Cykl na blogu „CultureZone”: „KSIĄŻKA VS FILM”
Cześć wszystkim. Lato za nami, pora więc iść do szkoły (dzieci się cieszą, a rodzice wreszcie sobie urządzają party…). Z tej okazji przeanalizuję różnice między „PROCESEM” Franza Kafki, a jej adaptacją z udziałem Kyle’a MacLachana i Anthony’ego Hopkinsa. Zaczynamy.
OGÓLNY ZARYS FABUŁY
Główny bohater, trzydziestoletni Józef K., jest urzędnikiem bankowym. Pewnego dnia zostaje aresztowany i postawiony w stan oskarżenia. Jest to nietypowy rodzaj aresztu, gdyż mężczyzna nadal może normalnie pracować, a nawet pozostać w swoim mieszkaniu, jedynym wymaganym warunkiem jest stawianie się na przesłuchania. Choć Józef K. usilnie próbuje dowiedzieć się o co został oskarżony, urzędnicy sądowi nie chcą mu tego wyjaśnić. Z czasem bohater staje się coraz bardziej bezradny wobec tej dziwnej sytuacji. Mimo, że uważa ją za absurdalną gdyż jest pewny swojej niewinności, to stopniowo proces zaczyna go coraz bardziej absorbować...
RÓŻNICE MIĘDZY KSIĄŻKĄ, A FILMEM
OGÓLNE RÓŻNICE
Film w reżyserii Davida Hugh Jonesa jest stosunkowo wierną adaptacją powieści Franza Kafki. Nie powinno to dziwić, albowiem reżyser filmu wyspecjalizował się w wiernym adaptowaniu materiałów źródłowych (w 1999 roku nakręcił analizowaną już na moim blogu równie wierną „Opowieść wigilijną” z Patrickiem Stewartem). W tym przypadku adaptatorzy chcąc zachować wierność tekstu, postanowili wykorzystać dialogi (oczywiście tam, gdzie było to konieczne) niemal żywcem wzięte z książki.
ARESZTOWANIE I PRZESŁUCHANIE JÓZEFA K.
Scena aresztowania Józefa K. jest taka sama i w książce, i w filmie: bohater po przebudzeniu zastaje u siebie dwóch policjantów informujących go, że został przez nich zatrzymany (zarazem nie wyjawiając przyczyny aresztowania), a Józef K. ma pozostać w swoim pokoju. Chcąc wyjaśnić zaistniałą absurdalną sytuację, bohater wyciąga swoje dokumenty by pokazać je funkcjonariuszom. I tu pojawia się pierwsza różnica: w filmie po powrocie do salonu, Józef K. zastaje policjantów jedzących jego śniadanie. Z kolei u Kafki Józef K. ma dopiero dostać śniadanie, jednak kucharka zostaje brutalnie wyproszona przez policjantów. Dopiero potem policjanci zabierają się za jedzenie śniadania Józefa K. Dialog, który się potem toczy między nimi w filmie jest taki sam jak w książce i sprowadza się do dociekań, o co bohater został aresztowany. Nakazują mu również dalsze czekanie na nadzorcę. A gdy ten przybywa, besztają Józefa K. za to że idzie do niego w samej koszuli, po czym nakazują mu by ubrał czarny garnitur. Następuje przesłuchanie przez nadzorcę, które zostaje bardzo wiernie odwzorowane w filmie. Podobnie jak późniejsza rozmowa Józefa K. z panią Grubach i włascicielką kamienicy, panią Bürnster, która doradza Józefowi, by udał się na przesłuchanie tak jak zalecają mu policjanci.
Scena w której Józef poznaje termin małego przesłuchania nie jest zgodna z opisem w książce. Po pierwsze Kafka nie uściśla kiedy zadzwoniono do Józefa (co najwyżej sugeruje, że ma to miejsce w jakimś urzędzie, w filmie scena odbywa się w czasie pracy w banku), po drugie nie zgadza się data: w książce jest to niedziela, z kolei w filmie: sobota. Zarówno w książce jak i w filmie bohater zauważa, że o ile podano mu dzień przesłuchania, o tyle godziny: już nie. Mimo rad wicedyrektora, nie decyduje się oddzwonić, nie widząc w tym najmniejszego sensu. Udaje się więc w niedzielę z samego rana na wyznaczone miejsce i z początku, tak jak w książce, błąka się po urzędzie (w obu przypadkach pyta się o stolarza). A gdy w końcu stawia się na przesłuchanie, zostaje zganiony za spóźnienie, na co Józef odpowiada: „Może i przyszedłem spóźniony, ale oto jestem”, po czym poddaje krytyce samo przesłuchanie. Jego mowa obrończa zostaje przerwana przez wtargnięcie dwojga kochanków, którzy zaczynają uprawiać miłość w samym środku sali, w związku z czym przesłuchanie zostaje tak po prostu przerwane.
PROCES JÓZEFA K.
Mimo niespodziewanego przerwania przesłuchania, nie ulega wątpliwości że proces Józefa K. rozpoczął się na dobre. W filmie od tamtego wydarzenia zdaje się minąć kilka godzin, podczas gdy w powieści wyraźnie jest zaznaczone, że minął równo tydzień i zarówno książkowy jak i filmowy Józef K., niewezwany przez nikogo, osobiście udał się do tego samego miejsca, gdzie odbywało się przesłuchanie. Na miejscu zastaje kobietę (tą samą, która przerwała jego mowę obrończą), która informuje go, że przesłuchania nie będzie. Józef zauważa księgi sędziego, które powinny być zapisane wyrokami sądowymi i zaczyna je przeglądać, chociaż kobieta próbuje go od tego odwlec. Okazuje się jednak, że księgi są puste. W tym momencie książki do sali przybywa student, z którym interakcja została również wiernie oddana w adaptacji. Kobieta utrzymuje, że student chce ją zabrać do sędziego, to jednak okazuje się kłamstwem. Gdy oboje znikają, Józef K. spotyka woźnego, a ich rozmowa również została wiernie oddana w adaptacji.
Film całkowicie pomija rozmowę Józefa K. z przyjaciółką pani Bürnster i od razu przechodzi do równie wiernie oddanej na ekranie sceny z siepaczami. Następnego dnia do biura bankowego Józefa K. przychodzi zbulwersowany wiadomościami jego wujek, Karol, oferując mu pomoc w procesie. Udają się do adwokata Hulda, który ma bronić Józefa. Podczas gdy wujek Karol rozmawia z adwokatem, bohater zabawia się z kolei z opiekunką adwokata, Leni, która przychodziła do niego jeszcze w czasie rozmowy wujka Józefa z adwokatem. Teraz Józef, za jej namową, próbuje ją uwieść. Następnie (w książce: po kilku dniach, zimą) bohater spotyka się z adwokatem, który po krótce przedstawia mu przebieg procesu, a następnie wysyła go do malarza (w książce: robi to fabrykant odwiedzający bank). Wizyta u malarza wyjaśniającego Józefowi trzy formy uwolnienia: prawdziwe, pozorne i przewleczenie, została dość wiernie oddany na ekranie. Następnie Józef K., podejrzliwy wobec motywów adwokata, spotyka w biurze Hulda innego oskarżonego, nazwiskiem Block, który oferuje K. wgląd w sprawę z perspektywy współoskarżonego. Podobnie jak w książce, filmowa sprawa Blocka toczy się od pięciu lat, a on sam, od odnoszącego sukcesy biznesmena, stał się bliski bankructwa i jest praktycznie zniewolony przez zależność od adwokata i Leni, z którą najwyraźniej utrzymuje relacje seksualne (podobnie jak Józef K.). Huld kpi z Blocka w obecności K. za jego psią uległość. W tym momencie rozdział urywa się, jednak adaptatorzy sprytnie wybrnęli z tego problemu: po doświadczeniu z Blockiem i tym jak jest traktowany przez Hulda, Józef K., - przekonany i tak o zwolnieniu adwokata oraz wzięciu sprawy w swoje ręce - postanawia ostatecznie zerwać z nim jakiekolwiek kontakty.
WYROK NA JÓZEFIE K.
W jakiś czas potem (tak w książce, jak i w filmie nie zostało sprecyzowane, kiedy konkretnie), Józef K. otrzymuje od banku zlecenie na pokazanie kilku zabytków włoskiemu klientowi banku. W tym celu udaje się do pobliskiej katedry, gdzie ma dojść do spotkania. Absurdalne zlecenie staje się pretekstem do spotkania z tamtejszym księdzem sądowym (którego w filmie gra Anthony Hopkins). W tym momencie następuje najlepsza, niemal 1:1 przeniesiona na ekran, filmowa scena kazania. Jedyne co się nie zgadza, to spotkanie z Leni przed wejściem do katedry, które zostało pominięte w adaptacji.
Ponieważ dialogi w filmie zostały żywcem wzięte z książki, filmowy monolog księdza skierowany do Józefa K. jest dokładnym odzwierciedleniem tego, co napisał Kafka. Monolog jest utrzymany w formie przypowieści, którą nawiasem mówiąc Franz Kafka wcześniej napisał w postaci krótkiego opowiadania pt. „Przed prawem”. Jest to historia mężczyzny, który przez lata nie był wpuszczany przez odźwiernego/strażnika (zależy od tłumaczenia) przez bramę (mimo dawanych łapówek), a dopiero przed śmiercią wychodzi na jaw, że brama była cały czas otwarta i mężczyzna mógł przez nią wejść w każdej chwili. Opowiadanie odnosiło się do obcowania z prawem, którego brama była metaforą. Dokładnie to samo ksiądz opowiada Józefowi K. i tak samo wygląda to w adaptacji. Następnie ksiądz i Józef K. prowadzą dysputę na temat znaczenia prawa i uzasadnienia, pada stwierdzenie, że przypowieść spisana w dawnych księgach przez lata była różnie interpretowana. Rozmowa z duchownym uświadamia Józefa K., że samo Prawo jest różnie interpretowane i nie ma przed nim ucieczki.
Tak więc pogodzony ze swoim losem, bohater czeka na wykonanie wyroku. Ten ma nastąpić w przeddzień jego trzydziestych pierwszych urodzin. Cały ceremoniał odbywa się zgodnie z opisem w książce. Zgadza się również to, że Józef K. w czasie prowadzenia na miejsce egzekucji zauważa kobietę i bierze ją za panią Bürnster. Sposób wykonania wyroku również jest zgodny z opisem w książce, jak również ostatnie słowa Józefa K. oceniające jego potraktowanie, które w książce były jedynie ostatnią myślą jaka mu przyszła do głowy przed śmiercią: „Jak pies”.
To była moja analiza różnic między powieścią Franza Kafki „Proces”, a adaptacją z 1993 roku. Co o niej sądzicie? Piszcie swoje wrażenia w komentarzach, a my widzimy się za tydzień z nową analizą. Cześć.
.png)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz