Cześć wszystkim. Od chwili premiery „Odyseja” Christophera Nolana zbiera skrajnie różne opinie: jedni film zachwalają, co odbija się na box officie, inni: krytykują (ostatnio do tej drugiej grupy dołączyła tłumaczka poematu Homera na język angielski, na której przekładzie ponoć Nolan się opierał). Pamiętajmy jednak, że kino - zwłaszcza amerykańskie - często nadinterpretowało mity. Na dowód tego przygotowałem listę ośmiu FILMOWYCH REINTERPRETACJI MITÓW I LEGEND. Zaczynamy.
8, „Troja”, reż. Wolfgang Petersen
Jeśli ktoś krytykuje Nolana za przeinaczanie wątków mitologicznych i homeryckich w „Odysei”, odsyłałbym do starszej o 22 lata „Troi” Petersena inspirowanej „Iliadą”. Tam panowała istna wolna Amerykanka. Historia wojny trojańskiej została obdarta z mityczności, by podporządkować się ówczesnej modzie na urealnianie popkultury. Podobny zabieg zastosowano w „Królu Arturze” Antoine’a Fuqua, „Robin Hoodzie” Ridleya Scotta czy (zwłaszcza) „Tristanie i Izoldzie” Kevina Reynoldsa (brak wątku eliksiru miłości). Jakie czasy, taki odbiór mitów i legend.
W bajkach też dopuszczano się przeinaczeń mitologicznych. Chociażby po to, by ciekawie opowiedzieć historię Herkulesa.
7, „Herkules”, reż. John Musker & Ron Clements
Dosiadających Pegaza Herkules jako syn Zeusa i Hery, którego zaciekłym wrogiem był bóg świata umarłych, wyraźnie nadpobudliwy Hades. Aha, dodajmy do tego jeszcze, że nasz super bohater smaży cholewy do Megary, którą w oryginalnym micie w przypływie szału odesłał na Pola Elizejskie, a tu ani o tym myśli. Czy ktoś w wytwórni Disneya w ogóle sięgał do mitologii greckiej? Mimo ewidentnych odstępstw od najpopularniejszego mitu greckiego, film Johna Muskera i Rona Clementsa okazał się jednym z sukcesów wytwórni w latach 90. Tylko się cieszyć.
Ponieważ w tym rankingu w większości będziemy się pochylać nad mitologią grecką, skupmy się teraz na innych mitologiach. Na początek weźmy na warsztat mitologię egipską.
6, „Bogowie Egiptu”, reż. Alex Proyas
Po reżyserze egipskiego pochodzenia można było się spodziewać podejścia do rodzimej mitologii z większym szacunkiem, nawet jeśli ma w dorobku takie produkcje jak „Kruka” z Brandonem Lee czy „Ja, Robot” z Willem Smithem. Wykorzystując najbardziej znany mit egipski - o Ozyrysie, Izydzie i Horusie - Proyas podporządkował się jednak widzom oczekującym od zwykłego filmu fantasy widowiskowości i niekoniecznie sensownej fabuły. Ceną za to był zmieniony design bogów i wprowadzenie postaci, których w konkretnym micie w ogóle nie ma.
Zdecydowanie ciekawsze podejście do rodzimej kultury miał jednak Jerzy Hoffman adaptując „Starą Baśń” Jerzego Ignacego Kraszewskiego.
5, „Stara Baśń. Kiedy Słońce było bogiem”, reż. Jerzy Hoffman
Chociaż Józef Ignacy Kraszewski pisał „Starą Baśń” jako powieść stricte historyczną, inspirował się podaniami o królu Popielu i Piaście Kołodzieju. Jerzy Hoffman do spółki z nestorem polskiej literatury, Józefem Henem, przepisał materiał źródłowy w taki sposób, by widzowie - niezależnie od wieku - nie zanudzili się w salach kinowych. W efekcie filmowa adaptacja bardziej niż powieść Kraszewskiego czy nawet polskie podanie przypomina… słowiańskiego „Makbeta” (z Foremniak w roli polskiej Lady Makbet). Jak już zapoznawać młodzież z klasyką, to przystępnie.
Ze słonecznego Egiptu i słowiańskiej Polski przeniesiemy się teraz do mroźnej Skandynawii, gdzie czeka na nas Zygfryd walczący ze smokiem Fafnirem. Bynajmniej nie ten z klasyka Fritza Langa.
4, „Pierścień Nibelungów”, reż. Uli Edel
Skoro krytykowana przez widzów i krytyków „Odyseja” Nolana inspirowana jest eposem Homera, to ciekawe jak odebrany był dwuodcinkowy miniserial Uliego Edela inspirowany dla odmiany poematem „Niedola (albo Pieśń) Nibelungów”. Z większym szacunkiem do skandynawskich i germańskich korzeni podszedł wspomniany Fritz Lang blisko 100 lat temu. Odstępstwa od mitu o Zygfrydzie i Krymhildzie nie są jednak tak rażące jak od mitologii egipskiej w „Bogach Egiptu” Proyasa, tak więc mimo wyraźnym różnic od klasyka Langa, tą wersję da się obejrzeć.
Podium otwiera kolejna adaptacja mitu greckiego wyjątkowo swobodnie podchodząca do materiału źródłowego. Tym razem wyprawimy się po Złote Runo.
3, „Jazon i Argonauci”, reż. Don Chaffey
Oglądając film Chaffeya można odnieść wrażenie, że zmarginalizowano Medeę, bez której Jazon zginąłby na Kolchidzie już pierwszego dnia pobytu. Film sugeruje, że Jazon dzięki swemu sprytowi i sile pokonał Talosa, a z pomocą Orfeusza zdobył Złote Runo. Jaka jest prawda mitologiczna? To Medea pokonała Talosa i to ona uśpiła smoka strzegącego Złotego Runa, dała także Jazonowi zioła, maści i zaklęcia, bez których nie pokonałby ziejących ogniem byków i wojowników wyrastających z ziemi. Umówmy się: to dzięki efektom specjalnym Harryhausena ogląda się ten film.
Srebro dla najlepszego nieeuropejskiego podejścia do pradawnych wierzeń z mitów. I to z korzyścią dla kina gatunkowego. Zapraszam do Japonii.
2, „Ring: Krąg”, reż. Hideo Nakato
Twórczość zmarłego w tym roku pisarza Kōjiego Suzukiego była silnie zakorzeniona w japońskiej kulturze popularnej. Praktycznie każda jego powieść była inspirowana rodzimym folklorem i wpisana we współczesne realia. W najbardziej znanej jego książce, „Ringu” (czyli „Ring: Kręgu”), mamy odwołania do yokai: mściwego ducha przedstawianego pod postacią dziewczyny w białej sukni (kolor nieprzypadkowy: biały jest w Japonii kolorem żałoby) i z długimi czarnymi włosami zasłaniającymi twarz. Adaptując powieść, Hideo Nakata wziął to sobie do serca.
Zwycięstwo dla adaptacji greckiej mitologii, która wprowadza masę odstępstw względem materiału źródłowego - czyli mitu o Perseuszu - a mimo to niezmiennie fascynuje od lat: czyli dla „Clash of the Titans” z 2010 roku… to znaczy z 1982 roku.
1, „Zmierzch Tytanów”, reż. Desmond Davies
Było to moje celowe przejęzyczenie. Oczywiście, gdy mówimy o greckiej mitologii na ekranie, oryginalne „Clash of the Titans” (czyli „Zmierzch Tytanów”) nasuwa się samoistnie. Podobnie jak w disnejowskim „Herkulesie” główny bohater dosiada tutaj Pegaza, chociaż był to wierzchowiec Bellerofonta. Poza tym walczy nie tylko z Gorgoną Meduzą, ale i z Krakenem, chociaż ten ostatni wywodził się z żeglarskiego folkloru. W tym szaleństwie jest metoda: popisanie się najlepszymi efektami specjalnymi Raya Harryhausena i dostarczenie epickości. Nie to, co wersja 3D z 2010 r.
To była moja lista najlepszych filmowych reinterpretacji mitów i legend. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz