Cykl na blogu CultureZone: W MUZYCZNĄ PODRÓŻ PRZEZ ŚWIAT.
Witam serdecznie. Zapraszam was na premierowy odcinek cyklu poświęconego muzyce rozrywkowej. Co wtorek w moim cyklu „W muzyczną podróż przez świat” przedstawię wam historię płyt, które wywarły wpływ w rozwoju muzyki rozrywkowej lub na karierę piosenkarzy. W pierwszym odcinku bierzemy na tapetę płytę „BOTH SIDES” Phila Collinsa. Zaczynamy.
OKOLICZNOŚCI POWSTANIA
„Both Sides” jest piątą solową płytą w karierze Phila Collinsa. Być może to nie ją powinien omawiać jeśli chcę mówić o rozwoju kariery solowej Collinsa, być może powinien raczej wspomnieć o „Face Value”, debiucie solowym piosenkarza. Ale miałem wyraźny powód, by wybrać właśnie „Both Sides”. Wydana w 1993 roku, uchodzi za najbardziej osobistą w dorobku dawnego wokalisty Genesis. Były dwa powody, dla których płyta uchodziła za najbardziej osobistą w dorobku Collinsa.
Po pierwsze, Collins wydał wcześniejsze solowe płyty ze wspólnikami: producentem Hugh Padghamem, gitarzystą Darylem Stuermerem, oraz basistami Lelandem Sklarem i Phenixem Hornsem. W tym przypadku piosenkarz nagrał wszystkie utwory w swoim domowym studio i samodzielnie wyprodukował krążek. Pierwszy raz także Collins napisał notatki wyjaśniające znaczenie każdej piosenki na płycie.
Po drugie Collins uważa, że z tej płyty jest najbardziej zadowolony. W 2016 roku tak o niej mówił: „>>Both Sides<< to mój ulubiony album z punktu widzenia pisania piosenek i kreatywności. To był w dużej mierze album solowy. Grałem wszystko, piosenki po prostu wypływały ze mnie, a jako pisarz jest to coś, o czym marzysz”. Warto również dodać, że płyta powstawała w cieniu jego rozwodu z Jill Tavelman: „To był drugi rozwód! Relacje międzyludzkie w tamtym czasie były zagmatwane, łatwiej o tym mówić, a wszystko to przyszło bardzo spontanicznie”.
Collins rozwiódł się z Jill Tavelman po tym jak w 1992 roku wdał się w romans z dawną koleżanką, Lavinią (okres trasy promującej płytę „We Can’t Dance”). Związek trwał kilka miesięcy, ale przyczynił się do rozpadu małżeństwa z Jill.
ZAWARTOŚĆ PŁYTY
Płyta składa się w całości z jedenastu piosenek. W większości z nich Phil Collins wyraża swój smutek i żal po rozstaniu z Jill Tavelman. Ale rozpacz po rozstaniu z Jill Tavelman to nie jedyny temat tej płyty. Phil Collins podejmuje też tematy polityczne („We wait and we wonder” podejmujący temat terroryzmu, który nasilił się wtedy w Wielkiej Brytanii), oraz kulturowe („We`re sons of our fathers”, w której Collins przygląda się jak zmieniła się młodzież i jej podejście do rodzinnych autorytetów).
Większość piosenek mówi jednak o rozstaniu i wszelkich próbach odbudowy związku. Temat rozstania często powtarzał się w twórczości – zwłaszcza solowej – Phila Collinsa. Już piosenka otwierająca płytę, „Both sides of story”, traktuje o trudnych relacjach w rodzinie: o tym, że dzieci są bardzo często świadkami kłótni rodziców i muszą „zawsze wysłuchiwać obu wersji historii”. Kolejne piosenki to wyraz bólu po rozstaniu i wszelkie próby odzyskania utraconych uczuć do Jill Tavelman.
„I can`t turn back the years” to wyznanie, w którym Collins nie umiałby cofnąć tych lat, w których nie sprawdzał się jako mąż, nawet gdyby chciał to zrobić. Melancholijne „Everyday”, najbardziej znana piosenka z płyty, to kolejne wyznanie: że Phil Collins codziennie próbuje zrozumieć gdzie i jaki popełnił błąd, który doprowadził do rozstania z drugą żoną. W „I`ve forgotten everything” Collins przyznaje, że zapomniał już jak kochał swoją żonę, a wspomnienia ich małżeństwa są zakryte gęstą mgłą. Piosenka „Can`t find my way” jest opowieścią o tym, jak Collins próbował odbudować swój związek, ale nie mógł znaleźć właściwego sposobu, by to zrealizować.
W „Survivors” artysta prosi ukochaną, by wybaczyła wszelkie przewinienia, ponieważ nigdy nie chciał sprawiać jej jakiejkolwiek przykrości. O piosence „We fly so close” Phil Collins napisał w swoich notatkach: „Nigdy nie wiemy do końca jak blisko zbliżyliśmy się do katastrofy. Czy to w miłości, czy w zwykłym, codziennym życiu”. Kolejne przeprosiny Collins wyznaje w piosence „There`s a place for us”, w której wyznaje, że gdzieś być może jest miejsce dla nich obojga. Całość wieńczy piosenka „Please Come Out Tonight”, w której piosenkarz prosi, by ukochana do niego wróciła, a wtedy wszystko zaczną od nowa i znów będą mogli zostać razem.
OCENA PŁYTY
Choć relacje między Philem Collinsem, a Jill Tavelman nigdy nie złagodniały, płyta i tak uchodzić może za najbardziej chwytającą za serca słuchaczy. Świetny wokal Collinsa, plus znakomite aranżacje nie pozwolą tak szybko wyjąć płyty z odtwarzacza. Kolejne piosenki łączą się ze sobą w logiczną całość, tworząc w gruncie rzeczy historię burzliwego związku, rozstania zakochanych, oraz próby pogodzenia się dawnych ukochanych. Godzina i siedem minut słuchania płyty przelatają bardzo szybko.
Teksty do wszystkich piosenek Collins napisał osobiście. Część z nich wyrażają ból i żal po rozstaniu z drugą żoną. Pozostałe dotykają tematów kulturowych i politycznych. Każda jest trafnym spostrzeżeniem na to, co dzieje się na świecie. Collins ma tutaj celne oko na wydarzenia codzienności i na swój, wyjątkowy sposób, chce się swoimi spostrzeżeniami podzielić ze słuchaczami. Dzieli się ze słuchaczami swoimi spostrzeżeniami z dużą porcją wrażliwości. Już na wcześniejszych płytach Collins podejmował głośne i trudne tematy, jak chociażby problem bezdomności (słynne „Another day in paradise” z płyty „… But Seriously”). Tu pozostał temu wierny.
Dodatkowego smaku dodaje niewątpliwie mroczny i melancholijny klimat płyty. Klimat niewątpliwie przysłużył się płycie, która podejmuje tak ponury temat, jakim jest rozstanie. Dla Phila Collinsa rozstanie z Jill Tavelman nie było pierwszym i nie było też ostatnim w jego życiu, doskonale więc wiedział, jakie uczucia towarzyszą ludziom kiedy dochodzi do takich sytuacji. To tłumaczyłoby ponure brzmienie niektórych piosenek znajdujących się na tej płycie. Choć w życiu nie było happy endu (Collins nigdy nie pogodził się z Tavelman), na płycie pojawia się iskra nadziei, że kiedyś może nastąpić coś wyjątkowego, a dawni ukochani jeszcze do siebie wrócą. Trudno nie współczuć dawnemu wokaliście Genesis tego, co go w życiu spotkało.
W pewnym sensie jednak coś wyjątkowego przytrafiło się w życiu Collinsa. W 2017 roku odnowiły się jego relacje z córką, aktorką Lily Collins, urodzoną ze związku z Tavelman. Po rozwodzie, Phil Collins sporadycznie widywał się z córką. Może to zakrawać na ironię, skoro właśnie dla niej napisał w 1999 roku piosenkę promującą disnejowskiego „Tarzana” pt: „You`ll be in my heart”. Tymczasem w 2017 roku Lily Collins w swojej autobiografii wybaczyła ojcu, że zostawił ją i jej matkę. Przyznała też, że pomimo tego, co im zrobił, nigdy nie przestała go kochać.
Czy warto sięgnąć po płytę „Both Sides”? Zdecydowanie tak, chociażby po to, by móc się przekonać jak bardzo szczery i wrażliwy potrafi być Phil Collins. Nawet, jeśli niektóre jego piosenki są utrzymane w mrocznym klimacie i podejmują bardzo ponure tematy.
Płyta Phila Collinsa „Both Sides”:
https://www.youtube.com/playlist?list=PL8Lpw39GxwbOyR0yMDW7Y6LGuaLPFCvQS

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz