Cykl na blogu CultureZone: ALEJA GWIAZD POPKULTURY.
RIDLEY SCOTT: WOJSKO W RODZINIE I W KINIE
Kiedyś uwielbiany, dziś właściwie spisany przez wielu na straty, Ridley Scott walczy o swój byt za kamerą. Tym razem: w TV. Walka zdaje się być wpisana w DNA brytyjskiego reżysera. Jak to się stało, że Ridley Scott stał się taką gwiazdą wśród reżyserów? I mimo ostatnich upadków, wciąż nieźle się trzyma?
DZIECIŃSTWO
Urodzony w 1937 roku, Ridley Scott spędził dzieciństwo w wojskowej rodzinie. Mało, że ojciec był oficerem królewskich wojsk inżynieryjnych, to jeszcze matka trzymała Ridleya i jego brata, Tony`ego Scotta, raczej krótko. Obraz silnej i niezależnej matki, którą powinno się szanować (jak każdą kobietę), odcisnął najmocniejsze piętno na przyszłego reżysera, w którego filmach nie brakuje twardych i odważnych kobiet. Poza tym, z powodu bardzo częstych nieobecności, ojciec pozostawał marnym autorytetem dla obu synów. Ridley i Tony Scottowie mieli też słaby kontakt z trzecim z braci, Frankiem, który wstąpił do marynarki handlowej.
Scottowie prowadzili często koczowniczy tryb życia. Bardzo często się przeprowadzali, w tym m.in. do Kumbrii, Walii i Niemiec. Po zakończeniu II wojny światowej rodzina w końcu wróciła do rodzinnej północno-wschodniej Anglii i zamieszkali w Teesside.
Ridley Scott uczył się w Grangefield Grammar School. Później studiował projektowanie graficzne, uzyskując najpierw dyplom w West Hartepool College of Art (w 1958 r.), a potem stopień magistra projektowania graficznego w Royal College of Art (w 1962 r.). Na zakończenie roku akademickiego nakręcił krótkometrażówkę „Chłopiec i rower” (1965). Dzięki temu, z czasem strona wizualna stała się jednym ze znaków firmowych przyszłego reżysera.
KARIERA
Swoją karierę Scott zaczynał od kręcenia reklam i odcinków seriali. Już wtedy dał o sobie znać jego twardy, angielski sposób obchodzenia się z ludźmi. Według współpracowników był on zamknięty w sobie, wymagający i z trudnym charakterem. Od początku jednak miał utarty szacunek dla kobiet i jeśli ktoś zalazł mu za skórę, to najczęściej męska część ekipy filmowej. Z czasem zaczął jednak być otwarty dla ekipy filmowej i traktować ich członków jak równych sobie (inaczej niż James Cameron, który do dziś ma opinię Hitlera wśród członków ekipy filmowej).
Debiutancki film pt. „Pojedynek”, Scott oparł na opowiadaniu Josepha Conrada. Czystym zbiegiem okoliczności w późniejszym „Obcym: 8 pasażerze Nostromo” nazwa tytułowego statku kosmicznego również była nawiązaniem do twórczości Conrada. Zapytany kiedyś przez dziennikarzy, czy prywatnie lubi tego pisarza, Scott z całą stanowczością odparł, że niespecjalnie. Film nie odniósł sukcesu, a Scott ciężko odchorował tą porażkę. Zasłużenie, bo dzięki następnemu filmowi reżyser zapisał się w annałach kina.
Tym filmem był „OBCY: ÓSMY PASAŻER NOSTROMO”. Scenariusz filmu nakręcił Dan o`Bannon, który początkowo pracował nad „Diuną”, którą miał nakręcić Alejandro Jodorovsky. Z tamtego projektu nic nie zostało, jednak o`Bannon wrócił do starego skryptu o kosmicie polującym na członków ekspedycji uwięzionych w kosmicznym statku. Scott dokonał w scenariuszu drobnych poprawek. Mało kto zdaje sobie dziś sprawę, że Ellen Ripley początkowo miała być… mężczyzną, a płeć „zmieniła” dzięki Scottowi. Film stał się przebojem, zapoczątkował jedną z kultowych serii horrorów SF, uczynił z Sigourney Weaver megagwiazdę ekranu, a z rozkosznego, ociekającego śluzem, Xenomorpha - czyli tytułowego „Obcego” - jedną z najbardziej ikonicznych poczwar X Muzy.
Po sukcesie kolejnego filmu, „ŁOWCY ANDROIDÓW” Scott wbrew samemu sobie stał się specem od science fiction. Piszę „wbrew samemu sobie”, bo Scott… nie jest fanem SF; „Obcego” nakręcił tylko dlatego, bo ledwie dwa lata wcześniej triumf święciły „Gwiezdne wojny” George`a Lucasa i początkujący reżyser uznał, że science fiction stał się trendy. „Łowca androidów” zapisał się z wielu powodów: jako najlepsza ekranizacja prozy Philipa K Dicka, jako film z największą liczbą wersji reżyserskich (do dnia dzisiejszego się zastanawiam, którą wersję miałem okazję oglądać...) i jako najlepszy film z najlepszym kinowym monologiem wygłaszanym przez Rutgera Hauera. W 2015 roku Ridley Scott powrócił (ale tym razem tylko jako producent) do uniwersum „Łowcy androidów” za sprawą „Blade Runnera 2049”.
W późniejszych latach Scott nakręcił również „THELMĘ I LOUISE”, brawurowy buddy movie w żeńskiej wersji ze świetnymi rolami Susan Sarandon i Geeny Davis, a także piękny wizualnie – choć zakończony również klapą – film fantasy „LEGENDA”. Sięgnął też po kino biograficzne, kręcąc „1492: WYPRAWĘ DO RAJU” z rozpoznawalną muzyką Vangelisa.
STYL REŻYSERSKI
W filmach Ridleya Scotta można zaobserwować obecność silnych i odważnych kobiet, co jest efektem wychowania przez niezależną i twardą matkę. Dla kontrastu, w filmach Scotta można też zauważyć motyw konfliktu między ojcem, a synem, co także mogło wyniknąć z życia osobistego reżysera. Przecież Ridley Scott nigdy nie utrzymywał kontaktu ze swoim ojcem. W wielu produkcjach Scotta powtarza się też motyw wojska i armii, który również odzwierciedla jego ojca.
Wszystkie te elementy, znane z jego życia osobistego, znalazły swój wydźwięk w jego filmach.
XXI WIEK: PASMO SUKCESÓW I PORAŻEK
Nowe stulecie rozpoczęło się dla Scotta bardzo pomyślnie: w 2000 roku na ekrany kin wszedł „GLADIATOR” - historia byłego centuriona, który mści się na nowym cesarzu jako świeżo upieczony gladiator. Rok później pojawiła się największa porażka reżysera: „HANNIBAL” będący kontynuacją „Milczenia owiec” Jonathana Demme`a. Nawiązał też współpracę z Russellem Crowem, który wystąpił w „Gladiatorze”. Wspólnie nakręcili dotąd pięć filmów. Po ostatnim ich wspólnym filmie - „Robin Hoodzie” - zaczęły się trzy chude lata dla Scotta. Reżyser wrócił do uniwersum Obcego, ale dwa filmy, które nakręcił: „PROMETEUSZ” i „OBCY: PRZYMIERZE” nie odniosły sukcesu.
Być może dlatego Scott przerzucił się na telewizję, w której póki co odniósł sukces serialem „WYCHOWANE PRZEZ WILKI”. Czas pokaże, czy jeszcze odniesie sukcesy na miarę pierwszego „Obcego” i „Łowcy androidów”.
Za co warto docenić Ridleya Scotta? Za niesamowitą wyobraźnię i za widowiskowe kino SF, oraz kostiumowe A także za to, że dzięki niemu zaczęły pojawiać się na ekranie silne postaci kobiet. W samej rzeczy gdyby ktoś nie okazał szacunku kobiecie na jego oczach, Scottowi raczej by się to nie spodobało.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz