GODZILLA VS KONG ****
Muszę się przyznać do dwóch poważnych rzeczy. Po pierwsze nie widziałem „Godzilli” AD 2014, ani też jej kontynuacji - „Godzilli 2: Króla potworów” z 2019 r. Ba, nie widziałem również filmu „Kong: Wyspa Czaszki” z 2016 r, który (z tego, co słyszałem) miał jak dotąd najlepsze recenzje. Mało tego, już w 1962 roku Ishiro Honda konfrontował ze sobą Godzillę z King Kongiem (tamtej wersji też nie widziałem…). Z drugiej strony Godzilla i King Kong są doskonale znanymi postaciami w kulturze popularnej, nawet jeśli ktoś nie widział ani „Godzilli” Ishiro Hondy z 1954 r, ani klasyka Meriana Coopera z 1933 r.
Po drugie: dotąd miałem do crossoverów wyjątkowo chłodny stosunek. „Freddy vs Jason”? „Obcy kontra Predator?” „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”???? To były raczej popłuczyny po oryginalnych seriach i to popłuczyny, w których nie oddawano nawet czci postaciom, które miały się naparzać. Nawet emocji można było tam ze świecą szukać... Z ostatnich starć popkulturowych herosów chyba tylko w pojedynku Iron Mana z Kapitanem Ameryką widać było więcej emocji i włożonego serca, a obu super bohaterom oddano należyty hołd.
„Godzilla vs Kong” Wingarda znajduje się gdzieś między słabszymi, a lepszymi crossoverami. Nie jest tak tragicznie jak przy pojedynku Batmana i Supermana, albo Xenomorpha z Predatorem, do maestrii walki Iron Mana z Kapitanem Ameryką, jednak, też jest daleko. Logika w scenariuszu jest dziurawa, jak ser szwajcarski. Niektóre wątki są po prostu wrzucone na siłę (jak wątek magicznego topora Konga, bez którego mógłby pokonać Godzillę z palcem w nosie). Twórcy starają się w inne wątki wrzucać nieco humoru (wątek postaci granych przez Millie Bobby Brown i Juliana Dennisona). Że nie wspomnę o równie na siłę wrzuconym zwrocie akcji pod koniec filmu… Nie chcę zdradzać za dużo, powiem tylko, że kinomanom będzie przywodzić na myśl finał dużo słabszego starcia innych, równie znanych, ikon kultury popularnej…
Z drugiej strony, trudno odmówić produkcji widowiskowości. Starć Godzilli z Kongiem nie jest zbyt dużo (jedna na lotniskowcu, dwie na ulicach Hongkongu), ale kiedy oba monstra krzyżują rękawice, zabawa jest przednia. Ludzcy bohaterowie mogą być płascy jak kartka papieru, nie oni są tu ważni. Ważna jest naparzanka, którą w wykonaniu Godzilli i Konga ogląda się z zapartym tchem (czego nie dało się powiedzieć o walkach, dajmy na to, Predatora z Xenomorphem z „Obcy kontra Predator” Paula W S Andersona). Całości dopełniają udane efekty specjalne, a muzyka nieźle ilustruje walkę.
Krótko mówiąc, w kategoriach wakacyjnego blockbustera i popcorniaka, produkcja Adama Wingarda sprawdza się na plus. Nic, tylko czekać na więcej.
Reż. Adam Wingard
Czas trwania: 110 minut
Gatunek: przygodowy
Tytuł oryg. Godzilla vs Kong

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz