środa, 16 grudnia 2020

Cykl na blogu CultureZone: „PROGRAM W ODCINKACH”


Witam bardzo serdecznie. Stacja HBO, której produkcje serialowe ostatnimi czasy dość często recenzuję w moim serialowym cyklu, ma do zaoferowania wiele ciekawych produkcji. Nie każdy serial, lub miniserial stacji HBO może być jednak sukcesem, co w ostatnich latach udowodniła produkcja Ridleya Scotta i Toma Hardy`ego według klasycznej noweli Charlesa Dickensa „OPOWIEŚĆ WIGILIJNA”. Zapraszam do poniższej recenzji miniserialu HBO.


OPOWIEŚĆ WIGILIJNA (2019) ***

twórcy: Nick Murphy (reżyseria), Ridley Scott, Tom Hardy (produkcja)

obsada: Guy Pearce, Andy Serkis, Stephen Graham


Opowieść wigilijna”, pierwsza z pięciu gwiazdkowych historii pisanych przez Dickensa w latach 1843-1848 dla szybkiego zarobku, była wielokrotnie przenoszona na ekran. Była także wielokrotnie przerabiana na potrzeby kina (na przykład „Wigilijne show” z Billem Murrayem w roli surowego prezentera telewizyjnego). Każda z tych ekranizacji/wariacji była większym lub mniejszym sukcesem. Trudno się dziwić, co przyciągało filmowców do gwiazdkowej historii starego skąpca, który w wigilijny wieczór zostaje nawiedzony przez duchy Wigilii. Dickens w pierwszych latach swej twórczości był wielkim optymistą i w głębi serca wierzył, że jeśli człowiek jest zły, to pod jakimś głębokim wpływem może się zmienić na lepsze. Taka właśnie przemiana zachodzi w zimnym sercu Ebenezera Scrooge`a.

FABUŁA

Niestety, najnowsza ekranizacja klasycznej historii Dickensa to kompletne nieporozumienie. Co więcej, mocno powątpiewam, czy nadawałaby się nie tylko na seans około świąteczny, ale też do oglądania w ramach omawiania w szkole literackiego materiału.

Twórcy serialu, wcześniej odpowiedzialni za serial „Tabu” z Tomem Hardym, postawili w tej wersji na mrok i gotyk. Nie powiem, literacka „Opowieść wigilijna” - mimo finałowego happy endu – również potrafiła być mroczna, zwłaszcza na końcu. Tu jednak twórcy poszli na całość. Nowa ekranizacja to chwilami świąteczny horror. Poza tym rozbudowali niektóre wątki (cały, godzinny, odcinek pierwszy jest oparty na pierwszej strofce opisującej wizytę ducha Marleya u Scrooge`a), choć nie wiadomo, czemu miało to niby służyć, i zmienili nieco motywację wigilijnych duchów (wizytują Scrooge`a nie po to, by go nawrócić, tylko zbawić zarówno jego duszę, jak i duszę Marleya). Najwięcej czasu ekranowego (cały drugi odcinek i pierwsze piętnaście minut trzeciego) zajmuje wizyta Ducha Minionej Wigilii, ale może dlatego, bo gra go Andy Serkis aka Gollum z ekranizacji „Władcy Pierścieni”…

Łatwo się domyślić, czemu zamiast klasycznego opisu odcinka wolałem zamieścić ocenę scenariusza. Każdy zna fabułę „Opowieści wigilijnej”, jeśli nie z okresu szkoły to chociaż z licznych ekranizacji. Niestety, w fabule jest zbyt wiele odstępstw od oryginału, a niektóre pomysły fabularne twórców serialu mogłyby zawstydzić samego Dickensa. Najlepszy tego dowód, to miłosne oddanie żony Cratchitta Scrooge`owi w zamian za opłacenie operacji Małego Tima: samej sekwencji oddania nie ma, jednak cały pomysł na wątek jest zwyczajnie niesmaczny i pozbawiony taktu.

OCENA

Większa dawka mroku ma swoje plusy, ale także i minusy. W końcu dickensowska historia przestała być na ekranie wyłącznie ckliwą opowiastką o ludzkiej przemianie i obchodzeniu najpiękniejszych świąt w całym roku (swoją drogą, ciekawe kiedy za ekranizację weźmie się Steven Spielberg, bo jak dotąd doczekaliśmy się – zresztą, na swój sposób też nieudanej – ekranizacji od Roberta Zemeckisa). Dzięki temu historia przestała być adresowana wyłącznie dla dzieci. Z drugiej strony twórcy mocno przesadzili z ładunkiem mroku: oglądając nową ekranizację, trudno uwierzyć, że to historia w sam raz na Boże Narodzenie (równie dobrze, mogłaby się nadawać na Halloween).

Kuleje też aktorstwo. Guy Pearce do roli Scrooge`a kompletnie się nie nadawał: nie dość, że za mało go ucharakteryzowano (wygląda za młodo na starego lichwę), to w dodatku nie satysfakcjonuje jego wewnętrzna przemiana (w literackim pierwowzorze wyraźnie było czuć całą przemianę Scrooge`a, tu jest po prostu sztuczna). Na osłodę pozostaje jeszcze Andy Serkis, który w roli Ducha Minionej Wigilii sprawdza się doskonale.

Niezłe są także efekty specjalne. Najlepiej wypadły w odcinku 2. Sekwencje przenoszenia Scrooge`a z teraźniejszości do przeszłości są dobre, tak samo przemiana dawnej szkoły Scrooge`a w wyimaginowany arabski pałac ogląda się z zapartym tchem. Ale już, z kolei, wyobrażenie sobie śmierci Małego Tima przez Scrooge`a w odcinku 3. trąci kiczem. W tym przypadku na osłodę pozostaje jeszcze charakteryzacja: Duch Przyszłej Wigilii ze swoimi zaszytymi ustami zamiast długiego płaszcza z głębokim kapturem, wygląda interesująco.

Ciężko mi cokolwiek więcej powiedzieć o tej ekranizacji „Opowieści wigilijnej”, poza tym, że jest zwyczajnie przeciętna. Jeśli ktoś chce poczuć dickensowską magię świąt, lub chciałby obejrzeć ciekawszą adaptację w ramach omawiania pierwowzoru jako lektury, to polecam wersję z 1999 roku, albo nawet dużo starszą, z 1970 roku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz