czwartek, 15 października 2020


Cykl blogu CultureZone: UBÓSTWIANA ÓSEMKA.


Witam serdecznie. Z okazji wczorajszego DNIA NAUCZYCIELA przygotowałem dla was ranking najlepszych popkulturowych nauczycieli. W filmach i w serialach nauczycieli nie brakowało, dlatego będzie z czego wybierać. Zaczynamy.


8, Lou-Anne Johnson [„Młodzi gniewni”, reż. John N. Smith]

Historia przedstawiona w filmie, choć niesamowita, wydarzyła się naprawdę. Bohaterka grana przez Michelle Pfeiffer trafia do szkoły, która w drodze wyjątku okazuje się piekłem nie dla uczniów, lecz dla nauczycieli. Lou-Anne Johnson zostaje przydzielona trudna młodzież, której ciężko byłoby wpoić nawet tabliczkę mnożenia albo zasady ortografii (że już nie wspomnę o czytaniu lektury szkolnej…). Nauczycielka wykazuje się godną pozazdroszczenia charyzmą i staje się autorytetem dla uczniów. Być może wpływ na to miał fakt, że przedtem Johnson… służyła w marines. To się nazywa bojowa pani profesor...

Nie każdy nauczyciel może być autorytetem dla uczniów. Boleśnie przekonał się o tym nasz swojski Adaś Miauczyński.

7, Adaś Miauczyński [„Dzień świra”, reż. Marek Koterski]

Miauczyński to postać tragikomiczna. Z jednej strony bawi swoimi złotymi myślami (np. o wypłacie pensji). Niemal każda jego kwestia to dziś kultowy cytat („Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu?”), a sceny z jego udziałem zapadają w pamięci (przepytywanie syna z odmiany „być” po angielsku). Jednocześnie Miauczyński jest też postacią tragiczną: mało, że z trudem dogaduje się z uczniami, to jeszcze ma problemy z alkoholem i synem. Adasia Miauczyńskiego grało wielu aktorów, jednak najlepiej ta rola wypadła zdecydowanie Markowi Kondratowi. Czapki z głów.

Z Polski przeskakujemy do Japonii, gdzie już czeka na nas z cennymi radami dotyczącymi karate Miyagi.

6, Miyagi [„Karate Kid”, reż. John G. Avildsen]

Bohater filmu Johna Avildsena, Daniel Larusso, chce nauczyć się od mistrza Miyagi sztuk walki by odzyskać względy swej ukochanej, której adorator to mistrz karate. Pozornie Miyagi jedynie zleca chłopakowi kilka prac fizycznych (jak malowanie płotu…). Z czasem okazuje się, że pod płaszczykiem ciężkich prac domowych kryły się wartości dotyczące uprawiania sztuk walki. To dzięki nim, młody Daniel stał się jednym z najzdolniejszych karateków. Rzecz jasna to w głównej mierze zasługa Miyagiego bezbłędnie zagranego przez Pata Moritę. Przy nim wymięka nawet Jackie Chan z remake`u nakręconego w 2010 roku...

Choć mury Instytutu dla Utalentowanej Młodzieży zapełniało wielu członków X-Menów, na ich czele wysuwał się przede wszystkim jeden mutant: Profesor X.

5, Profesor X [seria „X-Men”]

Obdarzony telepatią Profesor X to umysł ścisły w dosłownym tego słowa znaczeniu. Gdy zajdzie taka potrzeba, korzysta ze specjalnego urządzenia zwanego Cerebro by wyszukać nowych, przyszłych kadetów do stworzonego przez siebie Instytutu dla Utalentowanej Młodzieży. Przede wszystkim jednak, to zwolennik pokojowego nastawienia do ludzi (którzy traktują mutantów jako wielkie zagrożenie), stając tym samym w opozycji do brutalnych metod swego dawnego wspólnika, Magneto. Nie ważne, czy Profesora grał Patrick Stewart, czy James McAvoy, w obu interpretacjach była to postać co najmniej fascynująca.

Ciało pedagogiczne Hogwartu to temat na oddzielny ranking. Nie ulega jednak wątpliwości, że pod względem gry aktorskiej i dubbingu, w ścisłej trójce znalazłby Severus Snape.

4, Severus Snape [seria „Harry Potter”]

Już na pierwszej lekcji przyrządzania eliksirów, profesor Snape daje jasno do zrozumienia, jakiego rodzaju lekcje będzie prowadził z uczniami. Do uczniów ma dość chłodny stosunek, a najbardziej za skórę załazi mu Harry Potter. Do części piątej (w przypadku książek: do tomu piątego) fanów dziwiło, skąd ta niechęć Snape`a do Harry`ego. I chociaż po lekturze szóstego tomu (i seansie szóstego filmu) Snape sam zalazł za skórę fanom, w finale cyklu został godnie zrehabilitowany. Za sprawą znakomitej roli Alana Rickmana (i równie świetnego dubbingu Mariusza Benoita), to najlepszy nauczyciel w całym Hogwarcie.

Podium otwiera drugi w tym rankingu nauczyciel pochodzenia polskiego. Sądzę, że dzieci ucieszą z jego obecności. Na miejscu 3. uplasował się bowiem Ambroży Kleks.

3, Ambroży Kleks [„Akademia Pana Kleksa”, reż. Krzysztof Gradowski]

Pan Kleks, niczym Snape, dał uczniom do zrozumienia, czego mają się po nim spodziewać: „Nie będę was uczył ani tabliczki mnożenia, ani gramatyki, ani kaligrafii, ani tych wszystkich nauk, które są zazwyczaj wykładane w szkołach. Ja wam po prostu pootwieram głowy i naleję do nich trochę oleju”. Kleksografia, przędzenie liter, czy leczenie chorych sprzętów, to tylko część planu zajęć w tej szkole. Gdy doda się fakt, że pana Kleksa grał ciepły i serdeczny Piotr Fronczewski, a zdjęcia były kręcone w Nieborowe, to aż chciałoby się do zapisać do takiej Akademii. Taki nauczyciel, to nie tylko skarb, ale wręcz dobro narodowe.

Dobry nauczyciel, nawet filmowy, powinien być nie tylko ciepły i serdeczny dla uczniów. Powinien też przekazywać jakieś wartości, nawet gdyby miał je tłuc do głowy jak ciężkim obuchem. Najlepszy tego dowód to Yoda z „Gwiezdnych Wojen”, a zwłaszcza z „Epizodu 5. Imperium kontratakuje”.

2, Yoda [„Gwiezdne Wojny. Epizod 5: Imperium kontratakuje”, reż. Irvin Keshner]

Chociaż przypomina gremlina w szykownym szlafroczku i cierpiącego na reumatyzm (bo porusza się z laseczką), nie powinno się Yody oceniać tylko po wyglądzie. Bo Yoda, mimo pozorów, dysponuje ogromną Mocą (i to Mocą pisaną przez duże „M”), dzięki której potrafił wydobyć X-Winga Luke`a z bagien Dagobah. Oczywiście, niektóre sceny z jego udziałem mogły zadziwić nawet najwierniejszych fanów sagi (jak pojedynek z hrabią Dooku z „Ataku klonów”, gdzie Yoda skakał niczym piłka plażowa). Trudno niemniej zaprzeczyć, że myśli to miał szczerozłote: „Nie próbuj. Rób, albo nie rób. Nie ma próbowania”.

Gdyby w prawdziwych szkołach uczyliby nauczyciele pokroju zwycięzcy rankingu, niejeden uczeń ukończyłby każdą klasę (ba, całą szkołę) z zasłużonym wyróżnieniem. Zwycięstwo należy do Johna Keatinga ze „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”.

1, John Keating [„Stowarzyszenie Umarłych Poetów”, reż. Peter Weir]

John Keating to ekscentryczny nauczyciel języka angielskiego w elitarnej szkole. Jego motto życiowe pochodzi wprost od Horacego (słynne „Carpe diem”, czyli: „Chwytaj dzień”). Lekcje prowadzi po swojemu, sprzeciwiając się tym samym narzuconym przez szkołę zasadom. Człowiek czynu, wzór do naśladowania, dzięki czemu zyskał szacunek wśród uczniów. Choć metody Keatinga doprowadziły do tragedii (samobójstwo jednego z uczniów jako akt buntu), każdy uczeń za pewne marzyłby o takim nauczycielu. Zwłaszcza w genialnej interpretacji nieodżałowanego Robina Williamsa. Kapitanie, mój Kapitanie!


To był mój ranking najlepszych filmowych nauczycieli. Jak wyglądałoby wasze grono nauczycielskie. Piszcie w komentarzach swoje typy, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz