czwartek, 6 sierpnia 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Wokół filmów, tak jak wokół postaci lub wybranych wydarzeń, pojawia się wiele niesprawdzonych informacji, w które widzowie od lat wierzą. W dzisiejszym odcinku „Ubóstwianej ósemki” spróbujemy zdementować niejedną PLOTKĘ FILMOWĄ, W KTÓRĄ WIDZOWIE WIERZĄ DO DZIŚ. Zaczynamy.


8, uduszenie się przez skórę [„Goldfinger”, reż. Guy Hamilton]

Zaczynamy od jednej z ikonicznych bondowskich scen: śmierć Jill Masterson (Shirley Eaton), którą Bond skwitował słowami: „Udusiła się przez skórę”. Wygłaszający tą kwestię Connery musiał być dość przekonujący, gdyż wielu widzów uwierzyło, że aktorka faktycznie tak zmarła. Oliwy dolała dalsza kariera Shirley Eaton, która grała potem mniejsze role. Prawda jest taka, że śmierć po zamalowaniu ciała na złoto jest niemożliwa. Chociaż scenariuszowy pomysł był zainspirowany prawdziwą śmiercią szwajcarskiej modelki, filmy o Bondzie z reguły z realizmem są na bakier.

Nad niejednym filmem według plotek ciąży klątwa. Szczególnie gdy mowa jest o horrorach. Za przykład niech posłużą wydarzenia z planu zdjęciowego „Omenu” i „Egzorcysty”…

7, klątwa produkcji [„Omen”, reż. Richard Donner/„Egzorcysta”, reż. William Friedkin]

chociaż w tym przypadku równie dobrym przykładem może być „Poltergeist” Tobe’a Hoopera. Na planach zdjęciowych tych filmów dochodziło do wielu incydentów, które racjonaliści uznaliby za zwykłe wypadki przy pracy. Mówimy tu jednak o wypadkach lotniczych („Omen”), poważnych kontuzjach aktorów („Egzorcysta”), czy o śmierciach połowy obsady („Poltergeist”). Ponieważ dwa pierwsze tytuły, i to jeszcze z lat 70, obracają się wokół tematyki satanistycznej, plotka o rzekomym przekleństwie filmów zaczęła żyć własnym życiem. Tylko na ile te plotki są prawdziwe?

Klątwy, w które widzowie naiwnie wierzą, mogą dotknąć nie tylko same produkcje, ale również granych tam aktorów. Przypadek „Poltergeista” to niejedyny przykład. Inny to „Kruk” Proyasa.

6, klątwa jako śmierć aktora na planie zdjęciowym [„Kruk”, reż. Alex Proyas]

Widzom ciężko jest wytłumaczyć, że na planie zdjęciowym filmu doszło do wypadku. Szczególnie gdy aktor był spokrewniony z innym aktorem, zmarłym w podobnych okolicznościach. Po śmierci Brandona Lee na planie „Kruka” (aktor zginął na skutek wystrzału prawdziwego pocisku z broni-rekwizytu), wielu widzów łączyło to wydarzenie ze śmiercią Bruce’a Lee, rzekomo zabitego po zdradzeniu tajemnic chińskiego klasztoru. Wówczas mówiono o tzw. klątwie Lee (która okazała się fałszem, choćby z powodu wciąż żyjącej siostry Brandona, urodzonej w 1969 roku Shannon).

Jeszcze inne osoby wierzą w legendy o tym, że aktor zginął z rąk… odgrywanej przez siebie postaci filmowej.

5, aktor zabity przez graną przez siebie postać [„Mroczny Rycerz”, reż. Christopher Nolan]

Heath Ledger był osobą o wielu talentach i pomysłach. Aktor miał chorobę dwubiegunową i potrafił w środku nocy zadzwonić do kogoś z pomysłem. Z czasem doszła do tego bezsenność, której probował zaradzić narkotykami (co skończyło się rozwodem), a potem antydepresantami (które finalnie go zabiły). Skąd pojawiła się plotka o zabiciu przez Jokera? Po antydepresanty aktor sięgnął gdy odgrywał tą postać w „Mrocznym Rycerzu”. Gdyby okazała się prawdziwa, to połowa Hollywood grająca jakichś psychopatów już dawno wąchałaby kwiatki od spodu. 

A już najbardziej ludzie zaczynają wierzyć, gdy wokół jakiegoś aktora (najlepiej dotąd nieznanego) roztaczana jest niemniej ponura aura. Cofnijmy się teraz o jakieś sto lat. 

4, mroczna aura głównego aktora [„Nosferatu. Symfonia grozy”, reż. Friedrich Wilhelm Murnau]

Mówi wam coś nazwisko Max Schreck? Za pewne większość będzie miała skojarzenia z zielonym ogrem, jednak mi chodzi o aktora z okresu niemieckiego ekspresjonizmu. Zasłynął dzięki jednej, ale jakże sugestywnie zagranej, roli Nosferatu z arcydzieła F. W. Murnaua. Po jej premierze wielu widzów uważało, że Schreck (notabene nazwisko oznaczające tyle co „strach”) naprawdę jest wampirem. Echo tej plotki znalazło miejsce w popkulturze, czego dowodem jest film „Cień wampira” z Johnem Malkovichem w roli Murnaua i brawurowym Willemem Dafoe w roli Schrecka.

Na podium znalazły się najgłośniejsze i najbardziej przekonujące naiwnych widzów plotki wokół klasycznych filmów. 

3, zakamuflowane wskazówki w filmie [„Lśnienie”, reż. Stanley Kubrick]

Wyjątkowo nie będę mówił o stosunku Stephena Kinga do filmu Kubricka. Plotka dotycząca „Lśnienia” związana jest z czymś zupełnie innym, a mianowicie z arcydziełem „2001: Odyseja kosmiczna” i przekonaniem, że Kubrick nakręcił sfingowane lądowanie na księżycu. Wielu widzów niezmiennie w to wierzy, a sam Kubrick, nie mogąc ujawnić całej prawdy, miał rzekomo zostawić wskazówki właśnie w filmowym „Lśnieniu”. Stało się to tym większą pożywką dla zwolenników wszelkich, choćby najbardziej absurdalnych, spiskowych teorii. O, słodka naiwności…

Srebro dla jednej z najbardziej makabrycznych legend obracających się wokół jednego z najbardziej wpływowych horrorów. 

2, urealniona przemoc [„Nadzy i rozszarpani”, reż. Ruggero Deodato]

Ciężki jest los prekursora gatunku. „Nadzy i rozszarpani” (w oryg. „Cannibal Holocaust”) przeszedł do historii kina jako film, w którym miało rzekomo dojść do licznych aktów przemocy. „Rzekomo”, bo w rzeczywistości wszystko było ukartowane, a aktorzy nie mogli udzielać się medialnie. Nim jednak prawda wyszła na jaw, widzowie byli przekonani, że reżyser dopuszczał się morderstw na potrzeby filmu. W rzeczywistości jednak na planie filmu dochodzi do śmierci nie tyle aktorów, co zwierząt, a tu do mówienia mieliby już obrońcy praw zwierząt.

Jak skutecznie sprzedać widzom plotkę jako coś autentycznego? Najlepszą metodą mogą okazać się po prostu media i skuteczny marketing (i, przy okazji, nieznajomość filmowej konwencji).

1, przekleństwo marketingu [„Blair Witch Project”, reż. Daniel Myrick i Eduardo Sanchez]

W porównaniu z tym, co działo się wokół „Blair Witch Project”, przypadek „Cannibal Holocaust” wydaje się drobnostką. Producenci horroru found footage nie ograniczyli się do samej konwencji stylizującej film na autentyczny materiał audiowizualny. Poszli o wiele dalej, wypuszczając plotkę o rzekomej legendzie, a aktorzy rzadko potem występowali. Oliwy do ognia dolał fakt, że Internet w tamtym okresie ledwie raczkował i niemożliwe stało się wyszukanie faktycznych informacji o tytułowej wiedźmie. Tak właśnie zaczęły się rodzić nowe formy fake newsów.


To była moja lista najlepszych filmowych reinterpretacji mitów i legend. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz