WONDER WOMAN 1984 ***
Po fatalnie przyjętych filmach „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości” Zacka Snydera, oraz „Legionie samobójców” Davida Ayera, mało kto wierzył w powodzenie filmowego uniwersum DC Comics. Nic dziwnego, że recenzje „Aquamana”, „Shazama”, a zwłaszcza pierwszej części „Wonder Woman” dodały nieco wiatru w żagle. Później jednak pojawił się problem, jak rozwinąć to pasmo sukcesów. I na razie, niestety, filmowe uniwersum DC Comics, raczej wróciło do punktu wyjścia z czasów filmu Zacka Snydera i Davida Ayera.
Szkoda, bo ogólna koncepcja filmu miała potencjał na dobrą kontynuację. Przenosimy się tym razem do lat 80, w których Diana Prince vel Wonder Woman (Gal Gadot) w dalszym ciągu walczy ze Złem panoszącym się po Ziemi. Podczas jednej z akcji ratunkowych w jej ręce wpada starożytny artefakt posiadający moc spełniania życzeń. Ów artefakt staje się głównym motorem zdarzeń, bo każdy ma skrywane marzenia: zakompleksiona geolożka, Barbara Minerva (Kristina Wiig), chce być wyjątkowa, podupadający milioner i biznesmen Max Lord (Pedro Pascal) chce mieć nieograniczone bogactwo i władzę, a sama Diana Prince chciałaby odzyskać zmarłego Steve`a Travora. I wszyscy będą musieli ponieść za to poważne konsekwencje. Scenariusz więc oferuje starą jak świat zasadę, by uważać z wypowiadanymi życzeniami, bo potem może być tylko gorzej. Przesłanie na poziomie bajki dla 5-latków.
Do tego wszystkiego wszystkiego twórcy chcieli nas skusić epoką, w jakiej rozgrywała się akcja filmu. Film miał się rozgrywać w latach 80… a tego, niestety, na ekranie nie widać. Co z tego, że widzimy ubrania z lat 80, samochody z lat 80 i scenografię z lat 80… Co z tego, że nie brak tu nawiązań do komiksów o Wonder Woman właśnie z lat 80: postać Cheetah, czy moc latania Wonder Woman… mimo starań, trochę za mało czuć, że to film z akcją w latach 80. Co gorsza, twórcy poskąpili nas piosenek z tamtej epoki (jedna piosenka wykorzystana w scenie przyjęcia to zdecydowanie za mało!). Bezsprzecznie lata 80 najlepiej zostały oddane w „Stranger Things”. A z kolei minione lata w ekranizacjach komiksów najlepiej odwzorowano w „Kapitan Marvel”, której akcja rozgrywa się w latach 90. 1:0 dla Marvela.
Reszta jest najwyżej niezła: Patty Jenkins chyba za bardzo nie czuje komiksowej konwencji, co dziwi tym bardziej, że reżyseria pierwszej części „Wonder Woman” była sporym plusem. Gal Gadot dwoi się i troi, by nam zaimponować, o ile jednak w scenach akcji wypada dobrze, o tyle jej problemy sercowe i relacje ze Stevem Travorem trącą już banałem (chociaż Chris Pine wracający do roli Steve`a Trevora zasługuje na plus). Pytanie, czy Patty Jenkins dobrze zrobiła, obsadzając ją w roli Kleopatry w planowanym filmie o królowej starożytnego Egiptu? Nawet efekty specjalne nie rzucają na kolana. Wystarczy popatrzeć na filmową Cheetah, która za bardzo przypomina tytułowe „Koty” z niedawnej, nieszczęsnej, ekranizacji musicalu Andrew Lloyda Webbera. Rozumiem, że w komiksach była w połowie kotem, w połowie człowiekiem, ale spece od efektów specjalnych mogli się bardziej postarać nad jej filmowym designem.
W jednym za to DC Comics udało się dogonić Marvela: w wykreowaniu banalnych do bólu villainów. Zarówno Pedro Pascal (Oberyn Martell z „Gry o tron”) i Kristina Wiig szarżują do granic możliwości.
Co za to jest największym plusem? Zdecydowanie soundtrack. Ruperta Gregsona Williamsa zastąpił Hans Zimmer. W jego dyskografii nie brakuje, co prawda, patetycznych dźwięków, ale to stało się już normą. Poza tym jego ścieżka dźwiękowa nie ma do zaoferowania widzom rzępolenia jak w przypadku muzyki Ruperta Gregsona Williamsa. Kompozycje Zimmera świetnie współgrają z obrazem i stanowią dobre tło dla akcji. Słychać to już w sekwencji otwierającej: ujęcie na arenę z walczącymi Amazonkami zilustrowane świetnie wpadającym w ucho prologiem („Themyscira”) i potrafi nieźle wgnieść w fotel. A potem Zimmer ani razu nie zwalnia tempa. Zdecydowany plus względem soundtracku Ruperta Gregsona Williamsa.
Film jest ewidentnie rozczarowaniem, chociaż nie tak ogromnym jak „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”. Wszystko to, co było dobre w pierwszej części, tu jest najwyżej niezłe, jeśli nie totalnie do niczego. Teraz, po takiej kompromitacji od DC, bałbym się o efekt końcowy „Aquamana 2” i „Shazama 2”…
Reż. Patty Jankins
Czas trwania: 150 minut
Gatunek: science fiction
Tytuł oryg. Wonder Woman 1984

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz