Cykl na blogu „PROGRAM W ODCINKACH”
Witam was serdecznie po dłuższej przerwie. W najbliższym czasie przygotuję kilka recenzji serialowych premier, dziś jednak przygotowałem retro recenzję. W kolejnym „Programie w odcinkach” pochylimy się nad najlepszym serialem z lat 90 - „Z ARCHIWUM X”.
Z ARCHIWUM X *****
twórca: Chris Carter
odtwórcy: David Duchovny, Gillian Anderson, Mitch Pileggi, William B. Davis, Robert Patrick, Annabeth Gish
Spiskowe teorie od zawsze przyciągały widzów, zwłaszcza Amerykanów. Można wręcz powiedzieć, że mieszkańcy USA są skrajnymi paranoikami, a produkcji wykorzystujących nawet najbardziej absurdalne spiskowe teorie mnożyły się jak grzyby po deszczu. Chociaż wśród filmów najważniejszym „spiskowym” filmem jest thriller Sidneya Pollacka „Trzy dni Kondora”, prym wśród seriali w tej tematyce wiedzie przebój wymyślony w latach 90 przez Chrisa Cartera.
FABUŁA
Nie ma sensu streszczać „Z archiwum X”, bo nie ma chyba żadnej osoby, która by nie znała tego serialu. W dużym skrócie, to historia pary agentów FBI: religijnej i twardo stąpającej po ziemi Dany Scully i paranoicznego Foxa Muldera, którzy tropią najróżniejsze paranormalne zjawiska. Od tropienia zjawisk paranormalnych najważniejszy był jednak wątek dotyczący teorii spiskowych, który zaczął kiełkować już pod koniec sezonu 1. Związany był poniekąd ze wspomnianymi zjawiskami paranormalnymi, a konkretnie z kosmitami i tuszowaniem faktów o ich istnieniu.
OCENA
Na początku lat 90, kiedy Chris Carter wymyślił „Z archiwum X”, serial był hitem zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie. Z powodu wyjątkowo mrocznej tonacji, każdy odcinek był poprzedzany planszą ze złowrogo brzmiącym komunikatem: „Serial TYLKO dla dorosłych”. Niby żartuję sobie z tego faktu, jednak w tamtych czasach produkcja dostarczała widzom wielu mocnych wrażeń. W serialu, prócz kosmitów, nie brakowało bowiem takich upiornych maskotek, jak: wampiry, mutanci, kanibale, czy zombie, a nawet upiorna lalka. Dzisiaj może nie robią obecnie na nikim wielkiego wrażenia, ale sposoby, w jaki dokonywali mordów bywały często wyjątkowo brutalne. Zresztą, wystarczy posłuchać słynnego tematu głównego autorstwa Marka Snowa, by poczuć ciarki na plecach:
https://www.youtube.com/watch?v=Vpqffgak7To
Zresztą, nie każdy odcinek miał horrorowy, lub spiskowy charakter. Bywały i takie odcinki, które miały o wiele lżejszy charakter, posiadały komediowe (wręcz autotematyczne) akcenty. Jakby Chris Carter dla rozluźnienia atmosfery po ładnych kilku mocnych odcinkach, chciał dać również widzom nieco luzu. Jednak to właśnie odcinki spiskowe dostarczały najwięcej emocji, a te związane ze zjawiskami paranormalnymi świetnie je dopełniały. Dzięki temu „Z archiwum X” brawurowo łączył elementy thrillera i spiskowych teorii, w czym należałoby szukać źródeł sukcesu serialu w latach 90. A co najważniejsze serial od początku do końca trzymał równy poziom (mimo kilku słabszych odcinków po drodze), choć niektórzy twierdzą, że powinien się skończyć na sezonie 7.
Najważniejszą rzeczą była chemia między parą głównych bohaterów. Danę Scully i Foxa Muldera łączyło to, że pracowali w FBI. Poza tym różniło wszystko, w tym podejście do pracy. Scully, poza tym że wierzyła w Boga, sceptycznie podchodziła do obecności potworów. Z kolei Mulder od momentu tajemniczego uprowadzenia jego siostry, miał niemal obsesję na punkcie kosmitów. W jego biurze wisiał nawet plakat z napisem „I WANT TO BELIEVE” („Chcę wierzyć”). Z kolei jego motto stało się jednym z najsłynniejszych haseł reklamowych: „Trust no one” („Nie ufaj nikomu”). Chemia między parą bohaterów była wyczuwalna już od pilotażowego odcinka i trwała nieprzerwanie do finału serialu.
A jak serial sprawdza się w dzisiejszych czasach? Z tym, niestety, bywa różnie i tu trzeba chyba postawić minus produkcji. Po latach okazuje się, że nie każdy odcinek bywał straszny, przez co przesławna plansza poprzedzająca poszczególnie epizody wydawać by się mogła dziś niepotrzebna. Owszem, nie brakowało odcinków, które z założenia rozluźniały atmosferę, jednak mnie chodzi o te odcinki, które od początku miały straszyć. I straszyły, tyle że w latach 90. Dziś już trącą myszką. Być może to dlatego, bo z technicznego punktu widzenia serial mocno się zestarzał.
Nie można jednak odmówić „Z archiwum X” świetnego, thrillerowego klimatu, pomysłowo wplecionego wątku spiskowego, rozpoznawalnej muzyki i świetnej obsady. Choć nie każdy odcinek potrafi dziś nieźle nastraszyć, to naprawdę godny uwagi serial. Dla odświeżenia, lub zapoznania się, to produkcja jak znalazł.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz