poniedziałek, 15 marca 2021

Cykl na blogu CultureZone: ALEJA GWIAZD POPKULTURY.


TIM BURTON: OUTSIDER WŚRÓD FILMOWCÓW


Czarne okulary. Fryzura jak po porażeniu prądem elektrycznym. Specyficzne poczucie humoru. Bohaterem dzisiejszego odcinka „Alei Gwiazd Popkultury” będzie Tim Burton, jeden z najbardziej oryginalnych reżyserów filmowych zza Oceanu.


MŁODOŚĆ

Tim Burton urodził się i wychował w Burbank, jednym z amerykańskich miasteczek. Ojciec pracował jako dozorca terenów sportowych, z kolei matka zajmowała się domem. Dzieciństwo Burtona z całą stanowczością można określić jako dziwne, ponure a nawet wręcz makabryczne. W późniejszych wywiadach reżyser powtarzał anegdotę, kiedy to rodzice zamurowali mu okna w pokoju, zostawiając mu jedynie dziurę, przez którą młody Tim mógł obserwować świat. Był to zaczątek rozwoju charakteru jego specyficznej twórczości – dość rzec, że na skutek ciągłego mroku w pokoju, Burton od najmłodszych lat zaczął cierpieć na bezsenność.

Także od najmłodszych lat, Burton zaczął interesować się filmami, oraz rysunkami. Po ukończeniu szkoły, rozpoczął studia animacji w California Institut of the Arts. Podczas studiów, otrzymał stypendium od wytwórni Walta Disneya. Po ukończeniu studiów zaczął też pracę jako animator, właśnie w Walt Disney Studios. Pracował m.in. przy filmie pt. „Taran i czarny kocioł”. Szybko jednak wyleciał ze studia. Okazało się bowiem, że jego styl rysowania, a także gust i poczucie humoru nijak pasowały do radosnej, wręcz sielankowej, stylistyki disnejowskich bajek (dość wspomnieć armię szkieletów we wspomnianym „Czarnym kotle”...). Miarka przebrała się po premierze krótkometrażowego fabularnego filmu „Frankenweenie” (1982), stylizowanego na „Frankensteina” Mary Shelley. Drzwi do wytwórni Walta Disneya zamknęły się za jego plecami na przysłowiowe siedem spustów.


KARIERA

Nie oznacza to, że kariera Tima Burtona zaraz legła w gruzach. Wręcz przeciwnie, po zwolnieniu z wytwórni Disneya została uskrzydlona. Burton mógł się bardziej rozwinąć, zacząć kręcić filmy zgodne z jego gustem. W 1985 roku zadebiutował jako reżyser filmem pełnometrażowym „WIELKA PRZYGODA PEE WEE HERMANA”. Dziś, w kontekście późniejszych dokonań Burtona, ten film wydaje się niemal zapomniany. Była to jednak pierwsza produkcja, w której Burton pokazał swój styl: zamiłowanie do groteski, oraz surrealizmu, a także portretowanie bohaterów filmowych jako outsiderów.

Przełom lat 80 i 90 to szczytowe osiągnięcie twórczości Burtona. Wszystko zaczęło się od brawurowej czarnej komedii „SOK Z ŻUKA” (1988) opowiadającej o parze duchów próbującej wypędzić z rodzinnego domu nowo przybyłych, niechcianych, gości. W filmie w roli tytułowego ducha pomagającego w wypędzaniu wcielił się Michael Keaton, który rok później wystąpił w tytułowej roli w ekranizacji „BATMANA” (1989). Burtonowska ekranizacja komiksu Boba Kane`a inspirowana również niemieckim ekspresjonizmem, była wielkim sukcesem, po którym Burton nakręcił ciąg dalszy: „POWRÓT BATMANA” (1992). W 1990 roku reżyser nakręcił drugi, w pełni autorski, projekt: gotycką baśń pt. „EDWARD NOŻYCORĘKI”, w której tytułową rolę zagrał 27-letni wtedy Johnny Depp. Film był dla obu panów początkiem nie tylko wieloletniej współpracy, ale również pięknej przyjaźni.

Dwa lata po pożegnaniu z Batmanem, odbyła się premiera biograficznego filmu „ED WOOD” (1994), kolejnej wspólnej produkcji Tima Burtona i Johnny`ego Deppa. Tytułowy Ed Wood był najgorszym reżyserem w historii kina i jednocześnie idolem samego Tima Burtona. I faktycznie, choć kronikarze kina nie szczędzą krytyki pod adresem Wooda, Burton portretuje go z sympatią: pokazuje, że choć brakowało mu talentu, filmy kręcił z miłości do X Muzy. W 1996 roku Burton podkreślił swoją sympatię do Eda Wooda i kina SF l 50, kręcąc swe opus magnum: „MARSJANIE ATAKUJĄ”, w której kosmici dokonują inwazji na Ziemię przy użyciu arsenału rodem ze starego, B-klasowego kina.

Końcówka lat 90 to kolejne nawiązanie do starego kina wynikające z niegasnącej miłości do starych filmów grozy. Tim Burton wziął bowiem na warsztat opowiadanie Washingtona Irvinga „Legenda Sleepy Hollow”, kręcąc kolejną wersję „JEŹDŹCA BEZ GŁOWY” (1999). W tym filmie, z kolei, można zauważył liczne nawiązania – zarówno stylistyczne jak i fabularne, czy obsadowe (Christopher Lee w epizodzie) – do horrorów brytyjskiej wytwórni Hammer Films, która specjalizowała się w gotyckich horrorach. Film luźno nawiązywał do materiału źródłowego – miał dopisany happy end, a filmowy Ichabod Craine nie był nauczycielem, lecz ekscentrycznym detektywem wysłanym do Sleepy Hollow w celu prowadzenia śledztwa w sprawie tajemniczych morderstw. Wreszcie, był to kolejny film Burtona z udziałem Johnny`ego Deppa.


STYL

Na podstawie pierwszych dokonań Burtona, a także opierając się na jego filmach krótkometrażowych, można całkiem sporo napisać na temat jego stylu reżyserskiego. Tim Burton to bardzo specyficzny reżyser. Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas oglądania jego filmów to zamiłowanie do horrorów, czarnego humoru, a także surrealizmu. W jego filmach w ogóle można znaleźć sporo elementów wspólnych z nim samym. Często, za pewne dlatego, ponieważ on sam za taką osobę się uważa, w jego filmach bohaterami są outsiderzy. Niektóre jego postaci wyglądają tak, jakby cierpiały na bezsenność (zwłaszcza w poklatkowych animacjach, w których występują postaci z ogromnymi oczami), na którą cierpi również sam Burton. Poza tym, jeśli już jesteśmy przy postaciach z jego filmów, to najczęściej są nimi outsiderzy: również Tim Burton od najmłodszych lat wydawał się być outsiderem (z żadnym swoim rówieśnikiem się nie kontaktował, a jeśli już, to za pomocą... bloku, w którym albo rysował, albo pisał do innych dzieci).

Burton ma również kilku stałych współpracowników. Już od czasów jego debiutu w 1985 roku muzykę do jego filmów pisze ten sam kompozytor: Danny Elfman. Od 1990 do (na razie) 2012 roku stałym aktorem u Burtona był również Johnny Depp, z którym reżyser nakręcił w sumie osiem filmów. Z kolei od 2001 do 2012 roku stałą aktorką w jego filmach była Helena Bohnam Carter, która była życiową partnerką Burtona; od 2012 roku jej miejsce zajęła nowa muza – Eva Green, która po raz pierwszy wystąpiła u Burtona w filmie „Mroczne cienie”. Ostatnio Burton ponowił też współpracę z innymi aktorami, którzy kiedyś u niego występowali: Winoną Ryder (dubbingowała jedną z postaci w animowanym „Frankenweenie” z 2012 roku), Dannym de Vito (zagrał w aktorskiej wersji „Dumbo”), a przede wszystkim Michaelem Keatonem (on również wystąpił w aktorskiej wersji „Dumbo”)

Nie tylko stali aktorzy powtarzają się w filmach Burtona. To samo dotyczy też pewnych elementów. Na szczególną uwagę zasługują takie elementy jak: spiralne wzory, drzewa z poskręcanymi gałęziami, czy podkrążone oczy. W filmach Tima Burtona występują też cyrkowcy, choć sam reżyser odczuwa paniczny strach przed clownami (co tłumaczyłoby, czemu Joker grany przez Jacka Nicholsona w „Batmanie” tym bardziej przypomina clowna – nie tylko z powodu komiksowego pierwowzoru).


XXI WIEK: OD PLANETY MAŁP PO OSTATNIE PROJEKTY

Filmografię Burtona w XXI wieku otwiera najgorszy film w dorobku reżysera – remake „PLANETY MAŁP” nakręcony w 2001 roku. Film nudny, fatalnie zagrany, a co gorsza: kompletnie pozbawiony stylu znanego z innych produkcji Tima Burtona. Nominacje do Złotych Malin nie powinny nikogo dziwić. Na szczęście Burton odbił się od dna, kręcąc w 2003 roku ekranizację surrealistycznej powieści Daniela Wallace`a „DUŻA RYBA” z Albertem Finneyem w roli umierającego fantasty i Ewanem McGregorem w roli jego młodszej wersji. To właśnie w tym filmie wrócił charakterystyczny, surrealistyczny styl znany z twórczości Tima Burtona.

W 2005 roku sam Burton powrócił do współpracy z Johnnym Deppem. Panowie nakręcili kolejną ekranizację, tym razem „CHARLIEGO I FABRYKĘ CZEKOLADY” według powieści Roalda Dahla: surrealistyczna i nieco makabryczna baśń wydawała się idealnym materiałem dla kogoś takiego jak Tim Burton. W tym samym, 2005 roku, Burton nakręcił również animowany poklatkowo film „GNIJĄCA PANNA MŁODA”, w której głosu głównym bohaterom użyczyli ponownie Johnny Depp i Helena Bohnam Carter. Rok 2008 to, z kolei, premiera gotyckiego musicalu pt. „SWEENEY TODD: DEMONICZNY GOLIBRODA Z FLEET STREET”. Dwa ostatnie filmy z duetem Johnny Depp-Helena Bohnam Carter, to: disnejowska, aktorska, wersja „ALICJI W KRAINIE CZARÓW” (2010), oraz kina adaptacja serialu „MROCZNE CIENIE” (2012).

Po porażce tego drugiego filmu, Burton rozstał się z Heleną Bohnam Carter i zawiesił do odwołania współpracę z Johnnym Deppem (który w tym czasie zaczął mieć kłopoty w życiu osobistym) i wrócił do współpracy z Michaelem Keatonem. Nawiązał też współpracę z Evą Green: począwszy od „Mrocznych cieni” i „OSOBLIWEGO DOMU PANI PEREGREEN” nakręcili razem na razie trzy filmy. Mimo to ostatnie dokonania Tima Burtona nie cieszą się tak dużą popularnością, jak pierwsze. Fani narzekają na wyraźnie osłabioną tendencję do makabry i surrealizmu, która biła z wczesnych filmów Burtona.



Czy to jednak oznacza, że powinno się spisać Burtona na straty? Sam będąc jego wiernym fanem, uważam że nie. Owszem, zdarzały mu się kompromitacje (do dziś nie wybaczę mu nakręconej byle jak „Planety małp”, a i „Mroczne cienie” pozostawiają wiele do życzenia). W większości jednak jego filmy cechują to, co u Burtona jest najlepsze. Makabryczny i czarny humor, skłonność do surrealizmu, nawiązania do starych, nierzadko B-klasowych filmów (najczęściej horrorów), są znakiem firmowym produkcji Tima Burtona. Wszystkie te elementy sprawiły, że wielu widzów (w tym niżej podpisany) pokochali specyficzny charakter twórczości Tima Burtona. I właśnie za ten niepowtarzalny styl powinno się docenić tego reżysera, bez względu na okres jego twórczości.


Link: https://www.filmweb.pl/person/Tim+Burton-14

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz