Cykl na blogu CultureZone: ALEJA GWIAZD POPKULTURY.
GEORGE R. R. MARTIN: SEX, MAGIC & DRAGON`S
Bohater dzisiejszego odcinka niewątpliwie spędza sen z powiek wielu zagorzałym fanom literatury fantasy (ile można pisać kolejny tom „Pieśni Lodu i Ognia”????). Warto jednak docenić to, co do tej pory George R. R. Martin napisał. Z jakich powodów, zostanie to wyjaśnione w dzisiejszym odcinku „Alei Gwiazd Popkultury”.
MŁODOŚĆ
Przyszedł na świat w 20 września 1948 roku jako George Raymond Martin; trzecie imię, Richard, przyjął w wieku 13 lat. Rodzina jego matki była zamożna, prowadziła dobrze prosperującą firmę budowlaną, ale straciła wszystko podczas Wielkiego Kryzysu; Martin wspominał tą historię za każdym razem, gdy mijał dawny port i dom jego rodziny.
W dzieciństwie Martina jego świat składał się głównie z „Pierwszej ulicy do Piątej”, między jego szkołą podstawową a domem; ten ograniczony świat sprawił, że chciał podróżować i doświadczać innych miejsc, ale jedynym sposobem na to była jego wyobraźnia, dlatego całą swoją uwagę skierował na książki, które pochłaniał w dużych ilościach. Martin zaczął pisać i sprzedawać historie o potworach za grosze innym dzieciom z sąsiedztwa, wliczając w to dramatyczne lektury. Pisał też historie o mitycznym państwie zamieszkałym przez jego domowe żółwie, które ginęły w swoim zabawkowym zamku. Martin miał zwyczaj zaczynać „niekończące się historie”, których nigdy nie ukończył, ponieważ nie wychodziły one tak dobrze na papierze, jak je sobie wyobrażał.
Tak na marginesie, chyba mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego szósty tom „Pieśni Lodu i Ognia” pisze już dziesięć lat…
Początkowo interesował się komiksami, marzył nawet o pracy w wydawnictwie Marvel. Wielkim wzorem i autorytetem był dla niego Stan Lee, który miał go inspirować bardziej, niż Tolkien i Szekspir razem wzięci. Z pracy w Marvel Comics nic nie wyszło, jednak seria listów wysłana do komiksowego wydawnictwa z propozycją zatrudnienia spotkała się z zainteresowaniem wielbicieli obrazkowych historii. Dzięki kontaktom z takimi fanami, Martin dołączył do raczkującego fandomu komiksowego tamtej epoki, pisząc beletrystykę dla różnych fanzinów; kupił pierwszy bilet na pierwszy na świecie Comic-Con, który odbył się w Nowym Jorku w 1964 r.
KARIERA
Początkowo Martin publikował swoje książki podpisując się z tylko jednym „R” (które było inicjałem imienia Raymond). Ironią losu jednak zaczął być mylony z producentem płyt Beatlesów, George`em R. Martinem i dlatego dołączył drugie „R” (będące inicjałem jego przyjętego trzeciego imienia Richard) do swego imienia i nazwiska.
Debiutował w 1970 roku, wysyłając w wieku 21 lat, pisząc pierwsze w swojej karierze opowiadania science fiction. Przez całe lata 70 pisywał głównie opowiadania i powieści science fiction. Stworzył również swoje pierwsze uniwersum Tysiąc Światów, do którego należały wszystkie wczesne utwory SF jego autorstwa. W skład tego uniwersum weszły takie powieści i opowiadania Martina, jak np.: „PIOSENKA DLA LYI” (1974), ŚWIATŁO SIĘ MROCZY (1977), „DROGA KRZYŻA I SMOKA” (1979), „ŻEGLARZE NOCY” (1980), „PIASECZNIKI” (1981). Także lata 80 upłynęły Martinowi pod znakiem science fiction.
Przełom nastąpił dopiero w połowie l 90. W 1996 roku na rynku wydawniczym pojawiła się książka „GRA O TRON”, która zainaugurowała jedną z najpopularniejszych sag fantasy w historii gatunku - „PIEŚŃ LODU I OGNIA”. W kolejnych latach pojawiały się kolejne tomy sagi: „STARCIE KRÓLÓW” (1998), NAWAŁNICA MIECZY (2000), UCZTA DLA WRON (2005), oraz – jak dotąd ostatni - „TANIEC ZE SMOKAMI” (2011). Tomy od „Nawałnicy mieczy” po „Taniec ze smokami” były tak obszerne, że autor dzielił je na dwa odrębne tomy. Dodatkowo, akcja „Uczty dla wron”, oraz „Tańca ze smokami” rozgrywa się w tym samym czasie, ale w różnych rejonach fikcyjnej krainy Westeros.
STYL
Jeff Vander Meer określił twórczość Martina jako zawierającą „złożone wątki fabularne, fascynujące postacie, świetne dialogi, doskonałe tempo”. Z kolei Dana Jenkins określiła dzieła Martina jako „fantazję dla dorosłych”. Już pierwsza powieść Martina, „Światło się mroczy”, odcisnęła piętno na jego twórczości i można w niej znaleźć wiele rozwiązań, które miały być wykorzystywane przez autora w dalszej pracy literackiej.
Jednym ze znaków firmowych Martina jest chociażby uśmiercanie literackich postaci, zarówno najbardziej pogardzanych przez czytelników (Joffrey Baratheon), jak i tych, do których zdążyliśmy się przywiązać (Eddard Stark). Świetnie to pokazują dotychczasowe tomy „Pieśni Lodu i Ognia”. Chyba nie ma na świecie czytelnika, którego nie wstrząsnęłaby śmierć Jona Snowa w finale „Tańca ze smokami”. A co dopiero słynne Krwawe Gody, na których zamordowano Robba Starka i jego matkę, Cathelyn Stark.
W książkach Martina nie brak również intymnych scen erotycznych. Przy okazji premiery pierwszego sezonu serialu HBO „Gra o tron”, Martin wyznał, że podczas czytania książek Tolkiena zawsze go intrygowało, skąd się biorą hobbity. Nie brak u Martina również niecenzuralnych tekstów. Właśnie ta wysoka kategoria wiekowa wyróżnia go od Tolkiena, który w swoich książkach był bardziej subtelny i nie opisywał scen erotycznych, nawet między Aragornem, a Arweną…
Wreszcie, clou całej jego twórczości: galeria barwnych, niemal żywych postaci i brak fantastycznych istot (może poza kosmitami, lub smokami). Wśród fanów jego twórczości ulubieńcem pozostaje karzeł Tyrion Lannister z „Pieśni Lodu i Ognia”: z jednej strony pogardzany przez cały ród Lannisterów chociażby przez swoją karłowatość, a z drugiej strony mistrz złotych myśli i cynicznych ripost (w tym mój ulubiony cytat: „Umysł potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia”). Co z tego, że imprezowicz; co z tego, że bywalec domów publicznych; co z tego, że jego ukochaną jest prostytutka? Za jego złote myśli gotów jestem wybaczyć wszystko…
DALSZE PROJEKTY
Ale wróćmy do George`a R. R. Martina. Po opublikowaniu piątego tomu swego cyklu - „Tańca ze smokami” - wielu jego fanów oczekiwało rychłej premiery szóstej części pt. (tu podaję tytuł angielski) „WINDS OF WINTER”. Martin ma też w planach siódmy tom, którego tytuł angielski ma brzmieć „A DREAM OF SPRING”. Tymczasem autor cyklu zaangażował się w telewizyjną ekranizację swojego cyklu, czego efektem było przełożenie premiery kolejnego tomu na czas nieokreślony (przy okazji serial zdążył wyprzedzić serię, a jego finał spotkał się z bardzo krytycznym odzewem fanów). Niektórzy wielbiciele sagi zdążyli się odwrócić od Martina i nie czekają już z takim przejęciem na kolejny tom „Pieśni Lodu i Ognia”.
Sam Martin dolewał oliwy do ognia, publikując utwory związane z uniwersum „Pieśni Lodu i Ognia”, ale niebędące kontynuacją głównych tomów cyklu. W 2015 roku ukazał się krótki zbiór (trzy opowiadania) „OPOWIEŚCI Z SIEDMIU KRÓLESTW”. Z kolei w roku 2018 Martin opublikował kronikę Westeros pt. „OGIEŃ I KREW”, którą porównywano do „Silmarillionu” Tolkiena. Póki co po szóstego i siódmego tomu „Pieśni Lodu i Ognia” ani widu, ani słychu.
Mimo to zadajmy sobie pytanie, za co warto docenić George`a R. R. Martina? Pisarz jest często porównywany z Tolkienem, chociaż między obu autorami są zasadnicze różnice (w tym obyczajowe…). To, co obu pisarzy łączy, to zdolność wykreowania niesamowitego i działającego na wyobraźnię magicznego świata. Westeros, kraina, w której osadzona jest akcja „Pieśni Lodu i Ognia”, jest równie plastyczna i barwna jak Śródziemie. To prawda, pisze żółwim tempem (w dodatku, jak sam mówił, na przedpotopowym programie do pisania na komputerze), zajmuje się też produkcją seriali opartych na jego twórczości, ale trudno zaprzeczyć, że zapisał się złotymi zgłoskami w historii literatury.
Link (książki George`a R. R. Martina):

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz