Cykl Recenzenta Marcina: UBÓSTWIANA ÓSEMKA.
Witam serdecznie. To normalne, że reżyserom czasem nie wychodzą filmy. W końcu reżyser to też człowiek i też czasem może popełnić błąd. Ciekawym przypadkiem są jednak sytuacje, gdy dochodzi do PRZEPROSIN REŻYSERÓW ZA FILMY. Przygotowałem dla was osiem przykładów, gdy dochodziło do takich sytuacji. Zaczynamy.
8, Steven Spielberg [za „Indianę Jonesa i Świątynię Zagłady”/„Indianę Jonesa i Królestwo Kryształowej Czaszki”]
Zaczynamy z wyjątkowo grubej rury. Talentu Spielberga nikt nie podważy, chociaż i jemu zdarzały się filmy nieudane (pisze to wieloletni fan reżysera). Renomy serii o Indiana Jonesie też raczej nikt nie podważy. Mimo to Spielberg musiał dwa razy przepraszać za to, że kolejne przygody Indy`ego nie wyszły. Pierwszy raz jeszcze w latach 80, kiedy Spielberg przyznał się, że ze wszystkich części Indiany Jonesa, najmniej lubi „Świątynię Zagłady”. Wszystko z powodu wyjątkowo brutalny scenariusz. Drugi raz za „Królestwo Kryształowej Czaszki” przez sam koncept z Kryształową Czaszką i ślepe zaufanie Lucasowi.
Nawet największym geniuszom X Muzy zdarzało się przepraszać za swoje filmy. Dobry tego przykład to Alfred Hitchcock, któremu nie podobał się efekt końcowy produkcji pod tytułem „Lina”.
7, Alfred Hitchcock [za „Linę”]
„Ciekawy, choć nieudany eksperyment”. Tak pokrótce wielki Hitch skomentował pracę nad thrillerem z Jamesem Stewartem w roli głównej. Reżyser odwołał się w swoim filmie do filozofii Friedricha Nietzschego i motywu Nadczłowieka. I chociaż dziś film uznawany jest za jednego z lepszych w jego dorobku, sam Hitchcock nigdy nie był jego wielbicielem. Uznał, że koncepcja Nietzschego kompletnie nie pasuje do formuły thrillera, nawet z psychologicznym zacięciem. I chociaż Hitchcockowi zdarzały się o wiele słabsze filmy (na czele z wyjątkowo kiepską komedią „Numer siedemnaście”), trudno nie przyznać mu tutaj racji.
Chociaż Patryk Vega, mimo kontrowersji wokół jego filmów, ma oddane grono fanów, to i on musiał okazać skruchę i przyznać się, że coś mu nie wyszło. Padło na „Politykę”.
6, Patryk Vega [za „Politykę”]
Podobno matka Patryka Vegi wpajała mu do głowy, że jest wyjątkowym, wręcz doskonałym, człowiekiem i odniesie sukces we wszystkim, co robi. Z takim przeświadczeniem reżyser co rok wypuszczał kolejne filmy, zbierając najczęściej negatywne recenzje, z których jednak nic sobie nie robił. Do momentu, aż nakręcił „Politykę”. Vega przyznał, że film powstał nie z serca, lecz po to, by wydusić z portfeli widzów kasę. Dodał również, że nie interesuje się, ani nie rozumie, machiny politycznej. W tej sytuacji można tylko się zastanowić, jak musieli się czuć aktorzy grający w filmie. I co na tą skruchę powiedzieli fani reżysera…
W oczekiwaniu na „Diunę” od Villeneuve`a (a przyjdzie nam na nią czekaj długo, oj bardzo długo), pochylmy się nad ekranizacją Davida Lyncha. Za ten film twórca „Miasteczka Twin Peaks” również musiał się kajać.
5, David Lynch [za „Diunę”]
O tym jak słaby jest to film, wiedzą wszyscy fani kultury popularnej, nie tylko zwolennicy powieści Franka Herberta. Lynch obszedł się z pierwowzorem literackim jakby przyrządzał rybi filet. Obdarł książkę z tego, co w niej było najważniejsze: ze wszystkich filozoficznych, ekonomicznych i społecznych dywagacji autora. Po latach przyznał, że nie powinien był brać się za ekranizację tak wielopłaszczyznowej książki. Ujrzał w niej jednak potencjał na dobre kino. Problem w tym, że w realizację wtrącili się producenci, wymuszając ostateczny kształt filmu. To może teraz przydałaby się wersja reżyserska, panie Lynch?
Skoro mowa o zatargu z producentami, Sam Raimi również miałby coś do powiedzenia na ten temat i to w kontekście porażki „Spider-Mana 3”.
4, Sam Raimi [za „Spider-Mana 3”]
Raimi miał twarde argumenty na swoje usprawiedliwienie. Kierowały nim bowiem ambitne plany: chciał dopowiedzieć do końca wątek zabójstwa wujka Bena i połączyć go z postacią Sandmana. Do tego dochodził jeszcze wątek rodziny Osbourne`ów. I tu wtrącili się właśnie producenci, wymuszając na Raimim wprowadzenie Venoma, bo wtedy widzowie będą walić drzwiami i oknami. Choć reżyser tłumaczył, że Venom go nie interesuje, nic to nie pomogło. W efekcie film był przepełniony wątkami i chybionymi castingami (cherlawy Topher Grace w roli Eddiego Brocka/Venoma). Fani mieli prawo poczuć zawód.
Podium otwiera film powszechnie uważany przez wszystkich za najgorszy w całym wszechświecie: „Bitwa o Ziemię”.
3, Roger Christian [za „Bitwę o Ziemię”]
Za realizację i efekt końcowy tego filmu przepraszał, zresztą, nie tylko reżyser, ale również cała obsada (cała, prócz Johna Travolty…). I nic dziwnego, bo tu kulało dosłownie wszystko. Film dostał osiem nominacji do Złotych Malin, a także Złotą Malinę za „Najgorszy Dramat w 25-letniej historii Złotych Malin” (2005) i „Najgorszy Film Dekady” (2010). Nic dziwnego, że cała ekipa musiała przepraszać. Dodam tylko, że film powstał według powieści założyciela Kościoła Scjentologicznego, którego Travolta jest członkiem, jak tu więc się dziwić, że aktor nie pisnął nawet słowa „Przepraszam” za swój udział w tym „arcydziele”.
Drugie miejsce zajmują jedne z najbardziej zasłużonych przeprosin za nieudany film w historii X Muzy. Teraz niech pokaja się przed fanami Batmana sam Joel Schumacher.
2, Joel Schumacher [za „Batmana i Robina”]
Chociaż Joel Schumacher powinien był przeprosić zarówno za „Batmana Forever”, jak i za „Batmana i Robina”, reżyser pokajał się tylko za ten drugi film. Przyznał się, że nie zamierzał wracać do kina superbohaterskiego, ani kręcić kontynuacji „Batmana Forever”, bo w ogóle go nie czuje, a w dodatku nawet się nim nie interesuje. Był to jednak kolejny przypadek, kiedy na reżysera wpływ mieli producenci: ponieważ efekt końcowy „Batmana Forever” tak bardzo im się podobał, postanowili to podciągnąć dalej. Szkoda tylko, że na „Batmanie i Robinie” nikt nie zostawił suchej nitki: ani krytycy, ani przede wszystkim fani Batmana.
Dziś David Fincher to jeden z najlepszych reżyserów w historii kina, ale początku reżyserii filmowej był dla niego bardzo wyboisty. Tak bardzo, że musiał nawet przepraszać za jeden ze swoich wczesnych filmów. Chyba nie muszę tłumaczyć, za który.
1, David Fincher [za „Obcego 3”]
„Nikt tego filmu nie znosi tak bardzo, jak ja sam!”, tak Fincher podsumowuje swoją gehennę na planie zdjęciowym „Obcego 3”. Warunki, w jakich pracował, były wyjątkowo spartańskie: nie dość, że pracował bez gotowego scenariusza, to jeszcze wykłócał się z włodarzami 20th Century Fox o dosłownie wszystko. Dodajmy do tego, że dla Finchera „Obcy 3” był debiutem w pełnym metrażu, a sam reżyser wcześniej kręcił wideoklipy m.in. dla Madonny. Nienawiść Finchera do „Obcego 3” jest tak duża, że gdy oferowano mu reżyserię „Mission: Impossible 3”, po prostu odmówił, argumentując, że „P...rzy filmy z numerem 3”.
To była moja lista reżyserów przepraszających za nieudane filmy. Jakie wy znacie sytuacje, gdy reżyserzy przepraszali za swoje filmy? Piszcie swoje komentarze, a my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Cześć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz