środa, 16 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKOSPEKTYWA”


Cześć wszystkim. W kolejnym odcinku „Książkospektywy” przybliżę wszystkim jeden z najciekawszych cykli powieściowych w polskiej literaturze, czyli trylogię „AGLA” Radka Raka. Zaczynamy.


KILKA SŁÓW O SERII

Radek Rak debiutował w 2014 roku, jednak zrobiło się o nim głośno dopiero po przyznaniu mu Nagrody Nike za powieść „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”.

Cykl „Agla” Radka Raka powstał na fali popularności wspomnianej książki. Autor nie jeden raz wspominał, że uwierał go stan współczesnej fantastyki, w której warstwa duchowa bywa traktowana powierzchownie lub łopatologicznie. Zapragnął stworzyć świat o bogatej, nieoczywistej warstwie metafizycznej i gnostyckiej. Dlatego szukał inspiracji u klasyków literackich, w tym u Węgra Adama Bodora i rodzimego pisarza, Brunona Schulza. Pisarz zwracał również uwagę, że fantastyka jest jego „domem literackim” i po sukcesie „Baśni o wężowym sercu” zapragnął napisać w takiej konwencji, w jakiej czuje się najlepiej.

W jeszcze innych wywiadach Radek Rak wspominał o swoim podejściu do literackiej pracy. Porównał sam element procesu twórczego do zbierania rozrzuconych kawałków z domku z kart i układania z tym elementów nowych konstrukcji. O samym cyklu Radek Rak wspominał z kolei w następujący sposób:

Agla ma być powieścią przygodową, jeśli więc ktoś będzie odkrywał te tropy i jednocześnie dobrze się przy tym bawił, to znaczy, że dobrze wykonałem swoją pracę. Cytaty wplotłem w warstwę fabularną, zastosowałem je także jako ornamentykę: są, ale nic nie znaczą ”.


OMÓWIENIE TOMÓW

Główną bohaterką trylogii „Agla” jest Sofja Kluk, osoba uparta, wygadana i dążąca do celu konsekwencje. Mieszka na uniwersytecie w niezwykłym mieście, gdzie panują XIX-wieczne porządki społeczne, sklepy bławatne z ulicy Krokodyli spotykają się z mrocznym Urzędem Bezpieczeństwa jak z PRL-u i tajemniczym, zaborczym Carem, a zawodowi zabójcy cieszą się szacunkiem i zaufaniem. Już w pierwszym tomie zatytułowanym „Alef” świat bohaterów podbija rozbuchana wizja przyrody, a koncepcja owadziego przeobrażenia, którą niesie Agla, ma w powieści niebagatelne znaczenie.

Po wydarzeniach opisanych w finale tomu pierwszego, Sofja zostaje na początku tomu drugiego pt. „Aurora” zesłana na Daleką Północ, gdzie pozna prawdę o dramatycznych losach ekspedycji naukowej swojego zaginionego ojca. W rzeczywistości, w której liczy się przetrwanie, bohaterka musi zachować iskrę człowieczeństwa. Przede wszystkim zaś będzie musiała zmierzyć się z pragnieniami swego serca. Tymian zaś za wszelką cenę chce udowodnić, że nie jest tchórzem, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Kulminacją historii Sofji i Tymiana jest z kolei tom trzeci pt. „Abraxas”. Nadchodzi dzień polarny, lecz zamiast jasności niesie ze sobą mrok. Mroczne skrzydła podobno zaginionego Cara rozpościerają się nad światem niczym czarna zorza. Nie bacząc na przeciwności Sofja Kluk poszukuje odpowiedzi na ostatnie z dręczących ją pytań. Może się jednak okazać, że dobro innych jest ważniejsze od rozwiązania zagadki. Czy to powstrzyma dziewczynę od konfrontacji z jej największym przeciwnikiem – własną matką?

PODSUMOWANIE

Agla” jest jedną z najciekawszych serii książkowych w polskiej literaturze jaka powstała w ostatnich latach. Czerpiąc garściami z klasyków gatunku (w tym z Brunona Schulza, jak to miało przy okazji pisania „Pustego nieba”) i podchodząc do pracy twórczej w oryginalny sposób, autor stworzył niesamowity świat przedstawiony będący miszmaszem wielu epok historycznych. Pozostaje tylko życzyć autorowi dużo zdrowia i wielu nowych, równie oryginalnych, książek w przyszłości.


link: https://lubimyczytac.pl/cykl/43678/agla

wtorek, 15 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Na swoim blogu omówiłem dotąd dwie piosenki Lionela Richiego, ale żadnego albumu. Dlatego tym razem zapraszam w podróż do lat 80, by zapoznać się z płytą „CAN`T SLOW DOWN”. Zaczynamy.


HISTORIA ALBUMU

Album nagrywano od marca do września 1983 roku w studiach Sunset Sound Recorders oraz Ocean Way Recording Studios w Los Angeles w Kalifornii, a zmiksowano w Motown Recording Studios. Jego producentami byli Lionel Richie, James Anthony Carmichael oraz David Foster.

Brytyjski gitarzysta Peter Banks, były członek Yes, zagrał partię gitary prowadzącej w utworze „Hello”, choć jego udział nie został odnotowany w napisach. W nagraniu „Can't Slow Down” wzięli również udział członkowie zespołu Toto: Steve Lukather (gitara) i Jeff Porcaro (perkusja). Na płycie wystąpili także perkusjonista Paulinho Da Costa oraz basiści Darryl Jones, Nathan East i Abraham Laboriel.


UTWORY PROMUJĄCE

Płyta była promowana na przełomie 1983-1984 roku. Na pierwszy ogień wypuszczono „All Night Long (All Night)” [nr 2] wydany w sierpniu 1983 r. Piosenka odniosła duży sukces. Trzy miesiące później zadebiutował kolejny singiel promujący, „Running with the Night” [nr 7].

Następny rok zaczął się dla Richiego nawet więcej, niż pomyślnie. Artysta wydał bowiem w lutym singiel „Hello” [nr 8], który z miejsca stał się największym przebojem w jego dorobku i jego niemalże wizytówką. Cztery miesiące później ukazało się „Stuck on You” [nr 4]. Ostatnim singlem promującym album była kompozycja „Penny Lover” [nr 3] wydany we wrześniu.


PREMIERA I SUKCES

W recenzji na łamach „The Village Voice” krytyk muzyczny Robert Christgau przyznał albumowi ocenę „B+” i nazwał go „zaskakująco solidnym” postępem, szczególnie w odniesieniu do balladowego śpiewu Richiego. Uważał, że jego „skoczny, międzynarodowy dance-pop” bardziej pasował Richiemu niż funk Commodores i przewidywał, że biorąc pod uwagę jego „ugruntowaną popularność wśród białych”, Can't Slow Down ma potencjał, by stać się „mini- thrillerem ”.

Don Shewey z magazynu „Rolling Stone” przyznał albumowi cztery na pięć gwiazdek i stwierdził, że pomimo monotonności ballad, Richie z powodzeniem poszerzył swoją muzykę dla różnych odbiorców i czerpał inspirację ze współczesnych artystów, takich jak Stevie Wonder i Michael Jackson:

jeśli nie potrafisz być innowacyjny, naśladuj. Im bardziej uczciwi są co do swoich źródeł, tym lepiej”.

W retrospektywnej recenzji na łamach AllMusic Stephen Thomas Erlewine przyznał płycie cztery i pół na pięć gwiazdek i napisał, że Richie przyjął konserwatywne, melodyjne podejście oparte na chwytliwych melodiach na albumie, którego hity pokazały go w najlepszej formie, a którego jedyną słabością był krótki czas trwania. W 1999 r. magazyn „Q” umieścił „Can't Slow Down” na liście najlepszych płyt Motown wszech czasów, a na jego łamach uzasadniono:

Wartości produkcyjne są wysokie, jego kunszt pisania piosenek osiągnął szczyt, a przynajmniej jeden utwór – światowy hit „All Night Long” – jest hymnem do dobrych czasów, który sprawia, że ​​serce śpiewa, a stopy drżą”.


link: https://www.youtube.com/playlist?list=PLFAcddgaFN8zS-J8a8-BBRE10M3JEKhsy

poniedziałek, 14 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „ALEJA GWIAZD POPKULTURY”


WOJCIECH JERZY HAS : POLSKIE SUPERPRODUKCJE


Cześć wszystkim. W kolejnym odcinku „Alei Gwiazd Popkultury” zaprezentuję sylwetkę jednego z najbardziej ciekawych reżyserów, którego adaptacje niejednokrotnie na swoim blogu omawiałem: Wojciecha Jerzego Hasa. Zaczynamy.


MŁODOŚĆ

Wojciech Jerzy Has urodził się 1 kwietnia 1925 w Krakowie jako syn krakowskiego restauratora. Podczas niemieckiej okupacji ziem polskich studiował w Szkole Handlowej w Krakowie, a gdy ta została rozwiązana w 1943 r. – w Szkole Przemysłu Artystycznego, w rzeczywistości zakonspirowanej Akademii Sztuk Pięknych.

Po zakończeniu II wojny światowej Has kontynuował naukę w ponownie zalegalizowanej Akademii Sztuk Pięknych. W grudniu 1945 zapisał się również na Kurs Przeszkolenia Filmowego, którego kierownikiem mianowany został Stanisław Furmanik. W ramach zajęć Has miał okazję obejrzeć szereg filmów przechwyconych przez Antoniego Bohdziewicza z hitlerowskiego biura propagandy Film und Propaganda, wśród nich „Ludzi za mgłą” (1938) Marcela Carné, „Jej pierwszy bal” (1937) Juliena Duviviera, „Paracelsus” (1943) Georga Wilhelma Pabsta oraz „Iwan Groźny” (1944) Siergieja Eisensteina.

W 1946 r. mianowano go asystentem operatora Polskiej Kroniki Filmowej, Jarosława Brzozowskiego, przy filmie „Skroplone powietrze” (1946). 4 lipca 1946 ukończył Kurs Przeszkolenia Filmowego.


KARIERA

Pierwsze produkcje Hasa utrzymane były w stylistyce Polskiej Szkoły Filmowej, a trzy jego pierwsze tytuły adaptowały cudze teksty. Jego debiutem był film psychologiczny pt. „PĘTLA” (1957) będący adaptacją opowiadania Marka Hłaski, po którym reżyser nakręcił „Pożegnania” (1958) na motywach powieści Stanisława Dygata i „Wspólny pokój” (1959) na podstawie powieści Zbigniewa Uniłowskiego. W latach 1960-1961 nakręcił dwa filmy na podstawie jego oryginalnych scenariuszy: „Rozstanie” i „Złoto”. Po zaadaptowaniu w 1962 roku opowiadania „Jak być kochaną” Kazimierza Brandysa zwrócił się w stronę wysokobudżetowych superprodukcji na motywach rodzimej literatury.

Swój siódmy film fabularny, „RĘKOPIS ZNALEZIONY W SARAGOSSIEz 1964 roku Has oparł na szkatułkowej i bardzo tajemniczej powieści Jana Potockiego. Realizacja „Rękopisu...” była przedsięwzięciem o randze dotąd niespotykanej w kinematografii polskiej. Widowiskowa superprodukcja, na potrzeby której zatrudniono 187 aktorów (w tym Zbigniewa Cybulskiego, odtwarzającego rolę kapitana gwardii walońskiej Alfonsa von Wordena), wiernie oddawała labiryntową strukturę powieści. Choć początkowo film dezorientował współczesną mu polską widownię, utwór Hasa z czasem – zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych oraz Francji – dosłużył się miana filmu kultowego.

Po adaptacji „Rękopisu...” Has wrócił jeszcze do poetyki Polskiej Szkoły Filmowej w filmie „Szyfry” z 1966 roku na motywach opowiadania Andrzeja Kijowskiego, ale już w następnym filmie ponownie wziął na warsztat klasykę, tym razem pozytywistycznej, literatury. Zrealizowana w 1968 roku adaptacja „LALKI” według Bolesława Prusa była jeszcze większym przedsięwzięciem od „Rękopisu...”. Na potrzeby filmu wybudowano we wrocławskiej wytwórni filmowej makietę scenograficzną odtwarzającą fragment warszawskiego Krakowskiego Przedmieścia. Has zinterpretował „Lalkę” nie jako powieść realistyczną, lecz jako modernistyczną, z nagłymi cięciami montażowymi i elipsami narracyjnymi oraz melancholijnym nastrojem, który od początku akcji udzielał się głównemu bohaterowi. Krytycy „Lalki” okazywali konsternację adaptacją dokonaną przez Wojciecha Jerzego Hasa.

Najbardziej problematyczna okazała się dla Hasa adaptacja opowiadań Brunona Schulza ze zbioru „SANATORIUM POD KLEPSYDRĄ” z 1973 roku. Has początkowo postanowił włączyć do swego filmu wątki z tytułowego opowiadania oraz z utrzymanej w onirycznym klimacie „Wiosny”, z czasem włączył również inne opowiadania. Decyzją reżysera było również włączenie do filmu motywu Holocaustu nieobecnego w twórczości Schulza, ale w jego życiu – już tak. Z powodu podjętej decyzji, mimo sukcesu na festiwalu w Cannes, reżyser na żądanie ówczesnego rządu, zawiesił działalność na co najmniej dziesięć lat.


STYL

Choć Wojciech Jerzy Has należał do Polskiej Szkoły Filmowej, jego styl niejednokrotnie od niej odbiegał. Niektórzy kwalifikowali jego twórczość do polskiego modernizmu, do którego należeli Tadeusz Konwicki, Jerzy Kawalerowicz czy Andrzej Munk. Prawda jest jednak taka, że niezależnie jaka kwalifikacja filmowa byłaby właściwa, jego filmy ciężko jest wpisać do jednego rodzaju kina polskiego. Większość filmów Hasa, szczególnie pod koniec jego twórczości, była wystawnymi superwidowiskami za cysterny złotówek


OSTATNIE FILMY

Dopiero w 1981 roku, otrzymawszy kierownictwo w Zespole Filmowym „Rondo”, Has podjął się reżyserii noweli Antona Czechowa, do której scenariusz napisał już w 1960 r. „NIECIEKAWA HISTORIA” (1982), odstająca od dotychczasowych dokonań reżysera. Zamiast tego Has powrócił do charakteryzującej jego wczesną twórczość narracji w czasie teraźniejszym. Film został ciepło przyjęty przez krytyków ze względu na wyrafinowany styl plastyczny, jednak recenzenci wskazywali, że „Nieciekawa historia” wymaga cierpliwości odbiorcy.

Kolejny film wyreżyserowany przez Hasa, „PISMAK” (1984), był adaptacją powieści Władysława Lecha Terleckiego. Bohater filmu, młody literat pochodzenia żydowskiego Rafał, zostaje aresztowany pod zarzutem obrazy moralności i zamknięty w jednej celi wraz z kasiarzem Szpicbródką i zakonnikiem-mordercą Sykstusem, gdzie snuje wizję swojej kolejnej powieści. O ile pierwowzór Terleckiego zawierał jednak sporo odniesień do I wojny światowej, Has zrezygnował ze wszelkich desygnatów miejsca i czasu akcji. Rezultat autorskiej ingerencji wzbudził konsternację krytyków: reżyserowi zarzucano niefortunny dobór materiału źródłowego, którego szpiegowska treść nie przystawała do temperamentu twórcy „Sanatorium...”.

Ostatnie produkcje Hasa nie cieszyły się popularnością. Zaczęło się od produkcji „Osobisty pamiętnik grzesznika przez niego samego pisany” (1986), będący transpozycją powieści szkockiego romantyka Jamesa Hogga z 1824 roku będącej pod wieloma względami powtórką z „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Tak jak w poprzednich utworach, Has zrezygnował z politycznego tła wydarzeń przedstawionych w powieści Hogga, a samej postaci fanatyka Roberta nadał bardziej szlachetne, delikatne oblicze. Jednak w porównaniu z „Rękopisem...”, „Osobisty pamiętnik grzesznika...” uznawany był powszechnie za ambitną porażkę Hasa.

Swą karierę reżysera Has zakończył równie nie najlepiej przyjętą „Niezwykłą podróżą Baltazara Kobera” (1988) według powieści francuskiego pisarza Frédéricka Tristana. Ekranizacja powstała w koprodukcji polsko-francuskiej, z międzynarodową obsadą. Choć „Niezwykła podróż...” była pokazywana na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, rodzimą polską widownię ogólnie rozczarowywała.



Wojciech Jerzy Has zmarł 3 października 2000 r. w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 1. im. Norberta Barlickiego w Łodzi. Początkowo planowano jego pochowanie na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, jednak ostatecznie ceremonia pogrzebowa odbyła się 10 października 2000 w alei zasłużonych na cmentarzu komunalnym na Dołach w Łodzi.


link: https://www.filmweb.pl/person/Wojciech+Has-340

sobota, 12 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „NUTKA NOSTALGII”


Cześć wszystkim. Powoli zostawiamy taneczne podrygi (przynajmniej do Sylwestra i czasu karnawału) i wchodzimy w jesienny nastrój. Ułatwi to nam największy i jedyny hit w dorobku Natalie Imbruglii: „TORN”. Zaczynamy.


HISTORIA UTWORU

A zacznę od małego sprostowania. „Torn”, chociaż niezmiennie kojarzony z Natalie Imbruglią, tak naprawdę nie jest JEJ piosenką. Co więcej, historia wydania pierwotnej wersji jest dość… skomplikowana (trochę jak w przypadku „I drove all night” Roya Orbisona). Oryginalna wersja „Torn” została napisana w 1991 roku przez Scotta Cutlera i Anne Preven dla zespołu Ednaswap.

https://youtu.be/9OoEdfB7l18?si=ch_s-W__XoyUC1gJ

Zanim jednak Ednaswap wydało swój oryginał w 1995 roku, słuchacze zapoznali się z inną wersją, w dodatku nagrany przez szwedzką piosenkarkę Lis Sørensen pt. Brændt”. Pogubiliście się? Nie szkodzi, ja również.

https://youtu.be/jyuGaU4rXjA?si=eyajzBuAuTuXTiR3

Ale jakby tego było mało, powstała jeszcze trzecia wersja, tym razem nagrana w 1996 r. przez norweską piosenkarkę Trine Rein. Jej wersja również jest zatytułowana „Torn”.

https://youtu.be/Eu6dyABmRuQ?si=CImS2UXN5pRrpXkR

I tak wszystkie trzy wersje przebiła dopiero czwarta, autorstwa Natalii Imbruglia, która współpracując z Thornalleyem, nagrała własną wersję tego utworu na swój debiutancki album studyjny „Left of the Middle” (1997). Wersja Imbruglii – wzorowana na wykonaniu Trine Rein (wstawki wokalne „Oh Yeah” pod koniec utworu pochodzą właśnie z wersji Rein) – została zarejestrowana w londyńskiej dzielnicy Kilburn z udziałem Davida Mundaya (gitara prowadząca), Thornalleya (gitara basowa, gitary rytmiczne), Chucka Sabo (perkusja), Henry’ego Binnsa i Sama Hardakera z duetu Zero 7 (programowanie perkusji) oraz Katriny Leskanich (chórki). Za miks nagrania odpowiadał Nigel Godrich.


ANALIZA

Piosenka, niezależnie w czyim wykonaniu, opowiada o złudnym wpływie miłości i o tym, że często zakochane osoby idealizują swoich partnerów. Podmiot liryczny uświadamia sobie, że tak postrzegała swojego partnera: za kogoś ciepłego i szlachetnego, a który w rzeczywistości nigdy nie był takim człowiekiem. W efekcie miłość okazała się oparta na wyidealizowanym wyobrażeniu. Kluczowe jest tutaj tytułowe “torn”, czyli “rozdarcie”: wewnętrzny rozpad i bezsilność. Bohaterka czuje się zimna, zawstydzona i pozbawiona wiary, dosłownie i w przenośni „leżąc na podłodze”, gdy pękają jej ostatnie iluzje.


PREMIERA I SUKCES

Fizyczne wydanie singla z wersją utworu w wykonaniu Imbruglii sprzedało się w nakładzie ponad 4 milionów egzemplarzy na całym świecie, w tym ponad miliona w samej Wielkiej Brytanii. Według stanu na 2012 rok był to 85. najlepiej sprzedający się singiel wszech czasów w Wielkiej Brytanii. Utwór utrzymywał się na drugim miejscu listy przebojów przez trzy tygodnie (od 2 do 22 listopada 1997 roku), po czym spadł na czwartą pozycję; ustanowił też brytyjski rekord emisji radiowej (ponad 2000 odtworzeń) i przez czternaście tygodni zajmował pierwsze miejsce na tamtejszej liście przebojów radiowych. 24 września 2007 roku wersja Natalie Imbruglii powróciła na brytyjską listę singli (UK Singles Chart) na 70. miejsce, dzięki sprzedaży cyfrowej po wydaniu jej albumu z największymi przebojami. W belgijskiej Flandrii singiel dotarł do pierwszego miejsca, na którym utrzymywał się przez 7 tygodni z rzędu, a na liście przebojów gościł łącznie przez 22 tygodnie.

W Stanach Zjednoczonych utwór przez 11 tygodni z rzędu zajmował pierwsze miejsce na liście Hot 100 Airplay. Ze względu na ówczesne zasady wykluczające z notowania Billboard Hot 100 utwory, które nie ukazały się jako fizyczne single, piosenka nie trafiła na tę listę w okresie szczytowej popularności w USA. Gdy popularność utworu zaczęła spadać, przepisy zmieniono, dopuszczając do notowania piosenki dostępne wyłącznie w emisji radiowej; wówczas utwór pojawił się na liście na dwa tygodnie, osiągając najwyższą pozycję numer 42. W Kanadzie piosenka dotarła do pierwszego miejsca listy RPM Top Singles, utrzymując się na nim łącznie przez 12 tygodni (choć nie z rzędu): od 13 kwietnia do 8 czerwca oraz od 22 czerwca do 6 lipca 1998 roku. Był to tam najlepiej radzący sobie singiel roku.

Na liście 40 najczęściej odtwarzanych w Wielkiej Brytanii utworów dekady 2010–2019, opublikowanej przez magazyn „Forbes”, utwór „Torn” zajął 40. miejsce, będąc jedyną piosenką z lat 90. w tym zestawieniu. W latach 2000–2009 był to 19. najczęściej odtwarzany utwór w Wielkiej Brytanii. W 2009 roku serwis News.com.au doniósł, że był to najczęściej emitowany w australijskich stacjach radiowych utwór od 1990 roku; według danych zgromadzonych przez Australian Performing Rights Association (APRA) od momentu premiery w 1997 roku odtworzono go ponad 300 500 razy, co daje średnio 75 emisji dziennie.


link: https://youtu.be/VV1XWJN3nJo?si=xVkeTxW3j60x4gb3


TŁUMACZENIE


Natalie Imbruglia


ROZDARCIE”

tytuł oryg. „Torn”


Wydawało mi się, że widzę człowieka, który ożył
Był ciepły, zachowywał się z godnością
Pokazał mi, czym są łzy
Cóż, nie mogłeś być tym mężczyzną, którego uwielbiałam
Zdajesz się nie wiedzieć ani nie przejmować tym, do czego służy serce
Cóż, nie znam go już

Tam, gdzie kiedyś leżał, nie ma już nic
Zabrakło mi słów do rozmowy
Tak właśnie wygląda sytuacja
Nic nie jest w porządku, jestem rozdarta


Straciłam wszelką wiarę
Tak właśnie się czuję
Jest mi zimno, czuję wstyd
Leżąc nago na podłodze
Iluzja nigdy nie zmieniła się
W coś prawdziwego
Jestem w pełni świadoma i widzę
Że idealne niebo jest rozdarte
Spóźniłeś się nieco
Jestem już rozdarta


Więc chyba wróżbitka miała rację
Powinnam była dostrzec to, co tam naprawdę było, a nie jakieś święte światło
Ale ty wślizgnąłeś się pod moją skórę i teraz

Jest mi wszystko jedno, nie mam szczęścia
Nie tęsknię za tym aż tak bardzo
Jest po prostu tyle rzeczy
Których nie mogę dotknąć; jestem rozdarta

Straciłam wszelką wiarę
Tak właśnie się czuję
Jest mi zimno, czuję wstyd
Leżąc nago na podłodze
Iluzja nigdy nie zmieniła się
W coś prawdziwego
Jestem w pełni świadoma i widzę
Że idealne niebo jest rozdarte
Spóźniłeś się nieco
Jestem już rozdarta

Rozdarta

Tam, gdzie kiedyś leżał, nie ma już nic
Wyczerpało się moje natchnienie
Tak właśnie wygląda sytuacja
Nic nie jest tak, jak powinno; jestem rozdarta

Straciłam wszelką wiarę
Tak właśnie się czuję
Jest mi zimno, czuję wstyd
Leżąc nago na podłodze
Iluzja nigdy nie zmieniła się
W coś prawdziwego

Jestem w pełni świadoma i widzę
Że idealne niebo jest rozdarte

Straciłam wszelką wiarę
Tak właśnie się czuję

Jest mi zimno, czuję wstyd
Spętana i złamana, leżę na podłodze
Spóźniłeś się nieco
Jestem już rozdarta

Rozdarta

Och


czwartek, 10 września 2026


Cykl na blogu „CultureZone”: „UBÓSTWIANA ÓSEMKA”


Cześć wszystkim. Trzy lata temu, z powodu odejścia Henry`ego Cavilla z „Wiedźmina”, przygotowałem dla was ranking głośnych serialowych recastów. Teraz jednak, w związku z podobną sytuacją przy okazji realizacji nowej części „Nigdy w życiu!” przygotowałem, dla odmiany, GŁOŚNE RECASTINGI FILMOWE (bo nie tylko w serialach dochodzi do podmianek aktorów i aktorek). Uwaga, nie biorę pod uwagę ponownych adaptacji książek, remake`ów, czy rebootów, tylko sytuacje w sequelach filmowych serii. Zaczynamy.


8, recasting roli Jamesa Bonda [sześciu aktorów]

Gdy mówimy o filmowych recastingach, seria o Jamesie Bondzie nasuwa się samoistnie, podobnie jak w przypadku recastingów serialowych pierwszym skojarzeniem jest „Doktor Who”. W przypadku serii o agencie 007 najbardziej bolał już pierwszy recasting. Connery stworzył ikoniczny, choć dziś mocno szowinistyczny, obraz Bonda. Lazenby, pozbawiony aktorskiego sznytu, nie dorastał mu do pięt. Kolejni odtwórcy dodawali już coś od siebie: Moore – humor, Dalton – szekspirowski chłód, Brosnan – wszystkiego od pozostałych po trochu, Craig – postbourn`owski realizm. I wszyscy byli zadowoleni.

Connery, z oczywistych powodów, był znudzony graniem Bonda. Powody, dla których aktorzy rezygnują z powtarzania ról, bywają jednak poważniejsze i czasem tyczą się scenariusza

7, recasting roli Clarice Starling [Julienne Moore zamiast Jodie Foster: „Hannibal”]

Książkowy „Hannibal” Thomasa Harrisa w chwili premiery pod koniec l. 90 wywołał niemałe kontrowersje (nie tylko z powodu kuriozalnego finału). Choć adaptacja w reżyserii Ridleya Scotta w kilku miejscach odbiega od książki, zachowuje obrzydliwy charakter opowieści. I właśnie ten odrażąjący ton zniechęcił Jodie Foster, odtwórczynię roli Clarice Starling w „Milczeniu owiec”, do powrotu do roli. Innego zdania był Anthony Hopkins, a już na pewno Julienne Moore, która przejęła rolę po koleżance z pracy. Mimo to jednak film nie był hitem w kinach, a i wśród fanów Lectera nie ma dobrej opinii.

Ostatni szum wokół recastingu do roli Tosi w sequelu „Nigdy w życiu!” nie jest pierwszym przypadkiem recastingu przy adaptowaniu Katarzyny Grocholi. Pierwszy, i poważniejszy, miał miejsce przy okazji adaptacji „Ja wam pokażę!”.

6, recasting ról Judyty i Adama [Grażyna Wolszczak i Paweł Deląg zamiast Danuty Stenki i Artura Żmijewskiego: „Ja wam pokażę!”]

Nikt nie potrafiłby sobie wyobrazić w rolach Judyty, Adama, Tomasza, a zwłaszcza Tosi inne osoby niż (odpowiednio) Danutę Stenkę, Artura Żmijewskiego, Jana Frycza i (w szczególności) Joannę Jabłczyńską. Choć zmiana aktorów na (odpowiednio) Grażynę Wolszczak, Pawła Deląga, Cezarego Pazurę i (zwłaszcza) Marię Niklińską był bolesny, to recasting tyczył się całej ekipy (Denis Delic zamiast Ryszarda Zatorskiego za kamerą). W przypadku realizowanej nowej części wszystko (poza inną reżyserią) wróci do normy (jeśli nie liczyć Jana Frycza, z oczywistych powodów) i tylko brak Asi Jabłczyńskiej boli.

Mnie osobiście najbardziej zabolała jednak inna podmianka aktorska z tego samego okresu: do roli Asterixa. Pokazuje jednak, że do recastingów dochodzi z powodu niezgody w ekipie filmowej.

5, recasting roli Asterixa [Clovis Cornilac zamiast Christiana Claviera: „Asterix na olimpiadzie”]

Tak jak Sean Connery w przypadku Bonda, tak Christian Clavier stworzył ikonicznego aktorskiego Asterixa. W jego przypadku dziwił ubiór w pierwszym filmie z jego udziałem (zamiast rozpoznawalnego czarnego T-Shirta… biała koszula ze skórzanym kubrakiem? Dobrze, że to potem zmienili). Recasting w trzecim „Asteriksie” bolał, ale wynikł z pozakulisowych zawirowań (spór Claviera z Uderzo o adaptacji „Asteriksa w Hiszpanii”, który miał nakręcić kolega aktora). W efekcie Clavier wykazał się solidarnością wobec odrzuconego reżysera. A fani Gala dostawali coraz gorszych jego następców.

Miało nie być o adaptacjach, jednak w przypadku filmów na motywach amerykańskich komiksów zrobimy wyjątek. Zwłaszcza na miejscu 4.

4, recasting roli Batmana [Val Kilmer zamiast Michaela Keatona: „Batman Forever”]

Niechęć aktora do nowego reżysera może jeszcze bardziej zaniżyć filmową franczyzę, niż spór z producentem (w przypadku kinowych „Asteriksów”, każdy film reżyserował kto inny, a recasting do głównej roli nastąpił dopiero przy trzecim filmie). Michael Keaton, mimo kontrowersji wokół samego castingu, zapisał się w sercach wielu fanów Mrocznego Rycerza. Nie po drodze mu było jednak z Joelem Schumacherem, której wizji filmowej w ogóle nie kupił (do tego zastrzeżenia miał co do scenariusza...). Trzeba też przyznać, że swoje trzy grosze dorzucili też producenci, którzy liczyli na większe zyski z biletów.

Pozostając jeszcze w temacie komiksów, zwłaszcza amerykańskich, otwórzmy podium najgłośniejszych recastingów przypadkiem z Marvel Cinematic Universe.

3, recasting w MCU [Don Cheadle zamiast Terrence`a Howarda oraz Mark Ruffalo zamiast Edwarda Nortona: „Iron Man 2” i „Avengers”]

Kiedy do ról w filmach zatrudniasz enfant terrible, nie licz na to że długo zagoszczą w jakiejś franczyzie. Kevin Feige miał okazję się o tym przekonać przynajmniej dwa razy (jak nie częściej). Pierwszy raz w 2010 roku, kiedy zmienił odtwórcę roli Rhodesa z Terrence`a Howarda w „Iron Manie” na Dona Cheadle`a w dwójce. Drugi raz, gdy w „Avengers” na miejsce Edwarda Nortona z „Incredible Hulka” w roli Bannera obsadził Marka Ruffalo. W obu przypadkach poszło o kasę. Bo, rzecz jasna, jak nie wiadomo o co chodzi, to o pieniądze. A w przypadku Howarda: także o problematyczną współpracę.

Jeden z najpoważniejszych recastingów miał miejsce dziewięć lat temu, kiedy Ridley Scott pracował nad innym swoim filmem.

2, recasting roli Jeana Paula Getty`ego [Christopher Plummer zamiast Kevina Spaceya: „Wszystkie pieniądze świata”]

Dla Scotta, jak widać, recastingi to chleb powszedni. W tym przypadku wszystko zaczęło się od obyczajowego skandalu wokół Kevina Spaceya, który zdążył dostać rolę potentata naftowego Jeana Paula Getty`ego. Wróżono mu Oscara (którego nigdy dotąd nie dostał), a w sieci pojawiły się pierwsze zdjęcia i teasery. Wszystko legło w gruzach gdy w 2017 roku Anthony Rapp wytoczył wobec aktora oskarżenia na tle obyczajowym: nie dość, że Spacey w ich efekcie stracił rolę w hitowym serialu „House of Cards”, to jeszcze został zastąpiony przez Plummera w filmie Scotta. Tak szanse na Oscara spadły do zera.

Najpoważniejszy przypadek recastingu filmowego miał jednak miejsce w 2021 roku, gdy trwały prace nad trzecią odsłoną „Fantastycznych zwierząt” Davida Yatesa.

1, recasting roli Gellerta Grindelwalda [Mads Mikkelsen zamiast Johnny`ego Deppa: „Fantastyczne zwierzęta: Tajemnica Dumbledore`a”]

Przypadek o tyle poważny, gdyż oskarżenia wobec Deppa okazały się niesłuszne. Aktor przegrał proces o zniesławienie wytoczony brytyjskiemu tabloidowi „The Sun”, na łamach którego nazwano go żonobijcą. W toku dalszego procesu (odbywającego się tym razem w Kalifornii) Deppowi udało się oczyścić z zarzutów, ale przy okazji zraził się do studia Disneya, bo oskarżenia przystopowały też prace nad planowymi „Piratami z Karaibów 6” (w tym ostatnim przypadku poszło również o alkoholowe ekscesy aktora). Nie mówiąc już o tym, że bez niego „Fantastyczne zwierzęta” nie były tym, czym na początku.


To była moja lista najgłośniejszych recastingów filmowych. Jakie przykłady wam przychodzą do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

wtorek, 8 września 2026

Cykl na blogu „CultureZone”: „W MUZYCZNĄ PODRÓŻ W CZASIE”


Cześć wszystkim. Chociaż wakacje AD 2026 to pieśń przeszłości, pozwólmy jeszcze na odrobinę muzycznego szaleństwa (bo przecież do końca roku, a nawet na początku przyszłego jeszcze nieraz na to sobie pozwolimy). W tym celu omówimy dzisiaj jedną z obecnie mniej znanych grup eurodance, Army of Lovers, i ich najbardziej znany album pt. MASSIVE LUXURY OVERDOSE”.


HISTORIA ALBUMU

Massive Luxury Overdose” to drugi album studyjny szwedzkiej grupy popowej Army of Lovers. Pierwotnie ukazał się w 1991 roku, a reedycja albumu ze zmienioną listą utworów ukazała się w 1992 roku. Powstawała ona w chwili, gdy w zespole doszło do nagłego przetasowania.

Po nagraniu zaledwie jednego albumu, w 1991 r. z zespołem rozstała się jedna z członkiń, Camilla Maria Henemark. Wówczas zastąpiła ją Michaela Dornonville de la Cour. Na drugim albumie, wydanym w 1992 roku, zespół nagrał cztery nowe utwory i wznowił album z nowym coverem, prezentując de la Cour.


UTWORY PROMUJĄCE

Album był promowany przez pięć piosenek na przełomie 1991-1992 roku. Już pierwszy z nich odniósł sukces, a towarzyszący mu wideoklip najlepiej pokazywał charakterystyczny, campowy, styl zespołu: był to utwór „Crucified” [nr 2] wydany w maju 1991 roku. Cztery miesiące później, we wrześniu, ukazał się drugi utwór promujący: „Obssession” [nr 4]. Z kolei w listopadzie wydano trzeci utwór promujący: „Candyman Messaiah” [nr 3].

W 1992 roku ukazała się reedycja albumu różniąca się od oryginalnego zupełnie innym rozmieszczeniem piosenek (choć akurat dotąd wydane utwory na obu wersjach są tak samo rozmieszczone), która była promowana przez dwie kolejne piosenki. W styczniu ukazał się „Ride the Bullett” [nr 7; na oryginalnej płycie znajduje się na w wersji zremiksowanej]. Ostatnim utworem promującym, również pochodzącym z reedycji płyty, jest „Judgment Day” [nr 13] wydany w czerwcu.


PREMIERA I SUKCES

Płyta odniosła sukces, zbierając same pozytywne opinie. Redaktor AllMusic, Neil Raggett, napisał np. tak: „Niektóre tytuły albumów trafiają w sedno, a ten jest jednym z głównych kandydatów”.

Z kolei David A. Keeps z Austin American Statesman uznał, że album jest „śmiały w swoich przywłaszczeniach”. Dodał:

We Stand United” to „odtworzenie klasycznego disco Chic”, „Say Goodbye to Babylon” „łączy motyw przewodni z Midnight Express z potężnymi chórami hallelujah, które pasują do Andrew Lloyd Webbera ”, „I Cross the Rubicon” ma „linię basową fortepianu, która grzmi pod talerzami, crescendo rogów, szepczącym męskim wokalem i okrzykami soulowej diwy”, „Walking with a Zombie” „łączy bulwarowy akordeon z natarczywym latynoskim rytmem”, a „Crucified” jest „przesiąknięte romantycznymi i biblijnymi obrazami, które sugerują, w typowo szerokim, kiczowatym ujęciu, że obsesyjna miłość jest najbardziej religijnym doświadczeniem ze wszystkich”.

Amerykański magazyn Billboard stwierdził, że „kiczowate szwedzkie trio nadal z szacunkiem kradnie disco z lat 70. i hi-NRG w stylu lat 80. na tym błyszczącym drugim albumie”. Na łamach tego samego magazynu podkreślono „bombastyczny” „Dynasty of Planet Chromada” i „swin-wave” „Say Goodbye to Babylon” i podsumowano, że „Melodramatyczny dance/pop, który powinien sprawić, że artyści tacy jak Pet Shop Boys zzielenieją z zazdrości”.

Na łamach „NME” stwierdzono, że to „Świetna płyta, prawdziwa muzyka taneczna w stylu disco i pełna kulturowych niespodzianek”. Joe Brown z The Washington Post napisał, że tutaj „Army of Lovers prezentuje swoje bezkompromisowe, pełne energii Eurodisco , jakby house nigdy nie istniał”. Uważał, że w utworach takich jak „Crucified” i „Dynasty of Planet Chromada” „Army of Lovers ujawnia obsesję w tekstach na punkcie millenaryzmu, apokalipsy i świętokradztwa, a kiczowate gruchanie La Camilli zawiera imitacje Grace Jones i Debbie Harry ”.


link: https://www.youtube.com/playlist?list=PLpD8yubKML8wqEhVrL93XGy02ZEfcJIta