Cykl na blogu CultureZone: ALEJA GWIAZD POPKULTURY.
GARY OLDMAN:
SŁYNNE SZWARCCHARAKTERY (I NIE TYLKO)
Norman Stansfield. Zorg. Lee Harvey Oswald. Wreszcie: hrabia Dracula. Te wszystkie słynne szwarccharaktery wykreował jeden aktor: Gary Oldman. Choć od pewnego czasu specjalizuje się też w rolach pozytywnych postaci, pamięć o tych złych, które wykreował, nie przeminie. Bo w graniu złych postaci Oldman nie miał i nie ma sobie równych.
MŁODOŚĆ
Urodził się w New Cross, w południowym Londynie, w rodzinie Kathleen (z domu Cheriton) i Leonarda Bertrama Oldmana. Ojciec Oldmana najpierw pracował jako marynarz, potem jako spawacz. Był alkoholikiem i zostawił rodzinę, kiedy Gary miał siedem lat; później rozmawiali ze sobą tylko raz i to przez telefon. Został wychowany przez matkę i dwie siostry.
W wieku 16 lat Gary Oldman rzucił naukę w szkole średniej i dołączył do lokalnego gangu, a utrzymywał się pracując w sklepie z artykułami sportowymi; w czasie wolnym studiował literaturę, a potem aktorstwo pod kierunkiem Rogera Williamsa.
KARIERA
Jako aktor, Oldman najbardziej kojarzony jest z rolami szwarccharakterów. Jednak jego debiutancką rolą kinową nie była postać negatywna. Aktor zadebiutował na dużym ekranie w 1986 r, wcielając się w uzależnionego od narkotyków basistę SexPistols, Sida Viciousa. Rola w filmie „SID I NANCY” wymagała od aktora drastycznego schudnięcia. Efekt był taki, że w pewnym momencie musiano nagle przerwać zdjęcia, a wycieńczonego aktora przewieźć do szpitala.
Kolejne role Oldmana przeszły bez echa. Kolejną świetną kreację wykreował dopiero w filmie Olivera Stone`a „JFK” z 1991 roku. Była to kolejna biograficzna rola w karierze Oldmana, jednocześnie też pierwsza rola szwarccharakteru. Aktor wcielił się tym razem w Lee Harveya Oswalda, zamachowca Johna F. Kennedy`ego. W latach 1992-1993 wcielił się w dwie kolejne ikoniczne role: hrabiego Draculę w „BRAM STOKER`S DRACULA” Coppoli, oraz Drexla Spiveya z „PRAWDZIWEGO ROMANSU” Tony`ego Scotta.
Prawdziwym majstersztykiem była jednak kreacja Normana Stansfielda z filmu „LEON ZAWODOWIEC” Luca Bessona. Zleceniodawca morderstwa rodziców małej Matyldy to postać do cna zimna i okrutna. Przysłużył się temu przede wszystkim Gary Oldman, który na planie zdjęciowym filmu Bessona pozwalał sobie na improwizację dla osiągnięcia dużo lepszego efektu (słynny okrzyk „Everyone!”). Zaangażowanie Gary`ego Oldmana w swoją rolę musiało spodobać się Bessonowi, bo panowie spotkali się po raz drugi tym razem na planie „PIĄTEGO ELEMENTU” (gdzie Oldman brawurowo zagrał złego Jean-Baptiste`a Emanuela Zorga). W tym samym 1997 r. Oldman (jako szef terrorystów) został wykopany z pokładu tytułowego „AIR FORCE ONE” przez prezydenta granego przez Harrisona Forda.
Nie każda rola szwarccharakteru była sukcesem w karierze Oldmana. W jego aktorskim portfolio można też znaleźć kreacje, które przeszły bez echa. Weźmy chociażby Dr Smith z filmu SF „ZAGUBIENI W KOSMOSIE” inspirowanego serialem z lat 60. Film nie był wielkim sukcesem, a Oldman nie spisał się dobrze w swojej roli. To samo Mason Verges z obrzydliwego „HANNIBALA” Ridleya Scotta, kontynuacji kultowego „Milczenia owiec” Jonathana Demme`a. W tym drugim przypadku trudno się zorientować, kogo Oldman gra (i że w ogóle tam gra), bo aktor był ukryty pod kilogramami charakteryzacji.
STYL
To właśnie w graniu czarnych charakterów, Gary Oldman wyrobił sobie opinię speca od ról negatywnych postaci. Był w tych rolach niezwykle przekonujący. Wykreowane przez niego szwarccharaktery, zresztą, nie zawsze były do cna złe, jak Stansfield z filmu Luca Bessona. Choć niektóre miały opinię okrutnych i bezwzględnych, Oldman potrafić nadać im odrobinę człowieczeństwa (jak np. Dracula – z jednej strony krwiopijca, z drugiej zaś: romantyczny kochanek niemal wyjęty z literackiego melodramatu). Aktor nie stroni też od grania postaci z trudnym charakterem – i to zarówno we wczesnej karierze (Ludwik van Beethoven z filmu „Wieczna miłość”), jak i w późniejszej (Winston Churchill z filmu „Czas mroku”).
PÓŹNIEJSZE ROLE: POZYTYWNI BOHATEROWIE
Już w 2003 r. Gary Oldman zagrał wbrew swojemu dotychczasowemu emploi: w filmie „MAŁE JEST PIĘKNE” aktor wcielił się w karła zakochanego w pięknej kobiecie (Kate Beckinsale). Jednak przełom w graniu pozytywnych postaci nastąpił dopiero rok później, kiedy to Oldmana obsadzono w roli Syriusza Blacka w „HARRYM POTTERZE I WIĘŹNIU AZKABANU” Alfonso Cuarona.
Dla tych, którzy nie czytali cyklu Rowling, Syriusz Black mógł się jawić jako jeszcze jeden szwarccharakter w portfolio Oldmana. A także postać mocno skomplikowana i dość niejednoznaczna. Z jednej strony czarodziej posądzany o współudział w morderstwie Potterów, z drugiej zaś – i to najbardziej szokujące – ojciec chrzestny Harry`ego Pottera. Dopiero w ostatnim akcie filmu Syriusz Black okazuje się niewinny, ale z powodu ucieczki faktycznego zdrajcy Potterów, musi uciekać przed karzącą ręką sprawiedliwości. Oldman powtórzył ją jeszcze w „HARRYM POTTERZE I ZAKONIE FENIKSA” Davida Yatesa (w czwartej części serii pojawia się tylko epizodycznie, w dodatku jako kupka popiołu przybierająca rysy twarzy…).
Kolejną znakomitą rolą pozytywną w dorobku Gary`ego Oldmana był James Gordon z trylogii Christophera Nolana o Batmanie („BATMAN: POCZĄTEK”, 2005; „MROCZNY RYCERZ”, 2008; „MROCZNY RYCERZ POWSTAJE”, 2012). Gordon, funkcjonariusz policji w Gotham City, to osoba bezgranicznie ufająca Batmanowi i współpracująca w trudnych sprawach, choć nie zna prawdziwej tożsamości komiksowego herosa. Oldman w tej roli wypadł świetnie, a jego finałowe przemówienie z zakończenia „Mrocznego Rycerza” to jedna z najbardziej pamiętnych kwestii filmowych.
Czy to znaczy, że Oldman na dobre porzucił granie negatywnych postaci? W żadnym wypadku. Mimo dalszego kreowania pozytywnych postaci (jak brawurowa rola Smileya w filmie „SZPIEG”), Oldman nie zrezygnował z kreacji szwarccharakterów. Najlepszym tego przykładem Dreyfus z „EWOLUCJI PLANETY MAŁP”, okrutny wojskowy dążący do eksterminacji małp, albo niebezpieczny gangster Vladislav Dukhovich ze świetnej komedii „BODYGUARD ZAWODOWIEC”, w której Oldman pokazał, że zdążył nabrać do swoich ról szwarccharakterów dystansu. Choć nie jest wykluczone, że jeszcze do nich powróci i to nie jeden raz.
Kończąc pisać o karierze Oldmana, nie można pominąć jego bezbłędnej roli Winstona Churchilla w „CZASIE MROKU”. Premier Wielkiej Brytanii w interpretacji Oldmana to postać mocno dwuznaczna. Z jednej strony typ z wyjątkowo trudnym charakterem, jednak z drugiej: genialny mówca, który swoimi przemówieniami z czasów II wojny światowej umiał pokrzepić serca wielu Brytyjczyków. Znów ukryty pod kilogramami charakteryzacji, Oldman wypadł w tej roli brawurowo, co w końcu przypieczętowane zostało Oscarem, na którego aktor już dawno powinien był zasłużyć.
Bo za co powinno się docenić Gary`ego Oldmana, prócz wielu pamiętnych ról zarówno postaci negatywnych, jak i pozytywnych? Przede wszystkim za charyzmę, dzięki której aktor mógł wypaść wiarygodnie w każdej roli. A także za solidne przygotowanie do swoich kreacji, nawet jeśli na początku nieomal kosztowało to życie aktora. To właśnie dzięki temu wszystkiemu w annałach kina zapisało się tak wiele postaci wykreowanych przez tego znakomitego aktora.
Link (filmografia Gary`ego Oldmana): https://www.filmweb.pl/person/Gary+Oldman-76

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz