piątek, 21 maja 2021

Cykl na blogu CultureZone: KĄCIK LITERACKI.


Witam serdecznie. Pozostając jeszcze w temacie twórczości Stephena Kinga, tym razem przybliżę jedną z najlepszych jego powieści, pokazującej, że mistrz z Maine to nie tylko horrory, ale też wiarygodne portrety psychologiczne. Niedawno na rynku ukazało się wznowienie jego książki „DOLORES CLAIBORNE” Zaczynamy.


STEPHEN KING, Dolores Claiborne(tł. Tomasz Mirkowicz) *****

rok wyd oryg.: 1993; rok wyd. polskiego: 2021 (wznowienie)


Nazwisko Stephena Kinga kojarzone jest przede wszystkim z horrorami: „Lśnienie”, „TO”, „Carrie”, „Smętarz dla zwierzaków” to tylko niektóre tytuły najbardziej znanych książek Króla Horrorów. Jednak King ma w swoim dorobku również książki niebędące horrorami. „Zielona mila”, zbiór „Cztery pory roku” (zwłaszcza nowele „Ciało” i „Skazani na Shawshank”), czy bardzo dobry kryminał „Pan Mercedes” pokazują wszechstronny warsztat gatunkowy jakim dysponuje amerykański pisarz.

Dolores Claiborne” pokazuje Kinga od jeszcze innej strony – psychologicznej. I robi to z kolejnym sukcesem.


FABUŁA

Czasem żeby żyć, trzeba zabić… A Dolores Claiborne łatwego życia nie miała. Poślubiła pijaka i nieudacznika, po prostu wrednego faceta. A jakby tego było mało, w późniejszych latach zajmowała się przykutą do łóżka sąsiadką, która notorycznie sprawiała problemy (np. obsesja na punkcie wyimaginowanych kotów kurzu). Dodajmy do tego stopniowo pogarszające się relacje z córką i można bohaterce głęboko współczuć.

Powieść Kinga rozpoczyna się od morderstwa. Na wyspie Little Tall zostaje zabita Vera Donovan, którą Dolores Claiborne opiekowała się przez ostatnie lata. Opiekunka zostaje oskarżona o zabójstwo i przesłuchana. Wyznaje, że nie zabiła Very Donovan – i ma rację. A potem, ku osłupieniu przesłuchujących, rozpoczyna długi na 252 strony monolog, w którym opowiada o swoich relacjach z mężem-pijakiem, dorastającą córką i samą Verą Donovan. Opowiada, co takiego się stało na Little Tall w 1963 roku, podczas zaćmienia słońca.


OCENA

Już w napisanej w 1987 roku „Misery” Stephen King pokazał się wybornie od strony psychologicznej, dogłębnie pokazując co siedzi w głowie psychopaty (w tym przypadku: psychopatki). Z kolei w wydanej w 1992 roku powieści „Gra Geralda” King równie dogłębnie zagląda w ogóle do głowy kobiet. „Dolores Claiborne” to kolejna perełka w psychologicznej spuściźnie mistrza z Maine.

King opowiada tu o trudach kobiecego życia. O tym, że kobiety nie mają łatwego życia i powinno się im nie tylko okazywać szacunek, ale również współczuć. Relacje Dolores z mężem-pijakiem i dorastającą córką, a potem trudy podczas opieki nad przykutą do łóżka Verą Donovan są niewątpliwie mocną stroną tej książki. Zupełnie jakby sam Stephen King przeszedł taką samą drogę i wiedział, jakie to jest uczucie, gdy ktoś się wiąże z pijakami, lub pielęgnuje się niepełnosprawnych ruchowo ludzi. Ponieważ książka została napisana w formie monologu bohaterki, znak rozpoznawczy Kinga (gawędziarski styl) jest tu jak najbardziej na miejscu.

Od strony psychologicznej, książka Kinga to majstersztyk. Ale też powieść wyjątkowo emocjonalna i przygnębiająca. To, co przeżyła Dolores Claiborne i jakie miała relacje z mężem i córką, mogą mocno ścisnąć za gardło. Osobiście doczytałem ją z trudem, ale nie dlatego, bo styl Kinga był tu wyjątkowo ciężki – raczej dlatego, bo coraz bardziej było mi głęboko żal tytułowej bohaterki. Jasne, nie brak tu scen jak z kingowych horrorów (scena jak Dolores słyszy upiornie brzmiące wołanie „Doo-looo-reeessss… Pomóż mi, Doo-looo-reeessss”), jednak większy nacisk został położony na warstwę psychologiczną

Sama Dolores Claiborne to chyba jedna z najlepszych bohaterek wykreowanych przez Stephena Kinga. Z powodu nieudanego małżeństwa ma chłodny stosunek do mężczyzn, a jej język potrafi być wyjątkowo cięty (potrafi kląć jak przysłowiowy szewc) obojętnie czy Dolores opowiada o opiece nad Verą Donovan, czy o swoich relacjach z mężem. Sądzę, że najbardziej współczuć jej będą panie, które osobiście przeszły podobnie trudną szkołę życia. Od razu zaznaczam, że „Dolores Claiborne” to żaden horror, prędzej thriller psychologiczny, ale wciągający i dający do myślenia.

Dolores Claiborne” warto polecić czytelnikom (a zwłaszcza czytelniczkom) przez wzgląd właśnie na warstwę psychologiczną, którą autor oddaje z godnym pochwały pietyzmem. Gdyby Stephen King nie pisał horrorów, za pewne idealnie sprawdziłby się jako psycholog. Freud nie posiadałby się z wrażenia. Możecie śmiało po książkę sięgnąć. Tylko uważajcie na koty kurzu… są wszędzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz