Cykl na blogu CultureZone: UBÓSTWIANA ÓSEMKA.
Witam bardzo serdecznie. Praca nad ekranizacjami wydaje się banalnie prosta. Nic bardziej mylnego. Zdarzały się przecież krytyczne opinie fanów filmowanych książek. Zdarzały się jednak EKRANIZACJE ZNIENAWIDZONE PRZEZ SAMYCH AUTORÓW. Adaptatorzy muszą się wówczas mieć na baczności, ponieważ autorzy filmowanych książek potrafią być bardzo wymagający: ci potrafią się przyczepić do dosłownie wszystkiego. Przygotowałem dla was osiem takich przypadków. Zaczynamy.
8, „Solaris”, reż. Andriej Tarkowski [wg powieści Stanisława Lema]
Na dobry początek klasyczne podejście do tematu: Stanisław Lem i jego ogólny stosunek do filmów opartych na jego książkach. Lem nie znosił każdej ekranizacji swoich książek. Najbardziej znienawidził jednak „Solaris” Tarkowskiego. Panowie początkowo prowadzili dyskusje nad ostatecznym kształtem filmu, ale finalnie nie doszli do porozumienia. Zdaniem Lema, Tarkowski zignorował zasadnicze pytania książki dotyczące kontaktu z kosmicznym bytem, a na pierwszy plan wysunął wątek melodramatyczny. Reżyser, rzecz jasna próbował się bronić, ale ostatecznie przyznał, że „Solaris” to jego najsłabszy film.
Czytając „Buszującego w zbożu” J. D. Salingera, zapewne niejeden czytelnik zadawał sobie pytanie, czemu ta kultowa powieść nigdy nie została sfilmowana: przecież to gotowy materiał na dobry film psychologiczno-społeczny. Okazuje się, że stosunek Salingera do ekranizacji jego książek był jeszcze surowszy, niż w przypadku Lema.
7, „Moje zwariowane serce”, reż. Mark Robson [wg opowiadania J. D. Salingera pt. „Pan Kostek w Connecticut”]
Wszystko zaczęło się pod koniec lat 40, kiedy J. D. Salinger udzielił zgody na ekranizację jego opowiadania „Pan Kostek w Connecticut” (pochodzącego ze zbioru „9 opowiadań”). Był pewny, że ekranizacja się powiedzie. Obawy zaczęły się przy zmianie tytułu (film miał mieć tytuł: „Moje zwariowane serce”). No, ale to powszechna metoda (patrz: „Milcząca planeta” wg „Astronautów” Lema). Prawdziwa zgroza nastąpiła, gdy Salinger obejrzał film: okazało się, że zrobiono z niego melodramat. Rozczarowany autor zerwał kontakt z Hollywood. Teraz już wiadomo, czemu nikt nie sfilmował „Buszującego w zbożu”.
„Niekończącą się opowieść” Wolfganga Petersena zna każdy, kto dorastał na przełomie lat 80 i 90 XX wieku. Mało kto jednak wie, że jest to ekranizacja powieści niemieckiego pisarza, Michaela Ende`a. Dlaczego, już wyjaśniam.
6, „Niekończąca się opowieść”, reż. Wolfgang Petersen [wg powieści Michaela Ende]
Po skrytykowaniu ekranizacji swego opowiadania, J. D. Salinger zabronił ekranizowania jakichkolwiek innych swoich książek. Ende poszedł o krok dalej. Tradycyjnie zgodził się na ekranizację swej najsłynniejszej książki, „Niekończącej się opowieści”, którą miał sfilmować Wolfgang Petersen. Problem pojawił się jednak, gdy książka została zekranizowana. Zdaniem Ende`ego, reżyser minął się z ideą autora, stawiając na wizualność. Może wiązał się z tym fakt, że zekranizowano tylko połowę książki. W każdym razie Ende kazał usunąć swoje nazwisko z czołówki, by nigdy nie mieć z filmem nic wspólnego.
O sporze między Pamelą Travers, a Waltem Disneyem na temat ekranizacji „Mary Poppins” powstał bardzo ciekawy film „Ratując pana Banksa”. Była to historia o tyle ciekawa, gdyż Pamela Travers wtrącała się już w czasie ekranizowania swojej książki.
5, „Mary Poppins”, reż. Robert Stevenson [wg powieści Pameli Travers]
Travers czepiała się dosłownie wszystkiego, niemal na każdym etapie produkcji musiała mieć jakieś zastrzeżenia. Nie akceptowała Julie Andrews odgrywającą tytułową postać, nie podobały jej się piosenki z filmu (w ogóle sam pomysł na kręcenie filmu w formie musicalu spotkał się z jej krytyką). A już najbardziej nie do pomyślenia było, by łączyć film fabularny z animacją (co wtedy było rewolucyjnym zastosowaniem w kinie). Na premierze filmu ponoć płakała – bynajmniej nie ze wzruszenia jak to pokazano w filmie z Tomem Hanksem i Emmą Thompson. Ciekawe, co by powiedziała na sequel „Mary Poppins powraca”...
Czasem autor filmowanej powieści nie musi mieć zastrzeżeń do samego filmu. Wystarczy, że przyczepi się do decyzji castingowych. Najlepszy tego przykład to Anne Rice i jej stosunek do ekranizacji „Wywiadu z wampirem”.
4, „Wywiad z wampirem”, reż. Neil Jordan [wg powieści Anne Rice]
Pisząc powieść (a później scenariusz), Rice wyobrażała sobie w potencjalnej ekranizacji w roli wampira Lestata Rutgera Hauera (mniejsza o odstępstwa od książki, skoro pozwoliła na nie sama Rice). Gdy gruchnęła wiadomość, że w ekranizacji Lestata ma zagrać Tom Cruise, wybór wydał się autorce niezrozumiały. W tym przypadku wspierali ją też fani cyklu. Cruise próbował przekonywać autorkę, że podejmie się zdania (wysłał jej nawet kasetę VHS z „Urodzonym 4 lipca”). Ostatecznie autorka zaakceptowała decyzję i sam film, inaczej niż w przypadku późniejszej „Królowej potępionych” i tamtejszego odtwórcę roli Lestata.
Jeśli nie aktorzy, to decyzja o wyborze reżysera może być powodem początkowej lub stałej niechęci autora ekranizowanej powieści. Tak było w przypadku Alice Walker.
3, „Kolor purpury”, reż. Steven Spielberg [wg powieści Alice Walker]
Autorka „Koloru purpury” po prostu nie mogła zaakceptować wyboru Spielberga na adaptatora jej powieści. Dla niej Spielberg był twórcą kina rozrywkowego (miał w dorobku takie filmy jak „Szczęki”, „E.T.”, czy „Poszukiwaczy zaginionej Arki”). Pokazywane na bieżąco materiały z planu nic nie pomagały, choć Walker podobała jej się debiutująca na ekranie Whoopy Goldberg. No i, oczywiście, krytykowała też odstępstwa od pierwowzoru (np. złagodzony wątek lesbijski). Ostatecznie zmieniła zdanie, kiedy zobaczyła w sali kinowej entuzjastyczną reakcję widzów i wybaczyła twórcom nawet odstępstwa od książki.
Nie tylko autorzy powieści mogą mieć za złe twórcom filmowym reinterpretację materiału źródłowego na rzecz ekranizacji. To samo dotyczy twórców komiksów. Najlepszy przykład to stosunek Alana Moore`a do ekranizacji jego obrazkowych historii.
2, „Liga Niezwykłych Dżentelmenów”, reż. Stephen Norringhton [wg powieści graficznej Alana Moore`a]
O tym, jak cięty na ekranizacje swej spuścizny potrafi być Moore, przekonał się Stephen Norringhton podczas ekranizacji „Ligii Niezwykłych Dżentelmenów”. Powieść graficzna to ironiczny komentarz Moore`a dotyczący kultury popularnej i związanej z nią filmów według poczytnych książek. A co zrobił z materiałem źródłowym pan reżyser? Rzecz nie do przyjęcia dla autora: zamienił powieść graficzną z kluczem na rozbuchane kino akcji. Sean Connery w roli głównej nic nie pomógł. Nie dziwota, że Moore nie lubi ekranizacji swoich dzieł, choć zdarzały się ekranizacje lepsze (np. „Z piekła rodem” z Johnnym Deppem).
Kiedy mówimy o niechęci autorów do ekranizacji swoich dzieł, pierwszy, który przychodzi nam do głowy – poza Lemem – jest też Stephen King. Na pierwszym miejscu uplasowała się ekranizacja jego książki znana doskonale każdemu: „Lśnienie” Stanleya Kubricka.
1, „Lśnienie”, reż. Stanley Kubrick [wg powieści Stephena Kinga]
O niechęci Stephena Kinga do filmu Stanleya Kubricka pisałem nie raz i nie dwa razy, ale lubię wracać do tego tematu. King, tak jak Lem w przypadku ekranizacji „Solaris”, prowadził wstępne rozmowy z adaptatorem, które jednak nie przyniosły rezultatu. Zdaniem Kinga, Kubrick zupełnie inaczej odczytał powieściowe „Lśnienie”. O ile w książce źródłem zła jest alkohol, o tyle Kubrick uważał, że to samo zło tkwi w każdym z nas. King porównał wręcz film do nowo kupionego cadillaca z zepsutym silnikiem. I choć król horrorów zdystansował się ostatnio do ekranizacji swoich książek, niechęć do filmu Kubricka pozostała.
To była moja lista ekranizacji książek znienawidzonych przez samych autorów. Jakie tytuły przychodzą wam do głowy? Piszcie swoje typy w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz