piątek, 30 lipca 2021


 Cykl na blogu CultureZone: KĄCIK LITERACKI.


Witam was serdecznie. Chociaż w upalne, letnie dni najlepsza byłaby książka osadzona w jakiejś chłodnej scenerii, tym razem proponuję czytelnikom wyprawę w głąb afrykańskiej dżungli. Jak się sprawdza najnowsza powieść nagrodzonego Bookerem jamajskiego pisarza, Marlona Jamesa pt. „CZARNY LAMPART, CZERWONY WILK”?. Przekonajmy się z poniższej recenzji. Zaczynamy.



Marlon James, „CZARNY LAMPART, CZERWONY WILK” (tł. Robert Sudół) *****

rok wyd. oryg. 2019; rok wyd. pl.: 2021


Marlon James nie powinien być zupełnie obcym nazwiskiem dla polskiego czytelnika. Już wcześniej pojawiły się na polskim rynku trzy pierwsze powieści jego autorstwa, w tym m.in. nagrodzona Bookerem powieść inspirowana zabójstwem Boba Marleya pt. „Krótka historia trzech zabójstw”. Do mainstreamu jednak może trafić dzięki najnowszej powieści, która jest otwarciem trylogii fantasy „Dark Star”.


FABUŁA

Bohaterem powieści Jamesa jest bezimienny mieszkaniec Afryki, o którym wiemy tylko, że nosi przydomek Tropiciel. Bohater wyrusza w niebezpieczną misję w celu wytropienia mordercy jednego z mieszkańców wioski. Fala morderstw nasila się, więc poszukiwania ich sprawcy jest tym poważniejsza. Tropicielowi towarzyszy tytułowy Czarny Lampart, a podczas podróży bohater będzie świadkiem zjawisk żywcem wziętych z afrykańskiego folkloru i mitologii.


OCENA

To, co pierwsze rzuca się w oczy, to bogata i nieokiełznana wyobraźnia, jaką dysponuje Marlon James. Autor czerpie garściami z mitologii i folkloru afrykańskiego, zapełniając karty opasłej (780 stron!) książki wiedźmami, olbrzymami, zmiennokształtnymi istotami, lub potworami (Sasabonsam, jawnie nawiązujący do mitologii afrykańskiej). Jakby tego było mało, wraz z głównym bohaterem wędrujemy także od jednej fantastycznej krainy do następnej. Każda z tych krain to popis plastycznych opisów i takiej samej wyobraźni autora. Dla osób, które studiowały kulturoznawstwo (jak niżej podpisany), książka będzie prawdziwą ucztą, o ile nie przerażą ich gabaryty powieści.

Ani specyficzny język, którym Marlon James co i rusz operuje. Momentami miałem takie dziwne wrażenie, jakby autor był zwykłym grafomanem (albo za takiego powinno się uważać tłumacza, Roberta Sudoła). Można tu natrafić na cudaczne porównania, jak choćby: „Głęboka ciemność, gęsta jak góry” (str. 697). Sformułowania tego typu wiążą się z jamajską i afrykańską kulturą, która dla nas może być zupełnie obca. Dla osób słabo zaznajomionych z afrykańską i jamajską kulturą lektura książki będzie wyzwaniem. Ma to jednak uzasadnienie: zdania i pojedyncze słowa mogą być zrozumiałe dla Jamajczyków, lub mieszkańców Afryki. Tłumacz i tak wykazał się brawurą, przekładając język powieści w taki sposób, by był niepobawiony zwrotów jasnych dla rodaków autora, a dla nas był nieskomplikowany. Dzięki temu udało się perfekcyjnie zbudować klimat, jak w poniższym fragmencie:

- Do kogo mam wysłać głowę, chłopcojebco?

- Mylisz się.

- Jak to się mylę?

- Że jebię chłopców. Najczęściej to chłopcy jebią mnie. Słuchaj, był taki jeden, najlepszy od wielu księżyców, taki ciasny, wierz mi, że musiałem najpierw wbić mu kolbę kukurydzy, żeby poluźnić dziurę. Potem zjadłem tę kukurydzę. (...)”


tł. Robert Sudół

Z powyższego cytatu można też wywnioskować, że język w powieści bywa wulgarny. Wulgaryzmy, istotnie, pojawiają się i, powiem szczerze, bywają serwowane na wyrost. To w zasadzie mój jedyny zarzut skierowany do powieści. Książka jako całość zachwyca wizją autora i bogatą znajomością kultury i wierzeń afrykańskich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz