Cykl na blogu CultureZone „W mizyczną podróż przez świat”
Witam serdecznie. Tym razem zapraszam wszystkich do odległych lat 70, kiedy to w 1977 roku na rynku płytowym ukazała się słynna płyta RUMOURS zespołu Fleetwood Mac. Zaczynamy.
OKOLICZNOŚCI POWSTANIA
„Rumours” był jedenastą płytą w dorobku Fleetwood Mac i powstał w cieniu sukcesu poprzedniego krążka, po prostu zatytułowanego „Fleetwood Mac”. Jeszcze zanim ruszyły prace nad krążkiem, nad zespołem zawisł czarne chmury. Basista zespołu, John McVie, odkrył romans swojej ukochanej, Christine. Po rozwodzie nie utrzymywali kontaktów i rozmawiali ze sobą tylko w sprawach muzycznych. Jakby tego było mało, do zespołu dołączyli Buckingham i Nicks, których relacja - delikatnie mówiąc - była skomplikowana. Nie dość na tym, również Mick Fleetwood odkrył zdradę małżeńską swojej żony.
To dowodzi, że ta słynna płyta powstawała w bólach. Wyjątkowo w bólach. W dodatku prasa co chwilę sprzedawała kłamliwe informacje, np. o pobycie Christine McVie w szpitalu i trzeba było ciągle wszystko dementować. Mało brakowało, a zespół w ogóle by się rozpadł. Założyciele zespołu zauważyli jednak ogromne zaangażowanie w pracę nad płytą. I tak na początku 1976 roku powstało kilka pierwszych piosenek na Florydzie. Producentem był Keith Olsen, który był również producentem poprzedniego albumu zespołu. To właśnie on decydował w kwestiach sekcji rytmicznych.
ZAWARTOŚĆ
Album składa się z 11 piosenek. Już dwie pierwsze piosenki, w tym melancholijna „Dreams”, należą do najbardziej znanych w karierze zespołu. Kolejne dwa utwory - „Never Going Back Again” i „Don’t Stop” mają bardzo rytmiczny ton i zapowiadają to, co zapowiadał Keith Olsen, gdy zabierał się za produkcję. Ale zanim słuchacz wpadnie już całkowicie w rytmiczność płyty, musi wysłuchać melancholijnego „Songbird” wykonywanego przez Christine McVie.
Dopiero potem zaczyna się prawdziwa uczta. Zapowiada to już najsłynniejsza kompozycja grupy, czyli „The Chain”, balansująca na granicy rytmiki i bluesa. Piosenka stała się przebojem i znalazła swoje miejsce także w popkulturze (można ją usłyszeć na przykład w „Strażnikach Galaktyki vol. 2”). W podobnym klimacie brzmią również „You Make Lovin Fun”, oraz „I don’t want to know”. Pięknie za to się prezentuje laurka „Oh Daddy”, wykonywana przez Christine McVie dla upamiętnienia ojca.
Całość wieńczy „Gold Dust Women”, którego melancholijna melodia idealnie podsumowuje całą płytę.
OCENA
Bez dwóch zdań warto sięgnąć po omawiany krążek, na którym nie brakuje świetnych kawałków i który wprowadzi w relaksacyjny nastrój. Mimo 44 lat na karku, ta płyta wciąż robi wrażenie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz