piątek, 16 lipca 2021

Cykl na blogu CultureZone: KĄCIK LITERACKI.


Witam serdecznie. Zapraszam wszystkich do nowego odcinka „Kącika literackiego”, w którym tym razem przeniesiemy się do międzywojennego Lwowa, a zwłaszcza Gdańska. Dziś bierzemy na tapetę nową powieść kryminalną Marka Krajewskiego pt. „MIASTO SZPIEGÓW”. Zaczynamy.


MAREK KRAJEWSKI, Miasto szpiegów” *****

rok wyd oryg.: 2021; rok wyd. polskiego: 2021


Marek Krajewski najbardziej znany jest dzięki serii retro kryminałów osadzonych we Wrocławiu w okresie międzywojennym. Powołał do życia niemieckiego wachmistrza, Eberharda Mocka, który prowadzi niezliczone sprawy kryminalne. Krajewski stworzył też inną postać, lwowskiego policjanta Edwarda „Łyssego” Popielskiego, który zadebiutował w powieści „Głowa Minotaura”. Po kilku powieściach opisujących późne kryminalne sprawy Popielskiego, przyszła pora na wcześniejsze perypetie lwowskiego policjanta.


TREŚĆ

Miasto szpiegów” to trzecia powieść (po „Dziewczynie z dziewięcioma palcami”, oraz „Pomocnikowi kata”) opowiadająca o wcześniejszych, szpiegowskich, losach Edwarda Popielskiego. Krajewski rozbudował, podobnie jak w przypadku Eberharda Mocka, postać lwowskiego policjanta, pokazując nam jego nieznaną młodość. Formuła szpiegowskiego thrillera sprawdziła się w przypadku dwóch poprzednich powieści Krajewskiego. A jak jest w tym przypadku?

Akcja powieści rozpoczyna się w 1933 roku. Kapitan Jan Żychoń, szef sztabu Wojska Polskiego (tzw. Dwójki), przybywa do Lwowa ze zleceniem dla Popielskiego. Lwowski policjant (a raczej tajny agent) ma wytropić Ottona Adeldharta, wspólnika szefa Abwehry w Gdańsku, którego ślad urwał się we Lwowie. Popielski bez najmniejszej zwłoki wyrusza do Wolnego Miasta Gdańska tropem wspólnika tajnego niemieckiego oddziału.


OCENA

Poprzednia powieść Krajewskiego, „Moloch” opowiadająca o Eberhardzie Mocku, nie porwała mnie, a w dodatku odniosłem niepokojące wrażenie, że została napisana w bardzo dziwny sposób, zupełnie nie podobny do wrocławskiego autora. Krajewski znany jest z barwnego opowiadania kryminalnych historii, jednak w tamtej powieści nie dało się tego wyczuć. Na szczęście pisarz wrócił do formy, jednocześnie wracając do wczesnych perypetii drugiego swojego bohatera, Edwarda Popielskiego.

Od razu przyznam się, że słabo pamiętam fabułę dwóch poprzednich, szpiegowskich, kryminałów Marka Krajewskiego o Popielskim. Jednak dla kogoś, kto ich nie pamięta, lub w ogóle ich nie czytał, fabuła trzeciego tomu niekoniecznie musi się okazać niezrozumiała. Krajewski pisze swoje kryminały niechronologicznie (od początku swojej twórczości), a mimo to czytelnik nie musi się obawiać, że się pogubi. Każda jego powieść stanowi bowiem integralną całość, którą łączy plastyczne tło i barwni bohaterowie. Jeśli w powieściach wrocławskiego pisarza znajdują się odnośniki do poprzednio napisanych części, to bardziej zachęcają czytelników do sięgnięcia po inne kryminały Krajewskiego.

Podobnie jest w tej książce. Odnośniki do dwóch poprzednich kryminałów o wczesnej działalności Popielskiego pojawiają się, jednak fabuła książki stanowi bardziej integralną całość. Najważniejsze w „Mieście szpiegów” jest to, że Krajewski kreśli przed nami obraz międzywojennego Gdańska, kolejnego – po Breslau, Lwowie i Darłowie – miasta na międzywojennej/powojennej mapie. Nie szczędzi najdrobniejszych szczegółów, zupełnie jakby go zwiedzał i znał go od podszewki. Tak jak w poprzednich swoich powieściach, dba zarówno o tło, jak i obyczaje tamtych czasów.

Najlepsze jest jednak to, że Krajewski (prócz dokładnych opisów międzywojennego Gdańska), odkrywa przed nami nieznany, jakże intrygujący, świat służb specjalnych II RP. Jest to świat ponury i mroczny, brudny i wyjątkowo brutalny. Krajewski pokazuje co do najdrobniejszych szczegółów jak w dawnych czasach tajni agenci radzili sobie ze swoimi przeciwnikami. Taki obraz z jednej strony intryguje i wzbudza ciekawość, z drugiej zaś – może przyprawić o gęsią skórkę. Tym bardziej, że mocnych scen w książce Krajewskiego nie brakuje.

Miasto szpiegówto mistrzowsko napisany kryminał i, przede wszystkim, wielki powrót Marka Krajewskiego do dawnej formy. Dla kogoś, kto bardzo lubi retro kryminały (tak jak niżej podpisany), może to być wyjątkowo smakowity rarytas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz