany kin wróciły „Ostatni dom po lewej”, jak i „Wzgórza mają oczy”. Nowym reżyserom jednak daleko było do maestrii Cravena.
Craven wrócił też do reżyserii, jednak jego nowy film - nakręcony w trójwymiarze horror „ZBAW MNIE ODE ZŁEGO” - spotkał się z wyjątkowo chłodnym przyjęciem. Reżyser postanowił zatem odświeżyć starą serię i powrócił do „Krzyku”. Nakręcony w 2014 roku „Krzyk 4” odniósł duży sukces, a Craven miał w planach realizację nowej trylogii.
Nigdy jej nie zrealizował. Zaledwie rok później świat obiegła informacja o śmierci Wesa Cravena. Reżyser chorował na nowotwór mózgu. Zmarł 30 sierpnia 2015 roku, pogrążając w żałobie wielu swoich fanów (sam byłem w żałobie przez kilka dni…). Śmierć Cravena na kilka lat postawiła pod znakiem zapytania koncept realizacji nowej trylogii „Krzyku”. Nikt nie ośmielał się tknąć dziedzictwa zmarłego reżysera. Dopiero w tym roku rękawicę podniósł duet reżyserów Matt Bettinelli-Olpin i Tyler Gillet. W obsadzie, prócz zupełnie nowych nazwisk, znalazło się również trio znane z poprzednich odsłon serii. Na premierę przyjdzie nam, niestety, jeszcze zaczekać. Z powodu pandemii koronawirusa, zdjęcia zostały przełożone, a premiera została zaplanowana na styczeń 2022 roku.
Za co warto docenić Wesa Cravena? Craven położył podwaliny pod nowy gatunek horroru, ale przez całą swoją karierę kręcił horrory wbrew utartym schematom. Każdy jego film cechował się oryginalnością, dzięki czemu wyróżniał się na tle innych, schematycznych filmów grozy. Właśnie za tą oryginalność warto Cravena docenić.
Filmy Wesa Cravena:
„OSTATNI DOM PO LEWEJ” (trailer): https://www.youtube.com/watch?v=gftu8RjqJ_o
„WZGÓRZA MAJĄ OCZY” (trailer): https://www.youtube.com/watch?v=pzLfsql1Yvc
„KOSZMAR Z UL WIĄZÓW” (trailer): https://www.youtube.com/watch?v=jdb_HSvf2Zk
„KRZYK” (trailer): https://www.youtube.com/watch?v=23jmjs-rMGI
„RED EYE” (trailer): https://www.youtube.com/watch?v=GMMGg_idxqE

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz