Cykl na blogu „CultureZone”: UBÓSTWIANA ÓSEMKA.
Witam serdecznie. Dzisiejszy odcinek „Ubóstwianej ósemki” jest adresowany głównie dla pań. Jego tematem będzie bowiem KOBIECA PRZYJAŹŃ NA EKRANIE. Panom, z kolei, pozostaje jedynie okazywać należyty paniom szacunek. A zatem, drogie panie... Zaczynamy.
8, „Grindhouse: Death Proof”, reż. Quentin Tarantino
Od ofiar po mścicielki. Bohaterki wybornego filmu Tarantino, prześladuje były kaskader Mike. Przy jego morderczych działaniach, psychopata z „Pojedynku na szosie” Spielberga to amator. A panie z filmu Tarantino są jak erynie. Cudem ocalałe z pościgu, który funduje im kaskader Mike, postanawiają odpłacić mu się pięknym za nadobne. Zaznaczam, że chodzi mi o drugą grupę dziewczyn (pierwsza grupa została zmasakrowana przez Mike`a), które same chciały zabawić się w kaskaderstwo. Finałowa konfrontacja z kaskaderem, który w ostatnich minutach zostaje zmasakrowany, to poezja kina spod znaku Tarantino. Girl power!
Zajrzyjmy teraz na pewną grecką wyspę, na której solidarnie żyją ze sobą matka z córką przy dźwiękach przebojów grupy ABBA.
7, „Mamma mia!”, reż. Phyllida Lloyd
Młoda Sophie zamierza wyjść za mąż. Problem tylko w tym, że nie wie, kto jest jej ojcem. Jej matka, Donna, w młodości miała romans aż z trzema mężczyznami, dlatego troskliwa córka zaprasza wszystkich trzech panów. Film Phyllidy Lloyd może zadziałać na matkach i córkach jak antidotum na wszelkie rodzinne spory. Pokazuje bowiem, że między matkami, a córkami może zaistnieć prawdziwa przyjaźń. Świetnie pokazuje to scena szykowania Sophie do ślubu przy dźwiękach „Slipping Through My Finger”. Film zebrał miażdżące recenzje, ale sami przyznajcie, nóżki wam nie tuptały przy hiciorach ABBY? No, właśnie.
Kolejny film na liście może być dla pań inspirujący. Same powiedzcie, co byście zrobiły z waszymi byłymi facetami? Odpowiedź na to pytanie ślą wam zmówione ze sobą Goldie Hawn, Diane Keaton i Betty Middler. Panowie, drżyjcie...
6, „Zmowa pierwszych żon”, reż. Hugh Wilson
Bohaterki filmu Hugh Wilsona nie miały wcale lekkiego życia. Dość wspomnieć, że zostały porzucone przez swoich byłych partnerów, którzy - za pewne przeczuwając zbliżający się kryzys wieku średniego - woleli młodsze partnerki. Oj, panowie, nie ładnie. Nawet nie wiecie, coście takiego narobili. Przecież nie ma nic bardziej przerażającego niż zraniona kobieta. A trzy zranione przez facetów kobiety to istny horror. Nawet nie zdajecie sprawy, jak mściwe potrafią być bohaterki tego filmu. Nie ważne jak, za wszelką cenę dopadną niewdzięczników. Wystawiliście je do wiatru, to teraz sami będziecie wystawieni.
Ponoć „mężczyźni wolą blondynki” (niżej podpisany się z tym nie zgadza, wolę brunetki). Dlatego na piątym miejscu uplasował się klasyk Howarda Hawksa z Marilyn Monroe.
5, „Mężczyźni wolą blondynki”, reż. Howard Hawks
Dwie piosenkarki będące przyjaciółkami, Lorelei Lee (Monroe) oraz Dorothy Shaw (Jane Russell), odbywają podróż do Paryża. Ich tropem rusza prywatny detektyw, który ma znaleźć dowody zdrady jednej z nich. Bohaterki filmu Hawksa to prawdziwe gwiazdy estrady, pełne wdzięku i seksapilu. Szczególnie uosabia to Lorelei, grana przez Monroe (skoro „mężczyźni wolą blondynki”, to mam pytanie: który z was nie wzdychał do Monroe?). Choć ciemnowłosa Dorothy bywa nieufna wobec Lorelei, razem stanowią świetny duet, który zawsze może na siebie liczyć. I nie, panowie, w tej relacji to nie diamenty są najważniejsze.
Chociaż kinowe „Aniołki Charliego” (zarówno te z 2000, jak i te z 2019 roku) można sobie szczerze darować, nic nie przebije kultowego telewizyjnego oryginału.
4, „Aniołki Charliego”, twórca: Ivan Goff
Serial sensacyjny z lat 70 był jednym z najbardziej przełomowych w historii telewizji. Nie tylko wylansował ówczesną modę (fryzura Farrah Fowcett, spodnie-dzwony, pulowery), ale też idealnie wpisał sensacyjno-szpiegowską fabułę w konwencję serialu dla pań. Pokazał też, że James Bond, gdyby w końcu się ustatkował, miałby godną siebie wspólniczkę przy kolejnych ratowaniach świata. Tytułowe „aniołki” wspólnie dawały radę nawet największym kryminalistom i zawsze trzymały się razem. Późniejsze kinowe dokonania były, z kolei, bladym cieniem tego, co zrewolucjonizowano w telewizji II połowy lat 70.
A skoro o rewolucjach w telewizji mowa, nie mogło też zabraknąć pewnego kultowego dla pań serialu z przełomu wieków XX i XXI. Podium otwiera „Seks w wielkim mieście”.
3, „Seks w wielkim mieście”, twórca: Darren Star
Chyba ciężko było oderwać panie od ekranu, gdy w latach 1998-2004 z przejęciem oglądały „Seks w wielkim mieście”. Serial przede wszystkim łamał pewne telewizyjne tabu. Bohaterki otwarte na wszelkie erotyczne doświadczenia rozpoczęły szeroką i otwartą dyskusję o seksie i kobiecych potrzebach. A kobiety przed telewizorami kupowały niemal wszystko (nie, nie piszę tego sarkastycznie…). I chociaż każda z bohaterek serialu (Carrie, Miranda, Charlotte i Samantha) była inna, wspólnie tworzyły jednak kwartet idealny na każde popołudnie. Różnice jednak czasem się przyciągają…
Srebro dla filmu, do którego mam szczególny sentyment, bo widziałem go nie raz i nie dwa razy – za każdym razem z równą przyjemnością. „Stalowe magnolie” Herberta Rossa.
2, „Stalowe magnolie”, reż. Herbert Ross
Czego w tym filmie nie ma? Babskie ploteczki w salonie fryzjerskim, problemy kobiet, a nawet konflikty z facetami (tu błyszczą zwłaszcza brawurowa Shirley McLaine i sarkastyczny Tom Skerritt). Do tego dochodzą jeszcze liczne, niezapomniane sceny. W pamięci pozostała mi zwłaszcza sekwencja wesela, na którym serwowano tort weselny w kształcie pancernika. Chociaż problemy życia codziennego są nieuniknione, panie dzielnie stają przed nimi twarzą w twarz. Dodajmy do tego jeszcze brawurowy aktorski sekstet, a ta ciepła i chwytająca za serce opowieść spodoba się nie tylko paniom, ale i panom. Potwierdzam.
Choć niniejszy ranking zdominowały filmy w reżyserii mężczyzn (przynajmniej za kamerą), miejsce 1. zajmuje film nakręcony przez faceta, który jak żaden inny mężczyzna okazuje kobietom zasłużony szacunek. „Thelma i Louise” Ridleya Scotta.
1, „Thelma i Louise”, reż. Ridley Scott
O tym, że Ridley Scott był wychowywany twardą, kobiecą ręką, a w jego filmach nie brak silnym i niezależnych kobiet, wiadomo było już podczas premiery „Obcego: 8 pasażera Nostromo”. „Thelma i Louise”, swoisty żeński „Easy Rider”, tylko to potwierdzają. Główne bohaterki to dwie przyjaciółki uwalniające się z męskiego reżimu. Panie znajdą tutaj wszystko: silną, kobiecą solidarność, kilka cennych rad jak panie powinny postępować (zwłaszcza z facetami), kilka świetnych scen kobiecej niezależności, a na deser: 28-letni Brad Pitt w epizodzie. Świetne kobiece kino w reżyserii mężczyzny. No to w drogę!
To była moja lista najlepszych filmów o kobiecej przyjaźni. Które filmy o tej tematyce wam się podobały? Drogie panie, proszę, piszcie swoje typy w komentarzach. A my widzimy się za tydzień z nowym rankingiem. Przypilnujcie też swoich facetów. Cześć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz