Cykl na blogu CultureZone: W MUZYCZNĄ PODRÓŻ PRZEZ ŚWIAT.
Witam serdecznie. Są takie piosenki, do których mam szczególny sentyment. Na płycie, którą będę omawiał w czwartym odcinku „W muzyczną podróż przez świat”, tego rodzaju piosenek nie brakowało. Mniej więcej 20-18 lat temu popularny był kanadyjski piosenkarz o pseudonimie Garou. W tym odcinku mojego cyklu muzycznego przyjrzymy się historii jego debiutanckiej płyty pt. „SEUL”. Zaczynamy.
OKOLICZNOŚCI POWSTANIA
Zanim płyta „Seul” ukazała się w 2000 roku, Garou był znany jedynie z roli Quasimodo w musicalowej wersji „Dzwonnika z Notre Dame” (i bynajmniej nie chodzi o francuski dubbing disnejowskiej adaptacji). Pochodząca z musicalu piosenka „Belle” śpiewana wspólnie przez Garou, Daniela Lavoie`a i Patricka Fiori była wielkim hitem, przełożono ją na wiele języków (w Polsce przetłumaczył ją Jacek Cygan), a nawet okrzyknięto najpiękniejszą piosenką 50-lecia.
Drzwi do kariery dla Garou stanęły otworem. Kanadyjczyk został odkryty przez Celine Dion i jej męża, oraz menedżera, Rene Angelli`ego. Podczas wspólnego obiadu w 1999 roku nawiązali z piosenkarzem współpracę i rok później zaczął powstawać debiutancki album artysty pt. „Seul”. Teksty do siedmiu z czternastu piosenek (w tym do „Gitan”, oraz do tytułowej piosenki) napisał Luc Plamondon, który był też autorem libretta do musicalu „Notre Dame de Paris”. Jedną z piosenek - „Sous le vent” („Pod wiatr”) - Garou wykonał w duecie z Celine Dion.
Premiera płyty odbyła się w listopadzie 2000 r. Była jednym z największych sukcesów przemysłu fonograficznego we Francji. Album zdobył status diamentowej płyty (tytułowa piosenka, oraz utwór „Sous le vent”, z kolei, osiągnęły status multi platynowych). W taki sposób rozpoczęła się kariera jednego z najpopularniejszych kanadyjskich piosenkarzy.
ZAWARTOŚĆ PŁYTY
Na płycie znajduje się 14 piosenek. Już na pierwszym miejscu znalazł się utwór, z którym Garou jest najbardziej kojarzony. „Gitan” to nastrojowy utwór, w której piosenkarz dzieli się ze słuchaczami swoimi pragnieniami o cygańskim, pełnym wolności, życiu. Po niej następuje łatwo wpadająca w ucho piosenka „Que l'amour est violent” - Garou śpiewa w niej o tym jak bardzo gwałtowna potrafi być miłość; muzyka piosenki – raz liryczna, raz dynamiczna – ma odzwierciedlać taką właśnie miłość.
Po tak zróżnicowanej dawce emocji słuchacz zasłużył na odrobinę wytchnienia. Kolejne dwie piosenki bez problemu mogą zapewnić rozluźnienie podczas słuchania, choć i tam też nie brakuje emocji. „Demande au soleil” to spokojniejsza kompozycja, będąca wyznaniem do ukochanej osoby. Luc Plamondon napisał tekst tej piosenki po utracie swojej żony, a z kolei Garou zadedykował ją pamięci jego przyjaciółce, która jako pierwsza uwierzyła w jego wokalne zdolności. „Seul”, tytułowa czwarta piosenka, to utwór o samotności, m.in. po rozstaniu z ukochaną. To za pewne by tłumaczyło, czemu Garou zastanawia się w niej, „kto nigdy nie był sam, chociaż ten raz w życiu, w czeluści łóżka, pod koniec nocy”. Fragment „Seul au fond de son lit/Seul au bout de la nuit” może być metaforą samotności po utracie ukochanej osoby.
Piątą piosenką był utwór zaśpiewany wspólnie z Celine Dion, „Sous le vent”, będący wyznaniem dwojga ludzi o byciu razem. Jak już wspomniałem, to właśnie Celine Dion odkryła Garou, dostrzegła w nim potencjał na nową gwiazdę. Z kolei Garou wykorzystał w pełni ten potencjał nie tylko w tej piosence, ale i na całej płycie. Słuchanie ich wspólnego wykonania jest czystą przyjemnością. Zwłaszcza po najbardziej emocjonalnej piosence na tej płycie, „Je n`attendais que vous”, w której Garou wyznaje ukochanej osobie, że czekał tylko i wyłącznie na nią, na przekór przeciwnościom losu. Słowa do obu piosenek nie napisał Luc Plamondon, lecz Jacques Veneruso (także autor muzyki), lecz mimo to także im nie brakuje emocjonalnego wydźwięku.
Plamond napisał słowa do jeszcze dwóch piosenek: „Criminel”, oraz „Au plaisir de ton corps”, a pomiędzy nimi znajduje „Le calme plat”. Pierwsza z nich to pełna dynamiki piosenka o byciu zbrodniarzem, który dla kobiety gotowy jest na każde poświęcenie. Z kolei „Le calme plat” to, ponownie, spokojniejszy utwór tym razem opowiadający o byciu z ukochaną i zaznawaniu z nią błogiego spokoju; to tłumaczyłoby spokojniejszy nastrój tej piosenki. Spokoju, ale i dużej porcji emocji, nie brakuje również kompozycji „Au plaisir de ton corps”. Tym bardziej, że to piosenka, w której Garou daje drugą szansę po tym jak kobieta zraniła mu uczucia.
Z pięciu dalszych utworów pochodzących z płyty godna uwagi jest na pewno piosenka „Jusqu`a me perdre”, do której słowa napisał Bryan Adams (przetłumaczone przez Luca Plamondona). Poprzedzają ją dwa utwory o naturze i pięknie kobiet: La moitié du ciel i Lis dans mes yeux. Dwie przepiękne ballady miłosne. W XXI wieku nikt o kobietach nie potrafił śpiewać tak pięknie jak właśnie Garou. Nie dziwi więc fakt, że po nich następuje kompozycja ze słowami Bryana Adamsa, który sam wyspecjalizował się w romantycznych balladach.
Pod tym względem piosenka „Gambler” jest chyba najmniej udana i najmniej się jej słucha. Emocjonalność jest tutaj jakby wymuszona i nawet melodia nie wpada tak bardzo w ucho jak w dotychczasowych utworach. Płytę jednak kończy utwór o jakże wymownym tytule „L`Adieu”, w którym co prawda Garou żegna się z ukochaną, ale równie dobrze można by odebrać jako pożegnanie piosenkarza ze słuchaczami.
OCENA PŁYTY
Prócz jednego mankamentu w postaci piosenki „Gambler”, debiutancka płyta Garou to prawdziwy rarytas melomana. Choć już podczas muzycznego spektaklu „Notre Dame de Paris” można było się przekonać, że rodzi się nowa gwiazda muzyczna, dopiero płyta „Seul” w pełni to potwierdziła.
Debiutancki krążek Garou to bowiem płyta pełna emocji i to w różnych odcieniach, raz spokojnych, innym razem dynamicznych, ale za każdym razem skierowanych z czułością do kobiet. Uznanie należy się przede wszystkim Lucowi Plamondonowi za świetne słowa do niemal połowy piosenek z płyty. Nie można jednak zapominać, że gdyby nie Celine Dion, za pewne nikt w ogóle by nie usłyszał piosenek Garou. Ba, możliwe, że występ w musicalu „Notre Dame de Paris” byłby jedyną muzyczną przygodą w życiu uzdolnionego Kanadyjczyka.
Dla słuchaczy, których młodość przypadła na pierwszą dekadę XXI wieku, ta płyta może okazać się nawet sentymentalna. Dla mnie na pewno. Zresztą, nie tylko ta, bo następna płyta Garou „Reviens” ze znakomitym tytułowym utworem, to kawał sentymentalnej podróży w lata młodości. Jednak po krążek „Seul” warto sięgnąć nie tylko po to, by wspominać dawne lata. Ta emocjonalna płyta sprawdzi się również w romantyczne wieczory we dwoje, na przykład podczas kolacji przy świecach. Wszystko zależy od gustu słuchającego.
Płyta Garou: „Seul”:
https://www.youtube.com/playlist?list=PLZXWF5yxTGK--J6K8VxddNpxTnDkQiZdX

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz